Witam. Zapewne znalazło by się tu kilka takich lub podobnych wątków, jak mój, ale po prostu muszę się wygadać bo zaraz zwariuję... Zacznę od tego że mam 18 lat i czuję się strasznie samotna:( Tak bardzo brakuje mi kogoś bliskiego. Mam rodzinę, przyjaciółki z którymi widzę się raz na jakiś czas, ale jakoś nie potrafię się tym cieszyć:( Potrzebuję faceta! Bardzo boli mnie jego brak, bardzo... Tak chciałabym choć raz poczuć się kochana, poczuć że komuś na mnie zależy, że mam się do kogo odezwać, do kogo przytulić, poczuć smak jego ust... Próbowałam wiele razy, (oczywiście nie bezpośrednio) kiedy byłam zakochana lecz nigdy nic z tego nie wychodziło, zawsze albo miał już inną albo nie widziałam zainteresowania. W sumie to nie dziwię się... Kto interesował by się tak beznadziejnie nudną dziewczyną, no kto... nie mogłam tego zrozumieć i nadal nie mogę jak to się dzieje że ludzie tworzą szczęśliwe związki... mnie nigdy to nie spotkało, zawsze tylko ból i cierpienie... nie potrafię sobie z tym poradzić, co wieczór zamykam się w swoim pokoju i płaczę. Nawet już teraz nie potrafię się cieszyć z czyjegoś szczęścia, kiedy widzę całujące się pary, robi mi się przykro że ja tak nie mam, cały czas przechodzi mi przez myśl, że jestem beznadziejna, nudna, brzydka, bo nikt mnie nie chce... Teraz moja przyjaciółka ma super faceta, tak bardzo chciałabym się cieszyć jej szczęściem, ale po prostu nie potrafię, oczywiście życzę jej jak najlepiej i fajnie że im się tak układa tylko jak wracam do domu po rozmowie z nimi, to zawsze chce mi się płakać... nie potrafię jej tego powiedzieć, bo po co mam jej zwalać na głowę moje problemy kiedy ona teraz jest szczęśliwa...
Nie mam zbyt wielu kolegów, na palcach jednej ręki można by policzyć tych z którymi się dogaduję... nie mam gdzie kogo poznać, bo nie chodzę na imprezy, po prostu nie lubię i nie zmuszę się do tego. Jeszcze w dodatku wszyscy to widzą, że jestem jakaś inna, bo nie piję alkoholu, nie jaram i nie bawię sie tak jak inni. Nawet nie cieszy mnie już moje hobby. Nie bardzo chce mi się żyć bo nie mam dla kogo. Robi mi się przykro kiedy widzę moją mamę, która codziennie wstaje, gotuje, sprząta, ale ma za to wspaniałego męża, który jej to wszystko wynagrodzi... Marzę o tym żeby znaleźć kogoś normalnego, żeby wreszcie być szczęśliwa. Z każdym dniem jest mi z tym coraz gorzej:(
Fajnie że mogę się tu wygadać...
bo chociaż trochę jest mi lepiej...
i przepraszam jeśli kogoś znudziłam, ale to moje życie... łezki mi ciekną jak to piszę... ![]()