Tyle, że to nie wina szkoły, a rodziców tamtych dzieciaków. Zresztą widziałem sam jak to rodzice interesują się nimi, czyli wcale.
Podobne tematy
Niestety trzeba sobie zdawać sprawę, ze takie zjawisko istnieje w wielu szkołach (a może nawet każdej? - u mojej starszej corki był przypadek nękania w klasie, chlopiec był z ADHD, i wymagalo dużo wysiłku, by sprawę wyprostować), tylko w tym, opisywanym tu wypadku skonczylo się bardziej dramatycznie, dlatego przypadek jest naglosniony. Nie wiem tez, czy jest sens rozpatrywać to w kategoriach winy - wszyscy dali ciała, a można było tego uniknąć, gdyby otoczenie, srodowisko było bardziej wyczulone i uważne, na to co się dzieje obok nich.
Benito, przypomniałaś mi naszych znajomych, którzy mają syna z ADHD. Szkoła nie umiała sobie z tym problemem poradzić, więc przenoszono chłopaka z klasy do klasy, aby na koniec całkiem wyrzucić go ze szkoły. Dziecku to na pewno nie pomagało, ale na szczęście miało wspracie ze strony rodziców, więc dobrze ukierunkowane ostatecznie wychodzi na prostą. Niestety opisana tu spychologia jest zbyt częstym zjawiskiem, co niestety odbywa się kosztem uczniów. Tym samym można powiedzieć, że szkoła w takim zakresie absolutnie nie spełnia swojej roli. To zresztą nie jest jedyny taki przypadek, jaki znam.
69 2015-07-06 11:23:00 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-07-06 11:27:49)
Chrześniak mojej żony ma stwierdzone poważne ADHD i szkoła z nim sobie wcale również nie radziła. Z tym, że to jest do tego stopnia zaawansowane, że potrafił swojemu prawie 140kg ojczymowi zwichnąć bark. Trafił w końcu do szkoły specjalnej i dopiero tam na indywidualnym toku sobie zaczęli z nim radzić. I to też po tygodniach "walki", bo inaczej teog nazwać nie można jeśli wszelkie metody zawodzą.
Jeszcze jedna sprawa. Dość powszechne jest ukrywanie przez rodziców, że jakieś dziecko cierpi na zaburzenia i potem jest duży problem z diagnozą.
Jeszcze jedna sprawa. Dość powszechne jest ukrywanie przez rodziców, że jakieś dziecko cierpi na zaburzenia i potem jest duży problem z diagnozą.
Tak było wlasnie w klasie u mojej corki. Chlopczyk był agresywny, bil dzieci, moja corka nie chciała chodzic do szkoły, a nikt nie wiedział co się dzieje.
Nie rozumiem jak możecie pisać ze to wina przede wszystkim rodziców mając na myśli 14-latków. Możliwości rozumienia ludzkich zachowań w tym wieku są przeciez na takim samym poziomie jak u dorosłego. Czternastolatek to przecież nie niemowlę ktore nie rozumie że zadaje ból. On zazwyczaj doskonale zdaje sobie sprawę z tego że sprawia przykrość, że inny czlowiek czuje się ponizony, i czerpie z tego satysfakcję.
Rodzic może nie zauważać że ma takiego syna/córkę, bo "dziecko" w domu udaje kogo innego, a przed rówieśnikami zachowuje sie całkiem inaczej.
Przemoc psychiczna w szkole - chciałbym żeby to określenie było mi obce. Nawet zwykłe wyzwiska, pogarda, śmiech i odrzucenie w grupie. Takie spustoszenie w organizmie młodego człowieka może i bardzo prawdopodobne że zostanie na lata.
Dzieciaki teraz też są dużo słabsze psychicznie. Bo wiele się nie zmieniło. Zawsze był hejt i wyzwiska, ale ludzie się nie wieszali.
M?rtainn - pewnie się wieszali, ale nie było wtedy internetu, żeby zrobić z tego newsa, a do gazet się nie nadawał taki news.
Zamiast znajdować winnych, albo "walczyć z młodzieżą", to raczej można by się zastanowić, czy my jako społeczeństwo uczymy otwartości, jesteśmy przyjaźni dla siebie. Tu chyba tkwi problem, że my notorycznie szukamy sobie wrogów - tak jak w tej szkole, szukali sobie chłopaka w rurkach.
Zwalanie winy na nauczycieli nie jest pozbyciem się problemu.
Nie jestem nauczycielem ale naoglądałem się i w szkole i w TV.
Nauczyciele czasami się boją i rodziców i dzieci.
Niech no tylko spróbuje jakiś nauczyciel powiedzieć coś złego na czyjeś dziecko. Jaka jest postawa rodzica? Atak na nauczyciela że sobie coś wymyślił, ....."no bo mój Karolek to w życiu, on taki grzeczny" ( a w domu jeszcze przy dziecku powie że nauczycielka głupia, i dziecko nie ma autorytetu w szkole, bo nauczycielka "jest głupia" sami rodzice tak mówią ...... Rodzice nie chcą czasem uwierzyć że ich dziecko jest do czegoś zdolne.
Zgadzam się że jak tłumaczyć to nie w grupie. Jak tu ktoś wcześniej napisał powinni zostawać po lekcjach nawet na rozmowę ale pojedynczo, w grupie się nie dotrze do nich bo się będą popisywać a nie będą chcieć zrozumieć.
A w domu najwięcej się dzieje, bo to my dajemy przykład, i powinniśmy uczulać na krzywdę.
Zwalanie wszystkiego na szkole i słabą psychikę dziecka to chyba nie jest odpowiedź.
To w domu dziecko dorasta i powinno wynieść (być uczone) szacunku i czułości na krzywdę czy zwierzęciu czy człowiekowi.
A potem jak dorasta powinno się to dalej wpajać.
Co do psychiki dziecka, przypomnijcie sobie siebie w tym wieku, to trudny czas, jakieś nieszczęśliwe miłości, brak akceptacji w środowisku rówieśników, to są dramaty dla takiego nastolatka.
To teraz nam dorosłym wydaje się że był słaby że jego wina ale sami też wtedy mocni nie byliśmy w jego wieku, ale może byliśmy "ładniejsi" czy bardziej "cool" i mieliśmy szczęście bo nas się nikt nie czepiał byliśmy "ci lepsi w szkole czy klasie".
Przypomnijcie sobie nie było takich osób?
U mnie w podstawówce nawet dokuczano chłopakowi tylko dlatego że był bardzo chudy (wiadomo najsłabszy więc można się go czepiać) i nosił okulary. Dopiero rozmowy rodziców przyniosły skutek że "przestaliśmy powoli słuchać szkolnych autorytetów" że tak ich nazwę.
Tu jest potrzebna wspólna reakcja a nie zrzucanie winy na szkoła/dom. Zawiodło to i to. Nie chłopak.
Nie wiem co oni dokladnie robili Dominikowi, bo teraz nie da sie do tego dojsc, wiec nie wiem w jakim stopniu go dreczyli, ale mnie rowniez bardzo dokuczali w szkole. Nie mialam tez ani jednej kolezanki wiec nie bylo nikogo kto by mnie bronil. Nienawidzilam przerw, i lekcji na ktorych trzeba bylo wspolpracowac w grupie lub parze bo jak musialam z kims byc w tej parze to potem takiej osobie przeze mnie tez dokuczali (przez fakt bycia ze mna w parze), przez co czulam sie winna.
Nie zauwazylam zeby w szkolach do jakich uczeszczalam komukolwiek oprocz mnie tak dokuczali, zeby z kogos robili takie posmiewisko jak ze mnie.
Pomimo tego ze bylam ladna, mila - zawsze najgorsza. Jedyna rzecz jaka ja znajduje w sobie za ktora mogli sie uwziac sa takie jakby dziwne reakcje tj. w realu sprawiam wrazenie osoby (tak przynajmniej mi sie wydaje) ktora tak jakby nie rozumie co sie dzieje, oni chyba mysleli ze ja nawet nie wiem co mowia gdy mnie np. wyzywali bo ja nie reagowalam, utozsamiali to z glupota, a ja po prostu nie mialam sily reagowac, ponadto czesto sie zamyslam, odlatuje.
Czesto bywa tak ze takie dreczenia szkolne nie maja zwiazku z zadna negatywna cecha dziecka/nastolatka. Zazwyczaj gdy grupa zauwaza wyizolowana osobe z ktora inne osoby moga robic co chca to przylaczaja sie do grupy dokuczajacej. Ciezko poradzic sobie z kilkudziesiecioma, albo i nawet wieksza iloscia ludzi, nawet gdy jest sie silnym fizycznie (ja akurat bylam slaba).