Powszechnie twierdzi się, że Polacy to naród malkontentów i pesymistów. Kiedy przyglądam się swojemu otoczeniu to stwierdzam, że rzeczywiście tak jest- wokół wciąż słychać narzekania, rozmowy o trudnych sytuacjach i ciężkich problemach, ludzie wręcz uwielbiają permanentnie się umartwiać, skupiać na tym co im nie wyszło, zamiast cieszyć z tego, co jest całkiem w porządku, niemal na siłę wyszukują kolejnych problemów, życiowych porażek i przeszkód w osiągnięciu poczucia szczęścia. A ja na przekór wszystkim i wszystkiemu co mnie w życiu spotyka, jestem wciąż niepoprawną optymistką, co więcej wiem, że takiego stosunku do świata naprawdę można się nauczyć. Oczywiście, że to nie przychodzi z dnia na dzień i wcale nie jest łatwo, że trzeba w to włożyć sporo wysiłku, uwagi i pracy, niemniej efekt wynagradza nam te wysiłki, bo na końcu tej drogi jesteś Ty sama- radosna, pewna siebie, zadowolona, być może nawet całkiem szczęśliwa.
A czy Waszym zdaniem optymizmu można się nauczyć? Czy wbrew otoczeniu i przyzwyczajeniom można nabyć pozytywny stosunek do świata? Jak tego dokonać?