Czy to początek końca ? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy to początek końca ?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 60 z 123 ]

1 Ostatnio edytowany przez Olaodkota (2021-01-25 15:42:37)

Temat: Czy to początek końca ?

Równie 3 miesiące temu na Tinderze poznałam mężczyznę (oboje jesteśmy po 30).
Dosyć szybko zaczęliśmy 'być razem' - chociaż nigdy nie przeprowadziliśmy rozmowy nt. 'czy używasz nadal aplikacji' 'chcesz być ze mną' 'dokąd to zmierza'. Skąd więc 'wiem' że jesteśmy razem ? Ponieważ kiedyś (uważam że celowo) powiedział mi przez telefon że rozmawiał z kolegą i ten mu powiedział 'czemu mnie nie odwiedzisz kiedyś z tą swoją dziewczyną'. Również napomknął że w pracy powiedział współpracownikom że 'wybiera się dziś na urodziny do swojej partnerki'.
Z jednej strony się z tego cieszyłam - ileż to się naczytałam historii, że kobieta spotyka się z mężczyzną, myśli że są razem po czym on mówi jej że oni w sumie tylko się razem spotykają.
Z drugiej zaś strony - miałam wrażenie, że to za szybko, że właśnie dobrze by było jeszcze się pospotykać i potem odbyć taką otwartą rozmowę.. nie nastąpiło to jednak i na dzień dzisiejszy ja jestem bardzo ostrożna w określaniu tej relacji. Nikt u mnie w pracy nie wie, że z kimś jestem, bo chcę uniknąć sytuacji kiedy to nagle na odpowiedź co robiłam w weekend mówię, że spędziłam czas z parterem, aby po kilku tygodniach powiedzieć 'nie jesteśmy już razem'.
Ja na dzień dzisiejszy widzę to tak, że my się po prostu spotykamy, a nie że jesteśmy razem.. może brakuje mi tej rozmowy, a może ma na to pośrednio czynnik opisany poniżej.

Pierwsze randki były wspaniałe, po wielu, wieeeelu latach na Tinderze miałam wrażenie że wreszcie udało mi się poznać mężczyznę takiego jakiego bym sobie życzyła. Miałam nawet przez pewien czas poczucie, że to może być mój przyszły mąż - bo założenie rodziny to mój główny powód dlaczego w ogóle tej aplikacji używałam. Niepowodzenia, łzy, złudne nadzieje których tam doświadczyłam - nie zliczę tego. Jestem (byłam?) tym tak cholernie zmęczona, że kiedy wreszcie pojawił się on to miałam poczucie że 'wreszcie' się udało poznać kogoś kto mi po prostu 'pasuje' w ogólnym rozrachunku.

Dodam że z tych 3 miesięcy - on miesiąc był za granicą (na święta). Zaprosił mnie do siebie, żeby poznać jego rodzinę, ale nie skorzystałam (z różnych powodów Zrozumiał).
Jeszcze przed wyjazdem, zauważyłam u niego jakąś zmianę - nie starał się już tak jak na początku. To były małe szczególy, np. na święta Bożego Narodzenia jak przyszedł z prezentem to powiedział że opakował go pół godziny przed przyjściem i o mało go nie zapomniał, kiedy to ja tygodniami przygotowywałam się jeśli chodzi o jego prezent.
Już od razu nie odpisywał na SMS-y.. nie zadzownił już tak często i każdego dnia.. jak szliśmy na spacer to wkaładał ręce do kieszeni i nie brał mojej ręki. Kiedy ostatnio spędził u mnie ok. 5 dniu i kiedy gotowałam kolację to wyszedł do innego pokoju że porozmawiać z kolegą, a potem z mamą...
Nie prawi mi już żadnych komplementów - te chyba skończyły się po 3 randce ? W sumie to nie robi mi żadnych wyznań, typu 'lubię Cię' 'uwielbiam' 'lubię z Tobą spędzać czas' 'to w Tobie lubię' itd itp..

Jak ja na to reaguję ? Otóż w ogóle nie reaguję, udaje że tego nie ma, że mnie to nie rusza, że wszystko jest ok.
Ostatnio po seksie, oboje poszliśmy wziąć prysznic (osobno dla wygody), po przyjściu do sypialni on grał w grę na telefonie, ja się przytuliłam, ale po ok 10 minutach poszłam na dół poczytać książkę, kiedy wróciłam już spał. Taka sytuacja nie zdarzyłaby się te kilka tygodni temu.
Ja nie nagabuję, nie narzucam się, nie krytykuję, nie osaczam - tylko czekam, bo chcę zobaczyć co będzie dalej i wiem że jak raz się coś powie to nie można potem tego 'odpowiedzieć', w środku jednak - jest mi po prostu przykro.
Prawdą jest że w ostatnim czasie miał dużo stresujących sytuacji, ale ten spadek zainteresowania i zaangażowania zaczął się wcześniej, ok. świąt. Zadzwoniłam do niego jak miał jechać do domu i widziałam go na kamerce - patrzył na mnie jakoś tak.. inaczej. Bardziej jak na koleżankę, aniżeli partnerkę, lub osobę z którą to partnerstwo chce się tworzyć.

Ktoś mógłby spytać, czy aby nie przesadzam, doszukując się tych wszystkich niuansów. Nie przesadzam i ten dystans jest - wiem to m.in. stąd że ostatnio rozmawiałam przez telefon z moją mamą kiedy był u mnie. Byłam w innym pokoju i po prostu narzekałam na wyżej wymienione sytuacje. On nie jest Polakiem, ale zna kilka słów, więc celowo starałam się używać jakiś metafor etc.. Po jakimś czasie przyszedł  do mnie i powiedziałam mu że rozmawiałam z mamą na co on odpowiedział 'i co jej powiedziałaś, że się zdystansowałem?' Na co ja odpowiedziałam 'nie, przecież się nie zdystansowałeś'. Głupio zrobiłam, mogłam pociągnąć temat, ale byłam po prostu zaskoczona.
Potem miałam wrażenie tak jakby chciał się zreflektować, zrekompensować mi to i zabrał mnie na spacer wieczorem, sam wziął moją rękę, nawet sam z siebie powiedział, że spędziliśmy pierwszy raz prawie tydzień razem i jak spędzamy czas razem to on nie czuję że jest jakaś presja, tylko to jest wszystko takie na luzie, naturalne. Miał z tym rację, ja też czułam pierwszy raz takie większe przywiązanie do niego, nie wiem jak to dokładnie określić, ale coś się zmieniło (nawet na lepsze z mojej strony), chociaż nadal czuję ten dystans, którego wcześnie nie było, tak jakby zrobił kilka kroków w tył..

Wyszczególniłam powyżej problem z jakim się borykam, ale robi też inne dobre rzeczy:
- Zawsze przynosi mi kwiaty i czekoladki jak do mnie przychodzi
- Gotuje mi
- Seks się bardzo poprawił
- Planuje życie ze mną (to w sumie mówi mi od początku) - nie chciał zostawać w tym mieście, ale rzekomo po poznaniu mnie stwierdził, że w sumie mógł by tu zamieszkać
- Myślę z tego co przebąkuje to tu to tam że chciałby się ustatkować (żona, dzieci) etc..
- Naprawia mi sam z siebie różne rzeczy w domu

Jednakże... jest jeszcze jedna sprawa, która nie daje mi spokoju. Ilość kobiet, które miał przede mną. Jeden dłuższy związek (kilku letni), a potem kobiety z którymi spotykał się przez kilka miesięcy, ok. 2-3 ale nazywał je swoimi 'dziewczynami'.. Z tego co wiem to w 2020 byłam 3, o więcej z tego roku nie wiem.
Fakt gotowania mi to też nie aż taka wielka sprawa, bo on to lubi i jak jest możliwość to gotuje każdemu.
Do rodzinnego domu (za granicą) zaprasza bez wahania, kolegów, kogo popadnie - taki otwarty człowiek po prostu, ale ogólnie nic większego to nie znaczy. Dla mnie to jest duży krok na przód, dla niego wcale nie.

Jeszcze jeden ważny szczegół którym mnie uraczył na pierwszych randkach, jak jeszcze był bardziej rozmowny i otwarty - to powiedział mi że spotykał się kilka miesięcy lub tygodni z jedną dziewczyną. (To była dziewczyna którą poznał kilka miesięcy przede mną, więc nie jakieś zamieszchłe czasy). Jak się go spytałam czy oni byli oficjalnie razem to powiedział 'chyba, tak można ją nazwać moją dziewczyną, bo byliśmy na wyłączność'. Jeździł on do tej dziewczyny i spędzał tam po kilka dni (w sumie to tak jak ze mną). Powiedział mi też, że moment kiedy wiedział że jest już bardzo źle to było wtedy kiedy on udawał że śpi, żeby nie musieć z nią uprawiać seksu.
Następnie mi oznajmił, że pod koniec tej relacji, on się bardziej dystansował, ewidentnie pokazywał że spadło zainteresowanie, chyba nawet wspomniał że był niemiły. Użył też słowa 'testować' że niby pod koniec zaczął ją testować i chciał zobaczyć jak ona zareaguje. Dziewczyna chyba się zaangażowała i nie wiedząc jak z tego wyjść zaproponowała mu ... wspólne mieszkanie. On to tak skomentował że 'jak ona mogłą mu to zaproponować z tym momencie, czy nie widziała jak się zachowywał i dystansował'. Finalnie się to rozpadło. Żal mi się strasznie tej dziewczyny zrobiło, ale obawiam się czasem czy to nie jest taki wzór który on powiela ... ?
Powiedział mi też (przy innej okazji), że kiedy on traci zainteresowanie to jest to ewidentne i to od razu widać.
Częściowo też (aczkolwiek nie całkowicie z tego powodu), kiedy jak widzę że on się dystansuje lub oddala to ja robię to samo. Ale.. to męczy. Nie chce mi się bawić jakieś podchody, nie chce mi się myśleć wieczorami nad tym, nie chce mi się analizować.. Ja po prostu chcę się czuć bezpiecznie emocjonalnie, po prostu być w szczerym, fajnym związku - na taki się zapowiadał.. ale coraz częściej mam wrażenie że nic z tego nie wyniknie, a ja wiem że jedna osoba tego nie uciągnie. Dwie osoby muszą chcieć, inaczej to nie ma sensu.
Mam wrażenie, że on w coś gra, testuje mnie, sprawdza ... tylko po co ?

Chciałabym jeszcze dodać, że ja dosyć wcześnie powiedziałam mu, m.in. że czuję się przy nim bezpiecznie, że jest taki jaki mężczyzna powinien być, że zawsze czułam że komuś czegoś brakowało, a on jest taki jaki chciałam żeby był, że jest męski, wspaniały. On się mi w sumie tym samym nie odwazajmnia. Przestałam mu to mowic jak zauważyłam ten dystans. Ale to wszystko co mówiłam to było w 100% szczere. Po prostu myślałam że relacja idzie w dobrym kierunku, byłam zauroczona a teraz czuję się jakby on mi te różowe okulary zdjął z nosa.. Te komplementy to w sumie jedyna rzecz którą mogę sobie 'zarzucić' patrząc kompletnie obiektywnie. Naprawdę jeśli chodzi o inne rzeczy, to nie mam sobie nic do zarzucania, a często w takich sytuacjach podchodzę do siebie bardzo krytycznie, bo chce mieć umiejętności i wiedzę jak nad relacją pracować bo to ważna dla mnie część mojego życia. Chcę nad sobą pracować i w przeszłości popełniłam wiele błędów - ale w tej krótkiej relacji zdecydowanie ich nie popełniłam.. Co powinnam zrobić?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy to początek końca ?

Tak właściwie brzmi to jak cykl narcystyczny. Love-bombing i nadchodząca faza dewaluacji. Poczytaj proszę o tym (np. bardzo dobry artykuł "Ukryty narcyzm a miłość i seks. Związek z drapieżnikiem w masce romantyka. Część II:Cykl narcystyczny") i daj znać, czy brzmi znajomo. Jeżeli tak, to nie ma o co walczyć. Jeżeli nie, to można myśleć dalej.

3 Ostatnio edytowany przez Ajko (2021-01-25 15:47:32)

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:

Równie 3 miesiące temu na Tinderze poznałam mężczyznę (oboje jesteśmy po 30).
Dosyć szybko zaczęliśmy 'być razem' - chociaż nigdy nie przeprowadziliśmy rozmowy nt. 'czy używasz nadal aplikacji' 'chcesz być ze mną' 'dokąd to zmierza'. Skąd więc 'wiem' że jesteśmy razem ? Ponieważ kiedyś (uważam że celowo) powiedział mi przez telefon że rozmawiał z kolegą i ten mu powiedział 'czemu mnie nie odwiedzisz kiedyś z tą swoją dziewczyną'. Również napomknął że w pracy powiedział współpracownikom że 'wybiera się dziś na urodziny do swojej partnerki'.
Z jednej strony się z tego cieszyłam - ileż to się naczytałam historii, że kobieta spotyka się z mężczyzną, myśli że są razem po czym on mówi jej że oni w sumie tylko się razem spotykają.
Z drugiej zaś strony - miałam wrażenie, że to za szybko, że właśnie dobrze by było jeszcze się pospotykać i potem odbyć taką otwartą rozmowę.. nie nastąpiło to jednak i na dzień dzisiejszy ja jestem bardzo ostrożna w określaniu tej relacji. Nikt u mnie w pracy nie wie, że z kimś jestem, bo chcę uniknąć sytuacji kiedy to nagle na odpowiedź co robiłam w weekend mówię, że spędziłam czas z parterem, aby po kilku tygodniach powiedzieć 'nie jesteśmy już razem'.
Ja na dzień dzisiejszy widzę to tak, że my się po prostu spotykamy, a nie że jesteśmy razem.. może brakuje mi tej rozmowy, a może ma na to pośrednio czynnik opisany poniżej.

Pierwsze randki były wspaniałe, po wielu, wieeeelu latach na Tinderze miałam wrażenie że wreszcie udało mi się poznać mężczyznę takiego jakiego bym sobie życzyła. Miałam nawet przez pewien czas poczucie, że to może być mój przyszły mąż - bo założenie rodziny to mój główny powód dlaczego w ogóle tej aplikacji używałam. Niepowodzenia, łzy, złudne nadzieje których tam doświadczyłam - nie zliczę tego. Jestem (byłam?) tym tak cholernie zmęczona, że kiedy wreszcie pojawił się on to miałam poczucie że 'wreszcie' się udało poznać kogoś kto mi po prostu 'pasuje' w ogólnym rozrachunku.

Dodam że z tych 3 miesięcy - on miesiąc był za granicą (na święta). Zaprosił mnie do siebie, żeby poznać jego rodzinę, ale nie skorzystałam (z różnych powodów Zrozumiał).
Jeszcze przed wyjazdem, zauważyłam u niego jakąś zmianę - nie starał się już tak jak na początku. To były małe szczególy, np. na święta Bożego Narodzenia jak przyszedł z prezentem to powiedział że opakował go pół godziny przed przyjściem i o mało go nie zapomniał, kiedy to ja tygodniami przygotowywałam się jeśli chodzi o jego prezent.
Już od razu nie odpisywał na SMS-y.. nie zadzownił już tak często i każdego dnia.. jak szliśmy na spacer to wkaładał ręce do kieszeni i nie brał mojej ręki. Kiedy ostatnio spędził u mnie ok. 5 dniu i kiedy gotowałam kolację to wyszedł do innego pokoju że porozmawiać z kolegą, a potem z mamą...
Nie prawi mi już żadnych komplementów - te chyba skończyły się po 3 randce ? W sumie to nie robi mi żadnych wyznań, typu 'lubię Cię' 'uwielbiam' 'lubię z Tobą spędzać czas' 'to w Tobie lubię' itd itp..

Jak ja na to reaguję ? Otóż w ogóle nie reaguję, udaje że tego nie ma, że mnie to nie rusza, że wszystko jest ok.
Ostatnio po seksie, oboje poszliśmy wziąć prysznic (osobno dla wygody), po przyjściu do sypialni on grał w grę na telefonie, ja się przytuliłam, ale po ok 10 minutach poszłam na dół poczytać książkę, kiedy wróciłam już spał. Taka sytuacja nie zdarzyłaby się te kilka tygodni temu.
Ja nie nagabuję, nie narzucam się, nie krytykuję, nie osaczam - tylko czekam, bo chcę zobaczyć co będzie dalej i wiem że jak raz się coś powie to nie można potem tego 'odpowiedzieć', w środku jednak - jest mi po prostu przykro.
Prawdą jest że w ostatnim czasie miał dużo stresujących sytuacji, ale ten spadek zainteresowania i zaangażowania zaczął się wcześniej, ok. świąt. Zadzwoniłam do niego jak miał jechać do domu i widziałam go na kamerce - patrzył na mnie jakoś tak.. inaczej. Bardziej jak na koleżankę, aniżeli partnerkę, lub osobę z którą to partnerstwo chce się tworzyć.

Ktoś mógłby spytać, czy aby nie przesadzam, doszukując się tych wszystkich niuansów. Nie przesadzam i ten dystans jest - wiem to m.in. stąd że ostatnio rozmawiałam przez telefon z moją mamą kiedy był u mnie. Byłam w innym pokoju i po prostu narzekałam na wyżej wymienione sytuacje. On nie jest Polakiem, ale zna kilka słów, więc celowo starałam się używać jakiś metafor etc.. Po jakimś czasie przyszedł  do mnie i powiedziałam mu że rozmawiałam z mamą na co on odpowiedział 'i co jej powiedziałaś, że się zdystansowałem?' Na co ja odpowiedziałam 'nie, przecież się nie zdystansowałeś'. Głupio zrobiłam, mogłam pociągnąć temat, ale byłam po prostu zaskoczona.
Potem miałam wrażenie tak jakby chciał się zreflektować, zrekompensować mi to i zabrał mnie na spacer wieczorem, sam wziął moją rękę, nawet sam z siebie powiedział, że spędziliśmy pierwszy raz prawie tydzień razem i jak spędzamy czas razem to on nie czuję że jest jakaś presja, tylko to jest wszystko takie na luzie, naturalne. Miał z tym rację, ja też czułam pierwszy raz takie większe przywiązanie do niego, nie wiem jak to dokładnie określić, ale coś się zmieniło (nawet na lepsze z mojej strony), chociaż nadal czuję ten dystans, którego wcześnie nie było, tak jakby zrobił kilka kroków w tył..

Wyszczególniłam powyżej problem z jakim się borykam, ale robi też inne dobre rzeczy:
- Zawsze przynosi mi kwiaty i czekoladki jak do mnie przychodzi
- Gotuje mi
- Seks się bardzo poprawił
- Planuje życie ze mną (to w sumie mówi mi od początku) - nie chciał zostawać w tym mieście, ale rzekomo po poznaniu mnie stwierdził, że w sumie mógł by tu zamieszkać
- Myślę z tego co przebąkuje to tu to tam że chciałby się ustatkować (żona, dzieci) etc..
- Naprawia mi sam z siebie różne rzeczy w domu

Jednakże... jest jeszcze jedna sprawa, która nie daje mi spokoju. Ilość kobiet, które miał przede mną. Jeden dłuższy związek (kilku letni), a potem kobiety z którymi spotykał się przez kilka miesięcy, ok. 2-3 ale nazywał je swoimi 'dziewczynami'.. Z tego co wiem to w 2020 byłam 3, o więcej z tego roku nie wiem.
Fakt gotowania mi to też nie aż taka wielka sprawa, bo on to lubi i jak jest możliwość to gotuje każdemu.
Do rodzinnego domu (za granicą) zaprasza bez wahania, kolegów, kogo popadnie - taki otwarty człowiek po prostu, ale ogólnie nic większego to nie znaczy. Dla mnie to jest duży krok na przód, dla niego wcale nie.

Jeszcze jeden ważny szczegół którym mnie uraczył na pierwszych randkach, jak jeszcze był bardziej rozmowny i otwarty - to powiedział mi że spotykał się kilka miesięcy lub tygodni z jedną dziewczyną. (To była dziewczyna którą poznał kilka miesięcy przede mną, więc nie jakieś zamieszchłe czasy). Jak się go spytałam czy oni byli oficjalnie razem to powiedział 'chyba, tak można ją nazwać moją dziewczyną, bo byliśmy na wyłączność'. Jeździł on do tej dziewczyny i spędzał tam po kilka dni (w sumie to tak jak ze mną). Powiedział mi też, że moment kiedy wiedział że jest już bardzo źle to było wtedy kiedy on udawał że śpi, żeby nie musieć z nią uprawiać seksu.
Następnie mi oznajmił, że pod koniec tej relacji, on się bardziej dystansował, ewidentnie pokazywał że spadło zainteresowanie, chyba nawet wspomniał że był niemiły. Użył też słowa 'testować' że niby pod koniec zaczął ją testować i chciał zobaczyć jak ona zareaguje. Dziewczyna chyba się zaangażowała i nie wiedząc jak z tego wyjść zaproponowała mu ... wspólne mieszkanie. On to tak skomentował że 'jak ona mogłą mu to zaproponować z tym momencie, czy nie widziała jak się zachowywał i dystansował'. Finalnie się to rozpadło. Żal mi się strasznie tej dziewczyny zrobiło, ale obawiam się czasem czy to nie jest taki wzór który on powiela ... ?
Powiedział mi też (przy innej okazji), że kiedy on traci zainteresowanie to jest to ewidentne i to od razu widać.
Częściowo też (aczkolwiek nie całkowicie z tego powodu), kiedy jak widzę że on się dystansuje lub oddala to ja robię to samo. Ale.. to męczy. Nie chce mi się bawić jakieś podchody, nie chce mi się myśleć wieczorami nad tym, nie chce mi się analizować.. Ja po prostu chcę się czuć bezpiecznie emocjonalnie, po prostu być w szczerym, fajnym związku - na taki się zapowiadał.. ale coraz częściej mam wrażenie że nic z tego nie wyniknie, a ja wiem że jedna osoba tego nie uciągnie. Dwie osoby muszą chcieć, inaczej to nie ma sensu.
Mam wrażenie, że on w coś gra, testuje mnie, sprawdza ... tylko po co ?

Chciałabym jeszcze dodać, że ja dosyć wcześnie powiedziałam mu, m.in. że czuję się przy nim bezpiecznie, że jest taki jaki mężczyzna powinien być, że zawsze czułam że komuś czegoś brakowało, a on jest taki jaki chciałam żeby był, że jest męski, wspaniały. On się mi w sumie tym samym nie odwazajmnia. Przestałam mu to mowic jak zauważyłam ten dystans. Ale to wszystko co mówiłam to było w 100% szczere. Po prostu myślałam że relacja idzie w dobrym kierunku, byłam zauroczona a teraz czuję się jakby on mi te różowe okulary zdjął z nosa.. Te komplementy to w sumie jedyna rzecz którą mogę sobie 'zarzucić' patrząc kompletnie obiektywnie. Naprawdę jeśli chodzi o inne rzeczy, to nie mam sobie nic do zarzucania, a często w takich sytuacjach podchodzę do siebie bardzo krytycznie, bo chce mieć umiejętności i wiedzę jak nad relacją pracować bo to ważna dla mnie część mojego życia. Chcę nad sobą pracować i w przeszłości popełniłam wiele błędów - ale w tej krótkiej relacji zdecydowanie ich nie popełniłam.. Co powinnam zrobić?

To ma być związek? Potem babki piszą dlaczego są samotne, właśnie dlatego, pięknie to rozpisałaś, bezsens swoich obserwacji i działań. Nie pojmuję tego, że ludzie decydują się na seks, obnażają przed sobą intymne części ciała, pozwalają na gmeranie w nich, ale porozmawiać już nie potrafią, wolą jakieś obserwacjo gierki stosować. Już od razu pomyślałaś, że na męża się nadaje? Ale już na porozmawianie  jak czegoś potrzebujesz to nie. Ręki ci nie podaje? No ale ty obserwujesz, zapisujesz sobie w notatniczku jego przewinienia, ale porozmawiać to nie. Na koniec wystawisz ocenę z testów?

4 Ostatnio edytowany przez marta929292 (2021-01-25 16:02:54)

Odp: Czy to początek końca ?
chouchou napisał/a:

Tak właściwie brzmi to jak cykl narcystyczny. Love-bombing i nadchodząca faza dewaluacji. Poczytaj proszę o tym (np. bardzo dobry artykuł "Ukryty narcyzm a miłość i seks. Związek z drapieżnikiem w masce romantyka. Część II:Cykl narcystyczny") i daj znać, czy brzmi znajomo. Jeżeli tak, to nie ma o co walczyć. Jeżeli nie, to można myśleć dalej.

Wyrwałaś mi to z ust. Klasyczne wystawianie na piedestał, a później zrzucanie z niego plus różne shit testy i gierki, patrzenie jak autorka na nie zareaguje, żeby rozmyślała, roztkliwiała się czy jego zachowanie to już ten dystans tuż przed, czy może przesadza. Raz będzie dennie i chłodno - gdy ona zacznie myśleć, że to już chyba koniec, to wtedy niespodziewanie będzie chwilowa poprawa (jak w poście z tym nagłym spacerkiem i trzymaniem za rączkę), a za chwilę znowu to samo. Ciągłe robienie wody z mózgu, podkręcanie niepewności, porównywanie do poprzednich kobiet (jak sugerowanie jak je traktował i kiedy powinny wyczytać z myśli co on uważa i chce xD). Klasyczny narcyz, klasyczny.

Autorko, raptem po 3 miesiącach jakiejś tam relacji (śmiech na sali) już czujesz mętlik w głowie, niepewność, widzisz jego dziwne kontrastowe zachowania, czujesz się nieswojo itd. Serio uważasz, że warto to ciągnąć, skoro tak kiepsko się zapowiada już na starcie? Ufaj swojej intuicji i ufaj swojemu ciału, bo ono zawsze wysyła sygnały, gdy ma się do czynienia z osobą toksyczną.

5 Ostatnio edytowany przez Gary (2021-01-25 16:11:29)

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:

- Zawsze przynosi mi kwiaty i czekoladki jak do mnie przychodzi

Dla mnie to czerwona lampka. On nie jest sobą.



Do Ciebie:

.... 'i co jej powiedziałaś, że się zdystansowałem?' .....

do niej:

Użył też słowa 'testować' że niby pod koniec zaczął ją testować i chciał zobaczyć jak ona zareaguje. .... czy nie widziała jak się zachowywał i dystansował'. Finalnie się to rozpadło.

Brzmi podobnie?


Wg mnie to taki Piotruś Pan, co sobie pobzyka w Polsce, miło spędzi czas, związek za związkiem... tzw monogamia seryjna. Rodzinie przedstawia dziewczynę, za pół roku nową, za pół roku nową...

Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie bywa kolorowe, ale w większości jest szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinnaś odnajdować szczęście. "Chciałabym to znowu poczuć... to antidotum na śmierć duchową, znowu czuć że żyję...".

6

Odp: Czy to początek końca ?
chouchou napisał/a:

Tak właściwie brzmi to jak cykl narcystyczny. Love-bombing i nadchodząca faza dewaluacji. Poczytaj proszę o tym (np. bardzo dobry artykuł "Ukryty narcyzm a miłość i seks. Związek z drapieżnikiem w masce romantyka. Część II:Cykl narcystyczny") i daj znać, czy brzmi znajomo. Jeżeli tak, to nie ma o co walczyć. Jeżeli nie, to można myśleć dalej.

Dziękuję, właśnie przeczytałam.. ale nie jestem pewna w 100% czy to napewno on.
Zbyt krótko się znamy, tylko 3 miesiące, ale spotykamy regularnie na kilka dni i codziennie rozmawiamy. Mój obraz również nie jest klarowny przez zauroczenie i chęć 'żeby wyszło'.
Co jednak mnie uderzyło w Twojej odpowiedzi to 'love-bombing i nadchodząca faza dewaluacji' - właśnie tak to odbieram.
Na drugim spotkaniu, ciągle mnie przytulał - aż za bardzo, po prostu nas poniosło, ale nie uprawialiśmy seksu, seks przyszedł dużo, dużo później kiedy chciałam wracać przytulił mnie i powiedział 'zostań już na zawsze'. Zaskoczyło mnie i to i tak było to za wcześnie, ale w miarę sukcesywnych spotkań to się jakoś tak fajnie wyrównało i pomimo że była bardzo duża chemia, to miałam wrażenie że powoli to zmierza w kierunku fajnej, wywarzonej znajomości..
Nigdy sam nie kończył rozmów telefonicznych, rozmawialiśmy po 6h do późnych godzin porannych..
Co mnie jednak zastanowiło już na początku (to było chyba 3 spotkanie) to sam z siebie powiedział że z nikim nigdy nie czuł tak wielkiej chemii i tak wcześniej.. Facet po 30. Średnio mi się w to wierzyć chciało, bo pomimo tego że chemia była i to duża, to nie nazwałabym tego gromem z jasnego nieba i nie użyła takich słów by to opisać, szczególnie że to wyszło od kogoś kto z niejednego pieca chleb już jadł...

7

Odp: Czy to początek końca ?
marta929292 napisał/a:
chouchou napisał/a:

Tak właściwie brzmi to jak cykl narcystyczny. Love-bombing i nadchodząca faza dewaluacji. Poczytaj proszę o tym (np. bardzo dobry artykuł "Ukryty narcyzm a miłość i seks. Związek z drapieżnikiem w masce romantyka. Część II:Cykl narcystyczny") i daj znać, czy brzmi znajomo. Jeżeli tak, to nie ma o co walczyć. Jeżeli nie, to można myśleć dalej.

Wyrwałaś mi to z ust. Klasyczne wystawianie na piedestał, a później zrzucanie z niego plus różne shit testy i gierki, patrzenie jak autorka na nie zareaguje, żeby rozmyślała, roztkliwiała się czy jego zachowanie to już ten dystans tuż przed, czy może przesadza. Raz będzie dennie i chłodno - gdy ona zacznie myśleć, że to już chyba koniec, to wtedy niespodziewanie będzie chwilowa poprawa (jak w poście z tym nagłym spacerkiem i trzymaniem za rączkę), a za chwilę znowu to samo. Ciągłe robienie wody z mózgu, podkręcanie niepewności, porównywanie do poprzednich kobiet (jak sugerowanie jak je traktował i kiedy powinny wyczytać z myśli co on uważa i chce xD). Klasyczny narcyz, klasyczny.

Autorko, raptem po 3 miesiącach jakiejś tam relacji (śmiech na sali) już czujesz mętlik w głowie, niepewność, widzisz jego dziwne kontrastowe zachowania, czujesz się nieswojo itd. Serio uważasz, że warto to ciągnąć, skoro tak kiepsko się zapowiada już na starcie? Ufaj swojej intuicji i ufaj swojemu ciału, bo ono zawsze wysyła sygnały, gdy ma się do czynienia z osobą toksyczną.

Marta - masz rację, to właśnie było wystawienie na piedestał, w 100% a teraz czuję się z niego zrzucona.
Mało tego określenia 'piedestał' on sam użył, jak mi powiedział że swoją dziewczynę zawsze stawiał na piedestał..
Zastanowiło mnie to wtedy bo ja wtedy już tak się czułam, ale zazwyczaj (tak mi się wydaje) że jak mężczyzna tak mówi to raczej w kontekście że więcej tak nie będzie robić, a on właśnie to samo robił ze mną.. hmm

Jak wróciliśmy z innego spaceru, to mu powiedziałam 'dzięki że wyszliśmy na spacer' (oboje pracujemy z domu) a on odpowiedział 'nie ma za co, nie musisz mi dziękować, lubię chodzić na spacery'  - trudno mi to dokładnie opisać, ale to że powiedział 'lubię chodzić na spacery' to było tak jakby zamiast tego normalny facet, w tej fazie znajomości powiedział 'oczywiście lubię spędzać z Tobą czas', a on po prostu powiedział o tym spacerze.. (Nie żebym się doszukiwała, po prostu miało to taki hmm inny wydźwięk).
Czuję się jakbym skomlała o jego zainteresowanie, wyczekiwała czy zadzwoni, albo kiedy wiem że leży w łóżku i nic nie robi to czy odczyta wiadomość.
Jak wróciliśmy to coś powiedział chyba że mnie lubi, (nie pamiętam czy to było na moje że go lubię) na co ja odpowiedziałam 'naprawdę?!'
Masakra.. jakbym czekała na jakieś ochłapy zainteresowania.

8 Ostatnio edytowany przez Olaodkota (2021-01-25 18:53:59)

Odp: Czy to początek końca ?
Gary napisał/a:
Olaodkota napisał/a:

- Zawsze przynosi mi kwiaty i czekoladki jak do mnie przychodzi

Dla mnie to czerwona lampka. On nie jest sobą.



Do Ciebie:

.... 'i co jej powiedziałaś, że się zdystansowałem?' .....

do niej:

Użył też słowa 'testować' że niby pod koniec zaczął ją testować i chciał zobaczyć jak ona zareaguje. .... czy nie widziała jak się zachowywał i dystansował'. Finalnie się to rozpadło.

Brzmi podobnie?


Wg mnie to taki Piotruś Pan, co sobie pobzyka w Polsce, miło spędzi czas, związek za związkiem... tzw monogamia seryjna. Rodzinie przedstawia dziewczynę, za pół roku nową, za pół roku nową...

Gary myślę że masz rację. (Nie mieszkamy w Polsce).
Monogamia seryjna - myślę, że to dobre określenie.

Chciałabym jeszcze dodać że ten 'dystans' w postaci tych małych zmian wyszczególnionych powyżej trwa już ok. 3 tygodnie z lekkimi 'przebłyskami zainteresowania'. Na początku myślałam że jak mu dam więcej przestrzeni, też się odsunę to przyjdzie sam - każdy przecież potrzebuje czasem przestrzeni aby przemyśleć różne rzeczy, ale to trwa zbyt długo..
Ktoś napisał że to tylko 3 miesiące - to prawda, wiem o tym, ale mi się bardzo ale to bardzo rzadko zdarzają nawet takie 3 miesięczne znajomości i dlatego tak mi tego żal.. Nie chciałabym się też pomylić w osądzie jego osoby, chyba sama się oszukuję. sad
Co powinnam zrobić w takim razie? Jak sprawdzić czy to rzeczywiście narcyz, czy mnie testuje  czy może znów będzie tak jak kiedyś? Kurcze, jak to pisze to sama sobie nie wierzę. Wiadomo przecież że jak na początku przerwie się tę nić początkowej fascynacji to potem ona już nie wraca.. że będzie tylko gorzej. hmm
Żal mi tej znajomości. Lubiłam go i naprawdę zdawał się mieć te wszystkie cechy których szukam u mężczyzny. Ponadto potęguje to strach, że klasyczne 'już nikogo nie znajdę' bo szukałam tyle lat i kiedy nagle to zaczęło wyglądać dobrze to skończyło się szybciej niż zaczęło. sad

Spotykamy się zawsze w weekendy, jak najlpeiej pokierować tą rozmową ? Powiedzieć żeby dać sobie czas, że to za szybko i zobaczyć jak zareaaguje, czy powiedzieć że to jednak nie to ?
Nie chcę mu dać tej satysfakcji i mówić o jakimś jego dystansie, zmianie zachowania etc..

9

Odp: Czy to początek końca ?

pogrywa z tobą jak nic smile
nie daj się tak urabiać, przecież sama widzisz jego gierki, nie dawaj się sprowokować bo brzmisz jak mądra laska, której niczego nie brakuje.
ja nie ufam facetom którzy tak szybko rzucają takie mocne słowa i tego typu bajerę...

10 Ostatnio edytowany przez szeptem (2021-01-25 19:40:39)

Odp: Czy to początek końca ?

Hmm nie wygląda to dobrze, Autorko. Akurat miałam niedawno dość podobną sytuację - facet niby był ze mną, choć nigdy oficjalnej rozmowy na temat związku nie odbyliśmy - ale podobnie, jak ten Twój mówił o mnie "moja dziewczyna". Jednocześnie już na pierwszym spotkaniu zaznaczał kilkakrotnie, że on szuka czegoś "na luzie". Nie chciałam się z tego powodu z nim więcej spotkać gdyż uznałam, że szuka relacji bez zobowiązań, ale potem jak dostał kosza b. o mnie zabiegał, no i po kilku tyg złamałam się i znów się umówiliśmy, i tak poszło..... i było miło aż do niedawna, kiedy to pan ni stąd, ni zowąd się zwinął.
Piszę o tym, bo widzę tu dużo analogii do Twojej historii. Podobnie jak Ty, podskórnie czułam, że coś jest nie do końca tak, jak trzeba, ale nie potrafiłam dokładnie tego określić. Teraz już wiem, że taki typ faceta to wieczny gracz, nie chcący się ustatkować. Myślę, że u Ciebie będzie niestety podobnie... Jeśli zaczniesz zadawać niewygodne dlań pytania, sądzę że się szybko ewakuuje. Ale nie ma chyba innego wyjścia.
Albo od razu daj sobie z nim spokój i nie trać czasu i nerwów. Ja, wiedząc dziś jak się to skończyło żałuję tylko, że nie posłuchałam pierwszych podszeptów intuicji, która głośno wołała "nie!"...

11 Ostatnio edytowany przez Olaodkota (2021-01-25 20:24:42)

Odp: Czy to początek końca ?
szeptem napisał/a:

Hmm nie wygląda to dobrze, Autorko. Akurat miałam niedawno dość podobną sytuację - facet niby był ze mną, choć nigdy oficjalnej rozmowy na temat związku nie odbyliśmy - ale podobnie, jak ten Twój mówił o mnie "moja dziewczyna". Jednocześnie już na pierwszym spotkaniu zaznaczał kilkakrotnie, że on szuka czegoś "na luzie". Nie chciałam się z tego powodu z nim więcej spotkać gdyż uznałam, że szuka relacji bez zobowiązań, ale potem jak dostał kosza b. o mnie zabiegał, no i po kilku tyg złamałam się i znów się umówiliśmy, i tak poszło..... i było miło aż do niedawna, kiedy to pan ni stąd, ni zowąd się zwinął.
Piszę o tym, bo widzę tu dużo analogii do Twojej historii. Podobnie jak Ty, podskórnie czułam, że coś jest nie do końca tak, jak trzeba, ale nie potrafiłam dokładnie tego określić. Teraz już wiem, że taki typ faceta to wieczny gracz, nie chcący się ustatkować. Myślę, że u Ciebie będzie niestety podobnie... Jeśli zaczniesz zadawać niewygodne dlań pytania, sądzę że się szybko ewakuuje. Ale nie ma chyba innego wyjścia.
Albo od razu daj sobie z nim spokój i nie trać czasu i nerwów. Ja, wiedząc dziś jak się to skończyło żałuję tylko, że nie posłuchałam pierwszych podszeptów intuicji, która głośno wołała "nie!"...

Przykro mi to słyszeć..
Ten dawał od początku sygnały, że niby chce czegoś więcej, ale kto go tam wie.. Wiadomo że kobieta jest bardziej chętna jak zamydli jej oczy o związku, a efekt praktycznie i tak ten sam - darmowy seks. Kurcze, aż mnie skręca na samą myśl o tym, że ten niby ciepły, opiekuńczy facet może okazać się taką perfidną kanalią.
Pytanie co z tym teraz zrobić, bo jak na razie nic nie mówiłam, siedziałam cicho, obserwowałam - jak on się dystansował to i ja.
Czy mam go wprost zapytać jak widzi tę relację, dokąd to zmierza, czy dalej cicho siedzieć i obserwować co będzie dalej ?
Wiadomo, że chciałabym żeby to od niego wyszło.. a nie go tak do ściany przyciskać. On wie że go lubię, bo mu to mówię. To nie jest tak, że on nie wie na czym stoi.
Też zauważyłam, że jak on się dystansuje i ja robię to w odwecie to tak jakby potem się boi - np. jak dzwoni do mnie to tak niepewnie mówi na początku, żeby wyczuć sytuacje. Kilka było takich sytuacji, tak jakby się wystraszył że przegiął pałę.

Nie chciałabym go też 'straszyć' rozstaniem - to jest złe dla relacji, ale również obiecałam sobie kiedyś że nigdy już przenigdy nie powiem facetowi w nerwach 'to koniec' licząc na to że za mną poleci. Przejechałam się na tym kiedyś i od tej pory, dopóki nie jestem w 100% przekonana że to koniec to tego nie mówię. Tymbardziej, że to również burzy zaufanie u drugiej strony - 'już raz mnie zostawiła' i nawet nie chodzi tyle o tą drugą osobę co o niszczenie związku ogólnie, bądź też jego resztek..

Jedyne co mi przychodzi na myśl, na dzień dzisiejszy to mu powiedzieć że od jakiegoś czasu nie czuję z nim takiego połączenia jak przedtem i dobrze by było żebyśmy sobie dali trochę czasu i zobaczyli czy chcemy nadal się spotykać czy nie. Może zajarzy (a raczej napewno) że 'od jakiegoś czasu' oznacza odkąd się zdystansował. A jak zacznie mówić że to bezsensu, że sam też widzi że to nie to, to po prostu przytaknąć i go pożegnać.
Szczerze, to czuję że to początek końca, przez te jego nieudolne próby manipulacji trochę mi się obrzydł - a to jest cholernie przykre, bo jak ktoś już dotrze do tego miejsca to czasem trudno się z tego otrząsnać. Ja po prostu nie wiem dlaczego on robi.. po co mu to ? W jakim celu ?
Było tak dobrze.. sad

12

Odp: Czy to początek końca ?
sosenek napisał/a:

pogrywa z tobą jak nic smile
nie daj się tak urabiać, przecież sama widzisz jego gierki, nie dawaj się sprowokować bo brzmisz jak mądra laska, której niczego nie brakuje.
ja nie ufam facetom którzy tak szybko rzucają takie mocne słowa i tego typu bajerę...

Wiem.. ja też nie - zazwyczaj. Dziwne to było, ale chciałam po prostu żeby było prawdziwe, bo tyle lat byłam sama, a on po prostu odhaczył tyle punktów na mojej liście, że przez moment łudziłam się, że to może być to..

13

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:
sosenek napisał/a:

pogrywa z tobą jak nic smile
nie daj się tak urabiać, przecież sama widzisz jego gierki, nie dawaj się sprowokować bo brzmisz jak mądra laska, której niczego nie brakuje.
ja nie ufam facetom którzy tak szybko rzucają takie mocne słowa i tego typu bajerę...

Wiem.. ja też nie - zazwyczaj. Dziwne to było, ale chciałam po prostu żeby było prawdziwe, bo tyle lat byłam sama, a on po prostu odhaczył tyle punktów na mojej liście, że przez moment łudziłam się, że to może być to..

I właśnie na takie osoby polują narcyzi - długo samotne, głodne miłości, rozpaczliwie szukające choćby namiastki uczuć. Kimś takim łatwiej manipulować, łatwiej omotać, zmanipulować i im większy mają głód bliskości, tym bardziej są naiwne i tym bardziej na siłę będą przymykać oko na znaki ostrzegawcze. Co właśnie robisz. Znajomość trwa 3 miesiącei jest kiepska, co wyraźnie czujesz, ale i tak nie potrafisz odpuścić. No czekam aż zaczniesz rozważać pójście na poważną terapię w "związku-nie związku" trwającym raptem 3 miechy.

14

Odp: Czy to początek końca ?
marta929292 napisał/a:
Olaodkota napisał/a:
sosenek napisał/a:

pogrywa z tobą jak nic smile
nie daj się tak urabiać, przecież sama widzisz jego gierki, nie dawaj się sprowokować bo brzmisz jak mądra laska, której niczego nie brakuje.
ja nie ufam facetom którzy tak szybko rzucają takie mocne słowa i tego typu bajerę...

Wiem.. ja też nie - zazwyczaj. Dziwne to było, ale chciałam po prostu żeby było prawdziwe, bo tyle lat byłam sama, a on po prostu odhaczył tyle punktów na mojej liście, że przez moment łudziłam się, że to może być to..

I właśnie na takie osoby polują narcyzi - długo samotne, głodne miłości, rozpaczliwie szukające choćby namiastki uczuć. Kimś takim łatwiej manipulować, łatwiej omotać, zmanipulować i im większy mają głód bliskości, tym bardziej są naiwne i tym bardziej na siłę będą przymykać oko na znaki ostrzegawcze. Co właśnie robisz. Znajomość trwa 3 miesiącei jest kiepska, co wyraźnie czujesz, ale i tak nie potrafisz odpuścić. No czekam aż zaczniesz rozważać pójście na poważną terapię w "związku-nie związku" trwającym raptem 3 miechy.

Marta ja to widzę, stąd ten wątek.
Nie jestem desperatką, ale kurcze, jest mi po prostu przykro że tak się to potoczyło.
Jeszcze mi się teraz przypomniało że na samym początku, to chyba była 4 albo 5 randka, a pierwsza u mnie, kiedy to spędził u mnie weekend (bez seksu) na koniec mu powiedziałam że było bardzo miło i że go bardzo lubię, na co on odpowiedział 'że ma nadzieję że NIE ZBYT bardzo'.
To akurat było jak go przytulałam i za chwilę przyjechał jego Uber. Pamiętam, że to była wtedy pierwsza czerwona flaga i praktycznie cały ten weekend, czy te 3 dni (nie pamiętam dokładnie) zostały podsumowane tym zdaniem. Myślałam później nad tym, dlaczego tak powiedział i co to mialo znaczyć (o naiwności), ale sobie to tak niby wytłumaczyłam to, że tak po prostu palnął bez myślenia.. kurcze czuję się teraz jak jakaś idiotka. Mam wrażenie, że jaśniej nie można było i zamiast przy najstępnej okazji go o to zapytać, to ja udałam jakbym tego nie słyszała. hmm

15

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:

Marta ja to widzę, stąd ten wątek.
Nie jestem desperatką, ale kurcze, jest mi po prostu przykro że tak się to potoczyło.
Jeszcze mi się teraz przypomniało że na samym początku, to chyba była 4 albo 5 randka, a pierwsza u mnie, kiedy to spędził u mnie weekend (bez seksu) na koniec mu powiedziałam że było bardzo miło i że go bardzo lubię, na co on odpowiedział 'że ma nadzieję że NIE ZBYT bardzo'.
To akurat było jak go przytulałam i za chwilę przyjechał jego Uber. Pamiętam, że to była wtedy pierwsza czerwona flaga i praktycznie cały ten weekend, czy te 3 dni (nie pamiętam dokładnie) zostały podsumowane tym zdaniem. Myślałam później nad tym, dlaczego tak powiedział i co to mialo znaczyć (o naiwności), ale sobie to tak niby wytłumaczyłam to, że tak po prostu palnął bez myślenia.. kurcze czuję się teraz jak jakaś idiotka. Mam wrażenie, że jaśniej nie można było i zamiast przy najstępnej okazji go o to zapytać, to ja udałam jakbym tego nie słyszała. hmm

To tym bardziej widzisz, że już od 4-5 randki był ewidentny znak, by się nie angażować z tym gościem, on się nawet nie krył ze swoimi intencjami, skoro powiedział Ci wprost.

Rozumiem, że Ci przykro i smutno, bo po długim okresie samotności chciałabyś wierzyć, że to Twój książę na białym koniu i że warto było czekać, ale niestety nijak nie współgra to ze wszystkimi faktami, które od niemalże samego początku miałaś podane na tacy. Już nawet pomijając czy on by kiedyś tam chciał stworzyć związek czy nie, to po tych akcjach co napisałaś wyraźnie widać, że typ jest toksyczny i skoro TAK SZYBKO pokazuje swoją brzydką stronę, to na pewno związek z nim byłby kiepski i ta toksyczność by szybko eskalowała.

Przy kimś takim będziesz tylko więdnąć - to Ci nie wypełni deficytów czułości, miłości, zanizonej samooceny, a wręcz spotęguje problem. Poza tym związki z narcyzami są wyjątkowo wyniszczające psychicznie i baaardzo długo nie idzie się po nich pozbierać. Niestety często też powodują uzależnienie adrenalinowe u ofiary (od silnych emocji, niepewności i tych huśtawek), która później szuka tych intensywnych emocji w kolejnym facecie i w kolejnym, sprawiając, że sama powiela schemat wiązania się z kolejnymi narcyzami czy socjopatami czy ogółem zaburzonymi facetami. Ciężko później wyjść z tej spirali.

16 Ostatnio edytowany przez Olaodkota (2021-01-25 21:24:27)

Odp: Czy to początek końca ?
marta929292 napisał/a:
Olaodkota napisał/a:

Marta ja to widzę, stąd ten wątek.
Nie jestem desperatką, ale kurcze, jest mi po prostu przykro że tak się to potoczyło.
Jeszcze mi się teraz przypomniało że na samym początku, to chyba była 4 albo 5 randka, a pierwsza u mnie, kiedy to spędził u mnie weekend (bez seksu) na koniec mu powiedziałam że było bardzo miło i że go bardzo lubię, na co on odpowiedział 'że ma nadzieję że NIE ZBYT bardzo'.
To akurat było jak go przytulałam i za chwilę przyjechał jego Uber. Pamiętam, że to była wtedy pierwsza czerwona flaga i praktycznie cały ten weekend, czy te 3 dni (nie pamiętam dokładnie) zostały podsumowane tym zdaniem. Myślałam później nad tym, dlaczego tak powiedział i co to mialo znaczyć (o naiwności), ale sobie to tak niby wytłumaczyłam to, że tak po prostu palnął bez myślenia.. kurcze czuję się teraz jak jakaś idiotka. Mam wrażenie, że jaśniej nie można było i zamiast przy najstępnej okazji go o to zapytać, to ja udałam jakbym tego nie słyszała. hmm

To tym bardziej widzisz, że już od 4-5 randki był ewidentny znak, by się nie angażować z tym gościem, on się nawet nie krył ze swoimi intencjami, skoro powiedział Ci wprost.

Rozumiem, że Ci przykro i smutno, bo po długim okresie samotności chciałabyś wierzyć, że to Twój książę na białym koniu i że warto było czekać, ale niestety nijak nie współgra to ze wszystkimi faktami, które od niemalże samego początku miałaś podane na tacy. Już nawet pomijając czy on by kiedyś tam chciał stworzyć związek czy nie, to po tych akcjach co napisałaś wyraźnie widać, że typ jest toksyczny i skoro TAK SZYBKO pokazuje swoją brzydką stronę, to na pewno związek z nim byłby kiepski i ta toksyczność by szybko eskalowała.

Przy kimś takim będziesz tylko więdnąć - to Ci nie wypełni deficytów czułości, miłości, zanizonej samooceny, a wręcz spotęguje problem. Poza tym związki z narcyzami są wyjątkowo wyniszczające psychicznie i baaardzo długo nie idzie się po nich pozbierać. Niestety często też powodują uzależnienie adrenalinowe u ofiary (od silnych emocji, niepewności i tych huśtawek), która później szuka tych intensywnych emocji w kolejnym facecie i w kolejnym, sprawiając, że sama powiela schemat wiązania się z kolejnymi narcyzami czy socjopatami czy ogółem zaburzonymi facetami. Ciężko później wyjść z tej spirali.

Miałam to z tyłu głowy.. chciałam żeby ta relacja poszła w stronę związku, ale byłam ciągle bardzo ostrożna. Niby tak powiedział, a z drugiej strony ciągle mi powtarzał że:
a) przyjechał tutaj tylko na 2 lata, ale odkąd mnie poznał to w sumie mógłby w tym mieście zostać, chociaż plan był inny
b) mówił że musi kupić samochód, bo teraz jak mnie zna to można by co jakiś czas wyskoczyć za miasto
c) zaprosił mnie do siebie żeby poznała jego rodzinę (chociaż jak pisałam to taki niby 'otwarty' człowiek') więc raczej nie miało to większego znaczenia
d) kilkakrotnie podczas rozmowy tel nazwał mnie swoją dziewczyną, kiedy opisywał rozmowy z innymi jakie miał - ja na to NIGDY nie nalegałam, nie dopytywałam, to wyszło od niego
e) pierwszej nocy (bez seksu) jak z nim zostałam to sam z siebie pytał ile najdłużej trwał mój związek
f) do łóżka poszliśmy chyba na 8 randce, ale poprzednie randki to trwały każda jakieś 2-3 dni
g) każdego dnia opowiada mi ze szczegółami co robił w ciągu dnia, informuje mnie co było w pracy, jakie ma plany na życie - praktycznie uwzględnia mnie we wszystkim tym co robi informując mnie o tym

Tak więc jak widzisz to wszystko co napisałam powyżej wskazywało na to, że chce związku, tyle że powiedział wtedy 'mam nadzieję że nie aż za bardzo'.
Jedyne co mam sobie do zarzucenia, to miałam od razu to podchwycić i się go zapytać wprost, jak nie od razu to przy kolejnej okazji czemu to powiedział. A ja to po prostu GŁUPIO przemilczałam, co jest dla mnie dużą lekcją.

Co do spirali, adrenaliny, deficytu czułości etc.. - zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości.
Ja mam fajne życie, naprawdę. Fajnie go sobie układam, nie potrzebuję garba w postaci zamartwiania się.
Miłości dużo w domu rodzinnym też zaznałam, ja się po prostu co do niego pomyliłam. Bywa.
Chciałabym tylko wiedzieć jak to teraz rozwiązać, bo nie powiem mu 'Było miło ale widzę że się dystansujesz, bo ostatnio sam z siebie ręki mi nie dajesz na spacerach'. Wolałabym to jakoś lepiej zrobić, ale nie wiem jak.. W każdym razie ta relacja nauczyła mnie jednej, ważnej rzeczy - mówić wprost jak mi coś nie pasuje, a nie siedzieć cicho, potajemnie licząc że same się ułoży. Po prostu muszę lepiej popracować nad moją komunikacją.

17

Odp: Czy to początek końca ?

Powiedz mu po prostu, że szukasz czegoś innego i widzisz, że on Ci tego nie da - bez tłumaczeń, bo on Ci wtedy zamydli oczy, obiecując Bóg wie co. Najlepiej dla Ciebie jak to zakończysz sama, po co brnąć dalej? i nie daj się potem mu wabić z powrotem - pewnie będzie próbował. Najlepiej odciąć kompletnie kontakt (ja tak zrobiłam).

18

Odp: Czy to początek końca ?

Ciężko jest mówić o końcu, kiedy nie przebrnęliście nawet przez początek relacji.
Tempo wydarzeń jest oszałamiające. W ciągu zaledwie kilku tygodni, zdążyliście już powiadomić swoje rodziny, znajomych, poprawić Wasz seks, zacząć poważne plany na przyszłość związane z tak ważnymi zmianami jak miejsce zamieszkania, małżeństwo i dzieci?!
Do czego Ci się Autorko tak spieszy?
Znacie się zaledwie kilka tygodni - tak jak napisałam to powyżej - tymczasem macie już problemy, które nie powinny się w tak początkowych fazach znajomości w ogóle pojawiać.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

19

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:

Pierwsze randki były wspaniałe, po wielu, wieeeelu latach na Tinderze miałam wrażenie że wreszcie udało mi się poznać mężczyznę takiego jakiego bym sobie życzyła. Miałam nawet przez pewien czas poczucie, że to może być mój przyszły mąż - bo założenie rodziny to mój główny powód dlaczego w ogóle tej aplikacji używałam.

Mnie się wydaje, że poleciałaś na faceta, bo powciskał Tobie na początku trochę komplementów i tekstów, które chciałaś usłyszeć, a że jak wynika z powyższego fragmentu byłaś wygłodniała i zdesperowana, to trafiło na podatny grunt. Lepiej patrz na to, jak Cię traktuje zamiast na słowa i tanie gesty, bo te można zakuć i w odpowiedniej chwili powtórzyć. Myślę, że jeszcze przez jakiś czas, dopóki on nie znajdzie kolejnej najcudowniejszej kobiety swojego życia, to jeszcze to potrwa, ale fakt, to pewnie początek końca i to czegoś, co się nawet jeszcze dobrze nie rozpoczęło. Bo jakby nie patrzeć 3-miesięczna znajomość, a Ty już od kilku tygodni widzisz jego znudzenie Tobą.

20 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-01-25 22:06:34)

Odp: Czy to początek końca ?
IsaBella77 napisał/a:

Ciężko jest mówić o końcu, kiedy nie przebrnęliście nawet przez początek relacji.
Tempo wydarzeń jest oszałamiające. W ciągu zaledwie kilku tygodni, zdążyliście już powiadomić swoje rodziny, znajomych, poprawić Wasz seks, zacząć poważne plany na przyszłość związane z tak ważnymi zmianami jak miejsce zamieszkania, małżeństwo i dzieci?!
Do czego Ci się Autorko tak spieszy?
Znacie się zaledwie kilka tygodni - tak jak napisałam to powyżej - tymczasem macie już problemy, które nie powinny się w tak początkowych fazach znajomości w ogóle pojawiać.

Ja powiedziałam o nim tylko rodzicom. Znajomi o nim nie wiedzą, jeden kolega tylko wie że aktualnie się z kimś spotykam.
Seks się poprawił naturalnie sukcesywnie, na początku był do bani.
Poważne plany na przyszłość - tylko on o tym wspominał, ja nigdy. Co do małżeństwa - nigdy o tym z nim nie rozmawiałam, co do dzieci on sam zaczął i pytał o jakieś imiona (w kompletnie luźniej rozmowie).

Co do problemów - masz rację w 100%, nie powinno tego być na tak wczesnym etapie.
Hmm czego teraz się obawiam to tylko podjęcia jakieś pochopnej decyzji - zdaję sobie sprawę z tego, że to wygląda bardzo źle, ale nie jestem w 100% przekonana czy mam rację czy nie.
Widzę jednak, dopiero teraz że popełniłam jednak kilka błędów, głównym było to, ze jak widziałam ze coś jest nie tak, to zamiast siedzieć cicho powinnam się była odezwać, to raz.
A dwa to powinnam byłam wytyczyć jakieś granice - jak grał w grę leżąc koło mnie po seksie, należało mu to wypomnieć aniżeli skulić ogon i iść do innego pokoju.
Jak rozmawiał przez telefon z kolegą należało mu to wypomnieć, kiedy ja gotowałam dla nas kolację, a nie siedzieć i jeszcze głupio się uśmiechać jak jedliśmy.
Teraz dopiero widzę, że pozwoliłam sobie wejść na głowę tym milczeniem to też zaczął mnie traktować jak popyhadło.

MagdaLena1111 napisał/a:

Mnie się wydaje, że poleciałaś na faceta, bo powciskał Tobie na początku trochę komplementów i tekstów, które chciałaś usłyszeć, a że jak wynika z powyższego fragmentu byłaś wygłodniała i zdesperowana, to trafiło na podatny grunt. Lepiej patrz na to, jak Cię traktuje zamiast na słowa i tanie gesty, bo te można zakuć i w odpowiedniej chwili powtórzyć. Myślę, że jeszcze przez jakiś czas, dopóki on nie znajdzie kolejnej najcudowniejszej kobiety swojego życia, to jeszcze to potrwa, ale fakt, to pewnie początek końca i to czegoś, co się nawet jeszcze dobrze nie rozpoczęło. Bo jakby nie patrzeć 3-miesięczna znajomość, a Ty już od kilku tygodni widzisz jego znudzenie Tobą.

Dokładnie jest tak jak piszesz - kilka tygodni a on jest już mną znudzony... jakkolwiek by nie było, to nie wróźy dobrze i choćbym się teraz zdystansowała i on poleciał za mną, to byłaby to jedynie reakcja 'psa ogrodnika' aniżeli prawdziwie zauroczonego faceta, bo zauroczony facet nigdy by nie doprowadził do sytuacji takie jak opisałam powyżej.

MagdaLena - ja właśnie patrzyłam na czyny, a nie na słowa.
Gotował mi, przynisił kwiaty za każdym razem, proponował spotkania, przynosił jedzenie, dzownił każdego dnia, nie ma dnia żebyśmy ze sobą nie porozmawiali, naprawiał sam z siebie wszystko w domu, chciał kupić samochód by jeździć ze mną na wycieczki, zostać w tym mieście, planowaliśmy różne wakacje, chciał mnie przedstawić znaojmym, zaprosił mnie żebym poznała jego rodziców... ja naprawdę patrzyłam na czyny. sad Jakbym się miała czegoś doczepić to właśnie brakowało mi tych słów - WYZNAŃ, że mnie lubi, że tęskni, że chce ze mną być..... czyny były, brakowało słów.

21

Odp: Czy to początek końca ?

Nie było czynów Olu.
Było tylko GADANIE o czynach.
Zastanów się raz jeszcze, i odpowiedz sobie sama - do czego Ci się tak spieszy?
Znacie się 12 tygodni, z czego 4 on był za granicą, więc wnioskuję, że przez te 4 tygodnie nie mieliście możliwości kontaktu osobistego.
Zostaje 8. 8 tygodni na to wszystko o czym pisałaś. Po co Ci takie tempo?
Wiele osób w ciągu pierwszych 8 tygodni znajomości, zdąży pójść ze sobą ze 4 razy na kawę i porozmawiać kilka razy. Tymczasem Wy jesteście już jedną nogą w małżeństwie, planach na przyszłość, dzieciach i kryzysie?

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

22

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:

Dokładnie jest tak jak piszesz - kilka tygodni a on jest już mną znudzony... jakkolwiek by nie było, to nie wróźy dobrze i choćbym się teraz zdystansowała i on poleciał za mną, to byłaby to jedynie reakcja 'psa ogrodnika' aniżeli prawdziwie zauroczonego faceta, bo zauroczony facet nigdy by nie doprowadził do sytuacji takie jak opisałam powyżej.

MagdaLena - ja właśnie patrzyłam na czyny, a nie na słowa.
Gotował mi, przynisił kwiaty za każdym razem, proponował spotkania, przynosił jedzenie, dzownił każdego dnia, nie ma dnia żebyśmy ze sobą nie porozmawiali, naprawiał sam z siebie wszystko w domu, chciał kupić samochód by jeździć ze mną na wycieczki, zostać w tym mieście, planowaliśmy różne wakacje, chciał mnie przedstawić znaojmym, zaprosił mnie żebym poznała jego rodziców... ja naprawdę patrzyłam na czyny. sad Jakbym się miała czegoś doczepić to właśnie brakowało mi tych słów - WYZNAŃ, że mnie lubi, że tęskni, że chce ze mną być..... czyny były, brakowało słów.


A nie wydawało się Tobie nieco dziwne to obgłaskiwanie prezentami od początku? Pierwsze spotkania są raczej neutralne, bo ludzie dopiero się poznają, wyczuwają. A wiadomo, że z prezentami to jest często tak, że są jak wytrychy służące do kontroli i władzy, bo mają tworzyć poczucie zobowiązania z jednej strony i kruszyć lody, wywoływać poczucie winy w razie Twojej niechęci w jakichś spornych/opornych sprawach. Wydaje się, że powinna zapalić się Tobie czerwona lampka, a to Ty zaczęłaś świecić z zachwytu.

23

Odp: Czy to początek końca ?

Małe masz wymagania, wystarczą pozory, a Ty fruwasz pod sufitem. Gdy coś Ci nie pasuje, gdy ktoś sprawił Ci przykrość, zlekceważył Cię, bagatelizujesz i udajesz, że nic się nie stało.

Dlaczego tak siebie nie szanujesz?
Dlaczego tak siebie nie lubisz, że pozwalasz na kiepskie siebie traktowanie?
Dlaczego zadowalasz się namiastkami?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

24 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-01-25 22:47:38)

Odp: Czy to początek końca ?
IsaBella77 napisał/a:

Nie było czynów Olu.
Było tylko GADANIE o czynach.
Zastanów się raz jeszcze, i odpowiedz sobie sama - do czego Ci się tak spieszy?
Znacie się 12 tygodni, z czego 4 on był za granicą, więc wnioskuję, że przez te 4 tygodnie nie mieliście możliwości kontaktu osobistego.
Zostaje 8. 8 tygodni na to wszystko o czym pisałaś. Po co Ci takie tempo?
Wiele osób w ciągu pierwszych 8 tygodni znajomości, zdąży pójść ze sobą ze 4 razy na kawę i porozmawiać kilka razy. Tymczasem Wy jesteście już jedną nogą w małżeństwie, planach na przyszłość, dzieciach i kryzysie?

Śpieszy mi się do założenia rodziny.
Przez lata mi się nie śpieszyło, chadzałam sobie na randki, ot tak po prostu, na luzie... i nic z tego nie wynikało.
Odkąd mi się śpieszy, to też w sumie nic nie wynikało, aż do teraz (tak mi się wydawało).

Co do gadania o czynach ... uzmysłowiłam sobie że masz rację. Z drugiej jednak strony znamy się tylko 12 tygodni, a nim się te czyny wykona to najpierw się o nich mówi. Wiem, wiem.. zaklinam rzeczywistość. sad

8 tygodni - to prawda, ale to nie było 8 randek, a każde  tych spotkań trwało min 2 dni, czasami 3, w porywach do 4.
To nie ja narzuciłam to tępo, on je narzucił. Na początku czułam że to za szybko, ale poszłam w tym kierunku.
Nie jesteśmy jedną nogą w małżeństwie, ja o tym nigdy przy nim nie wspominałam, on czasem robił jakieś komentarze, nawet nie o nas, ogólnie sam to przytaczał. O dzieciach też nie rozmawialiśmy. Plany na przyszłość - ja zawsze milczałam na ten temat, to wychodziło tylko i wyłącznie od niego.

MagdaLena1111 napisał/a:

A nie wydawało się Tobie nieco dziwne to obgłaskiwanie prezentami od początku? Pierwsze spotkania są raczej neutralne, bo ludzie dopiero się poznają, wyczuwają. A wiadomo, że z prezentami to jest często tak, że są jak wytrychy służące do kontroli i władzy, bo mają tworzyć poczucie zobowiązania z jednej strony i kruszyć lody, wywoływać poczucie winy w razie Twojej niechęci w jakichś spornych/opornych sprawach. Wydaje się, że powinna zapalić się Tobie czerwona lampka, a to Ty zaczęłaś świecić z zachwytu.

Nie wydawało.. ja to lubiłam.
To nie były jakieś mega prezenty, tylko kwiaty i czekoladki i tak to prawda, byłam zachwycona bo żaden inny facet z którym się umawiałam tego nie robił, a uwierz mi że spotykałam się z wieloma. sad

Wielokropek napisał/a:

Małe masz wymagania, wystarczą pozory, a Ty fruwasz pod sufitem. Gdy coś Ci nie pasuje, gdy ktoś sprawił Ci przykrość, zlekceważył Cię, bagatelizujesz i udajesz, że nic się nie stało.

Dlaczego tak siebie nie szanujesz?
Dlaczego tak siebie nie lubisz, że pozwalasz na kiepskie siebie traktowanie?
Dlaczego zadowalasz się namiastkami?

Wielokropek zgadzam się z częścią Twojej wypowiedzi, ale nie całą.
Nie mam małych wymagań. Właśnie dlatego tak trudno mi znaleźć partnera, bo mam niestety te wymagania dosyć wysokie.
Co do reszty Twojej wypowiedzi - masz racje. Muszę sobie to dokładnie przemyśleć, czemu tak się stało, jakie jest tego źródło i coś z tym zrobić. Dziękuję.

25

Odp: Czy to początek końca ?

Już odpowiedziałaś na moje pytania.

Olaodkota napisał/a:

Śpieszy mi się do założenia rodziny. (...)

Smutne.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

26 Ostatnio edytowany przez Olaodkota (2021-01-25 22:37:20)

Odp: Czy to początek końca ?
Wielokropek napisał/a:

Już odpowiedziałaś na moje pytania.

Olaodkota napisał/a:

Śpieszy mi się do założenia rodziny. (...)

Smutne.

Ale prawdziwe.
Od 5(!) lat szukałam partnera do tego. To nie jest tak że uwiesiłam się pierwszego, lepszego kandydata.
Nie zliczę na ilu randkach byłam, ile niepowodzeń, złudnych nadziei było mi dane przeboleć.
On miał akurat wszystkie te cechy, których szukałam u faceta. Czy się na niego nakręciłam ? Tak, ale  nie w stopniu żeby mi rozum odjęło, stąd też ten wątek.
Cieszę się że go założyłam, bo teraz mam jaśniejszy obraz sytuacji a także widzę że popełniłam kardynalny błąd - siedziałam cicho i nic nie mówiłam kiedy coś mnie uwierało. To była zła komunikacja z mojej strony i napewno to poprawię.

27 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2021-01-25 22:48:35)

Odp: Czy to początek końca ?

Rozumiem, że do tej pory nie wiedziałaś, że robiłaś dobrą minę do złej gry?
Skoro robiłaś to wszystko, by założyć rodzinę, bo znalazłaś swój ideał, to teraz nagle Twój cel przestał być ważnym?

Kogo oszukujesz (i po co?), nazywając to, co robiłaś do tej pory "złą komunikacją"?


***
I jeszcze jedno.
Skąd taki zachwyt nad człowiekiem, który traktuje Cię tak, jak opisałaś?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

28

Odp: Czy to początek końca ?
Wielokropek napisał/a:

Rozumiem, że do tej pory nie wiedziałaś, że robiłaś dobrą minę do złej gry?
Skoro robiłaś to wszystko, by założyć rodzinę, bo znalazłaś swój ideał, to teraz nagle Twój cel przestał być ważnym?

Kogo oszukujesz (i po co?), nazywając to, co robiłaś do tej pory "złą komunikacją"?


***
I jeszcze jedno.
Skąd taki zachwyt nad człowiekiem, który traktuje Cię tak, jak opisałaś?

Zaczął mnie tak traktować dopiero niedawno. Praktycznie ostatnie 4 tygodnie - nie spotykaliśmy się, bo był zagranicą, potem kwarantanna.
Od tego czasu spotkaliśmy się raz - na 5 dni. Chciałam też zobaczyć jak będzie jak się spotkamy, czy te sygnały z ostatnich tygodniu, pisząc mają potwierdzenie jak się spotkamy i miały - stąd też ten wątek.
Nie, nie wiedziałam że robiłam dobrą minę do złej gry - nic nie mówiłam, bo chciałam zobaczyć, upewnić się jak daleko to zajdzie.
I tak, to była zła komunikacja z mojej strony, bo zamiast od razu się odezwać że coś nie gra, ja potulnie cicho siedziałam.

Jak widać to nie był mój ideał - pomyliłam się. Zorientowanie się i upewnienie zajęło mi 4 tygodnie. Krótko, biorąc pod uwagę jak bardzo mi zależało na tym, żeby to się udało i jak dalekosiężne konsekwencje by to mogło mieć.

29

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

A nie wydawało się Tobie nieco dziwne to obgłaskiwanie prezentami od początku? Pierwsze spotkania są raczej neutralne, bo ludzie dopiero się poznają, wyczuwają. A wiadomo, że z prezentami to jest często tak, że są jak wytrychy służące do kontroli i władzy, bo mają tworzyć poczucie zobowiązania z jednej strony i kruszyć lody, wywoływać poczucie winy w razie Twojej niechęci w jakichś spornych/opornych sprawach. Wydaje się, że powinna zapalić się Tobie czerwona lampka, a to Ty zaczęłaś świecić z zachwytu.

Nie wydawało.. ja to lubiłam.
To nie były jakieś mega prezenty, tylko kwiaty i czekoladki i tak to prawda, byłam zachwycona bo żaden inny facet z którym się umawiałam tego nie robił, a uwierz mi że spotykałam się z wieloma. sad

OK. Rozumiem.

Jak zastanawiasz się dlaczego nie reagowałaś na krzywe akcje, nic nie mówiłaś itp. to weź pod uwagę, że prezenciki to takie błyskotki, które miały odwrócić Twoją uwagę od niego. Pomachał Tobie nimi przed oczami i już czułaś się lepiej a do tego miałaś poczucie, że coś jesteś winna temu facetowi, więc mogłaś nie powiedzieć tego, co w innych okolicznościach (nie zaślepiona błyskotkami) powiedziałabyś. Bo właśnie prezenciki powodują, że przymykasz oko na krzywe zachowania i bardziej się angażujesz, więc takiemu facetowi dasz więcej szans.
Tak mówiąc wprost: jesteś podatna na „przekupowanie” Ciebie. A on to tylko sprytnie wykorzystał i w sumie mam wrażenie, że świetnie mu poszło i przymkniesz oko jeszcze na niejedną krzywą akcję.

30

Odp: Czy to początek końca ?
MagdaLena1111 napisał/a:
Olaodkota napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

A nie wydawało się Tobie nieco dziwne to obgłaskiwanie prezentami od początku? Pierwsze spotkania są raczej neutralne, bo ludzie dopiero się poznają, wyczuwają. A wiadomo, że z prezentami to jest często tak, że są jak wytrychy służące do kontroli i władzy, bo mają tworzyć poczucie zobowiązania z jednej strony i kruszyć lody, wywoływać poczucie winy w razie Twojej niechęci w jakichś spornych/opornych sprawach. Wydaje się, że powinna zapalić się Tobie czerwona lampka, a to Ty zaczęłaś świecić z zachwytu.

Nie wydawało.. ja to lubiłam.
To nie były jakieś mega prezenty, tylko kwiaty i czekoladki i tak to prawda, byłam zachwycona bo żaden inny facet z którym się umawiałam tego nie robił, a uwierz mi że spotykałam się z wieloma. sad

OK. Rozumiem.

Jak zastanawiasz się dlaczego nie reagowałaś na krzywe akcje, nic nie mówiłaś itp. to weź pod uwagę, że prezenciki to takie błyskotki, które miały odwrócić Twoją uwagę od niego. Pomachał Tobie nimi przed oczami i już czułaś się lepiej a do tego miałaś poczucie, że coś jesteś winna temu facetowi, więc mogłaś nie powiedzieć tego, co w innych okolicznościach (nie zaślepiona błyskotkami) powiedziałabyś. Bo właśnie prezenciki powodują, że przymykasz oko na krzywe zachowania i bardziej się angażujesz, więc takiemu facetowi dasz więcej szans.
Tak mówiąc wprost: jesteś podatna na „przekupowanie” Ciebie. A on to tylko sprytnie wykorzystał i w sumie mam wrażenie, że świetnie mu poszło i przymkniesz oko jeszcze na niejedną krzywą akcję.

Nie, nie przymknę już oka.

31

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:

(...) nic nie mówiłam, bo chciałam zobaczyć, upewnić się jak daleko to zajdzie.
I tak, to była zła komunikacja z mojej strony, bo zamiast od razu się odezwać że coś nie gra, ja potulnie cicho siedziałam. (...)

Jeszcze raz. To nie była zła komunikacja, chciałaś zobaczyć efekt Twego milczenia i pozwalania na lekceważenie Ciebie. Osiągnęłaś cel: zobaczyłaś.


Nie oszukuj siebie, zobacz mechanizm swego postępowania, bo inaczej przy kolejnym potencjalnym kandydacie znowu nie postawisz granic. Podstawowe jednak pytanie (Dlaczego ważniejszym dla Ciebie jest stworzenie związku niż szacunek do siebie samej?) pozostaje bez odpowiedzi. Ta odpowiedź jest ważna dla Ciebie, nie dla użytkowników forum.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

32

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:

Zaczął mnie tak traktować dopiero niedawno. Praktycznie ostatnie 4 tygodnie - nie spotykaliśmy się, bo był zagranicą, potem kwarantanna.
Od tego czasu spotkaliśmy się raz - na 5 dni. Chciałam też zobaczyć jak będzie jak się spotkamy, czy te sygnały z ostatnich tygodniu, pisząc mają potwierdzenie jak się spotkamy i miały - stąd też ten wątek.

Nic już z tego nie rozumiem.
Czyli chcesz/ chciałaś założyć rodzinę z mężczyzną, z którym spotykałaś się aktywnie raptem przez kilka tygodni?
Kyrie Elejson wink

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

33 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-01-25 23:34:24)

Odp: Czy to początek końca ?
IsaBella77 napisał/a:
Olaodkota napisał/a:

Zaczął mnie tak traktować dopiero niedawno. Praktycznie ostatnie 4 tygodnie - nie spotykaliśmy się, bo był zagranicą, potem kwarantanna.
Od tego czasu spotkaliśmy się raz - na 5 dni. Chciałam też zobaczyć jak będzie jak się spotkamy, czy te sygnały z ostatnich tygodniu, pisząc mają potwierdzenie jak się spotkamy i miały - stąd też ten wątek.

Nic już z tego nie rozumiem.
Czyli chcesz/ chciałaś założyć rodzinę z mężczyzną, z którym spotykałaś się aktywnie raptem przez kilka tygodni?
Kyrie Elejson wink

Tak, brałam pod uwagę to że to może być do tego kandydat.
Oceniam pod tym względem każdego partnera z którym się spotkam.
Gdybym myślała że 'nie rokuje' to bym się z nim w ogóle nie spotykała.

Wielokropek napisał/a:

Jeszcze raz. To nie była zła komunikacja, chciałaś zobaczyć efekt Twego milczenia i pozwalania na lekceważenie Ciebie. Osiągnęłaś cel: zobaczyłaś.
Nie oszukuj siebie, zobacz mechanizm swego postępowania, bo inaczej przy kolejnym potencjalnym kandydacie znowu nie postawisz granic. Podstawowe jednak pytanie (Dlaczego ważniejszym dla Ciebie jest stworzenie związku niż szacunek do siebie samej?) pozostaje bez odpowiedzi. Ta odpowiedź jest ważna dla Ciebie, nie dla użytkowników forum.

Jeszcze raz - to była zła komunikacja. Granice wytycza się komunikując się a nie siedząc jak mysz pod miotłą. To nie była jedna sytuacja, a kilka, jedna po drugiej. Miałam już wtedy pewność tego że on ten dystans tworzy, więc należało się odezwać.
Z tym szacunkiem to nie przesadzaj, zapewniam Cię że mam go pod dostatkiem i nie muszę tego nikomu udowadniać.

34

Odp: Czy to początek końca ?

Pozostanę przy swoim zdaniu.

Za bardzo różnimy się w myśleniu o tworzeniu związku i relacjach miedzy ludźmi, o granicach i szacunku, bym mogła być pomocna w rozwiązaniu Twych problemów.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

35

Odp: Czy to początek końca ?

Ja się skromnie spytam, JAKIM CUDEM można na podstawie kilkutygodniowej znajomości określić to, czy facet nadaje się na partnera i chcieć zakładać z nim rodzinę?

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

36

Odp: Czy to początek końca ?
bagienni_k napisał/a:

Ja się skromnie spytam, JAKIM CUDEM można na podstawie kilkutygodniowej znajomości określić to, czy facet nadaje się na partnera i chcieć zakładać z nim rodzinę?

Nie, zakładać z nim rodzinę po kilku tygodniach ale zobaczyć czy WSTĘPNIE ROKUJE.
Wydawało mi się, że JEST TAKA MOŻLIWOŚĆ.

37

Odp: Czy to początek końca ?
bagienni_k napisał/a:

Ja się skromnie spytam, JAKIM CUDEM można na podstawie kilkutygodniowej znajomości określić to, czy facet nadaje się na partnera i chcieć zakładać z nim rodzinę?

Nie można Bagienni_ku. Naprawdę nie można. Na podstawie żadnego cudu tego robić nie można.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

38 Ostatnio edytowany przez Olaodkota (2021-01-25 23:37:17)

Odp: Czy to początek końca ?
IsaBella77 napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Ja się skromnie spytam, JAKIM CUDEM można na podstawie kilkutygodniowej znajomości określić to, czy facet nadaje się na partnera i chcieć zakładać z nim rodzinę?

Nie można Bagienni_ku. Naprawdę nie można. Na podstawie żadnego cudu tego robić nie można.

Znam wiele par które pobrały się po raptem kilku miesiącach i przeżyły ze sobą całe życie, jednym z przykładów jest Donald Tusk, czy chociażby mój wujek.
Znam również party (w moim wieku) gdzie partner oświadczył się po 6 miesiącach, za rok był ślub i też (jak narazie) przynajmniej z boku oceniając żyje się im dobrze.
Oczywiście że mając 30+ lat i myśląc poważnie o założeniu rodziny spotykając się z mężczyznami, oceniam czy by się nadawali do założenia rodziny - czy rokują. Mogę się mylić, ale to jest główny czynnik.
Nie będę się spotykać z Wojtkiem co mieszka z matką, utrzymuje się z pokera i ma 2 dzieci z poprzedniego związku każde z inną partnerką (żeby znów nie było że patrzę tylko na aspekty finansowe).
Ten rokował  - i tak, rokował po kilku tygodniach, a tak mi się przynajmniej wydawało. Widocznie się pomyliłam - zdarza się.

39

Odp: Czy to początek końca ?

Czytając ten wątek poczułem się jak w psychiatryku - autorko, jakbyś przy mnie miała takie rozkminy, to bym uciekał od ciebie w podskokach, a potem dał na mszę dziękczynną za pomyślną i w porę ucieczkę. Nawet nie wiem jak to skomentować - pretensje, że jak czytałaś książkę, to on zasnął, albo, że wyszedł do drugiego pokoju pogadać z kolegą... Dla mnie to są zachowania z wysokiej półki toksyczności. Twoje zachowania - rozkminy, nie jego.

"Tolerancja represywna to uzasadnienie dominacji niewielkiej, świadomej swoich celów i dobrze zorganizowanej mniejszości nad rozbitym, upokorzonym, nie potrafiącym bronić własnego systemu wartości społeczeństwem".
Ideolog Nowej Lewicy, niemiecki komunista Herbert Marcuse.

40

Odp: Czy to początek końca ?
JaJakoJa napisał/a:

Czytając ten wątek poczułem się jak w psychiatryku - autorko, jakbyś przy mnie miała takie rozkminy, to bym uciekał od ciebie w podskokach, a potem dał na mszę dziękczynną za pomyślną i w porę ucieczkę. Nawet nie wiem jak to skomentować - pretensje, że jak czytałaś książkę, to on zasnął, albo, że wyszedł do drugiego pokoju pogadać z kolegą... Dla mnie to są zachowania z wysokiej półki toksyczności. Twoje zachowania - rozkminy, nie jego.

To były sytuacje jedna po drugiej.
Ja nie wymyśliłam sobie tego dystansu. Sam powiedział 'Co powiedziałaś mamie, że się zdystansowałem?' - To było dla mnie potwierdzeniem że sobie tego nie wymyśliłam.
Jakby to były jednorazowe sytuacje, to bym nawet  nie mrugnęła, ale to były sytuacje jedna po drugiej - nie zdarzały się one wcześniej. To były zachowania kompletne różne od tego jak zachowywał się na 'samym' początku.

41

Odp: Czy to początek końca ?

Może i są takie przypadki, ale do diaska nikt, kto ma choć trochę oleju w głowie nie powinien zakładać takich opcji..Zresztą, czy nawet można poznać po tak krótkim czasie, jak rzeczywiście przedstawiają się te rokowania? Przecież po takim okresie jeszcze się praktycznie nikogo nie zna!
Z drugiej strony można tez fałszywie kogoś ocenić: jeśli ktoś mieszka z rodzicami, to pytanie brzmi DLACZEGO akurat tak się złożyło czy jak długo ten stan trwa? Jakie sa najbliższe plany takiej osoby na ewentualną wyprowadzkę? Czy ta osoba pracuje? Kwestia mieszkania z rodzicami nie jest tak czarno biała, jak się niektórym wydaje.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

42

Odp: Czy to początek końca ?
bagienni_k napisał/a:

Może i są takie przypadki, ale do diaska nikt, kto ma choć trochę oleju w głowie nie powinien zakładać takich opcji..Zresztą, czy nawet można poznać po tak krótkim czasie, jak rzeczywiście przedstawiają się te rokowania? Przecież po takim okresie jeszcze się praktycznie nikogo nie zna!
Z drugiej strony można tez fałszywie kogoś ocenić: jeśli ktoś mieszka z rodzicami, to pytanie brzmi DLACZEGO akurat tak się złożyło czy jak długo ten stan trwa? Jakie sa najbliższe plany takiej osoby na ewentualną wyprowadzkę? Czy ta osoba pracuje? Kwestia mieszkania z rodzicami nie jest tak czarno biała, jak się niektórym wydaje.

Jakbyś szukał partnerki na całe życie i miał do wyboru Anię z 3 dzieci - każde z innym partnerem, która utrzymuje się z 500+ a jej hobby są paznokcie i Warsaw Shore, a Moniką która skończyła dajmy na to historię, uczy w szkole, ma swoje mieszkanie i w wolnych chwilach żegluje na Mazurach i lubi wspinać się w górach, to która bardziej rokuje na potencjalną życiową partnerkę?

Wszystko mi u niego pasowało. Jasne że wiedziałam że sporo jeszcze mamy do nauczenia się o sobie, ale przeszło mi dosyć szybko przez myśl 'to może być to'.

43 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-01-25 23:57:23)

Odp: Czy to początek końca ?

Ale skrajności big_smile
A skrajności się rzadko spotyka, osobiście nie znam takiej Ani(na szczęście), za to znam parę osób, mieszkających z rodzicami, które akurat w danej chwili mają ciężką sytuację a poza tym sa świetnymi i odpowiedzialnymi ludźmi, z ambicjami..Po porstu bywają w życiu lepsze i gorsze momenty.
Zatem w owej Monice najmniej ważnym czynnikiem byłoby owe mieszkanie, przynajmniej jeśli koniecznie musiałoby być jej własne..Jeśli wynajmuje, to jeszcze nie tragedia(chyba?). Nie lubię przychodzić na gotowe a rówmomierna inwestycja sił i środków jest chyba najbardziej sprawiedliwa.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

44

Odp: Czy to początek końca ?
bagienni_k napisał/a:

Ale skrajności big_smile
A skrajności się rzadko spotyka, osobiście nie znam takiej Ani(na szczęście), za to znam parę osób, mieszkających z rodzicami, które akurat w danej chwili mają ciężką sytuację a poza tym sa świetnymi i odpowiedzialnymi ludźmi, z ambicjami..Po porstu bywają w życiu lepsze i gorsze momenty.
Zatem w owej Monice najmniej ważnym czynnikiem byłoby owe mieszkanie, przynajmniej jeśli koniecznie musiałoby być jej własne..Jeśli wynajmuje, to jeszcze nie tragedia(chyba?)

Wynajęte, lub własne, byle nie z rodzicami.
Każdy ma inne kryteria. Ja osobiście skreśliłabym partnera za to że nadal mieszka z rodzicami, nawet jeśli byłoby to z oszczędności bo zbiera na własne mieszkanie.

45 Ostatnio edytowany przez Bbaselle (2021-01-26 00:06:18)

Odp: Czy to początek końca ?
JaJakoJa napisał/a:

Czytając ten wątek poczułem się jak w psychiatryku - autorko, jakbyś przy mnie miała takie rozkminy, to bym uciekał od ciebie w podskokach, a potem dał na mszę dziękczynną za pomyślną i w porę ucieczkę. Nawet nie wiem jak to skomentować - pretensje, że jak czytałaś książkę, to on zasnął, albo, że wyszedł do drugiego pokoju pogadać z kolegą... Dla mnie to są zachowania z wysokiej półki toksyczności. Twoje zachowania - rozkminy, nie jego.

 
Boże dokładnie to samo sobie pomyslalam. Ze ona gotuje obiad a on gada przez telefon - czy to nie jest życie czy ma stać nad garniem i przyprawy podawać.
A propos tych rokujących partnerów - nie da się tego określić po trzech miesiącach - to nie tak działa -trzeba z kimś spędzić naprawdę sporo czasu żeby i zobaczyć jak zachowuje się w różnych życiowych sytuacjach żeby wiedzieć czy tak naprawdę rokuje. Nie każdy wykłada wszystkie swoje karty na pierwszym spotkaniu. Zreszta jakby mi facet zaczął snuć wspólne plany życiowe na 3 randce to by mi się jednak zapaliła lampka.
Nie wiem czy koleś jest narcyzem czy nie bo nigdy nie miałam do czynienia z tego typu ludźmi ale jedno ci wiem - jeśli mówimy o obcokrajowcu ( jak zrozumiałam ze to jest nie Polak) to wiadomo ze są różne mentalności i w zależności od tego do której grupy kulturowej przynależy bo każda kieruje się innymi wartościami moralnymi i rodzinnymi. Może to jest tez jeden z powodow tego ze in tak mocno rokował- bo jest rodzinny. Rodzinny podrywacz my go nazwała.

Wynajęte, lub własne, byle nie z rodzicami.
Każdy ma inne kryteria. Ja osobiście skreśliłabym partnera za to że nadal mieszka z rodzicami, nawet jeśli byłoby to z oszczędności bo zbiera na własne mieszkanie.

I takim cudem pewnie skreśliłaś paru fajnych kolesi bo nie rokowali bo mieszkali z różnych powodów z rodzicami. Naprawdę jeśli wyznacznikiem do rokowania życia z kimś byłoby to czy ma swoje mieszkanie czy nie nie - to jest bardzo słabe.
Zrozumiałam ze masz bardzo duże wymagania ale chyba tez nie masz za bardzo filtra na te wymagania i to co powinno być gdzieś na dole listy szybuje w górę a to przy czym powinna się zapalać czerwona lampka zostaje zepchnięte na dół.
Moim zdaniem wyżej wspomniany koleś nie rokuje bo tak naprawdę go nie znasz a jego obniżenie zainteresowania może skutowkac tym ze w swojej głowie ma cię już zaklepana wiec nie musi się jakoś mocno starać.

46 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-01-26 00:16:01)

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Ale skrajności big_smile
A skrajności się rzadko spotyka, osobiście nie znam takiej Ani(na szczęście), za to znam parę osób, mieszkających z rodzicami, które akurat w danej chwili mają ciężką sytuację a poza tym sa świetnymi i odpowiedzialnymi ludźmi, z ambicjami..Po porstu bywają w życiu lepsze i gorsze momenty.
Zatem w owej Monice najmniej ważnym czynnikiem byłoby owe mieszkanie, przynajmniej jeśli koniecznie musiałoby być jej własne..Jeśli wynajmuje, to jeszcze nie tragedia(chyba?)

Wynajęte, lub własne, byle nie z rodzicami.
Każdy ma inne kryteria. Ja osobiście skreśliłabym partnera za to że nadal mieszka z rodzicami, nawet jeśli byłoby to z oszczędności bo zbiera na własne mieszkanie.

Właśnie tutaj widać, jak bardzo WZGLĘDNE są niektóre kryteria. To, jak płytko się patrzy, jeśli się widzi jedną jedyną rzecz a nie widzi się kompletnie powodów, dla których owy stan ma miejsce. Tak samo, kiedy nie widzi się choćby wyjaśnień drugiej strony, jak długo zamierza pozostać w takiej czy innej sytuacji..Przydaje się w życiu szersze spojrzenie, szczególnie pod kątem tego, co w ogóle ktoś w życiu robi i jaki jest, poza tym jednym kryterium.

edit: Tak się zastanawiam, czy dzisiaj w związkach jedni nie oczekują od innych nie tyle za dużo, co za szybko, (czyt.łatwo i przyjemnie).
No, jakoś nie kumam, jeśli słyszę, żę nie ma różnicy między kimś, kto mieszka w rodzinnym domu, nie pracuje, obija się i nie ma żadnych planów czy ambicji od kogoś, komu się noga powinęła(chce zaoszczędzić), pracuje, rozwija się, dokładna się do rachunków, jest poprostu odpowiedizalnym i ciekawym człowiekiem. Ot, chwilowo zamiezskał z rodzicami.. Albo właśnie odkłada na kupno własnego mieszkania..
Tak bardzo niektórych denerwuje myślenie perspektywiczne? To, że ktoś mieszka z rodzicami teraz, oznacza z automatu, że będzie mieszkał tam przez resztę życia?

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

47

Odp: Czy to początek końca ?

Tak właśnie działa narcyzm. Pan duuuużo z Tobą rozmawiał by było mu łatwo wpasowywać się w Twój ideał, o wiele łatwiej się kimś manipuluje, gdy zna się jego deficyty z dzieciństwa, plany, marzenia, lęki, zmartwienia. Typowe dla narcyzów jest właśnie kreowanie uniwersum z Twojej prywatnej komedii romantycznej. Multum prezencików, komplementów i wiadomości, baaardzo szybko poważne plany (małżeństwo, mieszkanie, dzieci), kreowanie poczucia znalezienia bratniej duszy (no tyle was łączy, nagle się okazuje, że on też nie lubił Teleranka, a za Grechutą to po prostu przepada!) i jednocześnie rycerza na białym koniu.
Oczywiście, że boisz się go zostawić, ostatecznie wykreował taki wizerunek, że ciężko będzie to przebić, szczególnie po tylu latach nieudanych poszukiwań. Tylko to wszystko jest fikcją. Problem jest w tym, że panu już się odechciewa udawać, a mężczyzna jakiego znasz nie istnieje. On taki nie jest i jeżeli pozwolisz mu pozostać w swoim życiu jeszcze trochę, to boleśnie Ci to pokaże.
Czytaj, słuchaj, oglądaj materiały na temat narcyzmu. A niechby się okazało, że ni nie jest, ale bądź przygotowana. Jeżeli zerwiesz Ty, szansa jest, że urażona duma da o sobie znać i love-bombing zacznie się na nowo. Schematy są bardzo podobne, kwestia ich znajomości.



Będę też bronić Autorki w tym, że oceniła mężczyznę jako nadającego się na męża/ojca. Wydaje mi się to naturalne, że zaczynając relację próbujemy oszacować w jakim stopniu dana osoba nam odpowiada. Jeżeli od samego początku jest się zasypywanym kolejnymi dobrymi znakami, to ja nie widzę nic złego w tym, żeby dokonać wstępnej oceny: "hmmm, może i coś by z tego było". Ja to odbieram jako odmianę od wcześniejszych "nic z tego nie będzie", niż lecenie na ślepo w małżeństwo po trzech spotkaniach. Jak doskonale widać, Autorka nie zamknęła się w tej wizji tylko ocenia dalej i swój pogląd dostosowuje. Jak dla mnie nic niezwykłego w tym nie ma.

48 Ostatnio edytowany przez Olaodkota (2021-01-26 00:13:32)

Odp: Czy to początek końca ?
Bbaselle napisał/a:
JaJakoJa napisał/a:

Czytając ten wątek poczułem się jak w psychiatryku - autorko, jakbyś przy mnie miała takie rozkminy, to bym uciekał od ciebie w podskokach, a potem dał na mszę dziękczynną za pomyślną i w porę ucieczkę. Nawet nie wiem jak to skomentować - pretensje, że jak czytałaś książkę, to on zasnął, albo, że wyszedł do drugiego pokoju pogadać z kolegą... Dla mnie to są zachowania z wysokiej półki toksyczności. Twoje zachowania - rozkminy, nie jego.

 
Boże dokładnie to samo sobie pomyslalam. Ze ona gotuje obiad a on gada przez telefon - czy to nie jest życie czy ma stać nad garniem i przyprawy podawać.
A propos tych rokujących partnerów - nie da się tego określić po trzech miesiącach - to nie tak działa -trzeba z kimś spędzić naprawdę sporo czasu żeby i zobaczyć jak zachowuje się w różnych życiowych sytuacjach żeby wiedzieć czy tak naprawdę rokuje. Nie każdy wykłada wszystkie swoje karty na pierwszym spotkaniu. Zreszta jakby mi facet zaczął snuć wspólne plany życiowe na 3 randce to by mi się jednak zapaliła lampka.
Nie wiem czy koleś jest narcyzem czy nie bo nigdy nie miałam do czynienia z tego typu ludźmi ale jedno ci wiem - jeśli mówimy o obcokrajowcu ( jak zrozumiałam ze to jest nie Polak) to wiadomo ze są różne mentalności i w zależności od tego do której grupy kulturowej przynależy bo każda kieruje się innymi wartościami moralnymi i rodzinnymi. Może to jest tez jeden z powodow tego ze in tak mocno rokował- bo jest rodzinny. Rodzinny podrywacz my go nazwała.

Spotykamy się raz na tydzień. Gotujemy (mniej więcej) na przemian. To był nasz ostatni wspólny wieczór, wspólny czas. Spotykaliśmy się raz na tydzień, to nie był czas żeby z nudów zadzwonić do mamy czy kolegi, kiedy można to zrobić po powrocie do domu. Nie robi się takich rzeczy, szczególnie na tym etapie randkowania - z szacunku do drugiej osoby.
Nikt z nas planów nie snuł. Pisałam o wstępnym rokowaniu. Nawet nie nazywałam go swoim partnerem, dla mnie nadal się spotykaliśmy, poznawaliśmy, ale chciałam żeby coś z tego wyszło bo wydawało mi się że ROKOWAŁ i nadal bym tak myślała gdyby nie te zagrywki i specjalnie tworzony dystans. Chciałam tak jak napisałaś poznawać go w różnych sytuacjach - co też jest teraz bardzo utrudnione bo jest pandemia i to też był duży problem przy spotykaniu się i poznawaniu..
To nie jest Muzułmanin, ani Afrykańczyk. Jest z naszego kręgu kulturowego, ale prawdą jest że jest bardzo (o wiele bardziej niż ja) rodzinny.
Może też być tak, że ze względu na to że przez jego życie przewinęło się już tyle kobiet, ma on doświadczenie i wie co działa na kobietę 30+, pewnie jakoś wyczuł to że mi zależy na założeniu rodziny i być może serwował mi takie półsłówka to tu, to tam żeby mnie nakręcić bardziej. Jest to możliwe, aczkolwiek nie podejrzewałabym go że byłby aż tak perfidny, ale co ja mogę wiedzieć, znam go tylko 3 miesiące i wiem o nim tylko tyle ile  sam mi o sobie powiedział.

49

Odp: Czy to początek końca ?

Nie mogę się z tym zgodzić.
Albo może mój instynkt macierzyński, rodzinny, był jakiś wyjątkowo słaby.
Po kilku tygodniach i KILKU spotkaniach, to człowiek wie jaką ten mężczyzna lubi kawę, a jakiej nie lubi.
Albo książki, czy muzykę.
Po takim czasie można określić, czy jest dla nas w ogóle interesujący jako człowiek, ale jako potencjalny mąż? Ojciec?
Naprawdę tego nie widzę.
Tym bardziej, że tu po kilku takich spotkaniach okazuje się, że facet zaczyna się od Autorki odganiać jak od uprzykrzonej muchy.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

50

Odp: Czy to początek końca ?

Jeśli ktoś z automatu skreśla drugą osobę z jakiegoś powodu, nie patrząc na konkretne przyczyny i sytuację, to nie dziwię się, że może się mu wydawać, iż po kilku tygodniach partner będzie "rokował" na męża czy ojca..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

51 Ostatnio edytowany przez Olaodkota (2021-01-26 00:21:17)

Odp: Czy to początek końca ?
IsaBella77 napisał/a:

Nie mogę się z tym zgodzić.
Albo może mój instynkt macierzyński, rodzinny, był jakiś wyjątkowo słaby.
Po kilku tygodniach i KILKU spotkaniach, to człowiek wie jaką ten mężczyzna lubi kawę, a jakiej nie lubi.
Albo książki, czy muzykę.
Po takim czasie można określić, czy jest dla nas w ogóle interesujący jako człowiek, ale jako potencjalny mąż? Ojciec?
Naprawdę tego nie widzę.
Tym bardziej, że tu po kilku takich spotkaniach okazuje się, że facet zaczyna się od Autorki odganiać jak od uprzykrzonej muchy.

Nie odgania się ode mnie. Sam z siebie nadal proponuje spotkania.
W zeszłym tygodniu miał zostać na weekend, został na 5 dni - sam, z własnej woli.
Każdego dnia również sam z siebie dzwoni, więc nie - nie odgania się ode mnie jak od muchy.
Można oczywiście domniemać że chodziło mu tylko o seks, ale nie było go każdego jednego razu.

To nie było kilka spotkań a kilkadziesiąt - bo każde spotkanie trwało min 2,3 dni.

52 Ostatnio edytowany przez Olaodkota (2021-01-26 00:44:21)

Odp: Czy to początek końca ?
chouchou napisał/a:

Tak właśnie działa narcyzm. Pan duuuużo z Tobą rozmawiał by było mu łatwo wpasowywać się w Twój ideał, o wiele łatwiej się kimś manipuluje, gdy zna się jego deficyty z dzieciństwa, plany, marzenia, lęki, zmartwienia. Typowe dla narcyzów jest właśnie kreowanie uniwersum z Twojej prywatnej komedii romantycznej. Multum prezencików, komplementów i wiadomości, baaardzo szybko poważne plany (małżeństwo, mieszkanie, dzieci), kreowanie poczucia znalezienia bratniej duszy (no tyle was łączy, nagle się okazuje, że on też nie lubił Teleranka, a za Grechutą to po prostu przepada!) i jednocześnie rycerza na białym koniu.
Oczywiście, że boisz się go zostawić, ostatecznie wykreował taki wizerunek, że ciężko będzie to przebić, szczególnie po tylu latach nieudanych poszukiwań. Tylko to wszystko jest fikcją. Problem jest w tym, że panu już się odechciewa udawać, a mężczyzna jakiego znasz nie istnieje. On taki nie jest i jeżeli pozwolisz mu pozostać w swoim życiu jeszcze trochę, to boleśnie Ci to pokaże.
Czytaj, słuchaj, oglądaj materiały na temat narcyzmu. A niechby się okazało, że ni nie jest, ale bądź przygotowana. Jeżeli zerwiesz Ty, szansa jest, że urażona duma da o sobie znać i love-bombing zacznie się na nowo. Schematy są bardzo podobne, kwestia ich znajomości.



Będę też bronić Autorki w tym, że oceniła mężczyznę jako nadającego się na męża/ojca. Wydaje mi się to naturalne, że zaczynając relację próbujemy oszacować w jakim stopniu dana osoba nam odpowiada. Jeżeli od samego początku jest się zasypywanym kolejnymi dobrymi znakami, to ja nie widzę nic złego w tym, żeby dokonać wstępnej oceny: "hmmm, może i coś by z tego było". Ja to odbieram jako odmianę od wcześniejszych "nic z tego nie będzie", niż lecenie na ślepo w małżeństwo po trzech spotkaniach. Jak doskonale widać, Autorka nie zamknęła się w tej wizji tylko ocenia dalej i swój pogląd dostosowuje. Jak dla mnie nic niezwykłego w tym nie ma.

Bardzo ciekawe jest to co piszesz. Nie spotkałam się z czymś takim wcześniej.
Przeczytałam Twój post kilka razy. Jak więc mogę sprawdzić czy rzeczywiście jest narcyzem i mnie urabia ??
(Tak, wiem że dla wszystkich w tym wątku jest to ewidentne, czarno na białym, ale również nie chciałabym od razu go skreślać, jeśli po prostu coś mu odbiło i jest to chwilowe - w co szczerze wątpię).
Jeśli mu teraz podziękuję za znajomość to są dwie opcje:
1) Albo mi przytaknie i jest po wszystkim, albo:
2) Love-bombing - co znów jest też w pewnym sensie normalne, jak chce się kogoś odzyskać z powrotem, niekoniecznie musi to być oznaką narcyzmu...

Jak to więc sprawdzić i ... czy jest w ogóle sens, to jest pytanie zasadnicze, jeśli uważam że mu się zwyczajnie po tak krótkim czasie znudziłam, to będzie coraz gorzej czy tak czy siak, i czy jest narcyzem, czy nie to mała różnica bo to i tak chyli się ku upadkowi i lepiej żeby upadło prędzej niż później.
Pytanie, czy facet któremu zależy, zachowuje się tak jak on ... ? No napewno nie. 3 miesiące to są motylki, wyznania, wspaniały okres a nie dystans i znudzenie - nie robiłby tego choćby z obawy, że mnie tym straci. Chyba że .. miałby poczucie że czegokolwiek nie zrobi, ma mnie w garści.

Jest jeszcze kwestia tego jak ja się do tego ustosunkuję, bo nagle z osoby rokującej, on zasiał niepokój i nie - nie stał się przez to dla mnie większym wyzwaniem, nie zaczęło mi bardziej zależeć, ale straciłam jakieś takie początkowe zalążki zaufania do niego i bezpieczeństwa emocjonalnego, a bez tego nie ma związku.

Tak więc są dwie kwestie - kim on naprawdę jest i czego chce, a także gdzie ja w tym jestem i jak ja się z tym czuje.
Przez te dziwne akcje praktycznie poluzował całą podstawę naszej znajomości, bazę na której ?mieliśmy? coś budować. Za wcześnie na takie rozkminy na takim etapie..

Chouchou - co Ty byś teraz zrobiła na moim miejscu ?

'deficyty z dzieciństwa, plany, marzenia, lęki, zmartwienia' - ja mu o tym nigdy nie opowiadałam. Raz, że dzieciństwo miałam mega szcześliwe i takich deficytów nie mam. O lękach i zmartwieniach też mu nie opowiadałam, bo uważam że to zbyt wczesny etap na takie sprawy, a ponadto nigdy z nikim o tym nie rozmawiam bo nie mam takowej potrzeby, więc nic z tych rzeczy nie wie.

53

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:

co Ty byś teraz zrobiła na moim miejscu ?

Na Twoim miejscu zastanowiłbym się nad Tobą. Bo on może być toksykiem, może być fajnym facetem - tego nie wiemy. Ale wiemy, że Ty jesteś ostrym bluszczem i księżniczką. Ale Ty oczywiście takiej myśli nie dopuszczasz, więc pozostaje jedynie powodzenia życzyć - będzie Ci potrzebne. I to wszystko z mojej strony.

"Tolerancja represywna to uzasadnienie dominacji niewielkiej, świadomej swoich celów i dobrze zorganizowanej mniejszości nad rozbitym, upokorzonym, nie potrafiącym bronić własnego systemu wartości społeczeństwem".
Ideolog Nowej Lewicy, niemiecki komunista Herbert Marcuse.

54

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:

Nie odgania się ode mnie. Sam z siebie nadal proponuje spotkania.
W zeszłym tygodniu miał zostać na weekend, został na 5 dni - sam, z własnej woli.
Każdego dnia również sam z siebie dzwoni, więc nie - nie odgania się ode mnie jak od muchy.
Można oczywiście domniemać że chodziło mu tylko o seks, ale nie było go każdego jednego razu.

To nie było kilka spotkań a kilkadziesiąt - bo każde spotkanie trwało min 2,3 dni.

Jak kilkadziesiąt, skoro 8 tygodni to 56 dni.
Każde spotkanie trwa 2 do 3 dni, więc spotkaliście się KILKANAŚCIE razy. Nie kilkadziesiąt.
Jak dla mnie jak najbardziej możesz wyszukiwać sobie pretekstów do tego, aby w tym wszystkim trwać i trzymać się uporczywie tej relacji. Ale prędzej czy później okaże się, nie nie budujesz zamków nawet na piasku, a na grzęzawisku, w którym wszystko natychmiast tonie.

Olaodkota napisał/a:

Jeśli mu teraz podziękuję za znajomość to są dwie opcje:
1) Albo mi przytaknie i jest po wszystkim, albo:
2) Love-bombing - co znów jest też w pewnym sensie normalne, jak chce się kogoś odzyskać z powrotem, niekoniecznie musi to być oznaką narcyzmu...

NIGDY w życiu lovebombing nie jest normalną oznaką intencji, świadczących o chęci odzyskania kogoś.
Normalna reakcją dorosłej, dojrzałej osoby w sytuacji - w której zostaje porzucona, w której relacja dobiega końca - jest spokojna, szczera rozmowa i powiedzenie wprost, że "mi zależy". A po takiej rozmowie - równie spokojne czekanie na sygnał od drugiej strony, z pełną świadomością tego, że taki sygnał może nigdy nie nadejść.
Normalny człowiek ze stabilnymi emocjami potrafi w takiej sytuacji pokazać szacunek do decyzji drugiego człowieka i dać mu przestrzeń.
Lovebombing jest przejawem całkowitego lekceważenia partnera, który decyduje się na rozstanie.
To jest może normalne zachowanie jak ma się 13 lat i rozpaczliwie chce się zatrzymać przy sobie swoją pierwszą w życiu miłość, ale w przypadku dojrzałych osób, jest to mocno niepokojące. Bardzo mocno.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

55

Odp: Czy to początek końca ?
JaJakoJa napisał/a:
Olaodkota napisał/a:

co Ty byś teraz zrobiła na moim miejscu ?

Na Twoim miejscu zastanowiłbym się nad Tobą. Bo on może być toksykiem, może być fajnym facetem - tego nie wiemy. Ale wiemy, że Ty jesteś ostrym bluszczem i księżniczką. Ale Ty oczywiście takiej myśli nie dopuszczasz, więc pozostaje jedynie powodzenia życzyć - będzie Ci potrzebne. I to wszystko z mojej strony.

Sorry, ale pleciesz.
Nie jestem żadnym bluszczem, nie osaczam go, nie wydzwaniam, nie wypytuję co robi, z kim. Wręcz przeciwnie zawsze go dopinguję do spotkań ze znajomymi, do spędzania czasu osobno.
Księżniczką też nie jestem - chcę się z nim dzielić swoim życiem i sobą, ale to ma swoje granice i nie pozwolę sobą kontrolować.
Uważam że on myślał że skoro jestem dla niego taka dobra, zawsze chętna na spotkania, uśmiechnięta, nie robię mu wyrzutów, nie krytykuję, nie kontroluję, nie zrzędzę to ma mnie w garście i może robić co chce. Błąd. Tak jak napisałam powyżej - mogę dzielić się z nim moim czasem, moją dobrocią, sobą, ale robię to z własnej woli i nie będę tolerować żadnej tresury czy kontroli.

56

Odp: Czy to początek końca ?
IsaBella77 napisał/a:
Olaodkota napisał/a:

Nie odgania się ode mnie. Sam z siebie nadal proponuje spotkania.
W zeszłym tygodniu miał zostać na weekend, został na 5 dni - sam, z własnej woli.
Każdego dnia również sam z siebie dzwoni, więc nie - nie odgania się ode mnie jak od muchy.
Można oczywiście domniemać że chodziło mu tylko o seks, ale nie było go każdego jednego razu.

To nie było kilka spotkań a kilkadziesiąt - bo każde spotkanie trwało min 2,3 dni.

Jak kilkadziesiąt, skoro 8 tygodni to 56 dni.
Każde spotkanie trwa 2 do 3 dni, więc spotkaliście się KILKANAŚCIE razy. Nie kilkadziesiąt.
Jak dla mnie jak najbardziej możesz wyszukiwać sobie pretekstów do tego, aby w tym wszystkim trwać i trzymać się uporczywie tej relacji. Ale prędzej czy później okaże się, nie nie budujesz zamków nawet na piasku, a na grzęzawisku, w którym wszystko natychmiast tonie.

Olaodkota napisał/a:

Jeśli mu teraz podziękuję za znajomość to są dwie opcje:
1) Albo mi przytaknie i jest po wszystkim, albo:
2) Love-bombing - co znów jest też w pewnym sensie normalne, jak chce się kogoś odzyskać z powrotem, niekoniecznie musi to być oznaką narcyzmu...

NIGDY w życiu lovebombing nie jest normalną oznaką intencji, świadczących o chęci odzyskania kogoś.
Normalna reakcją dorosłej, dojrzałej osoby w sytuacji - w której zostaje porzucona, w której relacja dobiega końca - jest spokojna, szczera rozmowa i powiedzenie wprost, że "mi zależy". A po takiej rozmowie - równie spokojne czekanie na sygnał od drugiej strony, z pełną świadomością tego, że taki sygnał może nigdy nie nadejść.
Normalny człowiek ze stabilnymi emocjami potrafi w takiej sytuacji pokazać szacunek do decyzji drugiego człowieka i dać mu przestrzeń.
Lovebombing jest przejawem całkowitego lekceważenia partnera, który decyduje się na rozstanie.
To jest może normalne zachowanie jak ma się 13 lat i rozpaczliwie chce się zatrzymać przy sobie swoją pierwszą w życiu miłość, ale w przypadku dojrzałych osób, jest to mocno niepokojące. Bardzo mocno.

8x3 = 24. Kilkadziesiąt. Minimum. Bo czasem to było więcej niż 3 dni. W każdym razie wystraczająco dużo żeby się lepiej poznać, aniżeli spotkania raz w tygodniu na kawki po kilka godzin, bo to były całe dnie.
Nie wyszukuję pretekstów - biorę wszystkie opcje pod uwagę, a najbardziej tę nagatywną że jest zwykłym narcyzem, manipulatorem i zwyczajnie mu się znudziłam.

Zależy jak definiujesz love-bombing dla mnie to po prostu o wiele bardziej wzmożone zainteresowanie, nie ma w tym nic złego jeśli jest szczerze i naturalne, a nie podyktowane czystą kalkulacją lub zaburzeniem psychicznym jak w przypadku narcyzów.

57 Ostatnio edytowany przez JaJakoJa (2021-01-26 00:58:20)

Odp: Czy to początek końca ?
Olaodkota napisał/a:

Nie jestem żadnym bluszczem, nie osaczam go, nie wydzwaniam, nie wypytuję co robi, z kim.

Wybacz, ale dla mnie Twoje zachowanie normalne nie jest. Pretensje, że zasnął, że wyszedł do innego pokoju porozmawiać z kumplem, że miał nie takie spojrzenie podczas rozmowy przez Skype (patrzył na mnie jakoś tak.. inaczej. Bardziej jak na koleżankę, aniżeli partnerkę), że nie odpisał od razu na SMS... Szkoda, że te pretensje dusisz w sobie - nie duś, od razu reaguj i tak rób z każdym facetem. Ciekawe ile wątków o Twoich kolejnych związkach tu powstanie, obstawiam, że dużo.

Olaodkota napisał/a:

biorę wszystkie opcje pod uwagę, a najbardziej tę nagatywną że jest zwykłym narcyzem, manipulatorem i zwyczajnie mu się znudziłam.

Nie, nie bierzesz pod uwagę wszystkich opcji - nie bierzesz tej, że to z Tobą jest coś nie tak.

"Tolerancja represywna to uzasadnienie dominacji niewielkiej, świadomej swoich celów i dobrze zorganizowanej mniejszości nad rozbitym, upokorzonym, nie potrafiącym bronić własnego systemu wartości społeczeństwem".
Ideolog Nowej Lewicy, niemiecki komunista Herbert Marcuse.

58

Odp: Czy to początek końca ?

Zainteresowanie to zainteresowanie - niezależnie o jakim natężeniu.
A lovebombing w sytuacji, w której dochodzi do zakończenia relacji/ znajomości/ związku - to reakcja nieadekwatna i zaburzona. I pokazująca tak naprawdę brak szacunku do Twojej decyzji.
Nie jest to absolutnie dowód miłości, przywiązania, czy poważnych zamiarów.
Lovebombing w początkach znajmości wskazywałoby na bardziej zintensyfikowane zainteresowanie, z tym się zgodzę. Ale lovebombing po zakończeniu relacji - to nic normalnego i zdrowego.

Różni nas również podejście do liczenia. Dla mnie jedno spotkanie, to jedno spotkanie, nawet jeśli trwa 2 dni. Jeśli w ciągu jednego tygodnia spotykaliście się i spędzaliście u Ciebie w domu 2, lub 3 dni, to dla mnie byłoby to nadal jedno spotkanie. Zaczynamy randkę w piątek, kończymy w poniedziałek. To nadal jedna randka. Czyli góra 8.
Jakby tego nie naciągać, nie zrobi się z tego długa, stabilna relacja, na podstawie której można by móc określać, czy kandydat rokuje na cokolwiek.
Dla mnie takie tempo byłoby oszałamiające i zawrotne do takiego stopnia, że musiałabym sobie beret przybić gwoździem do głowy, bo prędkość z jaką pędzisz zerwałaby mi go razem z włosami.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

59 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-01-26 01:52:01)

Odp: Czy to początek końca ?
IsaBella77 napisał/a:

Zainteresowanie to zainteresowanie - niezależnie o jakim natężeniu.
A lovebombing w sytuacji, w której dochodzi do zakończenia relacji/ znajomości/ związku - to reakcja nieadekwatna i zaburzona. I pokazująca tak naprawdę brak szacunku do Twojej decyzji.
Nie jest to absolutnie dowód miłości, przywiązania, czy poważnych zamiarów.
Lovebombing w początkach znajmości wskazywałoby na bardziej zintensyfikowane zainteresowanie, z tym się zgodzę. Ale lovebombing po zakończeniu relacji - to nic normalnego i zdrowego.

Różni nas również podejście do liczenia. Dla mnie jedno spotkanie, to jedno spotkanie, nawet jeśli trwa 2 dni. Jeśli w ciągu jednego tygodnia spotykaliście się i spędzaliście u Ciebie w domu 2, lub 3 dni, to dla mnie byłoby to nadal jedno spotkanie. Zaczynamy randkę w piątek, kończymy w poniedziałek. To nadal jedna randka. Czyli góra 8.
Jakby tego nie naciągać, nie zrobi się z tego długa, stabilna relacja, na podstawie której można by móc określać, czy kandydat rokuje na cokolwiek.
Dla mnie takie tempo byłoby oszałamiające i zawrotne do takiego stopnia, że musiałabym sobie beret przybić gwoździem do głowy, bo prędkość z jaką pędzisz zerwałaby mi go razem z włosami.

Oczywiście że się z tego nie zrobi długa, stabilna relacja - ale jakieś podwaliny już są i nie zgodzę się że nie można na tej podstawie określić, czy rokuje. W tym czasie bardzo mnie pozytywnie zaskakiwał i rokował coraz to bardziej. Jego działania były systematyczne co pozwoliło mi takie wnioski wysnuć. Od rokowania do decyzji, że to jest 'to' jeszcze daleka droga, ale jakiś zalążek niewątpliwie był.
Jaka prędkość? Nie znam jego rodziny, nie znam jego znajomych, żadnych wyznań nawet nie było - tylko tyle że go lubię, podoba mi się, jest męski, zaradny. Gdzie tu prędkość ? A spotkania rzeczywiście są dłuższe bo spotykamy się tylko albo u niego albo u mnie ze względu na pandemię, więc same z siebie wyszło że trwają po kilka dni.
Na początku było dla mnie za szybko przez jego rychłe, pochopne deklaracje wywołane zwykłymi hormonami i to tyle, ale w miarę czasu jakoś to się unormowało i myślałam że jakoś popłyniemy na tej fali i dalej będziemy się poznawać, a on nagle ni z gruszki ni z pietruszki się zdystansował i nie, to nie jest mój wymysł bo sam powiedział 'co powiedzialas mamie przez telefon że sie zdystansowałem' czym dał potwierdzenie temu, że to nie jakieś moje chore wymysły i szukanie dziury w całym, ale że to raczej celowe z jego strony.

Zainteresowanie to nie jest zainteresowanie. Może być małe, duże, ogromne.
Teraz jakieś tam zainteresowanie niewątpliwie jest, bo dzwoni, pisze, proponuje spotkania. Ale jest ono inne niż na początku i napewno wdarł się dystans. Nie zamierzam analizować każdego jego kroku, nie będę tego robić, ale że jest dystans - to jest fakt niezaprzeczalny.
Co do loveboming to nawet nie wiem czy to robił tak naprawdę, tak - mieliśmy rozmowy po 6h, a na drugi dzien po 3h, 4h .. tak było na początku, ale też nikt nie pisał non stop sms'ow etc.. spotkania nadal byly raz w tyg. Takie wzmozone zainteresowanie moze wyniklo na 2, 3 spotkaniu tylko jak powiedzial 'zostan juz na zawsze' powiedzial kilka komplementow itd.. Przez cały okres tej znajomości nie powiedziałabym jednak że mnie jakoś osaczał, narzucał sie, nagabywał. Wręcz przeciwnie, kilka wiadomości w ciągu dnia tu i ówdzie a potem rozmowa przed snem, ot takie zdrowe podtrzymywanie znajomości do kolejnego spotkania, nic nadzwyczajnego tak naprawdę.

60

Odp: Czy to początek końca ?

Ja nie umiem ocenić w ogóle tej sytuacji, bo mi się tu nic nie skleja, ani wątpliwości autorki, ani jego zachowanie.
Na przykład piszesz, że kto gada z matką przez telefon jak jest u dziewczyny, a chwilę później piszesz, że sama rozmawiałaś ze swoją matką, jak on był u Ciebie...???

Kiedy ostatnio spędził u mnie ok. 5 dniu i kiedy gotowałam kolację to wyszedł do innego pokoju że porozmawiać z kolegą, a potem z mamą...
[...]
Nie przesadzam i ten dystans jest - wiem to m.in. stąd że ostatnio rozmawiałam przez telefon z moją mamą kiedy był u mnie. Byłam w innym pokoju i po prostu narzekałam na wyżej wymienione sytuacje.

Ostatnio po seksie, oboje poszliśmy wziąć prysznic (osobno dla wygody), po przyjściu do sypialni on grał w grę na telefonie, ja się przytuliłam, ale po ok 10 minutach poszłam na dół poczytać książkę, kiedy wróciłam już spał. Taka sytuacja nie zdarzyłaby się te kilka tygodni temu.

Czyli wyciąć się po seksie i iść czytać - okej, ale spanie już nie okej??

Podwójne standardy tu widzę.

Oceniasz go po drobnostkach (rzucił tekstem, że o mało nie zapomniał o Twoim prezencie - no jak śmiał), oceniasz spadek zaangażowania po tym, że nie wziął Cię za rękę (bo np. było zimno) i nie komplementuje codziennie (jakby te miłe słowa były aż takie ważne, że coś świadczą o zaangażowaniu).
I co zabawniejsze, tak bardzo chcesz po tych drobnostkach poznać, czy "rokuje czy nie", że przypomina to usilne wróżenie z fusów, nadawanie znaczenia wszystkim, najmniejszym gestom ("patrzył na mnie inaczej" - nawet nie wiesz, czy nie miał wtedy rozwolnienia), słowom (że prezent prawie zapomniał w pędzie), zachowaniom (nie bierze za rękę = brak zainteresowania).

Myślę, że niezależnie od tego, z kim się spotkasz, tak wnikliwa analiza zadziała jak samospełniające się proroctwo. Nie można być w związku, jednocześnie cały czas analizując każdy gest i zachowanie. Nie można być jednocześnie uczestnikiem i obserwatorem eksperymentu. Albo jesteś z kimś, albo go badasz. Twoje ciągłe oceny mogły sprawić, że zachowujesz się nienaturalnie, robiąc testy "co będzie jak nie powiem, co będzie jeśli zachowam się tak". Zabawne jest to, że masz poczucie, że on Cię testuje, podczas gdy jedno jest pewne - Ty go cały czas testujesz na "przyszłego męża".

If you can be anything, be kind.

Posty [ 1 do 60 z 123 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy to początek końca ?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021