Mieszkam z 5 przyjaciolmi w domu, jedna z tych osob jest moj chlopak. Wszyscy studiujemy, mamy po 20-21 lat, to jest nasz pierwszy rok mieszkania razem wiec nadal jest wiele komplikacji z ktorymi nie mozemy sie uporac. W kazdym badz razie, jakis czas temu pojawil sie pewien problem. Naszej przyjaciolki (nazwijmy ja X) chlopak (Y), z ktorym mozna powiedziec ze tez sie zaprzyjaznilismy; przebywa w naszym domu bardzo czesto. Nikt na poczatku nie mial z tym problemu, ale jak doszlo do tego ze jezdzil do siebie do domu tylko na weekendy zobaczyc rodzicow to to wygladalo na to jakby po prostu tu mieszkal. Mial nawet swoj wlasny klucz. Gdy nie bylo zadnego z nas w domu, on nie mial z tym problemu i po prostu przychodzil i siedzial sam. Czesto zostawia wszedzie wlaczone swiatla, nie sprzata (ani nawet nie pomaga sprzatac), nic nie robi bo przeciez on tu 'nie mieszka'. Ale naprawde, wszystko bylo ok. Jednak po pewnym czasie zaczelo niektorych z nas to denerwowac. Bylo pare takich przypadkow kiedy szykowalam sie rano zeby isc na uniwersytet i nie moglam umyc zebow bo on sobie bral 20minutowy prysznic. Troche sie jednak zmienilo gdy mojego chlopaka dobry kolega nie mial jeszcze mieszkania wiec zatrzymal sie u nas na miesiac (mieszkal w mojego chlopaka pokoju) tak wiec placil nam za wynajem. Wiec wszyscy przemyslelismy sprawe i doszlismy do wniosku ze jest to nie fair, ze chlopak przyjaciolki tez chociaz troche powinien placic. Zdecydowanie kiedy on nie musi placic za zadne mieszkanie bo mieszka nadal z rodzicami i u nas tyle przebywa. Tak wiec pomyslelismy ze ?30 za tydzien nie bedzie az tak zle, co sie na to zgodzil. (Kolega mojego chlopaka placil ok ?70-100 tygodniowo). Dom mamy duzy, mamy 2 lazienki, 5 dosyc duzych dwuosobowych sypialni i jeden malenki pokoik gdzie wlasnie ta przyjaciolka jest. Tak wiec zgodzil sie zeby dokladac sie do mieszkania (my placimy ?530 miesiecznie na glowe i X placi ok ?310) wiec ?30 to naprawde jest nic. Jednak gdy mojego chlopaka kolega sie wyprowadzil (mieszka 15 min od nas) i nadal do nas czesto przychodzi, Y doszedl do wniosku ze jest to nie fair ze on musi placic. W dodatku odkad poprosilismy zeby placil zaczal przychodzic rzadziej (ale to tez ze wzgledu na to ze X miala bardzo duzo zaliczen na uni). Tak wiec powiedzial ze on placic nie bedzie, wielka awantura wyszla bo jeden z naszych wspolokatorow przjazni sie z Y od dziecka. Sytuacja jest taka ze ten wspolokator oddalil sie od wszystkich i rzadko bywa w domu, a jesli jest to z nikim nie rozmawia bo ciagle jest w zlym humorze. Tak wiec on sie zdenerwowal bo niby nic nie wiedzial o tym, ze 'jego najlepszy przyjaciel' (chociaz od wrzesnia w ogole nie rozmawiali) ma placic za 'bycie w naszym domu'. I powiedzial ze on mu wszystko odda. Tak wiec oddal mu wszystkie pieniadze, ze sloika gdzie je wkladalismy.
Z mojej perspektywy to jest troszke nie fair wobec nas, ze ktos tu sobie zamieszkuje i nic nie placi a my musimy tyle dawac od siebie. Y jest bardzo mily ale wiadomo, kochajmy sie jak bracia, liczmy sie jak Zydzi. Tak wiec nie wiem zbytnio co mamy z tym zrobic. I jak Wy myslicie, to byl dobry pomysl z zapytaniem sie Y o placenie nam? Czy moze jednak przesadzilismy?
Podobne tematy
Z tego co zrozumiałam, to Y nie ma wlaasnego mieszkania w mieście waszego studiowania tylko mieszka z rodzicami w innym mieście?
Jeżeli zostaje na kilka nocy w tygodniu i przebywa w domu, nawet gdy nikogo nie ma, korzysta ze wszystkiego - powinien płacić. Inna sprawa by była jakby przychodził tylko w czasie, gdy jego dziewczyna czy przyjaciel byli w domu a na noc zostawał sporadycznie. Z tego co widzę on po prostu znalazł sobie tani hotel ![]()
Problem, który macie, wynikał z braku jednej osoby, która ustala zasady.
Musisz usiąść ze wszystkimi domownikami i nie odnosząc się do sytuacji, która była, ustalić nowe proste i zrozumiałe zasady.
Kto mieszka z Wami, płaci. I tak dalej - każdy aspekt życia.
Mieszkanie w dużej gromadce ma swoje plusy ale z czasem zacznie Ci uwierać i wtedy te zasady będą zbawieniem.
Y mieszka na obrzezu miasta, z jakas godzine samochodem/pociagiem od nas.
On zostaje tutaj prawie co noc, mozna powiedziec ze 2 noce na tydzien go tu nie ma. Dzisiaj jestem w domu caly dzien i jak zeszlam na dol to on zdziwiony 'o nie wiedzialem ze jestes w domu'. Nikogo innego nie ma procz nas.
Problem jest taki ze na poczatku wszyscy myslelismy ze bedzie swietnie i postanowilismy nie miec zadnych zasad. W dodatku juz jeden wspolokator skomentowal to wszystko jako ze oni sa para i ze jesli Y nie bedzie placil, to co, zabronimy mu tu byc i sie widziec z jego dziewczyna? Czego wiadomo nie chcemy. Nikt sie nie chce juz o to wyklocac, ale wszystkich to i tak denerwuje. Szczegolnie gdy wszyscy placa tyle pieniedzy a on sobie tutaj za darmo przesiaduje. Chcielibysmy to w jakis mily sposob zalatwic, ale gdy on nikomu w droge nie wchodzi tez jakos to nie pomaga...
Przede wszystkim wszyscy ustalacie zasady, przynajmniej wiekszosc. Skoro wiec wspololator, ktory mial odrebne spojrzenie zabral pieniadze ze sloika to powinien jest wszystkie tam oddac. Podjal odrebna decyzje to sam za nia powinien odpowiadac. Tak to formalnie wyglada niestety a skoro Y nie chce placic (chytry jakis?) to nic na to nie poradzicie. To ze przestal placic a nie przestal przychodzic to moim zdaniem po porostu brak kultury. Co to jest 30F zeby moc w spokoju widywac sie z dziewczyna? Wspołlokator nie postapil ladnie ale od niego mozecie dlugu nie wyegzekwowac (widac uparty jakis tak wnioskuje z opisu). Pozostaje wam wiec opcja albo postawienie sprawy na ostrzu noza wobec wspollokatora albo pokrycie dlugu samemu solidarnie. Mysle ze tutaj warto sie zebrac i pogadac bo wartosc atmosfery w domu na pewno jest wiecej warta niz jakies pieniadze.
Czytając wszystko na spokojnie czyli jednak to współlokator wasz, co innego gościna od czasu do czasu ,lub kilka godz a co innego regularne pomieszkiwanie bo tak jest ( jak wieczny student) Niech nie robi z siebie utrzymanka , tylko dostosuje się do warunków i zasad jakie wszystkich was obowiązują. I ogarnia w okól siebie i dokłada się do rachunków ( cena jaką zaproponowaliście jest az nad zadobra )
O zabraniu pieniędzy ze słoika przez współlokatora nie chce mi się nawet pisać, bo to już jest przekroczenie granic kultury i szacunku do pozostałych
Y mieszka na obrzezu miasta, z jakas godzine samochodem/pociagiem od nas.
On zostaje tutaj prawie co noc, mozna powiedziec ze 2 noce na tydzien go tu nie ma. Dzisiaj jestem w domu caly dzien i jak zeszlam na dol to on zdziwiony 'o nie wiedzialem ze jestes w domu'. Nikogo innego nie ma procz nas.
Problem jest taki ze na poczatku wszyscy myslelismy ze bedzie swietnie i postanowilismy nie miec zadnych zasad. W dodatku juz jeden wspolokator skomentowal to wszystko jako ze oni sa para i ze jesli Y nie bedzie placil, to co, zabronimy mu tu byc i sie widziec z jego dziewczyna? Czego wiadomo nie chcemy. Nikt sie nie chce juz o to wyklocac, ale wszystkich to i tak denerwuje. Szczegolnie gdy wszyscy placa tyle pieniedzy a on sobie tutaj za darmo przesiaduje. Chcielibysmy to w jakis mily sposob zalatwic, ale gdy on nikomu w droge nie wchodzi tez jakos to nie pomaga...
Co innego być w domu i widzieć się z dziewczyną, a co innego przesiadywać pod nieobecność dziewczyny i stale nocować, zużywać media i nie pomagać w sprzątaniu. Powinniście wszyscy razem pogadać na spokojnie z tą jego dziewczyną i niech sobie chłopak z nią siedzi ile chce, okazjonalnie nocuje (z naciskiem na z nią i okazjonalnie), a jeśli chce pomieszkiwać powinien przynajmniej w jakimś stopniu dokładać się do rachunków i przynajmniej czasem posprzątać (czasem, to znaczy konkretnie, np. co 2 kolejkę sprzątania, czy jak tam się zmieniacie). Jeśli mieszka stale, to płaci pełną składkę i jest uwzględniany w normalnej kolejce do sprzątania. Co to znaczy okazjonalne nocowanie i jak macie dogadane sprawy sprzątania, to już musicie ustalić między sobą. Może grafik sprzątania na lodówce? taka tabelka, jak na stacji benzynowej w wc ![]()
Płacicie w funtach studiujecie w GB?tak pytam bo użyłaś symbolu tej waluty i się w końcu pogubiłem.
Ciesze sie ze podzielacie moje zdanie, jednak wydaje mi sie ze nie dam juz rady niczego zmienic jesli chodzi o ta sytuacje bo juz wszyscy sie poddali bo nie chca sie klocic. Jednak ja tego nadal nie moge zniesc. Co do sprzatania to latwo mowic, tylko ze jedynymi osobami ktore sprzataja w tym domu jestem ja i moj chlopak. Czasem jedna ze wspolokatorek nam pomoze. Mam juz tego dosc, razem z chlopakiem postanowilismy nie sprzatac i nie wynosic smieci, niech sie ktos inny tym zajmie. X w gole nie sprzata, naprawde jeszcze NIGDY nie posprzatala niczego. Tylko balagani. Mamy kontrakt na rok wiec do sierpnia nie moge sie wyprowadzic chociaz bym chciala bo czasem mnie juz to tak bardzo denerwuje. A nie bede sie juz czepiac bo na samym poczatku juz sie poklocilam z TYM WSPOLOKATOREM bo niczego nie szanowal i tez nigdy nie posprzatal a odpowiedz dostalam taka ze on placi tyle co wszyscy inni i moze sobie robic co mu sie tylko podoba oraz oznajmil ze nikt nie kaze mi sprzatac.
Planowanie bylo zebysmy wszyscy razem sprzatali ale jakos nie wyszlo, tak wiec teraz poczekam na wielki burdel i wtedy jak wszyscy beda pod sciana to ustali sie zasady bo teraz dla wszystkich nie ma potrzeby bo zawsze jest posprzatane przeze mnie. Tez nie chce ciagle sie o cos czepiac bo jeszcze przestana mnie lubic, a przeciez wszyscy jestesmy tylko studentami. Dla wszystkich to jest pierwszy rok mieszkania samemu (nie w akademiku gdzie za nas sprzatano kuchnie itp) tak wiec wiadomo ze sa problemy ale naprawde... Nie wiem czy mam prawo tak marudzic czy jednak ta cala sytuacja jest chora i powinnam po prostu postawic sprawe jasno i jak mnie znielubia to trudno? Nawet mi wstyd zaprosic kogokolwiek...
Płacicie w funtach studiujecie w GB?tak pytam bo użyłaś symbolu tej waluty i się w końcu pogubiłem.
tak, mieszkamy i studiujemy w Londynie