marena7 napisał/a:mamaGutka napisał/a:Proszę sobie darować komentarze, co robi dorosła, mądra i odpowiedzialna kobieta, bo w moich oczach właśnie tak się zachowałam: dorośle i odpowiedzialnie. Po tym, co robili przez te 8 lat uważam, że to była najrozsądniejsza decyzja, jaką mogłam wtedy podjąć.
Jeśli tak, to skąd się biorą żale i rozterki? Zerwałaś kontakty (dorośle i odpowiedzialnie), po 8 latach braku kontaktów utwierdziłaś się w słuszności tej decyzji, więc o co chodzi? Zrobilaś to dla siebie, czy raczej chciałaś dowalić teściowej? Bo jeśli dla siebie, to ta decyzja winna Ci przynieść spokój, ale jeśli w tym drugim celu to rozumiem emocje. Zerwanie stosunków, brak kontaktu z wnukami powinno wredną teściową pognębić i zmusić do przeprosin na klęczkach, a tu nic. No, można się wkurzyć.
A może chodzi o męża, który nie zerwał stosunków ze swoją rodziną, a wg Ciebie powinien? To może być przykre, gdy się jest osamotnionym w opozycji. Wprawdzie piszesz, że absolutnie nie zabraniasz mężowi kontaktów z rodziną, ale myślę, że miałaś/masz takie oczekiwania, że on to zrobi raz i na zawsze i w ten sposób okaże Ci lojalność.
A może dalsza rodzina męża się od was odwróciła, bo nie utrzymujecie z nimi kontaktów? Nie znają waszego adresu, że różne zaproszenia przekazują przez teściową? Obrazili się na Was w końcu?
O ile dobrze pamiętam, to pisałaś, że mąż ma w d.... kontakty z rodziną i tak czy tak nie wzielibyście udziału w rodzinnej uroczystości. Mąż ma to w d., a Ty zerwałaś kontakty, bo kiedyś, 8 lat temu na rodzinnej uroczystości czułaś się głupio, bo nikt na Ciebie nie patrzył i nie rozmawiał.
Tu trzeba się zdecydować, czy się chce kontaku z ciociami i wujkami, czy się nie chce. Nawet jeśli to prawda, że teściowa przyprawiła Ci gębę w rodzinie, to Ty/Wy nie zrobiliście NIC, żeby tę "gębę" można było zakwestionować.Masz pretensje, że teściowa nie informuje Twojego męża o rodzinnych wydarzeniach, ale czy On pyta o nie? Czy jest zainteresowany? Mam wrażenie, że nie za bardzo.
Piszesz, że teściowa Was odseparowała od rodziny. Uważam to za niedorzeczne. To były Twoje decyzje.
Tak, tak. Wszystko racja. To ja sobie umyśliłam wiele lat temu, że zabiorę syna matce, ukradnę ciociom i wujkom i jeszcze nie dam naszego adresu. Zmienię numery telefonów, przefarbuję nam wszystkim włosy, mężowi każę nosić wąsy, załatwię program ochrony świadków i jeszcze się obrażę, że mąż chce jeździć do matki. I jeszcze każę wszystkim się na nas obrazić, bo nie jestem w centrum uwagi, poprzecinam kable z telefonów i popsuję stacje komórkowe (tak na wszelki wypadek - gdyby jednak numery do nas jakimś cudem znaleźli), zasiądę na tronie własnej dumy, której nie potrafię schować sobie do kieszeni i będę oczekiwać na zgnębioną, drącą szaty teściową, która już prawie uschnięta z tęsknoty i rozpaczy dowlecze się na klęczkach do moich stóp. Zapomniałaś jeszcze o jednym - zbuntuję dzieci, żeby myślały o rodzinie męża, jak o gniazdowisku żmij i - broń Boże - nie chciały nawet spojrzeć w tamtym kierunku. Naprawdę, przejrzałaś mnie
Niepotrzebne te złośliwości.
Byłaś identyczna dla teściowej? Bo jeśli tak, to zaczynam ją rozumieć..