W ostatnich dniach głośna stała się sprawa samobójczej śmierci 14-letniego Dominika z niewielkiej miejscowości Bieżuń. Chłopiec zostawił list pożegnalny, w którym wyznał, że był nękany i wyśmiewany przez kolegów - za spodnie rurki, za fryzurę, za to, że przyjaźnił się z dziewczynkami. Oni nazywali go "pedziem", szturchali, popychali, zaczęli też rzucać kamieniami, on sam siebie w liście nazwał zerem i w końcu powiesił się na sznurówkach.
Chłopiec w liście zaadresowanym do matki przeprosił ją za to, co zrobił, ale też wypisał nazwiska kolegów, których podzielił na trzy grupy - "koledzy, przyjaciele, wrogowie".
Niestety równocześnie miał problemy w szkole z nauczycielką, która publicznie go poniżała, postawiła też wysoką poprzeczkę, której nie potrafił sprostać. Można nawet przypuszczać, że to właśnie jej zachowanie stało się zachętą dla innych uczniów. Dyrekcja szkoły zapewnia, że o niczym nie wiedziała, ale w toku śledztwa ustalono, że Dominik zgłaszał nauczycielom, że ma problem, bo jest poniżany, zaczepiany, popychany.
Nawet po jego śmierci na Facebooku pojawił się profil, na którym wciąż z niego szydzono i cieszono się z tego, że nie żyje. Profil usunięty został dopiero wtedy, gdy sprawę nagłośniono, a stronę zaczęto masowo zgłaszać administracji serwisu.
Jako uzupełnienie tematu podaję za serwisem polskatimes.pl:
"Kilkanaście dni po samobójstwie chłopca kuratorium oświaty, na wniosek rzecznika praw dziecka, przeprowadziło w szkole kontrolę. Uczniowie wypełnili anonimowe ankiety. Napisali w nich m.in., że ?nauczyciele krzyczą, są agresywni, denerwują się, stosują groźby?. - Tak, to cytat z ankiety przeprowadzonej w tej szkole, wśród uczniów ? potwierdza Andrzej Kulmatycki z Mazowieckiego Kuratorium Oświaty. Kolejny problem, na jaki zwrócili uwagę uczniowie, to przemoc między rówieśnikami. - Szkoła musi zapewnić bezpieczne i przyjazne warunki do nauki. Stwierdziliśmy, że ta podstawowa funkcja szkoły, w tej placówce nie funkcjonowała ? dodaje Kulmatycki."
Nie wiem czy spotkaliście się z tą sprawą, dlatego starałam się ją pokrótce opisać. Dla mnie jest bulwersująca, smutna i straszna równocześnie.
W tym miejscu można zadać pytanie, choć odpowiedź zapewne nie będzie prosta - kto jest winny? Chłopiec, bo okazał się zbyt słaby, rówieśnicy, którzy znaleźli sobie kozła ofiarnego czy dorośli, którzy nie tylko zbagatelizowali wysyłane przez Dominika sygnały, ale wręcz przyczynili się do tragedii (nauczycielka)? Zastanawiam się również jaka w tym wszystkim była rola matki - dlaczego niczego nie zauważyła i nie reagowała?