netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Początek końca ?

30 odpowiedzi4 282 wyświetleniazałożony przez Mniezabić, 17.04.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 31 ]

1

Temat: Początek końca ?

Witam Was wszystkie smile
Od jakiegoś czasu czytam forum netkobiet i jestem nim zafascynowana, więc postanowiłam włączyć się do Waszego grona. Generalnie czuję potrzebę pomocy innym w trudnych sprawach i to jest kolejny powód mojej rejestracji na tymże portalu. Wiem, że mając 18 lat mam jeszcze małe doświadczenie życiowe, ale
obiecuje że będę się starać smile Tymczasem to ja mam problem...

Z moim mężczyzną jestem rok. Wiadomo, że na początku naszego związku patrzyłam na świat przez pryzmat różowych okularów, ale ta otoczka już zeszła i wróciłam do rzeczywistości ( i to już nawet dawno temu ). Jako zodiakalny skorpion mam bardzo trudny charakter i zdaję sobie sprawę z tego , że jestem nie do wytrzymania. Jednak ON to wszystko tolerował, był wyrozumiały, próbował unikać kłótni. Jednym słowem widziałam, że mu zależy. Starałam się zmienić - nawet odniosło to skutek.

No ale, od jakiegoś czasu - powiem szczerze - jestem nieszczęśliwa w swoim związku. Odnoszę wrażenie że to tylko mi zależy na NAS. Mój chłopak stał się strasznie wybuchowy i konfliktowy. Bardzo często zdarza mu się sypać ironiami co do mnie. Kiedyś gdy była ostra wymiana zdań i nie odzywałam się do Niego ON przychodził, przytulał, przepraszał. A teraz ? Jedyne słowo, które pada z jego ust to : " Jasne, najlepiej, obraź się i tyle "

Zastanawiałam się nad jego postępowaniem. Może po prostu nie wytrzymał moich wiecznych dąsów i ' wybuchł '. No, ale doszłam do wniosku że gdyby tak było to powiedziałby co jest nie tak ze mną i tyle. Rozumiem, że można się zmienić, że można zacząć dostrzegać wady dopiero po czasie. Ale na litość boską czy można zmienić się ze skrajności w skrajność ?

Wczoraj próbowałam z NIM poważnie porozmawiać. Gdy powiedziałam, że stał się nie do poznania przyjął sobie jako linie obrony atakowanie mnie. Że jestem taka, siaka i owaka. Zapytałam go czy nie widzi, że jest z Nami źle. Odpowiedział: Nie.

Wiem, że trochę monotonne jest to co pisze, ale mi naprawdę zależy. Nie wiem, naprawdę co mam robić. Poważna rozmowa nie pomaga - a jest coraz gorzej. Zamiast cieszyć się miłością i wzajemnym byciem ze sobą - czuję się rozgoryczona tym zimnem bijącym od NIEGO.

Dziękuję, że ktoś przeczytał te moje wypociny. Jest mi lżej.
Pozdrawiam i czekam na WASZE opnie smile

2

Odp: Początek końca ?

Witam

Czytając Twój post miałam wrażenie jakbym czytała o sobie. Powiem Ci szczerze, na ogół we wszystkich związkach na samym poczatku jest cudownie, nikt nie ma do nikogo pretensji, po prostu sama sielanka. Potem zaczyna sie trochę pod górkę, zauważamy wady partnera, na które wcześniej nie zwracałyśmy uwagi, albo nie chciałyśmy, tak było wygodniej.

Pierwsza najważniejsza zasada: Nie można od razu się bardzo angażować w związek, facet nie może widzieć, że bardzo Ci na Nim zależy, bo potem jak już wie, że i tak jesteś z nim i że mimo Jego wielu wad kochasz Go całym sercem i zrobiłabyś dla Niego wszystko to potem zaczyna olewać, nie stara się już o Twoje względy itd. Wiem, to z własnego doświadczenia. U mnie było identycznie.

Obecnie od miesiaca jestem sama, bo mój facet zadecydował, że z Nami koniec, byliśmy prawie rok, ja po przejściach i On również. Myślałam, że chcociaż teraz z Nim ułoże sobie życie, że będę szczęśliwa i On również, ale nic z tego nie wyszło. Do tej pory nie wiem dlaczego tak zadecydował, o rozstaniu dowiedzia.łam się przez SMS.

Nie zdajesz sobie sprawy co wtedy czułam? Zresztą do tej pory czuję, mimo to bardzo Go kocham i wiem, że szybko o Nim nie zapomnę, bo Jest moją najwiekszą miłością życia, jest darem, który Bóg mi dał, a potem odebrał.

Podobnie jak Ty próbowałam rozmawiać z NIm o tym co mnie denerwuje, ale do Niego widocznie to niedocierało, a może miał już mnie dość? Sama niewiem, u mnie jeszcze ta cala historia jest troche bardziej zagmatwana.

Tak więc, Droga KOLEŻANKO, jeśli jesteś pewna, że Jemu również zależy, a nie okazuje to w taki sposób jak powinien to Ty również tak się zachowuj przez jakiś czas do Niego. Zobaczysz jak On wtedy będzie się zachowywał, może jak ty również Go trochę olejesz to On wtedy zrozumie swój błąd.

Ja niestety życia poza NIm nie widziałam, byłam na każdy jego rozkaz, i teraz wiem, ze to był mój problem, więc i TY go nie popełnij.




Mam pytanie ile lat ma Twój facet?

3

Odp: Początek końca ?

Powiem tak.
Na początku zawsze tak jest, że każdy w związku stara się, żeby było jak najlepiej.
U CIebie ewidentnie widać, że Twój facet starał się załagodzić każdy Twoj foch, złość itp.
Szczerze, wcale mu się nie dziwię, że się zmienił. Ty bylaś szczęśliwa, że wszystko jest tak jak Ty tego chcesz. On natomiast, poniewaz mu zależało, starał się jak mógł, zeby polepszyc sytuację. Nie wytrzymał i wkońcu "wybuchł" nie uprzedzając Cie wcześniej, ze Twoje zachowanie jest niestety beznadziejne.  Zresztą nie musiał, bo jak sama napisalas wiedziałas co robisz. Wiem to z własnego doświadczenia. Sama na początku starałam się jak mogłam. Za każdym razem to ja szłam na ugodę, przepraszałam, unikałam kłótni, pozwalalam, żeby to on decydował co bedziemy robić, gdzie pojdziemy, itd. W końcu moja cierpliwosc się skonczyła. Przestało mi zależeć, zaczełam pokazywac na co mnie stac, co bardzo zdziwiło i zabolało tą drugą stronę.
Wiem, ze Ci źle, że zależy Ci na Was, ale nie jest mi CIę wcale żal. Przepraszam, jeżeli Cie uraziłam, ale ja wiem co czuł Twój facet.

4

Odp: Początek końca ?

Nie zgadzam się z goska26, ani z Twoim zdaniem, Mniezabić. A postaw się na miejscu Twojego faceta, co?

Mniezabić napisał/a:

Jako zodiakalny skorpion mam bardzo trudny charakter i zdaję sobie sprawę z tego , że jestem nie do wytrzymania. Jednak ON to wszystko tolerował, był wyrozumiały, próbował unikać kłótni. Jednym słowem widziałam, że mu zależy. Starałam się zmienić - nawet odniosło to skutek.

Mniezabić napisał/a:

No ale, od jakiegoś czasu - powiem szczerze - jestem nieszczęśliwa w swoim związku. Odnoszę wrażenie że to tylko mi zależy na NAS. Mój chłopak stał się strasznie wybuchowy i konfliktowy. Bardzo często zdarza mu się sypać ironiami co do mnie.

Charakter i nasze zachowanie to nie wina czy zasługa tego, z pod jakiego znaku zodiaku jesteśmy. Więc nie tłumacz tego tym, że jesteś skorpionem. Zastanów się ile można tolerować takie zachowanie? Kłótnie, awantury, pretensje i fochy? Widocznie w końcu tego nie wytrzymał i nerwy mu puściły. Nie ma co się dziwić.

Mniezabić napisał/a:

Kiedyś gdy była ostra wymiana zdań i nie odzywałam się do Niego ON przychodził, przytulał, przepraszał. A teraz ? Jedyne słowo, które pada z jego ust to : " Jasne, najlepiej, obraź się i tyle "

A ile można za kimś chodzić i przepraszać go? Zawsze kłótnia to była jego wina? Pewnie nie. Czemu ma więc przepraszać za coś, co nie jest jego winą? I to Ci nie pasuje, tak? Że nie łazi za Tobą, nie przeprasza na każdym kroku i prosi o wybaczenie biorąc wszystkich win całego świata na siebie, byleby jego Królowa tylko mu wybaczyła?

Mniezabić napisał/a:

Zastanawiałam się nad jego postępowaniem. Może po prostu nie wytrzymał moich wiecznych dąsów i ' wybuchł '. No, ale doszłam do wniosku że gdyby tak było to powiedziałby co jest nie tak ze mną i tyle.

Mniezabić napisał/a:

Wczoraj próbowałam z NIM poważnie porozmawiać. Gdy powiedziałam, że stał się nie do poznania przyjął sobie jako linie obrony atakowanie mnie. Że jestem taka, siaka i owaka. Zapytałam go czy nie widzi, że jest z Nami źle. Odpowiedział: Nie.

A pytałaś go co według niego jest z Tobą "nie tak"? Może zamiast zaczynać rozmowę oskarżeniami, że to on się zmienił, zaakceptuj to, że chłopak też ma swoje granice wytrzymałości i może po prostu jest już na krawędzi? Może zamiast zaczynać rozmowę oskarżeniami, zapytaj co zrobić, żeby było tak, jak kiedyś? I nie co on ma zrobić, tylko co WY razem macie zrobić...

Mniezabić napisał/a:

Wiem, że trochę monotonne jest to co pisze, ale mi naprawdę zależy. Nie wiem, naprawdę co mam robić. Poważna rozmowa nie pomaga - a jest coraz gorzej. Zamiast cieszyć się miłością i wzajemnym byciem ze sobą - czuję się rozgoryczona tym zimnem bijącym od NIEGO.

Skoro Ci zależy, to nie rób z siebie nadąsanej Królewny, która robi z faceta swojego podwładnego, gotowego na posyłki i usługującego swojej pani, biegającego za nią, przepraszającego i skamlącego... Traktuj go tak, jak chciałabyś, żeby on traktował Ciebie. I pogadaj z nim o Was. O Waszym związku. A nie o tym, jako to on jest teraz zły i niedobry dla Ciebie.


goska26 napisał/a:

Pierwsza najważniejsza zasada: Nie można od razu się bardzo angażować w związek, facet nie może widzieć, że bardzo Ci na Nim zależy, bo potem jak już wie, że i tak jesteś z nim i że mimo Jego wielu wad kochasz Go całym sercem i zrobiłabyś dla Niego wszystko to potem zaczyna olewać, nie stara się już o Twoje względy itd.

Tak! Racja! Nie możemy angażować się w związek, nie możemy pokazywać facetowi jak nam na nim zależy, za to on ma latać za taką zimną małpą (żeby nie napisać gorzej...) z kwiatkami, czekoladkami, prezencikami, nadskakiwać, usługiwać i starać się, żeby łaskawa Pani chociaż obdarzyła głupka uśmiechem? Wymagajmy od facetów zaangażowania, ciepła, miłości i okazywania uczuć, a same im tego nie okazujmy. Powodzenia.

goska26 napisał/a:

Podobnie jak Ty próbowałam rozmawiać z NIm o tym co mnie denerwuje, ale do Niego widocznie to niedocierało, a może miał już mnie dość? Sama niewiem, u mnie jeszcze ta cala historia jest troche bardziej zagmatwana.

Może sam nie wiedział o co mu chodzi?

goska26 napisał/a:

Tak więc, Droga KOLEŻANKO, jeśli jesteś pewna, że Jemu również zależy, a nie okazuje to w taki sposób jak powinien to Ty również tak się zachowuj przez jakiś czas do Niego. Zobaczysz jak On wtedy będzie się zachowywał, może jak ty również Go trochę olejesz to On wtedy zrozumie swój błąd.

Zachowanie godne przedszkolaka, któremu kolega z podwórka pokazał język, lub zabrał zabawkę. "Pokaż mu, że masz go gdzieś a na pewno przyjdzie do Ciebie na kolanach z różą w zębach." Co takie zachowanie faceta spowodowało u Mniezabić? Więc rada "Ty również tak się zachowuj przez jakiś czas do Niego" na pewno odniesie "zamierzony" skutek. Facet pomyśli, skoro mnie olewa

5

Odp: Początek końca ?

Do Delicious

Po pierwsze to nie jestem żadną małpą, widocznie, sama jeszcze nie poznałaś smaku życia i rozczarowań jakie ze sobą to życie niesie.

Jesli chodzi o tą moja zasadę, to nie każdy musi się z  nią zgadzać, ale to jest moja zasada, którą od dzisiaj postanowiłam przestrzegać, bo po tym co przeżyłam, nie mam zamiaru od nowa tego wszytskiego przeżywać.

Ja tak właśnie postąpiłam w poprzednim związku i dlatego przestrzegam wszystkich przed tym, żeby za bardzo nie okazywali uczuć facetowi, bo potem będzie tak jak się stało w moim przypadku. To ja za bardzo się zaangażowałam, to mnie bardzo zależało ale nie na mnie samej tylko na tym żeby głównie Jemu było dobrze ze mną, byłam na Jego każde skinienie, robiłam wszystko to co chciał, liczyłam się tylko z Jego zdaniem, podporządkowałam cały swój świat tylko dla niego i co teraz mam nic ...

Mój facet powiedział, że co by nie zrobił i w jakim stopniu by to Jego zachownanie wyprowadziło mnie z równowagi to i tak wie, że bardzo Go kocham i wszytsko mu wybaczę, że i tak długo się nie będę na Niego gniewać, bo nie umiem.

Wykorzystał ten fakt później i zostawił mnie.

6

Odp: Początek końca ?
goska26 napisał/a:

Jesli chodzi o tą moja zasadę, to nie każdy musi się z  nią zgadzać

No i właśnie nie zgadzam się z nią, ale mam prawo to powiedzieć. Nie musisz się od razu unosić. Od tego są fora.

7

Odp: Początek końca ?

Mniezabić- mój ex na początku po kłótni (przez pierwszy rok nie mieliśmy żadnej kłótni!!) przepraszał, łasił się... Potem nagle przestał, czasem zdarzało napisać mu się bardzo przykre słowa, ale już tego magicznego słowa nie mówił, tak jakby nie musiał. Uważał, że to on zawsze musi wyciągać dłoń, że specjalnie się obrażam, zeby musiał się poniżyć. Nie wiem skąd mu to przyszło do głowy. Pewnego dnia  powiedział mi, ze jest za miękki i ze nie zachowuje się jak facet. Od tamtej pory stał się zimniejszy. Oddalał się odemnie, czasem pisał tez że aż czułam chłód. Podejrzewam że jakiś kolega z internetu musiał, mu powiedzieć, ze chłopacy nie mogą się poniżać, ale to tylko moje podejrzenia.

Nie wiem co ci poradzić- sama sie w tym gubiłam. Rozmowy nic nie dawały, moje łzy też coraz mniej go obchodziły.
Faceci niechętnie mówią o swoich uczuciach, my tylko je odczuwamy- na początku miłość a z czasem oziębienie. Oni nie odczuwają chyba potrzeby żeby o tym mówić, moze nie wiedzą jak. Być może twój partner bije się z myslami na wasz temat, coś mu zaczęło przeszkadzać, ale nie umie o tym pogadać bo ma wrażenie że znów go o coś oskarżysz wiec lepiej już siedziec cicho. Być moze ma problemy o których nie chce z toba mówić (bardzo czesto mężczyźni unikaja tych tematów). My jesteśmy wyczulone na zmiany nastrojów naszych partnerów. Dostrzegamy gdy coś się dzieje.


Mimo wszystko warto żebyś zmusiła go do rozmowy- ty czujesz się nieszczęśliwa być moze on też. Może wasz związek wisi na włosku, a może juz go nie ma. Musisz go namówić do zwierzeń. W imię Was.

8 Ostatnio edytowany przez robaczek6 (2010-04-17 19:44:31)

Odp: Początek końca ?
goska26 napisał/a:

Ja tak właśnie postąpiłam w poprzednim związku i dlatego przestrzegam wszystkich przed tym, żeby za bardzo nie okazywali uczuć facetowi, bo potem będzie tak jak się stało w moim przypadku. To ja za bardzo się zaangażowałam, to mnie bardzo zależało ale nie na mnie samej tylko na tym żeby głównie Jemu było dobrze ze mną, byłam na Jego każde skinienie, robiłam wszystko to co chciał, liczyłam się tylko z Jego zdaniem, podporządkowałam cały swój świat tylko dla niego i co teraz mam nic ...

Mój facet powiedział, że co by nie zrobił i w jakim stopniu by to Jego zachownanie wyprowadziło mnie z równowagi to i tak wie, że bardzo Go kocham i wszystko mu wybaczę, że i tak długo się nie będę na Niego gniewać, bo nie umiem.

Wykorzystał ten fakt później i zostawił mnie.

Zgadzam się w 100% taka sama byłam jak Ty i tak samo się skończyło- niestety.

Choć wiem że to chore, ze za bycie dobrym, za dobrym spotyka nas takie coś ale tak już jest i coś w tym jest żeby nie by za dobrym- być zołzą i nie zatracać się. Bo niebo ziemia i gwiazdy nie kręcą się w okół niego, uwierzcie, byłam taka jak pisze goska26 i tak samo jak ona dostałam po d i teraz cierpię jak nigdy.
Faceci nie lubią gdy są pewni kobiety tak mogę teraz stwierdzić sama po sobie, choć nie wierzyłam i nie słuchałam jak mnie inni ostrzegali. Ale widzicie, macie tu już 2 żywe przykłady mnie i goski26 a ile nas jeszcze jest....

To chore ale wynika z tego że czasem trzeba kalkulować, a ka tego nigdy nie robiłam.

9 Ostatnio edytowany przez Okruszka (2010-04-17 20:18:27)

Odp: Początek końca ?

http://www.netkobiety.pl/t1964.html

rozumiem, o tym mówicie? smile... Ale to nie chodzi o zołzę w ścisłym tego słowa znaczeniu. Chodzi o to, aby świat nie kręcił się dookoła faceta smile... Faceci potrzebują czułości, owszem, są ludźmi wink... Ale są też zdobywcami, kręci ich tajemnica, niezależność, a nie kluchy... Taki jest przekaz tej książki...

robaczek6 napisał/a:

To chore ale wynika z tego że czasem trzeba kalkulować, a ka tego nigdy nie robiłam.

Słowo "kalkulować" brzmi ostrawo wink... Ale rozumiem że masz na myśli aby nie zatracać się myśląc tylko uczuciami... Cudownie być zakochaną i móc to okazywać partnerowi. Ale nie można bagatelizować negatywnych znaków jakie nam daje. Jeżeli przestaje być taki jak wcześniej, zwraca nam brzydko uwagę na rzecz którą wcześniej nie miała dla niego znaczenia (nie wiem, fałdka na brzuchu, ubranie itp.), zaczyna bagatelizować nasze łzy... Znaczy że już przestajemy go obchodzić... I trzeba przestać się łudzić. Z mojego doświadczenia (w związku z tym że sama mam właściwości "kluchy") wiem jak mnie bolało gdy płakałam mówiąc "ale nie rozstaniemy się, prawda?????" a on mnie przytulił... Ale ten uścisk był taki zimny, brakowało w nim siły, chęci... hmm... Wtedy nie ma co się zastanawiać tylko spieprzać...

Mniezabić: Jak jesteś nieszczęśliwa w tym związku i mówisz o tym otwarcie, to daj spokój sobie i swojemu chłopakowi. Oboje na tym lepiej wyjdziecie... Ach, i nie zrozum tego złośliwie. Czymkolwiek będziesz tłumaczyła swój charakter i wybuchy, pamiętaj że dopasowanie charakterami też jest ważne. Może w waszym przypadku skrajności są za bardzo skrajne...

10 Ostatnio edytowany przez robaczek6 (2010-04-17 20:11:32)

Odp: Początek końca ?

tak chodzi o tę książkę i przeczytałam też jeszcze 2 cześć, dlaczego mężczyźni żenią się z zołzami i też jest spoko- polecam.

Książka mi pomogła otworzyć oczy na niektóre rzeczy i czasem śmiałam się sama z siebie kiedy ją czytałam.
Czytając ją wiem że czasem w tej swojej dobroci byłam żałosna- choć wtedy tak nie uważałam, miałam różowe okularki ale ktoś okrutnie mi je zdjął. Trzeba zachować umiar w dawaniu i patrzeć co ta druga strona daje, bo teraz wiem ze byłam za dobra. Faceci muszą mieć świadomość że walczą o nasze względy a nie ze mają wszystko podane na tacy.

Jak się ma miękkie serce to trzeba mieć twardą d.....

Okruszka widzę ze możemy sobie rękę podać, szkoda że w tak smutnej sprawie. Doskonale opisałaś to o co mi chodzi smile

11

Odp: Początek końca ?
robaczek6 napisał/a:

Jak się ma miękkie serce to trzeba mieć twardą d.....

Okruszka widzę ze możemy sobie rękę podać, szkoda że w tak smutnej sprawie. Doskonale opisałaś to o co mi chodzi smile

Święte słowa z tymi twardymi częściami ciała... A tak swoją drogą sama się śmiałam z siebie, ale z taką lekką nutką wstydu nad sobą. I teraz widzę stanowczą poprawę w moim zachowaniu. Nie jestem zimna, ale pozwalam sobie na moje egoizmy. Nie jestem na każde skinienie (chociaż akurat to jeszcze mi się za bardzo nie zdarzyło), ale nie ślęczę cały dzień wyczekując go. Zajmuje się swoimi sprawami. Wieczorem czas na "nas"(bo niestety na odległość). A czasami nawet jak bardzo chcę pogadać to się powstrzymuję... Z niektórymi babskimi żalami i dołami lepiej do przyjaciółki, a facetowi dać spokój bo głupieje ;D...

Podaję rękę przez monitor big_smile

(a drugą część książki muszę dorwać)...

12 Ostatnio edytowany przez P&P (2010-04-17 20:52:48)

Odp: Początek końca ?

Ja była,m w podobnej sytuacji i przyznam się bez bicia, że zastosowałam metodę gosi26. I wiecie co Wam powiem? To tylko pogorszyło sytuację. Mój P nie dośc, że był przytłoczony moimi pretensjami, to w dodatku zauważył, że sama się od niego odsuwam. Było jeszcze gorzej. Ale usiadłam w samotności, przeanalizowałam wszystkie za i przeciw i doszłam do wniosku, że tak dalej byc nie może. Bo albo się wzajemnie pozabijamy, albo do końca życia będziemy olewać siebie i swoje problemy. Po burzliwych kłótniach, które najczęściej kończyły się moim płaczem i histerią, bo "Ty mnie już nie kochasz, bo kiedyś byś zrobił to i to...", usiedliśmy i zaczeliśmy rozmawiac. Nauczyłam się chodzic na kompromisy, PRZEPRASZAĆ, dostrzegac też swoje błędy. Pomogło. Dlatego w pełni zgadzam się z teorią Delicious.

13

Odp: Początek końca ?

Macie trochę dziewczyny rację, ale ja jeszcze nie wypróbowasłam mojej metody, bo po tym ostatnim związku, jestem sama . Może to jeszcze nie czas, żeby budować coś nowego,.

Ale ja umiem przyznać się do błędu, i jak by on chcaiał ze mną porozmawiać, to nie miałabym nic przeciwko, wrecz pzreciwnie, bo często to było tak, że ja probowałam coś wyjaśnić, między nami, a on po prostu wysłuchał i na tym koniec, nic nie powiedział, nie odezwał się nic. To nie było tak, że ja go non stop próbowałam zmienić, ze wyskakiwałam z pretensjami, ja po prostu chciałam z nim o tym wszytskim poromawaic, chciałąm żebysmy sobie wyjasnili.


Powiem wam, to ja najczęściej szłam na KOMPROMISY  nie ON, on wolał nic się odzywać, wogóle był bardzo skryty jeśli chodzi o uczuycia, może dlatego, że kiedys Jego bardzo zraniono?//

14 Ostatnio edytowany przez robaczek6 (2010-04-17 21:44:34)

Odp: Początek końca ?
goska26 napisał/a:

Macie trochę dziewczyny rację, ale ja jeszcze nie wypróbowasłam mojej metody, bo po tym ostatnim związku, jestem sama . Może to jeszcze nie czas, żeby budować coś nowego,.

Ale ja umiem przyznać się do błędu, i jak by on chcaiał ze mną porozmawiać, to nie miałabym nic przeciwko, wrecz pzreciwnie, bo często to było tak, że ja probowałam coś wyjaśnić, między nami, a on po prostu wysłuchał i na tym koniec, nic nie powiedział, nie odezwał się nic. To nie było tak, że ja go non stop próbowałam zmienić, ze wyskakiwałam z pretensjami, ja po prostu chciałam z nim o tym wszytskim poromawaic, chciałąm żebysmy sobie wyjasnili.


Powiem wam, to ja najczęściej szłam na KOMPROMISY  nie ON, on wolał nic się odzywać, wogóle był bardzo skryty jeśli chodzi o uczuycia, może dlatego, że kiedys Jego bardzo zraniono?//

Mam identycznie i jestem w tym samym momencie co Ty. On też kiedyś bardzo zraniony i może dlatego bał się, że go zranię ale widział ze tego nie zrobię i że jestem z nim na 100%. A co do metody postępowania to trzeba znałeśc złoty środek pomiędzy tym wszystkim, nie zatraca się w byciu z nim ale i nie by z kamienia o doceniać, gesty. W braniu i dawaniu musi by równowaga.

Okruszka a Ty jesteś w nowym związku, czy też wróciliście do siebie?

15

Odp: Początek końca ?
P&P napisał/a:

Ja była,m w podobnej sytuacji i przyznam się bez bicia, że zastosowałam metodę gosi26. I wiecie co Wam powiem? To tylko pogorszyło sytuację. Mój P nie dośc, że był przytłoczony moimi pretensjami, to w dodatku zauważył, że sama się od niego odsuwam. Było jeszcze gorzej. Ale usiadłam w samotności, przeanalizowałam wszystkie za i przeciw i doszłam do wniosku, że tak dalej byc nie może. Bo albo się wzajemnie pozabijamy, albo do końca życia będziemy olewać siebie i swoje problemy. Po burzliwych kłótniach, które najczęściej kończyły się moim płaczem i histerią, bo "Ty mnie już nie kochasz, bo kiedyś byś zrobił to i to...", usiedliśmy i zaczeliśmy rozmawiac. Nauczyłam się chodzic na kompromisy, PRZEPRASZAĆ, dostrzegac też swoje błędy. Pomogło. Dlatego w pełni zgadzam się z teorią Delicious.

Podpisuję się pod tą wypowiedzią.

Nie zgodzę się postawą zimnej kobiety i myślę, że wiele z nas źle interpretuje słowa autorki wspominanej tu książki. Nie chodzi o to, żeby się odsuwać na kilometrowe odległości i zostawiać sprawy bez wielkich starań, a jedynie z niewielkimi, bo jeszcze nie daj Boże on zobaczy, że mi na nim bardzo zależy i przestanie się starać. Chodzi o stawianie jakichś granic - nie wybaczę dwudziestej zdrady, no way - i umiejętność nie szarpania się w sytuacjach, które nie są tego warte. Szacunek do samej siebie, który mieści się w tym, że nie zgodzę się na wieczne kłamstwa czy nie dotrzymywanie słowa po raz -nty.

Olewanie siebie nawzajem i przyjmowanie postawy "Będę twarda to mnie nic nie zaboli" stawia tylko dwójkę ludzi w pozycji prowadzących jakieś gry - być może po to, żeby coś zyskać, żeby "wyszło" - ale nawet wtedy to dalej są gierki.
Próbowałam różnych postaw i ta, o której pisze m.in. gosia26 wcale mi się nie sprawdziła. Wręcz przeciwnie, jak pisze P&P, wszystko, co robiłam, żeby mieć "poker face" przynosiło odwrotny skutek.
Suma sumarum doszłam do takiego punktu, że stwierdziłam, że czas rozmawiać ze sobą jak dorośli. Zaczęłam mówić o tym, co się dzieje, zanim się tego nazbierało, zaczęłam czasami odpuszczać i czasami gryźć się w język. Pozwalać sobie na słabość czy łzy w trakcie kłótni, która przecież wiele mnie emocjonalnie kosztowała.

Nie mówię, że odkąd dojrzałam do komunikacji w związku i dobrego związku w ogóle to z nikim się nie rozstałam. Cóż, trudno, dojrzałość musi być po obu stronach, ale dziś już wiem, że jeżeli mężczyzna nie chce rozwiązywać problemu przez rozmowę, wspólne wnioski i zmianę zachowania, to sama nie pociągnę tego wozu i to nie jest ten facet, którego szukam. Ale nie szukam winy w tym, że poczuł się zbyt pewnie, bo równie dobrze czasami można stracić faceta właśnie przez to, że to on czuje, że nie odwzajemniamy jego starań.

Szukajcie dorosłych, dojrzałych mężczyzn, którzy nie żyją złudzeniami o księżniczce i wiedzą, jakie kompromisy niesie ze sobą związek i że nie będzie zawsze różowo. Facetów, którzy umieją rozmawiać, nawet, jeśli robią to czasem podniesionym tonem, a nie uciekają i wysyłają SMSy jak tchórze. Takich nawet zołza nie wychowa - i nie ma się co łudzić, że każdy facet będzie świetnym partnerem tylko dlatego, że kobieta się o niego nie stara.

16

Odp: Początek końca ?

Powiem Ci, yvette, że i mi pomogły Twoje słowa:)

17

Odp: Początek końca ?
robaczek6 napisał/a:

Okruszka a Ty jesteś w nowym związku, czy też wróciliście do siebie?

O nieee, absolutnie smile. Jestem w nowym związku... Mój ex po naszym rozpadzie pocieszył się natychmiast do takiego stopnia, że zaraz będzie rok od naszego rozstania, a on będzie miał dzidziusia tongue...


yvette napisał/a:

Szukajcie dorosłych, dojrzałych mężczyzn(...). Facetów, którzy umieją rozmawiać, nawet, jeśli robią to czasem podniesionym tonem, a nie uciekają i wysyłają SMSy jak tchórze. Takich nawet zołza nie wychowa - i nie ma się co łudzić, że każdy facet będzie świetnym partnerem tylko dlatego, że kobieta się o niego nie stara.

Bardzo ładne podsumowanie. Ale niestety nigdy nie przewidzi się na kogo się trafia. Czasami wydaje się super a potem bańka pęka... Ktoś po kim w życiu byś się nie spodziewała robi Ci wielki zawód. Niemniej masz rację. Wcześniej piszesz: 

yvette napisał/a:

Cóż, trudno, dojrzałość musi być po obu stronach, ale dziś już wiem, że jeżeli mężczyzna nie chce rozwiązywać problemu przez rozmowę, wspólne wnioski i zmianę zachowania, to sama nie pociągnę tego wozu i to nie jest ten facet, którego szukam.

Ech, no właśnie. Jakkolwiek uważamy się za silne, w końcu to faceci mają "funkcję opiekuna" smile...

18

Odp: Początek końca ?
Okruszka napisał/a:

Bardzo ładne podsumowanie. Ale niestety nigdy nie przewidzi się na kogo się trafia. Czasami wydaje się super a potem bańka pęka... Ktoś po kim w życiu byś się nie spodziewała robi Ci wielki zawód.

Wiesz co, czasami się przewidzi, czasami nie - myślę, że w niektórych sytuacjach kobieta z uporem maniaka ignoruje sygnały, że z tego faceta nic dobrego nie będzie. Ale wychodzę z założenia, że nie ma znaczenia, kiedy zrozumiemy, na kogo trafiłyśmy tylko co z tym zrobimy.

Zdarzyło mi się tkwić w beznadziejnym związku jeszcze miesiąc, bo tak bardzo chciałam, żeby "wreszcie wyszło", że wstyd mi było przed sobą przyznać się, że to jakaś pomyłka. W mojej głowie pomyłka to była porażka i nie mogłam sobie na nią pozwolić. Nie widziałam sukcesu w tym, że szybko się zorientowałam, tylko, że to oznacza rozstanie.

Wiem coś bardzo dobrze o mężczyznach, którzy w gębie mają tyle pięknych zapewnień, że im ufasz i prawą rękę byś sobie dała uciąć za nich, a dziś byś chodziła bez ręki. Ale błędem jest traktowanie każdego następnego faceta jak potencjalnego zagrożenia i budowania związku, który niemalże nie jest związkiem. Pomijając już rozpaczliwe próby ukrycia przed facetem, że go kocham i chcę o nas walczyć - zdarzało mi się trzymać innych zachowań, które miały mnie chronić. Wymienię m.in. unikanie robienia wspólnych zdjęć, niechęć do trzymania jego rzeczy u siebie (bo nigdy nie wiadomo, co się stanie), unikanie przedstawiania go rodzinie czy dalszym znajomym czy nie mówienie o uczuciach (kto pierwszy powie kocham, przegrywa). Oczywiście żadne z tych zachowań nie sprawiło, że czułam się szczęśliwsza.

Jesteśmy jakie jesteśmy - mniej lub bardziej wrażliwe, bardziej lub mniej podatne na zranienie. I dopóki nie mylimy kompromisu z wiecznym błaganiem "Zostań, zostań", a bliskości z totalną utratą własnej tożsamości i prawa do przeciwstawienia się, nie ma potrzeby zastanawiania się nad każdym swoim zachowaniem, czy aby nie jest zbyt wiążące...

19 Ostatnio edytowany przez Mniezabić (2010-04-18 10:26:49)

Odp: Początek końca ?

Dziękuję za Wasze odpowiedzi.
Po pierwsze: Nie ma mowy, żebym się z Nim rozstała. Pomimo naszych kłótni WIERZĘ w NAS I WIERZĘ, że wszystko się ułoży. Będę się bardzo starać.
Po drugie: Owszem, potrzebny mi jest taki kop: że zachowuje się jak królewna etc., bo to prawda. Ale czytając Wasze odpowiedzi i patrząc na moje zachowanie z ' boku ' dostrzegam, że naprawdę przesadzam.
po trzecie: stawiam sobie na nowy cel nauczyć się chodzić na kompromis, przepraszać i bardzo dużo rozmawiać. Może być mi trudno, ale myślę, że to pomoże. Już wczoraj starałam się być ' lepsza ' - powiem szczerze, że odniosło to nawet jakiś skutek.

Ja również sądzę, że moja obojętność tylko pogorszyłaby sytuację.

Wiem, że dopasowanie charakterami jest ważne. I ja właśnie czuje, że my pasujemy do siebie.  Po prostu teraz dopiero otwieram powoli oczy. W moim przypadku to nie jest kwestia niezgodności charakterów,
tylko tego, że robię z siebie niepopełniającą żadnych błędów księżniczkę. Biorę sobie do serca Wasze słowa i mówię stop.

20

Odp: Początek końca ?

Cieszę się Mniezabić, że nie odebrałaś moich słów jak atak na Ciebie, bo widzę, że chyba najostrzej napisałam z wszystkich wypowiadających się tu dziewczyn. Ale właśnie o taką konstruktywną krytykę mi chodziło, a nie o obrażenie Ciebie smile Powodzenia życzę.

21

Odp: Początek końca ?

Wiesz, często zastanawiałam się nad tym, że jednak przesadzam, że ON może tego nie wytrzymać.
Teraz - gdy nakreśliłyście mi co powinnam robić, jak wygląda moje zachowanie - dotarło do mnie naprawdę
Mam trudny charakter, ale widocznie muszę nauczyć się dostrzegać nie tylko kogoś wady, ale też swoje i muszę spróbować nauczyć się chodzenia na kompromis. To jest klucz do sukcesu - jeśli nie chce stracić mojej miłości.

Kierunek to zmiana. Nie od razu skrajnie - bo to niemożliwe - ale delikatnie, małymi kroczkami.
Dziś znów się z NIM widzę, zobaczymy co z tego wyniknie.

Dziękuję Wam bardzo za uświadomienie mi mojej głupoty.

22

Odp: Początek końca ?

Bardzo podoba mi się Twoja nowa postawa, życzę Ci dużo szczęścia... smile

23 Ostatnio edytowany przez motylek766 (2010-04-18 19:18:26)

Odp: Początek końca ?
Mniezabić napisał/a:

Kiedyś gdy była ostra wymiana zdań i nie odzywałam się do Niego ON przychodził, przytulał, przepraszał. A teraz ? Jedyne słowo, które pada z jego ust to : " Jasne, najlepiej, obraź się i tyle "

A nie pomyślałas może ,że on ma dość tego ciągłego Ciebie przepraszania ?
Trochę ja takie coś odczułam na sobie , też potrafił podejść przeprosić itp. ale nie dawno nie wytrzymał moich ''fochów'' i przestał sie do mnie odzywać , i też słyszałam tak jak ty '' jasne teraz sie obraź'', ale pogadaliśmy sobie na spokojnie ,kiedy emocje opadły i powiedział , mi że ma dość mojego zachowania -fochania o byle co ( ale to już inny temat smile) i że nie będzie mnie non - stop przepraszał....bo jak to nazwał ksieżniczka się obraziła ( nie powiem ,że nie obróciliśmy tego w żart , bo obróciliśmy ) ,ale on mi wiele ,przez to co powiedział ,dał do zrozumienia .... myślę ,że należy sie najpierw przyjrzec sobie , własnym zachowaniom , a dopiero sie martwić i wyciągać wnioski .
Nie napisałaś nic konkretnego , czy między wami są jakieś poważne kłótnie , czy to ty jesteś ich prowadyrem (bez obrazy , oczywiście smile) , bo wiesz on faktycznie może mieć tego dość .Może on chciałby ,żebyś sie zmieniła , swoje zachowanie .

Jesteś skorpionem i tu przyznam rację ,że to trudny charakter ,ale do wytrzymania smile

24 Ostatnio edytowany przez motylek766 (2010-04-18 19:20:44)

Odp: Początek końca ?
Mniezabić napisał/a:

Wiesz, często zastanawiałam się nad tym, że jednak przesadzam, że ON może tego nie wytrzymać.
Teraz - gdy nakreśliłyście mi co powinnam robić, jak wygląda moje zachowanie - dotarło do mnie naprawdę
Mam trudny charakter, ale widocznie muszę nauczyć się dostrzegać nie tylko kogoś wady, ale też swoje i muszę spróbować nauczyć się chodzenia na kompromis. To jest klucz do sukcesu - jeśli nie chce stracić mojej miłości.

Kierunek to zmiana. Nie od razu skrajnie - bo to niemożliwe - ale delikatnie, małymi kroczkami.
Dziś znów się z NIM widzę, zobaczymy co z tego wyniknie.

Dziękuję Wam bardzo za uświadomienie mi mojej głupoty.

I taka postawa mi sie podoba, ja również nad sobą pracuję i trzymam za ciebie kciuki smile Pozdrawiam serdecznie smile

25

Odp: Początek końca ?
Delicious napisał/a:

Nie zgadzam się z goska26, ani z Twoim zdaniem, Mniezabić. A postaw się na miejscu Twojego faceta, co?

Mniezabić napisał/a:

Jako zodiakalny skorpion mam bardzo trudny charakter i zdaję sobie sprawę z tego , że jestem nie do wytrzymania. Jednak ON to wszystko tolerował, był wyrozumiały, próbował unikać kłótni. Jednym słowem widziałam, że mu zależy. Starałam się zmienić - nawet odniosło to skutek.

Mniezabić napisał/a:

No ale, od jakiegoś czasu - powiem szczerze - jestem nieszczęśliwa w swoim związku. Odnoszę wrażenie że to tylko mi zależy na NAS. Mój chłopak stał się strasznie wybuchowy i konfliktowy. Bardzo często zdarza mu się sypać ironiami co do mnie.

Charakter i nasze zachowanie to nie wina czy zasługa tego, z pod jakiego znaku zodiaku jesteśmy. Więc nie tłumacz tego tym, że jesteś skorpionem. Zastanów się ile można tolerować takie zachowanie? Kłótnie, awantury, pretensje i fochy? Widocznie w końcu tego nie wytrzymał i nerwy mu puściły. Nie ma co się dziwić.

Mniezabić napisał/a:

Kiedyś gdy była ostra wymiana zdań i nie odzywałam się do Niego ON przychodził, przytulał, przepraszał. A teraz ? Jedyne słowo, które pada z jego ust to : " Jasne, najlepiej, obraź się i tyle "

A ile można za kimś chodzić i przepraszać go? Zawsze kłótnia to była jego wina? Pewnie nie. Czemu ma więc przepraszać za coś, co nie jest jego winą? I to Ci nie pasuje, tak? Że nie łazi za Tobą, nie przeprasza na każdym kroku i prosi o wybaczenie biorąc wszystkich win całego świata na siebie, byleby jego Królowa tylko mu wybaczyła?

Mniezabić napisał/a:

Zastanawiałam się nad jego postępowaniem. Może po prostu nie wytrzymał moich wiecznych dąsów i ' wybuchł '. No, ale doszłam do wniosku że gdyby tak było to powiedziałby co jest nie tak ze mną i tyle.

Mniezabić napisał/a:

Wczoraj próbowałam z NIM poważnie porozmawiać. Gdy powiedziałam, że stał się nie do poznania przyjął sobie jako linie obrony atakowanie mnie. Że jestem taka, siaka i owaka. Zapytałam go czy nie widzi, że jest z Nami źle. Odpowiedział: Nie.

A pytałaś go co według niego jest z Tobą "nie tak"? Może zamiast zaczynać rozmowę oskarżeniami, że to on się zmienił, zaakceptuj to, że chłopak też ma swoje granice wytrzymałości i może po prostu jest już na krawędzi? Może zamiast zaczynać rozmowę oskarżeniami, zapytaj co zrobić, żeby było tak, jak kiedyś? I nie co on ma zrobić, tylko co WY razem macie zrobić...

Mniezabić napisał/a:

Wiem, że trochę monotonne jest to co pisze, ale mi naprawdę zależy. Nie wiem, naprawdę co mam robić. Poważna rozmowa nie pomaga - a jest coraz gorzej. Zamiast cieszyć się miłością i wzajemnym byciem ze sobą - czuję się rozgoryczona tym zimnem bijącym od NIEGO.

Skoro Ci zależy, to nie rób z siebie nadąsanej Królewny, która robi z faceta swojego podwładnego, gotowego na posyłki i usługującego swojej pani, biegającego za nią, przepraszającego i skamlącego... Traktuj go tak, jak chciałabyś, żeby on traktował Ciebie. I pogadaj z nim o Was. O Waszym związku. A nie o tym, jako to on jest teraz zły i niedobry dla Ciebie.


goska26 napisał/a:

Pierwsza najważniejsza zasada: Nie można od razu się bardzo angażować w związek, facet nie może widzieć, że bardzo Ci na Nim zależy, bo potem jak już wie, że i tak jesteś z nim i że mimo Jego wielu wad kochasz Go całym sercem i zrobiłabyś dla Niego wszystko to potem zaczyna olewać, nie stara się już o Twoje względy itd.

Tak! Racja! Nie możemy angażować się w związek, nie możemy pokazywać facetowi jak nam na nim zależy, za to on ma latać za taką zimną małpą (żeby nie napisać gorzej...) z kwiatkami, czekoladkami, prezencikami, nadskakiwać, usługiwać i starać się, żeby łaskawa Pani chociaż obdarzyła głupka uśmiechem? Wymagajmy od facetów zaangażowania, ciepła, miłości i okazywania uczuć, a same im tego nie okazujmy. Powodzenia.

goska26 napisał/a:

Podobnie jak Ty próbowałam rozmawiać z NIm o tym co mnie denerwuje, ale do Niego widocznie to niedocierało, a może miał już mnie dość? Sama niewiem, u mnie jeszcze ta cala historia jest troche bardziej zagmatwana.

Może sam nie wiedział o co mu chodzi?

goska26 napisał/a:

Tak więc, Droga KOLEŻANKO, jeśli jesteś pewna, że Jemu również zależy, a nie okazuje to w taki sposób jak powinien to Ty również tak się zachowuj przez jakiś czas do Niego. Zobaczysz jak On wtedy będzie się zachowywał, może jak ty również Go trochę olejesz to On wtedy zrozumie swój błąd.

Zachowanie godne przedszkolaka, któremu kolega z podwórka pokazał język, lub zabrał zabawkę. "Pokaż mu, że masz go gdzieś a na pewno przyjdzie do Ciebie na kolanach z różą w zębach." Co takie zachowanie faceta spowodowało u Mniezabić? Więc rada "Ty również tak się zachowuj przez jakiś czas do Niego" na pewno odniesie "zamierzony" skutek. Facet pomyśli, skoro mnie olewa

Hmmm....jakby nie było czytając ten wątek,sama znalazłam rozwiązanie dla siebie , ale tak  a propo twojej wypowiedzi to się z nią zgadzam .
"Zmieliłam '' to wszystko co napisałaś tu i doszłam do wniosku ,że te rady dla autorki mogę wcielić w własny związek , bo mój partner wielokrotnie dawał mi do zrozumienia w rozmowie ,że zachowuje sie jak ''księżniczka-pani obrażalska'', nie raz mi też powiedział,że wprowadzam w domu nie zdrową atmosferę i że ciągle focham o byle co i do tego oczekuję ,że to on przyjdzie mnie przeprosi .... niby to rozumiałam,ale chyba nie do końca , bo nic sie nie zmieniało we mnie , dalej fochałam ale teraz w twojej wypowiedzi znalazłam masę wskazówek za które bardzo dziękuję , oj nawet nie wiesz jak bardzo smile:*

26

Odp: Początek końca ?

Wróciłam od NIEGO właśnie.
Powiedziałam mu, co zauważyłam w sobie i co postanawiam zmienić.
Przyznał mi rację i powiedział, że jego obojętność miała być dla mnie wskazówką. Przeprosiłam.
Dziś się nie pokłóciliśmy, poszłam na kompromis.
Pracuje nad sobą - i dziś udało się smile

Motylku trzymam za Ciebie kciuki również, na pewno Nam się uda smile

Wszystkim netkobietkom życzę tymczasem dobranoc :>

27

Odp: Początek końca ?

No i tak trzymaj smile

Pierwszy dzień, a już lepiej. Zastanów się co będzie później i pomyśl, czy dla tego "później" warto się zmieniać? wink

28

Odp: Początek końca ?
Mniezabić napisał/a:

Wróciłam od NIEGO właśnie.
Powiedziałam mu, co zauważyłam w sobie i co postanawiam zmienić.
Przyznał mi rację i powiedział, że jego obojętność miała być dla mnie wskazówką. Przeprosiłam.
Dziś się nie pokłóciliśmy, poszłam na kompromis.
Pracuje nad sobą - i dziś udało się smile

Motylku trzymam za Ciebie kciuki również, na pewno Nam się uda smile

Wszystkim netkobietkom życzę tymczasem dobranoc :>

Nie dziękuję ,żeby nie zapeszyć smile Ale ja za ciebie też trzymam kciuki smile
Widzę ,że zrobiłaś postęp i tak trzymaj .....ja również i się ciesze z tego bardzo , choć do tej zmiany zachowania potrzeba jeszcze czasu smile

29

Odp: Początek końca ?

Delicious - warto, warto smile

Motylku - wiem, że potrzeba czasu - ale z efektów będę wtedy dumna : D

30

Odp: Początek końca ?
Mniezabić napisał/a:

Delicious - warto, warto smile

Motylku - wiem, że potrzeba czasu - ale z efektów będę wtedy dumna : D

Nie tylko dumna ,ale poczujesz sie lepiej sama ze soba i twój partner też smile

Posty [ 31 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026