netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

rodzina męża

125 odpowiedzi16 129 wyświetleńzałożony przez mamaGutka, 16.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 126 ]

1

Temat: rodzina męża

Witam.
To mój pierwszy wątek na tym forum. Nie wiem, czy ktokolwiek będzie mógł mi powiedzieć coś sensownego w mojej sytuacji, chyba raczej muszę się wygadać... Otóż z moim mężem jesteśmy 10 lat po ślubie, z tego od 8 lat moi teściowie i siostra męża nie utrzymują z nami kontaktu. Nie znają naszych dzieci, nie wiedzą, jak żyjemy. Wyszło, jak wyszło, w szczegóły nie chcę wchodzić - napiszę tylko, że mąż jest 100% z nami, próbował ratować, a potem odbudowywać relacje z rodzicami, niestety oni się na jakimś etapie usztywnili i postawili żądania, których po prostu nie mogliśmy spełnić. Śpiewka stara jak świat - mąż jest zmanipulowany, syn powinien troszczyć się przede wszystkim o nich, ja jestem niewychowana, nie odpowiadam im jako synowa i jako matka ich wnuków, były awantury o to, że mamy swoje sprawy itd. Relacje z nimi kosztowały mnie załamanie nerwowe, dodam, że zbiegło się to z ciążą... Nigdy wspólnie nie mieszkaliśmy, w niczym nam nie pomogli, w zasadzie niczego od nich nie dostaliśmy (mam tu na myśli nie tylko wsparcie materialne, ale też i psychiczne - przeciwnie, było gadanie: a po co, a na co, i tak przecież nie wyjdzie itd.). Koniec końców - w pierwszej ciąży nie wytrzymałam i w trakcie kolejnej telefonicznej awantury rzuciłam słuchawką. I tyle. Oni przestali się odzywać, my też. Teraz jest tak, że mąż ich czasem odwiedza, czasem dzwoni. Gdzie w tym siostra? Obraziła się nie wiadomo o co, bo z nią nie było ani jednej wymiany zdań, ale też od lat się nie odzywa. Taka solidarność.

Rodzina męża wciąż 'przekazuje' zaproszenia dla nas przez teściową i tak się stało, że jedno z zaproszeń na pewien ślub do nas nie dotarło. Podkreślam, że mąż ma (w zasadzie słaby) kontakt z rodziną, czasami tam jeździ - niestety sam. Do teściów za to dzwoni regularnie. Teściowie nie puszczają pary z ust na temat wydarzeń rodzinnych - ślubów, urodzin dzieci, chrztów, nawet pogrzebów. Sami jeżdżą, ale słowem się na ten temat nie odzywają. Mąż dowiaduje się potem z "drugiej ręki" - od dalszych krewnych. Jednocześnie teściowa ma pretensje do męża, że nie uczestniczy (sam!) w życiu rodzinnym! Bardzo mi przykro, jak się dowiaduję od niego, że coś się stało, a jemu nikt o tym na czas nie powiedział. Czasami zastanawiam się, czy z nim emocjonalnie wszystko w porządku, bo on twierdzi, że ma to gdzieś i mu nie zależy, dlatego też nigdy nie zapytał nawet teściowej, dlaczego robi przed nim takie tajemnice. Ja nie naciskam, bo to w końcu jego sprawy. Rozmawiałam z nim, ale on twierdzi, że ma to gdzieś...

Teściowie zrobili mi taką krecią robotę i tak skutecznie obrobili mi tyłek, że jak wybrałam się z mężem niedługo po zerwaniu kontaktu z teściami, czułam się jak ostatnie dziwadło. Nikt ze mną nie rozmawiał, niewiele osób nawet patrzyło w moim kierunku. Było też podobnie wcześniej, może nie w takiej skali, ale było - ostracyzm rodzinny dotknął mnie w całej rozciągłości, bo (jak się okazało niedawno) "prace" trwały dłuuugo przed ślubem.. Teraz - kiedy mąż dzwoni -pozdrawiają mnie, pytają kiedy przyjadę, ale jakoś mi się nie spieszy. Na szczęście mieszkamy daleko i od teściów, i od krewnych męża.

I niby nic się nie stało, że to zaproszenie "nie dotarło", bo przecież i tak nie jeździmy razem do rodziny, i tak nasze dzieci żyją w świecie, w którym nie ma tych wszystkich ludzi, i tak pewnie byśmy nie pojechali na to wesele. Denerwuje mnie to i znowu czuję się jak skrzywdzone dziecko. Zastanawiam się, jak bardzo trzeba kogoś nienawidzić, żeby buntować przeciw niemu całą rodzinę. Moja teściowa zrobiła i powiedziała wiele, żeby skrzywdzić mojego męża i nie atakowała przy tym tylko mnie i naszych dzieci. Przeszkadza mi jego bierność, kiedy teściowa jawnie "wstrzymuje" obieg zaproszenia, a on po porostu nie robi z tym nic. Przykro mi, że nie mamy normalnego kontaktu z rodziną męża, że moja teściowa nawet trochę nie postarała się o jakość naszych kontaktów, były tylko roszczenia i oczekiwania, przykro mi, że teraz robi takie rzeczy, chociaż minęło tyle już lat, a i tak nie wiadomo do końca, o co im te 8 lat temu tak naprawdę chodziło. Wiem, że te relacje są nie do odbudowania teraz, przy takich zachowaniach, kiedy oni cały czas toczą ze mną wojnę sprzed lat, gdzie sami już nie wiedzą, o co im chodzi... Przykro mi, że nikt z rodziny męża przez te lata nie chciał wpłynąć na teściów, żeby choć trochę popracowali nad relacjami z synem - tam każdy pilnuje tylko swojego nosa, a o takich sprawach się po prostu nie mówi (nie to, żeby się nie wtrącali, bo wtrącają się wszyscy, ale jak jest poważny konflikt, to mówią, że każdy ma swoje problemy i komentując za plecami udają, że o niczym nie wiedzą). Nie będę jeździć od ciotki do ciotki i mówić, że to nieprawda, co teściowa ze szwagierką naopowiadały. Wiem, że minęło 8 lat, że w zasadzie to już teraz obcy mi ludzie. Teściowie męża (i nas..) odcięli od rodziny, on nie ma potrzeby utrzymywać tych kontaktów i w zasadzie powinnam dawno o nich zapomnieć. Nie potrafię jednak, bo jak już myślę, że mam to 'w poważaniu', jak on dzieje się historia, jak z tym 'zagubionym' zaproszeniem i mnie znowu trafia szlag. Małżeństwo mamy udane, ale czy byłoby takie udane przy 'normalnych' kontaktach z moimi teściami - szczerze wątpię. Gdybym wiedziała, że relacje z rodziną męża będą, jakie są, to bym nie wyszła za niego; te problemy zaczęły się już po ślubie. Mam wrażenie, że to jakaś chora matnia, że ci ludzie żywią się swoją agresją i nie odpuszczą, żeby nie wiem co i będą nas tak nękać. Mąż mówi, że teraz nic się nie dzieje i przesadzam, a dla mnie jest to książkowy przykład biernej agresji. Piszę to też, żeby dziewczyny, które nieakceptowane wchodzą do rodziny męża dobrze się zastanowiły, czy są w stanie udźwignąć taki problem. Ja sobie nie radzę, bo zawsze chciałam mieć dużą rodzinę, zależało mi na dobrych relacjach, chętnie jeździłam z mężem do krewnych, pamiętałam o ich świętach, nie dyskutowałam niepotrzebnie itd. Ale do dobrych relacji trzeba chęci dwóch stron.

2

Odp: rodzina męża

Nie wiem juz jak to u was jest. Albo mąż ma ich w nosie, albo do nich dzwoni...
I Twoje stwierdzenie:

"Gdybym wiedziała, że relacje z rodziną męża będą, jakie są, to bym nie wyszła za niego..."

Kto jest zatem ważniejszy dla Ciebie? Twój mąż i dzieci czy rodzina, ta dalsza?

Spróbuj być może zerknąć na siebie inaczej. I postaraj sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego tak jest....

Bo medal ma zawsze dwie strony...

3

Odp: rodzina męża

Oczywiście, że medal ma dwie strony. Dla moich teściów ma niestety jedną. Mówią o tym głośno, dobitnie i bez konkretów, nie przyjmując słowa krytyki. I to jest powód, dla którego jest, jak jest.

I jest właśnie tak, jak napisałam: mąż mówi, że ma to gdzieś, a i tak dzwoni i jeździ. Nie rozumiem tego, bo w nosie to on ma, jak teściowa wykręca numer, jak z tym zaproszeniem, po czym dzwoni tam, jak gdyby nigdy nic i wtedy już nie ma w nosie. Boli mnie np., jak idzie tam w święta, a nas zostawia gdzieś indziej. Mówiłam mu o tym, a on i tak idzie, a na mnie spada ciężar mówienia dzieciom, dlaczego nie możemy iść z tatem. Nie wiem, czy tylko ja uważam, że coś tu nie gra. Dla niego sytuacja jest jasna i on chce to tak zostawić, a ja się w tym męczę. Czyli, że on niewielki kontakt ma, jak się spotykają, to udają, że nie ma problemu, rozmawiają o pogodzie, teściowa nie przekazuje, co się dzieje po rodzinie, a on na to nie reaguje. Przyznam, że nie tak sobie to wyobrażałam, dlatego napisałam, że nie wzięłabym ślubu.

Zawiązałam się z mężem, to oczywiste, ale nie da się całkowicie odciąć od jego rodziny, choćby przez te jego kontakty, których przecież nie mam zamiaru mu zabraniać, bo cóż to za pomysł w ogóle, żebym miała mu mówić, jak ma sobie te relacje układać. Problemu jako takiego by nie było, gdyby się faktycznie odcięli i zniknęli z naszego życia nie tylko fizycznie.

Na zastanawianiu się nad sobą spędziłam dużo czasu, wiem, co zepsułam, co popsuli oni, a co mąż. Nie mam zamiaru tego tu wywlekać, ale oczywiste dla mnie jest, że wina leży po obu stronach. Rozżalona jestem i nie wiem, czy bardziej na teściową za to głupie ukrywanie wszystkiego, czy na rodzinę męża za bierność (i jak się dziwić tej rodzinie, jak przez tyle lat się nie pojawialiśmy? A jak się mieliśmy pojawiać, skoro o nich nie wiedzieliśmy?), czy na samego męża, że nie umie się zdecydować i mimo wszystko stoi okrakiem między nami. Chyba do siebie mam największy żal, że dałam się w to wciągnąć i teraz nie umiem znaleźć satysfakcjonującego dla siebie rozwiązania. Oni wszyscy wydają się za to być usatysfakcjonowani.

Powinnam zmienić tytuł posta, na problem z mężem hmm.

4

Odp: rodzina męża
mamaGutka napisał/a:

Mówiłam mu o tym, a on i tak idzie, a na mnie spada ciężar mówienia dzieciom, dlaczego nie możemy iść z tatem.

Nie, nie. Możecie iść. Nie idziecie, bo TY nie chcesz.
Dorosła, mądra i odpowiedzialna kobieta wsadziłaby dumę w kieszeń i zabrała dzieci do dziadków, po prostu.
Ale Ty wolisz roztrząsać to w kółko i się w tym kisić.

Szkoda, że cierpią na tym dzieci, które nie znają dziadków i szkoda, że cierpi mąż. Mówi, że ma w dupie, żeby Tobie przykrości nie sprawić - ale kontakt utrzymuje, bo to jego rodzina. Jest wobec Ciebie b. lojalny, dlaczego raz nie zrobisz mu przyjemności i nie odpuścisz?

Tylko mi nie pisz, że teście są tacy, owacy. Wszystko jedno, jacy są. Z każdym idzie się dogadać.

5

Odp: rodzina męża

Być może masz rację, że masz problem z mężem. U mnie było tak, że nigdy nie jeździł ze mna do mojej rodziny. Uważał ich za gorszych od siebie. A ja... zawsze taka samotna matka byłam.

Nie podoba mi się zachowanie Twojego mężą. Skoro jest nim, powinien raczej trzymać Cię za rękę i zawsze we wszystkim przed rodziną wskazywać na Ciebie.... Że jesteś jego druga połową, że Ty i wasze dzieci są dla niego najważniejsze.

A może on liczy na jakiś spadek? I dlatego nie pali za sobą mostów? Sama nie wiem.... Coś mi tu nie gra z tymi relacjami.

6

Odp: rodzina męża
Cynicznahipo napisał/a:
mamaGutka napisał/a:

Mówiłam mu o tym, a on i tak idzie, a na mnie spada ciężar mówienia dzieciom, dlaczego nie możemy iść z tatem.

Nie, nie. Możecie iść. Nie idziecie, bo TY nie chcesz.
Dorosła, mądra i odpowiedzialna kobieta wsadziłaby dumę w kieszeń i zabrała dzieci do dziadków, po prostu.
Ale Ty wolisz roztrząsać to w kółko i się w tym kisić.

Szkoda, że cierpią na tym dzieci, które nie znają dziadków i szkoda, że cierpi mąż. Mówi, że ma w dupie, żeby Tobie przykrości nie sprawić - ale kontakt utrzymuje, bo to jego rodzina. Jest wobec Ciebie b. lojalny, dlaczego raz nie zrobisz mu przyjemności i nie odpuścisz?

Tylko mi nie pisz, że teście są tacy, owacy. Wszystko jedno, jacy są. Z każdym idzie się dogadać.

A Dlaczego ma tam chodzić skoro jest nie mile widziana? I dają do zrozumienia, że jej nie lubią? Ma chować dumę w kieszeni? A po co? Jak raz się odpuści komuś złe traktowanie to myślisz, że dalsze relacje bedą dobre? Po stronie teściów tez lezy taka sama odpowiedzialność za relacje. A jak widać im nie zależy skoro nawet zaproszeń nie przekazują.
Mąz nie jest do konca lojalny, skoro ich odwiedza i zapomina ze ma swoją rodzinę.

7 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-01-16 13:05:59)

Odp: rodzina męża
BłękitnyPacyfik napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:
mamaGutka napisał/a:

Mówiłam mu o tym, a on i tak idzie, a na mnie spada ciężar mówienia dzieciom, dlaczego nie możemy iść z tatem.

Nie, nie. Możecie iść. Nie idziecie, bo TY nie chcesz.
Dorosła, mądra i odpowiedzialna kobieta wsadziłaby dumę w kieszeń i zabrała dzieci do dziadków, po prostu.
Ale Ty wolisz roztrząsać to w kółko i się w tym kisić.

Szkoda, że cierpią na tym dzieci, które nie znają dziadków i szkoda, że cierpi mąż. Mówi, że ma w dupie, żeby Tobie przykrości nie sprawić - ale kontakt utrzymuje, bo to jego rodzina. Jest wobec Ciebie b. lojalny, dlaczego raz nie zrobisz mu przyjemności i nie odpuścisz?

Tylko mi nie pisz, że teście są tacy, owacy. Wszystko jedno, jacy są. Z każdym idzie się dogadać.

A Dlaczego ma tam chodzić skoro jest nie mile widziana? I dają do zrozumienia, że jej nie lubią? Ma chować dumę w kieszeni? A po co? Jak raz się odpuści komuś złe traktowanie to myślisz, że dalsze relacje bedą dobre? Po stronie teściów tez lezy taka sama odpowiedzialność za relacje. A jak widać im nie zależy skoro nawet zaproszeń nie przekazują.
Mąz nie jest do konca lojalny, skoro ich odwiedza i zapomina ze ma swoją rodzinę.

Napisałam wyżej, dlaczego. Dla dobra rodziny, a szczególnie dzieci.
Może jestem starodawna, ale uważam, że młodsi powinni wyciągnąć rękę do zgody.
Teściowie to zapewne już starsi ludzie, którzy się NIE ZMIENIĄ.

I teraz są dwa wyjścia - nauczyć się z nimi porozumiewać i czerpać z tego wszystko, co najlepsze; albo iść dalej w zaparte i się męczyć, gnębić i dusić. Bo, że Autorce jest ciężko z tą sytuacją, to widać gołym okiem, inaczej by nie pisała o tym na forum.

Autorko, rada jest prosta. Upiecz ciasto, albo kup gotowe, zabierz dzieci, męża i złóżcie wizytę teściom. Po prostu. Porozmawiajcie szczerze, co Was boli, niech oni powiedzą, co ich boli. Czy to takie trudne?

P.S Mąż nie jest lojalny?

mamaGutka napisał/a:

napiszę tylko, że mąż jest 100% z nami, próbował ratować, a potem odbudowywać relacje z rodzicami

A to nie świadczy o lojalności? Ma zerwać kontakt z rodzicami, żeby królowa żona była zadowolona? W życiu bym nie wymagała czegoś takiego od męża, którego podobno kocham.

Poza tym, przecież jest wzmianka o tym, że mąż chce, by jeździli razem, ale to Autorka nie chce, bo... nie wiem, urażona duma?

8

Odp: rodzina męża
Cynicznahipo napisał/a:
BłękitnyPacyfik napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

Nie, nie. Możecie iść. Nie idziecie, bo TY nie chcesz.
Dorosła, mądra i odpowiedzialna kobieta wsadziłaby dumę w kieszeń i zabrała dzieci do dziadków, po prostu.
Ale Ty wolisz roztrząsać to w kółko i się w tym kisić.

Szkoda, że cierpią na tym dzieci, które nie znają dziadków i szkoda, że cierpi mąż. Mówi, że ma w dupie, żeby Tobie przykrości nie sprawić - ale kontakt utrzymuje, bo to jego rodzina. Jest wobec Ciebie b. lojalny, dlaczego raz nie zrobisz mu przyjemności i nie odpuścisz?

Tylko mi nie pisz, że teście są tacy, owacy. Wszystko jedno, jacy są. Z każdym idzie się dogadać.

A Dlaczego ma tam chodzić skoro jest nie mile widziana? I dają do zrozumienia, że jej nie lubią? Ma chować dumę w kieszeni? A po co? Jak raz się odpuści komuś złe traktowanie to myślisz, że dalsze relacje bedą dobre? Po stronie teściów tez lezy taka sama odpowiedzialność za relacje. A jak widać im nie zależy skoro nawet zaproszeń nie przekazują.
Mąz nie jest do konca lojalny, skoro ich odwiedza i zapomina ze ma swoją rodzinę.

Napisałam wyżej, dlaczego. Dla dobra rodziny, a szczególnie dzieci.
Może jestem starodawna, ale uważam, że młodsi powinni wyciągnąć rękę do zgody.
Teściowie to zapewne już starsi ludzie, którzy się NIE ZMIENIĄ.

I teraz są dwa wyjścia - nauczyć się z nimi porozumiewać i czerpać z tego wszystko, co najlepsze; albo iść dalej w zaparte i się męczyć, gnębić i dusić. Bo, że Autorce jest ciężko z tą sytuacją, to widać gołym okiem, inaczej by nie pisała o tym na forum.

Autorko, rada jest prosta. Upiecz ciasto, albo kup gotowe, zabierz dzieci, męża i złóżcie wizytę teściom. Po prostu. Porozmawiajcie szczerze, co Was boli, niech oni powiedzą, co ich boli. Czy to takie trudne?

P.S Mąż nie jest lojalny?

mamaGutka napisał/a:

napiszę tylko, że mąż jest 100% z nami, próbował ratować, a potem odbudowywać relacje z rodzicami

A to nie świadczy o lojalności? Ma zerwać kontakt z rodzicami, żeby królowa żona była zadowolona? W życiu bym nie wymagała czegoś takiego od męża, którego podobno kocham.

Poza tym, przecież jest wzmianka o tym, że mąż chce, by jeździli razem, ale to Autorka nie chce, bo... nie wiem, urażona duma?

Dla dobra rodziny ma wyciagnąc reke na zgodę? A jaką masz pewność, że nastąpi dobro? Trudno ci zrozumieć, że istnieją tacy ludzie, którym zależy na wbiciu szpili i zemście? To że "babcia i dziadzio" odcieli ich od calej rodziny, to świadczy o tym jak zależy im na dobru ogółu.

Co do męża, to fakt, że zamiata pod dywan urazy od rodziców i pozwala na takie traktowanie swojej rodziny to nie jest lojalny.

Niektórzy lubią poniżać, a niektórzy to tolerują- poczytaj o syndromie ofiary.

9

Odp: rodzina męża

Czytam z uwagą, co tu piszecie i dziękuję mimo wszystko.

Jak pisałam nie zamierzam się tu tłumaczyć ze zdarzeń sprzed wielu lat. Dumę do kieszeni chowałam nie raz i nie pięć razy, niestety, tylko ja. Rękę też wcześniej wyciągałam do zgody, ale był to tylko sygnał, że biorę całą winę na siebie i można sobie pozwolić na powtórne mielenie starych spraw i jeszcze więcej, bo i tak wrócę. Dziś uważam, że rękę do zgody powinien wyciągać ten, kto zepsuł, a nie ten, kto jest młodszy. Moja duma nie ma tu nic do rzeczy. Rozmawiałam wtedy o tym z psychologiem i poradził maksymalne ograniczenie kontaktów, nawet do ich zerwania.

Proszę sobie darować komentarze, co robi dorosła, mądra i odpowiedzialna kobieta, bo w moich oczach właśnie tak się zachowałam: dorośle i odpowiedzialnie. Po tym, co robili przez te 8 lat uważam, że to była najrozsądniejsza decyzja, jaką mogłam wtedy podjąć. Oni zresztą też nie zabiegali o przywrócenie kontaktu. Najzwyczajniej w świecie nie zrobili nic.

Cynicznahipo, nie wiesz, przez co przeszłam i ile razy odpuszczałam, nie wiesz też, co zrobiłabyś na moim miejscu, więc bardzo proszę, nie oceniaj mnie. Przychodzi taki moment w relacjach z bierno-agresywnych, że ma się dość odpuszczania (chyba, że masz jakąś chorą satysfakcję z tego, że ktoś wyciera sobie Tobą twarz przy każdej okazji, to zmienia postać rzeczy... Zdrowy człowiek jednak zawsze dąży do równowagi). Są ludzie na świecie, którzy NIE CHCĄ się dogadać. Tak po prostu. Są tacy, którzy z własnego wyboru nie chcą znać wnuków. I trzeba się nauczyć nad tym przechodzić, co jak widać, nie jest łatwe.

I nie, nie zabroniłam mężowi prowadzania tam dzieci - to była tylko jego decyzja. Mój teść pije, jest to jeden z powodów, przez które jest, jak jest. Z tego wynikło wiele nieprzyjemnych sytuacji nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla męża. Przez te lata teściowie nie zainteresowali się dziećmi, nie przyjeżdżali, chociaż byli zapraszani. I naprawdę dziwne jest, że on teraz nie chce ich tam prowadzać? Ja nie jestem mile widziana w ich domu i się tam nie wybieram.

Rozmowa z nimi jest dla mojego męża trudna, dla mnie niemożliwa, bo zwyczajnie nie chcą ze mną rozmawiać; on mówi, że to jak siedzenie na bombie i dlatego ich rozmowy toczą się wokół pogody. I mąż jest 100% za mną w tym, że nie chcę więcej uginać karku, bo był świadkiem wielu sytuacji i wie, dlaczego tego nie zrobię. Mówi, że nie chce jeszcze wciągać dzieci w sam środek tego g*wna. Dlatego to dla mnie takie trudne, bo z jednej strony mąż mnie wspiera, a z drugiej widzę, że cały czas jest rozerwany.

10 Ostatnio edytowany przez mamaGutka (2015-01-16 14:08:07)

Odp: rodzina męża
Cynicznahipo napisał/a:

Poza tym, przecież jest wzmianka o tym, że mąż chce, by jeździli razem, ale to Autorka nie chce, bo... nie wiem, urażona duma?

Gdzie jest taka wzmianka, jeśli łaska?

A nawet jeśli urażona duma, to co? Mam ją schować do kieszeni? To ulubione określenie mojej teściowej: wg niej wszyscy poza nimi powinni schować sobie dumę do kieszeni, a nerwy do konserwy. Gratuluję.

Bardzo zbulwersował mnie Twój wpis. Tak samo ja nie chcę iść tam, jak i oni do nas. Ja telefonu z ręki teściowej nie wytrącałam, żeby nie dzwoniła do syna, nie kazałam jej wystawiać go za drzwi, kiedy go wyrzucała z rodzinnego domu, bo odważył się wspomnieć o mnie, tak jak nie kazałam jej popsuć nam opinii w rodzinie. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że dorosły i odpowiedzialny człowiek łączy ze swoim działaniem skutki, jakie tym działaniem może wywołać. Moja teściowa bardzo źle mnie oceniła, bo nie jestem osobą, która kładzie po sobie uszy, bo tak wypada, a tego się spodziewała. Jednocześnie odtrącała swojego syna przez długie lata (to jest działanie). Wywołało to taki skutek, jaki opisałam.

11

Odp: rodzina męża
mamaGutka napisał/a:

Czytam z uwagą, co tu piszecie i dziękuję mimo wszystko.

Jak pisałam nie zamierzam się tu tłumaczyć ze zdarzeń sprzed wielu lat. Dumę do kieszeni chowałam nie raz i nie pięć razy, niestety, tylko ja. Rękę też wcześniej wyciągałam do zgody, ale był to tylko sygnał, że biorę całą winę na siebie i można sobie pozwolić na powtórne mielenie starych spraw i jeszcze więcej, bo i tak wrócę. Dziś uważam, że rękę do zgody powinien wyciągać ten, kto zepsuł, a nie ten, kto jest młodszy. Moja duma nie ma tu nic do rzeczy. Rozmawiałam wtedy o tym z psychologiem i poradził maksymalne ograniczenie kontaktów, nawet do ich zerwania.

Proszę sobie darować komentarze, co robi dorosła, mądra i odpowiedzialna kobieta, bo w moich oczach właśnie tak się zachowałam: dorośle i odpowiedzialnie. Po tym, co robili przez te 8 lat uważam, że to była najrozsądniejsza decyzja, jaką mogłam wtedy podjąć. Oni zresztą też nie zabiegali o przywrócenie kontaktu. Najzwyczajniej w świecie nie zrobili nic.

Cynicznahipo, nie wiesz, przez co przeszłam i ile razy odpuszczałam, nie wiesz też, co zrobiłabyś na moim miejscu, więc bardzo proszę, nie oceniaj mnie. Przychodzi taki moment w relacjach z bierno-agresywnych, że ma się dość odpuszczania (chyba, że masz jakąś chorą satysfakcję z tego, że ktoś wyciera sobie Tobą twarz przy każdej okazji, to zmienia postać rzeczy... Zdrowy człowiek jednak zawsze dąży do równowagi). Są ludzie na świecie, którzy NIE CHCĄ się dogadać. Tak po prostu. Są tacy, którzy z własnego wyboru nie chcą znać wnuków. I trzeba się nauczyć nad tym przechodzić, co jak widać, nie jest łatwe.

I nie, nie zabroniłam mężowi prowadzania tam dzieci - to była tylko jego decyzja. Mój teść pije, jest to jeden z powodów, przez które jest, jak jest. Z tego wynikło wiele nieprzyjemnych sytuacji nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla męża. Przez te lata teściowie nie zainteresowali się dziećmi, nie przyjeżdżali, chociaż byli zapraszani. I naprawdę dziwne jest, że on teraz nie chce ich tam prowadzać? Ja nie jestem mile widziana w ich domu i się tam nie wybieram.

Rozmowa z nimi jest dla mojego męża trudna, dla mnie niemożliwa, bo zwyczajnie nie chcą ze mną rozmawiać; on mówi, że to jak siedzenie na bombie i dlatego ich rozmowy toczą się wokół pogody. I mąż jest 100% za mną w tym, że nie chcę więcej uginać karku, bo był świadkiem wielu sytuacji i wie, dlaczego tego nie zrobię. Mówi, że nie chce jeszcze wciągać dzieci w sam środek tego g*wna. Dlatego to dla mnie takie trudne, bo z jednej strony mąż mnie wspiera, a z drugiej widzę, że cały czas jest rozerwany.

mamaGutka bardzo Ci współczuję trudnej sytuacji, mam podobną. Gdyby wyciaganie reki i przepraszanie tesciow za nic, dawalo jakiś efekt to nie byloby tylu tematów na forum o konfliktach. Aby to zrozumieć trzeba to przeżyć, ja wytrzymałam 6 lat poniżania mnie i mojej rodziny. Efekt zaniżona samoocena, leki. To nie są łatwe sprawy wiec rady w stylu "schowaj dumę do kieszeni" może dać tylko ktoś kto nie ma bladego pojęcia czym jest znęcanie psychiczne.

12

Odp: rodzina męża
BłękitnyPacyfik napisał/a:
mamaGutka napisał/a:

Czytam z uwagą, co tu piszecie i dziękuję mimo wszystko.

Jak pisałam nie zamierzam się tu tłumaczyć ze zdarzeń sprzed wielu lat. Dumę do kieszeni chowałam nie raz i nie pięć razy, niestety, tylko ja. Rękę też wcześniej wyciągałam do zgody, ale był to tylko sygnał, że biorę całą winę na siebie i można sobie pozwolić na powtórne mielenie starych spraw i jeszcze więcej, bo i tak wrócę. Dziś uważam, że rękę do zgody powinien wyciągać ten, kto zepsuł, a nie ten, kto jest młodszy. Moja duma nie ma tu nic do rzeczy. Rozmawiałam wtedy o tym z psychologiem i poradził maksymalne ograniczenie kontaktów, nawet do ich zerwania.

Proszę sobie darować komentarze, co robi dorosła, mądra i odpowiedzialna kobieta, bo w moich oczach właśnie tak się zachowałam: dorośle i odpowiedzialnie. Po tym, co robili przez te 8 lat uważam, że to była najrozsądniejsza decyzja, jaką mogłam wtedy podjąć. Oni zresztą też nie zabiegali o przywrócenie kontaktu. Najzwyczajniej w świecie nie zrobili nic.

Cynicznahipo, nie wiesz, przez co przeszłam i ile razy odpuszczałam, nie wiesz też, co zrobiłabyś na moim miejscu, więc bardzo proszę, nie oceniaj mnie. Przychodzi taki moment w relacjach z bierno-agresywnych, że ma się dość odpuszczania (chyba, że masz jakąś chorą satysfakcję z tego, że ktoś wyciera sobie Tobą twarz przy każdej okazji, to zmienia postać rzeczy... Zdrowy człowiek jednak zawsze dąży do równowagi). Są ludzie na świecie, którzy NIE CHCĄ się dogadać. Tak po prostu. Są tacy, którzy z własnego wyboru nie chcą znać wnuków. I trzeba się nauczyć nad tym przechodzić, co jak widać, nie jest łatwe.

I nie, nie zabroniłam mężowi prowadzania tam dzieci - to była tylko jego decyzja. Mój teść pije, jest to jeden z powodów, przez które jest, jak jest. Z tego wynikło wiele nieprzyjemnych sytuacji nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla męża. Przez te lata teściowie nie zainteresowali się dziećmi, nie przyjeżdżali, chociaż byli zapraszani. I naprawdę dziwne jest, że on teraz nie chce ich tam prowadzać? Ja nie jestem mile widziana w ich domu i się tam nie wybieram.

Rozmowa z nimi jest dla mojego męża trudna, dla mnie niemożliwa, bo zwyczajnie nie chcą ze mną rozmawiać; on mówi, że to jak siedzenie na bombie i dlatego ich rozmowy toczą się wokół pogody. I mąż jest 100% za mną w tym, że nie chcę więcej uginać karku, bo był świadkiem wielu sytuacji i wie, dlaczego tego nie zrobię. Mówi, że nie chce jeszcze wciągać dzieci w sam środek tego g*wna. Dlatego to dla mnie takie trudne, bo z jednej strony mąż mnie wspiera, a z drugiej widzę, że cały czas jest rozerwany.

mamaGutka bardzo Ci współczuję trudnej sytuacji, mam podobną. Gdyby wyciaganie reki i przepraszanie tesciow za nic, dawalo jakiś efekt to nie byloby tylu tematów na forum o konfliktach. Aby to zrozumieć trzeba to przeżyć, ja wytrzymałam 6 lat poniżania mnie i mojej rodziny. Efekt zaniżona samoocena, leki. To nie są łatwe sprawy wiec rady w stylu "schowaj dumę do kieszeni" może dać tylko ktoś kto nie ma bladego pojęcia czym jest znęcanie psychiczne.

Też byłam na lekach. Najgorsze było dla mnie bagatelizowanie problemu i rady w stylu: usiądź z nimi przy herbacie i porozmawiaj, kiedy masz wrażenie, że stoisz przed ścianą, a w około słyszysz, że przecież nic się złego nie dzieje. To nie mija z czasem, może słabnie i człowiek się do tego przyzwyczaja, ale bezsilność i bezradność bywa obezwładniająca.

13 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-01-16 14:20:19)

Odp: rodzina męża
mamaGutka napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

Poza tym, przecież jest wzmianka o tym, że mąż chce, by jeździli razem, ale to Autorka nie chce, bo... nie wiem, urażona duma?

Gdzie jest taka wzmianka, jeśli łaska?

A nawet jeśli urażona duma, to co? Mam ją schować do kieszeni? To ulubione określenie mojej teściowej: wg niej wszyscy poza nimi powinni schować sobie dumę do kieszeni, a nerwy do konserwy. Gratuluję.

Bardzo zbulwersował mnie Twój wpis. Tak samo ja nie chcę iść tam, jak i oni do nas. Ja telefonu z ręki teściowej nie wytrącałam, żeby nie dzwoniła do syna, nie kazałam jej wystawiać go za drzwi, kiedy go wyrzucała z rodzinnego domu, bo odważył się wspomnieć o mnie, tak jak nie kazałam jej popsuć nam opinii w rodzinie. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że dorosły i odpowiedzialny człowiek łączy ze swoim działaniem skutki, jakie tym działaniem może wywołać. Moja teściowa bardzo źle mnie oceniła, bo nie jestem osobą, która kładzie po sobie uszy, bo tak wypada, a tego się spodziewała. Jednocześnie odtrącała swojego syna przez długie lata (to jest działanie). Wywołało to taki skutek, jaki opisałam.

Trudno, prawda z reguły bulwersuje. Ja nie przebieram w słowach, co nie znaczy, że chciałam Cię skrzywdzić/urazić.
W takim razie, na jaką pomoc liczyć i jakiego rozwiązania problemu szukasz, skoro nie chcesz ustąpić, a wiesz, że teście też nie ustąpią?
Nic się nie zmieni i dalej będzie Cię to gryzło.

Życzę Ci jak najlepiej.

P.S BłękitnyPacyfik, a nie przyszło Ci do głowy, że skoro wypowiadam się w temacie, to być może byłam/jestem w podobnej sytuacji i u mnie wyciągnięcie ręki podziałało? To, że mam inne zdanie od Ciebie, to nie znaczy, że niczego w życiu nie przeżyłam. Pozdrawiam.

14

Odp: rodzina męża
mamaGutka napisał/a:
BłękitnyPacyfik napisał/a:
mamaGutka napisał/a:

Czytam z uwagą, co tu piszecie i dziękuję mimo wszystko.

Jak pisałam nie zamierzam się tu tłumaczyć ze zdarzeń sprzed wielu lat. Dumę do kieszeni chowałam nie raz i nie pięć razy, niestety, tylko ja. Rękę też wcześniej wyciągałam do zgody, ale był to tylko sygnał, że biorę całą winę na siebie i można sobie pozwolić na powtórne mielenie starych spraw i jeszcze więcej, bo i tak wrócę. Dziś uważam, że rękę do zgody powinien wyciągać ten, kto zepsuł, a nie ten, kto jest młodszy. Moja duma nie ma tu nic do rzeczy. Rozmawiałam wtedy o tym z psychologiem i poradził maksymalne ograniczenie kontaktów, nawet do ich zerwania.

Proszę sobie darować komentarze, co robi dorosła, mądra i odpowiedzialna kobieta, bo w moich oczach właśnie tak się zachowałam: dorośle i odpowiedzialnie. Po tym, co robili przez te 8 lat uważam, że to była najrozsądniejsza decyzja, jaką mogłam wtedy podjąć. Oni zresztą też nie zabiegali o przywrócenie kontaktu. Najzwyczajniej w świecie nie zrobili nic.

Cynicznahipo, nie wiesz, przez co przeszłam i ile razy odpuszczałam, nie wiesz też, co zrobiłabyś na moim miejscu, więc bardzo proszę, nie oceniaj mnie. Przychodzi taki moment w relacjach z bierno-agresywnych, że ma się dość odpuszczania (chyba, że masz jakąś chorą satysfakcję z tego, że ktoś wyciera sobie Tobą twarz przy każdej okazji, to zmienia postać rzeczy... Zdrowy człowiek jednak zawsze dąży do równowagi). Są ludzie na świecie, którzy NIE CHCĄ się dogadać. Tak po prostu. Są tacy, którzy z własnego wyboru nie chcą znać wnuków. I trzeba się nauczyć nad tym przechodzić, co jak widać, nie jest łatwe.

I nie, nie zabroniłam mężowi prowadzania tam dzieci - to była tylko jego decyzja. Mój teść pije, jest to jeden z powodów, przez które jest, jak jest. Z tego wynikło wiele nieprzyjemnych sytuacji nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla męża. Przez te lata teściowie nie zainteresowali się dziećmi, nie przyjeżdżali, chociaż byli zapraszani. I naprawdę dziwne jest, że on teraz nie chce ich tam prowadzać? Ja nie jestem mile widziana w ich domu i się tam nie wybieram.

Rozmowa z nimi jest dla mojego męża trudna, dla mnie niemożliwa, bo zwyczajnie nie chcą ze mną rozmawiać; on mówi, że to jak siedzenie na bombie i dlatego ich rozmowy toczą się wokół pogody. I mąż jest 100% za mną w tym, że nie chcę więcej uginać karku, bo był świadkiem wielu sytuacji i wie, dlaczego tego nie zrobię. Mówi, że nie chce jeszcze wciągać dzieci w sam środek tego g*wna. Dlatego to dla mnie takie trudne, bo z jednej strony mąż mnie wspiera, a z drugiej widzę, że cały czas jest rozerwany.

mamaGutka bardzo Ci współczuję trudnej sytuacji, mam podobną. Gdyby wyciaganie reki i przepraszanie tesciow za nic, dawalo jakiś efekt to nie byloby tylu tematów na forum o konfliktach. Aby to zrozumieć trzeba to przeżyć, ja wytrzymałam 6 lat poniżania mnie i mojej rodziny. Efekt zaniżona samoocena, leki. To nie są łatwe sprawy wiec rady w stylu "schowaj dumę do kieszeni" może dać tylko ktoś kto nie ma bladego pojęcia czym jest znęcanie psychiczne.

Też byłam na lekach. Najgorsze było dla mnie bagatelizowanie problemu i rady w stylu: usiądź z nimi przy herbacie i porozmawiaj, kiedy masz wrażenie, że stoisz przed ścianą, a w około słyszysz, że przecież nic się złego nie dzieje. To nie mija z czasem, może słabnie i człowiek się do tego przyzwyczaja, ale bezsilność i bezradność bywa obezwładniająca.

Dobrze, że mąz cie nie zmusza do kontaktu "bo to dziadkowie". Moj niestety ciagle napomina, że powinnam zagryzac zeby. Jesli tak dalej pojdzie to zapewne skonczy się to rozwodem, bo ja wsparcia w mezu az takiego nie mam. Od 7 miesiecy z nimi nie rozmawiamy, maż lojalnie tez sie nie kontaktuje ale za 2 miesiące rodzi sie nasze pierwsze dziecko i nie wiem co wtedy bedzie. Chyba nastąpi sprawdzian naszego młodego małżeństwa.

15

Odp: rodzina męża
Cynicznahipo napisał/a:
mamaGutka napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

Poza tym, przecież jest wzmianka o tym, że mąż chce, by jeździli razem, ale to Autorka nie chce, bo... nie wiem, urażona duma?

Gdzie jest taka wzmianka, jeśli łaska?

A nawet jeśli urażona duma, to co? Mam ją schować do kieszeni? To ulubione określenie mojej teściowej: wg niej wszyscy poza nimi powinni schować sobie dumę do kieszeni, a nerwy do konserwy. Gratuluję.

Bardzo zbulwersował mnie Twój wpis. Tak samo ja nie chcę iść tam, jak i oni do nas. Ja telefonu z ręki teściowej nie wytrącałam, żeby nie dzwoniła do syna, nie kazałam jej wystawiać go za drzwi, kiedy go wyrzucała z rodzinnego domu, bo odważył się wspomnieć o mnie, tak jak nie kazałam jej popsuć nam opinii w rodzinie. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że dorosły i odpowiedzialny człowiek łączy ze swoim działaniem skutki, jakie tym działaniem może wywołać. Moja teściowa bardzo źle mnie oceniła, bo nie jestem osobą, która kładzie po sobie uszy, bo tak wypada, a tego się spodziewała. Jednocześnie odtrącała swojego syna przez długie lata (to jest działanie). Wywołało to taki skutek, jaki opisałam.

Trudno, prawda z reguły bulwersuje. Ja nie przebieram w słowach, co nie znaczy, że chciałam Cię skrzywdzić/urazić.
W takim razie, na jaką pomoc liczyć i jakiego rozwiązania problemu szukasz, skoro nie chcesz ustąpić, a wiesz, że teście też nie ustąpią?
Nic się nie zmieni i dalej będzie Cię to gryzło.

Życzę Ci jak najlepiej.

P.S BłękitnyPacyfik, a nie przyszło Ci do głowy, że skoro wypowiadam się w temacie, to być może byłam/jestem w podobnej sytuacji i u mnie wyciągnięcie ręki podziałało? To, że mam inne zdanie od Ciebie, to nie znaczy, że niczego w życiu nie przeżyłam. Pozdrawiam.

To że u ciebie podziałało wyciagniecie reki to oznacza, że nie bylo znecania psychicznego. Dajesz rady na podstawie kłotni, a sprawa dotyczy wieloletniego znęcania. Nie bagatelizuj tego, tylko poczytaj o tym mechanizmie skoro czujesz potrzebe udzielania porad w tym zakresie.

16

Odp: rodzina męża
Cynicznahipo napisał/a:
mamaGutka napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

Poza tym, przecież jest wzmianka o tym, że mąż chce, by jeździli razem, ale to Autorka nie chce, bo... nie wiem, urażona duma?

Gdzie jest taka wzmianka, jeśli łaska?

A nawet jeśli urażona duma, to co? Mam ją schować do kieszeni? To ulubione określenie mojej teściowej: wg niej wszyscy poza nimi powinni schować sobie dumę do kieszeni, a nerwy do konserwy. Gratuluję.

Bardzo zbulwersował mnie Twój wpis. Tak samo ja nie chcę iść tam, jak i oni do nas. Ja telefonu z ręki teściowej nie wytrącałam, żeby nie dzwoniła do syna, nie kazałam jej wystawiać go za drzwi, kiedy go wyrzucała z rodzinnego domu, bo odważył się wspomnieć o mnie, tak jak nie kazałam jej popsuć nam opinii w rodzinie. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że dorosły i odpowiedzialny człowiek łączy ze swoim działaniem skutki, jakie tym działaniem może wywołać. Moja teściowa bardzo źle mnie oceniła, bo nie jestem osobą, która kładzie po sobie uszy, bo tak wypada, a tego się spodziewała. Jednocześnie odtrącała swojego syna przez długie lata (to jest działanie). Wywołało to taki skutek, jaki opisałam.

Trudno, prawda z reguły bulwersuje. Ja nie przebieram w słowach, co nie znaczy, że chciałam Cię skrzywdzić/urazić.
W takim razie, na jaką pomoc liczyć i jakiego rozwiązania problemu szukasz, skoro nie chcesz ustąpić, a wiesz, że teście też nie ustąpią?
Nic się nie zmieni i dalej będzie Cię to gryzło.

Życzę Ci jak najlepiej.

P.S BłękitnyPacyfik, a nie przyszło Ci do głowy, że skoro wypowiadam się w temacie, to być może byłam/jestem w podobnej sytuacji i u mnie wyciągnięcie ręki podziałało? To, że mam inne zdanie od Ciebie, to nie znaczy, że niczego w życiu nie przeżyłam. Pozdrawiam.

Prawda? Chyba Twoja prawda. Fajnie, że być może komuś się udało załagodzić sprawę wyciągnięciem ręki - u mnie to sprawę niestety pogorszyło.

Owszem, w kwestii teściów tym razem i na dzień dzisiejszy nie mam zamiaru ustąpić i nie szukam tu kogoś, kto mnie przekona, że uśmiech, ciasto i herbatka załatwią sprawę, która smrodzi od prawie dekady. Gdyby to było takie proste, to upiekłabym teściowej 5-piętrowy tort, kawę sprowadziłabym z Brazylii, a herbatę z Chin.

Napisałam przecież, że chcę się wygadać, że sądzę, że problem w kontekście sytuacji rodzinnej leży na linii mąż - ja i dotyczy naszego postrzegania pewnych spraw, że nie wiem, czy faktycznie jest problem, czy go wyolbrzymiam. Napisałam, że są przypadki, jak z tym 'zgubionym' zaproszeniem, że nie wiem, jak się w takiej sytuacji zachować.

17

Odp: rodzina męża
BłękitnyPacyfik napisał/a:

Dobrze, że mąz cie nie zmusza do kontaktu "bo to dziadkowie". Moj niestety ciagle napomina, że powinnam zagryzac zeby. Jesli tak dalej pojdzie to zapewne skonczy się to rozwodem, bo ja wsparcia w mezu az takiego nie mam. Od 7 miesiecy z nimi nie rozmawiamy, maż lojalnie tez sie nie kontaktuje ale za 2 miesiące rodzi sie nasze pierwsze dziecko i nie wiem co wtedy bedzie. Chyba nastąpi sprawdzian naszego młodego małżeństwa.

Wiesz, dziecko czasem wszystko zmienia. Zobaczysz i reakcje męża, i teściów, może pojawienie dziecka ociepli relacje? Absolutnie nie będę Cię utwierdzać w tym, żeby tych relacji nie było w ogóle - to wbrew pozorom wiele komplikuje i wcale nie jest łatwe dla nikogo, szczególnie, gdy są dzieci. Z drugiej strony, każda sytuacja jest względna. To co może mi nie przeszkadzać, Ciebie może doprowadzać do furii i odwrotnie. Przychodzi moment, kiedy ma się już dość boksowania, słownych przepychanek, komentarzy, wbijania szpil i się wyłącza z takiego życia. Może ta chwila separacji z teściami dobrze wszystkim zrobi? Może im też da do myślenia. Sami z mężem musicie tą sprawę przedyskutować i zobaczyć, jak będą reagować teściowie.

Mąż mnie do niczego nie zmusza. Kiedyś naciskał, jeszcze przed 1 ciążą, dlatego wyciągnęłam do nich rękę i jak to określili sami - odkreśliłam grubą kreską, co było. Tylko ja. Wtedy właśnie przestał naciskać, jak teściowie nie dość, że wrócili do punktu wyjścia, to jeszcze pozwalali sobie na więcej. Jak konflikt eskalował stanął po mojej stronie.

Dzieci wiedzą, że mają dziadków, chociaż ich nie znają. Na ten temat rozmawia z nimi mąż, ja się w to nie wtrącam.

18

Odp: rodzina męża

mamoGutka, wyda je mi się, że Cyniczna ma rację. Już piszę dlaczego.
Przede wszystkim, żeby nie było, że nie wiem, o czym mówię. Moja szwagierka bardzo lubiła mi powtarzać, że jej mamusia, mnie nie lubi, że najlepiej, jakbym zniknęła, że wszyscy w rodzinie mnie nie cierpią itd. Miałam problem, bo z nimi mieszkałam i dowody braku sympatii widziałam cały czas.
Po drugie - miałam bardzo, ale to bardzo głęboko, co one o mnie myślą. Tak samo jak mam gdzieś, to co myślą o mnie ludzie w ogólności. Poza tym nie jestem pamiętliwa. Niemal od razu zapominam krzywdy. Życie jest za krótkie i zbyt piękne, żeby się takimi rzeczami przejmować. Wiem, ty chciałaś mieć dużą rodzinę, chciałaś sielankowego wigilijnego stołu, ale nie masz i to nie ze swojej winy. Masz więc jedno wyjście: schować sobie dumę i wpaść raz na święta z całą rodziną do teściów. Powiedz mi, dlaczego uważasz, że to właśnie teściowie powinni pierwsi wyciągnąć rękę do zgody? A jeśli to są starsi ludzie, to naprawdę nie wymagaj od nich, że się zmienią, że zrozumieją itp. Bo tak nie będzie, choćby nie wiem co. Ty dla nich zawsze będziesz "ta zła", ale możesz im pokazać, że jesteś człowiekiem, któremu jak plują w twarz, to mówi, że deszcz pada.
Myślę też, że za swoje emocje odpowiadasz wyłącznie ty sama. One wynikają z myślenia, a je można zmienić. Jeśli boli cię ich zachowanie, jeśli się tym zadręczasz - to robisz to ty, nie oni. Reakcje na cudze działania można w sobie wyćwiczyć. Kiedyś byłam wyjątkowo przewrażliwiona na swoim punkcie, ale popracowałam nad tym i zmieniłam to. To tak jak twój mąż: mówi, że ma to gdzieś i mimo to do nich jeździ. O wypracowanie takiej postawy mi chodzi. I nie oczekuj, że wszyscy będą cię zawsze akceptowali. Mają święte prawo nie akceptować, a ty możesz zwyczajnie to olać.

19

Odp: rodzina męża

Zgadzam się z Cyniczną, że każdy ma prawo się wypowiadać na forum.
Niestety reszta wypowiedzi mnie nie przekonuje.

Moje relacje z tesciową i szwagierką trwały 20 lat. Były jak na karuzeli z tym, że to ja i mąż przepraszalismy za nie wiem za co. Pewnie robilibysmy tak nadal bo ja jestem uległa, szybko wybaczam i staram się zapominać. Niestety obie posunęły się tak daleko, że zerwałam kontakty.

Boli mnie to, nie zasłużylam sobie na takie coś ale ile można chować dumę do kieszeni? Moje dzieci już są duże, nie rozumiały dlaczego przepraszam.

Więc jeśli nadal miałyby nasze kontakty tak wyglądać, to chyba lepiej, nawet ze względu na dzieci, że ích już nie ma.

Mąź oczywiście kontaktuje się ze swoją rodziną, czasem dzwoni, czasem jeździ. Z tego co się zorientowałam poruszają tematy typu pogoda, polityka, dalsza rodzina. Kontaktów mu nie zabraniam i nie zamierzam. Po co?

Piszę, dlatego że nie zawsze i nie za wszelką cenę da się żyć w zgodzie. Niektórzy chyba wzmacniają się w swarach, kłótniach, wbijaniu szpil, manipulowaniu i do tego robienia z siebie ofiary.

Pozdrawiam

20 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-01-16 15:20:08)

Odp: rodzina męża
BłękitnyPacyfik napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:
mamaGutka napisał/a:

Gdzie jest taka wzmianka, jeśli łaska?

A nawet jeśli urażona duma, to co? Mam ją schować do kieszeni? To ulubione określenie mojej teściowej: wg niej wszyscy poza nimi powinni schować sobie dumę do kieszeni, a nerwy do konserwy. Gratuluję.

Bardzo zbulwersował mnie Twój wpis. Tak samo ja nie chcę iść tam, jak i oni do nas. Ja telefonu z ręki teściowej nie wytrącałam, żeby nie dzwoniła do syna, nie kazałam jej wystawiać go za drzwi, kiedy go wyrzucała z rodzinnego domu, bo odważył się wspomnieć o mnie, tak jak nie kazałam jej popsuć nam opinii w rodzinie. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że dorosły i odpowiedzialny człowiek łączy ze swoim działaniem skutki, jakie tym działaniem może wywołać. Moja teściowa bardzo źle mnie oceniła, bo nie jestem osobą, która kładzie po sobie uszy, bo tak wypada, a tego się spodziewała. Jednocześnie odtrącała swojego syna przez długie lata (to jest działanie). Wywołało to taki skutek, jaki opisałam.

Trudno, prawda z reguły bulwersuje. Ja nie przebieram w słowach, co nie znaczy, że chciałam Cię skrzywdzić/urazić.
W takim razie, na jaką pomoc liczyć i jakiego rozwiązania problemu szukasz, skoro nie chcesz ustąpić, a wiesz, że teście też nie ustąpią?
Nic się nie zmieni i dalej będzie Cię to gryzło.

Życzę Ci jak najlepiej.

P.S BłękitnyPacyfik, a nie przyszło Ci do głowy, że skoro wypowiadam się w temacie, to być może byłam/jestem w podobnej sytuacji i u mnie wyciągnięcie ręki podziałało? To, że mam inne zdanie od Ciebie, to nie znaczy, że niczego w życiu nie przeżyłam. Pozdrawiam.

To że u ciebie podziałało wyciagniecie reki to oznacza, że nie bylo znecania psychicznego. Dajesz rady na podstawie kłotni, a sprawa dotyczy wieloletniego znęcania. Nie bagatelizuj tego, tylko poczytaj o tym mechanizmie skoro czujesz potrzebe udzielania porad w tym zakresie.

Skąd wiesz, co u mnie było, a co nie, skoro żadnych szczegółów nie opisałam? Masz kulę kryształową?
Na podstawie kłótni? Skąd Ty wzięłaś te informacje?

Przestań sobie dopowiadać, bo nie trafiłaś - z niczym.

Dzięki, Emilio, za ten post - o to właśnie mi chodziło i taki miał być przekaz mojej wypowiedzi.
Niestety, nie potrafię często wyrazić ładnie i czytelnie tego, o co mi chodzi - naprawdę niechcący.

Piesek, pośrednio zgadzam się z tym, co piszesz. Ale równolegle uważam, że warto próbować, jeżeli stawką jest spokój i szczęście.

21

Odp: rodzina męża
Emilia napisał/a:

Myślę też, że za swoje emocje odpowiadasz wyłącznie ty sama. One wynikają z myślenia, a je można zmienić. Jeśli boli cię ich zachowanie, jeśli się tym zadręczasz - to robisz to ty, nie oni. Reakcje na cudze działania można w sobie wyćwiczyć. Kiedyś byłam wyjątkowo przewrażliwiona na swoim punkcie, ale popracowałam nad tym i zmieniłam to. To tak jak twój mąż: mówi, że ma to gdzieś i mimo to do nich jeździ. O wypracowanie takiej postawy mi chodzi. I nie oczekuj, że wszyscy będą cię zawsze akceptowali. Mają święte prawo nie akceptować, a ty możesz zwyczajnie to olać.

Bez przesady, moi teściowie nie mają po 70 lat, to sprawni, pracujący ludzie. Prawda, mają święte prawo mnie nie akceptować, ale ja też mam takie prawo. Dlaczego mi się go odmawia? Pogodziłam się z tym, że moje oczekiwania co do serdecznych relacji z teściami się minęły z rzeczywistością i nie spodziewam się po nich już niczego.

Dziękuję za to, co zacytowałam wyżej. Nigdzie tego nie ukrywałam, że to ja, nie oni, czy mąż, mam problem w głowie, bo nie wiem, czy mój mąż zachowuje się w tej sytuacji w porządku. I po 2: co zrobić w sytuacji, jak ta z zaproszeniem?

22

Odp: rodzina męża
piesek17x napisał/a:

Zgadzam się z Cyniczną, że każdy ma prawo się wypowiadać na forum.

Tak, każdy ma prawo się wypowiadać, a nie atakować, a tak odebrałam pierwszy wpis Cynicznej..

Sytuacje są różne, przysłowiowe mleko się rozlało i nie ma co tu debatować na ten temat. Moralna ani inna ocena samej sytuacji z teściami mnie w zasadzie nie interesuje. Każdy ma swoją historię i każdy podejmuje decyzje, które uważa za najwłaściwsze dla siebie. Czekam na jakieś wskazówki, jak się zachować w tej konkretnej sytuacji z wstrzymywaniem zaproszeń.

23

Odp: rodzina męża
Cynicznahipo napisał/a:

Ale równolegle uważam, że warto próbować, jeżeli stawką jest spokój i szczęście.

Zgadzam się z Tobą. Warto próbować, jak tylko się widzi szansę, ale nigdy za wszelką cenę. To naprawdę nic fajnego, jak się ma tak skopane relacje z teściami.

24 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-01-16 15:36:28)

Odp: rodzina męża
mamaGutka napisał/a:
piesek17x napisał/a:

Zgadzam się z Cyniczną, że każdy ma prawo się wypowiadać na forum.

Tak, każdy ma prawo się wypowiadać, a nie atakować, a tak odebrałam pierwszy wpis Cynicznej..

Sytuacje są różne, przysłowiowe mleko się rozlało i nie ma co tu debatować na ten temat. Moralna ani inna ocena samej sytuacji z teściami mnie w zasadzie nie interesuje. Każdy ma swoją historię i każdy podejmuje decyzje, które uważa za najwłaściwsze dla siebie. Czekam na jakieś wskazówki, jak się zachować w tej konkretnej sytuacji z wstrzymywaniem zaproszeń.

To nie był atak, ja po prostu mam taki styl pisania, nad którym nie zawsze potrafię zapanować.
Przepraszam, jeśli Cię uraziłam, nie taka była moja intencja. Ale już to pisałam.

Wiesz, ja to widzę tak - przychodzisz na forum ze swoją historią, więc najwidoczniej ona Ci dokucza, męczy. Podsuwamy Ci więc rozwiązanie, którego nie chcesz zaakceptować - ok.

Ale odpowiedz tak szczerze - zależy Ci na poprawie relacji z teściami, czy nie? Bo jeśli tak, to powinnaś rozważyć to, co pisałam ja i Emilia. Teściowie nie będą żyć wiecznie. Chyba, że Ci nie zależy - to wtedy nie rozumiem, po co w ogóle ten wątek.

mamaGutka napisał/a:

Zgadzam się z Tobą. Warto próbować, jak tylko się widzi szansę, ale nigdy za wszelką cenę. To naprawdę nic fajnego, jak się ma tak skopane relacje z teściami.

I tu się różnimy, bo ja próbuję do skutku, jeśli mi na czymś zależy, szczególnie, jeśli to dotyczy mojej rodziny.
Czasem muszę zagryźć zęby, a potem płaczę w ukryciu, ale jak widzę uśmiech mojego dziecka, to wiem, że warto.
Bo dzieci nie są winne, że dorośli się dogadać nie mogą.

25

Odp: rodzina męża

Emilia dlaczego uwaźasz, źe gdy ktoś pluje należy udawać, iż deszcz pada?
Nawet za wszelką cenę? A gdzie godność? W imię czego dawać się tak poniźać?

Ja mam míękkie serce niestety dupy twardej nie mam i tego w sobie nie zmienię.

MamaGutka, może nie roztrząsaj tematu tego nieszczęsnego zaproszenia. Czy ta sprawa jest tak samo ważna dla Twojego męża tak jak dla Ciebie?

Oj wiele dzieje się w naszych głowach, święta prawda.

26

Odp: rodzina męża
piesek17x napisał/a:

Emilia dlaczego uwaźasz, źe gdy ktoś pluje należy udawać, iż deszcz pada?
Nawet za wszelką cenę? A gdzie godność? W imię czego dawać się tak poniźać?

To zależy, czy Autorce zależy, czy nie. Bo jeśli zależy, to warto. I to się na pewno zwróci. A nawet, jeśli nie, to przynajmniej będzie miała satysfakcję, że sobie niczego nie może zarzucić. To też jest ważne.

27

Odp: rodzina męża
Cynicznahipo napisał/a:

Wiesz, ja to widzę tak - przychodzisz na forum ze swoją historią, więc najwidoczniej ona Ci dokucza, męczy. Podsuwamy Ci więc rozwiązanie, którego nie chcesz zaakceptować - ok.

Ale odpowiedz tak szczerze - zależy Ci na poprawie relacji z teściami, czy nie? Bo jeśli tak, to powinnaś rozważyć to, co pisałam ja i Emilia. Teściowie nie będą żyć wiecznie. Chyba, że Ci nie zależy - to wtedy nie rozumiem, po co w ogóle ten wątek.

Jakby mi nie zależało, to bym nie pisała, to chyba jasne. Niestety oni się zawzięli, a iść po to, żeby na oczach dzieci wylecieć za drzwi pod byle pretekstem, to nie bardzo mi się widzi. Ja wiem, że proponowane rozwiązanie jest jedynym rozsądnym i to nie tak, że je odrzucam, bo mam focha na teściów i czekam na specjalne zaproszenie. Jeśli byłaby chęć z drugiej strony, jakaś iskra nadziei, że to MOŻE się udać, to znowu bym pewnie ten kontakt podtrzymywała. Niestety, nie ma takich chęci - zostało to powiedziane wprost i niewybrednych słowach. Jak można spodziewać się po mnie w takiej sytuacji innego zachowania? Pisałam już, że problem jest złożony, a kroki, które podjęłam były po rozmowie z psychologiem.

Pytam ponownie: co zrobić w sytuacji nieprzekazywania zaproszeń? Czy w ogóle coś robić?

28

Odp: rodzina męża
mamaGutka napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

Wiesz, ja to widzę tak - przychodzisz na forum ze swoją historią, więc najwidoczniej ona Ci dokucza, męczy. Podsuwamy Ci więc rozwiązanie, którego nie chcesz zaakceptować - ok.

Ale odpowiedz tak szczerze - zależy Ci na poprawie relacji z teściami, czy nie? Bo jeśli tak, to powinnaś rozważyć to, co pisałam ja i Emilia. Teściowie nie będą żyć wiecznie. Chyba, że Ci nie zależy - to wtedy nie rozumiem, po co w ogóle ten wątek.

Jakby mi nie zależało, to bym nie pisała, to chyba jasne. Niestety oni się zawzięli, a iść po to, żeby na oczach dzieci wylecieć za drzwi pod byle pretekstem, to nie bardzo mi się widzi. Ja wiem, że proponowane rozwiązanie jest jedynym rozsądnym i to nie tak, że je odrzucam, bo mam focha na teściów i czekam na specjalne zaproszenie. Jeśli byłaby chęć z drugiej strony, jakaś iskra nadziei, że to MOŻE się udać, to znowu bym pewnie ten kontakt podtrzymywała. Niestety, nie ma takich chęci - zostało to powiedziane wprost i niewybrednych słowach. Jak można spodziewać się po mnie w takiej sytuacji innego zachowania? Pisałam już, że problem jest złożony, a kroki, które podjęłam były po rozmowie z psychologiem.

Pytam ponownie: co zrobić w sytuacji nieprzekazywania zaproszeń? Czy w ogóle coś robić?

Nie opisujesz wszystkiego, więc nie możemy się odnieść do wszystkiego. Możliwe, że doradziłabym inaczej, gdybym znała wszelkie szczegóły. Na podstawie tego, co napisałaś, nadal podtrzymuję to, co pisałam wcześniej.

W sprawie zaproszeń jedyne, co możesz zrobić/lub Twój mąż, to poprosić każdego z rodziny, by kontaktowali się z Wami bezpośrednio. Nie musicie tłumaczyć, dlaczego.

29

Odp: rodzina męża
piesek17x napisał/a:

Emilia dlaczego uwaźasz, źe gdy ktoś pluje należy udawać, iż deszcz pada?
Nawet za wszelką cenę? A gdzie godność? W imię czego dawać się tak poniźać?

Ja mam míękkie serce niestety dupy twardej nie mam i tego w sobie nie zmienię.

MamaGutka, może nie roztrząsaj tematu tego nieszczęsnego zaproszenia. Czy ta sprawa jest tak samo ważna dla Twojego męża tak jak dla Ciebie?

Oj wiele dzieje się w naszych głowach, święta prawda.

Zaproszenie to świeża sprawa, ale takich było znacznie więcej. Mąż się wściekł i chce zrobić z tego jatkę, a ja nie wiem, czy w ogóle warto, czy tego nie olać i tyle. Tylko że to znowu przyschnie i kolejny smrodek do kupy g**a dołożymy.

30

Odp: rodzina męża
Cynicznahipo napisał/a:
mamaGutka napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

Wiesz, ja to widzę tak - przychodzisz na forum ze swoją historią, więc najwidoczniej ona Ci dokucza, męczy. Podsuwamy Ci więc rozwiązanie, którego nie chcesz zaakceptować - ok.

Ale odpowiedz tak szczerze - zależy Ci na poprawie relacji z teściami, czy nie? Bo jeśli tak, to powinnaś rozważyć to, co pisałam ja i Emilia. Teściowie nie będą żyć wiecznie. Chyba, że Ci nie zależy - to wtedy nie rozumiem, po co w ogóle ten wątek.

Jakby mi nie zależało, to bym nie pisała, to chyba jasne. Niestety oni się zawzięli, a iść po to, żeby na oczach dzieci wylecieć za drzwi pod byle pretekstem, to nie bardzo mi się widzi. Ja wiem, że proponowane rozwiązanie jest jedynym rozsądnym i to nie tak, że je odrzucam, bo mam focha na teściów i czekam na specjalne zaproszenie. Jeśli byłaby chęć z drugiej strony, jakaś iskra nadziei, że to MOŻE się udać, to znowu bym pewnie ten kontakt podtrzymywała. Niestety, nie ma takich chęci - zostało to powiedziane wprost i niewybrednych słowach. Jak można spodziewać się po mnie w takiej sytuacji innego zachowania? Pisałam już, że problem jest złożony, a kroki, które podjęłam były po rozmowie z psychologiem.

Pytam ponownie: co zrobić w sytuacji nieprzekazywania zaproszeń? Czy w ogóle coś robić?

Nie opisujesz wszystkiego, więc nie możemy się odnieść do wszystkiego. Możliwe, że doradziłabym inaczej, gdybym znała wszelkie szczegóły. Na podstawie tego, co napisałaś, nadal podtrzymuję to, co pisałam wcześniej.

W sprawie zaproszeń jedyne, co możesz zrobić/lub Twój mąż, to poprosić każdego z rodziny, by kontaktowali się z Wami bezpośrednio. Nie musicie tłumaczyć, dlaczego.

Na szczegóły to by mi dnia i nocy brakło wink. Poza tym nie chcę już do tego tak szczegółowo wracać.

31 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-01-16 15:52:28)

Odp: rodzina męża
mamaGutka napisał/a:
piesek17x napisał/a:

Emilia dlaczego uwaźasz, źe gdy ktoś pluje należy udawać, iż deszcz pada?
Nawet za wszelką cenę? A gdzie godność? W imię czego dawać się tak poniźać?

Ja mam míękkie serce niestety dupy twardej nie mam i tego w sobie nie zmienię.

MamaGutka, może nie roztrząsaj tematu tego nieszczęsnego zaproszenia. Czy ta sprawa jest tak samo ważna dla Twojego męża tak jak dla Ciebie?

Oj wiele dzieje się w naszych głowach, święta prawda.

Zaproszenie to świeża sprawa, ale takich było znacznie więcej. Mąż się wściekł i chce zrobić z tego jatkę, a ja nie wiem, czy w ogóle warto, czy tego nie olać i tyle. Tylko że to znowu przyschnie i kolejny smrodek do kupy g**a dołożymy.

W tej całej sytuacji bardzo mi szkoda Twojego męża. Jest totalnie pod ścianą, z jednej strony rodzice, z drugiej Ty.
Godne podziwu jest też to, jak stoi za Tobą murem.

Rozumiem, że nie chcesz rozdrapywać ran. smile

32

Odp: rodzina męża
Cynicznahipo napisał/a:

I tu się różnimy, bo ja próbuję do skutku, jeśli mi na czymś zależy, szczególnie, jeśli to dotyczy mojej rodziny.
Czasem muszę zagryźć zęby, a potem płaczę w ukryciu, ale jak widzę uśmiech mojego dziecka, to wiem, że warto.
Bo dzieci nie są winne, że dorośli się dogadać nie mogą.

To ja już nie próbuję, a może już nie zależy mi aż tak bardzo? Nie wiem. Odpuściłam. Moje dzieci i tak są szczęśliwe, a my żyjemy dużo spokojniej; niczego dzieciom nie odebrałam - zainteresowania dziadków i tak od początku nie miały. A płakać w poduszkę już też nie mam zamiaru.

33

Odp: rodzina męża
Cynicznahipo napisał/a:
mamaGutka napisał/a:
piesek17x napisał/a:

Emilia dlaczego uwaźasz, źe gdy ktoś pluje należy udawać, iż deszcz pada?
Nawet za wszelką cenę? A gdzie godność? W imię czego dawać się tak poniźać?

Ja mam míękkie serce niestety dupy twardej nie mam i tego w sobie nie zmienię.

MamaGutka, może nie roztrząsaj tematu tego nieszczęsnego zaproszenia. Czy ta sprawa jest tak samo ważna dla Twojego męża tak jak dla Ciebie?

Oj wiele dzieje się w naszych głowach, święta prawda.

Zaproszenie to świeża sprawa, ale takich było znacznie więcej. Mąż się wściekł i chce zrobić z tego jatkę, a ja nie wiem, czy w ogóle warto, czy tego nie olać i tyle. Tylko że to znowu przyschnie i kolejny smrodek do kupy g**a dołożymy.

W tej całej sytuacji bardzo mi szkoda Twojego męża. Jest totalnie pod ścianą, z jednej strony rodzice, z drugiej Ty.
Godne podziwu jest też to, jak stoi za Tobą murem.

Rozumiem, że nie chcesz rozdrapywać ran. smile

Mi też jest go bardzo szkoda. To jeden z powodów, dlaczego myślę jeszcze o tej całej sprawie - inaczej olałabym tych ludzi dawno temu. Widzę, że jemu jest bardzo przykro, kiedy dowiaduje się po fakcie, że np.siostra chrzciła dziecko, jak nie wie, jak jej dziecko ma na imię... Na to mnie szlag trafia, bo sądzę, że takie odcięcie od rodziny to ma być dla niego forma kary, że jest za mną. A jest za mną, bo widział i słyszał, co się działo, brał w tym udział, walczył, przepychał się potem z nimi przez kolejne 4 lata, żeby te sprawy jakoś załagodzić. Z tamtej strony jest ciągłe NIE BO NIE. Wiem, widziałam, ile go to kosztowało i przeraża mnie to, że matka może tak traktować swoje dziecko. Mój mąż jest w gruncie rzeczy dobrym, spolegliwym człowiekiem, ale nawet on się w końcu poddał. Jakbym wiedziała, ile to nas oboje będzie to kosztowało, nie brałabym ślubu.

34

Odp: rodzina męża

Ja, nie powiem, nawet lubiłam dość długo swoich teściów, ale do czasu.
U mnie ,,namieszała" szwagierka, dlatego i kontakty z teściami zdecydowałam się zerwać. Pisałam o tym w moim wątku.
W moim przypadku nie widzę i nie wyobrażam sobie powrotu do ,,normalności" w stosunkach my - rodzina męża.

Mamo Gutka, tak jak napisała Cyniczna (wybacz Cyniczna, że znowu Cię biorę na tapetę), jedyne rozwiązanie to pytać o sprawy dalszej rodziny i w ten sposób być na bieżąco.

Faktycznie, szkoda twojego męża, ale myslę, że to niestety kolejny dowód, że to Twoi teściowie są zaciekli, widać to po tym, jak traktują własnego syna.

Moja teściowa powiedziała do mojego męża, kiedy nasz konflikt narósł i pękł, żeby nie odwracał się od swoich korzeni i pamietał, że jego gniazdo jest tam, nie ze mną i naszymi dziećmi... Za to nie przeprosiłam...

35

Odp: rodzina męża

Ciężka, bardzo ciężka sytuacja...
Nie wiem, co jeszcze mogę doradzić.

36

Odp: rodzina męża

Moim zdaniem autorko powinnas sie zdecydowac bo miotasz sie jak niewiadomo kto. Z jednej strony bowiem ta sytuacja dotyka najbardziej Twojego meza, ktory NA PEWNO to bardzo przezywa, nie ma praktycznie na to zadnego wplywu, a z drugiej strony piszesz ze razi cie jego biernosc? A co ma skoczyc im do gardla? O co Ci tak wlasciwie chodzi? Nie masz kontaktu z tamta rodzina, wina pewnie lezy po tamtej stronie, wlasciwie cale konsekwnecje ponosi Twoj maz i Ty jeszcze masz o wszystko pretensje?!!!! Wiesz ale wspolczuje Twojemu mezowi, podwojnie. Nie masz swojej rodziny? Maz i dzieci Ci nie wystarczaja? Czego oczekuejesz od takich zwykle powierzchownych kontaktow? Wtracania sie w wasze zycie? Nie macie znajomych? To sobie poznajcie. Rece opadaja jak sie co takiego czyta.

Powiem, tak, praktycznie nie ma mozliwosci zrobienia czegokolwiek. Mozecie ew. napisac listy z wyjasnieniami, prosba o zmiane zachowania, prosba o wyjasnienia do calej rodziny i kazdego z osobna. Jednak z praktyki wiem ze malo kto zareaguje i odpowie na cos takiego. Co do meza to przyjal on jedyna kompromisowa opcje, nie zrywajac kontaktu z rodzicami. A ze go nie powiadamiaja to on juz na to nie ma zadnego wplywu ale to jemu jest przykro i to on sie z tym meczy.

Kobieto, na to nie macie wplywu ale szokuje mnie co innego. Zamiast wspierac meza masz jakies pretensje nie wiadomo o co? Wez troche moze otrzezwiej bo rece opadaja.

37

Odp: rodzina męża
maniek_z_maniek napisał/a:

Moim zdaniem autorko powinnas sie zdecydowac bo miotasz sie jak niewiadomo kto. Z jednej strony bowiem ta sytuacja dotyka najbardziej Twojego meza, ktory NA PEWNO to bardzo przezywa, nie ma praktycznie na to zadnego wplywu, a z drugiej strony piszesz ze razi cie jego biernosc? A co ma skoczyc im do gardla? O co Ci tak wlasciwie chodzi? Nie masz kontaktu z tamta rodzina, wina pewnie lezy po tamtej stronie, wlasciwie cale konsekwnecje ponosi Twoj maz i Ty jeszcze masz o wszystko pretensje?!!!! Wiesz ale wspolczuje Twojemu mezowi, podwojnie. Nie masz swojej rodziny? Maz i dzieci Ci nie wystarczaja? Czego oczekuejesz od takich zwykle powierzchownych kontaktow? Wtracania sie w wasze zycie? Nie macie znajomych? To sobie poznajcie. Rece opadaja jak sie co takiego czyta.

Powiem, tak, praktycznie nie ma mozliwosci zrobienia czegokolwiek. Mozecie ew. napisac listy z wyjasnieniami, prosba o zmiane zachowania, prosba o wyjasnienia do calej rodziny i kazdego z osobna. Jednak z praktyki wiem ze malo kto zareaguje i odpowie na cos takiego. Co do meza to przyjal on jedyna kompromisowa opcje, nie zrywajac kontaktu z rodzicami. A ze go nie powiadamiaja to on juz na to nie ma zadnego wplywu ale to jemu jest przykro i to on sie z tym meczy.

Kobieto, na to nie macie wplywu ale szokuje mnie co innego. Zamiast wspierac meza masz jakies pretensje nie wiadomo o co? Wez troche moze otrzezwiej bo rece opadaja.

Mi też ręce opadły po tym komentarzu. Na co mam się zdecydować? Masakra, ludzie, co wy macie w głowach?? Moja rodzina, czy nasi znajomi nic tu do rzeczy nie mają. Od takich, jak to określasz zwykle powierzchownych kontaktów oczekiwałam, że w ogóle będą!! Co w tym nadzwyczajnego? Że ktoś nie będzie robił mi awantury, że dostałam lepszą pracę, albo że mamy zbyt wielu znajomych - tego oczekiwałam. Że ktoś pogodzi się z tym, że syn się ożenił. To chyba nic nadzwyczajnego.

Skąd wiesz, jakie mam relacje z mężem i jak z nim o tym rozmawiałam? Ty wiesz, że Ci się wydaje i tyle. Jakbym była zacietrzewioną stukniętą babą, to gwarantuję Ci, że mąż by nie stanął po mojej stronie. Po rozwodzie już by było dawno temu.

Łatwo powiedzieć WSPIERAJ. Czym wg Ciebie jest wsparcie w takiej sytuacji? To, że jest jak jest to też zasługa jego dawnej bierności i nie ma co tego ukrywać. I nie opowiadaj mi tu, jak to jemu jest przykro, jakbym o tym sama nie wiedziała. Kiedy ludzie mu mówili, żeby reagował on nie zrobił nic. Mnie wtedy też nie wspierał, bo był zupełnie bezradny i pogubiony.

38

Odp: rodzina męża

Mamo, nie denerwuj się, maniek na prawdę dobrze pisze.
Jeśli nawet doszłoby do kontaktów, to i tak prawdopodobnie nie byłyby, po tylu latach ciszy, prawdziwe i szczere. No bo jak? 8 lat dziadkowie nie interesują się Wami, wnukami, ostentacyjnie ,,zapominają" powiadamiać o ważnych rodzinnych wydarzeniach, a tu nagle miałoby się wszystko zmienić o 180 stopni?

Masz jeszcze swoich rodziców zapewne, więc dzieci posiadają dziadków, a że nie podwójnie, no cóż, róznie sie w życiu układa.

Wiem, że ta cała sytuacja Cie boli,  ja jestem świeżo po konflikcie z teściami, który rozegrał się w te wakacje, u Ciebie trwa to ładnych kilka lat.

Mój mąż także całkiem nie stanął za nami, pogadaliśmy, raczej stara sie unikać drażliwego tematu i ze mną i ze swoimi rodzicami. I jak napisałam wcześniej, nie wymagam, by zerwał z nimi całkiem kontakty, do niczego to by nie prowadziło.

Żyj swoim życiem Mamo, kochaj dzieci, męża, zajmij sie swoją rodziną, bliższą, dalszą, to nie koniec świata, uwierz.

39

Odp: rodzina męża
piesek17x napisał/a:

Mamo, nie denerwuj się, maniek na prawdę dobrze pisze.
Jeśli nawet doszłoby do kontaktów, to i tak prawdopodobnie nie byłyby, po tylu latach ciszy, prawdziwe i szczere. No bo jak? 8 lat dziadkowie nie interesują się Wami, wnukami, ostentacyjnie ,,zapominają" powiadamiać o ważnych rodzinnych wydarzeniach, a tu nagle miałoby się wszystko zmienić o 180 stopni?

Masz jeszcze swoich rodziców zapewne, więc dzieci posiadają dziadków, a że nie podwójnie, no cóż, róznie sie w życiu układa.

Wiem, że ta cała sytuacja Cie boli,  ja jestem świeżo po konflikcie z teściami, który rozegrał się w te wakacje, u Ciebie trwa to ładnych kilka lat.

Mój mąż także całkiem nie stanął za nami, pogadaliśmy, raczej stara sie unikać drażliwego tematu i ze mną i ze swoimi rodzicami. I jak napisałam wcześniej, nie wymagam, by zerwał z nimi całkiem kontakty, do niczego to by nie prowadziło.

Żyj swoim życiem Mamo, kochaj dzieci, męża, zajmij sie swoją rodziną, bliższą, dalszą, to nie koniec świata, uwierz.

Nie da się tych relacji teraz zmienić, wiem. Nawet, jeśli kiedyś zaistnieją, to i tak będą sztuczne. Dziadków dzieci mają, w ogóle jest ok, tylko TO się wlecze i wlecze, a teściowie nie dadzą nam po prostu spokoju. Nie tak dawno teściowa zrobiła mojemu mężowi awanturę, że on mi w czymś ustąpił! Chodziło o głupotę, kolejność pokojów do remontu, bo powiedział, że planujemy remont.. Usłyszał, że dla zasady nie może mi ustępować, bo powinien słuchać przede wszystkim jej i tym podobne głupoty. On wściekły wrócił i mi wszystkim opowiedział, no bo komu ma mówić. Trudno mi się nie denerwować w takich momentach. Zaznaczam, że ja z nimi kontaktu nie mam, mąż jeździ czasem i wraca przeważnie zły, bo znowu coś. Zastanawiam się, dlaczego oni nie odpuszczą, skoro nie chcą nas znać, dlaczego się nie wycofają. To też nie tak, że my o tym dyskutujemy, od 8 lat rozkładamy na czynniki pierwsze każde zdarzenie. Żyjemy swoim życiem, jesteśmy lubiani, mamy normalne relacje z ludźmi. Teściowie wracają raz na pół roku jak bumerangi i zawsze są nerwy.

40

Odp: rodzina męża

Każda sytuacja jest inna, niestety nie zawsze taka banalna rada jak wyciągniecie ręki na zgodę pomaga, gdyby to było takie łatwe...Większość synowych w tym ja, schowałabym dumę do kieszeni. Moi teściowie mają w zwyczaju poniżać i obrażac wlasne dzieci, nigdy nie udzielać im wsparcia, krytykować, obgadywać jednego syna na drugiego i tworzyć rywalizację miedzy nimi. Przychodzi synowa, wykształcona i niezależna, nie zgadza sie na takie traktowanie. I co tu zrobić, żeby ją zgnębić? Wmawiać wady, wyszukiwać kompleksy o ktorych nie ma pojęcia, wyśmiewać wykształcenie, wyśmiewać jej rodzinę. I co mam za to przepraszać? Ze mi się w życiu uklada? Po naszym weselu mieli przechować prezenty od gości, wszystkie koperty dotarły do nas puste. Jedyne co potrafią to śmiać się z porażek i je prowokować.

A propos dziecka, jak sie tesciowa dowiedziała ze się spodziewamy potomka to powiedziała "to juz 2 wnuk wiec juz się tak nie ciesze jak za pierwszym razem". Dlatego nie zgadzam się z tym usilnym wmawianiem zeby wyciagać reke.

41

Odp: rodzina męża
piesek17x napisał/a:

Emilia dlaczego uwaźasz, źe gdy ktoś pluje należy udawać, iż deszcz pada?
Nawet za wszelką cenę? A gdzie godność? W imię czego dawać się tak poniźać?

Ja mam míękkie serce niestety dupy twardej nie mam i tego w sobie nie zmienię.

MamaGutka, może nie roztrząsaj tematu tego nieszczęsnego zaproszenia. Czy ta sprawa jest tak samo ważna dla Twojego męża tak jak dla Ciebie?

Oj wiele dzieje się w naszych głowach, święta prawda.

Dla mnie to nie jest godność, a w każdym razie ja tego tak nie pojmuję. Dajesz się poniżać, bo chcesz. To ty myślisz, że jesteś poniżana, niezależnie od intencji drugiej strony.
To, jak nas ktoś traktuje świadczy wyłącznie o tej osobie, nigdy o nas samych. Jeżeli jesteśmy nadwrażliwe, to wszystko co się dzieje, co ktoś mówi/robi traktujemy osobiście. Spróbuj pozwolić innym być takimi, jakimi są, robić to, co robią i walcz sama ze sobą, żeby to nie miało wpływu na ciebie. Za wszelką cenę owszem - powinniśmy walczyć ze swoimi błędnymi przekonaniami na temat swój i świata.

Zmienisz wszystko, co będziesz chciała, jeśli będziesz nad sobą pracować. Trzeba tylko chcieć.

Cyniczna napisał/a:

Dzięki, Emilio, za ten post - o to właśnie mi chodziło i taki miał być przekaz mojej wypowiedzi.
Niestety, nie potrafię często wyrazić ładnie i czytelnie tego, o co mi chodzi - naprawdę niechcący.

Po prostu uważam, że masz rację i dlatego cię poparłam.
Wyrażasz się odpowiednio ładnie i czytelnie, i trochę ostro, co mi się akurat podoba wink.

mamaGutka napisał/a:

co zrobić w sytuacji, jak ta z zaproszeniem?

Porozmawiać z teściami i powiedzieć wprost, że nie życzycie sobie więcej takich akcji. Wszystkie zaproszenia mają przekazywać bezpośrednio wam, a jeśli z jakichś powodów nie chcą, to niech ich w waszym imieniu nie przyjmują. Zadzwonić do zapraszających i dać do zrozumienia, że przepraszacie za brak odzewu, ale zaproszenie do was nie dotarło, podobnie jak wszystkie inne.

42

Odp: rodzina męża

Emilia, rozumiem Twoj przekaz, ale jak w takim razie określisz post Błekitnego Pacyfika? Dziewczyna pisze, jak jest traktowana przez teściów, że jest poniżana, że wszystko jej jest umniejszane, czy TO też jej NADWRAŻLIWOŚĆ ? Jak w takim razie powinna sie zachowywać, jak odnosić do teściów, bo prawdopodobnie rozmowy były ale bez skutku.
Dla mnie jest  ohydne takie postępowanie teściowej, możesz to nazywać jak chcesz.

Wiesz, nie każdy ma takie podejście jak Ty.
I myślę, że część osób reaguje jak Błękita czy Mama.
Ja także.

U mnie do zerwania kontaktów z teściami doszło w wyniku manipulacji jakiej teściowa wraz ze szwagierka dopuściły się na mojej córce. Nie dość, że dokonały u dziecka prania mózgu, zohydzały dom rodzinny, to jeszcze ją poniżaly (zachowanie, wygląd córki) i obgadywały do dziecka mnie. Padały same najgorsze słowa (matka głupia, kura domowa, brzydka, o wyglądzie k..., zła matka i żona i wiele podobnych).
Do tego dołożyło sie totalne wtrącanie do mojej rodziny, chęć jej rozbicia, kontrolowanie. Podobnie jak o malowaniu mieszkania napisała Mama Gutka, kiedy to teściowa chciała u niej o wszystkim decydować.

Zapewniam Cię Emilio, że rozmowy w moim przypadku nie odniosły żadnego pozytywnego skutku, co wiecej wszystko obróciło się przeciwko mnie no i ONE nie będą się ZANIŻAĆ do mojego poziomu.

43 Ostatnio edytowany przez Emilia (2015-01-16 22:06:00)

Odp: rodzina męża

Wiem, że są różne sytuacje i że nie we wszystkich rozmowa podziała. Uważam jednak, że wieczne stawianie oporu, wykłócanie się, wymaganie czegokolwiek od teściów, chociażby szacunku to najlepsza droga do załamania nerwowego. Czasem jedynym rozsądnym działaniem jest odcięcie się totalne - czyli nie tylko olać, odpuścić, ale po prostu zaniechać kontaktu.

44

Odp: rodzina męża
piesek17x napisał/a:

U mnie do zerwania kontaktów z teściami doszło w wyniku manipulacji jakiej teściowa wraz ze szwagierka dopuściły się na mojej córce. Nie dość, że dokonały u dziecka prania mózgu, zohydzały dom rodzinny, to jeszcze ją poniżaly (zachowanie, wygląd córki) i obgadywały do dziecka mnie. Padały same najgorsze słowa (matka głupia, kura domowa, brzydka, o wyglądzie k..., zła matka i żona i wiele podobnych).

O tym właśnie mówi mój mąż. On nie prowadzi dzieci do teściów, żeby tego uniknąć, bo mówi, że właśnie tak by było: krytyka i przepytywanie dzieciaków z domowych, naszych spraw, mówienie, że mamy to się nie trzeba słuchać, bo mama jest głupia, nierówne traktowanie z dziećmi siostry itp.

45

Odp: rodzina męża
Emilia napisał/a:

Wiem, że są różne sytuacje i że nie we wszystkich rozmowa podziała. Uważam jednak, że wieczne stawianie oporu, wykłócanie się, wymaganie czegokolwiek od teściów, chociażby szacunku to najlepsza droga do załamania nerwowego. Czasem jedynym rozsądnym działaniem jest odcięcie się totalne - czyli nie tylko olać, odpuścić, ale po prostu zaniechać kontaktu.

Tak, wojowanie jest najgorszą z opcji. Nie dość, że nic nie zmienia, to tylko zaostrza konflikt do tego stopnia, że już nikt nie wie, o co tak naprawdę chodziło na początku. Uważam, że nie ma co udawać, że nic się nie dzieje, jak się zaczynają poważne problemy, tylko jasno i spokojnie razem, czy tylko przez męża próbować przedstawić swój punkt widzenia. Bez krzyków i awantur. Szanse też trzeba umieć dać, ale to też nie w nieskończoność.

46

Odp: rodzina męża
Emilia napisał/a:
mamaGutka napisał/a:

co zrobić w sytuacji, jak ta z zaproszeniem?

Porozmawiać z teściami i powiedzieć wprost, że nie życzycie sobie więcej takich akcji. Wszystkie zaproszenia mają przekazywać bezpośrednio wam, a jeśli z jakichś powodów nie chcą, to niech ich w waszym imieniu nie przyjmują. Zadzwonić do zapraszających i dać do zrozumienia, że przepraszacie za brak odzewu, ale zaproszenie do was nie dotarło, podobnie jak wszystkie inne.

Takie też rozwiązanie zaproponuję mężowi. Dziękuję.

47

Odp: rodzina męża

Czytałam wszystkie posty od początku, ale wypowiedź Emilii dotyczący nadwrażliwości, to przeszła samą siebie.. Udawać że to mnie nie dotyczy, jeśli ktoś mnie opluwa?! Co za podejście?! W imię czego tak dawać się poniżać?  Ja też miałam trudne relacje z teściową. Byłam znienawidzoną synową i taką do jej śmierci pozostałam. I uważam że nie powinnam mieć jakichś wyrzutów sumienia że z teściową zerwałam kontakt. To ją powinno zagryźć sumienie.

48 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-16 23:31:25)

Odp: rodzina męża
mamaGutka napisał/a:

/..../ mąż mówi, że ma to gdzieś, a i tak dzwoni i jeździ. Nie rozumiem tego, bo w nosie to on ma, jak teściowa wykręca numer, jak z tym zaproszeniem, po czym dzwoni tam, jak gdyby nigdy nic i wtedy już nie ma w nosie. Boli mnie np., jak idzie tam w święta, a nas zostawia gdzieś indziej. /.../
/.../

Powinnam zmienić tytuł posta, na problem z mężem hmm.

To nie jest problem z mężem - oczekujesz, że mąż będzie wychowywał rodziców, ale to z natury rzeczy nie udaje się. :-)

mamaGutka napisał/a:

/..../Przeszkadza mi jego bierność, kiedy teściowa jawnie "wstrzymuje" obieg zaproszenia, a on po porostu nie robi z tym nic. Przykro mi, że nie mamy normalnego kontaktu z rodziną męża, że moja teściowa nawet trochę nie postarała się o jakość naszych kontaktów,/.../

Jak pisałem - on tego nie zmieni - wydaje mi się, że teściowie są bardzo sztywni w swoich poglądach. Mąż próbuje funkcjonować tak aby zachować minimum dobrych stosunków z nimi a Ciebie ochronić - także przed nimi.

mamaGutka napisał/a:

/.../Mąż mówi, że teraz nic się nie dzieje i przesadzam, a dla mnie jest to książkowy przykład biernej agresji./.../

To typowy przykład biernej agresji a ty przesadzasz ;-) Uważam że mąż stara się być OK. Nie obwinia Ciebie o tą sytuację, nie zmusza abyś "pokochała" jego rodziców i tłumaczy, że się tym wszystkim nie przejmuje, żeby nie kłaść ci tego na głowę. Przecież nie wypnie się na swoją matkę i ojca za to że są niereformowalni.

mamaGutka napisał/a:

/.../ Gdybym wiedziała, że relacje z rodziną męża będą, jakie są, to bym nie wyszła za niego;

Ała :-(
Mnie to zabolało a nie jestem nim. On nie ma wpływu na to jakich ma rodziców.
Jak COKOLWIEK może być ważniejsze od tego KIM JEST?


mamaGutka napisał/a:

te problemy zaczęły się już po ślubie. Mam wrażenie, że to jakaś chora matnia, że ci ludzie żywią się swoją agresją i nie odpuszczą, żeby nie wiem co i będą nas tak nękać. /.../

Jak nie odpuszczą to "umrą w nienawiści". Krzyż im na drogę.

49

Odp: rodzina męża

"Gdybym wiedziała, że relacje z rodziną męża będą, jakie są, to bym nie wyszła za niego;"

Kolejna kobieta dla której najwazniejsza jest nie milosc tylko układ rodzinno-malzenski, realizacja celu. Witaj w gronie 79%.

50 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-01-17 14:08:54)

Odp: rodzina męża

A może prościej byłoby powiedzieć KTO nie jest Twoim wrogiem?
Teściowie bankowo, mąż nie bez winy, bo BYŁ bierny, hipiczna, bo rąbie prawdę w oczy, (A TY BYŁAŚ UPRZEJMA uznać to za atak) maniek bo pokazuje na kim złość antagonistów najbardziej się odbija...
Wszyscy źli i się sprzysięgli? Pewnie jeszcze inni, że mogą popierać słowa Hipicznej bądź Mańka. To ja też!
Bo ja w tę jednostronną winę nie wierzę.
Za to wierzę w zapiekłą złość obu stron, tudzież ich polsko-katolicki upór w trwaniu przy swoim wink
Wyjście? - UTOPIA
tylko czekać aż pomrą - bo o zmarłych nie mówi się źle. A może już mówi...?

EXTRA_terrestrial napisał/a:
mamaGutka napisał/a:

te problemy zaczęły się już po ślubie. Mam wrażenie, że to jakaś chora matnia, że ci ludzie żywią się swoją agresją i nie odpuszczą, żeby nie wiem co i będą nas tak nękać. /.../

Jak nie odpuszczą to "umrą w nienawiści". Krzyż im na drogę.

Cytuje tylko kawałeczek, ale uważam CAŁY powyższy wpis za głos rozsądku smile
Bo do tanga trzeba dwojga... a gdy jakieś tam "DWIE strony" się uprą to tylko "golono-strzyżono" i najwięcej dostaje po d... ten pomiędzy nimi wink

51 Ostatnio edytowany przez kicur (2015-01-17 14:42:47)

Odp: rodzina męża

Nie wracajcie do pierwszych postów teraz autorka chyba się przebudziła. Nie pisze źle o mężu.
maniek_z_maniek skąd te dane ?
Zwróć uwagę na inny aspekt mianowicie nas mężczyzn teściowie traktują lepiej z zasady. Ba nie rzadko faworyzują a od córki wymagają więcej(jej potknięcia potknięcia to często wielka awantura.Bierz to pod uwagę.
Ja jakbyście chcieli wiedzieć mam inny problem mianowicie moja babcia faworyzuje ciągle syna chama, skąpca, głupca dla mnie wujka. Kogoś kto pracując za komuny za granicą zarabiał majątek i który wszystko przepił. Prezenty brał pchał się wręcz na spotkania bo wiedział ze dostaje a sam grosza nie dał ani razu. Matka mojej matki babcia , on nakłamał mojej cioci że nie dostał a potem jeszcze okazało się że już dawno znalazł prace i robi na czarno. Nasza rodzina dała naszej babci pieniądze po odprawie mego ojca a ona dała wszystko synowi choć to było dla niej...
Przepisanie mieszkania na mnie by szantażować moją matkę opieką bo ona biedna przewróciła się i już z łóżka nie wstaje> manipulacje opiekunkom oraz matką, siostrą(która olała matkę za brak spadku)mające na celu skłócenie ich. Gdyby mnie nie było to by spadek dostał jej synek tak kiedyś wprost powiedziała mojej matce. Która zawsze jest tą gorsza a opiekuje się ją owszem mówi starucha próchno ale tylko mi i siostrze która mówi staruszka a ma w d matkę. A matka zawsze może liczyć na nią. Co do teściowej to ona stoi częściej po mojej stronie nawet jak rację są bardziej po stronie mojej żony wtedy tym bardziej na złość teściowej staję po stronie żony smile (ha stanął bym i tak ale prowokuję to bo wiem jak ona się zachowa)

52 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2015-01-17 15:55:56)

Odp: rodzina męża

Od razu widać, że Cyniczna nie byłaś w takiej sytuacji. Ja jestem w bardzo podobnej. Nie zapraszają mnie, więc tam nie chodzę. Mój mąż rozmawiał ze swoją matką, że albo zaprasza NAS albo wcale. Nadal zaprasza tylko jego, więc ani ja ani dzieci tam nie chodzimy, Mąż też przestał. My zapraszamy teściową na urodziny dzieci, przychodzi, ale nas nie zaprasza, więc widujemy się dwa razy w roku. W styczniu i wrześniu. Chociaż mieszka przez ulicę. I ja rozmawiałam z teściową o co jej chodzi, dlaczego mnie tak traktuje. Stwierdziła, że nic do mnie nie ma po czym miesiąc później znów na święta zaprosiła tylko mojego męża. Wybrała taką drogę, jej sprawa. Jedyne czego mi szkoda to dzieci, bo moim zdaniem dzieci powinny mieć dziadków. Skoro własna babcia ma gdzieś swoje wnuki to znalazłam im babcię przyszywaną. Odwiedzamy ją, a dzieciaki ją kochają.
Droga autorko. Wiem co czujesz i niestety, musisz przywyknąc do takiej sytuacji bo teściowie się nie zmienią. Ja rodzinie męża wprost mówię jak jest, że z teściową się nie kochamy, więc nie mamy problemów typu, że nie wiemy o pogrzebie czy ślubie. Polecam

53 Ostatnio edytowany przez kicur (2015-01-17 16:36:05)

Odp: rodzina męża

To się nazywa toksyczny związek mażą z matką, trza przeciąć tą pępowinę a da się ale tu trzeba cierpliwości o ile on ma chęć.

54 Ostatnio edytowany przez BłękitnyPacyfik (2015-01-17 16:48:41)

Odp: rodzina męża
maniek_z_maniek napisał/a:

"Gdybym wiedziała, że relacje z rodziną męża będą, jakie są, to bym nie wyszła za niego;"

Kolejna kobieta dla której najwazniejsza jest nie milosc tylko układ rodzinno-malzenski, realizacja celu. Witaj w gronie 79%.

Ja tez nie wyszłabym za swojego męza, gdybym wiedziała jak sprawa się potoczy. Wyobraź sobie , że co trzeci dzień spotykasz się z patologią, ktora dodatkowo ma cie za nic i jawnie to okazuje. I jeszcze powinnam wyciagac reke do nich do dalszego opluwania. I nie mów, ze nie musze się spotykać skoro maz nalega- no przecież to jego rodzice wg. rozumowania niektórych "schowaj dumę do kieszeni".

A miłość? Chyba miłosci nie ma, gdy maz kladzie uszy po sobie jak obrazaja jego zone.

55

Odp: rodzina męża
arleta.b1 napisał/a:

Czytałam wszystkie posty od początku, ale wypowiedź Emilii dotyczący nadwrażliwości, to przeszła samą siebie.. Udawać że to mnie nie dotyczy, jeśli ktoś mnie opluwa?! Co za podejście?! W imię czego tak dawać się poniżać?  Ja też miałam trudne relacje z teściową. Byłam znienawidzoną synową i taką do jej śmierci pozostałam. I uważam że nie powinnam mieć jakichś wyrzutów sumienia że z teściową zerwałam kontakt. To ją powinno zagryźć sumienie.

Tak, dokładnie. Nie przejmować się opiniami innych, niezależnie, kto opinię wydaje. Wiesz, część rodziny mojego partnera jawnie mnie nie lubi. Jeżdżę do nich w Święta i się nie odzywam przy stole, bo po prostu nie mam z kim rozmawiać, poza odpowiedziami na podchwytliwe pytania, a czasem i chamskie uwagi. Zazwyczaj odpowiadam tak, że stulają uszy po sobie. A jeżdżę, bo partner mnie prosi, tak dla towarzystwa. Nie jestem przewrażliwiona na swoim punkcie i mam jawnie w czterech literach, co o mnie i do mnie mówią. Nie jestem jednak niegrzeczna i im tego nie pokazuję. Szkoda życia na jakieś intrygi i przegadywanie.
W imię czego się poniżać? A co to jest poniżanie? Czujesz się poniżona, bo chcesz się tak czuć. Jak ci źle, to przestań. Kolejny raz piszę, że to my odpowiadamy za swoje odczucia, nikt inny. W czyjej głowie one się "dzieją", w cudzej czy w naszej? No więc właśnie.
Jasne, że nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia, że się odsunęłaś od teściowej. Czy ja gdzieś napisałam, że powinnaś mieć? Ona miała prawo uważać, że jesteś gorsza, tak samo jak miała prawo myśleć, że sandały są lepsze na deszcz niż kalosze. Nie możemy zabraniać innym myślenia i wydawania opinii, nawet jeśli wydają nam się krzywdzące.
Czyli wychodzi na to, że twoja teściowa nie żyje, a ty dalej toczysz z nią konflikt, dalej czujesz się poszkodowana, mimo, że to co złe, już nie istnieje? Dlaczego uważasz, że powinno ją zagryźć sumienie? Każdy ma swój system wartości, to że u niej nie było w nim miejsca na sympatię do ludzi, to jej sprawa, jej życie. Dla mnie takie sytuacje są lekcjami od życia, niosącymi naukę, jak choćby zadanie sobie pytania co ja mogę w przyszłości zrobić, żeby nie być taka jak ona?

56

Odp: rodzina męża
arleta.b1 napisał/a:

Czytałam wszystkie posty od początku, ale wypowiedź Emilii dotyczący nadwrażliwości, to przeszła samą siebie.. Udawać że to mnie nie dotyczy, jeśli ktoś mnie opluwa?! Co za podejście?! W imię czego tak dawać się poniżać?  Ja też miałam trudne relacje z teściową. Byłam znienawidzoną synową i taką do jej śmierci pozostałam. I uważam że nie powinnam mieć jakichś wyrzutów sumienia że z teściową zerwałam kontakt. To ją powinno zagryźć sumienie.

Ja rozumiem, co Emilia miała na myśli. Może nie nazwałabym tego nadwrażliwością, ale rozumiem, co chciała przekazać. Chodziło jej zapewne o to, żeby osiągnąć taki stan emocjonalny, w którym pewne problemy i zachowania ludzi Cię nie dotykają. Powiem obrazowo: pochylasz się nad problemem, ale się w nim nie tarzasz wink. I w żadnym momencie nie angażujesz się, jeśli tego nie chcesz. Osiągnięcie tego stanu jest jak najbardziej pożądane, ale nie jest jednak proste, kiedy w grę wchodzą duże emocje i wzajemne krzywdy.

57

Odp: rodzina męża
samotnax4 napisał/a:

Od razu widać, że Cyniczna nie byłaś w takiej sytuacji.

Następna posiadaczka kryształowej kuli...

58

Odp: rodzina męża
EXTRA_terrestrial napisał/a:
mamaGutka napisał/a:

/..../ mąż mówi, że ma to gdzieś, a i tak dzwoni i jeździ. Nie rozumiem tego, bo w nosie to on ma, jak teściowa wykręca numer, jak z tym zaproszeniem, po czym dzwoni tam, jak gdyby nigdy nic i wtedy już nie ma w nosie. Boli mnie np., jak idzie tam w święta, a nas zostawia gdzieś indziej. /.../
/.../

Powinnam zmienić tytuł posta, na problem z mężem hmm.

To nie jest problem z mężem - oczekujesz, że mąż będzie wychowywał rodziców, ale to z natury rzeczy nie udaje się. :-)

mamaGutka napisał/a:

/..../Przeszkadza mi jego bierność, kiedy teściowa jawnie "wstrzymuje" obieg zaproszenia, a on po porostu nie robi z tym nic. Przykro mi, że nie mamy normalnego kontaktu z rodziną męża, że moja teściowa nawet trochę nie postarała się o jakość naszych kontaktów,/.../

Jak pisałem - on tego nie zmieni - wydaje mi się, że teściowie są bardzo sztywni w swoich poglądach. Mąż próbuje funkcjonować tak aby zachować minimum dobrych stosunków z nimi a Ciebie ochronić - także przed nimi.

mamaGutka napisał/a:

/.../Mąż mówi, że teraz nic się nie dzieje i przesadzam, a dla mnie jest to książkowy przykład biernej agresji./.../

To typowy przykład biernej agresji a ty przesadzasz ;-) Uważam że mąż stara się być OK. Nie obwinia Ciebie o tą sytuację, nie zmusza abyś "pokochała" jego rodziców i tłumaczy, że się tym wszystkim nie przejmuje, żeby nie kłaść ci tego na głowę. Przecież nie wypnie się na swoją matkę i ojca za to że są niereformowalni.

mamaGutka napisał/a:

/.../ Gdybym wiedziała, że relacje z rodziną męża będą, jakie są, to bym nie wyszła za niego;

Ała :-(
Mnie to zabolało a nie jestem nim. On nie ma wpływu na to jakich ma rodziców.
Jak COKOLWIEK może być ważniejsze od tego KIM JEST?


mamaGutka napisał/a:

te problemy zaczęły się już po ślubie. Mam wrażenie, że to jakaś chora matnia, że ci ludzie żywią się swoją agresją i nie odpuszczą, żeby nie wiem co i będą nas tak nękać. /.../

Jak nie odpuszczą to "umrą w nienawiści". Krzyż im na drogę.

Dziękuję Ci za ten wpis - widać, że są ludzie, którzy potrafią się wyrazić bez "walenia z grubej rury".

Odniosę się do dwu kwestii: pierwsza to wychowywanie rodziców. Pewnie masz rację, chociaż wiem, że to nierealne, to na jakimś etapie tego od niego wymagałam. Przepracowaliśmy to i sprawy się poukładały.

Druga sprawa, to kwestia ślubu. Nie chodzi o to, kim on jest. Chodziło mi o to, że nam obojgu, więc także jemu (przede wszystkim jemu) zaoszczędziłoby to wielu niepotrzebnych nerwów i teraz tak spapranych relacji rodzinnych, a nie wiadomo, co jeszcze przed nami w związku z tym. Zrobiłabym to dawno temu, na początku poważniejszych relacji, a nie czekałabym aż do teraz. Teraz jesteśmy razem, jest nam dobrze, mamy fajne życie, za które zapłaciliśmy dużo, on może zbyt dużo, ale nie będziemy przez to niczego zmieniać.

Do moich teściów czuję żal i rozczarowanie, nie ma tu nienawiści, raczej niechęć. Mam nadzieję wypracować w sobie obojętność i ten stan, o którym pisała Emilia.

59

Odp: rodzina męża
samotnax4 napisał/a:

Od razu widać, że Cyniczna nie byłaś w takiej sytuacji. Ja jestem w bardzo podobnej. Nie zapraszają mnie, więc tam nie chodzę. Mój mąż rozmawiał ze swoją matką, że albo zaprasza NAS albo wcale. Nadal zaprasza tylko jego, więc ani ja ani dzieci tam nie chodzimy, Mąż też przestał. My zapraszamy teściową na urodziny dzieci, przychodzi, ale nas nie zaprasza, więc widujemy się dwa razy w roku. W styczniu i wrześniu. Chociaż mieszka przez ulicę. I ja rozmawiałam z teściową o co jej chodzi, dlaczego mnie tak traktuje. Stwierdziła, że nic do mnie nie ma po czym miesiąc później znów na święta zaprosiła tylko mojego męża. Wybrała taką drogę, jej sprawa. Jedyne czego mi szkoda to dzieci, bo moim zdaniem dzieci powinny mieć dziadków. Skoro własna babcia ma gdzieś swoje wnuki to znalazłam im babcię przyszywaną. Odwiedzamy ją, a dzieciaki ją kochają.
Droga autorko. Wiem co czujesz i niestety, musisz przywyknąc do takiej sytuacji bo teściowie się nie zmienią. Ja rodzinie męża wprost mówię jak jest, że z teściową się nie kochamy, więc nie mamy problemów typu, że nie wiemy o pogrzebie czy ślubie. Polecam

Moja teściowa zawsze myliła zapraszanie z informowaniem i tak wychodziły dla mnie raczej zabawne sytuacje, że np. ktoś z rodziny się dziwił, że nie byliśmy na imieninach teściowej, bo przecież była impreza. My nie wiedzieliśmy, że będzie (imieniny wypadły w środku tygodnia, nie wiadomo było który weekend, my mieszkamy daleko, więc trudno, żeby przyjeżdżać co tydzień itd..), a teściowa byłą oburzona, że się nie domyśliliśmy. Ale mówię - mnie to raczej śmieszyło i nie robiłam z tego afery, choć teraz widzę, że to były chyba celowe zabiegi. Albo inne akcje w stylu prezentu dla męża w postaci pojedynczego kompletu ręczników, kompletu pościeli (też pojedynczej wink), tekstów: 'ciasteczka dla ciebie upiekłam i zawsze będę ci piekła co zechcesz synu, jak twoja żona nie zechce' itd.. Wtedy bawiło mnie to do łez i było wdzięcznym tematem do żartowania z męża wink. Śmiejemy się z tego wspólnie nawet do teraz wink.

A Twoje dzieci dziadków mają, tylko rzadko się widują. Wnuki wyciągną z tego wnioski same.

60

Odp: rodzina męża
Anhedonia napisał/a:

A może prościej byłoby powiedzieć KTO nie jest Twoim wrogiem?
Teściowie bankowo, mąż nie bez winy, bo BYŁ bierny, hipiczna, bo rąbie prawdę w oczy, (A TY BYŁAŚ UPRZEJMA uznać to za atak) maniek bo pokazuje na kim złość antagonistów najbardziej się odbija...
Wszyscy źli i się sprzysięgli? Pewnie jeszcze inni, że mogą popierać słowa Hipicznej bądź Mańka. To ja też!
Bo ja w tę jednostronną winę nie wierzę.
Za to wierzę w zapiekłą złość obu stron, tudzież ich polsko-katolicki upór w trwaniu przy swoim wink
Wyjście? - UTOPIA
tylko czekać aż pomrą - bo o zmarłych nie mówi się źle. A może już mówi...?

EXTRA_terrestrial napisał/a:
mamaGutka napisał/a:

te problemy zaczęły się już po ślubie. Mam wrażenie, że to jakaś chora matnia, że ci ludzie żywią się swoją agresją i nie odpuszczą, żeby nie wiem co i będą nas tak nękać. /.../

Jak nie odpuszczą to "umrą w nienawiści". Krzyż im na drogę.

Cytuje tylko kawałeczek, ale uważam CAŁY powyższy wpis za głos rozsądku smile
Bo do tanga trzeba dwojga... a gdy jakieś tam "DWIE strony" się uprą to tylko "golono-strzyżono" i najwięcej dostaje po d... ten pomiędzy nimi wink

A Ty BYŁAŚ UPRZEJMA przeczytać temat od początku? Jeśli byłaś, to czytałaś raczej bez zrozumienia. Napisałam, że spieprzyliśmy wszyscy po kolei, ale dla Ciebie za mało posypałam głowę popiołem. Bywa.

Jak ktoś zaczyna od pyskówek, to czego się spodziewa?

61

Odp: rodzina męża
mamaGutka napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:
mamaGutka napisał/a:

/..../ mąż mówi, że ma to gdzieś, a i tak dzwoni i jeździ. Nie rozumiem tego, bo w nosie to on ma, jak teściowa wykręca numer, jak z tym zaproszeniem, po czym dzwoni tam, jak gdyby nigdy nic i wtedy już nie ma w nosie. Boli mnie np., jak idzie tam w święta, a nas zostawia gdzieś indziej. /.../
/.../

Powinnam zmienić tytuł posta, na problem z mężem hmm.

To nie jest problem z mężem - oczekujesz, że mąż będzie wychowywał rodziców, ale to z natury rzeczy nie udaje się. :-)

mamaGutka napisał/a:

/..../Przeszkadza mi jego bierność, kiedy teściowa jawnie "wstrzymuje" obieg zaproszenia, a on po porostu nie robi z tym nic. Przykro mi, że nie mamy normalnego kontaktu z rodziną męża, że moja teściowa nawet trochę nie postarała się o jakość naszych kontaktów,/.../

Jak pisałem - on tego nie zmieni - wydaje mi się, że teściowie są bardzo sztywni w swoich poglądach. Mąż próbuje funkcjonować tak aby zachować minimum dobrych stosunków z nimi a Ciebie ochronić - także przed nimi.

mamaGutka napisał/a:

/.../Mąż mówi, że teraz nic się nie dzieje i przesadzam, a dla mnie jest to książkowy przykład biernej agresji./.../

To typowy przykład biernej agresji a ty przesadzasz ;-) Uważam że mąż stara się być OK. Nie obwinia Ciebie o tą sytuację, nie zmusza abyś "pokochała" jego rodziców i tłumaczy, że się tym wszystkim nie przejmuje, żeby nie kłaść ci tego na głowę. Przecież nie wypnie się na swoją matkę i ojca za to że są niereformowalni.

mamaGutka napisał/a:

/.../ Gdybym wiedziała, że relacje z rodziną męża będą, jakie są, to bym nie wyszła za niego;

Ała :-(
Mnie to zabolało a nie jestem nim. On nie ma wpływu na to jakich ma rodziców.
Jak COKOLWIEK może być ważniejsze od tego KIM JEST?


mamaGutka napisał/a:

te problemy zaczęły się już po ślubie. Mam wrażenie, że to jakaś chora matnia, że ci ludzie żywią się swoją agresją i nie odpuszczą, żeby nie wiem co i będą nas tak nękać. /.../

Jak nie odpuszczą to "umrą w nienawiści". Krzyż im na drogę.

Dziękuję Ci za ten wpis - widać, że są ludzie, którzy potrafią się wyrazić bez "walenia z grubej rury".

Odniosę się do dwu kwestii: pierwsza to wychowywanie rodziców. Pewnie masz rację, chociaż wiem, że to nierealne, to na jakimś etapie tego od niego wymagałam. Przepracowaliśmy to i sprawy się poukładały.

Druga sprawa, to kwestia ślubu. Nie chodzi o to, kim on jest. Chodziło mi o to, że nam obojgu, więc także jemu (przede wszystkim jemu) zaoszczędziłoby to wielu niepotrzebnych nerwów i teraz tak spapranych relacji rodzinnych, a nie wiadomo, co jeszcze przed nami w związku z tym. Zrobiłabym to dawno temu, na początku poważniejszych relacji, a nie czekałabym aż do teraz. Teraz jesteśmy razem, jest nam dobrze, mamy fajne życie, za które zapłaciliśmy dużo, on może zbyt dużo, ale nie będziemy przez to niczego zmieniać. Ważniejsze teraz jest jego szczęście, niż to, kim jest. Mówi, że dobrze mu, jak jest, więc po co to psuć, prawda?

Do moich teściów czuję żal i rozczarowanie, nie ma tu nienawiści, raczej niechęć. Mam nadzieję wypracować w sobie obojętność i ten stan, o którym pisała Emilia.

62

Odp: rodzina męża
mamaGutka napisał/a:

Proszę sobie darować komentarze, co robi dorosła, mądra i odpowiedzialna kobieta, bo w moich oczach właśnie tak się zachowałam: dorośle i odpowiedzialnie. Po tym, co robili przez te 8 lat uważam, że to była najrozsądniejsza decyzja, jaką mogłam wtedy podjąć.

Jeśli tak, to skąd się biorą żale i rozterki? Zerwałaś kontakty (dorośle i odpowiedzialnie), po 8 latach braku kontaktów utwierdziłaś się w słuszności tej decyzji, więc o co chodzi? Zrobilaś to dla siebie, czy raczej chciałaś dowalić teściowej? Bo jeśli dla siebie, to ta decyzja winna Ci przynieść spokój, ale jeśli w tym drugim celu to rozumiem emocje. Zerwanie stosunków, brak kontaktu z wnukami powinno wredną teściową pognębić i zmusić do przeprosin na klęczkach, a tu nic. No, można się wkurzyć.

A może chodzi o męża, który nie zerwał stosunków ze swoją rodziną, a wg Ciebie powinien? To może być przykre, gdy się jest osamotnionym w opozycji. Wprawdzie piszesz, że absolutnie nie zabraniasz mężowi kontaktów z rodziną, ale myślę, że miałaś/masz takie oczekiwania, że on to zrobi raz i na zawsze i w ten sposób okaże Ci lojalność.

A może dalsza rodzina męża się od was odwróciła, bo nie utrzymujecie z nimi kontaktów? Nie znają waszego adresu, że różne zaproszenia przekazują przez teściową? Obrazili się na Was w końcu?
O ile dobrze pamiętam, to pisałaś, że mąż ma w d.... kontakty z rodziną i tak czy tak nie wzielibyście udziału w rodzinnej uroczystości. Mąż ma to w d., a Ty zerwałaś kontakty, bo kiedyś, 8 lat temu na rodzinnej uroczystości czułaś się głupio, bo nikt na Ciebie nie patrzył i nie rozmawiał.
Tu trzeba się zdecydować, czy się chce kontaku z ciociami i wujkami, czy się nie chce. Nawet jeśli to prawda, że teściowa przyprawiła Ci gębę w rodzinie, to Ty/Wy nie zrobiliście NIC, żeby tę "gębę" można było zakwestionować.

Masz pretensje, że teściowa nie informuje Twojego męża o rodzinnych wydarzeniach, ale czy On pyta o nie? Czy jest zainteresowany? Mam wrażenie, że nie za bardzo.

Piszesz, że teściowa Was odseparowała od rodziny. Uważam to za niedorzeczne. To były Twoje decyzje.

63

Odp: rodzina męża
marena7 napisał/a:
mamaGutka napisał/a:

Proszę sobie darować komentarze, co robi dorosła, mądra i odpowiedzialna kobieta, bo w moich oczach właśnie tak się zachowałam: dorośle i odpowiedzialnie. Po tym, co robili przez te 8 lat uważam, że to była najrozsądniejsza decyzja, jaką mogłam wtedy podjąć.

Jeśli tak, to skąd się biorą żale i rozterki? Zerwałaś kontakty (dorośle i odpowiedzialnie), po 8 latach braku kontaktów utwierdziłaś się w słuszności tej decyzji, więc o co chodzi? Zrobilaś to dla siebie, czy raczej chciałaś dowalić teściowej? Bo jeśli dla siebie, to ta decyzja winna Ci przynieść spokój, ale jeśli w tym drugim celu to rozumiem emocje. Zerwanie stosunków, brak kontaktu z wnukami powinno wredną teściową pognębić i zmusić do przeprosin na klęczkach, a tu nic. No, można się wkurzyć.

A może chodzi o męża, który nie zerwał stosunków ze swoją rodziną, a wg Ciebie powinien? To może być przykre, gdy się jest osamotnionym w opozycji. Wprawdzie piszesz, że absolutnie nie zabraniasz mężowi kontaktów z rodziną, ale myślę, że miałaś/masz takie oczekiwania, że on to zrobi raz i na zawsze i w ten sposób okaże Ci lojalność.

A może dalsza rodzina męża się od was odwróciła, bo nie utrzymujecie z nimi kontaktów? Nie znają waszego adresu, że różne zaproszenia przekazują przez teściową? Obrazili się na Was w końcu?
O ile dobrze pamiętam, to pisałaś, że mąż ma w d.... kontakty z rodziną i tak czy tak nie wzielibyście udziału w rodzinnej uroczystości. Mąż ma to w d., a Ty zerwałaś kontakty, bo kiedyś, 8 lat temu na rodzinnej uroczystości czułaś się głupio, bo nikt na Ciebie nie patrzył i nie rozmawiał.
Tu trzeba się zdecydować, czy się chce kontaku z ciociami i wujkami, czy się nie chce. Nawet jeśli to prawda, że teściowa przyprawiła Ci gębę w rodzinie, to Ty/Wy nie zrobiliście NIC, żeby tę "gębę" można było zakwestionować.

Masz pretensje, że teściowa nie informuje Twojego męża o rodzinnych wydarzeniach, ale czy On pyta o nie? Czy jest zainteresowany? Mam wrażenie, że nie za bardzo.

Piszesz, że teściowa Was odseparowała od rodziny. Uważam to za niedorzeczne. To były Twoje decyzje.

Posłuchaj mareny, Autorko.
My naprawdę nie piszemy tego po to, by Tobie dokuczyć.

64

Odp: rodzina męża
marena7 napisał/a:
mamaGutka napisał/a:

Proszę sobie darować komentarze, co robi dorosła, mądra i odpowiedzialna kobieta, bo w moich oczach właśnie tak się zachowałam: dorośle i odpowiedzialnie. Po tym, co robili przez te 8 lat uważam, że to była najrozsądniejsza decyzja, jaką mogłam wtedy podjąć.

Jeśli tak, to skąd się biorą żale i rozterki? Zerwałaś kontakty (dorośle i odpowiedzialnie), po 8 latach braku kontaktów utwierdziłaś się w słuszności tej decyzji, więc o co chodzi? Zrobilaś to dla siebie, czy raczej chciałaś dowalić teściowej? Bo jeśli dla siebie, to ta decyzja winna Ci przynieść spokój, ale jeśli w tym drugim celu to rozumiem emocje. Zerwanie stosunków, brak kontaktu z wnukami powinno wredną teściową pognębić i zmusić do przeprosin na klęczkach, a tu nic. No, można się wkurzyć.

A może chodzi o męża, który nie zerwał stosunków ze swoją rodziną, a wg Ciebie powinien? To może być przykre, gdy się jest osamotnionym w opozycji. Wprawdzie piszesz, że absolutnie nie zabraniasz mężowi kontaktów z rodziną, ale myślę, że miałaś/masz takie oczekiwania, że on to zrobi raz i na zawsze i w ten sposób okaże Ci lojalność.

A może dalsza rodzina męża się od was odwróciła, bo nie utrzymujecie z nimi kontaktów? Nie znają waszego adresu, że różne zaproszenia przekazują przez teściową? Obrazili się na Was w końcu?
O ile dobrze pamiętam, to pisałaś, że mąż ma w d.... kontakty z rodziną i tak czy tak nie wzielibyście udziału w rodzinnej uroczystości. Mąż ma to w d., a Ty zerwałaś kontakty, bo kiedyś, 8 lat temu na rodzinnej uroczystości czułaś się głupio, bo nikt na Ciebie nie patrzył i nie rozmawiał.
Tu trzeba się zdecydować, czy się chce kontaku z ciociami i wujkami, czy się nie chce. Nawet jeśli to prawda, że teściowa przyprawiła Ci gębę w rodzinie, to Ty/Wy nie zrobiliście NIC, żeby tę "gębę" można było zakwestionować.

Masz pretensje, że teściowa nie informuje Twojego męża o rodzinnych wydarzeniach, ale czy On pyta o nie? Czy jest zainteresowany? Mam wrażenie, że nie za bardzo.

Piszesz, że teściowa Was odseparowała od rodziny. Uważam to za niedorzeczne. To były Twoje decyzje.

Tak, tak. Wszystko racja. To ja sobie umyśliłam wiele lat temu, że zabiorę syna matce, ukradnę ciociom i wujkom i jeszcze nie dam naszego adresu. Zmienię numery telefonów, przefarbuję nam wszystkim włosy, mężowi każę nosić wąsy, załatwię program ochrony świadków i jeszcze się obrażę, że mąż chce jeździć do matki. I jeszcze każę wszystkim się na nas obrazić, bo nie jestem w centrum uwagi, poprzecinam kable z telefonów i popsuję stacje komórkowe (tak na wszelki wypadek - gdyby jednak numery do nas jakimś cudem znaleźli), zasiądę na tronie własnej dumy, której nie potrafię schować sobie do kieszeni i będę oczekiwać na zgnębioną, drącą szaty teściową, która już prawie uschnięta z tęsknoty i rozpaczy dowlecze się na klęczkach do moich stóp. Zapomniałaś jeszcze o jednym - zbuntuję dzieci, żeby myślały o rodzinie męża, jak o gniazdowisku żmij i - broń Boże - nie chciały nawet spojrzeć w tamtym kierunku. Naprawdę, przejrzałaś mnie smile

65

Odp: rodzina męża

Mamo Gutka,ja zostawiłabym sprawy po staremu,tym bardziej,że dzieci są szczęśliwe i mąż nie zmusza Cię do bywania u nich,a on niech ich czasem odwiedzi-widocznie tego potrzebuje.
Ja utrzymywałam kontakty z teściami,ze względu na dzieci,bo to jedyni dziadkowie,no i mąż nie był tak wspaniałomyślny jak Twój.
Nie będę wchodzić w szczegóły powiem tylko że to'' zaciskanie zębów i udawanie,że mnie nie obchodzi jak mnie traktują''przypłaciłam zdrowiem-nerwica-.Dziś,nie utrzymuję z nimi kontaktu,a dzieci i mąż jak mają ochotę to idą-nie mam nic przeciwko temu.
A nie myśl sobie,że oni nagle się zmienią-ja czekałam 15 lat i nawet muszę powiedzieć,że teściowa to się jeszcze gorsza zrobiła,może to wiek? nie wiem.
Czasami faktycznie jest smutno,ze tak normalnie po ludzku nie da się spotkać,ale coś za coś,ja w każdym razie nie żałuję.

Pozdrawiam.

Posty [ 1 do 65 z 126 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026