Witajcie...jestem tutaj nowa. Niektóre z Waszych historii są mi bardzo bliskie, zwłaszcza jeśli chodzi o związki na odległość, internetowe znajomości... Chciałabym Wam opowiedzieć swoją historię i liczę, że pomożecie mi jakoś przez to przebrnąć bądź też podjąć jakąś decyzję, gdyż samej nie jest mi łatwo.
Wybaczcie, ale nie chcę podawać swojego wieku, z różnych względów. Ponad 2 miesiące temu poznałam przypadkowo pewnego chłopaka. O Naszej znajomości zadecydowały prawdopodobnie ułamki sekund. Jest 5 lat starszy ode mnie i jak to zwykle bywa w tego typu znajomościach, mieszka dosyć daleko - 170km. Zapewne zrozumiecie mnie jeśli napisze, że już po kilkunastu minutach rozmowy z Nim poczułam że to ktoś wyjątkowy... Od tej pory nie było ani jednego dnia żebyśmy nie pisali ze sobą... Rozmawialiśmy i nadal rozmawiamy niemalże o wszystkim... Jeszcze nigdy nie byłam otoczona taka ilością ciepła, zrozumienia i wsparcia. Po miesiącu pisania zdecydowaliśmy się na spotkanie. Przyjechał do mnie. Przywitałam go na dworcu autobusowym, wzięłam mocno za rękę i poszliśmy w kierunku miejsca, w którym się zatrzymał na te kilka dni pobytu w moim mieście. Już od pierwszych chwil "razem" czuliśmy sie wspaniale w swoim towarzystiwe, wcześniej miałam trochę obaw, że rozmowa może sie nie kleić, ale na szczęscie moje obawy były zupełnie bezpodstawne. Spędziliśmy razem kilka wspaniałych godzin, przytulając się, całując, rozmawiając... Kolejny dzień wyglądał bardzo podobnie. 3-go dnia rano wrócił w swoje strony. Od tego czasu nie widzieliśmy się, a mija juz miesiąc... Oczywiście cały czas piszemy ze sobą, rozmawiamy przez telefon. Zdecydowaliśmy, że chcemy byc razem. No i jesteśmy... Jednak każdy dzień obfituje w ogromną tęsknotę za Nim, która czasami staje się nie do wytrzymania. Szukam różnych zajęć żeby nie myśleć o tym, że on jest daleko, że na razie nie może przyjechać ( praca, studia ), Staram sie to zrozumieć i rozumiem, aczkolwiek są dni, kiedy dochodzę do wniosku, że Nasz związek nie ma sensu. Nie potrafimy bez siebie żyć, a jednocześnie nie możemy niczego zmienić, przynajmniej w tym momencie. Wiem tylko, że chyba nie potrafiłabym z nim zerwać...wiem też, że on również nie bierze takiej opcji pod uwagę. Ciągle prosi mnie o wyrozumiałość, o to, żebym nie traciła nadziei i ja jej nie tracę... Jednak jak każdy normalny człowiek, jak każda kobieta potrzebuję bliskości drugiej osoby, potrzebuję mieć świadomość, że komuś na mnie zależy. I żeby nie było - On mi tą świadomość daje. Boli mnie tylko to, że nie mogę zobaczyć jego usmiechu, poczuć jego dłoni, smaku ust, usłyszeć jego szeptu...
Powiedzcie mi, czy to ma sens...? Czy tu kiełkujące uczucie ma szanse przetrwać...? Jestem zagubiona...nie wiem co robić...;(