Witam.
Pisze tutaj bo sama do końca nie wiem co mam z sobą zrobić. pokrótce opowiem moją historię.
Jestem mężatką od 9 lat. 7 lat temu poznałam przez internet kolegę, niby nic wielkiego ot tak czysta znajomość dla zabicia czasu. On również ma żone, dziecko. I tak przez te lata pisaliśmy do siebie, raz intensywniej by za moment trochę rozluźnić relację, ale on zawszę dbał o ten kontakt, pisał pierwszy. Mój mąż pracuję, mieszka poza granicami kraju.Jakieś pół roku temu jego żona odkryła, że on ze mną pisze, więc podałam mu mój nr telefonu, później gg, doszło do spotkania tak na chwilkę. Do tego doszły rozmowy na skypie całodniowe rozmowy przez telefon a od jakiś 2 m-cy spotykamy się, doszło do zbliżenia. Nie ukrywam, ze bardzo dobrze mi z nim jest, jemu również pod każdym względem. Doszło do tego, ze się zakochał no i tu teraz nasuwa sie pytanie co dalej? To chyba podchodzi pod pojęcie romans?? Czy warto zaryzykować czy może faktycznie źle robię i powinnam odpuścić. Kiedy go nie ma strasznie za nim tęsknie, a kiedy jesteśmy razem czuję się bezpieczna, szczęśliwa i nie myśle racjonalnie. jest pierwszą osobą o której pomyślę kiedy sie obudzę a ostatnią kiedy zasypiam.
Sama nie wiem czy powinnam zaryzykować poddać sie szaleństwu czy pogrzebać to coś co się we mnie zrodziło i kierować się przede wszystkim dobrem dzieci. Czy jestem godna potępienia.
Proszę poradźcie mi coś bo juz sama nie wiem co i jak, mozna oszaleć. Przepraszam za nieład ale nie umiem sie skupić, z jednej strony jestem szczęśliwa, bo kocha a z drugiej strony boję się.
Może ktoś z was był w podobnej sytuacji i pokrótce nakreśli mi całokształ sytuacji i konsekwencji jakie mogę ponieść.
Podobne tematy
"Czy jestem godna potępienia."
Tak, jestes.
godna potępienia.......że czuję się szczęśliwa
Nie wiem dlaczego nie mam żadnych wyrzutów sumienia, bo chyba powinnam mieć prawda??
I na pytanie gdyby mozna było cofnąć czas............. zrobiłabym to samo.
Chodzi mi po głowie czy ma to rację bytu czy zakończyć to wbrew sobie.
czy ten post to jakas prowokacja?
nie powinnas miec zadnych wyrzutow sumienia.maz jest za granica,opuscil Cie,ale dobrze ,ze wysyla pieniadze za ktore mozesz godnie zyc i miec czas na swoj romans.bo gdybys nie miala co do gara wlozyc to bys nie miala czasu myslec o romansach na boku.jakkolwiek uwazam ,ze jesli jestescie ku sobie to powinniscie jak najszybciej wniesc sprawy rozwodowe do sadu i jak najszybciej zamieszkac razem.tyle ,ze wtedy moze sie ukrucic kasa z zagranicy wiec trzeba to wykombinowac tak aby wilk byl syty i owca cala. ogolnie uwazam,ze to w porzadku,mialas prawo sie zakochac i powinnas dazyc do swojego szczescia.
To nie jest żadna prowokacja.
Może za bardzo chaotycznie to wszystko piszę, ale naprawdę nie mogę się skupić, aż się trzęsę cała w środku i to nie ze złości czy wyrzutów......... chyba z tęsknoty za swoim "przyjacielem".
Jeśli chodzi o sprawy finansowe, to wbrew pozorom staram się żyć, jak normalny człowiek, tzn nie szastam na prawo i lewo, mam wyznaczoną sumę na miesiąc i tego się trzymam, bo sama tego chcę. Dla mnie pieniądze to nie wszystko, mąż o tym wie, ale i tak nie chce wracać.... bo niby to dla nas.
Rozwód, sama nie wiem, to chyba nie teraz, tzn nie wiem czy faktycznie on jest zakochany, nie wiem co ja czuję.... musimy chyba być tego pewni, żeby postawić wszystko na jedną kartę. Zresztą przyjaciel powiedział, że odszedł by od żony, ale musi być pewny mnie, że i ja tego chcę, że boi się, że on nie sprosta mi, ze nie będę go chciała (uważa mnie za bardzo atrakcyjną kobietę, nie tylko z wyglądu)
Chcę być szczęśliwa, ale mamy dzieci, żona zagroziła, że je wywiezie, a ja nie chcę żeby aż tak bardzo go skrzywdziła.
Sama nie wiem co mam robić ![]()
Nie to nie jest w porządku, moim zdaniem powinnaś to zakończyć jak najszybciej bo tu nie chodzi tylko o ciebie i o niego.. Są jeszcze wasze dzieci twój mąż jego żona. Pomyślałaś chociaż przez chwile jak może czuć się twój mąż gdy o wszystkim się dowie a dowie się napewno? Wyjechał za granice żebyście ty i dzieci mieli wszystko a w podziękowaniu za ciężką prace ty mu wbijasz nóż w serce.. Tak się nie robi. I zapamiętaj sobie bardzo uważnie jedną rzecz jeżeli twojemu kochankowi byłaś w stanie zawrócić w głowie do tego stopnia, że jest w stanie zostawić dla ciebie żone i dzieci to równie dobrze znajdzie się kiedyś taka dla której zostawi ciebie. Kij ma ZAWSZE dwa końce.
Rozwód, sama nie wiem, to chyba nie teraz, tzn nie wiem czy faktycznie on jest zakochany
To jest zakochany, czy nie? Zdecyduj się.
nie wiem co ja czuję....
Smród przez rumianek.
Chcę być szczęśliwa, ale mamy dzieci, żona zagroziła, że je wywiezie, a ja nie chcę żeby aż tak bardzo go skrzywdziła.
Straszne. I co ta żona jeszcze zrobiła?
Sama nie wiem co mam robić
Pluć, łapać i po tyłku się drapać.
Wy to sie nie znacie,za przeproszeniem.dziewczyno ,az sie trzesiesz z tesknoty za nim.po prostu zacznijcie szukac mieszkania.Twoj maz i jego zona dadza sobie rade. nie boj sie, na pewno Wam sie ulozy!za jakis czas bedziesz sie smiala z tych obaw
pomysl ,ze juz niedlugo bedziesz miala przy sobie osobe z ,ktora jestes szczesliwa ,a to przeciez najwazniejsze.ile wspolnych wspanialych lat przed Wami.
Ta znajomość od początku nosiła znamiona romansu lub przynajmniej jego poszukiwania.
Czy to ma szanse powodzenia? Nie.
1. Zadajesz się z facetem, który zdradza żonę. Ty wprawdzie zdradzasz męża, ale znasz swoje motywy. Możesz przewidzieć czy w kolejnym związku będziesz robiła tak samo czy nie. Czy znasz jego motywy? Skąd wiesz, że w związku z Tobą nie zachowywałby się tak samo?
2. Nawet jeśli Twoje małżeństwo nie ma przyszłości - nie szukasz kolejnego partnera w sposób racjonalny. Racjonalny = PO rozwodzie spotykamy się z różnymi osobami, wiemy (mniej lub bardziej) czego oczekujemy od przyszłego partnera, prowadzimy jakąś selekcję. Ty, jako mężatka, rzucasz się na pierwszego lepszego, który zawrócił Ci w głowie i rozważasz wspólną przyszłość.
3. Nie masz szans na weryfikację jego "przydatności" na partnera. U sąsiada trawa jest zawsze bardziej zielona. W tym momencie on daje Ci wszystko czego brakuje Ci w małżeństwie. Bo nie dotyczy was codzienność. Kiedy codzienność się pojawi - pojawią się też problemy. A żadne z was problemów nie umie rozwiązywać z partnerem tylko z nieznajomymi z internetu.
4. Hormony odjęły Ci zdolność racjonalnego myślenia. Ale na hormonach związku nie zbudujesz. Pierwsze lepsze kłopoty obetną Ci skrzydełka i brutalnie obijesz tyłek o ziemię. A kłopotów będzie mnóstwo - poczynając od Twojego rozwodu, poprzez problemy z Twoimi dziećmi (które obarczą Cię winą za rozpad małżeństwa, w czym ich tatuś zapewne utwierdzi), Twoją rodziną i znajomymi, aż po jego kontakty z byłą (może) żoną i jego dziećmi.
Wiem, że nie jest w porządku. Chciałam to zakończyć, ale on twierdzi, że nie wyobraża sobie żeby mnie nie było, że nikt go tak dobrze nie rozumie...... i że nie pozwoli na to. W sumie ja też nie chcę.
Tylko nurtuję mnie pytanie co dalej...... czy jest jakis złoty środek na to wszystko?? Żeby było dobrze??
Najbardziej rozchodzi mi się o dzieci, moje, jego. Bo one nie są niczemu winne.
Powiedział mi, że jeżeli będzie taka potrzeba możemy wyjechać nawet na koniec świata i zacząć wszystko od nowa, razem.......
Wiem co on czuję, ale chciałąbym wiedzieć, być pewna na 100% że to jest to. Żeby nie było to tylko zauroczenie. Fascynacja? Czy można mieć w ogóle taką pewność. Nie chcę go zawieść.
A mój mąż nie tylko pracuję za granicą, on tam mieszka.
Mam mętlik
...
Sama nie wiem czy powinnam zaryzykować poddać sie szaleństwu czy pogrzebać to coś co się we mnie zrodziło i kierować się przede wszystkim dobrem dzieci. Czy jestem godna potępienia.
Potępienia? Kto Ci takich bzdur nakładł do głowy?
Kieruj się własnym dobrem, wówczas będziesz mieć cokolwiek do zaoferowania dzieciom.
Sfrustrowana i nieszczęśliwa matka nic dobrego im dać nie może.
Co najwyżej pakiet uprzedzeń i fobii.
...Proszę poradźcie mi coś bo juz sama nie wiem co i jak, mozna oszaleć. Przepraszam za nieład ale nie umiem sie skupić, z jednej strony jestem szczęśliwa, bo kocha a z drugiej strony boję się.
Może ktoś z was był w podobnej sytuacji i pokrótce nakreśli mi całokształ sytuacji i konsekwencji jakie mogę ponieść.
Niestety sama musisz to ustalić. Każda sytuacja jest inna i wyłącznie Ty masz kompletny obraz.
13 2013-06-30 14:32:56 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-06-30 14:36:38)
czy może faktycznie źle robię
Nie no, super robisz, kazdy powinien robic tak, jak Ty. Niech druga polowa jedzie za granice, a ta, co zostala w kraju, powinna zaczac sie puszczac. Brawo.
Kobieto, rujnujesz zycie swojemu mezowi. Nie wiem, czy macie dzieci, po tym, co przeczytalam, mam nadzieje, ze nie...
Doczytalam, ze masz. Wspolczuje im.
Wydaję mi się, że go znam.... tzn chyba nie ma innej opcji skoro nie jesteśmy ze sobą "razem" jak on spi albo jak jest w domu z żoną, a to są raptem 3 dni w tygodniu, ma taką pracę, a reszta jest dla nas, tzn albo się widzimy, albo gadamy cały czas na telefonie od świtu do nocy.... więc uczestniczy on we wszystkich moich aspektach życiowych. Bardzo się boję, że ta szara codzienność zabiję to co oboje stworzyliśmy, nie chcę tego stracić, w jakikolwiek sposób zniszczyć.
Skąd mam mieć tą pewność, że to jest właśnie tym czego chcę, potrzebuję?
Tak, nie myśłę racjonalnie o dlatego tutaj jestem ![]()
Wiesz, jeśli to taka poważna sprawa "do końca życia" to nie musisz podejmować decyzji dzisiaj... Ani w ciągu najbliższego miesiąca.
Zdecydowanie za szybko na jakiekolwiek deklaracje. A tym bardziej na radykalne kroki.
Twoje małżeństwo chyba jest fikcją. Po co je ciągniesz? Zapewne jesteś finansowo zależna od męża.
Czy nie lepiej byłoby się rozwieść niezależnie od dalszego ciągu historii z kochankiem? W tym małżeństwie zawsze będzie Ci czegoś brakowało. A najbardziej męża...
Czy gdyby Twój mąż wyraził chęć (i poparł słowa czynami) ratowania małżeństwa to byłabyś zainteresowana?
Złoty środek nie istnieje. Oboje podjęliście kiedyś bardzo wiążące decyzje - o ślubie, posiadaniu dzieci. Nie da się tych decyzji odkręcić. Każda nowa decyzja będzie kolidowała z tą starą.
16 2013-06-30 14:41:17 Ostatnio edytowany przez N4VV (2013-06-30 14:41:46)
Ta znajomość od początku nosiła znamiona romansu lub przynajmniej jego poszukiwania.
Czy to ma szanse powodzenia? Nie.
Prorok?
1. Zadajesz się z facetem, który zdradza żonę. Ty wprawdzie zdradzasz męża, ale znasz swoje motywy. Możesz przewidzieć czy w kolejnym związku będziesz robiła tak samo czy nie. Czy znasz jego motywy? Skąd wiesz, że w związku z Tobą nie zachowywałby się tak samo?
Chyba jednak zna motywy.
2. Nawet jeśli Twoje małżeństwo nie ma przyszłości - nie szukasz kolejnego partnera w sposób racjonalny. Racjonalny = PO rozwodzie spotykamy się z różnymi osobami, wiemy (mniej lub bardziej) czego oczekujemy od przyszłego partnera, prowadzimy jakąś selekcję. Ty, jako mężatka, rzucasz się na pierwszego lepszego, który zawrócił Ci w głowie i rozważasz wspólną przyszłość.
Nieracjonaly? Pierwszego lepszego? Po 7 latach?
Przemyśl to jeszcze raz.
3. Nie masz szans na weryfikację jego "przydatności" na partnera. U sąsiada trawa jest zawsze bardziej zielona. W tym momencie on daje Ci wszystko czego brakuje Ci w małżeństwie. Bo nie dotyczy was codzienność. Kiedy codzienność się pojawi - pojawią się też problemy. A żadne z was problemów nie umie rozwiązywać z partnerem tylko z nieznajomymi z internetu.
Przez 7 lat nie miała szansy na weryfikację?
Trudno rozwiązywać problem z kimś oddalonym o setki kilometrów.
Przemyśl to jeszcze raz.
4. Hormony odjęły Ci zdolność racjonalnego myślenia. Ale na hormonach związku nie zbudujesz. Pierwsze lepsze kłopoty obetną Ci skrzydełka i brutalnie obijesz tyłek o ziemię. A kłopotów będzie mnóstwo - poczynając od Twojego rozwodu, poprzez problemy z Twoimi dziećmi (które obarczą Cię winą za rozpad małżeństwa, w czym ich tatuś zapewne utwierdzi), Twoją rodziną i znajomymi, aż po jego kontakty z byłą (może) żoną i jego dziećmi.
Bez sensu.
Nic z powyższych nie jest przesądzone.
Wnioskuję, że bardzo Cie kłuje czyjekolwiek szczęście.
Być moze Tobie nie wystarczyło kiedyś odwagi i teraz żałujesz.
Potępienia? Kto Ci takich bzdur nakładł do głowy?
Kieruj się własnym dobrem, wówczas będziesz mieć cokolwiek do zaoferowania dzieciom.
Sfrustrowana i nieszczęśliwa matka nic dobrego im dać nie może.
Co najwyżej pakiet uprzedzeń i fobii.
Właśnie o to chodzi, że ja zawszę kierowałam się tym, że na pierwszym miejscu ja, uważam, że jeśli sama o siebie nie zadbam to nikt tego nie zrobi, i że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko....
Ale sęk w tym, że boję się, że jego dzieci mnie nie zaakceptują, że będę tą złą że on nie będzie miał z nimi kontaktu, bo jeżeli mój wybór miał by go skrzywdzić, to chyba bym usunęła się z jego życia. Z bólem.
Cyniczna, rujnuję życie mężowi, a może wyświadczam mu tylko przysługę?? Tego nie wiem. I my zyjemy tak od początku naszego małżeństwa...... na odległośc, i przez cały ten okres, siedziałam w domu, opiekowałam sie dziećmi, bo mam, i nie chodziły mi takie głupotki po głowie, ja tego nie planowałam, stało się.......
Cyniczna, rujnuję życie mężowi, a może wyświadczam mu tylko przysługę?? Tego nie wiem. I my zyjemy tak od początku naszego małżeństwa...... na odległośc, i przez cały ten okres, siedziałam w domu, opiekowałam sie dziećmi, bo mam, i nie chodziły mi takie głupotki po głowie, ja tego nie planowałam, stało się.......
Skoro faktycznie jesteś żoną tylko na papierze i źle ci z tym, to składaj do sadu pozew rozwodowy. Zobaczymy co zrobi twój kochanek.
N4VV, autorka poprosiła:
Może ktoś z was był w podobnej sytuacji i pokrótce nakreśli mi całokształ sytuacji i konsekwencji jakie mogę ponieść.
więc stosuję się do jej prośby. W przeciwieństwie do Ciebie staram się uargumentować poszczególne twierdzenia...
Prorok?
Prorok nie. Ale trochę po tym świecie chodzę i wystarczająco dużo widziałam, żeby zaryzykować twierdzenie, iż 99% takich wielkich miłości kończy się wielkim dramatem. Dla wszystkich stron.
Chyba jednak zna motywy.
Tak? A jakie? Ona sama wie o swoich motywach dużo. Ale o jego wie tyle, co on jej powie. Może on lubi mieć kogoś na boku? Może po kilku latach ma w zwyczaju wymieniać żonę na nowszy model? Może nie ma w zwyczaju ratować małżeństwa gdzie pojawiają się problemy? Którykolwiek z powyższych motywów nie rokuje dobrze dla ich potencjalnego związku.
Nieracjonaly? Pierwszego lepszego? Po 7 latach?
Przemyśl to jeszcze raz.
Przemyślałam.
Autorka nie wspomina nic o jakimkolwiek innym mężczyźnie, w jakiejkolwiek relacji w czasie trwania swojego małżeństwa. Tak więc podtrzymuję twierdzenie, że jest to pierwszy lepszy.
Przez 7 lat nie miała szansy na weryfikację?
Trudno rozwiązywać problem z kimś oddalonym o setki kilometrów.
Przemyśl to jeszcze raz.
Przemyślałam.
7 lat w tym przypadku ma niewielkie znaczenie dla oceny "przydatności do związku". Te 7 lat to znajomość internetowa. Przez internet mogę udawać i królową Eskimosów. Nawet przez 7 lat. Do weryfikacji mojego królewskiego pochodzenia potrzeba jednak trochę wspólnego życia w realu.
Bez sensu.
Nic z powyższych nie jest przesądzone.
Oczywiście, że nie jest. Śmiem jednak twierdzić, że wymienione przeze mnie problemy + setki takich, których nie wymieniłam są dużo bardziej prawdopodobne w takim związku "z przypadku" niż sielanka przerwana jedynie wstąpieniem do sądu po papiery rozwodowe.
Wnioskuję, że bardzo Cie kłuje czyjekolwiek szczęście.
Źle wnioskujesz. Kłuje mnie natomiast fakt, że ktoś na własne życzenie pakuje się w kłopoty. Bardzo chciałabym temu komuś pomóc. Ty chyba nie.
Być moze Tobie nie wystarczyło kiedyś odwagi i teraz żałujesz.
Nie przypominam sobie w swoim życiorysie żadnej sytuacji kiedy zabierałabym się za żonatego. Sama mężatką również nigdy nie byłam, więc chyba musisz dalej szukać wyjaśnienia, dla których uważam, że autorka robi głupotę. Mimo, że nie wiem po co Ci to wyjaśnienie odnośnie mojej osoby potrzebne.
Rozwód byłby najlepszym wyjściem ale wiem, że mąż mi go nie da, wielokrotnie mi to powtarzał.
Jego motywy....hmmm.... może faktycznie nie znam ich, ale nie wydaję mi się, żeby zabawiał się moją osobą. Jak już wcześniej pisałam, my jak on jest w pracy wisimy cały czas na telefonie, więc jest niemożliwością żeby grał przede mną, tym bardziej że też jestem słuchaczem, jak rozmawia z żoną przez telefon, daje na głośnomówiący. Tym bardziej czuję, że chcę dla mnie jak najlepiej, tylko pytanie czy to wystarczy?
Vinnga, masz rację, 7 lat znajomości internetowej mogą nic nie znaczyć, ale wierz mi nie udawaliśmy, traktowaliśmy siebie jak przyjaciół, mieliśmy na celu służyć sobie "wygadaniem" i żeby druga osoba poradziła. I tak było do czasu spotkania, zaprosiłam go do siebie do domu, później następny raz i kolejny spotkania były coraz to śmielsze aż w końcu stało się. Czego oboje nie żałujemy, wręcz przeciwnie.
Wiem, że mu zależy, ze to wszystko jest tak naprawdę, bo raczej pędziłby na skrzydłach do domu, a nie szukał pretekstu żeby się ze mną spotkać. Tylko czasami mam chwilę zwątpienia, tak jak teraz, że może to nic nie znaczy? Może to dlatego, że on jest teraz z rodziną, a ja tutaj sama, nie wiem.
Jedno jest pewne, muszę mieć pewność, że to jest to czego tak naprawdę chcę, tylko nie wiem jakta pewność uzyskać, jeśli w ogóle się da.
Życie wszystko zweryfikuję.
21 2013-06-30 16:35:18 Ostatnio edytowany przez bullet (2013-06-30 16:39:54)
.. jak rozmawia z żoną przez telefon, daje na głośnomówiący. ...
o ja pier....
Co o tym sądzi jego żonia, co ona czuje w takim momencie, dlaczego on to robi ?
Życie wszystko zweryfikuję.
... i nie będzie to miłe dla Ciebie. Ten typ tak ma.
o ja pier....
Co o tym sądzi jego żonia, co ona czuje w takim momencie, dlaczego on to robi ?
Jego żona nie wie, ze mamy kontakt, co prawda podejrzewa coś, szpieguję mu komputer, telefon, rzadała wszystkie hasła.
Dlaczego co on robi? Daje na głośnomówiący?? Powiedział, że nie ma przede mną żadnych tajemnic, ze nie ma nic przede mną do ukrycia.
... i nie będzie to miłe dla Ciebie. Ten typ tak ma.
Miłe, nie miłe, tego nikt nie wie, prawda?
Ten typ tak ma, za bardzo nie rozumiem...... dla niego też to jest "pierwszy raz"
Cyniczna, rujnuję życie mężowi, a może wyświadczam mu tylko przysługę?? Tego nie wiem. I my zyjemy tak od początku naszego małżeństwa...... na odległośc, i przez cały ten okres, siedziałam w domu, opiekowałam sie dziećmi, bo mam, i nie chodziły mi takie głupotki po głowie, ja tego nie planowałam, stało się.......
Nikt Ci nie kazal, moglas sie na taki uklad nie godzic.
Jesli Ci to nie pasuje, to mozesz odejsc. Droga wolna.
Ale zdrada jest czyms ohydnym. Niewazne, jaki jest Twoj maz, moze byc nawet damskim bokserem - NIC nie usprawiedliwia zdrady.
Chcesz byc z kims innym? Najpierw odejdz od meza. Czy zdajesz sobie sprawe, ze jesli to sie wyda i maz wniesie pozew o rozwod z Twojej winy, to mozesz wszystko stracic? Wyobraz sobie wyrzut i rozpacz w oczach Twoich dzieci - bo oto znalazlas sobie innego faceta, czym w ich mniemaniu zrujnowalas malzenstwo, a tym samym ich maly swiat. Zastanow sie, czy chcesz do tego doprowadzic.
Piszesz, ze zawsze myslalas o swoim szczesciu - to zle, bo masz dzieci i czasy egoizmu wtornego powinny byc dla Ciebie jedynie milym wspomnieniem. Najwazniejsze dla Ciebie powinno byc dobro Twoich dzieci, a Ty sie martwisz, czy dzieci Twojego kochanka Cie zaakceptuja? Co z Ciebie za matka...?
24 2013-06-30 17:03:13 Ostatnio edytowany przez ciszajakja (2013-06-30 17:09:08)
Cyniczna.....
pewnie, że nikt mi nie kazał, to była moja świadoma decyzja, nas obojga. Ale były wytyczone granice, mąż się w tym wszystkim zatracił, a ja nie mam już siły i najmniejszej ochoty walczyć, bo my już nie potrafimy ze sobą żyć.
Wiem, że zdrada nie jest czymś czym można się szczycić, no ale stało się, nie planowałam.... choć wiem, że i to nie jest tłumaczeniem. Po prostu nie potrafię tego wytłumaczyć, racjonalnie wytłumaczyć czym się kierowałam. Wiem, że zaczęłam od końca, ale już się w tym wszystkim pogubiłam, im bardziej myślę tym bardziej uświadamiam sobie, że nic nie wiem.
Co do toku myślenia, mojego myślenia, to nie jest tak do końca jak ty to odbierasz. Mianowicie, napisałam, że na pierwszym miejscu stawiam siebie, swoją osobę, nie krzywdząc przy tym swoich dzieci, bo one są całym moim światem. I to jest temat bezdyskusyjny. Co do dzieci mojego przyjaciela, miałam na mysli fakt, że niefajnie bym się czuła gdyby jego dzieci mnie nie zaakceptowały, bo wiem, że moje nie miałby z tym problemu a on sam nie zrobiłby im krzywdy, a nawet traktował jak swoje. W innym przypadku w ogóle nie byłoby dyskusji.
I to, że jestem tu na tym forum świadczy o tym, że targają mną różne emocję, że nie radzę sobie do końca z tym wszystkim i chciałabym porady, osoby patrzącej z boku, bo nie chcę wbrew pozorom nikomu zrobić krzywdy. Chciałabym wybrać mniejsze zło, o ile tak sie da.
I dlatego proszę o poradę, nawet krytyczną, bo wile to dla mnie znaczy ![]()
Sama powinnaś pomyśleć co jest dla ciebie najlepsze. Ja cię nie potępiam. Jeżeli naprawdę zakochałaś się to powinnaś powiedzieć o tym mężowi. Bądź z nim szczera bo on na to zasługuje. Pamiętaj jednak,że jeżeli twoja miłość do tego mężczyzny okaże się tylko zauroczeniem do męża już wrócić nie będziesz mogła, bo ja wątpię że on ci to wybaczy.
Mąż Ci nie da rozwodu, ale jak wyjdzie Ci z kochankiem to rozwód dostaniesz? Dziwne...
Kończenie jednego związku tylko dlatego, że na oku pojawiła się wizja na inny związek to pakowanie się w kłopoty. Z ogromną szansą na kolejną toksyczną relację. Bez odwrotu, bo jeśli postawisz wszystko na jedną kartę a za kilka miesięcy okaże się, że książę na białym koniu to jakiś giermek na marnej szkapie - wtedy dopiero będziesz miała dylematy...
Nie powiedziałam, że jak mi wyjdzie z przyjacielem to dostane rozwód. Baaa nawet wcześniej o tym nie myślałam, teraz nawet nie wiem czego ja chcę
za dużo tego wszystkiego, nie umiem sie skupić, na dodatek jak ta głupia czekam za wiadomością od niego, bo w końcu od wczoraj jak wrócił do domu nie mam żadnej informacji, dla tego, ze żona go za bardzo kontroluję i nie ma jak się odezwać.
Jeżeli zdecyduję sie postawić wszystko, to tylko dlatego, że będę miała pewność, że oboje tego chcemy. Nie chcę podejmować pochopnych decyzji.
Na szczęście nie musisz podejmować decyzji dzisiaj.
Im bardziej uda Ci się obiektywnie popatrzeć na waszą relację tym lepiej. My możemy tu tylko jakieś przypuszczenia wysnuwać, ale tylko Ty masz szansę zaobserwować jak jest faktycznie.
To co dla mnie jest niepokojące i polecam obserwacji:
1. ukrywanie romansu przed żoną i zrzucanie odpowiedzialności na Ciebie, że chce być najpierw Ciebie pewien - dla mnie to wygląda jak klasyczne znalezienie sobie kochanki z zamiarem pozostania w takim układzie dopóki się da
2. żona zagroziła, że wywiezie dzieci? Ale z jakiego powodu takie groźby rzuca jeśli nie wie o waszym romansie?
3. przerażający jest jego zupełny brak szacunku dla żony. Owszem, Tobie może się teraz podoba to, że nie chce mieć przed Tobą tajemnic, że możesz słuchać rozmów telefonicznych z jego żoną. Ale obiektywnie patrząc to jest to obrzydliwe. Jeśli facet w ten sposób traktuje kobietę, która jest jego żona i matką jego dzieci to nie spodziewałabym się po nim niczego dobrego.
4. przykro mi, ale najbardziej wnikliwa kontrola żony nie uniemożliwia napisanie smsa z łazienki... Obawiam się, że to potwierdza teorię z punktu 1.
Uważam, że on chce z Ciebie zrobić swoją kochankę (znaczy: już zrobił) i nie zamierza wchodzić w żadne głębsze relacje z Tobą. I teraz skup swoją uwagę, postaraj się wykrzesać trochę trzeźwego myślenia tak, żeby znaleźć potwierdzenie lub zaprzeczenie tej teorii w waszych kontaktach.
Tak, nie muszę podejmować dzisiaj decyzji, wręcz sama mu powiedziałam, że póki co musi tak być, że czas pokarzę.... ale trwanie w takim zawieszeniu to też nic dobrego, przynajmniej dla mnie
1. Ukrywa przed żona, bo niby jak inaczej, teraz, ma otwarcie powiedzieć, że ma "romans" (nie używamy tego słowa). A to, że chce być mnie pewien chodzi o to, że chcę mieć pewnośc, że i ja tez tego chcę, że chce jego, że boi się, że on mnie rozczaruję, boi się, że nie da mi tego na co zasługuję itp
2. Tak, zona tak mu powiedziała, że jak odejdzie od niej to wywiezie dzieci, on coś podejrzewa, bo któregoś spotkania został u mnie na noc, miał wyłączony telefon i wszyscy go szukali, włącznie z żoną. Zabrała mu laptopa, sprawdziła hiostorię, co prawda pousuwał istotne rzeczy, ale zauważyła zmianę u niego, ze niby jest nie obecny, że nie jest tak jak kiedyś.
3. Nie patrzałam na to z tej strony. Szczerze mówiąc jestem zadowolona, że jednak nie ma tajemnic.
4. Co do pisania sms-ów, nigdy tego nie robił tzn pisał na gg iż tak uznaliśmy, że będzie najbezpieczniej, no ale po ostatniej akcji, żona siedzi z nim przed kompem i patrzy mu przez ramię co robi, nawet ostatnio chodziła z jego telefonem i sprawdzała co piszę, a jak spał to przeszukiwała mu auto. Teraz podobno są razem na wyjeździe, niby mają się zbliżyć do sibie bo tak żonka chciała, a on nie miał ochoty jechać
Czy chce ze mnie zrobić kochankę? Wydawało mi się, że nie, nie wiem dlaczego ale czuję, że jestem dla niego ważna hmmm nie potrafię tego wyjaśnić, aczkolwiek pisząc tu nabieram wątpliwości.
No ale jeżeli miałaby być to relacja opierająca się tylko na seksie ( często nie kończymy), to czy marnował by swój czas na rozmowy ze mną, średnio 15h na dobe, czy opłacałoby mu się przyjeżdżać do mnie ponad 100km tylko po to by na chwilkę mnie zobaczyć, czy to, że planuję swój czas pracy pode mnie, żeby tylko była okazja żebyśmy mogli na chwilkę być ze sobą, że to, że się złości jak ma jechać do domu też nic nie znaczy, że to, że jak jest juz w domku myśli żeby jak najszybciej z niego wyjechać, też nic...... czy tak się traktuje "KOCHANKE" bo ja juz sama nie wiem ![]()
Witajcie
Sądzę,ze nie powinniśmy oceniać Forumowiczki. Prosi ona o radę, o spojrzenie z boku, więc to się liczy, a nie nasza ocena jej postępowania.
Ja powiem tak: na początek poprosiłabym na Twoim miejscu przyjaciela,aby się rozwiódł z żona, pozałatwiał formalne kwestie i będąc na Twoim miejscu chciałabym widzieć,że złożył ten pozew faktycznie. Mówić można wiele, wiele można obiecywać. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety, którzy chcą utrzymywać jakąś znajomość (a nie chcą rozwodu) mówią, robią wiele rzeczy, dają mnóstwo zapewnień nowemu partnerowi, chcą wspólnie układać życie, rozmawiają o wspólnej przyszłości, uczestniczą w życiu nowego partnera, nawet opiekują się nim kiedy jest taka konieczność, etc. Jednak co dalej? Dalej trwają w małżeństwie, mówią o tym jaka/-i żona/mąż jest niedobra/-y, ale nadal trwają w tym małżeństwie tłumacząc się,że nie chcą nikogo skrzywdzić, że te sprawy trzeba załatwić dyplomatycznie, pomału, by dzieci nie cierpiały, miały czas na przywyknięcie do tej sytuacji, itp. GUZIK PRAWDA! Nigdy nie ma w życiu tak,ze "dogodzimy" wszystkim, zawsze ktoś będzie cierpiał, ktoś coś straci. Niemożliwe jest w ludzkich relacjach, by z takich sytuacji wszyscy wyszli obronna ręką. To tylko wymówka, by kontynuować znajomość z nowym partnerem, aby ten łudził się i czekał, a w konsekwencji brak odwagi często lub chęci na pozostawienie "starego" życia, które wiąże się z szeregiem zmian, kłopotów, obciążeń finansowych(typu alimenty np.) nowych realiów. Nie każdy ma siłę, odwagę, determinację i chęci by zmienić coś do czego przez kilka lub kilkanaście lat przywykł. Jednak uważam,ze jeśli jest to miłość, to człowiek jest w stanie postawić wszystko na jedna kartę. Myślę więc,ze powinnaś swojemu przyjacielowi postawić ultimatum. Rozwód, załatwienie wszelkich formalnych spraw z zoną i wtedy możecie decydować co dalej. I uważam,że w tej sytuacji nie powinnaś myśleć o jego zonie i dzieciach, to jego zadanie, Ty myśl o sobie, Waszym ewentualnym szczęściu, przyszłości i swoich dzieciach. Potem te sprawy pozostałe poukładają się tak jak będą miały się ułożyć. Każdy ma prawo do szczęścia i uważam,że nie powinnaś myśleć o tym czy jesteś godna potępienia czy nie. Nie tędy droga. Masz prawo być szczęśliwa. I jeszcze jedno, pamiętaj,że o relacjach w jego domu Wiesz tyle, ile sam powie, więc też powinnaś do tego wszystkiego podchodzić z lekkim dystansem. Powodzenia i więcej determinacji i zdecydowania życzę, Mariola
1. Ukrywa przed żona, bo niby jak inaczej, teraz, ma otwarcie powiedzieć, że ma "romans" (nie używamy tego słowa). A to, że chce być mnie pewien chodzi o to, że chcę mieć pewnośc, że i ja tez tego chcę, że chce jego, że boi się, że on mnie rozczaruję, boi się, że nie da mi tego na co zasługuję itp
2. Tak, zona tak mu powiedziała, że jak odejdzie od niej to wywiezie dzieci, on coś podejrzewa, bo któregoś spotkania został u mnie na noc, miał wyłączony telefon i wszyscy go szukali, włącznie z żoną. Zabrała mu laptopa, sprawdziła hiostorię, co prawda pousuwał istotne rzeczy, ale zauważyła zmianę u niego, ze niby jest nie obecny, że nie jest tak jak kiedyś.
3. Nie patrzałam na to z tej strony. Szczerze mówiąc jestem zadowolona, że jednak nie ma tajemnic.
4. Co do pisania sms-ów, nigdy tego nie robił tzn pisał na gg iż tak uznaliśmy, że będzie najbezpieczniej, no ale po ostatniej akcji, żona siedzi z nim przed kompem i patrzy mu przez ramię co robi, nawet ostatnio chodziła z jego telefonem i sprawdzała co piszę, a jak spał to przeszukiwała mu auto. Teraz podobno są razem na wyjeździe, niby mają się zbliżyć do sibie bo tak żonka chciała, a on nie miał ochoty jechać
Czytam i na swój sposób jestem przerażona...
Tak sobie z kochankiem wspólnie ustalacie, oszukujecie i knujecie jak zrobić idiotkę z kobiety, która na różne sposoby stara się ratować swoje małżeństwo. Porażająca lektura. Chyba już czas najwyższy, skończyć tę maskaradę. Nie sądzisz ?
A Ciebie podziwiam, że potrafisz zaufać człowiekowi, którego świadkiem mataczenia jesteś. Bywa, że miłość między ludźmi wygasa, ale przyzwoici ludzie w podobnych sytuacjach, nie postępują tak, jak Twój kochaś. Miej proszę na uwadze, że i z Tobą kiedyś może postąpić podobnie...
32 2013-06-30 20:32:43 Ostatnio edytowany przez bullet (2013-06-30 21:23:18)
Żona próbuje ratować jego małżeństwo lecz Twoja osoba to UNIEMOŻLIWIA. Powinnaś powiedzieć, wóz albo przewoź, albo się rozwodzisz albo BYE.
Zobaczysz jak będzie się wił by się nie rozwieść, (to tłumaczenie o tym że chce mieć pewność jest idiotyczne). A jak już kategorycznie postawisz sprawę to.... zniknie.
Wg mnie takich "przyjaciółek" jak Ty jest więcej.
Tak, żona próbuje ratować ich małżeństwo, mało tego powiedziała, że zdrade mu wybaczy, jednorazową.... chciałam zniknąć, ale on nie chcę, twierdzi, że nie potrafi bez ze mnie funkcjonować.
Tylko ja sama nie wiem czego ja chcę, jestem z nim szczęśliwa, chcę żeby był zawszę blisko mnie.... I nie wydaję mi się, żeby mogło być inaczej.
Co do rozwodu, on sam poruszył ten temat, co prawda nie powiedział że się rozwiedzie ale zapytał się czy potrafiłabym z nim być, żyć.....
Póki co milczy hehe a jest w domu, ciekawi mnie czy faktycznie nie może bo żona kontroluję, a może czas najwyższy ściągnąć różowe okulary? Nie fajne uczucie bo sie złoszcze.
34 2013-06-30 22:50:44 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-06-30 22:52:11)
Skoro mąź jest 7 lat za granicą to dlaczego nie wyjechałaś za nim?
Może dlatego że ten kochanek ci nie pozwalał?.
Mam ci jedno do powiedzenia
Rób jak uważasz tylko uważaj co robisz
Kumasz?
ps.W jakim wieku są twoje dzieci?
Alterego mąż zaraz po ślubie wyjechał zagranice, czyli 9 lat temu, a z "przyjacielem" znamy sie od 7 lat, właśnie jego poznałam w necie jak byłam poza granicami kraju. I przez te wszystkie lata tylko i wyłącznie pisaliśmy az do teraz, czyli jakieś pół roku, a od 3 m-cy wszystko nabrało na sile. Wiem, że musze uważać, w końcu trzeba mieś świadomośc tego co się robi
a dzieci są w wieku 8 i 2 lata, tak samo u niego
Czyli zaczęłaś zdradzać męża emocjonalnie już 2 lata po ślubie. Sorry, ale dla mnie to szczyt patologii.
A argument "no bo on wyjechał" nie ma tutaj siły, ani racji bytu.
Rozwód, sama nie wiem, to chyba nie teraz, tzn nie wiem czy faktycznie on jest zakochany, nie wiem co ja czuję.... musimy chyba być tego pewni, żeby postawić wszystko na jedną kartę.
Standardowo nasuwa się porównanie do małpy która nie puści jednej gałęzi dopóki nie będzie odpowiednio mocno trzymała drugiej.
A czy wiesz że druga strona małżeństwa jest Twój mąż? Wiesz że on też ma takie samo prawo do szczęścia jak Ty? Wiesz że właśnie dyskutujesz m.in. o tym kiedy i w jaki sposób zniszczyć mu życie? Decydujesz o jego przyszłości, o czymś co najprawdopodobniej odciśnie na nim duże piętno i być może przesądzi o reszcie jego życia a na co on kompletnie nie ma wpływu. Czy w ogóle myślisz o tym żeby chociaż zminimalizować ewentualny ból osoby której kiedyś ślubowałaś że spędzisz z nią resztę życia i nie opuścisz aż do śmierci?
38 2013-07-01 07:57:33 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-07-01 08:08:48)
Airuf
A co ją to obchodzi?.Przecież liczy się ona i jej 7 letni związek z kochankiem.O mężu wspomniła zaledwie 2-3 zdania.Więc o czymś to świadczy.Mąź dla niej nie istnieje od 7 lat bo wyjechał zapierdzielać za granicą.
ciszajakja
Dobrze zauważyłem?
Poznałaś kochanka będąc z mężem za granicą?.Hm.Więc dlaczego wróciłaś do PL?.
ps.argument "bo mąż wyjechał"nabiera zupełnie innego światła biorąc pod uwagę powyższe fakty.
To nie wina męża i jego wyjazdu skusiła cię byś go zdradzała od 7 lat.
To co innego
Pomyśl.Co to jest?
edit
Mam pytanie
Pierwszy raz zdradzasz jakiegokolwiek faceta?
Witam ![]()
Ech..... Tak, wiem, pamietam, że mam męża, i nie zdradzałam go zaraz po ślubie w jakikolwiek sposób. No chyba, że rozmowa, luźna rozmowa jest juz zdradą, która z biegiem czasu traciła na sile aż do teraz.
Może zacznę od początku, tak w skrócie.......
Poznałam męża, wielka miłość-on nie zawszę był w porządku, potem ślub, pół roku sielanki i mnie zostawił, wyjechał, miało być tylko dla poprawy naszego budżetu, miało być na chwilę. No ale praca, a raczej zarobki bardzo mu sie spodobały, że nie chętnie chciał wracać. Spakowałam sie i pojechałam z dzieckiem do niego. Nie byłam tam szczęśliwa, nie potrafiłam się odnaleźć, wytrzymałam pół roku, wróciłam. Mąż nadal pracował, pracował... znów próba- pojechałam tym razem na rok i w między czasie poznałam "przyjaciela" to miała być forma odskoczni od rzeczywistości, chciałam z kimś pogadać, nic więcej..... z mężem nie układało mi się dobrze, więc wróciłam (nie z powodu internetowej znajomości) wtedy mało co mnie to obchodziło. No i tak żyliśmy sobie do tej pory, mąż tam ja tu on pare razy w roku mnie odwiedził, ja próbowałam wbrew sobie jechać tam (nie czułam się tam szczęśliwa), mieszkać no ale nie umiałam. Pomimo, że mieszkaliśmy, żyliśmy w ten sposób ja starałam się być dobrą zoną, aczkolwiek momentami mój mąż na to nie zasługiwał, w ogóle po tym wszystkim on nie zasługuję na cokolwiek, no ale nie istotne....... nie chce wracać do tego co było bo jest mi wstyd samą przed sobą. No ale kochałam, nie zdradzałam...... byłam zamknięta w "złotej klatce"
Aż w tamtym roku coś we mnie pękło. Chciałam, zeby wrócił, zebyśmy ratowali to co zostało, postawiłam wszystko i powiedziałam, że jak nie wróci rozwiodę się, nie wrócił, a ja wymiękłam ale się nie rozwiodłam.
Chce podkreślić, że przez te 7 lat internetowej znajomości nie było zdrady, żadnej, po prostu miałam kogoś komu mogłam sie wygadać, bo po prostu nie miałam komu i nie chcę się teraz wybielić.
A resztę historii to już znacie....
Tak, pierwszy raz zdradziłam
40 2013-07-01 08:40:44 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-07-01 08:42:04)
Chce podkreślić, że przez te 7 lat internetowej znajomości nie było zdrady, żadnej, po prostu miałam kogoś komu mogłam sie wygadać, bo po prostu nie miałam komu i nie chcę się teraz wybielić.
Kpisz? Gadanie 7 lat z jakims typem jest wedlug Ciebie ok? A gdybys byla na miejscu Twojego meza?
Albo gdyby to on tak sobie gawedzil z jakas babka?
Maz na nic nie zasluguje... Fajnie... Wiesz, zycze Ci, by maz sie dowiedzial o Twoim romansie. I zrobil z tej wiedzy odpowiedni uzytek.
Kpisz? Gadanie 7 lat z jakims typem jest wedlug Ciebie ok? A gdybys byla na miejscu Twojego meza?
Albo gdyby to on tak sobie gawedzil z jakas babka?
Nie czytasz uważnie....... piszę, że nie gadałam, a pisałam a te rozmowy nie były jakieś intensywne, w ciągu roku zaledwie 3-4 maile, nic więcej. I one służyły mi, mu żeby się wygadać, od tak, obcej osobie..... nic więcej. Dopiero od pół roku, zaczęliśmy rozmawiać przez tel, gg, skype........spotkania teraz.
Wiesz mi że nigdy nie kontrolowałam męża, nie szpiegowałam i gdyby miał taką znajomość jak ta, aczkolwiek taka która była przed pół rokiem nie miałabym nic przeciwko, bo to nie było nic złego. Może wyjaśnie.... rozmowy w stylu co tam u ciebie jak dzieci i w ogóle....... nic strasznego i zagrażającego komukolwiek. No chyba, że będąc w związku małżeńskim nie wolno z nikim pisać, rozmawiać.....
Maz na nic nie zasluguje... Fajnie... Wiesz, zycze Ci, by maz sie dowiedzial o Twoim romansie. I zrobil z tej wiedzy odpowiedni uzytek.
Napisałam, że momentami nie zasługiwał.... a to różnica. Bo widzisz jakkolwiek by się nie działo, ja byłam w porządku, to że coś mu się nie podobało, a zareagował w taki a nie w inny sposób też nie skłaniało mnie do zdrady..... po prostu gdzieś tam zatraciłam samą siebie
Nie sądziłam, że mogę być szczęśliwa, zyłam tak jak powinno być, tak jak mąż mnie wyszkolił...... czyli dom, dzieci..... nic więcej
42 2013-07-01 09:57:08 Ostatnio edytowany przez kenobi (2013-07-01 10:01:48)
Jak romans niszczy małżeńśtwo to bardzo niedobrze. A jak nie niszczy, to może trwać latami. Najważniejsze nie czynić nikogo nieszczęśliwym.
Niedobrze, że twój kochanek niszczy swoje małżeńśtwo, jego żona już robi śledztwo. W końcu może się okazać, że wszyscy będą nieszczęśliwi, czyli będzie dramat. U nich pewnie jak zwykle zdrada popchnęła kogoś do naprawiania związku...
Ja bym na twoim miejscu dalej to ciągnął tak jak teraz, ale już trochę zepsuliście. A gdyby małżeńśtwa się rozpadły, to proza życia Ciebie i kochanka szybko przetransformuje w kolejne niezadowolone małżeńśtwo.
43 2013-07-01 10:11:50 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-07-01 10:15:58)
Cynicznahipo napisał/a:Kpisz? Gadanie 7 lat z jakims typem jest wedlug Ciebie ok? A gdybys byla na miejscu Twojego meza?
Albo gdyby to on tak sobie gawedzil z jakas babka?Nie czytasz uważnie....... piszę, że nie gadałam, a pisałam a te rozmowy nie były jakieś intensywne, w ciągu roku zaledwie 3-4 maile, nic więcej. I one służyły mi, mu żeby się wygadać, od tak, obcej osobie..... nic więcej. Dopiero od pół roku, zaczęliśmy rozmawiać przez tel, gg, skype........spotkania teraz.
Wiesz mi że nigdy nie kontrolowałam męża, nie szpiegowałam i gdyby miał taką znajomość jak ta, aczkolwiek taka która była przed pół rokiem nie miałabym nic przeciwko, bo to nie było nic złego. Może wyjaśnie.... rozmowy w stylu co tam u ciebie jak dzieci i w ogóle....... nic strasznego i zagrażającego komukolwiek. No chyba, że będąc w związku małżeńskim nie wolno z nikim pisać, rozmawiać.....Cynicznahipo napisał/a:Maz na nic nie zasluguje... Fajnie... Wiesz, zycze Ci, by maz sie dowiedzial o Twoim romansie. I zrobil z tej wiedzy odpowiedni uzytek.
Napisałam, że momentami nie zasługiwał.... a to różnica. Bo widzisz jakkolwiek by się nie działo, ja byłam w porządku, to że coś mu się nie podobało, a zareagował w taki a nie w inny sposób też nie skłaniało mnie do zdrady..... po prostu gdzieś tam zatraciłam samą siebie
![]()
Nie sądziłam, że mogę być szczęśliwa, zyłam tak jak powinno być, tak jak mąż mnie wyszkolił...... czyli dom, dzieci..... nic więcej
Wygadac sie moglas mezowi, to raz.
I napisalas, cytuje: w ogóle po tym wszystkim on nie zasługuję na cokolwiek, no ale nie istotne...
Maz Cie wyszkolil, och, jaka Ty biedna. Tak Cie wyszolil, ze po 2 latach zaczelas pogaduszki z innym facetem. Fantastycznie Cie wytresowal, nie ma co. I tak ostro, ze nie moglas nawet miec swoich zainteresowan... Biedactwo.
To sie kupy nie trzyma, co piszesz. Nie rob z siebie ofiary, bo nia nie jestes.
Witam.
Pisze tutaj bo sama do końca nie wiem co mam z sobą zrobić. pokrótce opowiem moją historię.
Jestem mężatką od 9 lat. 7 lat temu poznałam przez internet kolegę, niby nic wielkiego ot tak czysta znajomość dla zabicia czasu. On również ma żone, dziecko. I tak przez te lata pisaliśmy do siebie, raz intensywniej by za moment trochę rozluźnić relację, ale on zawszę dbał o ten kontakt, pisał pierwszy. Mój mąż pracuję, mieszka poza granicami kraju.Jakieś pół roku temu jego żona odkryła, że on ze mną pisze, więc podałam mu mój nr telefonu, później gg, doszło do spotkania tak na chwilkę. Do tego doszły rozmowy na skypie całodniowe rozmowy przez telefon a od jakiś 2 m-cy spotykamy się, doszło do zbliżenia. Nie ukrywam, ze bardzo dobrze mi z nim jest, jemu również pod każdym względem. Doszło do tego, ze się zakochał no i tu teraz nasuwa sie pytanie co dalej? To chyba podchodzi pod pojęcie romans?? Czy warto zaryzykować czy może faktycznie źle robię i powinnam odpuścić. Kiedy go nie ma strasznie za nim tęsknie, a kiedy jesteśmy razem czuję się bezpieczna, szczęśliwa i nie myśle racjonalnie. jest pierwszą osobą o której pomyślę kiedy sie obudzę a ostatnią kiedy zasypiam.
Sama nie wiem czy powinnam zaryzykować poddać sie szaleństwu czy pogrzebać to coś co się we mnie zrodziło i kierować się przede wszystkim dobrem dzieci. Czy jestem godna potępienia.
Proszę poradźcie mi coś bo juz sama nie wiem co i jak, mozna oszaleć. Przepraszam za nieład ale nie umiem sie skupić, z jednej strony jestem szczęśliwa, bo kocha a z drugiej strony boję się.
Może ktoś z was był w podobnej sytuacji i pokrótce nakreśli mi całokształ sytuacji i konsekwencji jakie mogę ponieść.
Niszczysz dwie rodziny i nie masz skrupułów. Nie wiem co Ci powiedzieć, bo nie potrafię myśleć Twoimi kategoriami.
ależ historia
facet kocha kochankę
tak bardzo ja kocha, że rozmawia ze swoja zoną i pozwala kochance, żeby słuchała..
łamie podstawowe zasady szacunku i lojalności wobec drugioego człowieka..
kurcze, ja nawet jak słuzbowo z kims rozmawiam i pozwalam innym osobom posłuchać, to zawiadamiam drugą stronę, że beda świadkowwie tej rozmowy.. bo chcę się informacjami podzielić
wyobrażam sobie tę żonę, podejrzewa romasn.. może jest jedną z tych kobiety, które pisza tutaj, że podejrzewają męża o romans, że chcą ratowac to małżeństwo, że kochają swoich partnerów i prosza o radę, co zrobić, żeby on ją zauwazył? żeby pokochał znowu?
zona podejrzewa, zaczyna sprawdzac męża, grunt jej się pali pod nogami, nie wie co się dzieje, bo przecież ona chce dbac o rodzinę...
kochanka NIE WIDZI że facet jest KOOTAS - nie dlatego, że ją posuwa,... dlatego, że zamiast interesowac się swoimi dziećmi, spędzac czas z rodziną, to on ma dla rodzinki trzy dni a pozostałe spędza z kochanką.... facet kłamie zonie, oszukuje, wystawia ją na posmiewisko przed kochanką, lekcewazy, poniża, cieszy się, że udało mu się usunąć na czas archiwum gg (ulga, że weź i spryt iście królewski) - kochanka nie widzi, że facet, z którym się związała to taki ostatni sort - tchórz, oszust, kłamca.....
kochanek nie widzi, że jego wybranka nie dba o małżeństwo, bez skrupółów zdradza męża i ma go głeboko gdzieś. nie dba o niego nawet w kategoriach zwykłej ludzkiej przyzwoitiości - że przecież nie rób drugiemu co tobie nie miłe
jedno się zasłania, że mąż nie da rozwodu - no jasne, że nie da - bo to męzowie dają rozwody a nie sąd.. ale żeby sąd dał rozwój musi być powód - wystarczy, że ujawnisz przed sądem kochanka i rozwód masz na pierwszej rozprawie biedna kobieto ....
drugie się zasłania - że odeszłoby od żony, gdyby kochanka go zechciała.. co to oznacza, że w rqazie czego ta zła, kontrolująca żona, niekochana i lekcewazona, zdradzana i poniżana - MA NIC NIE WIEDZIEĆ - bo w razie czego wróci do domku powie - kocham cię i porządnie, po małżeńsku wypieprzy.. i wszystko wróci do normy.. bo facet nie musi kochać swojej zyciuowej partnerki... nioe musi o nią dbać.. nie musi jej szanować... on przecież żyje w innej lepszej rzeczywistości z kochanką, z która 15 godzin dziennie wisi na telefonie...
podsumowując powiem tak:
z całego serca, szczerze, spontanicznie i używając wszelkich istniejących na tym świecie dobrych mocy - ZYCZĘ - waszym prartnerom - ŻEBY WAM WYSZŁO....
najwyższy czas odejść i przestać unieszczesliwiać, wykorzystywać i deptać po dwójce niewinnych ludzi..
tylko mi dzieci żal
ludzie sprowadzają dzieciaki na świat i niemają za grosz odpowiedziaolności - bo dupoa zaswędzi...
żal...
PORAŻKA
dla mnie wasz związek to taka mała, śmierdząca porazka....
w każdym waszym geście, w każdym czułym słowku, w każdym ukłądzie - kryje się kłamstwo, oszustwo, wasze tchórzostwo, asekuracja i egoizm
PORAZKA
ciszajakja nie czytałam wszystkich postów, ale pozwól ze wypowiem się tylko w odniesieniu do Twojej wypowiedzi:
Nie chodzi o kwestię potępienia Ciebie - ale o fakt, że trójkąt w związku to zawsze kłopoty.
Teraz jesteś zakochana, ale jak to widzisz dalej? Oboje się rozwiedziecie, po czym weźmiecie ślub ze sobą? I czy jesteś gotowa żyć z tchórzem, jakim jest Twój nowy facet? Sama sobie odpowiedz.
I czy jesteś gotowa żyć z tchórzem, jakim jest Twój nowy facet? Sama sobie odpowiedz.
Hmmmm... w takim razie nie jest tchórzem ten co działa szybko i sprawnie i szczerze? Jak mąż w wątku gdzie odszedł z przyjaciółką żony: Mój mąż odszedł z moją przyjaciółką, co robić? http://www.netkobiety.pl/t53282.html . Powiedział, że kocha tamtą, wynajął miezkanie, wyprowadził się. Jak dla mnie żaden bohater...
To może bohaterem jest ten co się nie zakochuje... raz zakochał się w żonie, a potem motylki zabija jak tylko zobaczy. Może to jest dobra droga? Wielu tak mówi... może... może...
Ja tylko uważam, że dla romansu rodziny się nie rozbija tak długo jeśli cokolwiek łączy jeszcze męża i żonę. Romans zawsze jest na boku, poza życiem.
Kenobi
Czyli w twoim życiu wyrażasz całkowitą zgodę swojej kobiecie na romans i ona oczywiście także ma twoje przyzwolenie.Tak?
kenobi - ja rozumiem twoje podejście - romans na boku nie może i nie dotyczy małżeństwa i trzeba się bzykac tak, żeby się partner nie dowiedział
ja to naprawde rozumiem
tylko, że nigdy nie masz pewności, że partner się nie dowie
a więc zawsze w zdradzie trzeba przewidzieć konsekwencje, że dowie się o tym zona/maż
ze statystyk wychodzi, że zdradza 70%? dowiaduje się koło 50% a rozstaje koło 25....
więc wiesz - szanse na ujawnienie romansu są duże
więc zakłądanie, że romans nie dotyczy partnera - jest z gruntu fałszywe...
i tyle
Romans to nie tylko oszukiwanie partnera, który nam ufa, ale również oszukiwanie i zeszmacanie samego siebie.
ps. A.... mówi się, że antonimem bohaterstwa nie jest w dzisiejszych czasach tchórzostwo, lecz konformizm.
Ja tylko uważam, że dla romansu rodziny się nie rozbija tak długo jeśli cokolwiek łączy jeszcze męża i żonę. Romans zawsze jest na boku, poza życiem.
nic, co robimy w zyciu, nie jest ba boku, pozazyciem
jest zawsze częscią tego zycia kenobi....
mówisz jak mój maż
ten romans nie powinien mnie dotknąć, bo mnie nie dotyczył
mój mąz nigdy nie wiązał suczy z naszym zyciem, nie opowiadał jej o naszych sprawach, nie wprowadzał w swoje zycie i swoje sprawy
mój mąz nigdy nie zastanawiał się, która wybrać, i nigdy mu nawet przez mysl mu nie przeszło, że miałby zastąpić mnie - ją
mój mąż nigdy nie powiedział o mnie złego słowa i nigdy tamtej nie mówił o uczuciach
mó mąż nie zaangazował się emocjonalnie i to nie miało dla niego znaczenia
mó mąż tego nie planowqał i nie planował kolenych spotkań
nie dopuścił do tego - żeby bzykanko z kolezanką stało się elementem rozkłądu jego dnia, tygodnia miesiąca....
czyli mó mąz spełnił warunki twoje kenobi - romans na boku, poza zyciem
poza prawda, poza rzeczywistością
czy sądzisz, że z tego powodu, gdy dowiedziałąm się o romansie, było mi łatwiej??
w czasie, kiedy mój mąż bzykał koleżankę (na boku, poza życiem) ja byłąm wciązy i straciłam dziecko
wiesz co sobie pomyslałam -jak się dowiedziałąm o zdradzie??przecież zastanawiałam się, czemu straciłam dziecko, dlaczego nie mogłam go mieć, czym zawiniłam, żeby nie móc przytulać i kochać mojego dzieciaka??
to było jak objawienie.. myśl
przecież to maleństwo nie mogło się urodzić - było dzieckiem ze zniszczonym scenariuszem na życie - byłoby dzieckiem kłamstwa, zakłąmania, oszustwa, egoizmu....
ja mogłam nie wiedzieć o tym romansie
mó mąż mógł uważać, że ten romans jest poza naszym życiem
ale to NIE BYŁ CZAS NA DZIECKO I MIŁOŚĆ DO DZIECKA
i niestety to dziecko straciłam
wtedy zrozumiałam..
to dlatego - się nie mogłes urodzić...
bo nie był spełniony warunek podstawowy - kochająca się rodzina, w której ludzie dbają o siebie nawzajem
kenobi - twoje poglądy są tak samo utopijne, jak poglądy tych, którzy uważają, że romans to coś, co im się słusznie należy (ach ci źli partnerzy....) i że to wielkie szczęscie...
to odwrócony wektor tego samego - nieprawdziwej utopii o zdradzie
zdrada nie dzieje się na boku
zdrada nie jest szczęsciem i spełnieniem, które mnie spotkało
zdrada to złapanie wielkiego, smierdzącego gówna w czystą dotychczas rekę i pierdolnięcie tym gównem na środek living roomu we włąsnym domu
i zaufajmy, że nikt nie zauważy, żesmy ubabrani w gównie a w naszym domu smierdzi...
Ech.....
Dziękuję bardzo za odpowiedzi, wbrew pozorom bardzo wiele to dla mnie znaczy.
Śmiem twierdzić, że nie patrzyłam na to z tej strony... wiem, że źle robię, ale tłumaczyłam sobie, że też zasługuję na szczęście, cokolwiek ono oznacza. I również zdaje sobie sprawę, że nie zaczęłam tak jak powinnam. Wiem, że na czyimś nieszczęściu szczęścia się nie zbuduję. Mam straszny mętlik w głowie, muszę sobie to jakoś poukładać, tylko mam straszną słabość do "przyjaciela" teraz rozmawiam z nim przez telefon, niby udaję że wszystko jest w porządku ale strasznie mnie ściska w środku, mam ochotę wygarnąć mu ale nie wiem sama nie wiem....... mam pustkę w głowie,jestem zła, muszę ochłonąć.......... jedno jest pewne źle mi z tym.
ciszajakja niech to szczęście nie będzie miało przełożenia bycia z kimś, czy pojechania gdzieś, ale niech oznacza przede wszystkim spokój w sercu, balans tego, co się myśli, co się robi i kim się jest.
własnie - prawo do szczęscia oznacza - dokładnie to, co napisała catwoman - spokój w sercu, wiarę w siebie, niezaleźność (od facetów, miłostek, czyjeś oceny naszej osoby) godnośc osobistą (a romans niestety sprawia ze ze swojego ciała, uczuć i umysłu robisz ukrywane, niewazne, potajemne, ukradnkowe dobra...)
szczęscie - to COŚ WIĘCEJ
to nasze AUTENTYCZNE JA
ciszajak ja.. czy naprawdę, naprawdę-nie jesteś kobietą, która zasługuje na to, by facet, który ją podobno kocha - stworzył w swoim zyciu prawdziwe, dobre, uczciwe miejsce przy jego boku??
naprawdę jesteś tak bardzo nic nie warta aby godzic się na bycie dodatkiem do zycia? czymś z boku? czyms na okazję? czyms przejściowym?
naprawde nie zasługujesz, aby dla kogoś byc najwazniejsza na świecie ????
dzięki End aluzja. moje poglądy są utopijne.
Każdy z nas zasługuję na szczęście! I każdy z nas o tym wie. Tylko czasami życie układa się w taki a nie w inny sposób. Czy dlatego musimy zostać potępieni przez społeczeństwo??
Stało się zaangażowałam się, zakochałam się w osobie w której mi nie wolno, on również i dlatego jesteśmy gorsi? To, że mamy związki małżeńskie przekreśla nas jako ludzi żeby być szczęśliwym?
Wiem, że nie tak powinno być, powinniśmy najpierw zakończyć istniejące związki żeby zacząć to co jest teraz, no ale my tego nie planowaliśmy, miała być tylko przyjaźń, a wyszło jak wyszło.
Póki co nie zamierzam nic z tym zrobić. Poczekam na dalszy rozwój sytuacji, życie wszystko pokaże
Bo w końcu nie warto walczyć o szczęście, bo w mniemaniu niektórych osób nie warto.
I nie chcę byc przy tym złośliwa i czy też nie chcę się wybielić ![]()
Oczywiście, że każdy zasługuje na szczęście... wasi partnerzy również, czego zdaje się kompletnie nie bierzesz pod rozwagę... ![]()
Potrafię sobie wyobrazić jak się czujesz.. dlatego poradzę: Tylko nie ryzykuj! Bo możesz zostać na lodzie. Powinnaś ułożyć sobie strategię, polegającą na sprawdzeniu Twojego wybranka. To on ma Tobie udowodnić, że jest w stanie się dla Ciebie poświęcić i że faktycznie jesteś dla niego całym światem. Według mnie ważną kwestią będzie aspekt finansowy - czy będziecie mieli gdzie się podziać w celu Tworzenia Waszego nowego życia, jak będziecie się utrzymywać (przecież on będzie musiał płacić alimenty na swoje dzieci, ba nawet na swoją żonę jeżeli ona tego zażąda, gdyż rozwód będzie z jego winy). Trzeba dokonać kalkulacji. Jeżeli po przemyśleniu stwierdzisz, że do Waszego życia wkradną się problemy finansowe - to możesz być pewna, że po jakimś czasie stwierdzisz, że to był błąd .. i może nawet zaczniesz tęsknić za czasami sprzed rozwodu, gdy Twoje życie było spokojne i poukładane.
A teraz druga strona medalu - skoro Twój mąż pracuje za granicą to zakładam, że zarabia więcej niż polską średnią krajową
Wykorzystaj to ! Zacznij podróżować z dzieciakami. Jeździjcie raz do niego a następnym razem gdzieś z nim! Zmiana otoczenia potrafi kojąco wpłynąć na związek dwojga ludzi. Twoje dzieci na tym skorzystają, zwiedza kawał świata, Ty odpoczniesz psychicznie. Domyślam się, że te wszystkie przemyślenia a propos kochanka (wybacz za niefortunne określenie) biorą się z tego, że tak naprawdę najbardziej doskwiera Tobie monotonia i brak bliskości aktualnego partnera, który teraz jak zakładam zmienił się wręcz w pewien wstręt. Bo czy nie jest tak, że teraz gdy rozmawiasz z mężem i miałabyś się z nim zbliżyć to czułabyś, że zdradzasz tego drugiego? pewnie tak jest. My kobiety pod tym względem jesteśmy nieźle pokręcone
Jeśli mogę coś doradzić.. Postaraj się zrealizować najpierw opcję z drugiego akapitu (tą o podróżach itd), gdyż w tym przypadku niczego nie ryzykujesz a może się tylko polepszyć, a gdy to nie wyjdzie to dopiero wtedy zaryzykuj.
Pozdrawiam i życzę trafnych decyzji
!!!
Potrafię sobie wyobrazić jak się czujesz.. dlatego poradzę: Tylko nie ryzykuj! Bo możesz zostać na lodzie. Powinnaś ułożyć sobie strategię, polegającą na sprawdzeniu Twojego wybranka. To on ma Tobie udowodnić, że jest w stanie się dla Ciebie poświęcić i że faktycznie jesteś dla niego całym światem. Według mnie ważną kwestią będzie aspekt finansowy - czy będziecie mieli gdzie się podziać w celu Tworzenia Waszego nowego życia, jak będziecie się utrzymywać (przecież on będzie musiał płacić alimenty na swoje dzieci, ba nawet na swoją żonę jeżeli ona tego zażąda, gdyż rozwód będzie z jego winy). Trzeba dokonać kalkulacji. Jeżeli po przemyśleniu stwierdzisz, że do Waszego życia wkradną się problemy finansowe - to możesz być pewna, że po jakimś czasie stwierdzisz, że to był błąd .. i może nawet zaczniesz tęsknić za czasami sprzed rozwodu, gdy Twoje życie było spokojne i poukładane.
A teraz druga strona medalu - skoro Twój mąż pracuje za granicą to zakładam, że zarabia więcej niż polską średnią krajową
Wykorzystaj to ! Zacznij podróżować z dzieciakami. Jeździjcie raz do niego a następnym razem gdzieś z nim! Zmiana otoczenia potrafi kojąco wpłynąć na związek dwojga ludzi. Twoje dzieci na tym skorzystają, zwiedza kawał świata, Ty odpoczniesz psychicznie. Domyślam się, że te wszystkie przemyślenia a propos kochanka (wybacz za niefortunne określenie) biorą się z tego, że tak naprawdę najbardziej doskwiera Tobie monotonia i brak bliskości aktualnego partnera, który teraz jak zakładam zmienił się wręcz w pewien wstręt. Bo czy nie jest tak, że teraz gdy rozmawiasz z mężem i miałabyś się z nim zbliżyć to czułabyś, że zdradzasz tego drugiego? pewnie tak jest. My kobiety pod tym względem jesteśmy nieźle pokręcone
![]()
Jeśli mogę coś doradzić.. Postaraj się zrealizować najpierw opcję z drugiego akapitu (tą o podróżach itd), gdyż w tym przypadku niczego nie ryzykujesz a może się tylko polepszyć, a gdy to nie wyjdzie to dopiero wtedy zaryzykuj.
Pozdrawiam i życzę trafnych decyzji
!!!
Kpisz czy co?
Pomyliłaś portal.
Tylko czasami życie układa się w taki a nie w inny sposób.
Ale pieprzysz kochana.
W jaki sposób ci siE biedaczysko to zycie ułożyło? na co nie mialas wyboru? Na wybór męża?? Na wybór stylu życia? Na fakt siedzenia w domu z dwójka dzieci? I czekanie ba przelewy od męża??
Na co ty nie mialas wpływu? Jak ci sie to biedne życie ułożyło ze taka nieszczęśliwa jestes???
Zacytuję klasyka z polskiego kina....
W dupach wam sie poprzewracalo!
No ale teraz do pracy pójdziesz zeby dzieci i kochasia placacego alimenty utrzymywać. Wyjdziesz na ludzi.
A twoja pewność ze osmiolatek zrozumie wybory mamusi odrzucajacej ojca zeby bzykac sie z innym facetem jest porażająca. Naprawdę.
"To, że mamy związki małżeńskie przekreśla nas jako ludzi żeby być szczęśliwym?" teraz mam autentycznie wrażenie, że napisała to 16-latka, nie kobieta..... dojrzała.
Ale pieprzysz kochana.
W jaki sposób ci siE biedaczysko to zycie ułożyło? na co nie mialas wyboru? Na wybór męża?? Na wybór stylu życia? Na fakt siedzenia w domu z dwójka dzieci? I czekanie ba przelewy od męża??
Na co ty nie mialas wpływu? Jak ci sie to biedne życie ułożyło ze taka nieszczęśliwa jestes???
Zacytuję klasyka z polskiego kina....
W dupach wam sie poprzewracalo!No ale teraz do pracy pójdziesz zeby dzieci i kochasia placacego alimenty utrzymywać. Wyjdziesz na ludzi.
A twoja pewność ze osmiolatek zrozumie wybory mamusi odrzucajacej ojca zeby bzykac sie z innym facetem jest porażająca. Naprawdę.
Chciałam przez to powiedzieć, że nie miałam wpływu na to, że coś poczuję, że wyjdzie z tego coś więcej, że przekroczę granicę. Wiem, zdaję sobie sprawę, że źle robię a wy mnie tutaj w tym utwierdzacie. Ale co ja mogę zrobić? Co zrobić żeby było dobrze. Może powiem tak........ relacja z przyjacielem, kiedy jest gdzieś tam blisko dla mnie sprawia, że mam w sobie dużo takiej pozytywnej siły, czuję wewnętrzny spokój....a kiedy go nie ma pustkę i nic więcej.
I masz rację w dupie mi sie przewraca. I to bardzo
Chyba nie radzę sobie z tym.
Ale jedno jest pewne, muszę podjąć decyzję, nie myśląc o sobie, to teraz moja osoba jest najmniej ważna.
Co do dziecka........ kiedyś sam mi powiedział, że jeżeli mam płakać i być smutna przez tatusia lepiej jakbym od niego odeszła.... ale to już całkiem inna historia.
Catwoman, właśnie tak się czuję, niestety.
ciszajakja sama już musisz rozważyć, co będzie słuszne; nie co da Ci szczęście, bo to szczęście można rozpatrywać na wielu płaszczyznach; dla mnie byłoby to spełnione poczucie godności, równowaga życiowa, życie zgodne z wyższymi wartościami, dla Ciebie jest to chwilowe szczęście u boku tchórza - wybacz, ze tak nazywam Twego ukochanego, ale mężczyzna, który pcha się tam, gdzie nie powinien, który rozwala związek kobiecie, sam będąc związany już z jedną i czuje się komfortowo z tym, to tchórz.
End_aluzja napisał/a:Ale pieprzysz kochana.
W jaki sposób ci siE biedaczysko to zycie ułożyło? na co nie mialas wyboru? Na wybór męża?? Na wybór stylu życia? Na fakt siedzenia w domu z dwójka dzieci? I czekanie ba przelewy od męża??
Na co ty nie mialas wpływu? Jak ci sie to biedne życie ułożyło ze taka nieszczęśliwa jestes???
Zacytuję klasyka z polskiego kina....
W dupach wam sie poprzewracalo!No ale teraz do pracy pójdziesz zeby dzieci i kochasia placacego alimenty utrzymywać. Wyjdziesz na ludzi.
A twoja pewność ze osmiolatek zrozumie wybory mamusi odrzucajacej ojca zeby bzykac sie z innym facetem jest porażająca. Naprawdę.
Chciałam przez to powiedzieć, że nie miałam wpływu na to, że coś poczuję, że wyjdzie z tego coś więcej, że przekroczę granicę. Wiem, zdaję sobie sprawę, że źle robię a wy mnie tutaj w tym utwierdzacie. Ale co ja mogę zrobić? Co zrobić żeby było dobrze. Może powiem tak........ relacja z przyjacielem, kiedy jest gdzieś tam blisko dla mnie sprawia, że mam w sobie dużo takiej pozytywnej siły, czuję wewnętrzny spokój....a kiedy go nie ma pustkę i nic więcej.
I masz rację w dupie mi sie przewraca. I to bardzo
Chyba nie radzę sobie z tym.
Ale jedno jest pewne, muszę podjąć decyzję, nie myśląc o sobie, to teraz moja osoba jest najmniej ważna.Co do dziecka........ kiedyś sam mi powiedział, że jeżeli mam płakać i być smutna przez tatusia lepiej jakbym od niego odeszła.... ale to już całkiem inna historia.
Catwoman, właśnie tak się czuję, niestety.
Mialas wpływ.
Mialas.
Uświadom to sobie.
To dzieje sie z Twojej woli. Na twoje życzenie. Z twoim przyzwoleniem.
To chciałam napisać-co zrobiła End_Aluzja:
ciszajakja WSZYSTKO co robisz, jest Twoją decyzją. Jeśli piszesz "nie miałam wpływu, to się stało" - nieprawda. Jeśli w czymś tkwisz, to nie dlatego, że nie możesz przestać, ale dlatego, że nie chcesz tego zrobić.
Dobrze jest TO właśnie sobie uświadomić. To TY pociągasz za sznurki swojego życia. I TY za nie całkowicie odpowiadasz.