netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

114 odpowiedzi13 931 wyświetleńzałożony przez Violi, 09.04.2016

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 115 z 115 ]

66

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
Violi napisał/a:

5-6. No a jaki cel miało właściwie kontynuowanie tamtej znajomości? Widziała, że jestem nieśmiały, pomagaliśmy sobie, to nawet na koniec nie mogła przyjąć mojego zaproszenia. Uznałem, że najwyraźniej w świecie myliłem się co do oceny naszych relacji i tak naprawdę nawet za mną specjalnie nie przepadała. Potem natrafialiśmy na siebie jeszcze, były jedna-dwie fajne rozmowy jak poprzednio, a tak to ewidentnie obojętne podejście z jej strony. Za jednym razem nawet w ewidentny sposób antypatyczne. Ja mam tak że się zachowuję tak, jak ktoś w stosunku do mnie. Jak ktoś jest dla mnie w porządku, to ja będe dwa albo trzy razy bardziej w porządku. Nie oszukujmy się, tak jest na świecie. Od razu możemy przejść do następnego wątku, dlaczego takie podejście "coś za coś" uważasz za dziecinne? Bo tak szczerze piszę? Popatrz dookoła, czy tak się nie dzieje na świecie, że odwdzięczamy się pięknym za nadobne? Naprawdę na świecie wszyscy się z każdym kochają? Skąd się biorą takie antypatie - właśnie z nieporozumień, ktoś kogoś uraził, nie przypadł komuś do gustu i ten drugi też na swój sposób się "mści". Jakby ktoś Cię opluł, nie miałabyś choć przez sekundę myśli, aby mu oddać? Albo jak Ci ktoś coś ukradł? Nie bądźmy takimi stróżami moralności, człowiek ma jakieś słabości i niekiedy ma dosyć bycia robionym w ... balona.

Do listy swoich ujmujących cech wink dorzuć mściwość i pamiętliwość. Być może nie na taką skalę, jak u Peacoca, ale wystarczającą, aby uniemożliwić Ci nawiązanie bliższych relacji z kobietami.

http://www.netkobiety.pl/t94741.html

Jeżeli kobieta nie może być Twoją partnerką, to na status koleżanki juz nie zasługuje wink Po co Ci ona? Odrzuciła, więc teraz niech cierpi. Szkoda tylko, że pewnie nie cierpi wcale...
Problem polega na tym, że nie potrafisz rozmawiać z kobietami, nawiązywać bliższych relacji. Albo partnerka, albo nikt wink Wbrew powszechnej opinii, przydałby Ci się friendzone... Tylko, że Ty nie dostrzegasz żadnej wartości w zwykłym poznawaniu i utrzymywaniu przyjaznej relacji z kobietą.

Taaa, wszystkiemu winna tylko nieśmiałość...

67 Ostatnio edytowany przez pankoneser (2016-04-11 19:13:44)

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Do kazdej sprawy mozna podejsc w dwojaki sposob. Nie do konca rozumiem Waszej nagonki na autora. Jest tylko czlowiekiem, nikt nie jest idealny. Kazdy ma jakies wady. Nie wiem co jest synonimem szczescia w obecnych czasach. A moze wiem. Kazdy szuka i chcialby miec ta swoja druga polowke, dzielic sie z nia tym co dobre i tym co zle. Nie zmieniac na sile siebie tylko byc takim jak sie jest. Oczywiscie, ze kazda kobieta wymaga zeby facet byl facetem, ale czy to oznacza chodzacy ideal? Moze autor zle trafia i kiedys znajdzie kogos z kim bedzie szczesliwy i vice versa. Nie wiem po co na sile wytykacie gosciowi tylko wady. Zamiast dac delikatnego kopa wsparcia. Mysle, ze slowem pisanym nie mozna wszystkiego dokladnie wyrazic i nie wiecie jaki ON jest na prawde. Ja i tak wierze, ze to jest spoko gosciu jakich wielu na swiecie i kazdemu nalezy sie szansa. Jestes mlody masz dopiero 25lat, wszystko przed Toba, rozwijaj sie, rob swoje, miej pasje, postaraj sie o dobra prace, zebys mogl sobie zyc na luzie i robic to co lubisz. A to co mowia inni miej gleboko w powazaniu. Nie szukaj na sile, bo to nic nie da a wrecz zadziala odwrotnie. Na pewno spotkasz fajna dziewczyne, ktora bedzie w Tobie widziala zalety ale tez i wady i sie z tym pogodzi. Swiat mnie wkurza czasami bo schodzi na psy. Jedno moge powiedziec, poznalem troche dziewczyn i wiem, ze sa wsrod nich te "zle" jak z filmu z Linda, ale sa tez i te dobre. Keepin' the faith.

68 Ostatnio edytowany przez Violi (2016-04-11 19:25:34)

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Klio - przeczytałem ten temat, podobnie jak poprzedni praktycznie bliźniaczy do mojego. Momentami jakbym czytał o sobie. Ale mniejsza - hm, ujmujących. Ja przynajmniej mam odwagę ocenić obiektywnie jak jest i być szczery, a nie jak większość ludzi ukrywać swoje wady i nie mówić o nich. Gdyby każdy musiał wymienić swoje  rzeczywiste wady np. bo inaczej obcięliby mu łeb, to każdy by niejeden wyszedłby na niezłego gnoja. A ja nie jestem złym człowiekiem, pamiętliwym jestem to fakt, ale mściwym? Zresztą, nazywaj to sobie jak chcesz, masz dziwne podejście dla mnie i tyle. Patrzysz pod jednym kątem, nie wiem czemu aż tak bardzo zaślepienie i nie próbując zrozumieć żadnego argumentu (pozostali jakoś potrafią, nawet ci którzy są też krytycznie nastawieni do mojej postawy), nie mam pojęcia dlaczego, może poznałaś kogoś podobnego w życiu czy co? Nie wiem. Nie wnikam.

Jeżeli kobieta nie może być Twoją partnerką, to na status koleżanki juz nie zasługuje

To było zwykłe zaproszenie. Podobała mi się, lubiłem ją, w sumie do tej pory lubię, choć nie rozumiem jej niektórych dziwnych decyzji. Zaprosiłem ją na spotkanie prywatne. Może trochę pod przykrywką, może powinienem bardziej szczerze (w tych momentach nieśmiałość przeważa nad szczerością), ale po prostu lubiłem ją i jak skończyliśmy wspólną edukację nie chciałem gubić kontaktu. Wykręciła się, odrzuciła, tzn. że mnie tak naprawdę nie lubiła i nie wiem po co miałem z taką osobą utrzymywać kontakt. Inna sprawa, że jak potem mieliśmy styczność, to ona sama jak kiedyś częściej się do mnie uśmiechała i sama zagadywała, tak teraz pozostawała obojętna, olewała, udawała że nie widzi. Widocznie dla niej to nawet nie było koleżeństwo, a ja sobie wmawiałem, że mnie lubi.

Problem polega na tym, że nie potrafisz rozmawiać z kobietami, nawiązywać bliższych relacji. Albo partnerka, albo nikt wink Wbrew powszechnej opinii, przydałby Ci się friendzone..

No tu masz rację, ale sama widzisz co z takich friendzonów wynika. Do rozmów z koleżankami wszystko jet ok. Tylko co, zajętej koleżanki mam zaprosić jak kumpla na browara, mecz, imprezę, czy jakiś wspólny wypad na miasto? To jest ta różnica.

Nie wiem po co na sile wytykacie gosciowi tylko wady. Zamiast dac delikatnego kopa wsparcia.

Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak użalanie się, pewnie zabrzmi, ale ja mam tak praktycznie całe życie. Za to kiedy poczuję jakiekolwiek wsparcie, pozytywne słowa, motywację, potrafię przenosić góry, jestem niesamowicie zdeterminowany. Takie sytuacje są niezwykle budujące, ale rzadkie. Typowo polskie jest wytykanie wad, nawet gdy ktoś chce z nimi walczyć i zdaje sobie z nich sprawę.
Pankoneser - dzięki za miłe słowa.

69

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
Violi napisał/a:

Może trochę pod przykrywką,

Jakby facet mnie zaprosił na randkę pod przykrywką, a podobałby mi się to kiedyś bym odmówiła i unikała bliższych kontaktów.

70 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-04-11 19:57:48)

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Violi, tak jak pisał Pankoneser do sprawy można podejść w dwojaki sposób. Albo uznać, że moje krytyczne opinie nie służą niczemu i są nagonką. Albo uznać, że krytyczne opinie mogą Ci się przysłużyć w krytycznym spojrzeniu na siebie. Krytycznym spojrzeniu, którego celem nie jest samobiczowanie, ale uczciwe ocenienie, czy opinie mogą mieć jakieś pokrycie w rzeczywistości, bądź nie.
Co do typowo polskiego wytykania wad, to nie rozśmieszaj mnie nawet. Pytałeś w pierwszym poście dlaczego nie jesteś „stworzony do związku”. Wskazałeś nieśmiałość. Ja dostrzegam parę innych cech, które mogą sprawić problem w nawiązywaniu relacji z kobietami i to tyle. Możesz jak najbardziej uznać, że się mylę. Dla mnie to nie robi różnicy.

Wielokropek napisał/a:

Czytając prośbę o pomoc, ufam, że autor prośby faktycznie jej oczekuje. Wiem też, bo wielokrotnie przekonałam się na własnych czterech literach, że pomocą nie jest tylko docenianie, ale też pokazanie popełnionych/popełnianych błędów. Wiem, że bezowocna jest praca nad sobą, gdy nie zna się prawdy. A prawda, jak to prawda, nie jest tylko przyjemna. Błędem moim, popełnionym nie tylko w tym wątku, wobec jego autora, jest zapomnienie. Zapomniałam się zapytać o to, czy autorowi zależy na tym, by było szczerze, czy miło. Bo wielokrotnie te dwie sprawy, niestety, nie idą w parze.

71

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Chłopie, to że jesteś wolny to jest zaleta nie wada. Nic nie tracisz, tracą dziewczyny. Naprawdę chcesz być na uwięzi i w kagańcu, tłumaczyć się co wieczór o której wrócisz i co robiłeś każdego dnia?
Jedyne czego Ci trzeba to pieszczot, czułości i wieczornych spacerów z piwem po parku przy pięknej dziewczynie. Uwierz, poderwać dziewczynę na kilka dni / tygodni to żaden problem. Jeśli jednak czujesz nieśmiałość, polecam kilka darmowych aplikacji dla osób szukających nowych kontaktów.
Pisz na priv, chętnie pomogę się ogarnąć smile

72

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
Violi napisał/a:

.... jest wręcz niemożliwy. Mam już prawie 25 lat, a od wielu wielu lat nie mogę zdobyć dziewczyny. .... Kiedyś to olewałem, bo w sumie zawsze potrafiłem żyć swoją pasją i nie miałem takiego parcia na związek, ale w ostatnich czasach zaczyna mi to dokuczać i doskwierać.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci -- twój przypadek jest jak najbardziej klasyczny. To przypadek owieczki, zagubionej, bo ignorującej miłość i seks i relacje z innymi ludźmi, szukającej ideału, owieczki początkowo radosnej wśród całego stada... owieczki, która w pewnym momencie zostaje sama na polu, bo inne już odeszły swoją drogą, owieczki, która myślała, że ważny jest doktorat, narty, wolność, pieniądze...


Wszyscy wokół kogoś mają tylko ja nie ... ... ale czuję przy tym sporą zazdrość i niesprawiedliwość, niezrozumienie.

Gdybyś znał odpowiedź, to i tak byś nie uwierzył. Ale powiem... musisz się postarać, aby kogoś znaleźć, a potem postarać, aby z tym kimś żyć, i zrozumieć, że nigdy nie będzie perfekt, i że nie ma "tej jedynej"... "tą jedyną" jest ta, którą wybierzesz, z którą razem będziecie chcieli iść przez życie.

Prawdodpodobnie znajdziesz wiele powodów, aby uzasadnić, że jesteś sam.


... nawet jakiś zwykły żarcik z podtekstem, to zapala im się lampka, że "oho, startuje" i natychmiast się dystansują i traktują zimniej.

No to nie żartuj z podtekstem... Może dziewczyna wtedy myśli, że jest traktowana przedmiotowo?



... ... koledzy czy koleżanki nawet lgną do mnie, chcą się ze mną spotykać, zapraszają na różne imprezy itd. Ale powoli mnie to już irytuje, idę sobie z kumplami, oni z dziewczynami, ja jak zwykle sam. Zastanawiam się wówczas "w czym ja jestem gorszy?"

A kiedy ostatnio zaprosiłeś koleżankę (!!!) na wspólny wypad? A jeśli koleżanka zaprosiła Cię na imprezę, to byłeś na nią otwarty, czy raczej zachowujesz się jak dżentelmen? Bo wiesz... to takie kłamswo, że trzeba być zdystansowanym...



Nie czuję się absolutnie głupszy od nich czy coś, w towarzystwie gdy oni są z dziewczynami zdarza się, że to ja je bardziej rozśmieszam niż oni.

Nie, nie -- pomyliłeś się. Jeśli bardziej Ty żartujesz, to znaczy, że twoje żarty są fajne. Pewnie tego nie zauważasz, ale w tym przypadku przedmiotem zainteresowania są żarty. A dziewczyna z żartami żyć nie będzie. Dziewczyna potrzebuje człowieka. Gdzie się chowasz Ty jako człowiek? Za żartami? Za regułami i byciem grzecznym?



... wkur... za przeproszeniem te pytania, czy twierdzenia, że taki ze mnie fajny chłopak, a nikogo nie mam. To mnie dotyka chyba bardziej, niż jakby mnie prosto w twarz ktoś zwyzywał, naprawdę. Jaki wpływ mam na to, że co spotkam jakąś fajną dziewczynę to albo zajęta, albo niezainteresowana, a gdy więcej było wolnych to ja w tym czasie musiałem walczyć z chorobą?

W wieku 25 lat dalej jest dużo fajnych dziewczyn... ale nie ma już klasy, abyście razem siedzieli pół dnia w tym samym miejscu.

Szczęściu trzeba pomóc... ale wiem, że w to nie wierzysz, tylko wskazujesz na przeszkody.
Jedni widzą szanse, a inni przeszkody.
za Wielokropek:     jak ktoś chce znajdzie sposób, jak ktoś nie chce znajdzie powód.
Ty masz powody, że jesteś sam. Usprawiedliwiają Cię?

73

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Kolego Gary, oceniasz bardzo stereotypowo, nieuważnie i krzywdząco.

Najważniejsze:

Prawdodpodobnie znajdziesz wiele powodów, aby uzasadnić, że jesteś sam.

Tak i właśnie dlatego tutaj piszę, bo znam wiele powodów i chcę je znaleźć. Przecież gdybym znał to nie zakładałbym tematu. Wczytaj się trochę a nie przeczytałeś pewnie parę akapitów i bierzesz jakieś dziwne oceny.

owieczki, która w pewnym momencie zostaje sama na polu, bo inne już odeszły swoją drogą, owieczki, która myślała, że ważny jest doktorat, narty, wolność, pieniądze..

Kolejna totalna z dupy i stereotypowa teoria, skąd w ogóle Ci przyszło do głowy, że mogę tak myśleć? Nigdy nie byłem łasy na pieniądze, zwłaszcza w porównaniu z rówieśnikami, zawsze pasja i miłość, kontakty z ludźmi ogólnie, były dla mnie największą wartością. "Doktorat, narty, wolność" - nie wiem, czy na pewno w odpowiednim temacie się wypowiadasz. Porównanie może i trafne ale zostaję na polu z tego względu że jestem nieśmiały i przez większość czasu, w najlepszych latach mojego życia kiedy to właśnie inni balowali i korzystali z niego, ja musiałem psychicznie męczyć się z niezależną ode mnie chorobą. Ale Ty tego nie zrozumiesz, musiałbyś przejść coś takiego. Zresztą skutki czuję do dziś, a najbardziej doskwierająca to właśnie zniszczona niemal do zera pewność siebie.

A kiedy ostatnio zaprosiłeś koleżankę (!!!) na wspólny wypad?

Kolejny dowód na to, że w ogóle nie przeczytałeś dokładnie tematu, a się wypowiadasz.

Nie, nie -- pomyliłeś się. Jeśli bardziej Ty żartujesz, to znaczy, że twoje żarty są fajne. Pewnie tego nie zauważasz, ale w tym przypadku przedmiotem zainteresowania są żarty. A dziewczyna z żartami żyć nie będzie. Dziewczyna potrzebuje człowieka. Gdzie się chowasz Ty jako człowiek? Za żartami? Za regułami i byciem grzecznym?

Heh, czułem że ktoś to wychwyci, żeby wmówić mi, że jestem pajacem-żartownisiem. Niepotrzebnie w ogóle to podawałem jako przykład. Nie żartowałem - było be, sztywniak. Jak już żartuję - pajac. Ze skrajności w skrajność.

74

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Ale jakich chcesz rad? Jak ktoś Ci napiszę,że wszystko przez nieśmiałość, to przytakujesz, nic dziwnego, z taką tezą tu przyszedłeś.  Jeśli ktoś pisze cokolwiek innego,to nie,bo się myli. Tu nie chcesz rad, Ty chcesz potakiwania.  I do tego ta mityczna choroba.. może napisz uczciwie jaka,  to będziemy mieli jasny obraz twojej osoby.

75

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Choroba nazywa się negatywność marazmiczna. Choroby podobno nikt nie widzi...

76 Ostatnio edytowany przez Gary (2016-04-12 22:58:14)

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

@Violi:    problemy sa już wypunktowane. Który rozwiazujesz najpierw? Nieśmiałość? Pewność siebie...? Jakie są twoje rozwiązania tego problemu?

PS. przeczytaj mojego posta, na którego tak się żachnąłeś, za 10 lat...

77

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

To ja się odniosę do mojego posta i twojej odpowiedzi, bo pozostałych jest za dużo, żebym dała radę. Co nie znaczy, że nie przeczytałam. I słuchaj, ja tam jestem po twojej stronie. smile

2. Sztucznym maczo ... w sumie może coś w tym jest? Zawsze byłem niestety bardzo wrażliwy i uczuciowy. Będąc nieśmiałym tłumię to jednak w sobie. Bo co, mam płakać, jak mi źle? Cierpię, ale nikomu tego nie okażę bo uznaję to za słabość, tak to po prostu jest. Tak zostałem wychowany. Chłopaki nie płaczą ani się nie żalą, nawet jak wewnątrz cierpią. Nie wiem co ma do tego fałsz, trochę tutaj mylisz pojęcia. Miałem niszczącą samoocenę chorobę, bolało mnie to w cholerę, ale nigdy nikomu nie płakałem, nie mówiłem jak to mi źle, bo uważałem - sam dla siebie, nie żeby się przypodobać - że jestem facetem. Nie wiem czy robiłem słusznie, czy nie, na pewno niczego to nie zmieniło. Jednocześnie wzmagało się u mnie poczucie niesprawiedliwości, bo byłem twardy, a niektórzy ludzie oceniali mnie jako mięczaka, bo byłem nieśmiały. Wzmagało się przez to u mnie trochę takie poczucie niesprawiedliwości.

"Chłopaki nie płaczą ani się nie żalą" No ale czemuuuuuu?
Ekhm.

O co mi chodzi - "uważam że jestem facetem -> faceci nie płaczą -> nie wolno mi płakać" to jedna z największych tragedii, jakie przytrafiają się chłopcom w naszym pokoleniu. To, że coś cię rusza, wzrusza, boli - to znaczy, że jesteś człowiekiem. To, że coś cię przerasta, to znaczy, że potrzebujesz wsparcia, jak każdy inny człowiek na ziemi. I wiem, że wmawia nam to społeczeństwo, że płaczący facet to mięczak (że taki facet to BABA, jakby bycie kobietą było strasznie obraźliwe i w ogóle fuj). I że taki, który przeżywa i cierpi to do niczego się nie nadaje. Każdy chłopak zmaga się z tym bagażem, bo podejście jest wszechobecne, głęboko zakorzenione w kulturę i bezmyślnie powtarzane z pokolenia na pokolenie. Trudno z tym walczyć. Ba, w ogóle trudno zauważyć, że jest z czym walczyć. A ja - i nie tylko ja - mówię, że to obłuda. Nie z twojej winy, właściwie z niczyjej, ale mimo wszystko jest to maska, której za nic w świecie mężczyźni nie chcą zdejmować. To, że mężczyznom odbiera się metody radzenia sobie z cierpieniem (przegadanie, przepłakanie, pogadanie i tak dalej) powoduje, że cierpienie tylko się kumuluje, narasta, jątrzy się. Nie piszę tu o żadnym zarzucie do ciebie, stwierdzam, że tak jest, że istnieją takie przeświadczenia i że są one krzywdzące. Naprawdę, gdyby poświęcić ten czas (który marnuje się na pielęgnowanie stereotypów, zaprzeczanie uczuciom, zamiatanie ich pod dywan, wyśmiewanie uczuciowych dzieci) na uczenie dzieciaków - chłopców, dziewczyn, innych - jak konstruktywnie radzić sobie z emocjonalnie trudnymi sytuacjami, żylibyśmy w pięknym kraju.
Także ja polecam zrozumienie, jakie masz w sobie uczucia, nazwanie je i rozmawianie o nich z tymi ludźmi, których te uczucia dotyczą. To LECZY.

3. Powiem tak, myślę, że jakbym miał w życiu odpowiednie wsparcie, to osiągnąłbym więcej na pewnych płaszczyznach. Związek potrafiłby mi dać motywacyjnego kopa do przodu i sam w sobie byłby wsparciem. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale wiem to, że tak by było. W każdej chwili wiedziałbym, że ktoś gdzieś tam jest, ktoś, na kim mi zależy i z wzajemnością. I to już jest wystarczające wsparcie. Nie mówię o wiecznym klepaniu po pleckach i byciu traktowanym jak dzieciaczek przez dziewczynę, jak wielu ma w zwyczaju.

Ja nie wiem, czy by tak było. Wiem, że wielu ludzi tak myśli - i się dosyć tragicznie myli, rozczarowuje się. "On miał być moim spełnieniem marzeń" "dzięki niemu miałam się zmienić". Widzę łódkę, która ledwo, ledwo co płynie (*na pewnej płaszczyźnie). Dołącza się do takiej, co płynie. Obawiam się, że po połączeniu, obie mogą pójść na dno.
Wiem, że chodzi ci o wsparcie. Czy naprawdę do tego potrzebujesz dziewczyny? Jak dla mnie na to miejsce lepiej pasuje przyjaciel lub przyjaciółka.
Mnie się wydaje, że rolą dziewczyny jest trochę coś innego, że ta relacja ma coś innego na celu  - budowanie intymności, zażyłości, bliskości fizycznej, emocjonalnej, wspólne planowanie przyszłości, domu, rodziny, budowanie siebie nawzajem. A nie dawanie kopa i inspiracji do zmieniania siebie.

4. W tym aspekcie raczej do swojego podejścia nie mam nic do zarzucenia. Nie podchodze jednak na zasadzie materiał czy nie materiał, tylko z góry widzę, że fajna dziewczyna z wyglądu, albo przeciętna, albo słabsza. Chyba nic w tym dziwnego.

A gdzie miejsce na "poznajmy się, a nuż po 3 miesiącach znajomości okaże się, ze pałam do niej uczuciem, które musiało się rozwinąć"? Ktoś tu wyżej już powiedział, to co miałam na myśli. Klio trafnie to opisuje. Może ty tak masz, że po 5 minutach potrafisz ocenić, czy coś między wami rozkwitnie czy nie. Moim zdaniem część kobiet (w tym ja) ma tak, że potrzebuje czasu na poznanie faceta, na pogadanie, zaprzyjaźnienie się, nawet na spotkania w większym gronie, gdzie mogę faceta zobaczyć ale bez tego nacisku "będzie chłopak czy nie będzie chłopak?" Tak zwyczajnie, niektórzy oswajają się dłużej. Jeśli nie robisz miejsca w swoim życiu właśnie na tę pośrednią kategorię pomiędzy "może być moja" "nie może być moja" to trudno tak po prostu poznać ludzi. (Zakładam, że skoro już kategoryzujesz kogoś "może być moja" to zachowujesz się wobec niej inaczej, a gdy kategoryzujesz jako "nie może być moja" to w sumie nie jest ci potrzebna i nie starasz się nawiązywać bliższej relacji). Czy widzisz, że można to postrzegać jako zachowanie, które ogranicza twoje szanse?

5-6. No a jaki cel miało właściwie kontynuowanie tamtej znajomości? Widziała, że jestem nieśmiały, pomagaliśmy sobie, to nawet na koniec nie mogła przyjąć mojego zaproszenia. Uznałem, że najwyraźniej w świecie myliłem się co do oceny naszych relacji i tak naprawdę nawet za mną specjalnie nie przepadała. Potem natrafialiśmy na siebie jeszcze, były jedna-dwie fajne rozmowy jak poprzednio, a tak to ewidentnie obojętne podejście z jej strony. Za jednym razem nawet w ewidentny sposób antypatyczne. Ja mam tak że się zachowuję tak, jak ktoś w stosunku do mnie. Jak ktoś jest dla mnie w porządku, to ja będe dwa albo trzy razy bardziej w porządku. Nie oszukujmy się, tak jest na świecie. Od razu możemy przejść do następnego wątku, dlaczego takie podejście "coś za coś" uważasz za dziecinne? Bo tak szczerze piszę? Popatrz dookoła, czy tak się nie dzieje na świecie, że odwdzięczamy się pięknym za nadobne? Naprawdę na świecie wszyscy się z każdym kochają? Skąd się biorą takie antypatie - właśnie z nieporozumień, ktoś kogoś uraził, nie przypadł komuś do gustu i ten drugi też na swój sposób się "mści". Jakby ktoś Cię opluł, nie miałabyś choć przez sekundę myśli, aby mu oddać? Albo jak Ci ktoś coś ukradł? Nie bądźmy takimi stróżami moralności, człowiek ma jakieś słabości i niekiedy ma dosyć bycia robionym w ... balona.
Do podrywaniu zajętych już się nie odniosę bo mówiłem, że to tylko takie moje myślenie, ale w rzeczywistości pewnie nie będę tak robił.

To samo, co przy 4. Część kobiet - nie mówię, że wszystkie - nie jest w stanie określić od pierwszego wejrzenia, czy coś będzie z tego, czy nie będzie. Potrzebują czasu na zaznajomienie się i tak dalej. Ja wielokrotnie zdziwiłam się, gdy odkryłam, że facet, który jeszcze miesiąc temu mnie nie w ogóle pociągał, przy bliższym poznaniu jest kimś, z kim chciałabym się związać. Więc na początku na pewno bym go spławiła - bo wtedy nie był na tyle interesujący, na tyle znajomy. A po jakimś czasie w mojej głowie zbudował się pełniejszy obraz - i z nim przyszła ochota na bliższą relację.
Poznawaj dziewczyny, daj się poznać.

78

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
Violi napisał/a:

Przerażające, ale tak jest. Co się natrafi na jakąś fajną, to zaraz dowiaduję się, że zajęta. Mam wrażenie, że z czasem jest jeszcze gorzej pod tym względem, teraz już nawet te o przeciętnej urodzie są pozajmowane.

.

Bardzo często to one kłamią....a wiem to własnie od dziewczyn:). Kłamią ze są zajęte bo tak najłatwiej

79

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Szopen- nie kłamią, z natury łatwo to wybadać na szybko z rozmów oraz ze statusów na portalach społecznościowych.

Klio i Polka - Wasze wypowiedzi pominę milczeniem, po co mam się w ogóle wypowiadać, jak myślicie że zmyślam z chorobą. Nie muszę nikomu nic udowadniać. Mam tylko pewność że jakby taka Klio miała żyć z tą chorobą z miesiąc to pewnie inaczej by śpiewała i znacznie trudniej ją znosiła niż ja.

Gary-właśnie napisałem ten temat, abyście mi pomogli w jakiś sposób rozwiązać problem. A ciśnięcie mi od egoistów czy zagubionych owieczek raczej niewiele ma z tym wspólnego.

Monoceros - na koniec zostawiam sobie najnormalniejszą i najkonstruktywniejszą opinię.
Co do pierwszego wątku - tak, będąc nawet wrażliwymi facetami musimy być twardzi na zewnątrz. Akurat ta zasada jest we mnie mocno zakorzeniona i gwarantuję, że faceci mają inny punkt widzenia na tę sprawę. Grałem w różne sporty, wychowywałem się na ciężkim osiedlu (nie to, że gadam jak to trudno miałem teraz bo nie do tego zmierzam) gdzie z patologią miało się trochę styczności i stąd wpoiło się pewne zasady, że nie można pękać, nie można ryczeć i ja je akurat jak najbardziej podzielam, tyle ze czasem jest to ciężkie - wydaje się, że chwila słabości jeszcze nikomu nie zaszkodziła ... Tak samo w sporcie, a trochę grałem czy to w piłkę, czy w ręczną, kiedyś nawet w futbol amerykański i próbowałem swoich sił w boksie. Tam nie ma miejsca na coś takiego - ktoś Cię sfauluje czy zetrze się z Tobą, Ty musisz mu oddać - nie ma, że nie wypada czy nie, po prostu musisz bo ogólnie jesteś po prostu brzydko mówiąc piz**. Takie nastawienie się potem przekłada na życie. Głupio trochę, żeby facet który leje po mordzie albo wjeżdża z bara rywalowi po zawodach płakał w kołnierz koleżance.

Wiem, że chodzi ci o wsparcie. Czy naprawdę do tego potrzebujesz dziewczyny? Jak dla mnie na to miejsce lepiej pasuje przyjaciel lub przyjaciółka.

Może i masz rację. W sumie na pewno masz. Tylko są dwa problemy - w tym wieku raczej ciężko znaleźć przyjaciółkę biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie praktycznie w moim otoczeniu pozajmowane. Bo żeby zajęta kobieta została przyjaciółką, to raczej ciężko.

Dzięki za rady generalnie, przemyślę trochę swoje zachowanie i wyciągne wnioski. Zwłaszcza ostatnie słowa brzmią przekonująco. Z drugiej strony to nie jest też do końca tak, że sobie wybieram - o, ta ładna, to z nią będę gadał, ta słaba, to nie. Wręcz przeciwnie - do tych ładnych najtrudniej jest mi się zabrać tongue

80

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
Violi napisał/a:

Klio i Polka - Wasze wypowiedzi pominę milczeniem, po co mam się w ogóle wypowiadać, jak myślicie że zmyślam z chorobą. Nie muszę nikomu nic udowadniać.

Miałeś pominąć milczeniem, ale jednak rady nie dałeś...  big_smile

Violi napisał/a:

Mam tylko pewność że jakby taka Klio miała żyć z tą chorobą z miesiąc to pewnie inaczej by śpiewała i znacznie trudniej ją znosiła niż ja.


Taka Klio nie wątpi, że na coś chorowałeś. Ta sama taka Klio nie wątpi, że Twoje negatywne nastawienie do wszystkiego, uniemożliwiające Ci podjęcie jakiejkolwiek decyzji i konstruktywnego działania jest większą przeszkodą dla Ciebie niż nieśmiałość. Ta druga choroba to właśnie negatywność marazmiczna. Gdybym miała z nią żyć choćby miesiąc, rzeczywiście byłoby mi bardzo trudno to znieść.
Z całej wypowiedzi Garego wychwyciłeś tylko owieczkę, a dopowiedziałeś sobie egoistę big_smile Do Ciebie można pisać i pisać, ale dotrą tylko wybrane treści. Szkoda, że akurat te najmniej istotne...

81

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

No niestety, jedno zdanie więcej napisałem. Masz mnie tu, tak, jestem cienki i słaby, a Ty jesteś super ekstra. Zadowolona? Widzę, że chyba nie ja jeden mam problem z samooceną, tylko ja aż tak nie muszę się dowartościowywać, wytykając innym błędy.

Egoistę z tego co można wywnioskować z poprzednich postów, Ty ze mnie zrobiłaś, także odniosłem się do całości wypowiedzi w temacie.

82

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Prawdziwy problem Violi jest w Tobie... nie w chorobie, nie w nieśmiałości... Problem jest w Tobie, w  twoim podejścu do życia, braku dystansu do samego siebie, miękkiej wrażliwości, której kobiety nie lubią, bo nie zamierzają w związku nosić spodni... Najbardziej przekrętne zdanie jest takie:

Głupio trochę, żeby facet który leje po mordzie albo wjeżdża z bara rywalowi po zawodach płakał w kołnierz koleżance.

No właśnie nie głupio... Co innego wypłakiwać kolżenace problemy, a co innego być z nią blisko i rozmawiać...

Facet, który leje w barze po mordach może być zwykłym cieniaskiem i płaczkiem w swojej duszy. Facet, który ucieka z baru może być niezniszczalnym uczuciowo tytanem, rycerzem, takim z którym można przejść przez życie.  Hmmm... wiesz... najsilniejszy facet w grupie, to nie ten, który leje po mordach... najsilniejszy to ten co jest szczęśliwy, co się uśmiecha, co radzi sobie sam z sobą, taki co rozwiązuje problemy, taki co przynosi rozwiązania, a nie problemy.

Jednak jedno muszę Ci przyznać -- choroba to bardzo poważny problem... masz rację... ale teraz już nie jesteś chory... Więc chyba czas kopnąć się w tyłek i brać do roboty, wziąć się za swoje życie i go opanować.

83

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
Violi napisał/a:

No niestety, jedno zdanie więcej napisałem. Masz mnie tu, tak, jestem cienki i słaby, a Ty jesteś super ekstra. Zadowolona? Widzę, że chyba nie ja jeden mam problem z samooceną, tylko ja aż tak nie muszę się dowartościowywać, wytykając innym błędy.

Egoistę z tego co można wywnioskować z poprzednich postów, Ty ze mnie zrobiłaś, także odniosłem się do całości wypowiedzi w temacie.

Raz szybujesz w przestworzach, a innym razem opadasz na samo dno. Raz wysoko ponad wszystkimi, przyjmując postawę „kata”, a raz ryjesz po gruncie, robiąc z siebie „ofiarę”. W tym objawia się pogarda, o której mowa była na początku wątku. Pogarda do innych, bądź pogarda w stosunku do samego siebie. Wszystko zależy od kontekstu i potrzeby. Dopóki nie wykształcisz u siebie silnego poczucia własnej wartości będziesz się odbijał od skrajności. Skrajności nie są atrakcyjne, ani spokoju duszy nie przynoszą.

84 Ostatnio edytowany przez Violi (2016-04-14 19:16:25)

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Gary - może rzeczywiście masz trochę racji. Ale chcę tylko zaznaczyć, że nie jestem kimś, kto nie ma dystansu do siebie. Może to tak wyglądać jedynie po moich reakcjach w tym temacie, ale to taka reakcja na zasadzie "otwieram się przed wami, a wy mnie kopiecie" czy coś takiego. W rzeczywistości nie mam problemów, aby śmiać się z siebie, lubię z siebie żartować, czasem wręcz zaniżać swoją ocenę, za to brak dystansu zauważam u innych, bo jak ja z kogoś zażartuję, to od razu uważane jest to za złośliwe. Może nie mam do tego drygu, po prostu.

Klio - no jasne, że tak, tylko jak sobie je wykształcić? Przez lata szukam recepty i nie mogę znaleźć. Nie wiem, może jakaś psychoterapia pomoże, sam nie wiem ... Ale akurat tu masz trochę racji w tym stwierdzeniu wyżej, choć z tymi skrajnościami to bym nie przesadzał, nie jest tak że się wywyższam, albo jakoś mega po sobie jadę.

85

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

A gdybyś zrozumiał, że celem osób wypowiadających się w Twym wątku nie było i nie jest dokopanie Ci, ale pomoc Tobie, czyli zwrócenie Twej uwagi na to, czego w swym zachowaniu nie widzisz i co uniemożliwia Ci osiągnięcie postawionych przez siebie celów? Tak. Wiem, Twe zaprzeczanie to postawa obronna, ale jeśli nie przezwyciężysz tego lęku, nie dokonasz zmian w swym myśleniu o sobie i o innych.

Pytasz o psychoterapię. Wyżej napisałam już, że jest to dobre rozwiązanie. Dobre pod warunkiem, że będziesz zdeterminowany i uczciwy wobec siebie, czyli mimo obaw przyjrzysz się dokładnie swej ciemnej stronie. Inaczej - to strata czasu i (ewentualnie) pieniędzy.

86

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Przepraszam, nie czytałam postów, jedynie pierwszy.
Uważam że przyczyną dla której Twoi koledzy maja laski, a Ty wciąż jesteś sam jest prawdopodobnie to, że jesteś za mało męski. W prawie każdym towarzystwie jakie kojarzę "ten koleś który zawsze jest sam" to właśnie taka - wybacz - ciapa, wprawdzie ma jakieś tam poczucie humoru i nie jest ostatnim brzydalem, ale przez swój brat męskości jest absolutnie niepociągający. Brak męskości może być albo w Twojej osobowości (jesteś zbyt miękki, za często masz uśmiechniętą słodką, dobroduszną buźkę, jesteś niezdecydowany, mało stanowczy, boisz się tematów związanych z seksem/wulgaryzmami), albo w Twoim wyglądzie (np. jesteś mały i chudy).
Analizując w myślach wszystkich moich męskich znajomych którzy praktycznie od zawsze są sami, przypominają mi się jeszcze dwa typy:
- facet praktycznie bez grosza przy duszy, bez samochodu, jakieś tam pieniądze ma na jedno piwo, ale ogólnie jest biedny i nie ma ambicji. Dziewczyny nie traktują go poważnie, w ich oczach facet biedny nie jest materiałem na partnera / męża
- facet z wiecznymi problemami natury egzystencjalnej. Wciąż marudzi, parę razy płakał, mimo że super przystojny to jest wręcz odrażający z tym użalaniem się.

Przyczyna jakaś jest NA PEWNO.

Na Twoim miejscu podpytałam o co chodzi tak od serca jakaś fajną koleżankę, ale taką "w porzo". Nie taką która zamydli Ci oczy że wszystko z Tobą jest ok. Jakąś szczerą, która umie wyłożyć kawę na ławę. Koniecznie to musi być kobieta.

87

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

No dobra! To teraz podaj jeden problem, który chesz rozwiązać, a następnie powiedz w jaki sposób to zrobisz. Wyznacz cel i drogę.
Napisz... co proponujesz? Co zrobisz jutro, za tydzień, miesiac, rok?

Np. "jestem nieśmiały, a chcę to zmienić".
Sposób:    zapiszę się na portalu Sym...tia i poznam 100 dziewczyn, i spotkam się z 10-cioma i poznam 3...
Albo... sposób:    zapiszę się na taniec do klubu fotograficznego, whatever...
Sposób inny:     bla, bla, bla... pójdę na randki dla singli... odezwę się do dawniej koleżanki  z liceum

88

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Violi, dzięki że ze zrozumieniem czytasz moje wywody. Ale jeszcze cię trochę pomęczę z tym płakaniem.
Nie chodzi mi o to, że zaraz masz łzy rzewne lać na meczu, że masz w tym boksie zdzielić kogoś w twarz i zaraz potem rzucić mu się w ramiona "o boże! przepraszaaam! nie chciałem tak mocno!!!" smile
Chodzi mi o taką wewnętrzną i zewnętrzną zgodność. Nie dla publiczki, nie dla tych, co patrzą, czy jesteś "mięczakiem" czy "twardzielem", tylko dla siebie. Po to, żebyś zyskał pewność, kim jesteś, taką stabilność - jestem kim jestem, i nie muszę nikomu udowadniać żadnych swoich cech. Jak jestem smutny, no to ku*wa jestem smutny, i będę do czasu aż mi przejdzie. Nie muszę tego okazywać wszystkim naokoło, ale jeśli jest przy mnie bliska osoba, to po jaką cholerę mam ukrywać cierpienie?
Za nic świecie nie chodzi mi o to, że masz być łagodny wobec wszystkich, grzeczny, ułożony, potulny jak baranek. Bądź sobie jaki tam chcesz. Ale rób to wszystko w zgodzie ze sobą, niech to będzie dlatego, że tak czujesz, że to sprawia, że jesteś szczęśliwy, że czujesz się dzięki temu lepiej. Jeśli zaciskanie szczęki w towarzystwie bliskiej osoby powoduje, że czujesz się wyżęty w środku, jakby cię ktoś skopał, i zaraz ci leci samoocena, czujesz się makabrycznie, jakbyś zaraz miał stracić grunt pod nogami... no to czemu nie skorzystać ze wsparcia innych, czemu jednak się nie wypłakać tej koleżance, przejść gniew i żal, i dzięki temu za chwilę mieć siłę stanąć na nogi?
I WIEM, rozumiem, że masz w sobie zakodowane te wszystkie przekazy, że przekonanie, że nie wolno ci płakać prawie siedzi w twoim dna. Ale uwierz, nie każdy tak ma i nie jest to jedyna droga.
Nie mówię ci "zmień się natychmiast". To wszystko to proces, długotrwały i w ogóle super, że chcesz o tym wszystkim rozmawiać, bo to pokazuje najlepiej, że masz sporą samoświadomość. Ode mnie propsy.

Och. Mam przyjaciela, który jest żonaty. Chyba nie powinnam istnieć big_smile

89

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Gdzie ja napisałam,że chorobę zmyślasz? Ja zapytałam,  bo obawiam się, że za dużą wagę do niej przywiązujesz.  Że jest Ci tą chorobą wytłumaczeniem na wszystko. Jesteś tu anonimowy, możesz się przyznać do wszystkiego, a jednak nie chcesz. Czego się obawiasz? Że okaże się, że nie tak strasznie odbierzemy chorobę?  Nikt tu ani się nie nabija z Ciebie, ani nie dowala. Masz głowę pełną stereotypów,  próbujemy je obalać.  Chcesz pomocy, to na nią otwórz umysł. ..

90

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

madoja może mieć tutaj racje,przyczyną Twojego braku powodzenia,jest brak cech typowo męskich,pewność siebie konkretność,zdecydowanie,inicjatywa.

91

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Brak męskości może być albo w Twojej osobowości (jesteś zbyt miękki, za często masz uśmiechniętą słodką, dobroduszną buźkę, jesteś niezdecydowany, mało stanowczy, boisz się tematów związanych z seksem/wulgaryzmami),

No niestety, ale w tym momencie właściwie mnie opisałeś. Także tutaj dużo racji i sam to zauważyłem już jakiś czas temu, ale jak to zmienić? To jest bardzo trudne zmienić się na zdecydowanego, twardszego itd. na ringu czy obiektach sportowych jestem twardzielem natomiast w życiu inaczej, mam takie miękkie usposobienie, do tego niestety jestem dość ciapowaty i niezaradny. Walczę z tym z dnia na dzień, ale jest naprawdę ciężko, bo mam mocno w plecy w tym kontekście. Czasem aż się odechciewa wszystkiego jak się widzi, jak się wypada na tle kolegów. Wiadomo, nie powinno się patrzeć na innych, ale jest to nieuniknione. Po prostu większość życia poświęcałem się jakimś tam pasjom i nie zwracałem uwagi na totalnie przyziemne rzeczy, co w jakiś sposób wpłynęło na moją niezaradność. Z drugiej jednak strony widzę większe ciapy z dziewczynami ...

Na Twoim miejscu podpytałam o co chodzi tak od serca jakaś fajną koleżankę, ale taką "w porzo". Nie taką która zamydli Ci oczy że wszystko z Tobą jest ok. Jakąś szczerą, która umie wyłożyć kawę na ławę. Koniecznie to musi być kobieta.

Teraz koleżanek to mam już jak na lekarstwo ... Jeszcze nie tak dawno miałem taką jedną, ale kontakt się chyba urwał.

No dobra! To teraz podaj jeden problem, który chesz rozwiązać, a następnie powiedz w jaki sposób to zrobisz. Wyznacz cel i drogę.
Napisz... co proponujesz? Co zrobisz jutro, za tydzień, miesiac, rok?

Wezmę to do siebie. Ale co do randek dla singli to odpada. Nie kręcą mnie takie rzeczy. Wołę poznawać dziewczyny w sposób naturalny, w życiu. Już prędzej wolałbym się zapisać na coś, gdzie mogę takowe częściej widywać czy poznawać. Może niech to będzie moje takie postanowienie.

Chodzi mi o taką wewnętrzną i zewnętrzną zgodność. Nie dla publiczki, nie dla tych, co patrzą, czy jesteś "mięczakiem" czy "twardzielem", tylko dla siebie. Po to, żebyś zyskał pewność, kim jesteś, taką stabilność - jestem kim jestem, i nie muszę nikomu udowadniać żadnych swoich cech. Jak jestem smutny, no to ku*wa jestem smutny, i będę do czasu aż mi przejdzie. Nie muszę tego okazywać wszystkim naokoło, ale jeśli jest przy mnie bliska osoba, to po jaką cholerę mam ukrywać cierpienie?

Próbuję od pewnego czasu zaaplikować w siebie takie myślenie. Przede wszystkim cieszy fakt, że przestaję się tak przejmować opinią innych, albo że coś głupiego powiem czy zrobię. Jakoś sobie wpoiłem do głowy, że jak coś takiego zrobię, to z automatu zapominam, zmieniam myśli, jakby nie było sytuacji, zaraz myślę o czymś innym bo po co się przejmować. Problem mam jednak odnośnie przejmowania się opinią tych, na których mi zależy. Myślenie powyżej jest ok, ale z drugiej strony zakrawa bardziej o egoizm. "Jestem smutny, to musicie to wszyscy wokół znosić". Taki trochę brak szacunku do innych. Natomiast w ogólnym rozumieniu, np. w postawie do obcych ludzi to jak najbardziej.

dzie ja napisałam,że chorobę zmyślasz? Ja zapytałam,  bo obawiam się, że za dużą wagę do niej przywiązujesz.  Że jest Ci tą chorobą wytłumaczeniem na wszystko. Jesteś tu anonimowy, możesz się przyznać do wszystkiego, a jednak nie chcesz. Czego się obawiasz? Że okaże się, że nie tak strasznie odbierzemy chorobę?  Nikt tu ani się nie nabija z Ciebie, ani nie dowala. Masz głowę pełną stereotypów,  próbujemy je obalać.  Chcesz pomocy, to na nią otwórz umysł. ..

Widzisz, tak bardzo nie lubię pisać o swoich słabościach, że nawet będąc anonimowy nie chcę o tym pisać. Właściwie to było, minęło, nie ma do czego wracać. Co to za różnica? Ja chcę iść do przodu, a nie wracać do wydarzeń z przeszłości. Może przywiązuję do niej za dużą wagę, owszem. Ale trochę dała mi w kość i nie raz stare koszmary powracają.

madoja może mieć tutaj racje,przyczyną Twojego braku powodzenia,jest brak cech typowo męskich,pewność siebie konkretność,zdecydowanie,inicjatywa.

Tylko jak to zmienić? Od czego zacząć? Stać się bardziej "dominatywny" że tak powiem?

92

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Myślenie powyżej jest ok, ale z drugiej strony zakrawa bardziej o egoizm. "Jestem smutny, to musicie to wszyscy wokół znosić". Taki trochę brak szacunku do innych.

O matko, to jak ktoś obok ciebie jest smutny, to ty to "musisz znosić"? W jaki sposób przeszkadza ci to, że koleżanka obok jest rozżalona? Jak ci to utrudnia życie?

Wydaje mi się, że nijak. Twoje emocje to twoje emocje. Nikt nie musi na nie reagować. Poza tym, w kwestii uczuć to ja uważam, że trzeba być egoistą. "To jest moje i tego bronię" czyli ja mam prawo do każdej emocji, jak ci nie pasuje to, że jestem smutny, to sobie idź gdzieś indziej. Serio, masz prawo do dowolnej emocji i możesz ją wyrażać w dowolny sposób, dopóki nie narusza to granic innych osób (czyli nie zakłócasz ciszy nocnej swoim radosnym śmiechem czy z powodu złości nie rozwalasz szyb czy nie stalkujesz dziewczyny, która ci się podoba). Jak komuś przeszkadza twoja radość, to po cholerę ci taki znajomy? Jak ktoś nie potrafi uszanować twojego smutku, to co to za przyjaciel?

NIE BĄDŹ DOMINATYWNY. Błagam. Cokolwiek masz na myśli pod tym pojęciem, to brzmi źle. Że co, że kobiety trzeba dominować? Że kobiety lubią, jak ktoś ma nad nimi władzę? Że kobiety to takie nieogary życiowe, że muszą mieć mężczyznę, który za nie będzie decydował? Czy kobieta to taka osoba, której tak brakuje inicjatywy, że musi za nią mieć facet? Że kobiety są niekonkretne?
Jeśli tak uważasz, to polecam przemyśleć swoje nastawienie do kobiet - być może to ono jest przyczyną twoich niepowodzeń.

Wiesz co jest sexy? Pewność siebie. Akceptacja. Dobry humor. Bawienie się. Rozmawianie. Przeżywanie przygód.
Żadne tam dominacje.

93

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Przyznam się na początku, że przeczytałam trochę pobieżnie Twój wątek, ale chciałam odnieść się do kilku ostatnich odpowiedzi. po pierwsze zgadzam się w dużej mierze z Madoją. Nie znaczy to, że inni nie mieli w swoich wypowiedziach racji, ale nie będę się już do nich odnosiła.

Natomiast chciałam odpowiedzieć na Twoje ostatnie pytanie o osiągnięcie czegoś, co nazwałeś  bycie "dominatywnym".
Przede wszystkim jeśli chodzi o pojecia, to Madoja miała na myśli bycie męskim, a to nie oznacza, że musisz kogoś dominować, czyli kimś kierować albo rządzić.

Bycie męskim przejawia się w wyglądzie i zachowaniu, jedno i drugie sobie pomaga. Jakis jest tam stereotyp, ja się nie bedę wgłębiać, bo o tym są całe wątki. Moim zdaniem takie najwyraźniejsze sygnały w zachowaniu to jest zdecydowanie, wyluzowanie i pewność siebie. W życiu jedni mają więcej z wychowania i z natury inni trochę muszą się uczyć. I nie chodzi o to, żeby od razu stać się nie wiadomo kim, ale żeby mieć wystarczający poziom na swoje zycie.

Upraszczając trochę, to pewność siebie i wyluzowanie można wyrobić sobie budując sobie fajne życie. Fajne zajęcia w czasie wolnym, coś, co się robi z radością i o czym można potem w towarzystwie poopowiadać, bo się człowiek na tym zna. Nie wiem, jakie masz zainteresowania, ale może można je rozwinąć albo zmienić.
Na pewno fajne jest podróżowanie, bo się człowiek sporo uczy o świecie i o zyciu. i nie musi to być od razu wyprawa do Nowej Zelandii, ale może np. do Zamościa albo Muzeum Zapałek (nie pamiętam gdzie jest...)
I do znudzenia będę powtarzać - sport. Pisałeś, że coś tam próbowałeś z różnych sportów, ale jak dla mnie wynika, że to były próby, a teraz nic. Trzeba wrócić i najwyżej wybrać coś dla siebie coś, bo to wcale nie musi być sport walki. Może tenis ziemny, może stołowy może pływanie. Poprawa sylwetki, lepsza energia, wyższy testosteron i jest okazja do poznawania ludzi i można sobie budować fajne tematy w towarzystwie itd. itp.
I zgadzam się, że jak człowiek robi to, co lubi i ma z tego autentyczną radość, to to się przekłada na pozytywną energię. Sporty tez pomagają w ćwiczeniu zdecydowania, bo trzeba  - zwłaszcza w drużynowych  - podejmować decyzje i to szybko.

To temat rzeka, ale na pewno jak się ma poczucie, że się jest fajna osobą z fajnym życiem, to ludzie też tak człowieka widzą. To nie jest proste, czasem trzeba faktycznie dojrzeć np. do tego, żeby odpuścić pewne tematy. Ale moim zdaniem tak można w uproszczeniu budować sobie pewność siebie.

Dodatkowo jedna uwaga o zdecydowaniu w relacjach z kobietami - to tak na podstawie obserwacji ulubionego mojego kolegi kobieciarza. Uśmiech plus bycie dżentelmenem działają na kobiety. Ten facet nie czeka, aż go kobieta poprosi o przyniesienie drinka, poniesienie ciężkiej torby, odprowadzenie do drzwi/samochodu/przystanku itp. - sam wychodzi z inicjatywą. Kobieta czuje jego uwagę i nawet jak odmówi, to miły gest jest.

Na pewno zawsze da się popracować nad wyglądem. Nie wiem, jak Ty autorze wyglądasz, dlatego niektóre rady mogą być nietrafione, ale może coś Ci się przyda. Moim zdaniem najważniejsze punkty:
- sylwetka -  najlepiej siłownia plus dobra dieta. To działa. Rok trzy razy w tygodniu regularnych ćwiczeń powinien przynieść fajne widoczne efekty u każdego. W swoim otoczeniu mam dwa przypadki na potwierdzenie.
- postawa ciała - głowa do góry, klata do przodu - nie ma nic gorszego niż kurczenie się, patrzenie spode łba i garbienie się (chyba zę się ma powyżej 190 cm - to wtedy garbienie nie przeszkadza, bo i tka się patrzy na ludzi z góry smile
- dobrze dobrane ubranie, które nie będzie podkreślać ciapowatości. Nie wiem, jak się wokół Ciebie faceci ubierają, podpatrz tych, którzy mają dziewczyny i podobny typ sylwetki. Generalnie moda metrosksualna odbiera facetowi męskości, raczej stawiałabym na klasykę, ale tutaj najlepiej poprosić o pomoc koleżankę albo chociaż panie w sklepie, jak sam nie dajesz rady.  Pamiętaj o fajnych butach. Dobrze dobrane, masywniejsze buty też powinny zwiększyć wrażenie "solidności".
- może okulary jesli nie nosisz, albo zmiana oprawek, albo soczewki pozwolą coś zmienić
To są wszystko dość ogólne wskazówki, ale niestety na odległość trudno bardziej konkretnie. To faktycznie koleżanka musi jakaś być na miejscu, która Ci pomoże.

poprawienie samego wyglądu może pomócc. Ale zadbanie o dobre samopoczucie własne jest też ważne. Na serio, ludzie wolą ludzi sympatycznych, z którymi można pogadać. I jeszcze odnośnie koleżanek i gadania z nimi... Nawwet jak są zajęte, to sama rozmowa jest przyjemnością, jesli prowadzi się ją na ciekawy temat z miłą osobą. A może zawsze się okazać, że ta zajęta koleżanka, ma wolną koleżankę. Albo za pół roku już nie będize zajęta...

Powodzenia w pracy. Zmienianie siebie jest ciężką pracą, ale przynajmniej możesz tutaj coś zrobić. Na innych trudniej jest wpłynać. I nie poddawaj sie za szybko. Ktoś gdzieś napisał, że dla facetów czas jest łaskawszy i to prawda. Jeśli ktoś nie zostanie opryskliwym frustratem (plus dwa typy podane przez Madoje) to przyjdzie i na niego czas.

94 Ostatnio edytowany przez X77 (2016-04-17 21:27:48)

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
Monoceros napisał/a:

A teraz chwila na mój osobisty rage.

Och, straszne... że też śmiałem uderzyć w hipokryzję i zrobić wam kobietom niedźwiedzią przysługę... big_smile

Monoceros napisał/a:

A prawda jest zupełnie inna, bardziej cyniczna. Prawdziwym problemem Twoim było i jest:
- nieśmiałość: A wiadomo, że kobiety cenią pewność siebie u facetów, ba, z dwojga złego bardziej wybaczają bezczelność niż "pierdołowatość"
- za mało własnego zdecydowania, za dużo przejmowania się innymi jak i ich opiniami. To Ty masz prowadzić, a nie kobieta. Jej to możesz tylko czasem dać wrażenie, że liczysz się z jej zdaniem.
- za bardzo jesteś szczery i prawdomówny. Po co to, skoro kobieta tak naprawdę chce by facet mówił jej tylko to, co sama chce usłyszeć? Co innego w średnim wieku będąc w poważnym i długim związku. Ale nie wtedy, gdy próbujesz zdobyć dziewczynę.
- Nie sprawiasz dobrego pierwszego wrażenia. Ale nie takie że jesteś "grzecznym, uczciwym, szanującym innych chłopczykiem", tylko takie, że jesteś takim zajefanym gościem na widok którego kobietom nogi miękną. Tak, pierwsze wrażenie. A wierz mi: Osób, którzy nie mają wystarczająco rozumu w głowie, by na nim nie polegać, jest od groma!

Masakra, kto ci takich głupot naopowiadał...
(...)
W związku z jakiegoś powodu są dwie osoby i jak ci zależy na tym, żeby mieć w życiu wartościową osobę, to się rad takich jak powyżej trzymaj z daleka. " Jej to możesz tylko czasem dać wrażenie, że liczysz się z jej zdaniem. " No TRZYMAJCIE MNIE bo nie mogę. Co za świństwo.

Tak, bo z pewnością rada typu "Wbrew powszechnej opinii, przydałby Ci się friendzone.." bardzo pomoże dla autora. smile

"Bądź dla kobiety której pragniesz "przyjaciółką z penisem", bądź zawsze na jej zawołanie, służ jej za darmowe wsparcie o każdej porze dnia i nocy, poświęcaj jej wszystko nic w zamian nie dostając, najlepiej codziennie wysłuchuj jej żali, nt. jej obecnego faceta któremu tak się oddaje, jej płaczu o tym, że ten jej nie szanuje, że ją zdradza, poniża, że zostawił dla innej itp. i którego tak kocha, że odejść od niego nie może, bo wierzy, że "on się dla niej zmieni" a ty ją głaskaj i pocieszaj, rób też dla niej wszystko, zwłaszcza to, do czego nie godzi się nawet dotknąć jej obecny męski macho,  bądź dla niej wsparciem, zwłaszcza wtedy, gdy ta po tym jak wreszcie zerwała z tym "jaskiniowcem" - ponownie wróci do swego ukochanego, któremu po raz n'ty daje już "naprawdę ostatnią szansę", wspieraj ją przy tym mówiąc że wszystko będzie dobrze itp. Wspomagaj ją też dobrą radą nt. tego jaki najlepiej kupić prezent dla swojego prawdziwego mężczyzny, w jakiej sukience będzie najlepiej dla niego wyglądała itp. " - naprawdę wspaniała rada! lol

Jego ukochana z pewnością to kiedyś doceni (zaraz po tym jak tamten ją ostatecznie rzuci) i zwiąże się w końcu z autorem. I nawet od razu, za 8 miesięcy urodzi ślicznego dzidziusia a autor zostanie dumnym i szczęśliwym ojcz... tatusiem big_smile big_smile big_smile

95 Ostatnio edytowany przez X77 (2016-04-17 22:09:31)

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
Klio napisał/a:

Do listy swoich ujmujących cech wink dorzuć mściwość i pamiętliwość. Być może nie na taką skalę, jak u Peacoca, ale wystarczającą, aby uniemożliwić Ci nawiązanie bliższych relacji z kobietami.
(...)
Jeżeli kobieta nie może być Twoją partnerką, to na status koleżanki juz nie zasługuje wink Po co Ci ona? Odrzuciła, więc teraz niech cierpi. Szkoda tylko, że pewnie nie cierpi wcale...
Problem polega na tym, że nie potrafisz rozmawiać z kobietami, nawiązywać bliższych relacji. Albo partnerka, albo nikt wink Wbrew powszechnej opinii, przydałby Ci się friendzone... Tylko, że Ty nie dostrzegasz żadnej wartości w zwykłym poznawaniu i utrzymywaniu przyjaznej relacji z kobietą.

Taaa, wszystkiemu winna tylko nieśmiałość...

Ok, zdradzę Ci coś, o czym niemalże każdy dobrze wie, ale dla Ciebie chyba jakimś cudem dalej stanowi to wiedzę tajemną:
Otóż nikt normalny, kto nie jest masochistą, ceni dobro własne, oraz ma trochę swojej godności, nie chce, ani nawet nie zgodzi się być jakimś tam "kolegą/koleżanką/przyjaciółką/przyjacielem" dla osoby, którą kocha, pożąda... której w każdym bądź razie pragnie.
I jestem pewien, że autor też czegoś takiego wcale nie pragnie.

I powiem Ci nawet, że to iż ktoś nie uznaje jako koleżanki/przyjaciółki kobiety u której nie ma szans, a którą pragnie wcale nie musi oznaczać, że robi to z mściwości. Prędzej nie chce się męczyć, oraz woli swój czas poświęcić na poszukanie innej, u której miałby jakieś szanse.  Tym bardziej że za koleżankę zawsze można mieć dziewczynę, która akurat się nie podoba jako kobieta, a z którą jednak dobrze się rozmawia, spędza czas itp.


A z kolei te tzw. "FriendZone" to tak naprawdę z prawdziwą przyjaźnią(czyli z "FriendShip") ma tyle wspólnego, co lew z wegetarianizmem. Jest to nic innego jak chory, pasożytniczy układ polegający na tym, że jedna osoba(tu zazwyczaj kobieta) wykorzystuje emocjonalnie, materialnie i przysługowo drugą(zazwyczaj zakochanego w niej faceta) nic w zamian za to od siebie nie dając, ew. dając jakieś "bezwartościowe śmiecie" w postaci pustych "czułych" słówek.
Choć widzę iż takie zjawisko jest dla większości kobiet bardzo wygodne i korzystne, zwłaszcza tych, które nie liczą się z uczuciami osoby, którą wykorzystują.

No chyba że Ty chcesz spotkać wymarzonego faceta który Ci się bardzo podoba, w którym jesteś zakochana i patrzeć, jak ten się całuje i obejmuje z inną, słuchać jak Ci mówi o tamtej, jaka to jest cudowna, bądź wysłuchiwać jego żali z powodu problemów z nią, udzielać mu rad nt. tego w czym najlepiej będzie wyglądał dla swojej oblubienicy itp.... Zainteresowana taką koleją losu? wink

vinnga napisał/a:

X77, w tym kontekście, to bandzior, któremu nigdy nie udało się nic ukraść.
To teraz decyduj z kim rozmowa przyniesie więcej korzyści? big_smile

Po co mam kraść, skoro mogę kupić(zresztą, akurat za "to" to zawsze się w jakiś sposób płaci)? big_smile
Ale w każdym bądź razie, nie zależnie od tego kim jestem, to chyba przyznasz, że najwięcej korzyści przyniesie dla autora przyniesie rozmowa z bandziorami, którzy okradli już całe miasta, niż z okradzionymi jubilerami, prawda? wink

96

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
X77 napisał/a:

Tak, bo z pewnością rada typu "Wbrew powszechnej opinii, przydałby Ci się friendzone.." bardzo pomoże dla autora. smile

"Bądź dla kobiety której pragniesz "przyjaciółką z penisem", bądź zawsze na jej zawołanie, służ jej za darmowe wsparcie o każdej porze dnia i nocy, poświęcaj jej wszystko nic w zamian nie dostając, najlepiej codziennie wysłuchuj jej żali, nt. jej obecnego faceta któremu tak się oddaje, jej płaczu o tym, że ten jej nie szanuje, że ją zdradza, poniża, że zostawił dla innej itp. i którego tak kocha, że odejść od niego nie może, bo wierzy, że "on się dla niej zmieni" a ty ją głaskaj i pocieszaj, rób też dla niej wszystko, zwłaszcza to, do czego nie godzi się nawet dotknąć jej obecny męski macho,  bądź dla niej wsparciem, zwłaszcza wtedy, gdy ta po tym jak wreszcie zerwała z tym "jaskiniowcem" - ponownie wróci do swego ukochanego, któremu po raz n'ty daje już "naprawdę ostatnią szansę", wspieraj ją przy tym mówiąc że wszystko będzie dobrze itp. Wspomagaj ją też dobrą radą nt. tego jaki najlepiej kupić prezent dla swojego prawdziwego mężczyzny, w jakiej sukience będzie najlepiej dla niego wyglądała itp. " - naprawdę wspaniała rada! lol

Jego ukochana z pewnością to kiedyś doceni (zaraz po tym jak tamten ją ostatecznie rzuci) i zwiąże się w końcu z autorem. I nawet od razu, za 8 miesięcy urodzi ślicznego dzidziusia a autor zostanie dumnym i szczęśliwym ojcz... tatusiem big_smile big_smile big_smile

A czy ja coś pisałam o friendzone?

Ja napisałam, że idiotyczne jest wymaganie od faceta, żeby udawał, że ma ochotę być dominujący, władczy, ma ochotę traktować kobiety jak gorszy gatunek, który nie wie, co dla niego dobre, tylko dlatego, że w swojej pokrzywionej wizji masz taki obraz kobiet i mężczyzn.
Chcesz być z kimś i tworzyć szczęśliwy związek, to postaw na szczerość, otwartość, dobrą zabawę i wzajemną odpowiedzialność. A nie na to, że kobiety lubią, jak ktoś za nie decyduje, i że chce od faceta tylko słyszeć to, co chce usłyszeć zamiast prawdy... Pokaż mi wartość takiego związku.

Ja nie wiem, pokazujesz jakieś takie dziecinne podejście, że są tylko dwa typy, albo "samiec alfa" co to ma "zdobywać kobiety" i "udawać, że liczy się z ich zdaniem" albo jakaś "pierdoła", który nie potrafi wykonać ruchu w kierunku znalezienia dziewczyny. Serio?

97

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Violi nie posiada dobrej koleżanki, z którą mógłbyś porozmawiać, otrzaskać się z kontaktem, nauczyć się rozmawiać, poznawać kobiety. Jeżeli każdą kobietę traktuje się jako potencjalną partnerkę, a odrzucenie jako obrazę nie do zmycia, to nie dziwne, że brak teraz kobiet z którymi mógłby porozmawiać o swoim problemie i które na żywo mogłyby mu szybko wskazać gdzie leży rozwiązanie. O to tylko chodziło we wcześniejszym poście i w tym sensie friendzone by się przydał.

X77 napisał/a:

Po co mam kraść, skoro mogę kupić(zresztą, akurat za "to" to zawsze się w jakiś sposób płaci)? big_smile
Ale w każdym bądź razie, nie zależnie od tego kim jestem, to chyba przyznasz, że najwięcej korzyści przyniesie dla autora przyniesie rozmowa z bandziorami, którzy okradli już całe miasta, niż z okradzionymi jubilerami, prawda? wink

Radzisz, aby porozmawiał z bandziorami, którzy „okradali całe miasta”. Rozumiem, że sam przeprowadzałeś z nimi rozmowę i uważasz, że może zdziałać cuda. Wyjaśnij zatem jakim sposobem obecnie sam nie kradniesz, tylko zmuszony jesteś kupować? big_smile Skoro tak lubisz zdradzać tajemnice, o których nie mam pojęcia, to zdradź i tę big_smile

98

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
X77 napisał/a:

Ok, zdradzę Ci coś, o czym niemalże każdy dobrze wie, ale dla Ciebie chyba jakimś cudem dalej stanowi to wiedzę tajemną:
Otóż nikt normalny, kto nie jest masochistą, ceni dobro własne, oraz ma trochę swojej godności, nie chce, ani nawet nie zgodzi się być jakimś tam "kolegą/koleżanką/przyjaciółką/przyjacielem" dla osoby, którą kocha, pożąda... której w każdym bądź razie pragnie.
I jestem pewien, że autor też czegoś takiego wcale nie pragnie.

Nieprawda, bo ja bym sie na cos takiego zgodzila, a nie jestem masochistka, i mam swoja godnosc. Po prostu gdy jestem zakochana to juz sama rozmowa z moim obiektem sprawia mi niewypowiedziana rozkosz, i stanowi zrodlo niewyczerpanej inspiracji. Nie jest mi potrzebne koniecznie, aby ktos kogo kocham odwzajemnial uczucie (chociaz gdy tak jest to fajniej), uwazam zreszta ze osoba zakochana jest zawsze w lepszej sytuacji, bo posiada zachwyt smile

Nie rozumiem czemu tak naskoczyliscie (niektorzy) na chlopaka (autora watku), zadne jego slowa nie zdradzaly pogardy ktora mu zarzuciliscie (no chyba ze cos zostalo usuniete, a ja nie widzialam, ale chyba tak nie bylo?...)

Moglibyscie naprawde byc milsi dla osob ktore zakladaja tu tematy (i ktore niczym Wam nie zawinily), internet to czesto jedyne miejsce gdzie mozna powiedziec co lezy czlowiekowi na sercu, wyzalic sie, poszukac porady. Nie zauwazylam zeby on mial do kogos (w tym wypadku : kobiet) pretensje, po prostu chcial wyrzucic z siebie ze nie uklada mu sie na tym polu.

Nie zawsze wina lezy w czlowieku, niektorzy maja najzwyczajniej pecha.

99 Ostatnio edytowany przez Manzanita (2016-04-18 18:35:40)

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
lilly25 napisał/a:

Nieprawda, bo ja bym sie na cos takiego zgodzila, a nie jestem masochistka, i mam swoja godnosc. Po prostu gdy jestem zakochana to juz sama rozmowa z moim obiektem sprawia mi niewypowiedziana rozkosz, i stanowi zrodlo niewyczerpanej inspiracji. Nie jest mi potrzebne koniecznie, aby ktos kogo kocham odwzajemnial uczucie (chociaz gdy tak jest to fajniej), uwazam zreszta ze osoba zakochana jest zawsze w lepszej sytuacji, bo posiada zachwyt smile

Gdybym była zakochana w kimś bez wzajemności, to nie umiałabym tak podejść do sytuacji jak Lily. Nie dałoby rady. Dla mnie byłoby to bardziej jak wiercenie paluchem w otwartej ranie. Stale miałabym świadomość, że mój hipotetyczny ukochany prędzej czy później straci głowę dla innej kobiety, a to by mnie z pewnością nie podnosiło na duchu smile


"Ty kochasz ją, nie mnie
I nie wiesz jak to rani mnie
W sercu chowam żal wiedząc, że
Kochasz ją, nie mnie"

100

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

I te dwie ostatnie wypowiedzi pokazują, że "radzenie" komuś, żeby zachowywał się tak czy inaczej, nie ma dużego sensu. Zwłaszcza, jeśli są to radykalne poglądy typu "stań się samcem alfa, który nie dba o uczucia" vs. "nic nie zmieniaj, poczekaj, wszystko samo przyjdzie". smile Myślę, że fajnie jest dzielić się własnymi odczuciami i pomysłami, bez narzucania ich komukolwiek.

101

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
Klio napisał/a:

Violi nie posiada dobrej koleżanki, z którą mógłbyś porozmawiać, otrzaskać się z kontaktem, nauczyć się rozmawiać, poznawać kobiety. Jeżeli każdą kobietę traktuje się jako potencjalną partnerkę, a odrzucenie jako obrazę nie do zmycia, to nie dziwne, że brak teraz kobiet z którymi mógłby porozmawiać o swoim problemie i które na żywo mogłyby mu szybko wskazać gdzie leży rozwiązanie. O to tylko chodziło we wcześniejszym poście i w tym sensie friendzone by się przydał.

Zacznijmy od tego, że autor zapewne do tej pory nie szukał koleżanki. Ale fakt, koleżanka... też może mu się nie jako przydać(choć nie tak, jak dobry kolega, co z łatwością zdobywa kobiece serca), ale to musi być taka dziewczyna która nie będzie się podobała autorowi, w której się nie zauroczy/zakocha(nie musi być skrajnie brzydka, może być zajęta) o której nawet podświadomie nie pomyśli jako o potencjalnej partnerce, a przy tym musi być inteligentna, mieć poukładane w głowie oraz być uczciwa i szczera, zwłaszcza w swoich radach.
Muszę też oczywiście dla jasności dodać że to NIE JEST "friendzone" tylko prawdziwe koleżeństwo.

Dość ciężko jest się kolegować z atrakcyjną osobą która się podoba...


Klio napisał/a:
X77 napisał/a:

Po co mam kraść, skoro mogę kupić(zresztą, akurat za "to" to zawsze się w jakiś sposób płaci)? big_smile
Ale w każdym bądź razie, nie zależnie od tego kim jestem, to chyba przyznasz, że najwięcej korzyści przyniesie dla autora przyniesie rozmowa z bandziorami, którzy okradli już całe miasta, niż z okradzionymi jubilerami, prawda? wink

Radzisz, aby porozmawiał z bandziorami, którzy „okradali całe miasta”. Rozumiem, że sam przeprowadzałeś z nimi rozmowę i uważasz, że może zdziałać cuda. Wyjaśnij zatem jakim sposobem obecnie sam nie kradniesz, tylko zmuszony jesteś kupować? big_smile Skoro tak lubisz zdradzać tajemnice, o których nie mam pojęcia, to zdradź i tę big_smile

Ty zaś radzisz by porozmawiał z okradzionymi jubilerami. Lecz raczej żaden z nich się nie przyzna w jaki sposób został okradziony, gdyż wstyd mu się przyznawać do tego, poza tym nie na rękę mu aby autor wiedział w jaki sposób może ponownie okraść jego bądź innych jubilerów. Za to taki włamywacz(o ile się autor z takim zaprzyjaźni) prawdopodobnie udzieli mu wskazówek, nt. metod w jaki może np. rozbroić alarm, uśpić czyjaś czujność, rozszyfrować sejf, otworzyć zamek przy pomocy innej rzeczy niż klucza itp. oraz kilka innych rad i ostrzeżeń m.in nt. tego jakich błędów nie popełnić a także czym nie warto się przejmować. Nawet nie ma co się łudzić, że okradziony jubiler takie coś zdradzi(o ile w ogóle będzie o tym wiedział).

Mi to się już nie chce bawić we włamywanie i okradanie... dla mnie wystarczy iż wyszedłem poza "klatkę bycia miłym, grzecznym chłopcem co dba o dobro wszystkich z wyjątkiem swojego". Mi już wystarczy że pozbyłem się tego "ciśnienia na seks, kobiety, pierwszy raz" itp. które nieustannie towarzyszyło mi wtedy jak byłem jeszcze prawiczkiem. I jest mi z tym lepiej.

102

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
lilly25 napisał/a:
X77 napisał/a:

Ok, zdradzę Ci coś, o czym niemalże każdy dobrze wie, ale dla Ciebie chyba jakimś cudem dalej stanowi to wiedzę tajemną:
Otóż nikt normalny, kto nie jest masochistą, ceni dobro własne, oraz ma trochę swojej godności, nie chce, ani nawet nie zgodzi się być jakimś tam "kolegą/koleżanką/przyjaciółką/przyjacielem" dla osoby, którą kocha, pożąda... której w każdym bądź razie pragnie.
I jestem pewien, że autor też czegoś takiego wcale nie pragnie.

Nieprawda, bo ja bym sie na cos takiego zgodzila, a nie jestem masochistka, i mam swoja godnosc. Po prostu gdy jestem zakochana to juz sama rozmowa z moim obiektem sprawia mi niewypowiedziana rozkosz, i stanowi zrodlo niewyczerpanej inspiracji. Nie jest mi potrzebne koniecznie, aby ktos kogo kocham odwzajemnial uczucie (chociaz gdy tak jest to fajniej), uwazam zreszta ze osoba zakochana jest zawsze w lepszej sytuacji, bo posiada zachwyt smile

Wątpię w to, że kiedykolwiek byłaś zakochana bez wzajemności.
Jakbyś tak choć raz to przeżyła to prędzej napisałabyś podobnie jak Manzanita.

I tak szczerze, to każdego/każdą, kto pisze że "lepiej się zakochać nieszczęśliwie niż wcale" uważam za idiotę i kretyna, który albo nigdy nie był w nikim zakochany(więc nie ma pojęcia o czym mówi), albo jest [emocjonalnym] masochistą, ew. lubi jak się nim pomiata.

To tak, jakby stwierdzić że podczas jazdy samochodem lepiej ulec wypadkowi i w jego wyniku stracić rękę/zostać kaleką niż wcale nie ulec wypadkowi i dojechać bezpiecznie do celu.

lilly25 napisał/a:

Nie rozumiem czemu tak naskoczyliscie (niektorzy) na chlopaka (autora watku), zadne jego slowa nie zdradzaly pogardy ktora mu zarzuciliscie (no chyba ze cos zostalo usuniete, a ja nie widzialam, ale chyba tak nie bylo?...)

Moglibyscie naprawde byc milsi dla osob ktore zakladaja tu tematy (i ktore niczym Wam nie zawinily), internet to czesto jedyne miejsce gdzie mozna powiedziec co lezy czlowiekowi na sercu, wyzalic sie, poszukac porady. Nie zauwazylam zeby on mial do kogos (w tym wypadku : kobiet) pretensje, po prostu chcial wyrzucic z siebie ze nie uklada mu sie na tym polu.

Nie zawsze wina lezy w czlowieku, niektorzy maja najzwyczajniej pecha.

Ja się domyślam, dlaczego babska(choć użyłbym gorszego określenia;nie wszystkie, ale większość) atakują takich np. wrażliwych prawiczków mających marzenia o miłości itp.
Po prostu są dla nich łatwym i potencjalnie bezbronnym celem. To jest podłe, a przy tym bardzo tchórzliwe, gdyż takiego np. badboya-drania nie zaatakują, bo prawdopodobnie dostałyby od niego w mordę(choćby w przenośni) i obsiadłyby cicho. Zresztą, zamiast go atakować to nie jedna woli wylądować u niego w łóżku. big_smile big_smile big_smile

103 Ostatnio edytowany przez Violi (2016-04-23 20:36:12)

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Dzięki wszystkim za wypowiedzi, zwłaszcza Lilly25 za miłe słowa. X77 trafiłeś w punkt w ostatnim akapicie. Właśnie z tym się trochę wiąże moje poczucie niesprawiedliwości - jestem uległy i miękki, więc niektóre dziewczyny lubią to wykorzystywać, a jak ktoś ma trochę inny charakter (nie mówię nawet, że bad-boy czy samiec alfa, bo pod względem fizyczności może być wobec mnie wcale nie lepszy) to się podporządkują i jeszcze koloryzują jego obraz.

Tak sobie myślałem ostatnio i doszedłem do wniosku, że dużą rolę pod tym kątem odgrywa wychowanie. Dajmy na to z kim przebywałeś więcej w dzieciństwie, z ojcem czy matką (czy też jakoś inaczej), jak Cię traktowali itd. Ja niestety więcej czasu spędzałem z mamą bo ojciec pracował za granicą stąd też jakąś część charakteru i niestety trochę sposób myślenia wziąłem po niej. Np. przez to przez większą część życia miałem takie mocno tolerancyjne podejście do kobiet, z punktu widzenia faceta, chłopaka, zupełnie niepotrzebne. Stąd też nie śmiałem jakoś złośliwie pożartować z jakiejkolwiek koleżanki nie mówiąc o ostrzejszych tekstach, bo od razu włączyło się takie myślenie, które mama wpajała od dzieciaka "co sobie dziewczyna pomyśli", "jak tak można do dziewczyny" itd.

X77 opowiedz jak to wyglądało u Ciebie z tą przemianą, czy to przyszło samo z siebie, czy miałeś jakiś moment przełamania i jak wygląda Twoja zmiana postawy odnośnie dziewczyn, czy jest to przeskok ze skrajności w skrajność czy tylko lekka modyfikacja swojego dotychczasowego podejścia?

104

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Np. przez to przez większą część życia miałem takie mocno tolerancyjne podejście do kobiet, z punktu widzenia faceta, chłopaka, zupełnie niepotrzebne.
[...]
Stąd też nie śmiałem jakoś złośliwie pożartować z jakiejkolwiek koleżanki nie mówiąc o ostrzejszych tekstach, [...]

<facepalm>

Wow. Nie wiedziałam, że można traktować tak wspaniałą cechę jak szacunek do ludzi, jako coś negatywnego, ba! coś, na co dziewczyny lecą. Poddaję się...

105

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
Monoceros napisał/a:

Np. przez to przez większą część życia miałem takie mocno tolerancyjne podejście do kobiet, z punktu widzenia faceta, chłopaka, zupełnie niepotrzebne.
[...]
Stąd też nie śmiałem jakoś złośliwie pożartować z jakiejkolwiek koleżanki nie mówiąc o ostrzejszych tekstach, [...]

<facepalm>

Wow. Nie wiedziałam, że można traktować tak wspaniałą cechę jak szacunek do ludzi, jako coś negatywnego, ba! coś, na co dziewczyny lecą. Poddaję się...

Ale że jaki szacunek do ludzi? Ja piszę tylko, że traktowałem kobiety bardziej jako takie boginie, z których nie wolno nawet zażartować i obchodzić się trzeba jak z jajkiem. W tym kontekście piszę. Nie wiem co ma wspólnego szacunek do ludzi który zawsze mam.

106

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

No to nie wiem. Kiedy piszesz, że tolerancja nie jest potrzebna, to trudno to inaczej zrozumieć. Czy złośliwość i dogadywanie ludziom to zachowania i cechy, które uważasz, za pozytywne i pożądane?

107

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Ale ja mówię o takiej "pozytywnej złośliwości", dowcipności, droczeniu się, żartowaniu, czasem takiemu na granicy. Chyba wiesz o co mi chodzi? Przecież raczej oczywiste jest, że kobieta nie chce mieć do czynienia z takim księdzem z charakteru, co nawet zażartować się boi w obawie przed obrazą majestatu. Tolerancja - chyba złego słowa użyłem, miałem takie miękkie podejście ogólnie, w ten sposób. Grzeczność, kurtuazja, nieśmiałość, a za mało dowcipu i pikanterii.

108

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

teraz już nawet te o przeciętnej urodzie są pozajmowane.- to co wcześniej zauważył Wielokropek - pogarda bije z każdego kolejnego postu. Ty nie chcesz być z kimś, ty chcesz " ustrzelić' sobie towar- kobietę. Ewentualnie może być ta, o w rogu, ta przeciętna..... Masakra. A może to stale ta sama osoba zakłada podobne tematy? kolejny biedulek, który sobie nie może nikogo znalezć, a buta, lekceważenie i pogarda wylewa sie z każdego postu.

109

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Violi- Bardzo dobrze że dostrzegasz problem, świetnie że napisałeś, nie czytałem całego wątku tylko twój post.
Uważam że to bardzo dobrze że dostrzegłeś problem i przyszedłeś po poradę, tu jest mnóstwo wątków gdzie goście maja podobny problem, ale po poradę przychodzą dopiero w momencie kiedy " zakochałem się łażę za nią i maltretuje, a ona mnie nie chce". A porady mają w dupie a później lamenty typu od dwóch lat mam doła. Albo dwa lata temu zakochałem się w dziewczynie ale nic nie wyszło, i nagle nagle ona polubiła na fb piosenkę która kiedyś leciała w autobusie jak razem wracaliśmy. Mam szanse? Ty masz szanse zachować godność i nie stać się groteskowym. Masz szanse na zmianę, bo widać ze jesteś kumaty, chociaż by po tym że zaczynasz od początku, czyli zauważeniu problemu i probie zrozumienia go.
Dla tego warty jesteś tego żeby Ci pomóc
Do rzeczy.
Zakładam że jesteś prawiczkiem brak Ci całkowicie wiedzy i doświadczenia w budowaniu intymnej relacji z kobietą. To ważne bo to najistotniejszy element twoich problemów. Problemem wielu straceńców którzy tu opisywali najpierw smutne a potem coraz bardziej śmieszne historie. Zey stworzyć relacje z kobietą trzeba dążyc do sexu, konsekwencją tyh dążeń jest związek. Jeżeli dostaniesz sex zanim stworzysz związek, to jest już z górki, bo wtedy dziewczyna też zaczyna do tego dążyć. A co dwie głowy to nie jedna.
Problem braku doswiadczenia relacji intymnych z kobieta to sedno sprawy. Poniżej bedzie mały wywód o naturze czlowieka, takie podstawowe informacje, ułatwia zrozumienie działania pewnych mechanizmów łatwiej bedzie zaradzic problemowi , bo bedziesz wiedział z kad on sie wziął.
Na razie tyle ide bo ide do sklepu.
Daj znać czy mam kontynuować, bo wiem gdzie leży problem i jak temu zaradzić. Ale pisać elaboraty dla kogos kto nie chce, jest bezcelowe
Pozdrawiam

110

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Doczytałem co wyżej i znowu bzdety, analiza niepotrzebnych pierdół i dupereli. Spytaj dziewczyn na forum czemu jednym sie zainteresuja a innym  nie, czemu jednemu dają wiecej szansy a innemu wogóle. Niech wytypują. NIE WIEM najczestrza opdowiedź, albo pobożńe życzenia jak by chciały żeby to wyglądało, zreszta powiesz że tak własnie robisz i powiedzą no to NIE WIEM
Bo ciezko jest uswiadomic sobie ze to jest cos czego nie widać coś co działa w tle poza swiadmoscia i jdnej i drugiej strony, do tego nie mamy zabardzo wpływu na działanie tego. Musisz odblokować jedną zdolność. Bo skoro robisz wszystko jak trzeba kombinujesz na rożne sposoby i nic. A zresztą nie chce mi się pisać elaboratów.
W skrócie idź do pani profesjonalistki. 25 lat. Pewnie juz pracujesz. Po wypłacie poszukaj w internecie zadzwoń, przedstaw sprawe i umów sie. Zaufaj że pani chętnie Ci pomoże. Przede wszystkim wyzbyć się wstydu.
Sprawność sexualna określa nas jako mężczyzn, żadna kobieta nie wejdzie w związek z kimś kto nie daje rady. Tak je natura stworzyła, Samiec wyżej w hierarchi, to samiec który ma wiecej kobiet. Jeżeli w trakcie zbliżenia wyjdzie ze nie umiesz to znaczy ze nie jesteś odpowiednim samcem i spadasz w dół. To arehetyp ale powoduje nasza frustracje w tej sferze a u dziewczyn kobiet, spadek wartości w jej oczach, chociaż to nie ładnie tak to wygląda
Kiedyś był tu wątek gościa co spotkał jakąś koleżanke z kiedyś tam zaczeli razem sie bujać. Spędzali czas, zaciągnoł ja do wyra.
Nie wyszło bo był prawiczkiem, im pozniej zaczynasz wspołżycie, tym wieksze prawdopodobieństwo ze za pierwszym podejsciem Ci nie wyjdzie, i weksza szansa na to że bedzie to wpływac na nastepne próby. Bo wtedy facet jest juz ukształtowany w pełnym okresie jako mężczyzna, a to podstawowa.

Wiesz co zrobiła ta laska? Spuciła go w kiblu, wyobraź sobie co musiał przeżywać. U laski zaskoczył archetyp zachowania wpisany w nature kobiet. Na tym polu naprawde sa bezlitosne. Jebał pies jężeli to jakaś laska przypadkowa. Wysmieje i nie da już szansy nigdy wiecej. Tamta laska była głupia, gośc bez doswiadzenia tak poprowadził relkacje ze wylądowali w wyrze, wiekszosc takich gosci jedyne co osiąga, to to ze laska w panice i strachu zwiewa i nie pozwala na zaden kontakt.
Tamten mial potencjał, gdyby popracowała mogła by miec dobrego kochanka w wyrze.
Brak doswiadzenia wiedzy= strach i niepewność w kontaktach z kobietami, tylko wydaje Ci sie że gadasz jak trzeba, gdzies tam na niewerbalnym poziomie ona odbiera twoją niepewność. Odbiera różne sygnały, które mowią jej ze przedłużenie z tobą lini bedzie problematyczne.
Podejrzewam że twoje sporśne żarty, czy podtekst wygląda bardziej jak taki troche psychopatek. Kolegów nie pytaj bo oni tego nie odbiorą w ten sposób.
Generalnie po co Ci kobieta. Po to żeby z nią kopulować. no bo inaczej to bezsensu lepiej byc samemu, jak kiedyś bedziesz mieć kobietę to zrozumiesz. Jakby wyciąć sex z całej relacji, to okaże się że nie warto tu sie zatrzymywać. Problem wielu związków. Omijasz w sobie ten problem wyrzcasz, na razie sie tym nie martwisz najpierw to zdobycie zainteresowania. Ale nie zdobędziesz tego bo podrywanie lasek, bez nakierowywania całej relacji akcji na ten temat to co najwyżej zostaniesz kolegą- przyjacielem- to złe słowo, tu na forum powstaje nowe znaczenie tego słowa. Tak samo jak osoba zakochana- też nic dobrego.
Pewność w relacjach intymnych i dążenie do tego to podtawowy cel. Tylko nie próbuj nic zmieniac do poki nie nabierzesz doświadczenia. Cos sie w tobie zmieni, jakos bedziesz gadał to samo a bedzie inna reakcja.
Serio nawet jak kiedys puknąłeś, to za mało i tak sie boisz. Jak próbujesz podbijąc gadać i tak dalej myslisz woguleo tym zakladasz taka możliwość.

111

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Autor nie udziela się w temacie od 16 maja. Prawdopodobnie produkujesz się sam dla siebie...

112

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Nakrzyczeliście to nie udziela, ale pewnie czyta
chociaż...

"Dzięki wszystkim za wypowiedzi, zwłaszcza Lilly25 za miłe słowa. X77 trafiłeś w punkt w ostatnim akapicie. Właśnie z tym się trochę wiąże moje poczucie niesprawiedliwości - jestem uległy i miękki, więc niektóre dziewczyny lubią to wykorzystywać, a jak ktoś ma trochę inny charakter (nie mówię nawet, że bad-boy czy samiec alfa, bo pod względem fizyczności może być wobec mnie wcale nie lepszy)"

powyżej cytat z jego ostatniego postu.

Brzmi jak pożganie, qrwa

113

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?
zabpth napisał/a:

. Zey stworzyć relacje z kobietą trzeba

dążyc do sexu, konsekwencją tyh dążeń jest związek.

Jeżeli dostaniesz sex zanim stworzysz związek, to

jest już z górki, bo wtedy dziewczyna też zaczyna do

tego dążyć. A co dwie głowy to nie jedna.
Problem braku doswiadczenia relacji intymnych z

kobieta to sedno sprawy. Poniżej bedzie mały wywód o

naturze czlowieka, takie podstawowe informacje,

ułatwia zrozumienie działania pewnych mechanizmów

łatwiej bedzie zaradzic problemowi , bo bedziesz

wiedział z kad on sie wziął.

A jak ktoś nie chce seksu przed slubem ze względów

religijnych? ....


zabpth napisał/a:

Po to żeby z nią kopulować. no bo

inaczej to bezsensu lepiej byc samemu, jak kiedyś

bedziesz mieć kobietę to zrozumiesz. Jakby wyciąć sex

z całej relacji, to okaże się że nie warto tu sie

zatrzymywać. Problem wielu związków. Omijasz w sobie

ten problem wyrzcasz, na razie sie tym nie martwisz

najpierw to zdobycie zainteresowania.

Twoje rady sa dobre dla seksoholików dla których liczy sie tylko seks. Problemem wielu związków jest stawianie wyłacznie na seks....dla tego pełno alimenciarzy i samotnych matek.

114

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Ej, halo, trochę nadinterpretacja z twojej strony, to dążenie do sexu nie musi oznaczać że seks będzie , chodzi raczej o pchnięcie relacji w odpowiednim kierunku. Dalej- łatwiej jest wejść w relacje z kobieta w której pobudzi się potrzeby "bliskość". Jeżeli uwarunkowania kulturowe i religijne zabraniają wcześniej, czyli np. przed ślubem, to oboje będą dążyć to takiej formy relacji, która im na to pozwoli plus oczywiście inne okoliczności. To odnośnie twoich zarzutów. Poza tym dążenie do sexu to też forma przejęcia inicjatywy ze strony faceta, i pewnych "męskich" zachowań- takie uogólnienie i uproszczenie.
A problem wielu związków opartych tylko na sexie- no cóż to nie problem sexu tylko tych ludzi i ich pojęcia związku.
Btw.
Problem autora to brak pewności w relacjach z kobietami, dla tego że nigdy z żadną nie był. I tylko może się wydaje, że to problem na później, bo najpierw trzeba by zainteresować sobą.
Nie- to jest problem od początku, im dłużej trwa tym większy strach, niepewność, ciężko zauważyć, zdefiniować ale istnieje. Człowiek taka istota że dostosowuje się do warunków. On się dostosował nauczył się z tym żyć i może mu się wydaje że to nie jest problem. A jest, po prostu gdzieś to schował i przestało funkcjonować w świadomości.
Skoro do tej pory mu nie wychodziło, i nie wie o co kaman, co szkodzi spróbować innej metody, zacząć od siebie po prostu. I od wizyty u pani, hehe, zależy ile ma lat ale chyba więcej niż 20, im później tym problem się pogłębia, niechęć do kobiet, jakaś forma nienawiści, złości żalu. Błędne koło.

115

Odp: Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

b

Posty [ 66 do 115 z 115 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Awersja kobiet do mojej osoby - stworzony do "niebycia" w związku?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026