Cześć.
Postanowiłem założyć ten temat, aby poznać Waszą opinię, ponieważ mój przypadek jest wręcz niemożliwy. Mam już prawie 25 lat, a od wielu wielu lat nie mogę zdobyć dziewczyny. Ostatnie moje doświadczenia to praktycznie ulotne miłości jeszcze w czasach szkolnych, w sumie nic poważniejszego. Kiedyś to olewałem, bo w sumie zawsze potrafiłem żyć swoją pasją i nie miałem takiego parcia na związek, ale w ostatnich czasach zaczyna mi to dokuczać i doskwierać. Wszyscy wokół kogoś mają tylko ja nie (głupio tak pisać, gdyż nigdy nie ulegałem presji innych i potrafiłem powiedzieć "nie", ale teraz to we mnie pęka) co zaczyna mnie frustrować i irytować. Głupio pisać, ale czuję przy tym sporą zazdrość i niesprawiedliwość, niezrozumienie. Dlaczego tak jest? Ogólnie jestem dość nieśmiały, przy tym na pewno nie należę do najbrzydszych (to nie moja opinia). Przez większą część w moim okresie dojrzewania miałem niegroźną, ale strasznie destrukcyjną i niszczącą pewność siebie chorobę, która zabiła moją odwagę do dziewczyn (choć wtedy jeszcze były epizody). Teraz jest już pod tym względem trochę lepiej, ale mam wrażenie, że w swoim czasie zaspałem przez to na pociąg, który odjechał i dogonić będzie go niezmiernie ciężko. W moim wieku prawie każdy kogoś ma, nawet ludzie bardziej nieśmiali ode mnie (to też poprawiłem). Nie ma też tak, że boję się dziewczyn. Mam wrażenie, że większość mnie lubi, same niektóre to przyznają, że cenią moje poczucia humoru (choć podkreślam też, że duszą towarzystwa nie jestem, po prostu lubię czasem pożartować i tyle). Ale mam wrażenie, że kiedy tylko natychmiast zacznę coś więcej, niż zwykła, koleżeńska rozmowa - nawet jakiś zwykły żarcik z podtekstem, to zapala im się lampka, że "oho, startuje" i natychmiast się dystansują i traktują zimniej. Nie pojmuję tego. Naprawdę, nie wiem co mam robić. Może jestem zbyt miękki, ale kiedyś z kolei gdy byłem młodszy byłem bardziej agresywny i potrafiłem się ostro kłócić, to wrażenia raczej na nikim nie robiło (i słusznie). Przez ludzi dostrzegłem, że jestem chyba ogólnie lubiany (nie że się chwalę czy coś, tylko oceniam jak jest, w rzeczywistości mam mocno zaniżoną samoocenę), koledzy czy koleżanki nawet lgną do mnie, chcą się ze mną spotykać, zapraszają na różne imprezy itd. Ale powoli mnie to już irytuje, idę sobie z kumplami, oni z dziewczynami, ja jak zwykle sam. Zastanawiam się wówczas "w czym ja jestem gorszy?" Nie czuję się absolutnie głupszy od nich czy coś, w towarzystwie gdy oni są z dziewczynami zdarza się, że to ja je bardziej rozśmieszam niż oni. To już trwa długo i powoli zaczynam wysiadać, zaczynam odczuwać taką niezdrową zazdrość. Rozwijam się, motywuję się, walczę ze swoimi słabościami, ale co mam zrobić. A najbardziej wkur... za przeproszeniem te pytania, czy twierdzenia, że taki ze mnie fajny chłopak, a nikogo nie mam. To mnie dotyka chyba bardziej, niż jakby mnie prosto w twarz ktoś zwyzywał, naprawdę. Jaki wpływ mam na to, że co spotkam jakąś fajną dziewczynę to albo zajęta, albo niezainteresowana, a gdy więcej było wolnych to ja w tym czasie musiałem walczyć z chorobą?
Jak możecie, to dajcie jakieś rady. Jak poradzić ze sobą, jak poradzić sobie z zazdrością, jak olewać takie sytuacje. Do tej pory dobrze żyło mi się samemu, ale powoli brakuje jednak kogoś u boku. Nie dlatego, żeby błyszczeć z lalunią u boku jak mają niektórzy w naturze, a potem gdy lalunia się rozpadnie to ją rzucić i znaleźć młodszą, tylko po prostu, wieczna samotność raczej nikomu się nie uśmiecha.
1 2016-04-09 13:42:05 Ostatnio edytowany przez Violi (2016-04-09 13:48:10)
Podobne tematy
Pewnie ubierasz się jak menel, jak bezdomny, w Polsce większość facetów tak się ubiera, może nawet się nie myją, fuj, obrzydlistwo, mi się nie podobają tacy zaniedbani faceci, ale oni wiedzą, że już nie mają żadnych szans, żeby mieć kogokolwiek, dlatego się poddali.
Ale taki ekskluzywny menel, czy taki zwykły? ![]()
Violi wieje od Ciebie desperacją i marazmem. Cudów z tego nie będzie.
Zajrzyj na te wątki i może coś w głowie zaświta:
http://www.netkobiety.pl/t94767.html
http://www.netkobiety.pl/t94706.html
Jak byłem młodszy to faktycznie może i tak trochę się ubierałem, bo nie miałem pojęcia o modzie. Dbam o siebie i nawet aż nadto, od 10 lat nie wyszedłem z domu bez niewymytej głowy np. Aktualnie ubieram się różnie, czasem elegancko, czasem przeciętnie, ale jak menel to raczej nie. Nie noszę co prawda tych modnych rurek ponieważ uważam je za zniewieściałe.
Z tym drugim tematem, to sobie chyba jaja robisz, a co do pierwszego - to koleś jest w lepszej sytuacji, bo ma kobiety na widelcu, a boi się wykonać jakiegokolwiek ruchu. A u mnie, jak nawet zrobie takie "wtrącenie poza swoje ramy", np. jakiś nawet najdrobniejszy podryw, czy jak pochwałę, czy nie daj boże jakiś seksualny komentarz, to widzę, że kobiety natychmiast się wycofują, zimnieją i już nie chcą tak rozmawiać. Jakby ktoś odgórnie zakazał wszystkim dziewczynom wokół, aby wchodziły ze mną w głębsze relacje.
Napisałeś, że nie możesz „zdobyć” dziewczyny od lat, ale nie napisałeś gdzie starasz się je „zdobywać” i czy w ogóle się starasz. Pisałeś o wyjściach ze znajomymi, na których jako jedyny nie miałeś dziewczyny. To chyba oczywiste, że z takich wyjść nic nie wyjdzie.
W pierwszym temacie, którym podałam, opisany jest nie tylko konkretny przypadek, ale podane są porady, które potraktować można uniwersalnie. Wybierz to co uważasz za odpowiednie w Twojej sytuacji.
W drugim temacie mowa portalach randkowych i strategiach, jakie można obrać. Nie wiem, gdzie „zdobywasz” dziewczyny, więc podałam to jedynie jako materiał w razie gdybyś możliwości dla siebie szukał właśnie w internecie.
Jeżeli chcesz znaleźć rozwiązanie, to szukasz go aktywnie i działasz. A tymczasem Twoje posty mógłbyś zastąpić właściwie jednym słowem: marazm. Co robisz konkretnie, aby „zdobyć” dziewczynę (oprócz narzekania)?
Dobra, ale trochę waż słowa z tym narzekaniem, bo ja tu po prostu szczerze podzieliłem się swoim problemem - anonimowo. W rzeczywistości ani razu nie narzekałem na to, że nie mam dziewczyny (choć w rzeczywistości mnie to boli) i zauważam, że dziewczyny lubią się wiązać właśnie z takimi "narzekaczami", których postawą gardzę i uważam za słabość. Także jak nie wiesz do końca jak jest, to nie oceniaj. Z dziewczynami miałem styczność w naturalnym środowisku - szkoła, praca, czasem jakieś wypady z kolegami i ich partnerkami. Na imprezy nie chodzę, bo uważam, że tam to można znaleźć głównie puste lale na jeden numerek (wiadomo, są wyjątki, ale nie uważam tego za odpowiednie miejsce do szukania). Teraz to ogólnie ciężko powiedzieć co robić, bo co nie poznam jakiejś dziewczyny - już nawet nie fajnej, ale przeciętnej - to jest zajęta. A te co nie mają to zazwyczaj są już takie "zniszczone" - w sensie szukały niezobowiązujących przygód za młodu, a teraz kawalerki, które szukają samca alfa, który je przygarnie. Normalne i fajne są już pozajmowane.
Po pierwsze mam wrażenie, że jesteś zdesperowany, a to zdecydowanie odrzuca.
Daruj sobie też teksty, że wszystkie fajne dziewczyny są już pozajmowane. To śmieszne - głupia wymówka.
Startujesz do wolnych dziewczyn, a one w jakiś sposób Cię odrzucają więc od razu przypinasz im łatkę, że coś w nich jest nie tak.
Równie dobrze jakaś dziewczyna może pisać, że wszyscy normalni faceci są już pozajmowani, co by oznaczało, że wg niej jesteś nienormalny.
Piszesz też, że przy jakiejkolwiek próbie flirtu dziewczyny się dystansują. To szczerze mówiąc dziwne zachowanie i jedyne co przychodzi mi do głowy to to, że może po prostu nie potrafisz tego robić? Znam facetów, którzy mają gadane, a jednocześnie przy próbie podrywu 5 latek byłby od nich lepszy. Pamiętaj, że w takich sytuacjach wszystko się liczy - mimika, gesty, sposób akcentowania słów. Jeśli nawiązujesz też do podtekstów seksualnych do tym bardziej trzeba zwracać uwagę na takie rzeczy bo możesz zostać źle odebrany.
Na moje oko brakuje Ci damskiego towarzystwa - w każdej postaci. Oswój się z dziewczynami, w relacjach koleżeńskich, przyjacielskich - sam na sam. I oczywiście zero podrywu! Bo prostu z nimi po przebywaj. Może do zabrzmi dziwnie, ale postaw sobie cel, że cokolwiek by się nie działo to przez pół roku nie będziesz miał dziewczyny. Traktuj je na równi, jak kumpla, a efekty z czasem przyjdą - zobaczysz.
Skoro
(...) Normalne i fajne są już pozajmowane.
to Twoje poszukiwania nie mają sensu, z góry skazujesz się na frustrację.
To, co mnie zniechęcało/zniechęca do bliższych kontaktów z osobami podobnymi do Ciebie, to... pogarda tychże osób. Pogarda, która bije po oczach i nie można jej przykryć ani żadnymi pasjami, ani żadnym ubraniem, ani pięknymi słówkami.
Pogarda i bliski kontakt nie idą w parze.
Violi, jeżeli Twoje rozmowy w rzeczywistości wyglądają tak, jak tutaj, to nie mam dobrych wieści. Przedstawię to na swoim przykładzie: po poście nr 5 zaczęłabym patrzeć wymownie na zegarek i lokalizować drzwi. Po poście nr 7 wyjaśniłabym, że właśnie mi się przypomniało, że mój kanarek zdechł, ciężko to przeżywam i muszę niestety zakończyć rozmowę. Porozmawiamy kiedy żałoba mi przejdzie... a kiedy? Chyba nigdy.
Jeśli zastanawia Cię powód, to Wielokropek już wszystko wyjaśniła.
W szkole i na studiach miałam łącznie trzech facetów, którzy naprawdę "nie są stworzeni" do związku i byłabym bardzo zaskoczona, gdyby sobie kogoś znaleźli. To nie jest tylko moja opinia, ale także innych kobiet, które ich znały. Rzecz w tym, że oni byli równo piernicznięci, żyjący we własnym świecie i co najważniejsze - nie zdawali sobie z tego sprawy. Po Twoim poście mimo wszystko nie sądzę, żebyś do tego typu ludzi należał.
Ja myślę, że kluczowym słowem jest tutaj wspomniana przez Ciebie nieśmiałość. Okej, nieśmiałość sama w sobie nie jest aż takim problemem. Nie ukrywajmy, raczej mało której kobiecie podoba się nieśmiały i -nazywając rzeczy po imieniu- "pierdołowaty". Nie twierdzę, że taki facet nie znajdzie partnerki. Baa, sama znam takiego "pierdołowatego" faceta w związku, ale oni się świetnie dobrali, bo kobieta jest bardziej "męską" częścią w tej parze. Ja bym jednak oszalała w takiej sytuacji. Dla mnie facet ma być facetem. Pewnym siebie, oparciem dla mnie. Jednak, jak we wszystkim trzeba znaleźć ten "złoty środek" - nadmiernie pewny siebie cham jest tak samo niepożądanym partnerem jak i ten nieśmiały i strachliwy.
Na Twoim miejscu zastanowiłabym się, co jest powodem tego Twojego braku pewności siebie i starała się to zredukować na tyle, na ile się da. Nie tylko pod kątem szukania partnerki życiowej, a przede wszystkim lepszej egzystencji.
12 2016-04-09 22:49:54 Ostatnio edytowany przez kejter (2016-04-09 22:54:23)
E no, bez przesady. Niestety nie po raz pierwszy na tym forum widzę, że stali bywalcy uważają, że pozjadali wszystkie rozumy i na podstawie kilku słów autora/autorki wiedzą wszystko. To jest często krzywdzące i niesłuszne. Czyli co, facet nie ma prawa nic sprostować 'bo to kobiety w końcu mówią i na pewno mają rację, a jak jej nie mają to i tak nie można zaprotestować, bo to przecież chamówa od razu!'
Ja u autora pogardy nie widzę, za to widzę duże zniechęcenie i frustrację, która w końcu narastała przez tyle lat. Desperacji również nie zauważyłam, przecież nigdzie nie napisał (albo ja coś przeoczyłam), że zarywa do wszystkiego, co się rusza, nie ma to jak nadinterpretacja. Nie ma co się oglądać na wygląd- każdej kobiecie podoba się inny typ, jednej miękną nogi na widok wystylizowanego osiłka z siłowni, innej na widok wytatuowanego metalowca z koncertu, tak samo charakter. Nie dogodzisz wszystkim. Tak jak już kolega wcześniej wspomniał- dobrze byłoby się spotkać z dobrą znajomą, przyjaciółką, i poprosić ją o szczerą opinię i rady dotyczące problemu. I ostatnia sprawa- ciekawych ludzi można spotkać wszędzie, nawet w klubie/ na imprezie. Przykład- mój współlokator jest barmanem, swoją dziewczynę poznał właśnie w pracy. Są razem dobrych kilka lat i na lato przeprowadzają się do własnego domu, są naprawdę dobraną parą i przede wszystkim wyglądają na zgodnych i szczęśliwych. Dlatego nie ma co kategoryzować i zamykać się. Powodzenia ![]()
P.S a jakbyś wyszedł z kumplem, NIE żadną parą, do baru na piwo? Byłoby o wiele łatwiej kogoś poznać, no i bar to nie klub i nie impreza:P Jak dziewczyny widzą taką grupkę gdzie są pary to na bank tam nie podbiją, a jak są sami faceci to szanse wzrastają.
13 2016-04-09 23:05:20 Ostatnio edytowany przez Violi (2016-04-09 23:13:39)
Rany, jaki zdesperowany, dlaczego po napisaniu tematu oceniacie mnie od razu z góry tak, jak napisałem w temacie. Nie okazuję żalu, nie marudzę, nie okazuję desperacji, nawet trochę wprost przeciwnie - tak jak mówię, okazuję już bardziej zobojętnianie widząc, jakie moje powodzenie jest i jak bardzo kobiety uciekają, gdy zaczynam coś bajerować albo np. proponując jakieś spotkanie czy coś takiego. I staram się startować nie do wolnych, ale do zajętych też. Nigdy tak nie robiłem, ale od pewnego czasu tak robię - dlaczego mam tak nie robić, widząc co się dzieje, jak inni się zachowują? Inni flirtują z zajętymi, kobiety też to lubią, tylko jakoś mi nie wiadomo dlaczego nie jest to pisane. Staram się z tym walczyć, bo to właśnie ogłupia - na sylwestrze zamiast się bawić to jak kretyn zastanawiałem się, która jest wolna, do której mogę startować. Dla mnie to już głupota. "Nie moja wina, że jest zajęta" - tak powinien myśleć pewny siebie człowiek i staram się to wcielić w życie. Ale nie oszukujmy się, na dłuższą metę aby z kimś być jest to w sumie jałowe i bezwartościowe, bo zależy mi na poważnym związku a nie budowaniu jakiejś tam większej pewności siebie do wszystkich - także zajętych kobiet. Ale Pawełrkk ta rada na koniec całkiem ciekawa, również ją wcielę w życie.
Przerażające, ale tak jest. Co się natrafi na jakąś fajną, to zaraz dowiaduję się, że zajęta. Mam wrażenie, że z czasem jest jeszcze gorzej pod tym względem, teraz już nawet te o przeciętnej urodzie są pozajmowane.
Wielokropek - ale że jaka pogarda? Że ja gardzę kimś czy Ty gardzisz moją postawą, bo nie rozumiem za bardzo?
Klio i Wielokropek, wy jakoś dziwnie do tego podchodzicie. Ja teraz piszę do was anonimowo z taką poradą, a wy tu mnie oceniacie jako człowieka na podstawie tego postu. To jakieś nieporozumienie. Przecież w rzeczywistości nie wylewam żadnych tego typu żali, jestem lub przynajmniej staram się być sympatyczny dla każdego, staram się uśmiechać, ludzi do mnie nawet ciągnie (co kiedyś było nie do pomyślenia bo byłem bardzo nieśmiały, to mój osobisty sukces). Piszę do was jako do osób, od których chcę zasięgnąć obiektywnej porady. Jak chcecie pogadać prywatnie żeby móc mnie ocenić jako człowieka, to proszę bardzo. Gwarantuję, że nie narzekam na dziewczyny i w sumie dobrze się czuję w ich towarzystwie, tyle tylko, że żadna nie chce się ze mną wiązać.
A czy mógłbyś opisać taką przykładową sytuację, co to znaczy, że kobiety uciekają od Ciebie, jak coś proponujesz? Może coś wyolbrzymiasz/za szybko się zniechęcasz albo podrywasz w jakiś nieskuteczny sposób. Faktycznie dobrze jakby jakaś koleżanka Ci pomogła to ocenić, może wystarczy zmienić kilka szczegółów.
Kejter - dzięki za zrozumienie, dobrze że Ty wiesz o co mi chodzi
Tzn. z tym wychodzeniem to nie jest tak, że podpinam się pod kumplami z parami, właśnie często chodzę też z samymi kumplami (też wszyscy praktycznie pozajmowani, jednego znam tylko singla z takich bliskich ziomków). Tyle tylko że są to takie miejsca, gdzie raczej trudno spotkać fajne dziewczyny. Ale z barem hmm w sumie ciekawy pomysł.
Cb - problemem jest to, że nie mam takich koleżanek, których się mogę zwierzyć z tego typu problemów. Co do sytuacji to naprawdę ciężko ocenić, miałem jakiś czas temu bardzo fajną koleżankę, w której się podkochiwałem. Miała chłopaka, zerwała z nim, postanowiłem ją zaprosić na spotkanie bo akurat wspólnie kończyliśmy naukę. Oczywiście wykręciła się, a parę miesięcy później okazało się, że jest z kolegą - mało charakternym, miękkim. To było coś takiego co mnie najbardziej zdołowało. Ale ogólnie zawsze jakoś tak miałem. Za małolata wręcz przeciwnie - dziewczyny raczej do mnie lgnęły, ale potem coś się zepsuło, nie wiem, może w związku z moją chorobą która zniszczyła mnie psychicznie i całą pewność siebie. Stąd też moje trochę zazdrosne nastawienie z czym staram się walczyć, bo to nie jest nic dobrego i zawsze jestem przyjazny wobec ludzi, ale mam czasem takie myślenie "dlaczego to mnie musiało spotkać itd, że gdyby nie to, na pewno byłbym szczęśliwszy itd". Inna sytuacja, też na sylwestra- przychodzi jakaś dziewczyna, jest nas trzech czy czterech i wita się z każdym, oprócz mnie! (byłem co prawda lekko odwrócony) Jak to wytłumaczyć? Często bywało też tak, że zagadywałem sympatycznie, a dziewczyna odpowiadała w sposób zimny, zobojętniały. Chociaż ogólnie sam jestem pod tym względem jestem bardzo mało inicjatywny, często wstydzę się zagadywać do obcej dziewczyny i tu może być problem. Ale ogólnie nie wiem, dziewczyny czasem same też zagadują, mam wrażenie że jakby ustawić 20 facetów, to byłbym ostatnim, do którego taka dziewczyna by zagadała.
16 2016-04-09 23:42:18 Ostatnio edytowany przez cb (2016-04-09 23:43:16)
Mam wrażenie -> to może być kluczowe.
Skup się na poprawie dalej tej pewności siebie, otwartości, także otwartości na to, że być może w tym momencie z nikim jeszcze nie będziesz. Tak, żeby Cię to nie łamało i dodatkowo nie pozbawiało jeszcze pewności siebie.
Ta choroba musiała faktycznie mieć na Ciebie duży wpływ, skoro tak się to odbiło na Twoich relacjach z kobietami.
Nie jest tak, że wszyscy już są z kimś albo że wszystkie fajne dziewczyny już zajęte. Czasem tak się w życiu układa, że długo czekasz na miłość. Ty i tak jesteś młody przecież.
Wiem, że to frustrujące patrzeć w sumie w każdym wieku, jak dni uciekają przez palce, a Ty byś chciał, aby Twoje życie inaczej wyglądało niż wygląda i wydaje się, że nie masz na to wpływu.
Na pewno jest w tym głębszy sens, dlaczego jesteś teraz sam. A zrozumiesz to, jak już będziesz z kimś kiedyś i ta wiedza Ci i tak nie będzie już potrzebna
Takie życie. Nie jest tak idealnie jakbyśmy sobie wyobrażali i trudno.
A czy możesz słowo w słowo przytoczyć, jak zaproponowałeś to spotkanie i jak ona się wykręciła? Nie wiem, czy tutaj będzie przyczyna, ale warto sprawdzić.
Rany, jaki zdesperowany, dlaczego po napisaniu tematu oceniacie mnie od razu z góry tak, jak napisałem w temacie.
Nie możesz odbierać tego słowa dosłownie, tak jak w potocznym rozumieniu. W takim wypadku zarywałbyś do wszystkiego co się rusza.
W relacjach damsko-męskich ono ma troszkę inny wydźwięk. Widzisz o takim zachowaniu świadczy przekroczenie nawet cienkiej, subtelnej linii.
Kobiety są na to uczulone i od razu tracisz w ich oczach. Jeśli przykładowo zauważą, że zbyt wcześnie się nimi zainteresowałeś to od razu zapala się im czerwona lampka w głowie. Ciężko wyjaśnić ten mechanizm, ale postaw się na ich miejscu. Założę się, że mając dokładnie dwie takie same dziewczyny - jedną, która traktowałaby Cię normalnie i drugą, którą by do Ciebie wręcz lgnęła bardziej byłbyś zainteresowany tą pierwszą. Czemu? Bo w Twojej głowie od razu pojawiłyby się myśli dotyczące tej drugiej - "Coś z nią jest skoro nikogo nie ma", "Nawet mnie dobrze nie zna, a już chcę ze mną być," "Na pewno nie zależy jej na mnie tylko na tym by mieć kogokolwiek". Tak niestety to działa. W pewnych sytuacjach pokazanie, że Ci w JAKIKOLWIEK sposób zależy działa na Twoją niekorzyść. Zwłaszcza jeśli robi się to zbyt szybko - i to się nazywa desperacja.
Czemu myślę, że jesteś zdesperowany?
na sylwestrze zamiast się bawić to jak kretyn zastanawiałem się, która jest wolna, do której mogę startować.
18 2016-04-10 00:00:12 Ostatnio edytowany przez Violi (2016-04-10 00:00:23)
No jasne, staram się tak do tego podchodzić, ostatnio bardzo zadbałem o samorozwój i czuję progres w tym zakresie. Strasznie irytuje mnie jednak ta presja otoczenia, ten pretensjonalizm, te wymuszanie mam wrażenie "posiadania dziewczyny, tak, by po prostu mieć" - nieważne czy brzydka, czy ładna, czy faktycznie mi się podoba, czy naprawdę ją kocham - ważne by mieć. Gadałem z jedną koleżanką, zapytała się któregoś razu czy mam dziewczynę, odpowiedziałem, że "nie" - to ona: "dlaczego?" Niektórzy kumple mam wrażenie już krzywo zaczynają na mnie patrzeć że tak długo nie mam dziewczyny, może jeszcze podejrzewają że gejem jestem czy coś, w tych czasach to już wszystko możliwe
Ale też nie zrozumcie mnie źle, nie chcę oczywiście być z kimś dlatego, bo tak wypada i tyle - po prostu, potrzebuję kogoś u boku bo mam dość już tej samotności. Całe życie byłem zdany na siebie, cały czas mam różne problemy, tłumie je w sobie, nie mam osoby, z którą mógłym porozmawiać czy wyżalić się - wiem, że to nie męskie, nie mówię też, że potrzebuję dziewczyny aby jej się żalić czy marudzić, nie w tym sęk, chodzi o to, że pomijając nawet to że jestem nieśmiały mam trudniej, gdyż osoby w związku mają ciągłe wsparcie, są popychane do przodu, ja jestem ciągle zdany na siebie (wiadomo, są rodzice, ale to jednak trochę inna bajka). Robię krok po kroku postępy w samorozwoju, ale mam wrażenie, że wejście w związek, dało by mi jeszcze większego kopa w tym zakresie.
A do tamtej sytuacji to już nie chcę wracać, zaprosiłem ją chyba na kręgle pod pretekstem że nie mam z kim się wybrać a jest zamówienie (nie powiedziałem wprost co prawda, ale jak się kogoś naprawdę lubi - nie mówiąc o czymś więcej - to jednak chyba by się poszło mimo motywu). Odpowiedziała, że nie ma czasu i poza tym nie umie w to grać, poprosiłem ją o namysł mówiąc że z chęcią nauczę, ale za drugim razem też odmówiła i tak to wyglądało
Od tamtego czasu nasze stosunki uległy pogorszeniu i praktycznie kompletnemu zobojętnieniu (z jej strony i to baardzo wyraźne), choć jeszcze były chwile, gdzie miło się nam rozmawiało. Jednak sami widzicie, chcę zrobić pierwszy, nawet taki meganieśmiały - krok, i od razu mam w plecy. To jest typowe dla mnie.
Możesz napisać choćby sto razy, że piszesz anonimowo, w rzeczywistości zachowujesz się inaczej i nie okazujesz swoich negatywnych uczuć i kompleksów, a ja na to powiem, że i tak to wszystko można wyczuć, tak jak robię to teraz. Twoja pogarda, kompleksy i negatywne nastawienie, choć sam uważasz, że nikt ich nie widzi, są widoczne i odczuwalne. Jeżeli ja potrafię wyczuć to na podstawie tylko Twoich „anonimowych” postów, to pomyśl ile jest w stanie zauważyć osoba, która ma z Tobą do czynienia twarzą w twarz. Nie jesteś taką tajemnicą za jaką chciałbyś się uważać. Zastanawia Cię dlaczego tamta kobieta nie przywitała się tylko z Tobą. Właśnie dlatego. Nawet jeśli nie potrafiłaby wytłumaczyć, to czuła i to wystarczyło.
Wielokropek dobrze opisała Twój podstawowy problem, Pawełkrk podał instrukcję co możesz z tym zrobić. Co zrobisz ostatecznie to Twoja sprawa.
20 2016-04-10 00:02:38 Ostatnio edytowany przez Violi (2016-04-10 00:20:49)
Pawełkrk - nie wiem, czy mnie dobrze zrozumiałeś. Sytuacja z sylwestrem odnosiła się bardziej do startowania w tańcu, nie że było tak, że siedziałem na krześle i zamiast się bawić, to myślałem do której podejść, bo jak się nie uda, to będzie klapa. Było tak, że tańczyłem i chciałem którąś poprosić do tańca, ale zamiast tańczyć z każdą, to zastanawiałem się, która jest wolna bo z zajętymi nie wiedziałem, czy wypada tańczyć. Taka lekka poprawka, ale chyba jednak wiele zmienia.
Ja absolutnie nie jestem z tych, co przy poznaniu kobiety podnieca się i niemal od razu wyznaję, jej miłość. Wręcz przeciwnie, lubię normalnie porozmawiać, czasem mam wrażenie, że nawet przesadzam pod tym względem i to jest tak naprawdę problemem. Podpalanie się, desperacja czy OKAZYWANIE parcia na związek absolutnie nie idą ze mną w parze.
Ale wytłumaczcie, o co Wam chodzi z tą moją "pogardą" bo ja naprawdę chcę zrozumieć, ale nie potrafię, do jakiej sytuacji pijecie i skąd w ogóle tak wnisokujecie że jestem pogardliwy dla dziewczyn. Tylko przez to, że oceniam urodę kobiety jako "ładne, przeciętne, itd?" To szczerość, nie pogarda. Ale prawdą może być, że mierzę za wysoko, z drugiej strony jednak widzę, jacy faceci mają naprawdę fajne dziewczyny.
A dlaczego wnioskujesz, że jestem negatywnie nastawiony? Może niektóre dziewczyny mylą moją nieśmiałość z arogancją, między tymi cechami jest tak naprawdę niewielka granica.
A to wybacz, w takim razie. Faktycznie Cię źle zrozumiałem ![]()
Dalej jednak myślę, że możesz mieć pewien problem z tym, że po prostu "za bardzo chcesz"
Cóż, przeczytałeś kilka odpowiedzi - teraz masz czas na przeanalizowanie tego wszystkiego.
Może coś Ci się nasunie na myśli przy następnych sytuacjach z dziewczynami.
W rzeczywistości ani razu nie narzekałem na to, że nie mam dziewczyny (choć w rzeczywistości mnie to boli) i zauważam, że dziewczyny lubią się wiązać właśnie z takimi "narzekaczami", których postawą gardzę i uważam za słabość. Także jak nie wiesz do końca jak jest, to nie oceniaj.
[...]
Na imprezy nie chodzę, bo uważam, że tam to można znaleźć głównie puste lale na jeden numerek (wiadomo, są wyjątki, ale nie uważam tego za odpowiednie miejsce do szukania). Teraz to ogólnie ciężko powiedzieć co robić, bo co nie poznam jakiejś dziewczyny - już nawet nie fajnej, ale przeciętnej - to jest zajęta. A te co nie mają to zazwyczaj są już takie "zniszczone" - w sensie szukały niezobowiązujących przygód za młodu, a teraz kawalerki, które szukają samca alfa, który je przygarnie. Normalne i fajne są już pozajmowane.
[...]
I staram się startować nie do wolnych, ale do zajętych też. Nigdy tak nie robiłem, ale od pewnego czasu tak robię - dlaczego mam tak nie robić, widząc co się dzieje, jak inni się zachowują? Inni flirtują z zajętymi, kobiety też to lubią, tylko jakoś mi nie wiadomo dlaczego nie jest to pisane. Staram się z tym walczyć, bo to właśnie ogłupia - na sylwestrze zamiast się bawić to jak kretyn zastanawiałem się, która jest wolna, do której mogę startować. Dla mnie to już głupota. "Nie moja wina, że jest zajęta" - tak powinien myśleć pewny siebie człowiek i staram się to wcielić w życie. Ale nie oszukujmy się, na dłuższą metę aby z kimś być jest to w sumie jałowe i bezwartościowe, bo zależy mi na poważnym związku a nie budowaniu jakiejś tam większej pewności siebie do wszystkich - także zajętych kobiet.
[...]
Ja teraz piszę do was anonimowo z taką poradą, a wy tu mnie oceniacie jako człowieka na podstawie tego postu. To jakieś nieporozumienie. Przecież w rzeczywistości nie wylewam żadnych tego typu żali, jestem lub przynajmniej staram się być sympatyczny dla każdego,
[...]
Co do sytuacji to naprawdę ciężko ocenić, miałem jakiś czas temu bardzo fajną koleżankę, w której się podkochiwałem. Miała chłopaka, zerwała z nim, postanowiłem ją zaprosić na spotkanie bo akurat wspólnie kończyliśmy naukę. Oczywiście wykręciła się, a parę miesięcy później okazało się, że jest z kolegą - mało charakternym, miękkim. To było coś takiego co mnie najbardziej zdołowało
Odniosę się do tych cytatów.
W skrócie antypatyczny z Ciebie osobnik, choć Ty uważasz, że pokazujesz tylko swoją dobrą stronę. W rzeczywistości pokazujesz obie.
Nie chodzi tu o pogardę w stosunku do dziewczyn, ale ludzi generalnie. Masz kompleksy i porównujesz się stale do innych konstatując, że jesteś lepszy, a jakimś cudem jesteś gorszej sytuacji. Kobiety, które były wcześniej w związkach nie mogą się pokusić na takiego „samca alfa” jak Ty. Co najwyżej możesz je podrywać, ale nie traktując poważnie.
Piszesz, że tylko tu można odebrać Cię negatywnie, bo w rzeczywistości „nie wylewam żadnych tego typu żali, jestem lub przynajmniej staram się być sympatyczny dla każdego”. Reality check dla Ciebie: albo ktoś jest sympatyczny, albo ktoś gra sympatycznego. Naturalnie sympatyczny będzie przyciągał, a ten który gra będzie odbierany jako właśnie „grający”. Niewiele kobiet zdecyduje się poeksperymentować i zobaczyć co kryje się za grą. Założą, że najgorsze.
Faktem jest, że odczuwam trochę zazdrości i czuję niesprawiedliwość, stąd ostre, ale szczere słowa, których jednak w realu nigdy nikomu nie pokazuję, nigdy nie staram się na nikim mścić, mało mam wrogów, nie wiem czemu wnioskujesz, że jestem osobą antypatyczną. Równie dobrze taką samą łatkę, można przypiąć KAŻDEMU czy tam KAŻDEJ która zakłada tutaj jakikolwiek topik z problemem. Np. "jestem gruba", to co, to w takim razie taką kobietę nazwiesz zakompleksioną? Albo facet napisze, że nie może się pogodzić ze stratą ukochanej, to co, też nazwiesz go miękkim marudą itd?
Ja nie mam się za żadnego "samca alfa" jestem stabilnym, nieśmiałym kolesiem. Kompleksy - nie wiem, dlaczego akurat tak to określasz, ale niech to będzie. Ja ustaję przy tym, że mam megazaniżoną samoocenę i walczę z tym (dalej jest ona niska, ale kiedyś to była masakra). Co do porównywania się to tak, niestety presja otoczenia robi swoje, jest to nieuniknione. Wiadomo, że najfajniej, jakby się miało innych w dupie, ale jednak wymuszanie porównywania się napływa ze wszystkich stron.
Rozumiem, że w twoim mniemaniu jestem antypatycznym socjopatą, który udaje sympatycznego. W sumie dalej nie do końca rozumiem, dlaczego masz mnie za antypatycznego, nawet po przytoczeniu postów wyżej. Napisałem, że STARAM SIĘ być sympatyczny, ponieważ nie wszyscy mogą mnie odczytać jako sympatycznego, różni są ludzie.
Wnioskuję na podstawie tego, co piszesz. Nie każdy każdemu się spodoba. Mnie się nie podobasz. Nie musisz, ani też Ty nie musisz się o starać o spodobanie. Potraktuj to, co napisałam jako materiał do namysłu i być może zmiany. Dla mnie sprawiasz wrażenie takie, jakie opisałam wyżej. Być może dla części ludzi z którymi się stykasz również.
Mam ten sam problem ❤️
Może koledzy się obawiają, że zaczniesz startować do ich dziewczyn,skoro uważasz, że flirt z zajętą jest ok......jak się rozniesie, że pchasz się w Takie akcje,to będziesz towarzysko spalony.
Niech żyje konsekwencja!
Violi, z jednej strony już w pierwszym swym poście prosisz o opinie dotycząca Ciebie i Twego zachowania, z drugiej ganisz mnie za ową opinię napisaną po przeczytaniu siedmiu Twych postów.
Nie neguję tego, że nie miałeś/masz najłatwiejszego życia, że za Tobą trudne doświadczenia, że teraz już lepiej myślisz o sobie niż miało to miejsce jakiś czas temu, że masz pasje, że rozwijasz się.
Pytasz o to, skąd me zdania o Twej pogardzie.
Pogarda - stan uczuciowy będący mieszaniną braku szacunku i niechęci oraz poczuciu wyższości w stosunku do kogoś.
Źródło: SJP.pl
Znając definicję, przeczytaj swych pierwszych siedem postów, największą uwagę przywiązując do tego ostatniego. Słowa, których użyłeś, są wystarczające do wysnucia wniosku o Twej postawie wobec innych. Napisałam zaś o niej nie po to, by w jakikolwiek sposób zrobić Ci przykrość, tylko potraktowałam Twą prośbę serio i uwierzyłam, że rzeczywiście chcesz poznać przyczyny swych niepowodzeń w relacjach damsko-męskich.
Drugą, niemniej ważną sprawą, podkreślaną przez innych użytkowników, jest Twe kiepskie mniemanie o sobie. Jego konsekwencją jest, co w kilku swych postach napisałeś wprost, skierowanie swej uwagi na siebie samego, na rozmyślanie o tym, jak wypadniesz/wypadasz w oczach innych, jak masz się zachować, by wzbudzić zainteresowanie. Uwierz, trudno rozmawia się z kimś, kto zamiast interlokutora widzi siebie, a jego osobę używa jak lustra do zobaczenia swego wizerunku.
Chcesz zmian? Póki co porzuć zdobywanie kobiety i skup się na polubieniu siebie, na zmianie swego sposobu myślenia o sobie. Zobacz swe zalety, doceń je i uwierz, że jesteś wartościowym człowiekiem, że nie musisz się przeglądać w czyichś oczach, że nie musisz być idealnym, że różnica między potrzebą bycia z kimś a chęcią bycia z kimś jest olbrzymia i ma określone konsekwencje - mało jest osób (jeśli w ogóle takie są), które pragną być odpowiedzialnymi za czyjeś szczęście, które pragną, by ktoś się na nich uwiesił.
Zmiana pojawia się wtedy, gdy stajesz się tym, kim jesteś, a nie wtedy gdy próbujesz się stać tym, kim nie jesteś.
Wśród dyskutantów w tym wątku jestem jedyną, którą można nazwać stałym bywalcem (to nie jest zarozumiałość, sprawdziłam liczbę postów), stąd do siebie biorę słowa napisane przez kejtera i na nie odpowiadam.
Nie. Nie uważam się za osobę, która zjadła wszystkie rozumy i wie wszystko. Prawdą jest jednak to, że o ludziach, ich zachowaniach w różnych sytuacjach, o przyczynach owych zachowań, sposobie myślenia i wynikających z nich konsekwencjach, wiem sporo. Prawdą jest też to, że tą wiedzą postanowiłam się dzielić. Mam też jedną cechę, która wielokrotnie okazuje się być wadą, to zaufanie do innych. Czytając prośbę o pomoc, ufam, że autor prośby faktycznie jej oczekuje. Wiem też, bo wielokrotnie przekonałam się na własnych czterech literach, że pomocą nie jest tylko docenianie, ale też pokazanie popełnionych/popełnianych błędów. Wiem, że bezowocna jest praca nad sobą, gdy nie zna się prawdy. A prawda, jak to prawda, nie jest tylko przyjemna. Błędem moim, popełnionym nie tylko w tym wątku, wobec jego autora, jest zapomnienie. Zapomniałam się zapytać o to, czy autorowi zależy na tym, by było szczerze, czy miło. Bo wielokrotnie te dwie sprawy, niestety, nie idą w parze.
28 2016-04-10 11:41:49 Ostatnio edytowany przez Violi (2016-04-10 11:54:23)
Lubudubu25 - a właśnie widziałem Twój temat, elo w klubie xd
Klio - no trudno, masz takie prawo. Nie napisałem tego tematu żeby ktoś mnie lubił czy nie lubił, bo uważam, że sympatię i antypatię zdobywa się po dłuższej styczności z kimś, rozmowach itd. Ale jak widać niektórym wystarczy topic, w którym szczerze przedstawia się swój problem. Mogę dodać jedynie, że na co dzień też nie operuję raczej tego typu językiem jak tutaj (w sensie "puste lale" itd.), chyba że się zdenerwuję. A że problem jest irytujący, mogłem trochę pisać w nerwach (niby tylko forum, ale jednak). Ale rozumiem, człowiek sympatyczny nigdy nie ma prawa się zdenerwować i określić rzeczy po imieniu, bo w innym wypadku jest fałszywy. Nie powinno go nic drażnić a gdy są problemy, powinien udawać że ich nie ma, kochać świat i normalnie tańczyć na łące na golasa. Cóż, Twoje zdanie, Twoje prawo, dla mnie nielogiczne.
Statystyczna_Polka - podkreśliłem, że nie robiłem tak do tej pory, tylko właśnie ostatnio zaczynam zmieniać pogląd na ten temat. I na pewno nie startuję do dziewczyn znajomych, mam jakieś zasady w przeciwieństwie do niektórych. Chodzi mi bardziej o taką właśnie sytuację z sylwestra - nie znam dziewczyny, podoba mi się, to po co mam w sumie wnikać specjalnie czy jest zajęta - wyjdzie w praniu, a pobawić się, potańczyć czy poflirtować można. Takie moje aktualne spojrzenie, choć właściwie to nie wiem, czy będę je wcielał w życie, chyba jestem zbyt nieśmiały.
Wielokropek - no to słowo "pogarda" absolutnie wyklucza się w tym momencie, bo nie mam żadnego poczucia wyższości, wręcz przeciwnie, tak jak pisałem, mam bardzo niskie poczucie własnej wartości i nawet niektórzy mi to (w tym dziewczyny) mówili. Natomiast z jednym możesz mieć dużą rację i wezmę to pod uwagę. Paradoksalnie zauważyłem, że nieśmiałość i skromność idzie w parze z egoizmem. Tzn. może nie z egoizmem, ale z egocentryzmem. Zauważyłem to dopiero jakiś czas temu.
Wiadomo, praca nad sobą to podstawa. Robię dokładnie tak jak mówisz, ale cholernie jest ciężko robić coś, a wszystko w przenośni "włazi Ci z butami do domu". W sensie robisz coś, czerpiesz satysfakcję, nie myślisz o tych problemach, a tu ktoś Ci podbija z pytaniem "kiedy Ty będziesz miał dziewczynę" albo kumpel zaprasza i opowiada jak tam u niego w związku. Mam tego dosyć, ale ciężko odciąć się od tego. Nie potrafię sobie z tym radzić, wiadomo, w takich wypadkach cieszę się szczęściem kolegi czy kolegów, ale z drugiej strony przypomina mi to o moich problemach i sam sobie zadaję głupie pytania "widzisz, kolega ma, a Ty tyle lat i co". To jest megadołujące i nie wiem, jak sobie z tym radzić. Przecież od kolegów sie nie odetnę, bo wtedy już zostanę totalnie sam nawet bez kumpli i dopiero będzie masakra.
Klio - no trudno, masz takie prawo. Nie napisałem tego tematu żeby ktoś mnie lubił czy nie lubił, bo uważam, że sympatię i antypatię zdobywa się po dłuższej styczności z kimś, rozmowach itd. Ale jak widać niektórym wystarczy topic, w którym szczerze przedstawia się swój problem. Mogę dodać jedynie, że na co dzień też nie operuję raczej tego typu językiem jak tutaj (w sensie "puste lale" itd.), chyba że się zdenerwuję. A że problem jest irytujący, mogłem trochę pisać w nerwach (niby tylko forum, ale jednak). Ale rozumiem, człowiek sympatyczny nigdy nie ma prawa się zdenerwować i określić rzeczy po imieniu, bo w innym wypadku jest fałszywy. Nie powinno go nic drażnić a gdy są problemy, powinien udawać że ich nie ma, kochać świat i normalnie tańczyć na łące na golasa. Cóż, Twoje zdanie, Twoje prawo, dla mnie nielogiczne.
O sympatii, bądź antypatii decyduje pierwsze wrażenie, które później może ulec tylko nieznacznej korekcie. Jeżeli liczysz na to, że jeśli zrobisz złe pierwsze wrażenie, to później zawsze będziesz miał szanse to naprawić, mylisz się.
Co do człowieka sympatycznego, to oczywiście, że i taki się zdenerwuje i ma do tego prawo. Ale jest autentyczny zarówno w pozytywnych, jak i negatywnych uczuciach. Jeżeli w Twoim przypadku sympatyczność ogranicza się do "sprawiania wrażenia", tzn. że masz skurcz twarzy, którego nikt nie pomyli z uśmiechem.
Popracuj nad samooceną, a zamiast skurczu uzyskasz uśmiech i pierwsze wrażenia będą piorunujące w tym pozytywnym sensie.
Odpowiedź na pytanie o to, kiedy będziesz miał dziewczynę, brzmi "Kiedy przyjdzie na to pora." Jeśli to nie pomoże i koledzy nie umilkną, zapytaj o cel ich pytań, a na ich prawdopodobną odpowiedź, że martwią się i chcą dobrze, najlepiej jest powiedzieć prawdę, że takimi uwagami nie tyle nie pomagają, ale wywołują gorsze samopoczucie. Sądzę, że nie mają celu dokopać Ci, nie zawsze (tak jak w przypadku owej pogardy; nota bene nie spotkałam dotąd człowieka, który mając adekwatną samoocenę gardziłby innymi) ma się świadomość efektów swego działania.
31 2016-04-10 13:04:34 Ostatnio edytowany przez Violi (2016-04-10 13:12:34)
Klio - widzę, że mamy dwa zupełnie inne punkty widzenia. O sympatii decyduje pierwsze wrażenie? Poważnie? To Twój jakiś załapany slogan, czy faktycznie życiowo tak postępujesz? Szczerze nie przepadam za takimi ludźmi, którzy oceniają kogoś na podstawie jakiejś tam jednej sytuacji czy pierwszego poznania. Uważam (i z reguły tak słyszałem od wielu osób), że właśnie nie powinno się powierzchownie kogoś oceniać. Osoby, wyznające tego typu teorie zwyczajnie mnie odrzucają, bo oceniają człowieka z góry - ktoś im raz się nie spodobał czy podpadł, to już jest obraza majestatu. Katastrofa, naprawdę. Moim najlepszym kumplem jest koleś, który na początku trochę mnie odrzucał i wydawał się lekko arogancki. Mój kuzyn z kolei w pierwszym dniu szkoły na samym wstępie o mało się nie pobił z jednym ziomkiem o jakąś pierdołę. Później sobie to wyjaśnili i do dzisiaj są najlepszymi kumplami. Ta koleżanka, do której startowałem na studiach, na początku również mnie średnio interesowała, traktowała neutralnie, dopiero jak lepiej poznałem to potrafiłem sobie wyrobić zdanie i się zauroczyłem. Szło to też w drugą stronę, na wstępie spodobała mi się w szkole średniej jedna, wyidelizowałem sobie ją, a potem przejrzałem na oczy, że to tak naprawdę średnio sympatyczna osoba. Także gratuluję takiego podejścia, przedwczesnego stawiania na ludziach krzyżyka itd. Dla mnie to jest właśnie fajne i piękne, że na początku mamy inne podejście do człowieka przy pierwszym wrażeniu, a jak lepiej poznamy, to ulega zmianie. Ale nic, dalej obrażaj się na ludzi że użyli słów, jakie Ci się nie spodobały albo że ktoś brzydko się ubrał na spotkanie z Tobą. Życzę tylko powodzenia.
Wielokropek - raczej na pewno nie mają, w sumie to rozumiem ich. Tylko właśnie nie wiem jak reagować, wiem że nie pytają złośliwie, ale mnie to irytuje, nie wiem jak to olewać, jak radzić sobie z tym, co odpowiadać. Od razu mi się wtedy pogarsza samopoczucie.
32 2016-04-10 13:13:02 Ostatnio edytowany przez X77 (2016-04-10 13:18:31)
Odpowiedź na pytanie o to, kiedy będziesz miał dziewczynę, brzmi "Kiedy przyjdzie na to pora."
Odpowiedź dość głupia i żałosna. A nie sądzę żeby autor chciał swoją pierwszą kobietę mieć w wieku np. 40/50 lat i żeby ta kobieta miała podobnie tyle(bo rzadko która 2x latka spojrzy na takiego "starego dziada"). No chyba, że coś przeoczyłem... Pomijam już przypadki 40/50/60 latków którzy nigdy nikogo nie mieli.
I życzę też powodzenia tym, którzy ostatecznie oceniają kogoś wyłącznie po "pierwszym wrażeniu". Jest wielu fałszywych i podłych osób, którzy doskonale potrafią stwarzać "wspaniałe wrażenie".
Znasz lepszą, napisz. ![]()
W pierwszym wrażeniu nie chodzi o „podpadnięcie raz”, „użyciu niewłaściwego słowa” itp., ale na pierwszym wrażeniu właśnie. Rejestrujesz wszystko o drugiej osobie i w większości proces ten odbywa się w podświadomości i nie musi mieć racjonalnych podstaw. Tak po prostu jest. Nie obrażaj się na mnie, a na biologię. Przykład kuzyna, który cośtam, albo koleżanki która cośtam, ewolucji nie zmienią. Możesz stawać okoniem, uważać się za lepszego, bo Ciebie proces wyrabiania pierwszego wrażenia nie dotyczy (znowu to patrzenie z góry i pogarda wobec innych i innych zdań, których podobno w Tobie brak
), ale prawda jest taka proces ten dotyczy Ciebie w takim samym stopniu. Sam wyrabiasz sobie pierwsze wrażenie o innych i inni robią to w Twoim przypadku. Proces ten dotyka Cię nawet bardziej niż innych, bo go oblewasz. Warto byłoby zamiast życzyć mi powodzenia, którego osobiście nie potrzebuję
, zastanowić się co sprawia, że Twoje pierwsze wrażenie jest negatywne.
Autorze, co z tego że nie podbijasz do dziewczyn kolegów. Obcemu facetowi włazić w związek, to jest wg Ciebie ok? Wszystko co robisz, świadczy o tobie i buduje Twój wizerunek. Życie pisze różne scenariusze, można się zakochać i zagubić, ale z wyrachowaniem wybierać zajęte dziewczyny? W najlepszym wypadku ktoś Ci gębę obije, w najgorszym zyskasz opinię niehonorowego.
A co do pierwszego wrażenia- badania naukowe dowodzą, że pierwsze 15-30 sekund spotkania ma znaczący wpływ na sympatię, jaką wzbudzasz, to się dzieje na poziomie podświadomości. Klio ma rację. A potem zawsze można dać drugą szansę, ale nie zawsze jest okazja.. może nie być drugiej randki, a może nawet i pierwszej, jeśli zrazisz dziewczynę, zanim ją zaprosisz. ..
36 2016-04-10 13:30:34 Ostatnio edytowany przez X77 (2016-04-10 13:31:26)
Znasz lepszą, napisz.
Wiesz, kiedyś na takim innym portalu była taka ankieta w której było pytanie w stylu "Gdybyś musiał wybierać to w jakim wieku wolałbyś przeżyć swój pierwszy raz?". I odpowiedzi było 2: W wieku 15 lat, oraz w wieku 50 lat.
I nie wiem czy będziesz w szoku czy nie, ale ta pierwsza odpowiedź miała miażdżącą przewagę nad drugą w ilości głosów. Oczywiście pytanie można by było zamienić z pierwszego seksu, na pierwszy pocałunek czy w ogóle na intymny kontakt z drugą osobą, ale odpowiedzi były wręcz takie same.
Oczywiście nie należy to interpretować to tak, że każdy chciałby koniecznie akurat w wieku 15 lat, ale ogólnie bardzo daje do myślenia.
Statystyczna_Polka - po prostu mam już taki wewnętrzny bunt, że właśnie jestem za bardzo honorowy i wierny swoim zasadom. A muszę się rozejrzeć wokół. Pisałem o przypadku z koleżanką, którą zapraszałem. Do niej ten kolega, z którym się potem związała, startował ewidentnie jeszcze jak była zajęta (a nie był to jakiś cwaniak-wyrywacz, raczej osobnik podobnego charakteru co ja). Dlaczego czemu ja mam tak nie robić, skoro inni tak robią? Dlaczego mam być gorszy? Są równi i równiejsi, jedni mogą, a ja z góry jestem ograniczany i jak ja tak zrobię, to już be? Skąd gwarancja, że owa dziewczyna nie będzie się lepiej czuła będąc ze mną niż z drugą osobą? Skąd gwarancja, że jest z nim tylko z "braku laku", a nie z miłości? Różnie bywa. Ogólnie raczej i tak nie będę tak postępował, ale teraz przyjmę sobie taką filozofię.
38 2016-04-10 13:38:25 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-04-10 13:43:10)
Nie wyleczysz zapalenia płuc, zażywając jedynie syrop przeciwkaszlowy.
Nie uda Ci się (ani nikomu innemu) zlikwidować przyczyn zachowania, panując nad jego objawami. Ty to własnie robisz: udajesz, olewasz, starasz się, a prawda, jak zwykle, ujawnia się w najmniej oczekiwanym i pożądanym momencie.
Podstawą Twych problemów jest kiepskie myślenie o sobie, dlatego tak czułym (by nie napisać, przeczulonym) jesteś na punkcie własnej osoby i każdą najmniejszą uwagę oceniasz tak negatywnie. Spychane w najodleglejsze zakamarki uczucia (myślę o tych nieprzyjemnych) zbierają się do czasu, gdy jest ich tak wiele, i tak silnych, że nie jesteś w stanie nad nimi zapanować. Oprócz tego, wielu osobom niewiele potrzeba, by odczytać prawdziwe, nie udawane, uczucia drugiej osoby.
Póki nie zmienisz swego myślenia o sobie, póty Twe kontakty z innymi (nie tylko kobietami) będą wyglądały tak, jak wyglądają teraz.
X77, piszemy o czymś zupełnie innym. ![]()
Ty - o tym, w jakim wieku najlepiej przeżyć swój pierwszy raz, ja z kolei o tym, co zrobić, by koledzy przestali autorowi zadawać cytowane wyżej pytania.
na takim innym portalu była taka ankieta
Nurkujemy gwałtownie w kierunku gimbazy. Lub trollbazy. ![]()
Drogi Autorze przybyłeś tu aby poznać nasze opinie na temat twojej sytuacji i rokowań na przyszłość czy żeby nas pooceniać i pokąsać? Poważnie pytam.
Znaczy jak? Na kontakty z innymi ludźmi nie narzekam, rozwinąłem się bardzo w tym kierunku w ostatnim czasie, właśnie głównie naciskowi na samorozwój i mniejszym przejmowaniu się niektórymi rzeczami, pisałem o tym już. Problemem jest to, że kobiety lubią ze mną rozmawiać, ale jeśli chodzi o w chodzenie w związek, to już jest słabo. Za bardzo chyba zasugerowaliście się tym przykładem z sylwestra - weźcie bardziej pod uwagę ten przykład z tą dziewczyną, którą zapraszałem na kręgle, bo jest bardziej jakby to określić, symptomatyczny. Uśmiechy, wszystko fajnie, miła rozmowa, ale już jak coś choć trochę wykracza poza koleżeńską strefę to natychmiast u dziewczyny czerwona lampka i "nie, nie masz dostępu".
X77 napisał/a:na takim innym portalu była taka ankieta
Nurkujemy gwałtownie w kierunku gimbazy. Lub trollbazy.
Drogi Autorze przybyłeś tu aby poznać nasze opinie na temat twojej sytuacji i rokowań na przyszłość czy żeby nas pooceniać i pokąsać? Poważnie pytam.
A gdzie ja tu kogoś oceniam lub kąsam?
Inni zarywają do zajętych, to Ty też będziesz co by nie czuć się gorszy? Myślę, że tutaj tylko chcesz samemu sobie coś udowonić. A zarywaj sobie do zajętych, ale moim zdaniem jesteś skazany na porażkę w tej kwestii. Dlaczego? Po pierwsze, każda normalna, kochająca swego faceta kobieta nie zainteresuje się Tobą. Okej, nawet jeśli rzuciłaby dla Ciebie swojego chłopa, to chciałbyś być z kimś takim? Nie bałbyś się, że prędzej czy później Ciebie też kopnie w tyłek dla innego? I teraz ostatni, szczery, ale prawdziwy argument - po postach, które wytworzyłeś uważam, że jesteś za słaby, by wyrwać zajętą kobietę. Normalnie pewnie bym Ci tego nie napisała, ale coraz więcej głupot wypisujesz. ![]()
Za bardzo chyba zasugerowaliście się tym przykładem z sylwestra - weźcie bardziej pod uwagę ten przykład z tą dziewczyną, którą zapraszałem na kręgle, bo jest bardziej jakby to określić, symptomatyczny. Uśmiechy, wszystko fajnie, miła rozmowa, ale już jak coś choć trochę wykracza poza koleżeńską strefę to natychmiast u dziewczyny czerwona lampka i "nie, nie masz dostępu".
Symptomatyczne jest jedynie to, że przyczyn niepowodzenia szukasz w tych dziewczynach, a nie w sobie.
X77, piszemy o czymś zupełnie innym.
Ty - o tym, w jakim wieku najlepiej przeżyć swój pierwszy raz, ja z kolei o tym, co zrobić, by koledzy przestali autorowi zadawać cytowane wyżej pytania.
To o czym ja piszę zahacza o ten temat bardziej niż się Tobie wydaje. Autor czuje że lata lecą, młodość się kiedyś skończy a on dalej nic. Jednocześnie widzi że wielu młodszych od niego już dawno z kimś są, mają doświadczenia itp.
I temu jest sfrustrowany i siłą rzeczy zdesperowany. I aż tak was to dziwi? Bo mnie nie.
Bakalia - no i tu masz rację, dlatego raczej tak nie będę postępował. Z drugiej strony słabość może być też atutem, bo słabość=uczuciowość, a jak kobieta jest np. z kimś, kto nią pomiata albo nie kocha, to myślę że wolałaby już być z takim uczuciowym słabeuszem.
Klio - bardzo ciężko się z Tobą rozmawia. Wysnuwasz przedziwne wnioski. Gdybym nie szukał w sobie to myślisz, że zakładałbym ten temat? Gdybym obwiniał kobiety, raczej założyłbym temat o nich. Jasne, że szukam w sobie, ale ja chcę odpowiedzi na konkretne pytanie - dlaczego kobiety chętnie ze mną rozmawiają, mam wrażenie że mnie nawet lubią, ale jak zauważają, że chcę choć odrobinę więcej (nawet spotkania prywatne) to się wycofują. Rozumiem, że Twoją odpowiedzią na te pytanie jest "bo jestem antypatyczny" albo "na początku nie wywarłem dobrego wrażenia" (mniejsza, że rozmawiało nam się zawsze miło)? Odpowiedzcie z własnego doświadczenia, chyba na pewno mieliście takich kolegów, z którymi się dogadywaliście, ale z którymi nie mieliście ochoty się wiązać. Z czego to wynikało?
Eno stary, albo raczej młody bo 25 to pryszcz.
Wiesz, mnie tam ani nie zarwiesz ani ja podbijac do ciebie nie będę. Ale tak sobie przeczytałem co wyżej, to co piszesz to powiem ci że dziwny z ciebie gość jest.
Z jednej strony piszesz o zwalczaniu słabości że niby to widzisz wszystko a z drugiej to tak jakbyś szukał akceptacji tego pogladu jaki ty masz.
Że ten świat jakiś taki dziwny, niesprawiedliwy itd itp.
Tam na samym początku ktos podaje ci linka na dwa wątki. Z jednym się nie zgadzasz, drugi uznajesz za jakiś żart całkiem.
I tak się rozkręca niby dalej.
A do przodu ani trochę. Piszesz też że szukasz poważnego związku. Co jest więc śmiesznego w rozkminach jakie tam >u mnie< że tak powiem prowadzimy? Mając przy tym niezłą zabawę. Ja ci powiem że ta cała zabawa jest bardzo wrtościowa tylko trzeba się właśnie wyzbyć tego że wszystko kręci się wokół ciebie. To takie odgrywanie jakiejś roli jest do wyczucia z kilometra i dla obu stron. Mówię jak jest.
I dziewczyny mają rację, wystarczy kilka pierwszych sekund żeby zadecydowały czy coś ruszy czy też nawet nie dostanie szansy żeby zaistniało.
Nie graj bracie tej roli którą wybrałeś, bo grasz. Nawet jeżeli piszesz że jest inaczej.
48 2016-04-10 15:42:32 Ostatnio edytowany przez bakalia (2016-04-10 15:44:49)
Bakalia - no i tu masz rację, dlatego raczej tak nie będę postępował. Z drugiej strony słabość może być też atutem, bo słabość=uczuciowość, a jak kobieta jest np. z kimś, kto nią pomiata albo nie kocha, to myślę że wolałaby już być z takim uczuciowym słabeuszem.
Kobiet to Ty za cholerę nie rozumiesz. Po pierwsze ja nie widzę znaku równości pomiędzy słabością a uczuciowością (prędzej słabość=pierdołowatość). Pewny siebie facet nie może być uczuciowy? To ja Ci powiem, że może - mój chociażby.
Mało która kobieta gustuje w "słabych" facetach a już na pewno nie te, które są w związku z "typowymi chamami". Możesz być zaskoczony, ale one nie wolałyby być z "uczuciowym słabeuszem". Skoro są na tyle głupie i naiwne by być z kimś, kto nimi pomiata, to nie rzucą tego kolesia dla "słabego", bo im będzie "czegoś" brakować. Dziwne, smutne, ale prawdziwe. Ty co najwyżej mógłbyś awansować na męską psiapsiółę, ale nie na partnera. No, albo dostać w zęby od jej faceta i tyle by było z tego "odbijania" kobiety. ![]()
Klio - bardzo ciężko się z Tobą rozmawia. Wysnuwasz przedziwne wnioski. Gdybym nie szukał w sobie to myślisz, że zakładałbym ten temat? Gdybym obwiniał kobiety, raczej założyłbym temat o nich. Jasne, że szukam w sobie, ale ja chcę odpowiedzi na konkretne pytanie - dlaczego kobiety chętnie ze mną rozmawiają, mam wrażenie że mnie nawet lubią, ale jak zauważają, że chcę choć odrobinę więcej (nawet spotkania prywatne) to się wycofują. Rozumiem, że Twoją odpowiedzią na te pytanie jest "bo jestem antypatyczny" albo "na początku nie wywarłem dobrego wrażenia" (mniejsza, że rozmawiało nam się zawsze miło)? Odpowiedzcie z własnego doświadczenia, chyba na pewno mieliście takich kolegów, z którymi się dogadywaliście, ale z którymi nie mieliście ochoty się wiązać. Z czego to wynikało?
O winnych kobietach w poście nr. 7.
Dlaczego się dziwnie ze mną rozmawia? Chyba dlatego, że nie kupuję Twojej teorii, że wszystkiemu winna tylko nieśmiałość. Dostrzegam kompleksy, budowanie swojego ego na podstawie poniżenia innych i pogardzania innymi. Abstrahując już od wcześniej cytowanych fragmentów wystarczy spojrzeć jak personalnie potraktowałeś stwierdzenie faktu, że pierwsze wrażenie jest decydujące i jak to od razu mogłeś poczuć się lepiej, bo Ty jesteś z tych co nie są powierzchowni
Jeżeli ponownie uznasz to za atak personalny, to daruj sobie. Ani mnie to ziębi, ani grzeje. Po prostu zastanów się nad tym i być może skoryguj to i owo.
Masz w sobie pełno negatywnych emocji i żali na świat i ludzi, ale twierdzisz, że tego nie widać. Ja w tym upatruje źródeł Twoich porażek. Myślisz, że trochę poudajesz, a wszyscy naiwniacy nabiorą się na grę. Tak to niestety dla Ciebie nie działa. Trzeba zbudować własne poczucie wartości, zaprzestać opierania je na porównywaniu z innymi, bo inni są inni i tyle. Trzeba skończyć z grą, bo nie musisz ciągle starać się wywierać wrażenie sympatycznego. Gra odstręcza.
Może i gdzieś tam kryje się sympatyczny człowiek, ale Twoje kompleksy i gra nie pozwalają go dostrzec.
Ponadto umiejętności interpersonalne i komunikowania masz słabe. Rozwiązanie tego problemu podał Ci już Pawelkrk.
Violi
Autorze u Ciebie pogardy do kobiet nie zauważyłem za to zauważyłem w niektórych odpowiedziach do Ciebie próby mydlenia Ci oczu, robienie z Ciebie frajera, nieudolne odwracanie kota ogonem oraz zwalanie na Ciebie całej winy.
A prawda jest zupełnie inna, bardziej cyniczna. Prawdziwym problemem Twoim było i jest:
- nieśmiałość: A wiadomo, że kobiety cenią pewność siebie u facetów, ba, z dwojga złego bardziej wybaczają bezczelność niż "pierdołowatość"
- za mało własnego zdecydowania, za dużo przejmowania się innymi jak i ich opiniami. To Ty masz prowadzić, a nie kobieta. Jej to możesz tylko czasem dać wrażenie, że liczysz się z jej zdaniem.
- za bardzo jesteś szczery i prawdomówny. Po co to, skoro kobieta tak naprawdę chce by facet mówił jej tylko to, co sama chce usłyszeć? Co innego w średnim wieku będąc w poważnym i długim związku. Ale nie wtedy, gdy próbujesz zdobyć dziewczynę.
- Nie sprawiasz dobrego pierwszego wrażenia. Ale nie takie że jesteś "grzecznym, uczciwym, szanującym innych chłopczykiem", tylko takie, że jesteś takim zajefanym gościem na widok którego kobietom nogi miękną. Tak, pierwsze wrażenie. A wierz mi: Osób, którzy nie mają wystarczająco rozumu w głowie, by na nim nie polegać, jest od groma! ![]()
Czyli mówiąc inaczej, Twoim głównym problemem jest to, że jesteś takim grzecznym, dobrym, wrażliwym, uczuciowym, przewidywalnym - czyli(sorry za szczerość) NUDNYM facetem. Nudnym i beznadziejnym oczywiście dla kobiet. No ale nie możesz takim być.
Podejrzewam też że jesteś zbyt ofiarny i usłużny wobec kobiet a jakbyś miał dziewczynę to traktowałbyś ją jak księżniczkę, której trzeba na każdym kroku buty wycierać i robić jej za podnóżek. I to też wielki byłby błąd.
Widzisz... Ciebie kobiety "lubią", owszem, ale wtedy, gdy trzeba coś im pomóc, coś dla nich zrobić itp. Również jak któraś się przejedzie na jakimś "boskim prawdziwym mężczyźnie/ciachu" to możesz mieć pewność że najprawdopodobniej przyjdzie do Ciebie by się wyżalić na niego, jaki to on jest podły niedobry itp. Będą się na Tobie wypłakiwać, wylewając na Ciebie swoje pomyje, ale gdy już taka poczuje się lepiej, to zniknie zadowolona. Powie Ci tylko, że jesteś "wspaniałym, dobrym facetem, że to z Tobą powinna była się związać" itp., po czym wróci do tamtego... i to z nim będzie uprawiać seks.
Tak bardzo przewrotnie zarzucają Ci pogardę do kobiet, a zauważ że jest wielu takich, którzy naprawdę pogardzają kobietami, a łatwo zdobywają nie jedną. Nawet sam osobiście znam takiego w pracy, co bez problemu rozbije czyjeś małżeństwo czy związek. Więc to nie o pogardę chodzi.
Poszukaj nawet na tym forum wątków, gdzie kobiety się żalą na swoich wybranków, jak to oni je nie szanują, poniżają, zdradzają itp. Ale żadna tak łatwo od takiego nie odejdzie, ba, nawet nie potrafi za sobą mostów spalić mimo wielu rad im udzielanych. Tamci faceci gardzą kobietami, a mimo to, każda z nich go "tak strasznie kocha", że w nieskończoność daje im "już naprawdę ostatnią szansę", po raz tysięczny wierząc, że "tym razem on naprawdę się dla niej zmieni".
Facet, który traktuje kobiety jak królowe, prędzej czy później zostaje rogaczem, bądź po prostu słyszy od kobiety na odchodne standardowy tekst typu: "Odchodzę, bo jesteś dla mnie za dobry, zasługujesz na kogoś lepszego, a będąc z tobą tylko bym cię krzywdziła". Oczywiście "zapomni" mu wtedy wspomnieć o tym, że już ma od jakiegoś czasu innego [na oku].
Tak więc to nie szacunek, uczciwość, dobre serce są kluczem do powodzenia, a przede wszystkim to, czy potrafisz sprawić że kobiecie zmiękną nogi, pojawią się motyle w brzuchu i zrobi się mokro w jej majtkach.
Takim facetom to kobieta gotowa jest wybaczyć niemalże każde świństwo, podczas gdy Tobie... permanentnie nie wybaczą nawet najdrobniejszego potknięcia. Gdyż jak już wspomniałem, mają Cię za nudnego gentelmena.
Musisz po prostu skończyć z przejmowaniem się wszystkim wokół, oraz stawianiem kobiety na piedestale, bo to nie jest żaden cud, tylko taki sam człowiek jak inni, też ma wady i bywa wręcz nieznośna.
51 2016-04-10 16:49:12 Ostatnio edytowany przez Violi (2016-04-10 17:08:13)
Klio-Znowu o jakimś odgrywaniu roli, kurde, gdzie ja napisałem że kogoś gram? Czy samorozwój i ulepszanie cech swojego charakteru jest graniem kogoś? Już mnie kompletnie zagubiliście. Ja jestem do bólu sobą.
Pirat - wybacz, że Cię niechcący uraziłem (widzę, że jestem mistrzem w niezamierzonym urażaniu kogoś), ale Twojego tematu w ogóle nie ogarniam i nie wiem w sumie co ma wspólnego z moim problemem, dlatego tego linka odebrałem raczej w kategorii żartu.
Bakalia - a skąd taka gwarancja, że to ja bym dostał w zęby? To, że jestem z charakteru jaki jestem to znaczy, że myślisz, że dałbym sobie strzelić w mordę? Trochę stereotypowe podejście. Ale niech Ci będzie - znając życie i tak do zajętych nie będę startował, bo mam na tyle zakorzenione w sobie zasady, że mimo tego że sporo osób tak robi, to jednak sam nie uważam tego do końca za w porządku. Ale Twój punkt widzenia jest mało obiektywny, gdyż sama jak podkreśliłaś jesteś szczęśliwie zajęta (że tak to nazwę) i dlatego tak piszesz - gdybyś była niezadowolona w związku albo samotna, to daję głowę, że nawet byś nie dyskutowała.
X77 - w końcu jakaś naprawdę wartościowa rada i wypowiedź. Z tą problematyką to trafiłeś wręcz w samo sedno - zgadza się, że ogólnie jestem bardzo niezdecydowany i często długo się zastanawiam przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji. Z tym że jestem taki zajefajny to bym znowu nie przesadzał, ale mam tak, że może i wywieram pierwsze dobre wrażenie, ale potem przez moją nieśmiałość mało rozmawiam z tą osobą, ta druga myśli że jestem arogancki i na nią zlewam i stąd morze się brać antypatia. Szczery jestem i tego chyba nie zmienię. Tzn. właśnie okazywanie tej szczerości nauczyłem się dzieki walce z nieśmiałością - zawsze miałem jakiś tam swój punkt widzenia, ale przez swój słaby charakter tłumiłem w sobie, byłem małomówny. Teraz walczę z tym, staram się mówić szczerze swoją opinię i nawet weszło mi to w nawyk - kiedyś, jak miałem jakąś opinię coś mi podpowiadało "nie mów tego, bo ktoś Cię źle odbierze czy coś", a teraz mam tak, że sobie myślę "mówić, nie mówić, a powiem, co będę ściemniał", czasem z ciekawości jak zareagują inni na moją opinię. Chociaż nie potrafię mówić jeszcze otwarcie o swoich słabościach, nie zabieram zdania jak gadamy z kolegami o związkach itd. bo wiem, że mogę tylko sobie zaszkodzić i odbieram to jako żalenie się, a tak jak mówiłem, uważam że to jest słabe i niepotrzebne.
Co do traktowania jak księżniczkę to raczej tak, tyle tylko, że na pewno nie dałbym się wykorzystywać. Jak pisałem, miałem jakieś tam epizody z dziewczynami, krótkie, zauroczenia, cholernie dawno, ale jednak. I właśnie moja ostatnia "miłość" była typową despotką, trochę egoistką, dla której wszystko miałem robić, podczas gdy w zamian dostawałem niewiele - brakowało tutaj wzajemności. Bardzo szybko się "odkochałem", nie chciałem być jakimś jej służącym.
53 2016-04-10 17:56:12 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-04-10 17:57:17)
Nieśmiałość powodem kłopotów z płcią przeciwną? Gdyby tak było, to żaden nieśmiały nie byłby w związku, tymczasem wśród osób w związkach są też i nieśmiali. Więc pudło z takim wnioskiem.
Violi, pytasz
(...) Odpowiedzcie z własnego doświadczenia, chyba na pewno mieliście takich kolegów, z którymi się dogadywaliście, ale z którymi nie mieliście ochoty się wiązać. Z czego to wynikało?
Z tego, gdy widziałam go jako kolegę, nie zaś potencjalnego (bo do faktycznego droga daleka) partnera życiowego. Od tych drugich oczekiwałam m.in.: umiejętności stania na własnych nogach, bez konieczności bycia dla tej osoby podporą, terapeutą, lekarstwem na ich samotność. To, co eliminowało danego mężczyznę z kręgu moich potencjalnych partnerów to ich 'staranie się', czyli brak naturalności, a w tym udawanie spolegliwego, spokojnego, gdy gołym okiem było widać, że złość (ze wszelkimi jej odmianami) w nich buzuje. To, co zniechęcało, to sposób bycia/mówienia świadczący o lekceważeniu innych, o braku szacunku wobec innych ludzi o odmiennych poglądach. To, co skreślało, to ich jawna lub ukryta agresja (fizyczna eliminowała już z kręgu kolegów).
Co, oprócz tego, co napisałam wyżej radziłabym? Bliski kontakt z workiem treningowym, by pozbyć się (w czasie jednej sesji jest to chyba niemożliwe) pokładów złości.
Edycja:
Zadaj pytanie, jak długo X77 jest w związku.
54 2016-04-10 18:25:43 Ostatnio edytowany przez X77 (2016-04-10 18:33:14)
Nieśmiałość powodem kłopotów z płcią przeciwną? Gdyby tak było, to żaden nieśmiały nie byłby w związku, tymczasem wśród osób w związkach są też i nieśmiali. Więc pudło z takim wnioskiem.
Brawo. Szkoda tylko że zapomniałaś wspomnieć o tym, że te osoby nieśmiałe które są w związkach to kobiety, gdyż żadna by nie chciała spojrzeć na nieśmiałego faceta.... zresztą skoro to facet na "zrobić ten pierwszy krok"... Zaś nieśmiała kobieta, to dla niektórych facetów nawet w sam raz. Wystarczy tylko że będzie ładna.
Edycja:
Zadaj pytanie, jak długo X77 jest w związku.
A co to ma do rzeczy? Czy to zmienia fakt o tym, co wyżej napisałem?
Zresztą, jak na razie lepiej rozumiem jego nieciekawą sytuację niż którakolwiek z was...
W ogóle autor prędzej powinien po rady zwrócić się do facetów, u których podryw i zdobywanie kobiet(czy to na jedną noc, czy do związku) to ich specjalność a nie do samych kobiet które są wręcz znane ze swoistej sprzeczności wypowiadanych słów z ich czynami i podświadomym myśleniem.
Jak się jest chorym to się idzie z tym do lekarza, a nie do pacjenta, którego ten lekarz wyleczył.
Powinien raczej zalogować się na portalu typu "podrywaj" niż forum na którym kobiety wylewają swoje żale na facetów.
55 2016-04-10 18:34:02 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-04-10 18:37:21)
Nie. Nie zapomniałam. Myślałam i napisałam także o mężczyznach.
Wbrew temu co napisałeś/myślisz również nieśmiali mężczyźni tworzą związki. Bo nie w samej nieśmiałości rzecz, tylko w tym co dany człowiek na skutek tej nieśmiałości robi.
Co ma do rzeczy to, czy jesteś/byłeś w związku? Wbrew pozorom dużo.
Edycja:
Znajdź choć jeden post, w którym narzekam na mężczyzn.
Zgadzam się, psychoterapia jest dobrym pomysłem.
X77 - dokładnie to samo pomyślałem po ostatnim poście, chyba nie do końca w dobrym miejscu o to pytam i jest to rzeczywiście bardziej pytanie do facetów. To trochę tak, jakby bandzior pytał prywatnie o wskazówki jubilera, jak ukraść zegarek ze sklepu
Ale ogólnie kilka cennych uwag znalazłem, zwłaszcza od Kejter, ale miło też posłuchać opinii innych jak to wygląda z ich perspektywy.
57 2016-04-10 19:24:53 Ostatnio edytowany przez X77 (2016-04-10 19:31:51)
Nie. Nie zapomniałam. Myślałam i napisałam także o mężczyznach.
Wbrew temu co napisałeś/myślisz również nieśmiali mężczyźni tworzą związki.
Nooo, to chciałbym to zobaczyć! Bo póki co, widziałem wiele związków, ale w żadnym w nich nie było nieśmiałego faceta, za to nie brakowało nieśmiałych kobiet.
Bo nie w samej nieśmiałości rzecz, tylko w tym co dany człowiek na skutek tej nieśmiałości robi.
Nie. Jeśli chodzi o nieśmiałość to rzecz nie z tym co robi, tylko z tym, czego NIE ROBI.
Raczej chłopak, który w danym momencie boi się zrobić pierwszy krok, nie wie kiedy, albo się boi w danym momencie objąć dziewczynę bądź ją pocałować, że już o zainicjowaniu kontaktu seksualnego nie wspomnę, nigdy nie będzie atrakcyjną partią dla młodej dziewczyny. Bo ona w końcu pomyśli że mu się nie podoba i że go nie pociąga. On zaś dalej będzie się bał dotknąć dziewczyny, gdyż być może ta go odtrąci z pretensją że "jest nachalny", że "myśli tylko o jednym", bo "może tak nie wypada" itp.
Do tego nieśmiały facet podczas spotkania z kobietą(zwłaszcza taką która mu się podoba) zawsze w tym momencie będzie miał pustkę w głowie, a to kolejna rzecz która tak was denerwuje bo nie macie o czym wtedy z takim facetem rozmawiać.
A jak wielokrotnie wiadomo, kobiety nie chcą pierdołowatych facetów, których stale muszą "prowadzić". Tak więc naprawdę - nieśmiała kobieta naprawdę jest w sporo lepszej sytuacji.
No... nieśmiałego faceta co najwyżej może przygarnąć taka sporo starsza kobieta grubo po 45/50/60 roku życia, która też już szuka faceta tylko po to, żeby na starość mieć do kogo usta otworzyć.
Co ma do rzeczy to, czy jesteś/byłeś w związku? Wbrew pozorom dużo.
Wbrew pozorom to babskie forum jest najgorszym miejscem do spraw nt. podrywania kobiet.
Czy musiałbym być sparaliżowany od szyi w dół i leżeć w łóżku do końca życia, żebym miał świadomość i rozumiał, jak niebezpieczny może być skok na głowę do wody w niewiadomym miejscu bądź zbyt szybka jazda samochodem/motorem?
Więc jeśli to, co napisałem nie jest przekonywujące to niechże autor uda się do facetów, którzy są mistrzami w zdobywaniu kobiecych serc(i nie tylko). Nawet radzę mu to, gdyż nie uważam się takiego mistrza, mimo iż jakiś czas temu wyciągnąłem już swoje wnioski jak i te z obserwacji.
Edycja:
Znajdź choć jeden post, w którym narzekam na mężczyzn.
A czemu akurat mam szukać Twojego postu, skoro mogę tu zaspamować całą stronę mnóstwem linków do wątków wielu kobiet które wręcz jęczą na facetów, jak to je potraktowali, jakie to one są nieszczęśliwie itp. Na samym tym portalu ich nie brakuje a co dopiero na innych....
Tylko po co, skoro zaraz usuniesz?
To trochę tak, jakby bandzior pytał prywatnie o wskazówki jubilera, jak ukraść zegarek ze sklepu
Ooo, świetne porównanie, zapamiętam to! ![]()
Wielokropek, odebrałaś personalnie moją wypowiedź, też moja wina, że wypowiedziałam się zbyt ogólnie- po prostu zauważyłam na forum niestety taką tendencję, 'wyczuwania', nadinterpretacji i uproszczeń, jednak z Twoimi postami najczęściej się zgadzam, może akurat nie w tym temacie, jednak podoba mi się to, że w sposób zwięzły i konkretny potrafisz przedstawić istotę problemu, bez pisania elaboratu piszesz ciekawe rady i spostrzeżenia, cenię to. Myślę, że wielu osobom otworzyłaś oczy, tak samo jak Twoja sygnaturka to jest jedno z moich ulubionych powiedzonek ![]()
Niektórzy chyba zapominają, że forum służy wielu osobom jako forma oczyczającego wygadania się, wielu nie może o problemie porozmawiać z nikim ze swojego otoczenia, dlatego też tutaj, anonimowo, dzielą się swoimi głęboko ukrytymi myślami, problemami. Dlatego oceniać kogoś po czymś takim, widząc tylko maleńki wycinek z jego życia, uważam za ogromne uproszczenie, nie wierzę, że wszyscy z Was zawsze macie krystalicznie czyste myśli, nie macie absolutnie żadnych kompleksów, przecież nawet sympatyczne z natury osoby mają prawo mieć czasem doła i załamkę, każdy musi walczyć ze swoimi słabościami. Przecież większość autorów na tym forum pisze tutaj właśnie w chwilach zwątpienia, załamania, czy Wy w emocjach nigdy nie powiecie nic w mocniejszym tonie? Nie każdy ma nerwy ze stali. Apeluję o ocenianie czynów, a nie ludzi, wytykanie innym jacy to oni nie są po 1 poście nikomu nie pomoże. Sorry za offtop:)
Co do tematu wątku- autorze, są dziewczyny, które właśnie szukają spokojniejszego faceta. Tylko może akurat Tobie takie się nie podobają, bo same są dość ciche? Podam kolejny przykład:) Mój znajomy jest wierzącym, bardzo spokojnym mężczyzną. Nie pije, nie pali, mógłby rozmawiać tylko o muzyce. Bardzo często bywa na koncertach metalowych, tam szuka dziewczyny, i jest strasznie zdołowany tym, że z żadną mu nie wychodzi. A dlaczego? Szuka w złym miejscu. 'Ostre' dziewczyny nie są zainteresowane grzeczną 'ciapą', on z kolei tylko takimi się interesuje. To nigdy nie wyjdzie. Twój charakter nie musi być wadą, tylko po prostu trzeba dobrze trafić. W końcu ,,każda zmora znajdzie swego amatora" ![]()
oraz ,,tylko głupi postępuje ciagle w ten sam sposób, oczekując innych rezultatów"-> skoro nadal nie masz dziewczyny, zmień sposób postępowania. Zacznij szukać tam, gdzie Cię jeszcze nie było;)
Kejter - pełna zgoda, z ust mi to wyjęłaś. Właśnie dokładnie tak do tego podchodzę. Nie wypada oceniać kogoś po jednym temacie w ktorym przedstawia swój problem.
Co do cichych dziewczyn - jeśli są ładne (albo inaczej, zadbane, nie mam jakichś wygórowanych oczekiwań), to jak najbardziej na tak, dlaczego nie? Śmieszny związek w sumie by był
Ale by mnie nauczył, sam bym musiał być jeszcze bardziej "inicjatywny".
Mowa jest źródłem nieporozumień.
kejter, dziękuję za wyjaśnienia i dobre słowo. ![]()
Skoro nieśmiali mężczyźni nie bywają w związkach, to w łóżku obok mnie leży chyba lala, a nie mąż. Ile ja się nakombinowałam, żeby on mnie zaprosił na randkę. . A jak go objęłam, to aż zaniemówił. .aż dziw,że dość przebojowy facet był tak niepewny w relacjach z kobietą. Ale miał w sobie to coś i dlatego nie było to przeszkodą. Myślę autorze,że problem jest gdzie indziej. Skoro miewasz koleżanki, to na etapie filtru coś musisz źle robić, że je zrażasz. . Zapytałeś kiedyś wprost,dlaczego nie?
X77 - dokładnie to samo pomyślałem po ostatnim poście, chyba nie do końca w dobrym miejscu o to pytam i jest to rzeczywiście bardziej pytanie do facetów. To trochę tak, jakby bandzior pytał prywatnie o wskazówki jubilera, jak ukraść zegarek ze sklepu
Ale ogólnie kilka cennych uwag znalazłem, zwłaszcza od Kejter, ale miło też posłuchać opinii innych jak to wygląda z ich perspektywy.
Kapitalne porównanie ![]()
Każdy jubiler zna jakieś techniki zabezpieczania towarów, sposoby ekspozycji i posiada inne przydatne wiadomości. Głupio byłoby wprawdzie rozmawiać o obrabowaniu sklepu konkretnego jubilera z jego właścicielem (chociaż umiałby powiedzieć najwięcej), ale inni jubilerzy mogliby być źródłem cennych informacji o tym, jak w ogóle do oskubania sklepu jubilerskiego podejść. Trzeba tylko ich słuchać i umieć wyciągać wnioski.
X77, w tym kontekście, to bandzior, któremu nigdy nie udało się nic ukraść.
To teraz decyduj z kim rozmowa przyniesie więcej korzyści? ![]()
Jak to czytam, to różne rzeczy przychodzą mi do głowy. Milion pytań i całkiem sporo niezrozumienia...
1. Piszesz, że "wszyscy mają dziewczynę i jest presja, żeby ją mieć, nieważne jaka by była". Acha, czyli podlegasz tej presji i dlatego chcesz mieć dziewczynę? Czy to jednak wynika z twoich własnych przemyśleń?
2. Mówisz, że to, że masz uczucia i chcesz się wyżalić - to niemęskie. Dla mnie pachnie za bardzo sztucznym macho, który udaje że nie ma uczuć. To można wyczuć, trochę to trąci fałszem. Bądź sobą. (Wyjaśniłam co dla mnie znaczy być sobą w wątku "co powinien umieć... prawdziwy mężczyzna" na tym forum, psychologia).
3. Piszesz, że chciałbyś mieć kogoś, kto będzie dla ciebie wsparciem. Nie wiem, czy jesteś tego świadom, ale w związku nie szuka się wsparcia. Od tego są przyjaciele lub terapeuci. W związku chce się coś tworzyć, budować, dokądś wspólnie iść. Oczywiście wsparcie też, ale nie po to jest ta druga osoba, żebyś mógł się na niej wesprzeć. Ona też musi mieć możliwość wesprzeć się o ciebie.
4. Jeśli podchodzisz do każdej dziewczyny w dwóch kategoriach "materiał na dziewczynę" "nie materiał na dziewczynę" to jak dla mnie masakra. Gdzie w tym szanse na poznawanie ludzi, na ciekawość drugiej osoby, na rozwijanie relacji?
5. Związane z poprzednim - jak wyglądają twoje relacje z dziewczynami, które nie są materiałem na twoją dziewczynę? Czy zachowujesz się tak, że gdy już jakaś nie nadaje się na twoją, odsuwasz się, rezygnujesz, ochładzają się relacje? Bo jeśli tak, to smutno.
6. I w związku z tym, co napisałeś - jeśli ty flirtujesz, dziewczyna źle na to reaguje, to zauważasz, że relacja się rozpada, staje się zimna... Czy może być tak, że to właśnie przez to odrzucenie? Że dla ciebie już nie warto się starać w tej relacji, skoro nie ma ona celu... i stąd robi się zimno? Bo proszę, zauważ że relację tworzą dwie osoby, i obie osoby mają ten sam wpływ na relację i wzajemnie na siebie wpływają, i nigdy to, co się psuje w relacji, nie jest wyłączną winą jednej ze stron. Zawsze wina leży po obu stronach. Popatrz na swoje zachowania co do tych innych dziewczyn.
"Dlaczego czemu ja mam tak nie robić, skoro inni tak robią? Dlaczego mam być gorszy?"
No matko. Przeczytaj to sobie jeszcze trzy razy i powiedz mi, że nie brzmi to dziecinnie. "On mnie bije to ja też mu mogę oddać!" "Oni mnie okradli, to ja też im zabiorę!" "Zabili mi psa to ja zabiję im kota!" Iiiiii tak dalej...
Jeśli nie widzisz, co jest złego w świadomym podrywaniu dziewczyny, która jest z kimś związana, to jaki jesteś - lepszy czy gorszy? Dla mnie stawiasz te dziewczyny w niekomfortowej sytuacji, a sam zachowujesz się niedojrzale. Oczywiście dziewczyna od razu ci powie, że twoje zaloty są nie na miejscu i mam nadzieję, że to honorujesz.
Moja porada? Zastanów się na poważnie, po co ci związek. Bo wszyscy mają? Bo rodzina wypytuje i jest ci wstyd? Bo głupio chodzić samemu na imprezy? Bo chcesz mieć kogoś, komu będziesz się żalił na świat? Bo nie umiesz powiedzieć rodzinie, żeby nie wtrącali się w nie swoje sprawy.
Jeśli na któreś z tych pytań odpowiesz tak, to uwierz mi, to nie jest dobra motywacja do wiązania się z drugim człowiekiem. Wiem, że inni tak robią, ale brzmisz tu na ogarniętego faceta, i nie musisz robić tego, co "wszyscy".
Porada nr 2. Znajduj koleżanki, przyjaciółki, znajome. Spotykając się z koleżankami, masz szanse na spotkanie kolejnych koleżanek i koleżanek koleżanek. Ile dziewczyn w życiu miałeś spotkać? 500? 1000? A nas jest w Polsce 20 milionów czy jakoś tak. Wychodź do ludzi, zapisz się na zajęcia, tańce czy coś.
Na marginesie: "zdobyć dziewczynę", "posiadać dziewczynę"? Borze szumiący, nie jesteśmy zwierzyną do zdobywania czy rzeczą do posiadania!
A teraz chwila na mój osobisty rage.
A prawda jest zupełnie inna, bardziej cyniczna. Prawdziwym problemem Twoim było i jest:
- nieśmiałość: A wiadomo, że kobiety cenią pewność siebie u facetów, ba, z dwojga złego bardziej wybaczają bezczelność niż "pierdołowatość"
- za mało własnego zdecydowania, za dużo przejmowania się innymi jak i ich opiniami. To Ty masz prowadzić, a nie kobieta. Jej to możesz tylko czasem dać wrażenie, że liczysz się z jej zdaniem.
- za bardzo jesteś szczery i prawdomówny. Po co to, skoro kobieta tak naprawdę chce by facet mówił jej tylko to, co sama chce usłyszeć? Co innego w średnim wieku będąc w poważnym i długim związku. Ale nie wtedy, gdy próbujesz zdobyć dziewczynę.
- Nie sprawiasz dobrego pierwszego wrażenia. Ale nie takie że jesteś "grzecznym, uczciwym, szanującym innych chłopczykiem", tylko takie, że jesteś takim zajefanym gościem na widok którego kobietom nogi miękną. Tak, pierwsze wrażenie. A wierz mi: Osób, którzy nie mają wystarczająco rozumu w głowie, by na nim nie polegać, jest od groma!
Masakra, kto ci takich głupot naopowiadał...
Okej, wiesz co, owszem, znajdziesz tak sobie dziewczynę, pobędziesz z nią parę tygodni, aż się okaże, że tak naprawdę to jesteś zupełnie inny niż się wydawało, i zaczną się oskarżenia, kłótnie i dramatyczna scena kończąca związek.
Borze, strasznie szowinistyczny ten tekst, aż mnie mrozi.
"Ty masz prowadzić" no ja pie*dolę nie jestem samochodem! W związku z jakiegoś powodu są dwie osoby i jak ci zależy na tym, żeby mieć w życiu wartościową osobę, to się rad takich jak powyżej trzymaj z daleka. " Jej to możesz tylko czasem dać wrażenie, że liczysz się z jej zdaniem. " No TRZYMAJCIE MNIE bo nie mogę. Co za świństwo.
Tak,nieśmiali faceci też bywają w związkach,tylko podejrzewam wtedy,że są z kobietą,która ma takie samo powodzenie jak on,
jednak był tutaj temat w którym było o zależnościach między atrakcyjnością płci.
W skrócie chodziło o to,że przyjmując 10 stopniowa skale atrakcyjności,kobieta o atrakcyjności np 6 jest zainteresowana kimś ze "swojego poziomu" lub wyższego,natomiast praktycznie nigdy z niższego.Facet natomiast często " schodzi w dół" jeśli nie jest wystarczająco atrakcyjny dla kobiet,które mu się podobają.Krótko mówiąc autorze,celujesz nie w swój target...
Dostałeś wiele praktycznych rad,jednak Tobie się wydaje,że wiesz lepiej i szukasz tutaj potwierdzenia swoich teorii.
To co w środku,to i na zewnątrz,jeśli wydaje Ci się,że potrafisz ukryć przed wszystkimi swoje prawdziwe przekonania,to grubo się mylisz,a zwłaszcza co do kobiet,które są mistrzyniami w czytaniu mowy ciała.
Vinnga - uważam, że rozmowa z dostawcą towaru
A tak szczerze, to sam już nie wiem, opinie obydwu stron cenne ![]()
Monoceros:
1. Tak jak pisałem, presja przelewa jedynie czarę goryczy. Chcę mieć sam z siebie, a nie dlatego, że modne, chociaż taka "moda na związki" na pewno bardziej stresuje i zasmuca.
2. Sztucznym maczo ... w sumie może coś w tym jest? Zawsze byłem niestety bardzo wrażliwy i uczuciowy. Będąc nieśmiałym tłumię to jednak w sobie. Bo co, mam płakać, jak mi źle? Cierpię, ale nikomu tego nie okażę bo uznaję to za słabość, tak to po prostu jest. Tak zostałem wychowany. Chłopaki nie płaczą ani się nie żalą, nawet jak wewnątrz cierpią. Nie wiem co ma do tego fałsz, trochę tutaj mylisz pojęcia. Miałem niszczącą samoocenę chorobę, bolało mnie to w cholerę, ale nigdy nikomu nie płakałem, nie mówiłem jak to mi źle, bo uważałem - sam dla siebie, nie żeby się przypodobać - że jestem facetem. Nie wiem czy robiłem słusznie, czy nie, na pewno niczego to nie zmieniło. Jednocześnie wzmagało się u mnie poczucie niesprawiedliwości, bo byłem twardy, a niektórzy ludzie oceniali mnie jako mięczaka, bo byłem nieśmiały. Wzmagało się przez to u mnie trochę takie poczucie niesprawiedliwości.
3. Powiem tak, myślę, że jakbym miał w życiu odpowiednie wsparcie, to osiągnąłbym więcej na pewnych płaszczyznach. Związek potrafiłby mi dać motywacyjnego kopa do przodu i sam w sobie byłby wsparciem. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale wiem to, że tak by było. W każdej chwili wiedziałbym, że ktoś gdzieś tam jest, ktoś, na kim mi zależy i z wzajemnością. I to już jest wystarczające wsparcie. Nie mówię o wiecznym klepaniu po pleckach i byciu traktowanym jak dzieciaczek przez dziewczynę, jak wielu ma w zwyczaju.
4. W tym aspekcie raczej do swojego podejścia nie mam nic do zarzucenia. Nie podchodze jednak na zasadzie materiał czy nie materiał, tylko z góry widzę, że fajna dziewczyna z wyglądu, albo przeciętna, albo słabsza. Chyba nic w tym dziwnego.
5-6. No a jaki cel miało właściwie kontynuowanie tamtej znajomości? Widziała, że jestem nieśmiały, pomagaliśmy sobie, to nawet na koniec nie mogła przyjąć mojego zaproszenia. Uznałem, że najwyraźniej w świecie myliłem się co do oceny naszych relacji i tak naprawdę nawet za mną specjalnie nie przepadała. Potem natrafialiśmy na siebie jeszcze, były jedna-dwie fajne rozmowy jak poprzednio, a tak to ewidentnie obojętne podejście z jej strony. Za jednym razem nawet w ewidentny sposób antypatyczne. Ja mam tak że się zachowuję tak, jak ktoś w stosunku do mnie. Jak ktoś jest dla mnie w porządku, to ja będe dwa albo trzy razy bardziej w porządku. Nie oszukujmy się, tak jest na świecie. Od razu możemy przejść do następnego wątku, dlaczego takie podejście "coś za coś" uważasz za dziecinne? Bo tak szczerze piszę? Popatrz dookoła, czy tak się nie dzieje na świecie, że odwdzięczamy się pięknym za nadobne? Naprawdę na świecie wszyscy się z każdym kochają? Skąd się biorą takie antypatie - właśnie z nieporozumień, ktoś kogoś uraził, nie przypadł komuś do gustu i ten drugi też na swój sposób się "mści". Jakby ktoś Cię opluł, nie miałabyś choć przez sekundę myśli, aby mu oddać? Albo jak Ci ktoś coś ukradł? Nie bądźmy takimi stróżami moralności, człowiek ma jakieś słabości i niekiedy ma dosyć bycia robionym w ... balona.
Do podrywaniu zajętych już się nie odniosę bo mówiłem, że to tylko takie moje myślenie, ale w rzeczywistości pewnie nie będę tak robił.