Moje życie to koszmar! A najgorsze jest to że nikt nie może albo nie chce mi pomóc! Ale zacznę może od początku. ON był moją wielką miłością. Taką do utraty tchu!Wzięliśmy ślub.Urodziły się dzieci. Na początku było jak w bajce. Mieszkaliśmy u niego.Jednak już po 3 latach znudziło mu się życie rodzinne. Zaczęły się imprezy ,koledzy i alkohol. I zawsze to ja byłam wszystkiemu winna.Po każdej awanturze przepraszał, obiecał poprawę a ja mu wybaczałam bo go kochałam nad życie.Tak biegły lata. On pracował i się bawił a ja siedziałam w domu z dziećmi.Ja nie mogłam nic a on mógł wszystko!Dla niego zerwałam wszystkie znajomości,bo przeszkadzali mu moi znajomi a ja się wstydziłam za niego.Nawet moja przyjaciółka (???) zapomniała o mnie co mnie bardzo boli! 8 lat temu postanowiłam przerwać ten koszmar i uciekłam do rodziców.On po tygodniu przyjechał i przeprosił i za namową rodziców wybaczyłam.On jest tak dwulicowy ,że nikt nikt mi nie wierzy jak opowiadam co wyprawia.Potem zamieszkaliśmy u moich rodziców.Na początku było super,ale szybko się skończyło.Tym bardziej że mój ojciec go bronił.Mówił że inne żyją z pijakami a ja nie umiem.Nie wiem za co , ale ojciec całe życie mnie nienawidził.Nigdy nie usłyszałam od niego dobrego słowa i chyba nie usłyszę.To podły człowiek i mama (nie żyje od roku)miała z nim ciężkie życie.Ale do mojej historii to było coraz gorzej a to dlatego że i mi w końcu opadły różowe okulary!Przestałam go kochać i bardzo znienawidziłam!Zażądałam aby się wyprowadził ale on się śmiał tylko bo wiedział ze ojciec jest po jego stronie.Kilka razy była policja ale on nic sobie z tego nie robił.Kazali mi założyć sprawę o znęcanie ale stchórzyłam a może miałam nadzieję że się zmieni?Od 6 lat pracuję i myślałam nieraz żeby się wyprowadzić ale się boję że nie dam rady finansowo.On straszy że nie da mi grosza a nawet zwolni się z pracy aby nie ściągali mu alimentów.Teraz zrobił się tak podły i mściwy że się go boję.Straszy mnie ,że jak go zostawię to się powiesi albo spali dom.Już nie łudzę się, że się zmieni,ale boję się o siebie i dzieci.Trwa to już 15 lat!Chciałabym zmienić swoje życie bo mnie wykończy psychicznie.Może odezwie się do mnie kobieta ,która była kiedyś w podobnej sytuacji a teraz wyszła na prostą?Potrzebuję duchowego wsparcia i podpowiedzi jak się wyrwać z tego piekła.Bardzo się wstydzę iść do jakiejś instytucji.On zniszczył mnie tak, że się boję własnego cienia!Błagam pomóżcie.Jestem z Radomia .
Podobne tematy
Moja droga.. wyobrażam sobie jak Ci jest ciężko.. i do rzeczy; po pierwsze bardzo dobrze ,że tu trafiłaś.. musisz przeczytać o podobnych do Twojej sytuacji przypadkach , ponad to, załóż niebieską kartę i nie bój się tego posunięcia bo jesli nie zaczniesz działać mimo tego strachu będzie coraz gorzej, nie zostaniesz bez finasów i jego gadanie,że zwolnienie z pracy załatwi sprawe aliemntów może sobie w buty włożyć( pracuję przy funduszu aliemntacyjnym)..bąż a raczej postaraj się byc trwada w swoich działaniach.. nie stój w miejścu.. masz juz świadomość, że ejst źle.. i pisz....
Dzięki za słowa otuchy.Tak bardzo mi tego brak.I tego aby ktoś powtarzał mi ciągle abym walczyła, abym się nie poddawała!Teraz go nie ma, ale boję się, że zaraz wróci i ...Tak nie da się żyć!!!
Walcz i nie poddawaj się. ![]()
Walcz i nie poddawaj się, mimo lęku i obaw.
Walcz i nie poddawaj się, bo warto żyć szczęśliwie.
Walcz i nie poddawaj się, bo możesz być osobą szczęśliwą.
Walcz i nie poddawaj się, bo jesteś mądrym człowiekiem i wiesz, co w życiu jest ważne.
Walcz i nie poddawaj się, bo inaczej Twoje dzieci będą miały spaczony obraz relacji między kobietą a mężczyzną.
zmień otoczenie:)
masz przy sobie dzieci a to przecież najlepsze co mogłaś w życiu osiągnąć:)
niech będą dla Cb najważniejsze
Ty dla nich tez jesteś:)
masz dla kogo żyć i walczyć
facet z którym byłaś nie zasługuje na Cb ![]()
zapomnij o nim
ciesz sie tym co masz:) i spróbuj żyć szczęśliwie:)
bez niego z dziećmi i daleko od niego:)
6 2012-03-02 16:11:19 Ostatnio edytowany przez yummyhntr (2012-03-02 16:14:50)
Znam dobrze typ osobowości jaką posiada Twój mąż, bo sama byłam w związku z kimś równie dwulicowym, kto potrafił przekabacać na swoją stronę nawet moją rodzinę. Nie ma niestety innej rady niż po prostu usamodzielnienie się i kategoryczne zerwanie kontaktów. Według mnie to już nie czas na spokojnie rozmowy, ale czas wytoczyć najcięższą artylerię. Jeżeli Cię maltretuje psychicznie bądź fizycznie zaczerpnij rady w odpowiednich instytucjach powołanych do tego, by nieść pomoc osobom takim jak Ty. Przy każdej awanturze dzwoń na policję. To są dowody, które pomogą Ci potem w sądzie. Z tego co wiem istnieją takie instytucje, gdzie skorzystasz z porady prawnej, a może i opieki psychologa. Jeżeli zwolni się z pracy i nie będzie płacił alimentów wnosisz sprawę do komornika, a jeżeli nie podejmie pracy będzie za niego je płacił fundusz alimentacyjny. Najlepiej złóż już pozew, bo na sprawę się trochę czeka, będziesz miała czas się przygotować. Ciężko jest nie mieć wsparcia rodziny, ale jestem pewna, że lepiej jest żyć skromniej i przecierpieć jakiś czas niż męczyć się całe życie. Jestem też pewna, że jeśli odejdziesz od niego i trochę ochłoniesz, spojrzysz na to obiektywnie, bez emocji i uznasz, że to najlepsza decyzja Twojego życia. Pamiętaj o swojej godności, a alimentami się nie martw to nie jest jego łaska czy widzi mi się, ale obowiązek, nie względem Ciebie, ale dzieci. Jeżeli rozwód orzekną z jego winy, możesz również ubiegać się o alimenty dla siebie.
Aha, zapomniałabym. Na szantaże zupełnie nie zwracaj uwagi, to najgorsze co możesz zrobić. Ja byłam szantażowana, że moje nagie zdjęcia zostaną rozwieszone w mieście, a także śledzona i prześladowana. Wszystko zgłosiłam na policje, a facet przestał "kozaczyć".
Tak się boję! Męża ,życia,przyszłości...!Nie wiem co robić!Chcę się rozwieść,ale to mnie przeraża.Nie mam świadków a on jest dobrym aktorem.Drań,alkoholik i psychopata!Bardzo mściwy!Wiem,że nikt za mnie tego nie zrobi,bo to moje życie!Dojrzewa we mnie myśl o rozwodzie,ale tak bardzo się boję!Nie mam gdzie uciec od niego,bo najchętniej wyjechałabym na koniec świata!Ale praca,dzieci,szkoła...Trzęsę się cała.To chyba nerwica.
witaj. byłam w podobej sytuacji i potrzebowałam czasu aby dojrzec do decyzji rozwodu. ale udało sie z dnia na dzień postanowiłam ze czas z tym skonczyc bo sie wykoncze. kolejna zdrada, kolejna impreza i kolejna awantura to juz za dużo stwierdziłam..jedno co zle zrobiłam to to, ze wzięłam rozwód bez orzekania o winie(a tylko po to by jak najszybciej sie to skonczyło).
pamiętaj to jego wina i on musi poniesc tego konsekwencje:) dasz rade, zobaczysz.. mnie to samo mówiła kolezanka, co pare lat wczesniej przez to przeszła.
teraz w maju mina 4lata po rozwodzie:) jestem w nowym związku z super facetem, który dba o mnie i moje dzieci:)
Dzięki Dziutka.Dobrze.że jest to forum i tacy ludzie jak ty! Nie czuję się taka samotna.Pozdrawiam
elizabetta, jak będziesz potrzebowała jakies rady to służe pomocą:).. powiem Ci ze tez duzo przeszłam, ale warto walczyc o swoje szczęście:) pozdrawiam serdecznie.
Dziutka jeśli mogę mam do Ciebie kilka pytań:
Jak sobie poradziłaś emocjonalnie z tym wszystkim?Czy ktoś Cię wspierał? Jak dzieci to przeżyły?A co z mieszkaniem?Musiałaś opuścić dom czy on się wyprowadził?Ja mam niestety taką sytuację,że muszę szukać mieszkania.Boję się,że nie dam rady finansowo.Pan mąż powiedział,że nie da grosza na dzieci i zwolni się z pracy.Znając go wiem,że jest do tego zdolny.To mu zawsze wychodziło najlepiej:robienie na złość!Drogą sądową to trwa strasznie długo.Teraz na razie mam spokój bo pan pojechał w delegację.Jaki spokój!Jakie szczęscie!Wiem jedno już mi go nie brak.Dzieci teżza nim nie tęsknią!Boję się jego powrotu!Nie już się nie kłócimy!Tak go za to wszystko znienawidziłam,że nie mam nawet chęci się odzywać!Tylko mi niedobrze jak go widzę!Aż się boję tej mojej nienawiści...On oczywiście nie czuje się niczemu winny a ja po 15 latach szarpaniny odpuściłam, bo wiem,że on już się nigdy nie zmieni!!!Popełnił tyle błędów, tyle razy mu wybaczyłam ,że mądry człowiek wyciągnąłby jakieś wnioski,ale nie on pan iwładca!
Witaj:) długo znosiłam zdrady i imprezowanie mojego męża. Bardzo go kochałam, kiedyś było że nawet oddałabym za niego życie. Wiem głupio brzmi, ale był moją pierwszą miłością i nie wyobrażałam sobie życia bez niego, może dlatego tak długo znosiłam jego traktowanie. kiedy kolejny raz mnie zdradził i to z żoną najlepszego przyjaciela oraz kiedy pierwszy raz podniósł na mnie rękę, powiedziałam koniec. dla duzo osób z mojego otoczenia wydało się to dziwne ale z dnia na dzień postanowiłam zakończyć nasze małżeństwo. z dnia na dzień przestałam go kochać, zabił we mnie całą miłość(dużo osób mi nie wierzy ale tak naprawdę było..
powiem Ci że gdyby nie pomoc rodziców, nie wiem jak dałabym sobie rade(przede wszystkim finansowo), ale tez bardzo mnie wspierali psychicznie..
jesli chodzi o moje dzieci to ta starsza dosyc mocno to przeżyła. jak była mniejsza zawsze była córeczk tatusia a z dnia na dzień wszystko sie zmieniło(potrafił na nia krzyczeć a nawet podnieśc na nią rekę) nawet do tej pory nie ma praktycznie z nim kontaktu bo nie potrafią sie dogadać(ona jest juz nastolatką i potrafi sie odezwac jak cos je nie pasuje). młodsza natomiast praktycznie go w domu nie widziała(imprezy, praca) i praktycznie tego nie odczuła. teraz trochę sie dopytuje dlaczego mama i tata się juz nie kochają:/..
powiem Ci że mieszkanie udało mi się zatrzymać( skorzystałam z jego chwilowego zaćmienia i szoku skutkiem czego było ze zrzekł się mieszkania hehe)..
Jeśli chodzi o pieniądze na dzieci to mój były tez mnie tak straszył i nic mu z tego nie przyszło. On ma obowiązek na Wasze dzieci płacić i tyle. dlatego najważniejsze jest abyś jako pierwsze załatwiła sobie sądownie alimenty. Pamiętaj trzeba miec wszystko na papierze, to bardzo ważne!!! nawet jesli on będzie się wymigiwał od płacenia to od tego jest fundusz alimentacyjny albo komornik bedzie go ścigał:)..dzisiaj właśnie byłam w jego zakładzie pracy złożyc kolejny wyrok i beda mu sciągać kase:-D.. Pamietaj musisz byc silna dla siebie i dla dzieci.. moj były był bardzo szoknięty kiedy widział jak ja sobie radze bez niego. a teraz jak przyjeżdza po małą to az go skręca ze jestem szczęsliwa z kims innym.A ja wtedy ubieram wydekoltowaną bluzke i "znęcam" się nad nim:-D hehe..
powodzenia i jestem pewna ze dasz sobie rade:*
Straszy mnie ,że jak go zostawię to się powiesi albo spali dom
Zostaw go i miej nadzieję, że zrobi to pierwsze.
Dzięki Dziutka!Ty byłaś w tej komfortowej sytuacji,że mogłaś liczyć na rodziców!Ja niestety jestem sama.Mam wprawdzie siostrę,ale ona jest z gatunku tych "co ludzie powiedzą".Komentować chyba nie muszę?Mama nie żyje a ojciec...szkoda gadać-pisałam onim już wcześniej.Najgorzej,bo nie stać mnie na prawnika a bez niego nie dam rady.Pozdrawiam gorąco!
elizabetta, bardzo Ci współczuję tej sytuacji, tym mocniej, że piszę z punktu widzenia dziecka wychowanego w takiej rodzinie, jak Twoja. Wiem, że jest Ci bardzo ciężko, boisz się zmian, jesteś zastraszona groźbami męża. Ale, choćby nie wiem co, musisz, MUSISZ znaleźć w sobie siłę i odwagę, by przerwać to wszystko. Wiesz dlaczego? Bo każdy kolejny dzień nasila potworną traumę zarówno w Twojej psychice, jak i, przede wszystkim, w młodych, niepotrafiących się jeszcze przed tym umiejętnie bronić umysłach Twoich dzieci.
Mam 22 lata. Mój ojciec pił, poniżał i bił mamę, był władczy, agresywny, wulgarny i przerażajacy. Straszył mamę w identyczny sposób: rozwód=spalenie domu wraz z dziećmi w środku i tego typu groźby.
Mama też bała się zmienić tą sytuację. Unikała decyzji, naiwnie czekała na odmianę, odwlekała w czasie jakąkolwiek próbę uratowania nas przed przepełnionym agresją i strachem domem.
Nie zrobiła nic.
Gdy miała 35 lat, sytuacja zmusiła ją do emigracji zarobkowej (ja miałam wtedy 11 lat) Przez te 11 lat byłam świadkiem pobić, poniżania, patrzyłam na mojego staczającego sie, zachlanego ojca, cierpiacą mamę, słyszałam jej krzyki, gdy była bita. Bałam się, że ojciec ją zabije. Kolejne kilka lat spędziłam w domu z bratem i ojcem i mimo młodego wieku podjęłam decyzję o wyjeździe do innego miasta do liceum, bo czułam, że z moją psychiką jest coraz gorzej, już jako dziewczynka wpadałam w stany depresyjne, byłam zamknięta w sobie, pełna wstydu, poniżenia, kompleksów ( ojciec przerzucił na mnie i brata agresję, na szczęscie tylko słowną).
Pamiętam, że marzyłam, by mama sie rozwiodła. Dosłownie marzyłam o rozwodie rodziców. Widziałam w tym szansę dla nas. Dom bez ojca pijaka... to było jak najwspanialszy sen. Niestety, z powodu strachu mojej mamy, nigdy się nie spełnił.
Dziś moja mama mieszka na stałe za granicą, ma partnera i dziecko, ale ciężkie lata z moim ojcem bardzo ją zniszczyły, też zaczęła mieć problemy z alkoholem, jest bardzo nerwowa.
Ja mam powazne problemy z psychiką, szczególnie w kontaktach z mężczyznami wychodzi ze mnie to całe zło, jakie mój ojciec mi wyrządził. Od kilku lat bardzo nad sobą pracuję, walczę o swoje życie, myślę o terapi DDA, dużo na ten temat czytam i staram się naprawić, nauczyć normalności. Ale do dziś mam w sobie masę bólu, który muszę litrami wypłakiwać. Do dziś reaktywują się we mnie lęki, nieufność, przygnębienie, brak poczucia sensu, niska samoocena, myśli samobójcze.
Zamiast beztroskiej młodości jestem skazana na walkę z demonami przeszłości, walkę o każdy dobry, pogodny dzień. Wiem, że gdyby mama odważyła się rozwieść, odejść, to w dużej mierze by nas uratowała. Miałabym dziś dużo szczęśliwsze życie i z pewnością oszczędzono by mi masy cierpienia.
Myśl o swoich dzieciach. To pomoże Ci znaleźć odwagę. Nie dopuść, by przeszły to co ja. Pozwól im dorosnąć w otoczeniu miłości, tak by czuły się bezpieczne, kochane, pewne siebie. Jestem pewna, że to byłby dla nich cudowny dar, ja na ich miejscu byłabym dozgonnie wdzięczna za każdy spokojny dzień w moim dzieciństwie. Nie daj się zastraszyć, walcz o siebie i swoją rodzinę! Jesteś silniejsza niż Ci się wydaje, nie daj sobie wmówić, że jest inaczej!
PS Co do gróźb typu spalenie domu, owszem, są przerażające, ale ja teraz po latach widzę, że mój ojciec był taki groźny, gdy miał nad nami całkowitą kontrolę. Teraz, gdy mama sama zarabia, wszyscy wyprowadziliśmy się z domu, to tak naprawdę nie ma możliwości zrobienia czegokolwiek. Tacy ludzie czują się panami, gdy pozwolimy im na traktowanie nas jak podwładnych. Podejrzewam, że Twój mąż jest słabszy niż Ci się wydaje i gdy straci panowanie nas sytuacją i nad Tobą, to może nie bedzie już taki cwany. Ratuj się, błagam ! Ściskam i bardzo mocno trzymam kciuki !
Koszmarna sobota i koszmarna niedziela!!!Gubię się w tym wszystkim! Czytam Wasze posty i widzę siebie.Jestem w totalnej rozsypce.Ciągle zmieniam zdanie ... nie wiem co robić!Boję się!Pan wrócił z delegacji i rządzi.Nie odzywałam się 2 m-ce,bo stwierdziłam,że szkoda słów i nerwów,ale dziś nie wytrzymałam i żałuję.Znów padły ciężkie słowa-to ja jestem wszystkiemu winna.On jest nieskazitelny.Ja się szlajam, puszczam,chcę tylko kasy...itp.A on biedaczek tak się stara!Cieszy się bo tatuś go popiera i siostra jego,której wczoraj trochę opowiedziałam...chyba niepotrzebnie,chociaż nie liczyłam,że będzie po mojej stronie.Tak że toja jestem ta podła i rozpustna.Ma na to świadków a ja nie bo ja się wstydzę o tym mówić.Ukrywałam to,bo go kochałam,bo liczyłam że się zmieni.Przecież nie tak miała wyglądać moja bajka.Myślałam,że swoje już wycierpiałm,że to podłe dzieciństwo to wystarczająca kara.Niestety gorzko się pomyliłam!!!On wiedział co przeżyłam,współczuł a teraz się śmieje i kumpluje z moim ojcem.To tak boli!Jak dalej żyć?
Witaj Eliza.Słuchaj co ci koleżanki mówią one mają racje .Ja rozwodzę sie z sadystą domowym .Tak mnie psychucznie wykończył ,że sama do siebie gadałam na ulicy,klełam go i płakałam.Dzięki takim dziewczyną co pokierowały mną zaczełam się rozwodzić .Moja droga prowadzę rozwód polsko -niemiecki .Wróciłam do kraju i....walczę ...i nie poddam sie .
Kilkakrotnie odchodziłam on prosił ,przepraszałi obiecywał i.....ciągle to samo robił.
Najpierw dowiedz sie o swoich prawach ,co ci się należy ,gdzie co załatwić,gdzie iść po pomoc itd i zacznij działać .Powodzenia
Czasem trzeba słuchać zdrowego rozsądku, a nie "głosu serca". Praktycznie zawsze należy.
Witaj.Bardzo Ci współczuje,ja męczę się tak 4 lata.Kochana przecież są instytucje które ci pomogą.Ja pukam wszędzie do opieki społecznej,do centrum interwencji kryzysowej dla rodzin do domu samotnej matki.Tam mają bezpłatne porady prawne,psychologów..Tylko trzeba się odważyć..A myślałaś żeby wyprowadzić się do innego miasta???może w innym mieście znajdziesz prace? w jakim wieku masz dzieci? Jeśli ci ciężko samej, mogę do ciebie zadzwonić albo podać ci numer do siebie.Nie możęsz być z tym sama!!!!!
Witaj boberka!Gdzie mieszkasz?Jak wygląda Twoja sytuacja rodzinna?Ja mam dzieci w wieku 13 i 14 lat.Myślałam o przeprowadzce do innego miasta,ale się boję.Tu w razie problemów mam na kogo liczyć(mam 2 przyjaciółki),które myślę,że mi pomogą atam będę sama-nie wiadomo na kogo trafię.Podziwiam Cię,że masz siłę i odwagę,aby walczyć o siebie ipukać do różnych drzwi.Mnie on tak zaszczuł,że nie mam siły iwstydzę się opowiadać o tym obcym ludziom.Wydaje mi się,że ktoś kto tego nie przeżył nie jest w stanie zrozumieć jaka to trauma!Byłam u psychologa, ale wyszłam rozczarowana.Jakoś inaczej to sobie wyobrażałam.Byłam też umówiona z prawnikiem, ale on miał lepsze dni i po raz kolejny dałam się omotać i nie poszłam.Wiem,że nie da się tak żyć,ale w moim środowisku rozwód to ciągle przestępstwo a na rodzinę nie mogę liczyć.Boberka,jeśli chcesz to wyślij mi nr tel. na maila to się odezwę.Trochę mi łatwiej jak sobie popiszę-to taka moja terapia...mój pamiętnik.I wiem,że mogę liczyć na wsparcie i słowa otuchy od innych...obcych ludzi o wielkich sercach...to boli,kiedy rodzina zawodzi...
Siedzę i myślę! Chyba zaraz oszaleję!Dziś piątek,więc on wraca z delegacji.Może nie wróci? Może zostanie tam na weekend?Tak nam dobrze bez niego!!!Zero nerwów i stresu.Dzieci też za nim nie tęsknią.Chociaż to przykre,że ojciec przez cały tydzień nie zadzwoni do dzieci,nic go nie interesują.Nawet grosza nie zostawił a ja nie będę żebrać.Przyjdzie czas,że zapłaci mi za wszystko.Wierzę,że wszystko ma swój początek i koniec.Dla niego będzie to marny koniec,bo zostanie sam jak palec!Wmawia mi,że buntuję dzieci przeciw niemu,ale to bzdura,bo są one już na tyle duże,że przekonały się,że na tatusia nie mogą liczyć w żadnej sprawie.Tojuż obcy człowiek dla nas!Nie mamy oczym rozmawiać.Tak zawiódł moje zaufanie,że nie czuję żadnej potrzeby,aby mu się zwierzać...i to od dobrych kilku lat.Łączą nas tylko dzieci,ale coraz mniej.Jak ich nie ma to nie mamy o czym rozmawiać.OBoże kończę,bo niestety przyjechał.Trzymajcie kciuki,abym przeżyła jakoś te 2 dni!
Jakoś się trzymam!I coraz bardziej jestem pewna,że on nie jest mi do niczego potrzebny!Pojechał znów w delegację i mam nadzieję,że wróci dopiero w piątek.Jestem taka spokojna,że aż się dziwię.Tak nam dobrze bez niego!Myślę cały czas o wyprowadzce.Już rozmawiałam o tym z dziećmi.Są za.Już myślimy onowej szkole,ale musimy jeszcze wytrzymać 3 m-ce.Nic mu nie mówię,bo to bez sensu.On nie wierzy,,,,,,,,,,ze mogę od niego odejść,przecież go tak straszę od kilku lat i nic nie robię.Czara goryczy się jednak przelała!Wiem,że przy nim nie czeka mnie nic dobrego a wręcz przeciwnie będzie coraz gorzej,bo on robi się coraz podlejszy a z moich łez tylko się śmieje,więc nie płaczę przy nim.Ja chcę tylko jednego :spokoju!I szacunku!
Jakoś się trzymam!I coraz bardziej jestem pewna,że on nie jest mi do niczego potrzebny!Pojechał znów w delegację i mam nadzieję,że wróci dopiero w piątek.Jestem taka spokojna,że aż się dziwię.Tak nam dobrze bez niego!Myślę cały czas o wyprowadzce.Już rozmawiałam o tym z dziećmi.Są za.Już myślimy onowej szkole,ale musimy jeszcze wytrzymać 3 m-ce.Nic mu nie mówię,bo to bez sensu.On nie wierzy,,,,,,,,,,ze mogę od niego odejść,przecież go tak straszę od kilku lat i nic nie robię.Czara goryczy się jednak przelała!Wiem,że przy nim nie czeka mnie nic dobrego a wręcz przeciwnie będzie coraz gorzej,bo on robi się coraz podlejszy a z moich łez tylko się śmieje,więc nie płaczę przy nim.Ja chcę tylko jednego :spokoju!I szacunku!
Sorry,ale dodałam 2 razy ten sam post;
Witam!
moja rada...przezylam cos podobnego! nic ciekawego mozna wykonczyc sie tylko psychicznie. Mysl o dzieciach i sobie nie o nim. My kobiety jestesmy silniejsze od mezczyzn psychicznie,a wiec znajdz w sobie tyle sily by powiedziec dosc! to koniec. Zacznij zyc bez niego i ciesz sie zyciem...bo jest naprawde piekne pozdrawiam i zycze sukcesow w podjetych decyzjach!!!!!
26 2012-03-28 16:56:55 Ostatnio edytowany przez elizabetta (2012-03-28 16:59:10)
hej;Siedzę i wypisuję sobie na kartce za i przeciw bycia dalej w tym chorym związku.I wiecie co mi wyszło? 15 punktów(na pewno wymyśliłabym więcej)przeciw i tylko 1 za:jest złotą rączką i wszystko umie zrobić a kobiecie trudno samej,bo czasami nie ma kto wbić przysłowiowego gwozdzia w ścianę.Punktów przeciw nie będę pisać.Przeczytajcie moje poprzednie posty to będziecie wiedzieć o co chodzi.Ale 1 do 15 to chyba za mało,aby z kimś być?!Jak myślicie?
Jasmin-dzięki za dobre słowa.Pozdrawiam
Cisza!Muszę popisać,bo zwariuję.Tak sama dla siebie a jeśli ktoś przeczyta i napisze parę ciepłych słów-to też fajnie.Koszmarne święta!Płaczę cały dzień!Najpierw byłam z dziećmi u mojego siostrzeńca ito co zobaczyłam to szok.Siostra nie żyje od kilkunastu lat a M.wychowywał się u nas.Teraz jest już dorosły i postanowił żyć na własny rachunek.Tylko mu nie wychodzi ale to niestety moja kolejna życiowa porażka.Zawsze trzymaliśmy go pod kloszem,bo biedny sierota,bo ojciec się nie interesuje...To dobry chłopak tylko leń-nic mu się nie chce robić-taki syf zastałam u niego,że aż płakałam po wyjściu.Za mało wymagaliśmy od niego i to teraz się mści!
Następna smutna sprawa to ten niby mąż.Jak ja go znienawidziłam przez te ostatnie miesiące!Nie mogę na niego patrzeć,brzydzę się nim!Jak ja mogłam kiedyś kochać kogos takiego?!To zwykły prostak{określenie b.delikatne}!
Nie radzi sobie z emocjami i wyżywa na mnie-tak robia ponoć ludzie o niskiej samoocenie,aby podbudować swoje ego i pokazać światu,że są kimś.Tylko czemu kosztem innych,bliskich osób?
Przez cały tydz.go nie było i byłspokój.Już go nam nie brak,nie tęsknimy!
Nagle w piątekdowiaduję się,że miał wypadek w pracy i jest w szpitalu.Stało się to w czwartek po południu.Nie zadzwoniłdo mnie tylko do siostry,bo ja nie rozmawiam z nim.Siostry całe popołudnie dzwoniły do mnie,ale ja byłam w pracy a komórki nie noszę przy sobie.
Dowiedziałam się dopiero w piątek rano,bo nie zaglądałam do telefonu.Jak zareagowałam?Co poczułam?Nic!Ten facet tak mnie zniszczył,że nawet w takiej sytuacji nie jest mi go żal.On zawsze się śmiał jak mi coś dolegało więc i mnie go w ogóle nie żal.A może ja nie mam serca?Może powinnam wszystko rzucić i jechać do niego te 300 km.,bo był w delegacji?
Chyba jego siostry na to liczyły dzwoniąc do mnie.A ja podła żona nawet nie zadzwoniłam do niego.Dla mnie to obcy człowiek.Chociażnie-chyba obcym bym się bardziej przejęła.
Przyjechał w sobotę -obrażony,bo jak to nic mnie to nie obeszło?On taki biedny ,cierpiący a ja się nad nim nie lituję?A ranę ma niewielką na głowie-ale on zawsze lubił robić z siebie cierpiętnika.Mój ból dla niego nie istniał-jego był zawsze większy!
Przyjechała po niego dzisiaj siostra i zabrała w gościnę.Na mnie na pewno nie zostawili suchej nitki.Nie weszła nawet do domu-potem odwiozła druga i też nie weszła.Chciały mi pokazać,że mnie olewają?Ze popierają braciszka?Tylko dlaczego wrócił pijany skoro boli go głowa?Dlaczego pozwoliły mu pić?Wczoraj prawie dzwonił po pogotowie a i dziś wrócił i jęczał,że tak go boli.
Teraz spi a ja niestety muszę spać obok bo nie mam gdzie.
Czemu to życie jest takie podłe?
Ja bym poszla do ksiedza o pomoc,bo jezeli uwazaja ze to wola Boza to maja obowiazek nas prowadzic tak zeby to wszystko wytrzymac.Ajesli nie wierze w Boga to niech sie maz psychol powiesi a dom po cichu bym ubezpieczyla na duza kwote.DZIEWCZYNO nie uzalaj sie .Zacznij ty sie nad nim znecac dopiero wtedy przestanie.On lubi bic lezacego.Podejmij decyzje,nie daj sie zastraszyc emocjonalnie ,jak bedzie mowil ze sie powiesi to powiedz ze juz od dawna na to czekasz i niech w koncu to zrobi, bo ty beziesz zmuszona to zrobic z nim.
Do księdza bym nie poszła,bo przeżywam kryzys wiary.Chodzę niby do kościoła,ale głównie ze wzg. na dzieci.Mam żal do Boga,że całe moje życie to piekło.Miałam zawsze nadzieję,że przez to podłe dzieciństwo już odpokutowałam wszystko,że dalsze życie już takie nie będzie-a tu g... prawda!
Tym bardziej,że moja siostra miała takiego samego sk...moja przyjaciółka też.A on zawsze mi mówił,że jak można być takim...Niestety okazało się że jest taki sam.Potrafił doskonale ukryć swoje drugie oblicze!Drań ,gnojek,psychopata!!!
A dokopać potrafi!Wczoraj też balował u siostry.Najgorsze jest to,że jezdzi po pijanemu autem!I nic sobie nie robi z tego a ja każdorazowo umieram ze strachu,że kogoś zabije.Sam jak jest głupi niech się rozwala,ale boję się o innych.Kiedyś prosiłam ,tłumaczyłam,chowałam kluczyki,ale to przynosiło odwrotny skutek.I tak pjechał,aby mi zrobić na złość,więc teraz nie mówię nic.Dzwoniłam na policję,ale nie przyjeżdżali,bo oni nie będą go szukać,bo nie wiadomo dgzie pojechał.Musi dojść do tragedii-to wtedy przyjadą migiem!
Wczoraj też był pijany i szukał zaczepki,ale się nie odzywałam tylko łzy mi ciekły ciurkiem,ale nie widział boby się śmiał.Upokarzał mnie i obrażał przy dzieciach.
Dziś będzie to samo,bo chyba jest zawiany.Nie widziałam go bo byłam w pracy a on ponoć wziął zwolnienie[wiem od dzieci,że nie był w pracy}i się leczy wódką kolejny dzień!
Ale to koniec!Nie pozwolę się tak więcej traktować iżeby dzieci musiały na to patrzeć!
Umówiłam się na jutro z prawnikiem!
Może mi podpowie co i jak w sprawie alimentów i rozwodu.Boję się bardzo,bo czeka mnie prawdziwa wojna,bo on jest b.wredny i będzie mi robił wszystko na złość.Rozwieść się nie chce,bo mu pasuje takie życie i tak robi co chce a zawsze ma gdzie wrócić.Chociaż nie piorę i nie gotuję mu już od kilku m-cy,bo nie daje kasy a mnie nie stać,aby go żywić.A zresztą za takie traktowanie???!!!
Tak więc będzie gorąco!On na razie nie wierzy w rozwód,bo go tak straszę od kilku lat.Uwierzy jak dostanie pozew.
Wiem,że będzie mnie szantażował,że się powiesi,bo to jego ulubiona śpiewka,ale na mnie nie robi już wrażenia,bo gada tak od kilkunastu lat.
Kiedyś latałam za nim i go pilnowałam,bo się bałam a teraz mam to w nosie.Jak tak mówi to radzę mu tylko,aby wziął mocny sznurek.Wg mnie to tania zagrywka,.W zeszłm roku powiesił się jego kumpel ,bo żona złożyła pozew iponoć napisał list i winą obarczył żonę a teraz wszyscy się od niej odwrócili.Co tam u nich się działo-nie wiem,ale żal mi tej kobiety,bo może jest niewinna,ale przecież nie będą winić zmarłego.Wg mnie to zwykłe tchórzostwo iść się powiesić,zostawić dzieci,olać życie!Niech się kobieta męczy!Mnie właśnie dzieci trzymają przy życiu!
Można oszaleć!Zapiszę się chyba jutro od razu do psychologa.
Witaj, nie możesz dać się zastraszać. Musisz się wyrwać z tego toksycznego związku. Zmień otoczenie, wyprowadź się. A jeśli on cię straszy że nie da ci grosza na dzieci, to wszystko idzie załatwić sądownie i nie będzie miał wyjścia aby ci nie płacić. \zacznij walczyć o siebie i swoje dzieci. Pokaż mu że jesteś silna i się go nie boisz i potrafisz być szczęśliwa bez niego. Trzymam kciuki za ciebie abys znalazła w sobie siłę i stanęła na nogi.
Dzięki za słowa wsparcia.Nawet nie wiecie ile one dla mnie znaczą!Dzięki Wam kochane forumowiczki jakoś się trzymam.Chociaż jest ciężko i są chwile,że łapie mnie strach i chcę odpuścić,ale wtedy przypominam sobie złe chwile kiedy on mnie upadlał albo włączam sobie nagranie z awantury i zwątpienie mija.Muszę być silna!Muszę zawalczyć o lepsze jutro dla dzieci,bo z nim nie czeka mnie już nic dobrego!
Byłam dzisiaj w Ośrodku Interwencji Kryzysowej i rozmawiałam z psychologiem.Na razie tylko o mojej sytuacji.Radziła mi to co wy-uciekać jak najszybciej i najdalej,bo takie kreatury się nie zmieniają!Dała mi nr tel.do grupy wsparcia,bo sama nie dam rady.Zapiszę się i spróbuję-chociaż się boję.Nie wyobrażam sobie jak będę mówić o tych podłościach,które on mi wyrządził przy obcych ludziach.
Miałam się spotkać dziś z prawnikiem,ale pani w ośrodku coś pokręciła i okazało się,że to jutro.
Pójdę po pracy.Trzymajcie za mnie kciuki,abym nie stchórzyła,bo dzisiaj omal stamtąd nie zwiałam.
Tak bardzo potrzebuję odwagi i siły!
Pozdrawiam gorąco
Najważniejsze że znalazłaś w sobię siłę do działania. trzymam kciuki, abys poukładała sobie życie na nowo, bez niego.
To właśnie obcy ludzie zrozumieją Cię bardziej, niż rodzina i bliscy... Twój ojciec to nie ojciec. Powinien wspierać Ciebie a nie jego.Lata Twojego milczenia nie wyszły ci na dobre, ale nie myśl o przeszłości tylko o przyszłości. O pieniądze się nie martw, alimenty dostaniesz jego głupie gadanie jest jego głupim gadaniem. Myśli, że przechytrzy wszystkich a w końcowym etapie to właśnie Ty przechytrzysz jego. Miejmy nadzieje na szybki rozwód.
To wyjdzie Tobie i dzieciom na dobre.
Pozdrawiam
Anias,Cupra-dzięki.Trrzymam się jakoś.Chociaż jest cholernie ciężko,ale "nikt nie obiecywał,że będzie łatwo".
Byłam dzisiaj u prawnika i powiedział mi ,żeby najpierw alimenty załatwiać,bo z rozwodem może zejść długo.
I żebym nie odpuszczała tylko udowodniła mu jego winę,bo są do tego podstawy:była policja,kurator,opieka,mam nagrania tylko gorzej ze świadkami,ale mogą zeznawać nawet ci co znają moją sytuację tylko z opowieści;chociaż lepsi byliby naoczni.Wolałabym rozwód bez orzekania o winie,ale on się nie zgodzi i czeka mnie walka.
On nie ma za grosz dumy i godności,bo skoro mówi,że nie może na mnie patrzeć,że jestem zerem-to wg mnie powinien sam odejść albo przynajmniej nie utrudniać rozwodu.
Nie mogę pojąć co siedzi w głowie takiego potwora?
Dlaczego tacy ludzie chodzą po tym świecie?
Jemu sprawia przyjemność znęcanie się nademną,chodzi bardzo zadowolony z siebie a ja mimo iż obiecuję sobie,że będę go olewać i puszczać jego docinki koło uszu-to jednak bardzo cierpię,bardzo mnie to boli-może mniej niż na początku,ale jednak!
Uciekłabym stąd na koniec świata,aby go już więcej nie oglądać!!!!!
Witam . Moja Droga widzę że masz poważny problem , wiem że to boli gdy najblisza osoba ,którą kiedyś lub nadal się kocha Cię rani .. Wiesz osobiście uważam że powinnaś się wyrwać z tego toksycznego związku . Będzie Ciężko napewno ,ale dasz radę powinnaś być silna ,nie jesteś sama masz też dzieci pomysl o nich .. Wiesz jakieś pół roku temu wyrwałam się z chorego związku ,było mi strasznie ciężko i w dodatku nikt tego nie rozumiał . Tylko że my nie mieliśmy dzieci i nie byliśmy małżeństwem .. Wcześniej Miał żonę i dzieci i wiem że sporo się przez niego wycierpieli ,jego żona nie raz chciała od niego odejść groził jej że jesli go zostawi nie zobaczy już dzieci ,bił ją wymuszał pieniądze na alkohol zdradzał na lewo i na prawo ,potrafi znikać na parę dni ,balować w hotelach z panienkami .. Zawsze mu powtarzałam że jesli mnie uderzy między nami będzie koniec ,pewnego dnia z zazdrości rzucił się na mnie pierwszy raz widziałam go w takim stanie ,przestraszyłam się zaczęłam sobie uświadamiać że ten człowiek nie jest wart mnie ani mojego uczucia po pewnym czasie zostawiłam Go ,nawet o mnie nie walczył chociaż niby tak bardzo mnie kochał po kilku tygodniach michał już inną ... Potrafił dobijać mnie swoim gadaniem , ranić dość często prostymi słowami .. Nie mecz się z mężem szkoda życia ,finansowo dasz radę ,alimenty możesz dostawcać z funduszu , pozatym pogadaj z ojcem szczerze może przejrzy na oczy i zrozumie jakiego ma naprawdę zięcia . Pozdrawiam serdecznie buźki.
Ladymarlen
z moim ojcem nie da się pogadać.To stary człowiek i ma spojrzenie na świat rodem z 19 wieku.Zresztą jak był młody myślał tak samo!
W święta siostra próbowała przemówić mu do rozsądku,ale bezskutecznie.Ja opowiadam co on {mój mąż}wyprawia a kochany tatuś zamiast powiedzieć mu parę słów do słuchu idzie i zaprasza go w gościnę.Przyszedł-a jakże-ale siostra nie chciała z nim rozmawiać{był pijany}więc szybko się zmył.
Ja poczułam się jak idiotka,bo zamiast ojciec pokazać mu,że go ignoruje za to,że mnie tak zle traktuje on jakby nigdy nic zaprasza go do stołu.
On wie ,że teściu go lubi{za co pytam?}i powiedział mi kiedyś,że mnie szybciej wyrzuci z domu niż jego.Dlatego chcę się wyprowadzić,o ich obydwu b.ninawidzę i nic już od nich nie chcę.Muszę uwolnić się od zmory przeszłości,bo oszaleję!
Ojciec zawsze był dla mnie obcym człowiekiem.Zimnym i bezwzględnym.Bałam się go bardzo i ten lęk siedzi we mnie do dzisiaj.Pisałam o nim wcześniej.Myślę sobie,że to może przez niego mam takie pogmatwane życie.
Nie dał mi miłości,chociaż o nią żebrałam.
Może ja nie umię kochać skoro jego tak szybko znienawidziłam?
Wiem cos na ten temat.....zyczę powodzenia i wytrwałości.
Dzisiaj mam niestety gorszy dzień!Boję się!Oblatuje mnie tchórz!Miałam napisać pozew o alimenty i zanieść do sądu,ale obleciał mnie strach.
Co będzie jak on się dowie?Wolałabym najpierw się wyprowadzić,ale z tym muszę poczekać do wakacji.On nie da mi żyć jak się dowie-już i tak bez tego sytuacja w domu jest b.ciężka.Może poczekać jeszcze trochę?Tylko,że sprawy w sądzie ponoć długo się ciągną a ja bez alimentów nie dam rady się utrzymać.
Wczoraj udawał dobrego tatuśka i zabrał dzieci na zakupy.Nie wykosztował się!O nie!Wydał tylko 60 zł-kupił 2 bluzki.Potem pojechał z dziećmi do siostry,aby się pochwalić,że był z dziećmi na zakupach.Robi to chyba tylko po to,żebym nic nie mówiła,że dzieciom nic nie kupuje.A i kupił kg.kiełbasy swojskiej,ale wieczorem oglądał ją i był niezadowolony,bo chyba dzieci za dużo zjadły.I tak powie,że to ja,chociaż od kilku m-cy mamy osobne półki w lodówce i ja nic jego nie ruszam boby stanęło mi chyba w gardle.On jednak mówi,że ja go objadam.Dzieciom każę brać ,bo przecież nie robi im łaski.I tak ja cały czas je żywię,bo jego albo nie ma albo półka jest pusta.
Obiadem go wczoraj nie poczęstowałam [a chyba na to liczył po akcie dobroci wobec dzieci],więc wsiadł w auto i pojechał w siną dal.
Miałyśmy chociaż spokój-a wrócił wieczorem tradycyjnie podchmielony.
Nic sobie nie robi z jazdy po pijaku-a ja zaczynam się modlić żeby wjechał w drzewo i żeby się to wszystko wreszcie skończyło.
Jestem podła?Może tak!
Skoro on nie szanuje swojego życia i zdrowia oraz innych ludzi-to niby czemu ja mam się go żałować?!
I tak cokolwiek by się nie stało wszyscy powiedzą,że to moja wina-bo wiedziałam co wyprawia i nic nie zrobiłam!
A co mogę zrobić?
Kiedyś prosiłam,tłumaczyłam,groziłam,na policję dzwoniłam-i nic!Za każdym razem obiecywał,że to już ostatni raz-mijało trochę czasu i scenariusz się powtarzał.Do niego nic nie dociera-szkoda słów!
Trochę mi lepiej jak się pożaliłam na swój psi los.
Mam cały tydz.urlopu-chyba oszaleję.Wolę chyba chodzić do pracy,bo zajmę się czymś innym i tyle nie myślę.
Jestes bardzo wytrwalä kobietä, ja walczylam 4 i pöl roku, myslalam ze dam rade ulozyc sobie zycie z moim pieprznietym mezem.
Ktöregos dnia musialam pogodzic sie z faktem ze zniszczyl wszystko, moje uczucie, zaufanie, rodzine.
Niestety to ze postanowilam sie z nim rozstac zrobilo z niego odbicie Twojego meza, tyle ze nie pije , mimo to jak czytalam Twoje slowa to jakbym sama to pisala.
Jestem w podobnej sytuacji, na meza nie moge patrzec, wyniesc sie nie chce i aktualnie przezywam to co ty i jeszcze mam pecha ze möj nie jedzie w delegacje.
Sledze z ciekawosciä wszystkie twoje poczynania, ja ograniczylam sie do obrzydzania mu zycia, zeby sie wyprowadzil z mojego mieszkania.
Doonna
czytałam Twoje posty igorąco Ci współczuję!Też masz niezłą jazdę tylko innego gatunku.
Musimy być twarde!!!Nie damy się zniszczyć!
Poprawiło mi się trochę po porannym załamaniu i nie dam się!
Zapisałam się na terapię,ale dopiero na 25.04.Może to coś da,bo sama nie dam rady.
Pozdrawiam
Pisałam ,pisałam i komp.wyciął mi psikusa:brak połączenia z internetem i post zniknął-więc piszę jeszcze raz.
Stało się to czego się bałam.Pan mąż przemówił wczoraj ludzkim głosem.Znów były obiecanki i ble,ble...
Nie wierzę mu,ale namieszał mi w głowie i zasiał ziarno wątpliwości.
Proponuje mi to co ja mu mówiłam już dawno,ale nie chciał:otóż abyśmy sprzedali dom i kupili mieszkanie i odizolowali od mojego tatuśka.Nie wiem czy pisałam,ale mamy duży niewykończony dom obok ojca domu.Nie mamy kasy aby go wykończyć,a kredytu nie chcę brać,bo jak on pójdzie w tany to ja będę spłacać.
Wiem,że to też wina ojca,bo dokucza nam bardzo.Faworyzuje brata,który z nami nie mieszka a przyjeżdza i rządzi.Z jego zdaniem się liczy a z moim nie.Ja jestem od czarnej roboty!To wkurza!
Z drugiej strony to mieszkaliśmy kiedyś u niego i też było zle,bo matka,bo brat...
Zawsze się znajdzie wytłumaczenie dla podłego postępowania!
Mówiże jak będziemy na swoim będzie inaczej.Tak-dopóki nie zacznie pić-a kumple znajdą się wszędzie.
Boję się,nie wiem co robić!
Już go od dawna nie kocham,więc nie wiem czy umiałabym z nim żyć i wybaczyć mu.
Miotam się!Gdybym miała kasę wszystko byłoby prostsze-dawno bym się wyprowadziła-a tak jeśli się nawet wyprowadzę czeka mnie wegetacja przy mojej pensji.
Napiszcie coś:co o tym myślicie?Wiem,że nie jest mnie wart,ale mam wątpliwości i boję się,że sama nie dam rady.Na nikogo nie mogę liczyć.
Elizabetta,
ile mieszkańców ma miejscowość, w której mieszkasz?
Skoro teraz sama się utrzymujesz, nie gotujesz dla męża, nie kupujesz mu nic, to czy naprawdę nie będzie Cie stać na samodzielne mieszkanie? Możesz na jakiś czas wynająć nawet niewielki kąt i odetchnąć trochę, wzmocnić się i pokazać mężowi, ze to już naprawdę koniec. On oczywiście będzie się mścił, ale najlepsze co zrobisz to zachowaj cisze, nie daj się prowokować. Niech nie wie, co planujesz. Wygrasz, na pewno wygrasz wszystko co będziesz chciała! Nie boj się! Będzie strasznie ciężko, rozwód, alimenty, podzial majątku, wywlekanie brudów... Ja truchlałam, niemal mdlałam na sali, ale udało się. Zyję!
A tak odpowiedz sobie szczerze - czego się tak naprawdę boisz? Co może stać się jeszcze czego już nie przeżyłaś? Co Cie może jeszcze złego spotkać?
Dzieci są już duże i sporo rozumieją. Masz prace, więc coś tam zarabiasz. Alimenty dostaniesz na pewno. Ojca olej, on Ci nie pomoże i nikomu nic nie mów o swoich poczynaniach. Wytrącisz im bron z reki i zasiejesz ziarno niepewności. Skoro nikt nie będzie wiedział co planujesz to będą czekać.
Wyprowadź się, nie czekaj do wakacji, bo po co? Złóż pozew do sadu - jak się da to z orzekaniem o winie (z jego winy) i nie myśl o nim. A jak najdzie Cię jakaś słabość to przypomnij sobie jak on Cie traktował. Każda instytucja Ci pomoże, w końcu na coś idą te nasze podatki.
Nie boj się. W sadzie najczęściej w takich sprawach wygrywają kobiety. Matka z dziećmi w tym kraju jest święta. Nikt Cie nie zmusi żebyś dalej była jego zona skoro nie chcesz. To wolny kraj.
A ze robi Ci wciąż przykrości? I co z tego? To tylko słowa głupiego, zagubionego faceta, który nie wie czego chce i sam się boi jak cholera! Jeśli ktoś się boi i atakuje w nerwach to popełnia błędy.
Ty czekaj spokojnie na swoja kolej, planuj i działaj. Radź sie zawsze prawnika. Olej męża i jego głupie gadanie. Normalny facet nie zachowuje się tak. On się po prostu boi bardziej niż Ty, bo bez Was jest zerem! Dla faceta to życiowa porażka, ze go kobieta zostawiła i zabrała dzieci. Wiesz jak to wygląda? On będzie zdegradowany! Wyśmiewać się będą z niego, ze kiepski z niego facet, bo go baba zostawiła i dlatego tak bardzo chce żebyś nie odchodziła. Strachem Cie zatrzyma? No coś Ty...
A po co masz zostać z nim? On się nie zmieni. Nie kochasz go. To po co Ci ciąganie się z pijakiem? Dla dzieci? W życiu. Jak Ty będziesz nieszczęśliwa, to dzieci tez będą nieszczęśliwe!
Pomyśl sobie jaka jesteś fantastyczna, ze dajesz rade utrzymać siebie i dzieci i jak duzo juz zrobiłaś. Odważyłać się podjąc decyzję. To wielki krok. Spotka Cie wkrotce cos miłego. Zobaczysz. Dobro powraca.
Ja tez ryczałam, bałam sie, myslalam, ze nie poradze sobie, ze za malo zarabiam, ale jakos sie udało. Nie powiem, nie było lekko, ale teraz jestem w szczesliwym zwiazku, z normalnym facetem i juz sie niczego nie boje!
Odwagi!
"Nie bój się dużego kroku. Dwoma małymi przepaści nie pokonasz." David Lloyd George
Elizabeto, pamiętaj, że jeśli sama się nie uszanujesz, nikt nie odda ci szacunku. Twoja sytuacja jest krytyczna. On szantażuje, ale nie pozwól sobie, są sądy, on przed nimi nie ucieknie. Zacznij się bronić i wyjdź z tego chorego układu. Zastanowiło mnie to, jak wspomniałaś, że ojciec Cię nienawidził, wzięłaś podobnego męża. Nie poddawaj się i walcz oo siebie, życie jest zbyt krótkie, by tracić je na cierpienie przez mężczyzn. Wierzę, że dasz sobie rade, wiele kobiet, jak ty było w takich sytuacjach i pomimo wydawały się beznadziejne, potrafiły wyjść z koszmaru. Od każdego z nas zależy, jakie będziemy mieć życie. Trzymam kciuki, nie poddawaj się, bo nie tędy droga.
Agau-dzięki za słowa wsparcia.
Enya 37-przeczytałam twój post kilka razy,bo bardzo trafił do mnie.
Napisałaś tak ładnie i to co ja myślę.
Wiem,że on się boi-widzę to.Już zaczyna skomleć.Co ludzie powiedzą?-to jego tekst.Boli mnie tylko to,,,,,,,że on nie zdaje sobie sprawy co robi albo udaje,że nie wie!
Wg niego nic złego się nie stało-to tylko moje humory-ludzie mają gorsze problemy i żyją a ja chcę dzieciom rozbić rodzinę.
To,że zniszczył moje JA nic dla niego nie znaczy!
Wiem,że ludzie powiedzą,że to moja wina,bo on ma super opinię-wszyscy go lubią,bo jest wygadany,dowcipny,towarzyski...
A ja?
Zawsze byłam szarą myszką:cicha,nieśmiała...
Teraz jest jeszcze gorzej-boję się ludzi.Wstydzę się za niego,bo wiem,że mimo pozorów jakie on stwarza ludzie widzą i wiedzą!Wszak trudno nie widzieć przyjeżdżającej policji i domyśleć o co chodzi.
Popełniłam błąd,bo powinnam mówić o tym głośno,ale się wstydziłam!Bo jak to mój ukochany,wyśniony książę z którego byłam taka dumna okazał się potworem?!To boli!
Wiemże muszę jakoś żyć!Ale jak?
Czy któraś z Was była w podobnej sytuacji,tzn.musiała się wyprowadzić i sobie sama poradziła?
Z tego co wyczytałam w Twoich postach to jasno wynika, ze chcesz się wyrwać z tego kieratu. Decyzje już podjęłaś. Wiec działaj. Nie wracaj nigdy z wytyczonej drogi, bo będzie znów rozczarowanie.
To co było to już znasz. Teraz ciesz się na to co Cię czeka - tego jeszcze nie wiesz, ale możesz kreować w myślach pozytywne sytuacje. Jak się zaprojektujesz na to, że sobie nie poradzisz to i tak będzie. Myśl, ze Ci się uda i ze znów wygrywasz, bo umiesz działać. Nie stój w miejscu. Stojąc w miejscu to tak naprawdę się cofasz.
A tak poza tym co Cie obchodzi co ludzie myślą? Niech postawią się w Twojej sytuacji zamiast gadać. Ludzie nie maja swojego życia wiec żyją życiem innych i zazdroszczą im. Niejedna kobieta pomyśli sobie po kołderka złośliwości w Twoją stronę, ze "ta to ma szczęście, ze znalazła odwagę.. ja tez bym chciała zostawić w cholerę swojego chłopa, ale gdzie ja pójdę...."
On doskonale zdaje sobie sprawę z tego co robi, bo to jest dorosły mężczyzna. Olej to jego skomlenie i nie daj się nabrać. Udawaj, ze nie rusza Cie nic a nic jego gadanie i uśmiechaj się do siebie, że za chwile to piekło się skończy. I będziesz wolna - jeśli tego oczywiście chcesz.
Najtrudniejszy krok masz już za sobą - podjęłaś decyzje. Teraz musisz się tego trzymać. W chwilach zwątpienia, a takie na pewno będą musisz przypominać sobie złe traktowanie, a na pewno będziesz strząchać się ze wstrętem.
A co do rozbijania rodziny: z tego co pisałaś to dzieci tez by chciały żebyście się wyprowadzili. On teraz gada takie teksty żeby Cie zmiękczyć.
Najważniejsze to zapytaj sama siebie: czy chcesz podjąć to ryzyko i wyrwać się z tego za wszelka cenę, czy dalej zyc w takim poniżeniu. To Ty musisz być tego pewna - inaczej nie osiągniesz celu.
A skoro ludzie widza jak przyjeżdża policja to wiedza tez ze nie do Ciebie, wiec on chyba nie jest taki kryształowy...
I nie boj się ludzi, co Ci zrobią? Będą gadać, bo taka ludzka natura i już. Pogadają i przestaną - za chwile znajdzie się inny temat do plotek i życie będzie się toczyć dalej.
Masz dzieci, jesteście zdrowi, masz prace, to z czym sobie nie poradzisz?
Czeka Cie jeszcze wiele trudnych chwil zanim się to wszystko uspokoi - będziecie sobie do gardeł skakać przy rozwodzie i podziale majątku, ale to minie. I w końcu odetchniesz pełna piersią.
"A gdy uznamy, że to już
Niech dobry Bóg
Oszczędzi nam tych słów jak nóż
Karczemnych słów
Tej złości, która supła krtań
I pięści zwiera w siną grań
Rozpaczy co ugina kark
I białą sól wyciska z warg
(...)
Więc gdy uznamy, że to już
Niech piołun nie zachwaści dusz
Kalendarz się obróci dnem
I koniec będzie tym pierwszym dniem. (...)"
Enya 37-jesteś super.Dziękuję.
Pewnie,że chcę od niego odejść.Wiem,że przy nim nie czeka mnie już nic dobrego.
Nienawidzę go,więc dalsze życie razem to koszmarrr!Dopóki go kochałam to jakoś to było-ciągle wierzyłam,że się zmieni.
Nie zmienił się kiedy mnie jeszcze kochał i zależało mu trochę-to teraz nie zrobi tego tym bardziej!Patrzy na mnie takim złym wzrokiem jakby mnie chciał zabić,nie mówi tylko krzyczy.Dlaczego?Nic mu przecież nie zrobiłam-zawsze [jak nie pił]dbałam o niego i dzieci.Wg mnie byłam dobrą żoną.Wydaje mi się,że za bardzo mu się podporządkowałam,ale on tego nie doceniał.Robiłam wszystko,aby był zadowolony-czasem wbrew sobie.
Teraz się postawiłam,wymykam mu się i to go boli,traci kontrolę nade mną!
Podniesionym głosem i agresją próbuje udowodnić mi,że on jest dalej panem a ja nikim.
Tylko,że to już nie robi na mnie wrażenia.Etap płaczu mam już dawno za sobą.Śmiał się ze mnie jak płakałam!
Teraz nie odzywam się do niego,bo szkoda słów i nerwów!Jeśli on zaczyna odpowiadam cicho i spokojnie-bez nerwów-co jego doprowadza do szału i zaczyna krzyczeć.Postanowiłam,że nie dam mu się wyprowadzić z równowagi.Przy nim udaję,że jestem pewna swoich racji,że nie dam się zastraszyć,ani dłużej poniżać-chociaż w środku trzęsę się ze strachu,ale nie dam mu satysfakcji!
Muszę być twarda!
pozdrawiam
Witaj! jestem doświadczoną kobietą i też wiele przeżyłam.Ale to co ty opisujesz to po prostu HORROR! Ja jestem w związku od ponad 30lat i też u mnie różnie bywało,ale to co ty przeżywasz, to aż niewiarygodne że można tak żyć i nie mieć odwagi tego zakończyć! Każdy dzień,każdy miesiąc to marnowanie sobie zdrowia i życia. A dzieci? Jak to się na nich odbije? Dobrze że chociaż zaczęłaś coś robić i poszłaś do prawnika. Kobieto, mamy XXI wiek, a ty żyjesz u schyłku XIX-ego! Sorry że tak piszę, ale nie możesz tak się poświęcać! Dla kogo? Nie chcę się powtarzać,więc dodam tylko - posłuchaj enyi37.To bardzo mądry i dobrze napisany post. Zawiera wszystko to co powinnaś teraz zrobić. Trzymam za ciebie kciuki i życzę szczęścia w dalszym życiu!
Beata-dzięki-i za krytykę i za wsparcie!
W domu cisza!Ale chyba taka przed burzą.Wszak wszystko ma swoje granice i czuję,że i ja z tym swoim udawanym spokojem długo nie wytrzymam i w końcu wybuchnę.
Pan na razie po przedwczorajszym skomleniu odpuścił.Boję się,że znów zacznie jęczeć i brać na litość,albo pójdzie w drugą stronę:będzie prowokował i obrażał.Z dwojga złego wolę jak milczy.Przyzwyczaiłam się już do tego i nie brak mi rozmów z nim.
Wydaje mi się,że coś kombinuje,bo już trzeci raz w tym tyg.zabrał dzieci na zakupy.Nigdy tego nie robił i to sam z własnej woli.
Może chce sobie zabezpieczyć tyły,aby w razie czego zeznawać w sądzie,że przecież robi zakupy?!
Ja i tak nie biorę nic z tego co kupi,bo potem wypomina.Dzieci biorą,ale tylko coś do chleba.Obiady gotuję za swoje.
W święta wzięłam udka to potem była awantura,że miał z tego gotować flaki a kilka dni wcześniej kazał brać.
Niezły cyrk!
Wczoraj jak mnie nie było w domu były ponoć u mnie panie z opieki społecznej(wiem od ojca).Zastanawiam się po co?
Kazały mi się z nimi skontaktować.Czy to możliwe,że z Centrum Interwencji Kryzysowej dali im cynk?Specjalnie pojechałam dalej,aby być anonimowa,bo się wstydzę - w gminie wszyscy mnie znają.Panie były na interwencji 2 lata temu-jak był policja.
Mój pan o niczym nie wie i nie zamierzam mu mówić-chyba,że zrobi to ojciec.
Podejrzewam,że będą go chcieli skierować na przymusowe leczenie.To się dopiero wkurzy.Ja postanowiłam,że nie będę go do niczego zmuszać jak sam nie zechce.Mi łaski nie robi żadnej skoro nie chce zrobić tego dla siebie i dla dzieci.Ja go już nie chcę!!!
Witaj Elizabetta! Jak tam po weekendzie? Trzymam za ciebie kciuki żebyś dała radę to wszystko przetrzymać. Ja teraz też jestem w ciężkiej sytuacji. Po trzydziestu paru latach boję się własnego męża /nie pierwszy raz/. I choć mam swoje lata, to mam zamiar powiedzieć - koniec! Pracuję, zarabiam, syn dorosły. Zdrowie w porządku. Samopoczucie, jak nie jestem w stresie - super! Mieszkam u siebie! Więc czy warto się dalej męczyć? A tobie życzę zdrowia, samych słonecznych, pięknych dni i żebyś w dalszym życiu była już tylko szczęśliwa. Pozdrawiam!
Witaj Beata!
Weekend minął w miarę spokojnie-chociaż pan próbował mnie sprowokować do kłótni,ale się nie dałam.
Staram się nie odzywać,bo szkoda nerwów na przerabianie po raz kolejny tego samego tematu,tzn.zaczyna od byle pretekstu a kończy na udowadnianiu jaka to jestem be i że wszystkie kataklizmy na tym świecie to wina moja i mojej rodziny-a on to święty człowiek i wszystko robi naj...!
Wczoraj z rana córki się kłóciły(co się im często zdarza)a on jak zwykle;jak ich wychowałaś?Pytam się a gdzie on był-ojciec-wódkę pił i dyskusja skończona.
Wyjechałyśmy z domu po 8 i wróciłyśmy ok.19.Niech siedzi sam jak kołek!
Dobrze,ze mam swój samochód,bo kiedyś to musiałam żebrać,aby mi pożyczył.Pózniej twierdził,że mu popsułam i tak było za każdym razem.
Odłożyłam więc trochę grosza i kupiłam swój-stary,ale własny.Trafia go szlak i boję się,że mi kiedyś coś przy nim wykręci a ja się w ogóle nie znam.Wracając do niedzieli to byłyśmy najpierw w kościele,potem pojechałyśmy do centrum handlowego na zakupy,potem zjadłyśmy obiad na mieście(a co żyje się raz!) a popołudnie spędziłyśmy u siostry.
Beata a jak Ty dajesz radę?Jakim cudem udało Ci się wytrzymać z takim typem tyle czasu?
Ja już od dawna wysiadam-tak od ok. 5 lat-bo wtedy się chyba odkochałam.Czekałam tylko aż dzieci podrosną-teraz mogę już uciekać od tego drania i psychopaty.
Ja na Twoim miejscu to znalazłabym sobie pracę za granicą i wyjechała w siną dal,aby go nie oglądać i zrobię tak zapewne za kilka lat jak dzieci dorosną,bo teraz nie mam ich z kim zostawić.
Też jestem zestresowana,ale przy nim tego nie pokazuję.Niech się boi i myśli,że tak łatwo nie dam się zgnoić!Chociaż wydaje mi się,że jestem twarda-mimo strachu działam-nie wpadłam w depresję,nie ryczę ciągle,staram się iść naprzód.Będę walczyć,bo mam oco-o szacunek i o święty spokój i o życie bez strachu!
Bywają i gorsze dni,kiedy mam dość wszystkiego,i mam chęć się wycofać-ale tych dni jest mniej i na szczęście jest to forum,gdzie są takie życzliwe osoby,które podnoszą mnie na duchu.
Nie damy się prawda kobiety?
Warto walczyć o swoje szczęście i spokój!!!
Pozdrawiam gorąco i nie dajmy się!
Witaj Elizabetta! Dopiero teraz przeczytałam twój post. Weekend minął jakoś w miarę. W sobotę pracowałam /to dobrze!/, a potem jeździłam na rowerze. Jak przejadę z 10km. to odreagowuję stres. Jestem jeszcze w dobrej formie. Najzdrowsza metoda odreagowania to wysiłek fizyczny. Najgorzej to w sobie wszystko dusić. Serce tego bardzo nie lubi! Piszesz o wyjeździe za granicę. Przeczytałaś mój wiek? Chyba tylko do jakiejś opieki nad dziećmi.. Jak chcesz to przeczytaj moje poranne dzisiejsze 2 posty, dodane do postu o "bezwzględnym posłuszeństwie mężowi". Czasem mam wątpliwości czy dobrze robię... Jestem całkiem sama, bo moje "dziecię" nic na to mi nie poradzi. Nie chce się wtrącać. A mężulek wściekły i ze zbolałą miną, czuje się pokrzywdzony i podobno się mnie boi !!! Pisałam o tym we wspomnianych postach. Ale damy radę! Myślmy tylko pozytywnie to będzie dobrze. Odezwij się jeszcze! Pozdrawiam!
Hej Beata!
Pan mąż pojechał w delegację i mam święty spokój!Wreszcie chce się żyć!!!Nie wiem,gdzie pojechał i nie wiem kiedy wróci i powiem szczerze,że w ogóle mnie to nie interesuje.Najlepiej,aby został tam na zawsze.
Co do moich spraw to nakręcam się coraz bardziej i coraz więcej osób wie o moich planach.Zmądrzałam i doszłam do wniosku,że nie ma co ukrywać i się wstydzić-to on niech się wstydzi!Chociaż on nie wie co to poczucie wstydu-gdyby wiedział nie robiłby takich głupot!
Co do pracy za granicą to powiem Ci,że wiek nie ma znaczenia.Jeżdżą panie w różnym wieku:od 20 do 70 lat.Sama jezdziłam,więc wiem.
Byłam kilka razy we Włoszech i opiekowałam się dziećmi(ale odradzam) i starszymi ludzmi(polecam).Jak się trafi do dobrej rodziny to super praca.Tylko trochę nudno,bo przy starszej osobie nie ma co robić.Kocham Italię i wiem,że kiedyś tam jeszcze wrócę.Może na emeryturze?Dużo pań tak robi jeśli tylko zdrowie dopisuje.Tobie już chyba niedużo zostało?Pracujesz jako pielęgniarka?-to duży atut.
Jak Twój syn odnosi się do Twojej sytuacji?Mieszka z Wami?Masz w Nim oparcie?
Moje dzieci są za mną.Tatuś dla nich w oGóle mógłby nie istnieć.Zapracował sobie na to latami a teraz mi wmawia,że buntuję dzieci.Bzdura totalna.Dzieci nie są już małe,patrzą .widzą i wyciągają wnioski.
Hej Elizabetta! Dobrze że choć wirtualnie mogę się wygadać. Widzę że gdzieś wyczytałaś że mam syna, bo w ostatnich postach nigdy nie wspominałam że to syn, nie córka. Córka może i by kiedyś była, ale był przedwczesny poród i żyła 3 dni... Nerwy, nerwy i jeszcze raz nerwy w tamtym czasie i tragedia... A syn nie chce się wtrącać, ma swoje życie i też trochę problemów. "Kolorowe" to moje życie, można niezłą książkę napisać. A ty widzę odżywasz! To dobrze, trochę oddechu trzeba złapać!
Witam serdecznie!
Byłam przedwczoraj u psychologa na terapii indywidualnej-i czy ja wiem?Czy jestem zadowolona?Głównie mówiłam ja a chyba liczyłam,że to pani psycholog powie mi coś co mnie podbuduje,ale to chyba za szybko-na to potrzeba czasu.Tak myślę.
Wczoraj natomiast byłam na terapii grupowej-i to spodobało mi się bardziej.Pierwszą wizytę potraktowałam jako rozpoznawczą tzn.słuchałam,ale prawie nie zabierałam głosu.Zawsze zresztą miałam problem z wypowiedzią publiczną,więc nie wiem czy się odważę zabrać głos.Zamierzam próbować,ale czy coś z tego wyjdzie to nie wiem.
Wiecie co mnie zdziwiło?
Otóż wszystkie panie były bardzo zadbane,uśmiechnięte...Nikt nie powiedziałby,że to są ofiary przemocy!
Ja myślałam,że to będą jakieś zapłakane ,nieszczęśliwe kobieciny,które boją się własnego cienia(jak ja).
A tu szok!Niektóre chodzą na terapię już 2 lata i myślę,że może to im pomogło.Wyglądają na takie pewne siebie.
Zaprzyjazniły się ze sobą i jest im może łatwiej.
A czy ja będę potrafiła się z nimi zintegrować?
Boję się,że nie!Tak ciężko przychodzi rozmowa z innymi.On zniszczył we mnie wszystko:odwagę,wiarę w drugiego człowieka,chęci do życia...
Wszystkie dobre uczucia!
Jedno tylko co mnie zastanowiło po tym spotkaniu to to,że te kobiety nic nie zrobiły ze swoimi związkami i dalej w nich tkwią.Boją się odejsć!
Mają plany rozwodowe,nawet pozwy niektóre mają napisane-ale się boją.
Czemu tak trudno się wyrwać z chorego związku?!
Na co one liczą?
Na cud przemiany?
Pani psycholog powiedziała,że tacy ludzie się nie zmienią dla nas-my nie możemy nic zrobić-oni muszą to zrobić dla siebie-co bardzo rzadko się zdarza,bo oni nie widzą problemu.
Który facet powie,że jest alkoholikiem?
To my jesteśmy te złe,które szukają problemów!
Wykończy mnie chyba sk.....yn nerwowo.Przedwczoraj przywiózł go kompletnie pijanego kolega.ok-świętował imieniny.Schowałam sie,aby się nie czepiał,bo zawsze to robi,gdy jest pijany.Wyszłam dopiero,gdy usnął.Było chrapanie,bełkotanie... i inne "przyjemne" odgłosy pijackiego stanu.Poszłyśmy spać do nowego domu.Jest jeszcze niewykończony,ale stoją w nim stare meble.
Wczoraj natomiast przeżyłyśmy prawdziwy horrrorrr!
Pan mąż wyjechał samochodem z rana i wrócił wieczorem kompletnie pijany.Nie jestem w stanie pojąć jak mu się udało dojechać w całości(obejrzałam nawet auto-jest całe).Dzieci akurat szykowały się do snu,więc nie mogłam wyjsć z domu.
I zaczęło się wyzywanie,że wstyd powtarzać tych słów...!`!!Starałam się nie odzywać,ale onbył jak nakręcony.
W końcu zadzwoniłam po policję-uciekł oczywiście-taki bohater.Do mojej pracy powiedział,że zadzwoni i narobi mi obciachu,bo pózno wracam,więc chyba się kur... po godzinach.
Brak słów iłez!
Policja kazała mi skontaktować z dzielnicowym.
Potem wrócił i znów się zaczęło-było jeszcze gorzej,bo mścił się za to,że się odważyłam wezwać policję.
Myślałam,żeby znów zadzwonić po policję,ale wyszedł na chwilę i córce udało się zamknąć drzwi.Dobijał się,klał ile wlezie,potem próbował otworzyć okno-bałam się,że ojciec mu w koncu otworzy{bo to jego pupil},ale na szczęscie tego nie zrobił boby nas chyba pozabijał.Córka noże nawet pochował tak się bała!
w końcu po pół godz.odpuścił i po0szedł spac na budowę,ale my bałyśmy się zasnąć z obawy,że wróci.
A i groził mi,że jak go nie wpuszczę to uszkodzi mi samochód,ale na szczęście nic nie zrobił.
Dzisiaj od rana zrobił mi wielka awanturę-bo co to za żona co policję na męża nasyła,znów ubliżał,szantażował,że do mojej pracy pójdzie.
To jakis koszmar poprostu.Po trzezwemu i przy dzieciach opowiadać takie rzeczy.Ale to ja jestem ponoć wariatka i mówi,że do psychiatry mnie zapisze,bo ludzie wokół się ze mnie śmieją.On jest cacy iwszyscy współczują mu takiej żony.Ha ha ha!!!
Dobre no nie?
Boje się go-bo to wariat,ale nie zamierzam mu odpuscić-nie będę dla niego szmatą!
Mam nadzieję,że przeżyję tę wojnę!
Witaj Elizabetta. Widzę że znów przechodzisz piekło. Może najwyższa pora wyprowadzić się? Miej na względzie dzieci! Na co ty czekasz? Nie obawiasz się o siebie i dzieci? Przecież są jeszcze domy dla matek w takiej, czy w podobnej sytuacji jak twoja. A u mnie już po burzy. Wiele się zmieniło na korzyść. Byliśmy w poradni. Zaczynamy wszystko od nowa. Może się uda... Pobieraliśmy się z miłości. Trzeba rozpalić ten dawny płomień. I próbujemy. A ty trzymaj się i działaj. Nie ma na co czekać. Pozdrawiam!
Witaj Beatko!
Bardzo się cieszę,że prostują się Twoje drogi życiowe!Może Twój mąż jest lepszym człowiekiem niż mój.Może wreszcie dotarło do niego,że tak nie można żyć i może między Wami nie było aż tak zle.To dobrze,że poszliscie na terapię.Myślę,że spojrzenie kogoś(psychologa) z boku,doradzenie może dużo pomóc.Wiem,że jesteśmy tylko ludzmi,że popełniamy błędy,że każdemu należy dać drugą szansę,ale ta druga strona musi tego chcieć,musi tę szansę wykorzystać,starać się zmienić.Może nie od razu,ale chociaż małymi kroczkami...
Mój pan mąż tych szans dostał b.dużo,ale je zmarnował!
Kiedyś kochałam go nad życie i z bólem serca,ale mu wybaczałam.Z każdy rokiem było jednak coraz gorzej:on pozwalał sobie na coraz gorsze rzeczy a moja miłość do niego powoli zamieniała się w nienawisć!Leczyć się nie chce,bo nie widzi problemu-uważa,że to jakieś moje fochy.
Zresztą teraz i ja tego nie chcę-nie można nikogo na siłę uszczęśliwić.Już nie wyobrażam sobie życia z nim-brzydzę się go iwiem,że nie umiałabym mu wybaczyć krzywdy mojej i dzieci.Zbyt wiele złego wydarzyło się między nami przez te kilkanaście lat!
Myślę teraz o rozwodzie i wyprowadzce,ale muszę poczekać do wakacji,bo nie chcę zmieniać dzieciom szkoły na 2 m-ce przed końcem roku.
Nie chcę go oglądać i dzieci też.To chory człowiek!
Bycie z nim przynosi mi tylko ból,strach,poniżenie i łzy.Żadnych dobrych uczuć!Z każdym rokiem jest coraz gorzej!
Czy warto trwać w takim związku?Chyba nie,bo po zamykać drogę do szczęścia i spokoju dla siebie i dzieci?
Wiem,że czekają mnie trudne dni,ale będę walczyć o nas!Nie dam się!
Czasem myślę sobie,że mam 2 wyjścia z tej sytuacji:zabić się albo walczyć o swoje!
I wiecie co wystarczy,że spojrzę na moje kochane dzieci i od razu wybieram opcję drugą.Nigdy nie zostawiłabym dzieci na pastwę tego drania!
Gorąco pozdrawiam w ten upalny dzień!
Jestem szczęśliwa bo drań w delegacji!p:
Witaj. Masz rację. Twoje małżeństwo nie ma szans na przetrwanie. Za dużo już tego wszystkiego. Czas pożyć normalnie. I wiesz co? Uważam że twój mąż to osoba o słabej psychice i niskim poczuciu własnej wartości. Pokazuje siłę, tylko w stosunku do słabszych fizycznie. Zobaczyłabyś jaki z niego "bohater" do silniejszych od siebie.. Dobrze że masz być z nim tylko do wakacji. Choć to i tak długo. Bo życie w takim stresie to męczarnia. A u mnie narazie dobrze. Choć w przypadku "powtórki", nie ma już opcji wybaczenia. Jestem już zmęczona życiem jak w kalejdoskopie. 3 dni dobrze, 1 źle, potem tydzień źle, ze 2 dni dobrze h tak w kółko. Rozumiem że po tylu latach ma prawo być jakiś kryzys, ale nie co chwila. Więc powiedziałam : ostatnia szansa mężusiu! A tobie Elizabetta życzę zdrowia i siły przetrwania. Napisz jeszcze jak ci się ułożyło. Powodzenia!
Tak mi zle!Kiedy skończy się wreszcie ten koszmar?Dlaczego on jest taki podły?Ja już nie mam siły!
Wykańcza mnie nerwowo,kłamie w żywe oczy a potem się wszystkiego wypiera.Muszę jeszcze wytrzymać do wakacji,ale już nie daję rady.
Dzisiaj przeszedł samego siebie.Przyjechała jego rodzina z drugiego końca Polski.Na razie są u jego matki,ale zawsze odwiedzaja wszystkich.Lubie ich i są zawsze mile witani u nas.Nie wiem kiedy nas odwiedzą,ale zawsze wcześniej dzwonią,dlatego dziś z rana postanowiłam z dziećmi pojechać na cmentarz posprzątać.Kiedy on zobaczył,że się szykuję gdzieś z dziećmi to zrobił wielka awanturę,bo ma przyjechać jego rodzina a ja ich olewam,albo wstydze się tego co narobiłam(niby,że to ja rozwaliłam naszą rodzinę przez swoje fochy) i uciekam aby ich nie widzieć.
Zacisnęłam zęby i pytam sie grzecznie czy dzwonili może do niego kiedy przyjadą(do mnie nie dzwonili)-on,ze nie -no to ja mówię,że zadzwonią a ja za 2 godz. będę z powrotem ichętnie się z nimi spotkam.Przecież nie będę siedzieć cały dzień i czekać-mam przecież komórkę i możemy się zdzwonić.
Pojechałyśmy na cmentarz a jak wróciłyśmy to on wystrojony wsiadł w auto i pojechał nie wiadomo gdzie.Dzieci nie zabrał ze sobą a pózniej to powie że mu nie pozwoliłam.Podejrzewam,że pojechał spotkać się ze swoja rodzinką u kogoś innego.Dzieci były zawiedzione,bo też lubią tamtą rodzinę a już dawno się z nimi nie widziały.Dzwonili może a on naopowiadał im głupot typu,że nie chcę ich widzieć a oni mu uwierzyli.
Mam nadzieję,że się mylę,bo b. lubie jego siostrę i wydawało mi się,że jest po mojej stronie.Tym bardziej,że sama ma popapranego męża!
Niestety mogę się mylić,bo braciszek to zawsze braciszek.A jeszcze ten jego talent do opowiadania bajek...Jego rodzina chyba mu wierzy;ja jestem ponoć wielką damą,która innych ma za nic i dlatego nie chcą do nas przyjeżdżać,ani ja do nich nie jeżdżę.Totalna bzdura!!!
Lubiłam jego rodzinę i chętnie do nich jezdziłam-do czasu!
Faceci u nich mają taki głupi zwyczaj,że nigdy nie piją przy stole tyklo się ukrywają w garażach,piwnicach...Tam odwiedziny nie mogą obyć się bez flaszki.Kobiety siedzą z dziećmi w domu a mężowie chleją gdzie się da i nie znają umiaru ni końca.Dla mnie to koszmar nie do przyjęcia!
Zeby się chociaż umieli potem zachować,ale gdzie tam-chamstwo totalne.Powiedziałam mojemu,że albo zmienią zasady,albo koniec z baletami-ja nie będę wozić alkoholika,który potem odpłaca mi się bluznierstwami.
Mogę jechać,usiąść razem przy stole,wypić coś(ale nie za każdym razem),pogadać,a nie szukać go nie wiadomo gdzie i tracić nerwy.Wolę siedzieć w domu.
Jego rodzina wytłumaczyła to sobie na swój sposób,ale ja mam to w nosie.Ja nie pozwolę się tak traktować.Dla jego rodziny to jest norma,że facetowi po pijaku wolno wszystko a kobieta ma mu usługiwać i siedzieć cicho,aby go broń boże nie zdenerwować!
To nie dla mnie!Wypisuję się z takich układów rodzinnych!Niech sobie gadają co chcą.I tak jemu uwierzą a ja będę tą najgorszą.
Tylko czemu mi tak smutno?
Witaj. Pisałam parę dni temu, nie wiem czy czytałaś. Słuchaj, powiem krótko : to jakiś koszmar, a ty na własne życzenie się męczysz. I jeszcze jedno. Siostra męża, czyli szwagierka nie będzie nigdy dla bratowej przyjaźnie nastawiona. Bo nawet jeśli jest miła, to tylko do czasu... Brat to brat, bratowa - rzecz nabyta.. Mam sporo doświadczenia i pozwoliłam sobie tę uwagę wtrącić. Trzymaj się. Może dasz radę ten koszmar przetrwać. Życzę siły i powodzenia!
Witaj Beata!
Czytałam Twojego posta oczywiście i dzięki serdeczne za wsparcie.Jesteś wielka!
Co do dnia dzisiejszego to zostałam mile zaskoczona przez siostrę męża.Wstyd mi,że przez chwilę w nią zwątpiłam i pomyślałam sobie,że uwierzyła bratu.Ona jest inna niż pozostałe siostry-tamte pójdą za nim na pewno a ta raczej nie.a to z tego wzg.że sama ma pijaka męża i wie co to znaczy.Tamten już kilka razy był na odwyku i ciągle wraca do nałogu.Może tylko jest mniej niż mój awanturny.Mieszkają u niego,ale dobrze im się powodzi mimo,iż on pije.
Wracając do tematu to siostra oczywiście przyjechała do nas a on jak niepyszny zaraz za nią.
Szwagierkowie od razu wyszli z piwem na dwór a my siedziałyśmy w domu.Poopowiadałam jej co nieco.Doradziła mi abym postawiła mu ultimatum,że pójdzie na leczenie albo rozwód.Tylko,że on na ten temat nie chce rozmawiać.Ona próbowała,ale zaczął się drzeć.Tak wiec nie ma szansy,aby do niego dotrzeć.Jak powiedziała jego siostra:musi spaść na samo dno,aby się obudzić.Tylko,ze wtedy będzie sam jak palec,bo wszyscy się od niego odwrócą!Mądrzy się cały czas a ja staram schodzić mu z drogi i się nie odzywać.
Muszę jakoś przetrwać ten zły czas.
Jeszcze raz dzięki.Jakoś mi lżej jak ktoś napisze parę ciepłych słów!
To dobrze że choć masz wsparcie u siostry męża. Jeszcze trochę i wszystko zacznie się układać pomyślnie, zobaczysz. Tylko trochę cierpliwości, wakacje blisko! Trzymam za ciebie kciuki. Odezwij się jeszcze.
Witam serdecznie!
U mnie bez zmian.Huśtawka emocjonalna.Tysiąc myśli na minutę.Tysiąc pytań bez odpowiedzi:DLACZEGO?
Dobrze,że pracuję na 2 zmianę i nie muszę oglądać pana męża.Uzyskałam tyle,że chodzi spać do nowego domu i nie muszę dzielić znim łóżka,bo zbierało mi na wymioty kiedy musiałam się kłaść obok niego.Niestety takie mamy warunki mieszkaniowe.
Dobre i tyle na początek:separacja od łóżka.
Jak będzie dalej?Nie wiem i jakoś nie potrafię sobie wyobrazić!
Witaj Elizabetta! Dobrze że masz pracę. Zawsze to "odskocznia" od problemów. Pozatym niezależność od "pana męża". Z czasem napewno wszystko wróci do normy. Trudno narazie pogodzić się z tą sytuacją, ale tak dalej nie można przecież żyć. Ciągle w nerwach, strachu, wogóle w takiej atmosferze. Na tym przecież nie polega związek dwojga ludzi. A ty masz prawo do normalnego życia i dzieci też. Masz prawo być szczęśliwa. I myślę że jak się teraz nie ugniesz, to tak będzie. Nie od razu, wiadomo, ale za jakiś czas napewno. Poczujesz ulgę i odetchniesz pełną piersią. Trzymaj się i powodzenia!
Witaj Bognaboch7
Dzięki za słowa wsparcia.Dzisiaj czuję się trochę lepiej.Dobrze,że są takie dni!Wczoraj miałam totalnego doła i byłam bliska temu,aby mu po raz kolejny wybaczyć.Poddać się? O nie!Wybaczyć?Co wybaczyć?On nie prosi już nawet owybaczenie.Nie czuje się niczemu winny!
Gdybym to ja wyciągnęła rękę do niego to byłabym chyba ostatnią idiotką.Dopiero poczułby się panem i mógłby mną pomiatać!O nie nigdy na to nie pozwolę.
Wiem,że nie chcę z nim już być tylko boję się przyszłości.Czeka mnie tyle zmian:sprawa o alimenty,rozwód,podział majątku,wyprowadzka a co za tym idzie nowe otoczenie,nowa szkoła dla dzieci...Czy dam radę sama?W sumie nie mogę na nikogo liczyć.Mam niby siostrę i kilka koleżanek,ale one znają go z tej dobrej strony(dwulicowiec)i chyba nie do końca mi wierzą,jak opowiadam im co on wyprawia.Mówią,że nie są z nami na co dzień i nie widzą jak wygląda nasze życie i nie chcą się mieszać.Nie wiem czy to strach czy obojętnosć?Takie jest życie niestety,że musi dojść do tragedii,żeby inni się zainteresowali i przejrzeli na oczy.Tylko potem to jest już za pózno na pomoc.Znam kilka takich historii z życia.
Tylko na tym forum mogę być szczera do bólu i się pożalić.To pomaga!