Witam. Moje życie pod względem zwiazków, partnerstwa z mężczyznami praktycznie nie istenieje. Kiedyś jeszcze czasem umówiłam się z jakimś chłopakiem, ale zazwyczaj kończyło się to na jeden "randce". I te spotkania były zazwyczaj z mojej inicjatywy. Teraz już się z nikim nie spotykam, bo już mi głupio kogoś gdzieś zapraszać. W jakiś sposób chyba ich zniechęcam. Nie wydaje mi się, żebym wydawała im się jakąś desperatką, bo zazwyczaj traktuje te znajomości jako koleżenstwo, z nikim na siłe nie chcę się wiązać.Jak okazuje, że mi zależy, to konczy się tak samo, także nie wiem, już jak działać. Brzydka też nie jestem, dbam o siebie i wiem, że wizualnie ich jakoś przyciągam. Ale nikt nie chce się ze mną więcej spotkać. No i tak się zastanawiam od dłuższego czasu, czy zły kontakt z moim ojcem może mieć wpływ na to, że nie potrafie nikogo przy sobie zatrzymać? Mieszkam z ojcem, ale mało rozmawiamy, to jest raczej typ zimnego człowieka, często na mnie krzyczał i krzyczy w sumie do tej pory o głupoty, jak chce być dla niego miła, to on jest dla mnie wredny... Tak samo mam z dziadkiem, z ojcem mojej mamy (przez całe życie miałam tylko jednego dziadka). On także jest zimnym człowiekiem, zawsze był, ale nigdy z nim nie rozmawiałam, ogólnie wszystkie swoje wnuczęta traktował jak powietrze. Mam brata starszego o 7 lat i on biorąc z nich chyba przykład też był taki przez wiele lat - zawsze traktował mnie jak śmiecia i jak kogoś obcego, ale wiadomo - jak to rodzeństwo, tymbardziej że jest tyle lat starszy. Teraz nie mieszkamy już razem i jest jakoś lepiej i jest to jedyny chłopak w rodzinie z którym mogę porozmawiać. Czy to jest możliwe, żeby brak oparcia w tych najważniejszych mężczyznach w życiu miał jakiś wpływ na to, że nie potrafię nawiązać nici porozumienia z płcią przeciwną? Mam 22 lata i nigdy nie byłam w związku. Nie szukam jakoś na siłę, ale czasem chciałabym mieć kogoś i w dodatku jak patrze na około to w moim wieku niektórzy ludzie się już zaręczają, a ja stoje w miejscu i nie potrafię tego zmienić. Na tych spotkaniach z chłopakami jestem sobą, nikogo nie udaję, jestem normalna... a nigdy nie mogę trafić w czyjś gust. Nawet nikt nie chce mnie bardziej poznać. Jedno - dwa spotkania i cześć. Nie wiem już co robić.
P.S. Rady typu "głowa do góry, na pewno jeszcze kogoś poznasz, całe życie przed tobą" bądz "wyjdz do ludzi" zachowajcie dla siebie. Jestem aktywna, pracuję i chodzę na siłownie, czasem na imprezy.