Nie daje sobie rady w pracy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA KARIERY - MOJA KARIERA ZAWODOWA » Nie daje sobie rady w pracy

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1 Ostatnio edytowany przez Misty (2017-01-22 19:42:43)

Temat: Nie daje sobie rady w pracy

Cześć! Potrzebuje się wyżalić i zarazem proszę o jakieś porady.

Rok temu w styczniu założyłam tu watek o swoim problemie ze znalezieniem pracy. Cały rok wysyłałam CV i byłam w sumie (przez cały rok!) na trzech rozmowach. Tylko jedna z nich zakończyła się oferta pracy. Pomogła mi trochę koleżanka, polecając mnie w tej firmie. Niestety, poza korzyściami typowo finansowymi nie widzę absolutnie żadnych plusów tej pracy.

Jaka to praca?

Od grudnia zeszłego roku pracuje w korporacji na typowo "klepaczowym" stanowisku. Nudna, nierozwijająca praca, z koniecznością raportowania każdego kroku, każdej przerwy, uczenia się co chwile zmieniających się idiotycznych procedur. Pominąwszy jednak specyfikę samej pracy, którą de facto mogłabym wykonywać na co dzień, ale powiedzmy, na pół etatu (8h dziennie działa wybitnie odmozdzajaco), to mam ogromny problem z ogarnięciem swojego życia.

Nie ma mnie w domu średnio 11h (dojazdy plus czas potrzebny na ogarniecie się do pracy). Teoretycznie mam elastyczne godziny pracy, w praktyce siedzę 9-17, 10-18, praca od 8 jest "w nagrodę". Do mieszkania wchodzę skonana wieczorem, zawsze później niż mój partner, nie mając siły na zrobienie prania, obiadu, rozmowę z narzeczonym. Nasza relacja zaczęła się mocno psuć. Gdy nie pracowałam na mojej głowie były wszystkie obowiązki domowe i pasowało nam to. Teraz nie jestem w stanie zająć się niczym, bo po powrocie po prostu idę spać. Głupio mi zrzucać na partnera cala resztę życia, bo on tez pracuje 8h dziennie na duzo bardziej wymagającym intelektualnie stanowisku, w dodatku duzo lepiej płatnym.

Nie mam czasu po prostu na życie. Na robienie tego co lubię: czytanie, jogę, pisanie, hobby. Na święta nie wróciłam do domu bo jako nowy pracownik nie dostałam urlopu, zresztą ostatnie na co miałam ochotę to tłuc się po 8h pracy pociągiem na drugi koniec Polski.

Moze nazwiecie mnie leniem ale po niecałych 2 miesiącach pracy czuje ze potrzebuje miesiąca urlopu sad Co najgorsze, ciągle buntuje się tez moje ciało. Od ponad 8 lat nie chorowałam, u internisty byłam ostatni raz w liceum. Teraz co chwila mam gorączkę, z która oczywiście chodzę do pracy, bo nie wypada iść na L4, zapalenia pęcherza, bóle pleców, mięśni, zapalenie zatok. Czuje jak mój organizm odmawia posłuszeństwa z każdym kolejnym dniem, chociaż praca sama w sobie nie jest wybitnie fizycznie obciążająca.

Nie radze tez sobie z cala korporacyjna otoczka: wmawianiem ze firma to nowa rodzina, przy jednoczesnym podkreślaniu, ze dba o nasz work-life balance, kupowaniem czasu pracownika za słynne benefity i multisporty, ciągłymi zebraniami, feedbackami, catch-upami, korpo bełkotem, "zmuszaniem" do uczestnictwa w firmowych imprezach, na które oczywiście partnera wziąć nie można sad

Mam kilkoro znajomych, którzy w tej firmie pracują już kilka ładnych lat i nie narzekają. Wiem, ze moje nastawienie jest po prostu niedzisiejsze, ale nie patrze na te prace jako na coś do czego się muszę przyzwyczaić, tylko jako na formę współczesnego niewolnictwa i zagrożenia wprost rodzinie, bliskim relacjom, dobremu życiu, w którym praca jest tylko częścią codziennych zajęć. Nie chce żyć, by pracować. "Normalne prace" w tym kraju są bardzo nisko płatne, nie każdy zaś nadaje się do start-upu czy bycia wolnym strzelcem, wiec korpo w dużych miastach przyciągają absolwentów różnych kierunków oferując niezłe warunki finansowe w zamian za...życie po prostu.

Nie chciałabym tu wykładać swojej życiowej filozofii w całości, zatem zadam pytania okraszone kilkoma refleksjami:

1.Pracujecie w takich miejscach? Jak radzicie sobie z łączeniem pracy na pełen etat z utrzymywaniem domu, związku, wychowaniem dzieci (wiem, ze radzicie i podziwiam, może nie każdemu taka ścieżka jest pisana!).

Jasne, ze chciałabym mieć własne pieniądze i dokładać się do budżetu domowego, ale marzy mi się praca raczej na pół etatu: 3-4 dni w tygodniu. Tak bym wychowania ewentualnych dzieci nie musiała oddawać nianiom i żłobkom, by widziały mnie częściej niż pół godziny przed pójściem spać. Na chwile obecna czuje się wykastrowana z kobiecości i jej atrybutów (za jeden z nich poczytuje m i.n dbanie o otoczenie i tworzenie rodzinie, czy na chwile obecna narzeczonemu ciepłego, prawdziwego domu).

2. Wiążecie swoja przyszłość z korporacja? Robicie w międzyczasie inne kierunki studiów/kursy? [kiedy? ja w weekend śpię po 12 h sad]

Mam w głowie kilka planów co do dalszej kariery (nie lubię tego słowa, chce po prostu pracować gdzieś spokojnie), ale wszystkie wymagają robienia co najmniej 4h praktyk dziennie, co przy moim trybie pracy jest niewykonalne, a w okresie szukania pracy nie było mnie stać na opłacenie kursów. Błędne kolo.

3. A może jest ktoś kto ma pozytywne doświadczenia z taka praca i po prostu potrzeba mi "pozytywnego przewartościowania"? Na razie jedyne co mnie trzyma w tej pracy to pragnienie niezależności finansowej, ubezpieczenie, myślenie o "wpisie w CV" i lek przed opinia otoczenia (jak to, tyle była bez pracy i po dwóch miesiącach rzuca dobrze płatną w dużej firmie?!).

Jestem wykończona psychicznie i fizycznie, zwyczajnie nieszczęśliwa. Nie wiem co robić dalej.

Jeśli dotarliście aż tutaj to dziękuje!

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie daje sobie rady w pracy

Życie kochana wink
Pytanie pierwsze - a jakiej pracy byś chciała?
W jakich godzinach skoro wyjście o 17 Ci nie odpowiada?
To Ty musisz się zastanowić, czy nie odpowiada Ci to konkretne zajęcie, ta firma i ludzie, czy po prostu nie chce Ci się pracować bo zajmuje Ci to czas na życie.

Popatrz na ludzi pracujących na zmiany. Na ludzi pracujących za minimalne wynagrodzenie. Których praca kompletnie nie jest ambitna i rozwijająca. Myślisz że każdy z uśmiechem do szóstek cwałuje do pracy? Każdy szuka pozytywów a nie obrzydza sobie.
I większość cieszyłaby się, mogąc zamienić choćby pracę w sklepie na pracę biurową, z siedzenia w weekendy i do 21 czy 22 na wyjście o 17-ten, regularność, brak wysiłku fizycznego.
Myślę że rozleniwiło Cię szukanie pracy przez rok i pielęgnujesz w sobie niechęć zamiast skupić się na pozytywach.
Oczywiście mogę się mylić, choć z tego co opisujesz nic takiego złego się w pracy nie dzieje, bo prostu nie odpowiada Ci fakt że nie masz czasu i nie masz pasjonującej pracy.
Jak to wygląda u mnie? Wychodzę z domu o 7, wracam koło 17:00. Generalnie wszędzie z językiem na wierzchu - ogarnąć dom, dzecko, obowiązki super łatwo nie jest, a też chcę dziecku jakoś fajnie czas zorganizować a nie tylko dom i przedszkole.
Swoją pracę lubię, tym się różnimy, ale gdybym chciała mogłabym marudzić na jej minusy jak każdy.
Czas dla siebie i na swoje przyjemności mam kochana po 22.
Prasowanie przy tv to szczyt mojej rozkoszy i hobby, bo gdy to robię tzn że już uwinęłam się ze wszystkim innym. Stos książek na półce rośnie bo wszystkie chcę przeczytać ale nie mam kiedy smile
a finalnie wydaje mi się że nie narzekam tak jak Ty i nie uważam że jestem pokrzywdzona przez los, albo że to życie jest takie beznadziejne.
Zmień podejście bo niedługo ten facet nie wytrzyma wink

3

Odp: Nie daje sobie rady w pracy

Misty, uważam, że jeśli zaledwie po kilku miesiącach takiej pracy czujesz się zmęczona, zniechęcona i nie widzisz przed sobą perspektyw - to wszystko to nosi poważne znamiona typowego wypalenia zawodowego, tego słynnego "burn out'u".
Poziom stresu w takich sytuacjach nierzadko jest bardzo niebezpiecznie wysoki.
Twoje ciało, Twój organizm - bardzo wyraźnie mówi Ci stop. Mam dość, nie męcz mnie już tak dalej.
To ważne sygnały, nad którymi powinnaś się zastanowić, powinnaś wsłuchać się w siebie - bo Twoje ciało mówi do Ciebie o czymś niezwykle istotnym.

Mam za sobą długi epizod korporacyjny i doskonale rozumiem o czym piszesz ....
Mimo Twoich obaw, wiesz pewnie gdzieś w środku, że nie uciekniesz przed podjęciem decyzji o tym, co robić dalej.
Doskonale rozumiem potrzebę bezpieczeństwa finansowego, i faktu że zdajesz sobie sprawę z kilku ważnych walorów, jakie daje Ci obecna praca.

Prędzej czy później będziesz musiała określić sobie swoje własne, życiowe i zawodowe priorytety.
Spokój i harmonię daje nam życie w zgodzie ze sobą. Rzadko jest to drabinka korporacyjna i gonitwa szczurków.
To prędzej, czy później - ale zazwyczaj nieuchronnie prowadzi do depresji, wypalenia, poczucia beznadziei.

"Moje korpo" to było (podobno) najlepsze korpo na świecie. Więc poza finansami, miało sporo udogodnień, no dobrze - mnóstwo udogodnień smile
Jednak po kilku latach to ciągle było tylko korpo, w którym pewnych rzeczy nie dało się zmienić.
Po tych kilku latach miliony monet, siłownia w pracy, szczęśliwe piątki z darmowym bufetem i alko, codzienne darmowe posiłki, dwa razy w tygodniu kosmetyczka w biurze, firmowe gadżety (drogie i niebanalne wink ) wyjazdy, podróże dookoła świata - wszystko to po prostu straciło na atrakcyjności. Decyzję o odejściu podjęłam ze strachem i targana wątpliwościami. Ale wiedziałam, czułam - że nie dam rady dłużej.
I oczywiście dalszy rozwój wypadków zweryfikował moje poglądy, moje lęki.
Okazało się, że spokojnie mogę zadowolić się jedną trzecią korpo pensji. Że mam małe potrzeby.
Że czas, który uwolnił się po odejściu z korpo, a który mogłam poświęcić sobie - uczynił mnie tak szczęśliwą, dał mi poczucie spełnienia, błogości.

Jeśli chcesz odejść s korpo, a boisz się o swoje dalsze perspektywy zawodowe i finansowe, będziesz musiała określić, jakie obecne wydatki możesz zmniejszyć, czy ukrócić po to, żeby zainwestować w dalszą naukę czy kursy. Owszem, będzie Ci ciężko przez jakiś czas i będziesz musiała porządnie się mobilizować. Nie dość, że będziesz musiała oszczędzać, to jeszcze będziesz musiała zainwestować swoje wolne chwile, których masz tak mało - w przygotowywanie się do zmiany pracy, w przebranżowienie się.
Myślę jednak, że solennie Ci się to opłaci Misty. Będziesz wiedziała, że ten wysiłek jest częścią dążenia do lepszej przyszłości.

Odpowiadając na pytania zadane przez Ciebie:

Misty napisał/a:

1.Pracujecie w takich miejscach? Jak radzicie sobie z łączeniem pracy na pełen etat z utrzymywaniem domu, związku, wychowaniem dzieci (wiem, ze radzicie i podziwiam, może nie każdemu taka ścieżka jest pisana!).

O tak, pracowałam w takim miejscu, jak już powyżej nadmieniłam wink Połączenie tej pracy z domem, związkiem, dziećmi, rodziną - było po prostu niemożliwe, i bardzo wiele obowiązków i czynności z tym związanych spadało na barki mojego partnera. Dom od poniedziałku do piątku istniał po to, żeby w nim brać prysznic, spać i szykować się do pracy. A każdy mój normalny dzień pracy trwał ok 13 godzin. Wszelkie czynności domowe i rodzinne przesuwały się na sobotę i niedzielę, kiedy to próbowałam upchnąć w te nieszczęsne dwa dni porządki, pranie, szarlotkę, odrabianie lekcji z córką i niedzielny rodzinny obiad, spacer, czy wypad na basen.
Po pewnym czasie stało się to dla mnie bardzo frustrujące. Zupełnie jak życie w Matrixie, kiedy prawdziwe życie przepływa obok, a Ty jesteś w innej rzeczywistości.
Idąc dalej tym tropem - cóż z tego, że zarabiasz worek pieniędzy, kiedy nijak nie ma ich kiedy i gdzie wydać. Po kilku miesiącach zaczęłam odczuwać naturalną konsekwencję takiego stylu pracy - w domu stawałam się bardziej egzotycznym dodatkiem do codziennego życia, który w kółko znika i gdzieś wyjeżdża, no i oczywiście przywozi fajne pamiątki smile całkiem byłam ok, ale jak się córci stłukło kolano, albo jak nie mogła zasnąć, to naturalnym jej wyborem był Tatku, nie ja ...
Z czasem dochodzi do paradoksu, w którym to musisz harować jeszcze więcej i dłużej, bo musisz opłacić czas opiekunki która zajmie się Twoim dzieckiem, podczas kiedy Ty nie możesz tego zrobić, bo jesteś w pracy. Często gosposi i pani do sprzątania, które muszą ugotować i posprzątać Twój dom, bo Ty nie możesz, gdyż ... jesteś w pracy wink No i jeszcze całodobowego sklepu, który zrobi Ci zakupy i przywiezie je do domu, bo Ty ... jesteś w pracy big_smile

Misty napisał/a:

2. Wiążecie swoja przyszłość z korporacja? Robicie w międzyczasie inne kierunki studiów/kursy? [kiedy? ja w weekend śpię po 12 h sad]

Tak, początkowo ogromnie się zachłysnęłam korpo. Miałam mnóstwo planów z dalszym rozwojem kariery tam, i tylko tam. Wyobrażałam sobie gdzie to ja tam za kilka lat w tej hierarchii nie będę i jakiego to nie będę miała stanowiska, czy wypłaty. Ale dość szybko to minęło. Kiedy przyszło pierwsze zwątpienie zrozumiałam, że nie mogę tak zasypiać gruszek w popiele. Zaczęłam korzystać z możliwości dokształcania się, głównie w formie internetowych kursów czy webinarów, bo tylko na taką formę miałam czas. Oczywiście obywało się to kosztem wolnych weekendów, rzadkich urlopów, czy nawet snu, ale wiedziałam, ze to mi się w przyszłości bardzo przyda i to mnie motywowało.

Misty napisał/a:

3. A może jest ktoś kto ma pozytywne doświadczenia z taka praca i po prostu potrzeba mi "pozytywnego przewartościowania"? Na razie jedyne co mnie trzyma w tej pracy to pragnienie niezależności finansowej, ubezpieczenie, myślenie o "wpisie w CV" i lek przed opinia otoczenia (jak to, tyle była bez pracy i po dwóch miesiącach rzuca dobrze płatną w dużej firmie?!).

Nie sposób pominąć pozytywnych doświadczeń. W każdej pracy są jakieś wartości dodane.
Podreperowałam swoje i rodzinne finanse, to jasne. Wiele się nauczyłam. Korpo pomogło mi odkryć swoją asertywność, a pewna byłam, że jestem jej pozbawiona smile Praca w międzynarodowym środowisku dała mi możliwość poznania wielu wspaniałych ludzi i zawarcia wielu pięknych przyjaźni. Niestety nie nastąpiło to ostateczne, pozytywne przewartościowanie, bo nie potrafiłam wmówić sama sobie, że tu będzie mi lepiej niż gdziekolwiek indziej i w ogóle - najlepiej wink
Natomiast zupełnie szczerze powiem Ci Misty, że opinie otoczenia nawet mi przez myśl nie przeszły. Mam głęboko w poważaniu to, co sądzą o moim życiu zawodowym postronni.
Oni mi jeść nie dają, nie utrzymują mnie, nie wiedzą jak się w związku z tą pracą czuję i ich zdanie i plotki, czy też uwagi na mój temat - są tym samym, czym wiejący wiatr. Dziś w kierunku zachodnim, jutro na południe. Nie poświęcam temu absolutnie żadnej, szczątkowej choćby uwagi. Zdanie otoczenia o moich decyzjach zawodowych mam głęboko we poważaniu.
Komentować można wtedy, kiedy się było w takiej samej sytuacji, albo chociaż w podobnej.
Bliskie osoby, na których mi zależy, wiedziały o tym, jak się w związku z pracą w korpo czuję, i z ich strony nie było żadnych nieprzyjemnych komentarzy, czy zaskoczenia że zdecydowałam się stamtąd odejść.
A postronni, to bardzo proszę, niech sobie komentują ile i jak chcą. Mam to gdziesik. Oni za mnie Mordoru nie przeżyją wink

Nie ma nic złego we wpisywaniu w CV trzech miesięcy pracy w korpo. Zapytana o to na jakiejkolwiek rozmowie kwalifikacyjnej możesz śmiało powiedzieć o tym, że poznawszy warunki pracy w tej instytucji, zdecydowałaś się nie przedłużać swojej umowy po okresie próbnym, jednak cieszysz się z tego, że mogłaś tam pracować i poznać struktury i styl pracy tej firmy.

Misty napisał/a:

Jestem wykończona psychicznie i fizycznie, zwyczajnie nieszczęśliwa. Nie wiem co robić dalej.

Wiesz co robić Misty, wiesz.
Tylko boisz się.
Ale tak naprawdę, w głębi ducha, w głębi serca wiesz - że czeka Cię podjęcie poważnej decyzji, i że nie będziesz mogła tego uniknąć.
Trzymam za Ciebie kciuki !

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

4

Odp: Nie daje sobie rady w pracy

Wiele osób w pierwszych miesiącach pracy tak właśnie się czuje, szczególnie jeśli pracodawca nie dba o to aby adaptacja nowego pracownia przebiegłą jak najłagodniej. Zanim zaadoptujesz się w pracy minie około 6 miesięcy, oprócz tego musisz przyzwyczaić się do nowego trybu życia co potęguje twoje zmęczenie. Jedyna moja rada to wytrwać, a później będzie lepiej.

5 Ostatnio edytowany przez Volver (2017-02-05 13:25:54)

Odp: Nie daje sobie rady w pracy

Musisz mieć wyjątkowo negatywne nastawienie do swojej pracy, skoro po 8 godzinach wykonywania niezbyt skomplikowanych czynności, czujesz się skonana smile Nie oceniam tego, raczej stwierdzam fakt. Z mojej perspektywy pracujesz w normalnym wymiarze czasu pracy i  w dość powszechnych godzinach jej wykonywania. O ile potrafię zrozumieć, że praca którą wykonujesz może być dla Ciebie mało satysfakcjonującym zajęciem, o tyle zarzuty jakie padają pod adresem samej pracy wydają mi się szukaniem dziury w całym.  Jeżeli po 8 godzinnym czasie pracy nie potrafisz wygospodarować sobie czasu na "życie", to może warto byłoby lepiej przyjrzeć się zarządzaniu sobą w czasie ?
Z perspektywy osoby posiadającej całkiem spory staż pracy, która swoje doświadczenie zawodowe zdobywała w różnych miejscach, praca w korporacji wcale nie należy do tych najbardziej wyczerpujących. Rzadko zdarza mi się pracować tylko 8 godzin dziennie, ale tylko w korporacji tę swego rodzaju "niedogodność" rekompensowano mi odpowiednim wynagrodzeniem. Uwierz mi, że korporacyjne procedury są tak samo irytujące, jak brak jakichkolwiek zasad  funkcjonowania przedsiębiorstwa, gdzie zarządza się poprzez permanentne "gaszenie pożarów".
Jeżeli jesteś ze swojej pracy niezadowolona, to poszukaj innej. Z niewolnika nie ma pracownika.  W mojej ocenie źle nie trafiłaś, ale to Tobie ta praca musi odpowiadać smile

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA KARIERY - MOJA KARIERA ZAWODOWA » Nie daje sobie rady w pracy

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018