Cześć Net świecie!
Jestem tu nowa ale kilka lat temu już się u Was udzielałam. Teraz od około roku byłam wierną czytelniczką i już dawno chciałam do Was dołączyć ale zawsze coś stawało mi na drodze. Teraz jestem. Nie wiem czy to dobry dział dla mojego problemu ale spróbuję...
Zacznę od plusów - mam męża (od niedawna:) cudowny człowiek, który daje mi ogrom szczęścia), minusy - nie mam przyjaciół, nikogo... Jakiś czas temu, gdy zaczęła układać się jedna sfera mojego życia (miłość, praca, samodzielne życie), nagle te nieliczne znajomości (wcześniej myślałam, że przyjaźnie) zaczęły się kruszyć i rozpadać. O każdą walczyłam, naprawdę do końca i z całych sił walczyłam ale w pewnym momencie już trzeba było odpuścić, przepłakać, przejść dołek i po prostu się z tym pogodzić. No i tak teraz nie mam nikogo.
Ważnym jest fakt, że 3 lata temu zostawiłam "swoje miejsce na ziemi" i przeprowadziłam się, dość daleko, do rodzinnego miasta mojego teraz już męża. Dbałam wtedy jeszcze mocniej o moje więzi z ludźmi na których mi zależało ale jednostronnie nie wiele mogłam. Zastanawiałam się nad tym co robię źle, dlaczego nie umiem utrzymywać czy nawiązywać znajomości, przyjaźni. Zawsze w okół siebie miałam niewielką ilość ludzi ale za to zawsze kogoś. Poszperałam w swojej przeszłości ale po co to teraz, gdy przecież czasu nie cofnę. Oczywiście poznałam tu kuzynostwo i znajomych mojego męża, w większości to naprawdę fajni ludzi, bardzo lubię nasze spotkania, lubię ich gościć u nas ale czuję, że jestem tylko kobietą ich kuzyna/kolegi. Niektóre z dziewczyn są naprawdę fajne ale mają one swoje silne przyjaźnie już wieloletnie a ja nie umiem i nie chcę się komuś narzucać.
Zapewne nie pomaga w tym wszystkim fakt, że od dzieciństwa albo trochę później, przy zawieraniu jakiś nowych znajomości towarzyszy mi uczucie, że ludzie do których "wchodzę" z miejsca mnie nie lubią, albo chociaż odbierają bardziej negatywnie niż pozytywnie (nie wiem skąd to się bierze ale nie umiem myśleć inaczej), to paraliżuje. Jak już dłużej kogoś poznam to powoli się otwieram no ale niestety tak jak pisałam, mam wrażenie, że już znam w tym nowym dla mnie środowisku swoje miejsce w szeregu... Praca - niestety, na tyle specyficzna, że ciągle obracam się w innym miejscu i trudno o stałe znajomości. Dodatkowe aktywności - brak. Pomimo wielu planów i chęci, gdy przychodzi co do czego to się spinam i niczego nie zaczynam.
Ostatnio uległam małemu wypadkowi, przez który muszę pobyć trochę w domu. Dobijają mnie już te samotne dni, mój telefon milczy, nikt nie zadzwoni, nie popisze, nie wpadnie na kawę itd.. Znacie to uczucie gdy np. po rozstaniu wszędzie, dosłownie na każdym kroku widzicie zakochanych i was to dodatkowo dobija, no to ja tak mam od pewnego czasu, tyle, że nie o pary a przyjaciół chodzi. Po prostu czuję, że wpadam coraz większego doła! Mam wspaniałego męża, zna mój problem, stara się, wysłuchuje mnie, chodzi ze mną na zakupy, doradza, robimy wspólne wypady ale to przecież facet, i nawet najukochańszy nie zastąpi babskich plotek, babskiego oka w przymierzalni, babskiej kawy itd... Strasznie za tym tęsknię, strasznie tego pragnę i czuję, że jeszcze trochę a znów załamię się jak jakiś czas temu, tak po całości, a nie chcę.
Zaczynam więc od Was! Bo lubię to forum, bo polubiłam niektórych użytkowników i ich zdanie i podejście do niektórych tematów, bo tak mi łatwiej. Cieszę się, że w końcu się zmobilizowałam i tu piszę. Jeśli nawet nie dam rady zmienić coś w swoim realnym światku, to może chociaż obecność tu, z Wami da mi namiastkę relacji innych niż tylko małżeńska.
Pozdrawiam Was i liczę na nową, lepszą przygodę! ![]()