Ja weszlam w rodzine mojego lubego juz jako dojrzala kobieta ,a nie smarkata małolata,wiec to było juz bardziej tak doroslej traktowane. Mąż ma dziecko z poprzedniego nieudanego związku , byl samotnym ojcem
Jego rodzina zapewne miala obawy,że zranie go tak jak exsia,wykorzystam,pobawie sie jego uczuciami i nawet na odchodne nie pomacham,ale nigdy jakos nie dała mi tego odczuć.
Ja takze na poczatku trzymalam zdrowy dystans, aby niebyc zbytnio sztucznie nachalnym, czy tez jakos zbytnio ozieblym,no nie.Powoli stopniowo ,wzystko w woim czasie przyszlo
Do tego dochodzi fakt,ze męza rodzice i siostry mieszkają za granicą, jedna w Pl na na drugim koncu polski, wiec silą rzeczy wizyty czeste nie były,i mąż nawet jakos zbyt bardzo nie ma w nikim z rodziny pomocy przy dziecku i musial na siebie liczyć
Jego rodzina widziala ,ze pomagam mu bezinteresownie, on mi, wspieramy sie, kochamy sie, i zobaczyli ,ze z mojej srony nie ma zadnej kalkulacji, bo wiąząc sie z nim bylam juz dosyc odpowiednio ustatkowana finansowo,zawodowo,mieszkaniowo ,wiec to tez duzo za siebie mowi, że potrafilam o siebie zadbac, bez żerowaniu na innych
Maz jest jedynym synem , bo jego mamita ma 3 corki a on jest przed ostanim dzieckiem,i do teho syn.Oczko w glowie ,i rodzynek, wiec wiadomo,ze jak są wizyty rodzinne to jest szaał ,dla jego mamy to jest ukochany synek mamusi, ale nie bede narzekac, mąz nie jest zadnych tam nieudacznikiem z powodu zaglaskiwania,twardo stąpa po ziemi,i jest zaradny
Tesciowie są bardzo goscinni, serdeczni i rozesmiani z natury,jego siostry rowniez towarzystkie i otwarte na nowe znajomosci,mimo ze czesto sie nie widujemy niestety
Moja rodzina tez miala ciezki orzech do zgryzienia, bo do naszej rodziny wszedl mezczyzna z dzieckiem.Rodzice naszczescie nigdy wrogo czy nieprzyjemnie sie zachowali do niego,dosyc szybko wykazali aprobate i akceptacje,do tego wiedząc ,ze facet solidnie wykrztałcony na powazanych stanowisku,ustatkowany,to takze zaplusował sobie tym.