Nie wiem co mi jest, nie wiem co zrobić, do kogo się zwrócić, więc pierwsze co, pomyślałam o tym forum.
Od pary miesięcy (!) mam taką chandrę, że zaczęłam to odczuwać nawet pod względem somatycznym - serce mi nierówno bije, trzęsą mi się dłonie, nie mogę spać, boli mnie głowa i żołądek, jestem wiecznie zmęczona. Paznokcie nie mam kompletnie, są obgryzione do samiutkiej krwi.
Cały czas chodzę rozdrażniona, jestem cholernie płaczliwa, każdą kłótnię czy złe słowo wyolbrzymiam do niewyobrażalnych rozmiarów, straciłam ochotę na wszystko, co do tej pory sprawiało mi przyjemność, odizolowałam się od 'przyjaciół', nie mam ochoty kontynuować związku ze swoim narzeczonym (chociaż kocham go na zabój i jest cudownym mężczyzną). Czuję, że na wielu płaszczyznach życia po prostu nawaliłam po całości.
Najgorsze jest to, że wiem jaka jest tego przyczyna, ale na uporanie się z własnymi problemami nie mam ani siły, ani odwagi. Nie chcę zawieść tych, których kocham (głównie Taty), a już to zrobiłam tyle razy.. ![]()
Coraz częściej myślę o podjęciu desperackiego kroku typu 'na złość mamie odmrożę sobie uszy', żebym wzbudziła.. litość? Żeby ktos w końcu ze mną usiadł i porozmawiał? Wiem, że to chore, ale ja gubię się już we wszystkim.
Błagam, pomóżcie!
Ps: Nawet pisząc ten post zalewam się łzami!