Opowiem wam po krótce o mojej historii, jestem z chłopakiem już 5 lat, wszystko super, kocham go nad życie i on mnie też. Kilka miesięcy temu poznał pewną dziewczynę, Olkę. Chodzili razem do technikum. Najgorsze jest to że on ukrywał to przede mną ale zawsze coś wychodziło na jaw, okazało się że ona zakochała się w nim, i nie ukrywała tego. Często nie zdążył skasowac od niej smsów i czytałam jak pisze mu: "skarbie tęsknie za Tobą" "myślę o tobie" albo smsy takiego typu w których opowiadała mu cały swój dzień, normalnie jakby byli najlepszymi przyjaciółmi! Mój chłopak zapewniał mnie że on nigdy nie dawał jej żadnych znaków aby coś sobie wyobrażała, że on ją traktuje jak koleżankę i że jego nie rusza to że ona coś do niego czuje. Ale dziwne było to że nie potrafił zakończyc tej znajomości. Przez wiele miesięcy ukrywał że smsuje z nią, jak potem mówił, po to bym się nie wkurzała. Ona była strasznie nachalna, traktowała go jakby on był jej, pakowała się w nasz związek po prostu, czyniła te swoje kobiece sztuczki, raz nawet chciała nas skłócic że niby ja go zdradzam, potem dopiero wyszła na jaw że to byłą ona. Ala jakoś po 7 miesiącach ich wspólnej przyjaźni wkońcu ucichło... Mogłam odetchnąc. Ale kilka dni temu pisałam z koleżanką na gg, która także chodziłą do tego technikum, jest dziewczyną kolegi mojego faceta. I wypytałam ją jak wyglądały relacje między nimi w szkole. I dowiedziałam się że na każdej przerwie spacerowali sam na sam, śmiali się, rozmawiali, siedzieli na ławce, na każdej! i że kilka razy widziała jak wysiadają razem z jego samochodu pod szkołą. Tego już było za wiele dla mnie! Dla mnie był to sygnał że on mnie z nią zdradził! nie mogłam pogodzic się z tym że potrafił tak mnie kłamac! co innego gdyby podwoził jakąś naszą wspólną koleżankę ale nie głupią szmatę która mnie nienawidzi i która jest szalenie zakochana w moim chłopaku! Wygarnęłam mu wszystko, posypały się przez smsy ostre słowa. i nie odzywałam się do niego kilka dni. On pisał że mnie tylko kocha, że do niczego między nimi nie doszło itp. i przedwczoraj przyjechał do mnie z bukietem róż. Chciał żebym jechała z nim do n9iego. Powiedziałam że nie wsiąde do tego samochodu! że tyle czasu mnie okłamywał, z początku był milutki ale nie usłyszałam od niego właściwie żadnych wyjaśnień. i pokłóciliśmy się, powiedziałam że rzygac mi się chce na myśl że ona siedziała w tym aucie. a on w nerwach już powiedział mi przykre słowa, że jemu rzygac się chcę że nie byłam jego pierwszą kobietą w łóżku i wyszedł. (zanim go poznałam to miałam chłopaka, z nim przeżyłam pierwszy raz, a ja byłam jego pierwszą w łóżku, ale ile bym dała by cofnac czas! niestety się nie da ale teraz to on się dla mnie liczy!) Przecież to było zanim go poznałam a on robił mnie w jajo za moimi plecami, kłamał tyle czasu! i obrócił kota ogonem, od tamtej pory nie odezwał się do mnie, to ja powinnam byc zła na niego a teraz on jest na mnie. Bo znowu przypomniał sobie tamtą sytuacje. Ja też nie piszę w ogóle do niego ale znając go to on już też nie napiszę, bo teraz to ON się na mnie wkurwił i wszystko teraz moja wina. Co mam robic:(
Proszę napiszcie coś. Ciężko jest mi teraz bo znając życie to on nie napiszę do mnie pierwszy. Jest typem uparciucha i wiem że tak będzie. a przecież nie o to chodziło! Miał mi wyjaśnic wszystko, miał mnie zapewnic że do niczego między nimi nie doszło, prosto w oczy! Chciałam zwykłych wyjaśnień bo zbyt długo mnie okłamywał. i po takim czasie wyszły na jaw nowe sprawy!