2 tygodnie temu, gdy wróciłem z pracy nie znalazłem na stole podanego jak zwykle pysznego obiadku, ale pozew rozwodowy. Po 6 latach małżeństwa, bez słowa uprzedzenia, żona postanowiła się ze mną rozwieść. Nie wiedziałem co jest grane bo wydawało mi się że jesteśmy dobrym małżeństwem. Postanowiliśmy zgłosić się na terapie a jak to nie pomoże to już nie wiem. Zaproszona na spotkanie żona opowiedziała, co sprawiło, że podjęła taką decyzję: "Z domu rodzinnego wyniosłam przekonanie, że dobra żona dba o potrzeby męża, a nie o swoje. Kiedy więc robiłam obiad, wybierałam takie potrawy, które mąż najbardziej lubił, zawsze też dawałam mu większe i smakowitsze kąski. Na przykład większego kotleta. A on nigdy nie zapytał mnie, czy to ja nie mam ochotę na ten większy. Wiem, że to bzdurny przykład, ale to dotyczyło wszystkiego. Ja starałam się ze wszystkich sił, żeby nasz związek był szczęśliwy. Niezależnie od nastroju udawałam zadowoloną i pełną energii, żeby dobrze się przy mnie czuł i nigdy nie zawracałam mu głowy swoimi problemami. A on nigdy się nie domyślił, że też potrzebuję jego wsparcia. Robiłam mu miłe niespodzianki (np. drobne prezenty bez okazji), a on nigdy nie domyślił się, że ja też chciałbym dostać choćby kwiatka. W końcu przestałam oczekiwać czegokolwiek dobrego od niego, bo wiedziałam, że taki z niego gbur, a po jakimś czasie, gdy moje podejrzenia się wciąż potwierdzały postanowiłam się z nim rozstać."
Jak tego słuchałem był zaskoczony. Przez te lata miałem poczucie, że się staram, że robie to co do mnie należy, a jak przychodziłem głodny z pracy, to po prostu siadałem i jadłem co mi podała, a nie patrzyłem na talerz żony. Nigdy wcześniej nie słyszałem od niej, że coś jest nie tak. A teraz to nowe oblicze żony jest dla mnie całkiem obce. Zupełnie nie wiem co mam myśleć o swoim małżeństwie i ewentualnym rozwodzie. Zależy mi na Magdzie, ale wcale nie jestem pewny czy ta Magda, którą znałem rzeczywiście istnieje czy tylko jest postacią graną przez siedzącą naprzeciw mnie kobietą.
Pomóżcie mi zrozumieć tok myślenia mojej żony bo ja tego nie ogarniam
Podobne tematy
A czy kiedykolwiek rozmawialiścieo tym wszystkim?
Nie bo nie widziałem problemu a żona też nic po sobie nie dawała poznać że jest coś nie tak.
Bo tak to właśnie jest gdy jest się nastawionym tylko na branie.
Naprawdę trudno się domyślić aby dać coś od siebie.
Nie martw się po rozwodzie będzie ci brakować tylko jednego - ciepłych obiadów.
Mam nadzieję że żona już wie że nauki domu rodzinnego są głupie a w dobrym związku partnerzy dbają o swoje potrzeby.
Oczywiście należy o nich mówić bo nikt nie jest duchem świętym aby znać wszystkie potrzeby partnera.
Moja mama mówiła że kobiety są niewolnikami mężczyzn.
Qwerty1234,
do tej pory nie wiedziałeś, co myśli, co czuje Twoja żona, jak ona widzi, przeżywa Waszą codzienność. Teraz się dowiedziałeś - jak to zmienia Twoje poglądy, pomysły, zamiary?
2 tygodnie temu, gdy wróciłem z pracy nie znalazłem na stole podanego jak zwykle pysznego obiadku, ale pozew rozwodowy. Po 6 latach małżeństwa, bez słowa uprzedzenia, żona postanowiła się ze mną rozwieść. Nie wiedziałem co jest grane bo wydawało mi się że jesteśmy dobrym małżeństwem. Postanowiliśmy zgłosić się na terapie a jak to nie pomoże to już nie wiem. Zaproszona na spotkanie żona opowiedziała, co sprawiło, że podjęła taką decyzję: "Z domu rodzinnego wyniosłam przekonanie, że dobra żona dba o potrzeby męża, a nie o swoje. Kiedy więc robiłam obiad, wybierałam takie potrawy, które mąż najbardziej lubił, zawsze też dawałam mu większe i smakowitsze kąski. Na przykład większego kotleta. A on nigdy nie zapytał mnie, czy to ja nie mam ochotę na ten większy. Wiem, że to bzdurny przykład, ale to dotyczyło wszystkiego. Ja starałam się ze wszystkich sił, żeby nasz związek był szczęśliwy. Niezależnie od nastroju udawałam zadowoloną i pełną energii, żeby dobrze się przy mnie czuł i nigdy nie zawracałam mu głowy swoimi problemami. A on nigdy się nie domyślił, że też potrzebuję jego wsparcia. Robiłam mu miłe niespodzianki (np. drobne prezenty bez okazji), a on nigdy nie domyślił się, że ja też chciałbym dostać choćby kwiatka. W końcu przestałam oczekiwać czegokolwiek dobrego od niego, bo wiedziałam, że taki z niego gbur, a po jakimś czasie, gdy moje podejrzenia się wciąż potwierdzały postanowiłam się z nim rozstać."
Jak tego słuchałem był zaskoczony. Przez te lata miałem poczucie, że się staram, że robie to co do mnie należy, a jak przychodziłem głodny z pracy, to po prostu siadałem i jadłem co mi podała, a nie patrzyłem na talerz żony. Nigdy wcześniej nie słyszałem od niej, że coś jest nie tak. A teraz to nowe oblicze żony jest dla mnie całkiem obce. Zupełnie nie wiem co mam myśleć o swoim małżeństwie i ewentualnym rozwodzie. Zależy mi na Magdzie, ale wcale nie jestem pewny czy ta Magda, którą znałem rzeczywiście istnieje czy tylko jest postacią graną przez siedzącą naprzeciw mnie kobietą.
Pomóżcie mi zrozumieć tok myślenia mojej żony bo ja tego nie ogarniam
Twoja żona jest trochę naiwna oczekując, że jej wizja świata/wzorce wzięte od jej rodziców obowiązują we wszytkich małżeństwach, jest trochę naiwna nie dostrzegając różnic między męskim/kobiecym widzeniem świata, no ale ten przytoczony kotlet to fragment większej całości. Często facetom wygodnie jest w takim układzie, przyjmować życie takim jakie jest i nie myśleć o czymś bardziej abstrakcyjnym jak kotel. Jak byliście przed ślubem rozmawiliście o życiu, o swoich poglądach, o wizjach na przyszłość o innych abstrakcyjnych sprawach? no a po ślubie... to już tylko proza życia, dzień za dniem taki sam?
Zawalczcie o siebie. To jest błąd popełniany przez wiele małżeństw, że przestaj ze sobą rozmawiać, wymieniają tylko lakoniczne komentarze, uwagi, bez dialogu, komunikacji dwustronnej, aktywnej. Po wielu latach nierozmawiania, ani ona ciebie, ani ty jej nie rozumiesz, bo każde z was już mówi "innym" językiem, ale spróbujcie. Może terapia pomoże wam.
Witam,mam 30 lat,dwie córki,męża który nadużywa alkoholu( jest wtedy agresywny,zazdrosny)ogólnie wykańcza mnie psychicznie.Od dwóch lat mieszkam kątem u mojej mamy,podjęłam taką decyzję,bo byłam w ciąży,mąż stracił pracę,ale wprowadziłam się sama,bez niego chciałam po prostu odpocząć od awantur.Mieszkamy tak już dwa lata,on teraz jest u swojej mamy,też popija,jesteśmy takim małżeństwem weekendowym.Dodam że wróciłam do pracy,bo sytuacja mnie zmusiła,mama pomaga mi przy dzieciach,to trwa już zbyt długo,chcę złożyc pozew o separację,ale zastanawiam się też nad rozwodem,co było by korzystniejsze dla mnie i dzieci?
daria1968
zgadzam sie w 100%
wg mnie problem ten narodził sie z braku rozmowy zona widzaiła cie jako tego o którego cały czas trzeba robic zabiegac a ty widziałes zona jako ta dobra która kochałes za to ze jest taka
troszke to płydkie dla mnie bo czytajac uzasadnienie zony w pozwie mozna stwierdzic ze nie widziała wyzszych wartosci i jest zadufana w sobie,jak ja kochasz to powalcz jeszcze o nia zaproponuj spotkanie i szczera rozmowe i zeby wyrzuciła wszystko z siebie co jest nie tak co sie stało dlaczego i wogóle wysłuchaj jej a pozniej sie argumentój to napewno ja uspokoji w tych ciezkich chwilach bo mysle ze bardziej to przezywa od ciebie ze jej nie jest łatwo chodz stwóżyła robiac tak z tym uciekajac z dzieckiem i pozostawiajac ten swistek moze chciała cie zlekcewazyc i upokorzyc pokazac swoja wyzszosc nad toba,ale to zagranie swiadczy ewidentnie o tym ze cos jescze czuje do ciebie tylko to ukrywa bo jak by tak nie było to by ci wygarneła prosto w oczy bez zadnych oporów
widocznie ucieka przed prawda,ja ci zycze powodzenia bo to nie jest stracona sytuacja
Przypuszczam,ze zona dawala jakies znaki wczesniej tylko nie zwracales uwagi i nie sluchales.
Pora to zmienic.Porozmawiaj z nia w 4 oczy aaa i sluchaj co bedzie do Ciebie mowic:) Napewno jest szansa na naprawe waszego malzenstwa.
Powodzenia:)
Na pewno dawała znaki....ja ją rozumiem...Byłam w takiej samej sytuacji,tylko ja mając troje dzieci "dołożyłam" do takiego zachowania chęć wychowania ich w pełnej rodzinie.
Wielokrotnie dawałam sygnały a przy kłótniach uprzedzałam męża,że takie życie zabija moja osobowość.....wystarczało na kilka dni....i życie wracało do "normalności"?.
Twoja zona wytrzymała 6 lat ...ja 26 i wniosłam pozew o rozwód.
Trudno się żyje w związku,w którym całe nasze życie kreci się wokół męża przyjmującego to jako coś co mu się należy tylko z faktu,że "zarabia na dom".
Na pewno dawała znaki....ja ją rozumiem...Byłam w takiej samej sytuacji,tylko ja mając troje dzieci "dołożyłam" do takiego zachowania chęć wychowania ich w pełnej rodzinie.
Wielokrotnie dawałam sygnały a przy kłótniach uprzedzałam męża,że takie życie zabija moja osobowość.....wystarczało na kilka dni....i życie wracało do "normalności"?.
Twoja zona wytrzymała 6 lat ...ja 26 i wniosłam pozew o rozwód.
Trudno się żyje w związku,w którym całe nasze życie kreci się wokół męża przyjmującego to jako coś co mu się należy tylko z faktu,że "zarabia na dom".
I to myslenie przez mezczyzn,ze skoro po slubie to juz starac sie nie trzeba, bo po co? przeciez do innego nie pojdzie? GPS zalozony ![]()
Dbanie o malzenstwo nalezy do obojga.
A ja mam odmienne zdanie. Uważam, że jeśli jej nie pasowała sytuacja (jakakolwiek) powinna to wyartykułować. Skąd autor miał się domyślić o co chodzi? Co wróżką albo Duchem Św. jest? No bez przesady!
Sama byłam w takim małżeństwie: mój już eks nie mówił nic - był typowym mrukiem. Ale jak się potem okazało: obcej babie umiał się wyżalić. Niestety już było za późno
A sygnały?! jakie to są sygnały - ja się pytam?
Jak coś mi nie pasuje, to o tym mówię i staram się rozwiązać problem, a nie przełykać "gorzką pigułkę" albo zamiastać problemy pod dywan.
Sugeruję porozmawiać z żoną i powiedzieć, że nie zdawałeś sobie sprawy iz jest nieszczęśliwa, ale dołożysz wszelkich starań żeby to się zmieniło. Tylko na Boga! niech mówi co jej nie pasuje i przedyskutujcie to.
Życzę powodzenia ![]()