Witam nie jestem tu nowa, choć pierwszy raz w tym dziale. Musze chyba z kimś pogadać, wyżalić sie bo nie umiem zrobic tego w swiecie realnym ( mam przyjaciółkę którą hmm kocham ale nie umiem jej sie wygadać.. zawsze mam tak że sama staram sie rozwiązywać kogoś problemy ale swoimi sobie nie radzę).
Tak jak w temacie... Nie chce mi sie żyć.. tzn ja nawet nie czuję że żyje.. nie widzę żadnego sensu tego że żyje..Czasami jak oglądam telewizje i widzę te wszystkie ludzkie tragedie.. to że np ktoś kto ma cel w życiu, ma dla kogo żyć ma pełno planów etc umiera na raka.. I wtedy czasami zadaje sobie pytanie dlaczego taka osoba a nie ja?? (wiem że to dziwne..)
Nie mam myśli samobójczych, to nie depresja, czasami jak tyle nie myślę to jest nawet dobrze. Mam wrażenie że nie ukalda mi sie nic na żadnym polu... Pracuję, studiuję. Praca , studia... II stopień zaczynam sie zastanawiac czy dobrze zrobiłam idąc dalej na te własnie studia.. dobija mnei to że siedze ucze sie.. a i tak wyniki mam średnie...
Facet.. dwa lata znajomości, wyznawania milości... i nagle cisza. Kocham go..
Na zewnątrz jestem zawsze uśmiechnięta, "zabawna" taka pocieszajka, ale w środku jestem nieszczęśliwa... niespełniona etc
Próbowałam wziąć sie za siebie.. -nie chodzi o to że jestem zaniedbana albo coś-po prostu Jesteś mądra, niebrzydka ,pozytywne myślenie etc..ale nie działa?tzn działa na pięć minut..
Pewnie niektórym wyda się glupie że w ogóle takie coś pisze.. ale chyba po prostu mi jest to potrzebne