Po przeczytaniu wielu postów na tym forum, postanowiłam się przyłączyć i dowiedzieć się jak Wy ocenicie tą sytuację w której się znalazłam.
Na wstępie chciałam Was przeprosić za długość, lecz nie umiem 4,5 roku i tego co się stało opisać w kilku zdaniach. Dokładnie mija miesiąc odkąd chłopak mnie olał i na dodatek nie wiem dlaczego gdyż przestał się do mnie odzywać... Swojego byłego ( jak i pierwszą miłość mojego życia ) poznałam przez przyjaciółkę. Poznała go przez forum w celu porady informatycznej i kiedy nie był już jej potrzebny ?oddała mi? go w celu pozbycia się osoby, która jak się okazało bardzo dobrze umiała rozczytać jej złe intencje. To dzięki niemu otworzyłam oczy i postanowiłam ( choć nie było to łatwe ) zerwać z nią toksyczną ?przyjaźń? . Właśnie wtedy dopiero zobaczyłam jak jestem wykorzystywana i poniewierana za moją otwartość, zaufanie i pomoc drugiemu człowiekowi. Początkowo znajomość rozwijała się przez sms?y. Dzieliła nas olbrzymia odległość , a dokładnie 440 km i początkowo bałam się kontaktu z nieznaną mi osobą. Tak pisaliśmy przez ponad rok, potem zaczęły się telefony, skype, gg itd? Nigdy się nie widzieliśmy jedynie ze zdjęcia. Ja miałam 16, a on 18. Bardzo dobrze się rozumieliśmy i dogadywaliśmy. Był dla mnie olbrzymia podporą . On wiele przeszedł, wiele widział gdyż życie w mieście nieco różni się od tego w malutkiej miejscowości w jakiej ja mieszkam. Bałam się wszystkiego, miałam niską samoocenę i bałam się zaufać drugiej osobie po tym co mnie spotkało, a wierzcie mi bardzo długo nie mogłam tego przeboleć i wmawiałam sobie, że to moja wina. Nie miałam z kim o tym pogadać i zawsze dla wszystkich było ok a ja psychicznie nie mogłam sobie poradzić. Tak to się potoczyło, że znów postanowiłam zaufać i całe życie pokładałam na nim.
Po w sumie 2 latach postanowiliśmy się spotkać. Przyjechał do mnie w czarno ( bo obca rodzina, jeszcze miał u mnie spać itd.). Wszystko było dziwne i zaskakujące. Spędziliśmy wspólnie 2 cudowne tygodnie i tak od tego czasu staliśmy się już taka prawdziwą parą. Widywaliśmy się kilka razy w ciągu roku , potem było to znacznie częściej. Nie była dla nas problemem odległość. Wszystko układało się cudownie. Byliśmy nierozłączni. Ciągle w kontakcie. Początkowo rodzice podchodzili z dystansem (zwłaszcza mama) i mówili że to tylko kolega, a ja ostro obstawałam za tym, że to miłość mojego życia i jestem w stanie zrobić dla niego wszystko, bo tak się mną opiekuje itd. Miłość jak z bajki. Niestety do czasu?Rok temu miałam naprawdę trudny okres w życiu: matura, wybór studiów itd. Nie umiałam się z tym uporać, nie wiedziałam co chcę dalej robić. To było strasznie zwłaszcza pod naporem rodziców, rodziny. Często się kłóciliśmy. On mnie wspierał, dawał z siebie wszystko. Nalegał bym to teraz ja do niego przyjechała. Po pewnym czasie dzwoniąc do niego wiecznie miał zajęty telefon. Tłumaczył, że kolega do niego dzwoni, że klienci?Niestety miałam tyle trudnych decyzji na głowie, bałam się sama jechać w taki szmat drogi. Poddałam się?Między nami było coraz gorzej. Potrzebowałam wsparcia, bliskości i motywacji do życia. Wreszcie przełamałam się. Jadę! Pojechałam zadowolona, że przełamałam taką barierę i szczęśliwa, że w końcu go zobaczę i przeproszę go za to jak się zachowywałam i że znów będzie jak dawniej. Niestety okazało się inaczej. Kolejnego dnia pojechał na awarie. Zostawił mnie samą z jego matką w domu i już tęskniłam kiedy wróci. Korzystając z tego że go nie ma i że niemieliśmy przed sobą tajemnic postanowiłam wejść na gg i przeczytać rozmowę jego i mojej siostry o której się chwalił i powiedział, że jest tak śmieszna że będę musiała obowiązkowo sobie ją przeczytać. Wszystko było ok dopóki nie odczytałam pewnej wiadomości? i tak patrzę sterta wiadomości od jakiegoś Kuby. Nie wspominał mi o żadnym z kolegów by tak się nazywał, bo nie miał znajomych nie spotykał się z nikim bo jak stwierdził się wyszalał. Wiecznie praca, problemy, kłótnie z ojcem, studnia i cały czas od rana do wieczora wisieliśmy na necie albo telefonie. Zajrzałam do archiwum i co się okazało?!Dziewczyna! Czytam z nadzieją, że to tylko koleżanka ze studiów, która nie wie jak wykonać zadanie?Jednak nie. A tutaj wiadomości w stylu: ?zaraz do Ciebie zadzwonię tylko z dziewczyną pogadam szybko??;?ok już dzwonie?;"tęsknie za tobą":*->dokładnie cytuje bo nie zapomnę tego;"kiedy przyjedziesz:*";-"nie mogę się już doczekać:*"i jeszcze jakieś...Nie doczytałam reszty, bo była tego masa?Załamałam się totalnie. Nie mogłam zrozumieć jak potrafił pomagać innej, wspierać kiedy ja nie mogłam wyjść z dołka. Zrozumiałabym jeszcze, gdyby tylko pisali bez takich czułych słów, bo wiem że jemu tez było trudno i nie miał z kim pogadać a ja okazałam się wtedy egoistką - tylko, że ja w odróżnieniu od niego nie szukałam pocieszenia w ramionach innego i jeszcze w tak perfidny sposób jak on. Kiedy zadzwonił i powiedziałam mu, że wszystko wiem był w szoku. Natychmiast przyjechał. Ja awantura, kłótnia, płacz - wręcz się na niego rzuciłam. On też prawie płacze tłumaczy, że nikogo nie miał, bo ja jestem najważniejsza, nikt poza mną a zwłaszcza że jak mi obiecał to tak jest. Z nią pisał, bo ja go dołowałam, że nie miałam humoru ,że nie ma z kim o tym pogadać, a te czułe słowa co cytowałam to że to nic, bo tak się pisze że to żarty...Mówił, że wspierali się bo ta laska też miała problemy w związku, bo chłopak ją olewał. Zaczęłam się już pakować i krzyczę by mnie, że nie chcę go znać?całe wakacje zastanawiam się czemu mi to zrobił, dlaczego w ten sposób. Siedziało mi to w głowie i jak powiedział skasował wszystkie kontakty z nią i napisał by już więcej do niego nie pisała. Zostałam i postanowiłam dać mu jeszcze jedną szanse, choć bardzo mnie zawiódł. I jak się okazało nie tylko w tym. Przez kolejne dni wyciągnęłam od niego jak się nazywa, okazało się że jest z jego rocznika, że mieszka niedaleko jego miasta i że pisali gdzieś od ponad miesiąca a poznali się na portalu bilardowym?Od tamtego czasu mu wypominałam, bo tak bolało, zaczął mieć tajemnice. Już nie udostępniał mi swojego konta na komputerze i telefon wiecznie miał wyłączony kiedy był ze mną tłumacząc że chce być tylko dla mnie. Początkowo naprawdę był załamany, że tak mnie zranił starał się to naprawić po czym zaczął mieć o to pretensje. Potem z czasem znów zaczęło być pięknie. W czerwcu b.r. planował wakacje i nie mógł się doczekać kiedy skończy praktyki i wreszcie będzie ze mną. Byłam zakochana w jego charakterze, zachowaniu i bardzo mocno się przywiązałam i wiedziałam że taki staż i to ile przeszliśmy coś znaczy. Myliłam się.
Odzywał się rzadko, nie pisał sms?ów a jak już rozmawialiśmy tłumaczył wiecznie, że jest zmęczony, że nie wyrabia i sucho że mnie kocha itd. Po weekend?zie z rodziną nie odzywał się tydzień co potem tłumaczył, że coś przemyślał i że to go dobiło. Po tych wszystkich latach napisał: ?miłość to nie tylko charakter ale także hormony? Nie wiem dlaczego dopiero teraz tak stwierdził, bo nigdy wcześniej czegoś takiego mi nie powiedział. Od początku zapewniał mnie i widać było, że kocha mnie za to jaka jestem, a nie za mój wygląd, choć jestem ładna ale przez wzgląd na moją niską samoocenę nie wierzę w to. Zna mnie od każdej strony i wiedział że coś z moim zdrowiem jest nie tak, lecz nigdy mu to nie przeszkadzało. Dokładne chodziło o problem hormonalny ( owłosienie na rękach itd.:( z którym walczę, walczyłam i tak to kosmetycznie usuwam, bo jest to dla mnie krępujące a dla rodziców zawsze było to normalnym zjawiskiem, które tłumaczyli dojrzewaniem ). Namawiał mnie, martwił itd., ale ja bałam się przebadać. Wreszcie dla siebie i dla niego postanowiłam się odważyć. Poszukałam endokrynologa, byłam u ginekologa i niestety potwierdziło się to co podejrzewał ? zespół policystycznych jajników wraz z guzkiem na tarczycy?Dosłownie wszystko się dla mnie zawaliło! On w ogóle nie dawał mi wsparcia, ciągle dla niego było źle choć ja starałam się wszystko naprawić, polepszyć. Z jego strony nic. Cieszyłam się, że stopniowo się oswajam z życiem, że sobie radzę, miałam tyle mu do opowiedzenia i tak go potrzebowałam. W końcu kontakt był coraz rzadszy, potem kolejne 3 dni się nie odzywał. Miał pretensje o to że wysłałam maila na skrzynkę rodziców z tym, że się martwię i co się dzieje, że się nie odzywa i że zależy mi na nim. W sumie troszkę się polepszyło, próbowałam to wszystko ratować. Planował przyjazd, kiedy to pewnego wtorku zadzwonił, że śpiący jest i zmęczony, bo w nocy był w robocie i że na razie idzie spać a jak odeśpi to się odezwie. Od tego czasu kontakt się urwał?Ja jak głupia dzwoniłam, pisałam, prosiłam by choć napisał czy to z nami koniec, bo jestem osobą która woli wiedzieć najgorszą prawdę, niż być oszukiwana. Tak trwało jeszcze tydzień. Wreszcie po rozmowie z siostrą, postanowiłam się odważyć i skończyć ten związek. Po tym tygodniu błagań i myśleniu co się stało wysłałam ostatniego sms?a i od tamtej pory się nie odzywam ( z resztą z jego strony też nie ma odzewu ). Początkowo była droga przez mękę! Cisza, smutek, płacz, żal, myślenie co mogłam zrobić by było lepiej, w czym go zawiodłam. Większość czasu siedziałam na czacie tak dla zabicia czasu, ponieważ ufałam tylko jemu i tylko z nim spędzałam czas. Wszystkie kontakty pozrywałam i zostałam sama:(
Moim zdaniem:
1)utrzymał z nią kontakt i chciał bym to ja zerwała by nie czuł się winny, a także by nie miał nic sobie do zarzucenia
2)był tchórzem i przestraszył się, że nie uciągnie tak dalej zwłaszcza że potwierdziło się to co zakładał
( mogło go przestraszyć to, że lekarka powiedziała mi, że w przyszłości mogę, ale nie muszę mieć problemy z zajściem w ciąże )
3)był wmieszany w jakąś brudną sprawę i bał się że za dużo wiem i dla mojego dobra zerwał ze mną kontakt
Dziewczyny najgorsze jest dla mnie to, że znów przejechałam się na osobie, której tak bardzo ufałam i powierzyłam wszystko. Teraz w tym najgorszym dla mnie okresie kiedy postanowiłam się leczyć i udowodnić że jestem silna, zostawił mnie i na dodatek nie wiadomo z jakiego powodu i raczej się już nie dowiem.:(Cieszę się teraz jedynie z tego, że teraz dowiedziałam się o jego strasznym tchórzostwie i nieodpowiedzialności. Pomimo, że to tak długo trwało i przeczytałam książkę poleconą na waszym forum: ?Nie zależy mu na Tobie? nie poddaję się. Zmieniłam nr, piszę z jednym z kolegów poznanych na czacie z którym się już spotkałam i czekam na rozpoczęcie roku akademickiego by móc zapomnieć i nie poświęcać ani chwili dłużej na tego palanta:) A że jestem pozytywnie nastawiona i nie umiem myśleć w czarnych kolorach nie poddaję się i wiem, że kiedyś będzie lepiej:) I powiem Wam, że zaczynam oddychać pełna piersią:)