Witam drogie koleżanki.
Piszę do was w nadziei że pomożecie mi odnaleźć rozwiązanie mojego problemu.
PROSZĘ POMÓŻCIE
Kilka lat temu poznałem Anię. Wspaniały, płomienny romans szybko przerodził się we wspaniałe uczucie.Oboje byliśmy szczęśliwi, zakochani. Było cudownie. Był mały problem.Otóż dzieliła nas odległość, której nie dało rady przeskoczyć.Byłem wtedy w wojsku i nie mogłem sobie pozwolić na częste spotkania z nią. Ona cierpiała, nie mogąc się ze mną spotkać. Raz na dwa miesiące, czasem mniej.W końcu nie wytrzymała i powiedziała że nie umie znieść tej tęsknoty..Ja oczywiście po rozstaniu dalej byłem przy niej, dzwoniliśmy do siebie..Byłem jej przyjacielem, nie wiem po co.Ona potrzebowała tego kontaktu ze mną, ja jej go dawałem.Dzwoniła aby się wypłakać, ja ją pocieszałem..
Traktowała mnie jak kumpla mimo że ja ją strasznie kochałem.Bardzo to przeżywałem lecz ona traktowała mnie jako przyjaciela..
Mimo wszystko na przepustkach często spotykaliśmy się , kochaliśmy, tak jakbyśmy byli razem, ale nie byliśmy..Sypialiśmy ze sobą, trzymaliśmy się za rękę, ale razem nie byliśmy..W końcu nie mogłem znieść cierpienia jakie sam sobie zadawałem, gdyż próbowałem podtrzymać tę znajomość będąc jej przyjacielem a sam robiłem z siebie frajera...I cierpialem..
Doszło do takiej sytuacji że ona związała się z nowym facetem a ja byłem przy niej i chciałem ją wysłuchać, pomagałem w problemach..W końcu nie mogłem znieść tego cierpienia..
Po 2 latach zaczęliśmy się do siebie odzywać..Miała partnera z którym była dość długo..Częste rozmowy na gg, telefonie. Bardzo szybko uczucia w niej wróciły, powiedziała że z nikim nie była tak szczęsliwa jak ze mną..Że żaluje że nie umiała wytrzymać odległości..Nie układało się jej z facetem, gdyż nie dał jej tego co ja..Powiedziała że nikt jej nie dał czegoś tak wspaniałego, nikt..
Przyjechała do mnie na tydzień.. Na początku jak przyjaciele, niewinnie. Później zaczęlismy sypiać ze sobą..
Powiedziała mi : "Kocham cię, kocham cię jak faceta, chcę być przy tobie abyśmy mogli dawać sobie szczęście, nikt nie dał mi nigdy tyle radości i spełnienia"
Przyjechała jeszcze drugi raz, trzeci.. Za każdym razem miłość się umacniała.. Mieliśmy wspólne plany interesu..Po prostu cudownie..Było magicznie. Jej radość w oczach jak mówiła że mnie kocha, jaka jest szczęsliwa.
Czas płynął cudownie..
Oboje się okłamywalismy. Na początku zaczęliśmy się spotykac jak przyjaciele, niewinnie. Oboje wiedzzieliśmy że nie jesteśmy razem. Ona miała swojego partnera ale mi mówila że mnie kocha.. Mówi mi że mnie kocha. Bo kocha naprawdę szczerze. Gdy byliśmy razem płakała mówiac to..Ale to samo mi mowiła będąc z innym. sypiając z nim, będąc z nim. Boje się zaufać po prostu..
Bo boję się że doprowadzimy do takiej sytuacji że ona wróci do tego swojego gościa albo pozna kogoś nowego wmawiając mi że czuje do mnie coś pieknego..
Tak było za pierwszym razem, dwa lata temu. Kazała mi wierzyć w to że jestem jej skarbem, kimś kto daje jej spokój, szczęście, ze mnie potrzebuje a zaczynała związek z kimś innym..
Mimo wszystko obiecała że jest i zawsze będzie przy mnie.. Kolejne chwile razem spedzone jeszcze cudowniejsze,jak w bajce.. Zapewnienia o ogromnej miłości..
W końcu nadszedł dzień, gdzie nie odzywała się wogóle, drugi, trzeci..
Podczas rozmowy na Skypie powiedziała mi że wyznała swojemu byłemu że go ze mną zdradziła..On zerwał z nią kontakt.. Zostawił ją . Powiedziała że czuje się jak szmata. Skrzywdziła jego, krzywdzi mnie..Zaczęła mnie przepraszać..
Powiedziała że mimo wszystko z tamtym łączyło ją dużo i że jest jej cholernie ciężko. Zdradziła go ze mną. On ją zostawił. Czego jest pewna to tego że mnie kocha nad życie ale potrzebuje czasu. Czuje się jak szmata i potrzebuje ochłonąć, nie chce póki co być z nikim..Przeprasza że mi to robi.. Zapytałem, czy jeśli mnie kochasz to będziemy utrzymywali kontakt na gruncie koleżeńskim i nic poza tym? To umrze. Nawet się nie spostrzerzesz jak to uczucie się wypali. Dalej będziemy utrzymywać kontakt ? Kim dla siebie będziemy w takim razie? Przyjaciółmi?
Ona powiedziała że na to nie pozwoli abyśmy zostali przyjaciólmi...
Powiedziała że mnie kocha i zawsze będzie przy mnie. Zapytałem czemu nie może być tak jak do tej pory? Dzwonić, gadać na skypie, spotykać się.
Odpowiedziała że może być przy mnie ale nie tak jak ja bym tego chciał.I że przeprasza.. Jedne co jest pewne to to że mnie kocha nad życie..
Napisałem jej żeby się określiła, czy chce być ze mną czy z nim do cholery...Nie umiałem znieść tego cierpienia. NIe jestem frajerem do zabawy...Po czasie który jej dałem , gdyż sama potrzebowała czasu do przemyśleń zadzwoniła i powiedziała , że mnie kocha nad życie, że jest ze mną szczęsliwa...Że potrzebuje mnie jak tlenu..Kocha mnie nad życie
Aktualnie teraz wydzwania o mnie, pisze na gg że kocha i tęskni ale nic więcej.Mówi że boi się odległości.
Mówi że mnie kocha strasznie mocno, ale jak zapytam o spotkanie jest mała konsternacja, gdyż wiem że chce mi przekazać że nie możemy tak się zachowaywać, nie tak jak ja bym tego chciał.
Czy ona kocha? Wiele razy jak mi to mówiła płakała ze szczęścia, teraz potrafi mi to pisać kilka razy dziennie..Czy kocha mnie jak przyjaciela? Jak kolegę?
Gdzie kończy się przyjaźń a zaczyna związek? Czy jest możliwa miłość i jednocześnie brak zdecydowania? Co mam zrobić? Ona mnie naprawdę kocha. To widać. Jest naprawdę szczęśliwa
Ale aż tak bardzo można bać się odległości??
Co mam robić? Kazać jej się zdecydowac? Czy po prostu póki co poczekać, nie odzywać się pierwszy i czekać na jej ruch? To jest trudne..Serio, kocham ją..Miałem naprawde wiele kobiet w życiu, naprawdę wiele ale z nią jest..magicznie...Może po prostu to jest zwykła przyjaźń?
Prosze wypowiedzcie się!
Gdy wkradają się uczucia często zdrowe , logiczne myślenie jest mocno przytłumione
Dziękuje z góry drogie panie!