Wybacz, ale nazywanie dzieci Larwami i bachorami przekreśla z tobą jakąkolwiek dyskusje. Gdybyś tak wyraziła się o dzieciach, nie tylko moich, w moim otoczeniu - dostałabyś w twarz.
Nic nie tłumaczy tutaj podejście twojej matki, nic ciebie nie tłumaczy z twojego języka. Znam wiele osób, które w swoim życiu skreśliły rodziców - np. ja sam. Bo dzieciństwo miałem przechlapane. I to ostro. Czy to ma wszystko tłumaczyć? Mam dwie wspaniałe córki i nie pozwolę nigdy nikomu je poniżać, tylko dlatego, że jest się nieopierzoną gówniarą z trudnego domu.
Wiele osób próbuje z tobą dyskutować, podejmować temat. Ale to tylko może ciebie uprzedzić jeszcze bardziej.
Szukasz poparcia dla swoich słów. Ze strony rodziców, którzy szaleją za swoimi pociechami, ich nie znajdziesz. To ty jesteś larwą i bachorem. I to jest prawda. Czy się tobie podoba? Nie interesuje mnie to. Czy spodoba się innym? Również mnie to nie interesuje.
Najlepiej by było, gdybyś poddała się zabiegowi aby nie mieć dzieci. Nie zasługujesz na tę czystą, bezinteresowną miłość, jaką dzieci oddają swoim rodzicom. Bo tylko to ma znaczenie.
Twoje uprzedzenia do matki? To tylko ściema.
Podobne tematy
Sama dziecka bym mieć nie chciała, ale nie dlatego że ich nie lubię. Powodów jest kilka, po pierwsze czułabym się źle dając komuś życie (nie chce pomnażać cierpienia na świecie, już prędzej zaadoptowałabym z domu dziecka bo adoptując człowiek nie przyczynia się do powstania nowego życia),
Żeby adoptować dziecko, to wtedy naprawdę trzeba bardzo kochać dzieci. Bo adoptowane dziecko to trzy razy tyle ( o ile nie więcej) zmartwień i kłopotów niż własne, urodzone.
68 2014-10-03 13:53:49 Ostatnio edytowany przez Dolly85 (2014-10-03 13:54:00)
Wybacz, ale nazywanie dzieci Larwami i bachorami przekreśla z tobą jakąkolwiek dyskusje. Gdybyś tak wyraziła się o dzieciach, nie tylko moich, w moim otoczeniu - dostałabyś w twarz.
Nic nie tłumaczy tutaj podejście twojej matki, nic ciebie nie tłumaczy z twojego języka. Znam wiele osób, które w swoim życiu skreśliły rodziców - np. ja sam. Bo dzieciństwo miałem przechlapane. I to ostro. Czy to ma wszystko tłumaczyć? Mam dwie wspaniałe córki i nie pozwolę nigdy nikomu je poniżać, tylko dlatego, że jest się nieopierzoną gówniarą z trudnego domu.
Wiele osób próbuje z tobą dyskutować, podejmować temat. Ale to tylko może ciebie uprzedzić jeszcze bardziej.
Szukasz poparcia dla swoich słów. Ze strony rodziców, którzy szaleją za swoimi pociechami, ich nie znajdziesz. To ty jesteś larwą i bachorem. I to jest prawda. Czy się tobie podoba? Nie interesuje mnie to. Czy spodoba się innym? Również mnie to nie interesuje.
Najlepiej by było, gdybyś poddała się zabiegowi aby nie mieć dzieci. Nie zasługujesz na tę czystą, bezinteresowną miłość, jaką dzieci oddają swoim rodzicom. Bo tylko to ma znaczenie.
Twoje uprzedzenia do matki? To tylko ściema.
Wreszcie ktoś jej(nawet nie mam ochoty posługiwać się tu nickiem) powiedział coś konkretnego, ja rozumiem że nie wszyscy przepadają za dziećmi i pragną je mieć ale ktoś kto w ten sposób się wyraża o drugim małym człowieku to dla mnie patologia tylko i wyłącznie.
Psycholog się tu kobieto kłania co najmniej
ktoś kto w ten sposób się wyraża o drugim małym człowieku to dla mnie patologia tylko i wyłącznie.
Być może patologia, ale skądś się wzięła. Zdecydowanie spowodowała to mama Autorki. Ja nie uważam tego za "ściemę" bo wiele już widziałam.
70 2014-10-03 14:16:45 Ostatnio edytowany przez Dolly85 (2014-10-03 14:17:20)
poly28 napisał/a:ktoś kto w ten sposób się wyraża o drugim małym człowieku to dla mnie patologia tylko i wyłącznie.
Być może patologia, ale skądś się wzięła. Zdecydowanie spowodowała to mama Autorki.
Ja nie uważam tego za "ściemę" bo wiele już widziałam.
Ja również nie uważam tego za ściemę
Oczywiście dlatego napisałam psycholog się kłania
poly28 napisał/a:ktoś kto w ten sposób się wyraża o drugim małym człowieku to dla mnie patologia tylko i wyłącznie.
Być może patologia, ale skądś się wzięła. Zdecydowanie spowodowała to mama Autorki. Ja nie uważam tego za "ściemę" bo wiele już widziałam.
I w ten sposób można wszystko wytłumaczyć. Stawanie po stronie patologi, daje się jej przyzwolenie. I zamiast autorkę otrzeźwić, bo wiele dzieci nie ma domów jak z bajki, to wspieracie ją w jej zdaniu. A należy jej powiedzieć prawdę taką jaka jest.
Można powiedzieć że jak jakiegoś pedofila matka molestowała, to powinno wystarczyć za całość tłumaczenia. Bez przesady. Autorka nie ma szacunku dla dzieci. Osoba która nie chce mieć dzieci, napisze - nie chce mieć dzieci i nie dorabia do tego ideologii.
Jak dla mnie, t co napisałem w pierwszym poście.
luc napisał/a:poly28 napisał/a:ktoś kto w ten sposób się wyraża o drugim małym człowieku to dla mnie patologia tylko i wyłącznie.
Być może patologia, ale skądś się wzięła. Zdecydowanie spowodowała to mama Autorki. Ja nie uważam tego za "ściemę" bo wiele już widziałam.
I w ten sposób można wszystko wytłumaczyć. Stawanie po stronie patologi, daje się jej przyzwolenie. I zamiast autorkę otrzeźwić, bo wiele dzieci nie ma domów jak z bajki, to wspieracie ją w jej zdaniu. A należy jej powiedzieć prawdę taką jaka jest.
Można powiedzieć że jak jakiegoś pedofila matka molestowała, to powinno wystarczyć za całość tłumaczenia. Bez przesady. Autorka nie ma szacunku dla dzieci. Osoba która nie chce mieć dzieci, napisze - nie chce mieć dzieci i nie dorabia do tego ideologii.
Jak dla mnie, t co napisałem w pierwszym poście.
onTAKIsobie po raz kolejny się zgadzam z Tobą i uważam że to co napisałeś w poprzednim poście jest jak najbardziej najkonkretniejszą odpowiedzią w stronę autorki. Pisząc o patologii absolutnie nie uważam że ma ona ode mnie jakiekolwiek przez to przyzwolenie na takie obnoszenie się w swoich wypowiedziach. Wręcz przeciwnie tak mnie ta kobieta zbulwersowała takimi określeniami i wypowiedziami o dzieciach że nawet nie mam ochoty z nią w żaden sposób konwersować,ciśnienie mi podniosła- to nie jest normalne dla mnie to patologiczne zachowanie/pojmowanie, które powinno się leczyć. Tyle w temacie.
"Nie zasługujesz na tę czystą, bezinteresowną miłość, jaką dzieci oddają swoim rodzicom. "
Przeciez to nie jest prawda. Dzieci nie kochaja bezinteresownie rodzicow, wrecz przeciwnie.
"Nie zasługujesz na tę czystą, bezinteresowną miłość, jaką dzieci oddają swoim rodzicom. "
Przeciez to nie jest prawda. Dzieci nie kochaja bezinteresownie rodzicow, wrecz przeciwnie.
A jak? interesownie? Dziecko nie jest skrzywione wizją rodziców. Tuli się, potrafi wyrazić swoje uczucia i nie szuka w tym żadnego interesu. To właśnie osoby podobne do autorki, skrzywiają obraz takiej miłości.
75 2014-10-03 17:10:47 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2014-10-03 17:11:46)
Ale tulenie sie, to szuknie interesu. To zaspokajanie swojej potrzeby kontaktu fizycznego i czulosci.
Nie da sie stwierdzic, ze dziecko kocha bezinteresownie, bo od dnia numer jeden na tym swiecie, dostaje rozne rzeczy od rodzicow, ktorzy zaspokajaja jego potrzeby zyciowe. Wiec nie dziwne, ze rozwija sie w nim uczucie milosci.
Male dziecko jest najbardziej interesownym stworzeniem, bo bez przerwy cos dostaje i mysli o swoich potrzebach tylko.
Autorka skrzywia obraz milosci miedzy rodzicem a dzieckiem, a Ty za to koloryzujesz pod bajkowe fantazje.
Stawanie po stronie patologi, daje się jej przyzwolenie. I zamiast autorkę otrzeźwić, bo wiele dzieci nie ma domów jak z bajki, to wspieracie ją w jej zdaniu. A należy jej powiedzieć prawdę taką jaka jest.
Nie nadinterpretuj.
Nie staję po stronie patologii ani nie wspieram. Zastanawiam się tylko nad przyczyną takiej postawy Autorki.
To jest wyjaśnienie, nie usprawiedliwienie. Być może Ty nie widzisz różnicy.
Takimi tekstami jak Twoje, nie "otrzeźwisz" dziewczyny ![]()
Wręcz przeciwnie.
onTAKIsobie napisał/a:Stawanie po stronie patologi, daje się jej przyzwolenie. I zamiast autorkę otrzeźwić, bo wiele dzieci nie ma domów jak z bajki, to wspieracie ją w jej zdaniu. A należy jej powiedzieć prawdę taką jaka jest.
Nie nadinterpretuj.
Nie staję po stronie patologii ani nie wspieram. Zastanawiam się tylko nad przyczyną takiej postawy Autorki.
To jest wyjaśnienie, nie usprawiedliwienie. Być może Ty nie widzisz różnicy.
Takimi tekstami jak Twoje, nie "otrzeźwisz" dziewczyny
Wręcz przeciwnie.
Nie ma żadnej nadinterpretacji. Jest suchy fakt. Znam wiele osób które nie chcą mieć dzieci. Z ich ust nie padają takie stwierdzenia jak z ust autorki. Broniąc takiego podejścia, można obronić wszystko. Bo przecież ktoś kradnie, bo w domu miał patologię; ktoś gwałci, bo takie coś wyniósł z domu; ktoś oszukuje, bo w domu się wszyscy oszukiwali; ktoś nie ma szacunku do normalnych ludzi, bo w domu nikt do takowych nie miał...
Otrzeźwiać można kogoś, kto pisałby normalnie o dzieciach, nie nazywał ich larwami, i napisał coś o matce. W tym przypadku, mamy gówniarę, która obraża maluchy.
Ale tulenie sie, to szuknie interesu. To zaspokajanie swojej potrzeby kontaktu fizycznego i czulosci.
Nie da sie stwierdzic, ze dziecko kocha bezinteresownie, bo od dnia numer jeden na tym swiecie, dostaje rozne rzeczy od rodzicow, ktorzy zaspokajaja jego potrzeby zyciowe. Wiec nie dziwne, ze rozwija sie w nim uczucie milosci.
Male dziecko jest najbardziej interesownym stworzeniem, bo bez przerwy cos dostaje i mysli o swoich potrzebach tylko.Autorka skrzywia obraz milosci miedzy rodzicem a dzieckiem, a Ty za to koloryzujesz pod bajkowe fantazje.
Proponuje więc zapoznać się z tym, co na ten temat mówią mądrzejsi. Jak moja starsza córka lat 5, przychodzi i się tuli i mówi "tatusiu kocham cie", i biegnie się dalej bawić, ma w tym interes? Sorry, ale to nieporozumienie.
79 2014-10-04 09:14:36 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2014-10-04 09:33:56)
Tobie tez proponuje zapoznac sie z tym czym jest definicja milosci bezinteresownej i z tym co mowia madrzejsi od Ciebie, bo zachowujesz sie dziecinnie w tej chwili, upierajac sie przy swoim.
Milosc bezinteresowna z definicji:
"In conditional love: love is 'earned' on the basis of conscious or unconscious conditions being met by the loved person, whereas in unconditional love, love is "given freely" to the loved one "no matter what"."
Ty zarabiasz milosc corki od dnia jej urodzenia. Po pierwsze gdybys jej nie karmil, nie przewijal, nie uspokajal jak plakala jak byla mala, gdybys nie odpowiadal na jej potrzeby fizyczne i psychiczne wcale, gdyby nie DOSTAWALA, od Ciebie opieki, gdyby Twoja zona nie nosila jej w macicy i nie opiekowala po porodzie. To Twoja corka by Cie nie kochala. Moj maz nie kocha swojej matki, bo sie nim nie zajmowala - od poczatku nie dawala mu niczego, czego dziecko potrzebuje.
Nie jestes w stanie udowodnic, ze dziecko kocha Cie bezinteresownie, bo to nie prawda. Ty spelniasz jej nieswiadome warunki, ktore musza zostac spelnione by dziecko kochalo rodzica. Nie obchodzi mnie, czy ona to planuje czy nie. Fakt jest taki, gdybys nie zachowywal sie jak sie zachowujesz, nie dawal tego co dajesz to by Cie nie kochala
Troche logiki.
Rodzic dziecko kocha bezinteresownie, a nie dziecko rodzica <- to jest nawet udowodnione. To jest cos co zawsze sie mowi.
W zyciu nie slyszalam takich nonsensow jak Ty napisales, ani od rodzicow dzieci, ani od psychologow. Znajdz mi badania mozgu , na ktorych widac jak dziecko kocha bezinteresownie, bo nawet moj znajomy psychiatra, stwierdzil, ze to sie kupy nie trzyma.
Tobie tez proponuje zapoznac sie z tym czym jest definicja milosci bezinteresownej i z tym co mowia madrzejsi od Ciebie, bo zachowujesz sie dziecinnie w tej chwili, upierajac sie przy swoim.
Milosc bezinteresowna z definicji:"In conditional love: love is 'earned' on the basis of conscious or unconscious conditions being met by the loved person, whereas in unconditional love, love is "given freely" to the loved one "no matter what"."
Ty zarabiasz milosc corki od dnia jej urodzenia. Po pierwsze gdybys jej nie karmil, nie przewijal, nie uspokajal jak plakala jak byla mala, gdybys nie odpowiadal na jej potrzeby fizyczne i psychiczne wcale, gdyby nie DOSTAWALA, od Ciebie opieki, gdyby Twoja zona nie nosila jej w macicy i nie opiekowala po porodzie. To Twoja corka by Cie nie kochala. Moj maz nie kocha swojej matki, bo sie nim nie zajmowala - od poczatku nie dawala mu niczego, czego dziecko potrzebuje.
Nie jestes w stanie udowodnic, ze dziecko kocha Cie bezinteresownie, bo to nie prawda. Ty spelniasz jej nieswiadome warunki, ktore musza zostac spelnione by dziecko kochalo rodzica. Nie obchodzi mnie, czy ona to planuje czy nie. Fakt jest taki, gdybys nie zachowywal sie jak sie zachowujesz, nie dawal tego co dajesz to by Cie nie kochala
Troche logiki.Rodzic dziecko kocha bezinteresownie, a nie dziecko rodzica.
No właśnie, trochę logiki. Człowiek żyjący trochę na świecie, zdaje sobie sprawę że pewne zachowania pozwala mu coś załatwić - działa więc interesownie. Dziecko przychodzi do rodzica nie mająć świadomości a więc nie może działać interesownie.
To jest własnie logika. Miłość bezinteresowna to taka że nie oczekujesz nic w zamian. I wbrew pozorom, to więcej rodzice oczekują od dzieci. A dzieci? Mają to co dostają, a mimo to często oddają siebie.
Wystarczy sobie to normalnie poukładać. To co tutaj wypisujesz to normalna kolej rzeczy, nie ma związku z bezinteresowną miłością dziecka do rodzica. Miłość bezinteresowna to miłość nieskażona, niczym, żadną naleciałością. I to jest różnica.
Nie ma żadnej nadinterpretacji. Broniąc takiego podejścia, można obronić wszystko. Bo przecież ktoś kradnie, bo w domu miał patologię; ktoś gwałci, bo takie coś wyniósł z domu; ktoś oszukuje, bo w domu się wszyscy oszukiwali; ktoś nie ma szacunku do normalnych ludzi, bo w domu nikt do takowych nie miał...
Nadal nie rozumiesz ![]()
To nie jest żadna obrona, tylko dociekanie przyczyn takiej postawy Autorki.
Warto to robić bowiem bez dojścia przyczyn, nie można naprawiać.
Otrzeźwiać można kogoś, kto pisałby normalnie o dzieciach, nie nazywał ich larwami, i napisał coś o matce. W tym przypadku, mamy gówniarę, która obraża maluchy.
Sam pisałeś o konieczności otrzeźwienia Autorki ![]()
onTAKIsobie napisał/a:Nie ma żadnej nadinterpretacji. Broniąc takiego podejścia, można obronić wszystko. Bo przecież ktoś kradnie, bo w domu miał patologię; ktoś gwałci, bo takie coś wyniósł z domu; ktoś oszukuje, bo w domu się wszyscy oszukiwali; ktoś nie ma szacunku do normalnych ludzi, bo w domu nikt do takowych nie miał...
Nadal nie rozumiesz
To nie jest żadna obrona, tylko dociekanie przyczyn takiej postawy Autorki.
Warto to robić bowiem bez dojścia przyczyn, nie można naprawiać.onTakisobie napisał/a:Otrzeźwiać można kogoś, kto pisałby normalnie o dzieciach, nie nazywał ich larwami, i napisał coś o matce. W tym przypadku, mamy gówniarę, która obraża maluchy.
Sam pisałeś o konieczności otrzeźwienia Autorki
Autorka potrzebuje elektrowstrząsów.
Nina, nie wiem, czy się zgodzę z tym, co piszesz.
O interesowności można chyba mówić w przypadku starszych dzieci.
Co taki roczny maluch może wiedzieć o interesowności?
On jedyne, co robi, to domaga się zaspokojenia swoich potrzeb, nie dając nic w zamian.
84 2014-10-04 18:17:50 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2014-10-04 18:19:23)
Ale ja wcale nie mowie o tym, ze dziecko planuje to przeciez, albo wykazuje zla wole. To jest nieswiadome - to jest naturalne.
"Bezinteresowność ? (z łac. interesse ? brać udział w czymś; niem. Uneigennützigkeit) ? w etyce taka cecha działania podmiotu, przy której celem działania nie jest korzyść podmiotu, ale dobro innej osoby. Bezinteresowność jako cecha działania podmiotu łączy się z altruizmem jako postawą etyczną, przy której człowiek działa dla dobra innych, nawet za cenę poświęcenia dobra własnego."
Dziecko mysli o dobru wlasnym. O jedzeniu, przetrwaniu, o tym , ze jest zmeczone, chce zabawke, chce spac, chce byc kochane, chce byc przytulone, chce byc zdrowe.
Ludzie nie rodza sie bezinteresowni, wrecz przeciwnie, to cos co powstaje pozniej, jesli wogole.
Milosc rodzicielska do dziecka - to co innego.
Koledze wyzej polecam troche edukacji, bo to nie boli. Wymysliles sobie wlasna definicje milosci bezinteresownej i oczekujesz zebym sie z nia zgodzila, mimo , ze nie pasuje do zadnej innej definicji.
Mnie się zawsze wydawało, że żeby robić coś dla własnego interesu, trzeba być tego świadomym
)
jak mialam 20 lat to myślałam tak samo jak Ty a teraz się to nawet pogłębiło a dobijam do 28
wiem że to nie dla mnie
Nie, nie sadze, ze trzeba. Dziecko nie kocha bezinteresownie i bezwarunkowo.
Proste. Zreszta nigdy nie slyszalam, zeby ktos cos takiego mowil w kontekscie milosci dziecka do rodzica. Juz predzej odwrotnie.
Nie, nie sadze, ze trzeba. Dziecko nie kocha bezinteresownie i bezwarunkowo.
Proste. Zreszta nigdy nie slyszalam, zeby ktos cos takiego mowil w kontekscie milosci dziecka do rodzica. Juz predzej odwrotnie.
Muszę zaprotestować ![]()
Byłam dzieckiem moich rodziców i nadal jestem dzieckiem mojego Ojca i z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że moja miłość była i jest bezinteresowna i bezwarunkowa.
Odwrotnie oczywiście też. Kocham moje dzieci (bezinteresownie i bezwarunkowo) mimo różnych zawirowań i kłopotów jakie czasem sprawiają.
NinaLafairy napisał/a:Nie, nie sadze, ze trzeba. Dziecko nie kocha bezinteresownie i bezwarunkowo.
Proste. Zreszta nigdy nie slyszalam, zeby ktos cos takiego mowil w kontekscie milosci dziecka do rodzica. Juz predzej odwrotnie.Muszę zaprotestować
Byłam dzieckiem moich rodziców i nadal jestem dzieckiem mojego Ojca i z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że moja miłość była i jest bezinteresowna i bezwarunkowa.Odwrotnie oczywiście też. Kocham moje dzieci (bezinteresownie i bezwarunkowo) mimo różnych zawirowań i kłopotów jakie czasem sprawiają.
Mamy więc podobne zdanie.
90 2014-10-05 16:48:36 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-10-05 16:57:05)
A ja kompletnie nie rozumiem po kiego tego typu spychologiczne analizy się wlączają, kiedy ktoś NIE lubi dzieci, ma do nich awersje, irytują go, działają na nerwy i wtenczas zaczyna się grzebanie w przeszlosci analizują osobnika dzieciństw itd. isrede . To już jest szukanie dziury w całym
Moi rodzice mają mnie z rozsądku, a nie z instynktownej potrzeby. Pozytywnie wspominam swoje dzieciństwo, byli sprawiedliwi w wychowaniu, kiedy trzeba było to się zebrało reprymendę ,albo łomot, kiedy się zasłużyło to atrakcji i przywilejów nie skąpili. To co opowiadali jak wyglądało wychowanie, opieka nad małym dzieckiem nie było niczym szokującym ,ani nowoscią zadną, ,to co na własne oczy w dorosłym zyciu widzę ile urwania łba jest z dzieciarnią , przynajmniej do pierwszych kilku lat . 3 światy to za malo powiedziane. Zapierniczasz akordem jak chomik na kołowrotku i jeszcze progerniturze nie tak i ciągle mało. Dzieci małe nie kryją egoizmu
Ja jestem z tych egzemplarzy , na które małe dzieci a już tym bardziej wrzeszczące, histeryzujące o wszystko i o nic, wiecznie domagające się spełniania ich zachcianek i kaprysów , a jak nie ma tego tu i teraz to wrzask w nieboglosy , wtenczas krew w zylach mi się gotuje.
Marudzenie ,jęczenie, kwękanie w sumie często nawet nie wiadomo dlaczego ,może na łeb dać , tak ze człowiek ma psychopatyczne myśli i wizje przez te niekończące się dziecka wymogi- spróbuj na swoim postawić to trzęsienie ziemi masz zafundowane. Granice wytrzymałości na skraju przepasci .
Najgorsze w wg mnie to niemowlaki i parolatki , szkolnym dzieckiem jakoś już w miarę logicznie się porozumiesz , argumentami sobie porzucasz, a jak z świadomością przeholuje to można nawet opierdzielic na czym swiat stoi ,bez wyrzutów sumienia ,bo dzieciak już jarzy o co te nerwy kogoś , do czego doprowadziło jego zachowanie i kalkuluje dosyć logicznie. Do tego z racji wieku jest już stokroć bardziej samodzielniejsze i samooblusgowe , mniej pracochłonne fizycznie
A z maluchem? one jeszcze mało kapowane.
Z 8 lat temu będąc u znajomej po 20 minutach już wrzało we mnie,a koleżanka była zagotowana cala , twarz w kolorycie buraka. Tak maluch dawal jej popalić. Klasyczne absorbujące głośne wyjcowate dziecko. Jak z furią i wrzaskiem przywalila nim o spręzynkowe lóżko to dzieciak z 3 razy się odbil gora-dol , no ale jeszcze nie łączył przyczyny i skutkow, a to było wyładowanie emocji matki.
Ona ryczała jak bawół z bezsilności , dzieciak oszołomiony przymknął się z strachu na 1.5 minuty a później rozdarł się na całego i znów powtórka z rozrywki w wydaniu histeryka. Ja wyszłam tez będąc już cala obolala i zmęczona jego absorbującym zachowaniem. Znajoma zadzwoniła po teściową ,aby przyjechała z małym posiedzieć, bo ona nie ręczy za siebie
Ja żadnej traumy w dzieciństwie nie przeszłam, od kiedy sięgam pamięcią małę dzieci mnie niezmiernie frustrowały i wolałam się trzymać od nich jak najdalej. Nawet sama bedac dzieckiem towarzystwo dzieci mnie nie rajcowało.
Starszemu szkolnemu do słuchu już da się co nie co powiedzieć i mniej więcej czuje się ,ze masz odbiorcę na w miarę kumatym poziomie, czego nie można powiedzieć o niemowlaku ,czy przedszkolaku roszczeniowym i interesownym, bo egoistycznej natury dzieci nie da się ukryć.
A ja kompletnie nie rozumiem po kiego takiego spycholpgiczne psychopierdy się wlączają, kiedy ktoś NIE lubi dzieci, ma do nich awersje, irytują go, działają na nerwy i wtenczas zaczyna się grzebanie w przeszlosci analizują osobnika dzieciństw itd. isrede . Moi rodzice mają mnie z rozsądku, a nie z instynktownej potrzeby. Pozytywnie wspominam swoje dzieciństwo , byli sprawiedliwi w wychowaniu, kiedy trzeba było to się zebrało reprymendę ,albo łomot, kiedy się zasłużyło to atrakcji i przywilejów nie skąpili. To co opowiadali jak wyglądało wychowanie, opieka nad małym dzieckiem nie było niczym szokującym ,ani nowoscią zadną, ,czego na własne oczy w dorosłym zyciu widzę ile urwania łba jest z dzieciarnią przynajmniej do pierwszych kilku lat
Ja jestem z tych egzemplarzy , na które małe dzieci a już tym bardziej wrzeszczące, histeryzujące o wszystko i o nic, wiecznie domagające się spełniania ich zachcianek i kaprysów , a jak nie ma tego tu i teraz to wrzask w nieboglosy , wtenczas krew w zylach mi się gotuje.
Marudzenie ,jęczenie, kwękanie w sumie często nawet nie wiadomo dlaczego ,może na łeb dać , tak ze człowiek ma psychopatyczne myśli i wizje przez te niekończące się dziecka wymogi- spróbuj na swoim postawić to trzęsienie ziemi masz zafundowane. Granice wytrzymałości na skraju przepasci .
Najgorsze w wg mnie to niemowlaki i parolatki , szkolnym dzieckiem jakoś już w miarę logicznie się porozumiesz , argumentami sobie porzucasz, a jak z świadomością przeholuje to można nawet opierdzielic na czym swiat stoi ,bez wyrzutów sumienia ,bo dzieciak już jarzy o co te nerwy kogoś , do czego doprowadziło jego zachowanie i kalkuluje dosyć logicznie. Do tego z racji wieku jest już stokroć bardziej samodzielniejsze i samooblusgowe , mniej pracochłonne fizycznie
A z maluchem? one jeszcze mało kapowane.
Z 8 lat temu będąc u znajomej po 20 minutach już wrzało we mnie,a koleżanka była zagotowana cala , twarz w kolorycie buraka. Tak maluch dawal jej popalić. Jak z furią i wrzaskiem przywalila nim o spręzynkowe lóżko to dzieciak z 3 razy się odbil gora-dol , no ale jeszcze nie łączył przyczyny i skutkow, a to było wyładowanie emocji matki. Ona ryczała jak bawól, dzieciak oszołomiony przymknął się z strachu na 1.5 minuty a później rozdarł się na całego i znów powtórka z rozrywki w wydaniu histeryka. Ja wyszłam tez będąc już cala obolala i zmęczona jego absorbującym zachowaniemTak wiec żadnej tramy w dzieciństwie nie przeszłam, od kiedy sięgam pamięcią małę dzieci mnie niezmiernie frustrowały i wolałam się trzymać od nich jak najdalej. Starszemu do słuchu już da się co nie co powiedzieć i mniej więcej czuje się ,ze masz odbiorcę na w miarę kumatym poziomie, czego nie można powiedzieć o niemowlaku ,czy przedszkolaku roszczeniowym i interesownym
Tak, i masz do tego prawo. Różnica pomiędzy tobą a autorką jest taka, że ty piszesz o dzieciach a nie o larwach itp itd. Można nie lubić dzieci, ale nie ma prawa nikt ich obrażać. Generalnie, jak ktoś nie chce mieć dzieci, to mi to wisi. Niech nie nazywa ich jednak obraźliwie. Bo akurat dzieci na to nie zasługują.
A swoją drogą, podkreślę że jak dla mnie, kobieta która nie chce mieć dzieci, to dziwna kobieta. I tyle.
.... kobieta która nie chce mieć dzieci, to dziwna kobieta. I tyle.
Klasyczny stereotypowy wywód i z jednego worka wyjęty typu "facet ,bez syna to nie facet ". Choćby miał 6 córek, ale ani jednego syna to jest dziwolągiem, albo łamaga ![]()
Tym sposobem jedziesz na tym samym wózku sypiąc nonsensownymi ideologiami
onTAKIsobie napisał/a:.... kobieta która nie chce mieć dzieci, to dziwna kobieta. I tyle.
Klasyczny stereotypowy wywód i z jednego worka wyjęty typu "facet ,bez syna to nie facet ". Choćby miał 6 córek, ale ani jednego syna to jest dziwolągiem, albo łamaga
Tym sposobem jedziesz na tym samym wózku sypiąc nonsensownymi ideologiami
Napisałem że dla mnie jest to dziwne. Mam dwie córki i o więcej dzieci się nie staramy. Nie uważam aby mi to ujmowało z ojcostwa. I nie chodzi o stereotypy, ale o pewne prawa natury. I tyle. Nie piszę o takiej obraźliwie.
Ja tylko chcialam dodac, ze nieprawda jest ze z wiekiem sie decyzji o bezzietnosci zaluje . Uwazam ze byla to jedna z najlepszych decyzji w moim zyciu.Ludzi jest za duzo, ten nadmiar juz sie do Europy przelewa, stad kryzys.
Siostra ma jedno, kocha ale stwierdzila ze nigdy wiecej.
mortisha napisał/a:onTAKIsobie napisał/a:.... kobieta która nie chce mieć dzieci, to dziwna kobieta. I tyle.
Klasyczny stereotypowy wywód i z jednego worka wyjęty typu "facet ,bez syna to nie facet ". Choćby miał 6 córek, ale ani jednego syna to jest dziwolągiem, albo łamaga
Tym sposobem jedziesz na tym samym wózku sypiąc nonsensownymi ideologiamiNapisałem że dla mnie jest to dziwne. Mam dwie córki i o więcej dzieci się nie staramy. Nie uważam aby mi to ujmowało z ojcostwa. I nie chodzi o stereotypy, ale o pewne prawa natury. I tyle. Nie piszę o takiej obraźliwie.
No ja nie pisze ,ze umniejszam facetów, gdy nie posiadają syna, bo to dla mnie totalna brednia, tylko odniosłam się do tego farmazońskiego stereotypu nawiązując do twojego opiniowania kobiet ,które nie mają dzieci , ze to dziwadła
,ale mi w to graj nawet
Wolę być niedoskonałą wersją samej siebie ,niż najidealniejszą kopią kogoś innego ![]()
96 2014-10-05 18:00:45 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2014-10-05 18:15:37)
luc oczywiscie, bo pamietasz co czulas jak mialas dwa lata
. Zreszta skad mozesz wiedziec, ze to milosc bezwarunkowa, skoro rodzice spelniali warunki od poczatku? Gdyby sie nie zajmowali Toba wcale i nie ragowali na Twoj placz, a za to reagowala by ciotka i sie zajmowala to bys ja kocha jak matke, a nie Twoja matke. Zroum, ze dziecko od urodzenia dostaje mase rzeczy od rodzicow, wiec rodzice spelniaja warunki i nie mozna mowic o milosci bezwarunkowej.
Wczesniej cytowalam definicjie milosc bezwarunkowej.
Rozumiem, ze wystarczy kogos urodzic i NIC nie dawac i nie spelniac, zadnych WARUNKOW zeby dziecko kochalo tak?
To rozwala caly pomysl kochania adopcyjnych rodzicow.
I tak, teraz ja tez kocham rodzicow bezwarunkowo. Ale moi rodzice spelnili wrunki kiedy bylam malutka, wiec ta milosc nie byla wtedy bezwarunkowa. Tylko zmienila sie w taka z czasem.
Male dzieci mysla tylko o swoich potrzebach i tyle.
Pewnie idealisci mysla inaczej, i to ladne myslenie ale moim zdaniem to bajki, a nie prawdziwe zycie i prawdziwa natura czlowieka.
mortisha jestesmy dziwne i tyle
Nie zeby mi to przeszkadzalo, to cale bycie dziwna.
A ja kompletnie nie rozumiem po kiego tego typu spychologiczne analizy się wlączają, kiedy ktoś NIE lubi dzieci, ma do nich awersje, irytują go, działają na nerwy i wtenczas zaczyna się grzebanie w przeszlosci analizują osobnika dzieciństw itd. isrede . To już jest szukanie dziury w całym
Moi rodzice mają mnie z rozsądku, a nie z instynktownej potrzeby. Pozytywnie wspominam swoje dzieciństwo, byli sprawiedliwi w wychowaniu, kiedy trzeba było to się zebrało reprymendę ,albo łomot, kiedy się zasłużyło to atrakcji i przywilejów nie skąpili. To co opowiadali jak wyglądało wychowanie, opieka nad małym dzieckiem nie było niczym szokującym ,ani nowoscią zadną, ,to co na własne oczy w dorosłym zyciu widzę ile urwania łba jest z dzieciarnią , przynajmniej do pierwszych kilku lat . 3 światy to za malo powiedziane. Zapierniczasz akordem jak chomik na kołowrotku i jeszcze progerniturze nie tak i ciągle mało. Dzieci małe nie kryją egoizmu
Ja jestem z tych egzemplarzy , na które małe dzieci a już tym bardziej wrzeszczące, histeryzujące o wszystko i o nic, wiecznie domagające się spełniania ich zachcianek i kaprysów , a jak nie ma tego tu i teraz to wrzask w nieboglosy , wtenczas krew w zylach mi się gotuje.
Marudzenie ,jęczenie, kwękanie w sumie często nawet nie wiadomo dlaczego ,może na łeb dać , tak ze człowiek ma psychopatyczne myśli i wizje przez te niekończące się dziecka wymogi- spróbuj na swoim postawić to trzęsienie ziemi masz zafundowane. Granice wytrzymałości na skraju przepasci .Najgorsze w wg mnie to niemowlaki i parolatki , szkolnym dzieckiem jakoś już w miarę logicznie się porozumiesz , argumentami sobie porzucasz, a jak z świadomością przeholuje to można nawet opierdzielic na czym swiat stoi ,bez wyrzutów sumienia ,bo dzieciak już jarzy o co te nerwy kogoś , do czego doprowadziło jego zachowanie i kalkuluje dosyć logicznie. Do tego z racji wieku jest już stokroć bardziej samodzielniejsze i samooblusgowe , mniej pracochłonne fizycznie
A z maluchem? one jeszcze mało kapowane.Z 8 lat temu będąc u znajomej po 20 minutach już wrzało we mnie,a koleżanka była zagotowana cala , twarz w kolorycie buraka. Tak maluch dawal jej popalić. Klasyczne absorbujące głośne wyjcowate dziecko. Jak z furią i wrzaskiem przywalila nim o spręzynkowe lóżko to dzieciak z 3 razy się odbil gora-dol , no ale jeszcze nie łączył przyczyny i skutkow, a to było wyładowanie emocji matki.
Ona ryczała jak bawół z bezsilności , dzieciak oszołomiony przymknął się z strachu na 1.5 minuty a później rozdarł się na całego i znów powtórka z rozrywki w wydaniu histeryka. Ja wyszłam tez będąc już cala obolala i zmęczona jego absorbującym zachowaniem. Znajoma zadzwoniła po teściową ,aby przyjechała z małym posiedzieć, bo ona nie ręczy za siebieJa żadnej traumy w dzieciństwie nie przeszłam, od kiedy sięgam pamięcią małę dzieci mnie niezmiernie frustrowały i wolałam się trzymać od nich jak najdalej. Nawet sama bedac dzieckiem towarzystwo dzieci mnie nie rajcowało.
Starszemu szkolnemu do słuchu już da się co nie co powiedzieć i mniej więcej czuje się ,ze masz odbiorcę na w miarę kumatym poziomie, czego nie można powiedzieć o niemowlaku ,czy przedszkolaku roszczeniowym i interesownym, bo egoistycznej natury dzieci nie da się ukryć.
mortisha napisalas dokladnie to co i ja czuje, u znajomych z dziecmi wytrzymuję z grzeczności i taktu ale nie wyobrażam sobie takiego życia, i nie czuję się "dziwną kobietą" bo nie chcę mieć dzieci, już raczej kobietą świadomą bym to nazwała
Ja mysle, ze mortishia dobrze to opisala, tez mam takie mysli.
Swoja droga, wydaje mi sie , ze nawet bycie 'dziwnym' nie jest wcale zle. Chociaz ludzie mowia zwykle o takich kobietach 'dziwne' i daja temu przy tym negatywne znaczenie.
Celowo nie włączam się w wątek, ale tej matce, o której pisała mortisha
Z 8 lat temu będąc u znajomej po 20 minutach już wrzało we mnie,a koleżanka była zagotowana cala , twarz w kolorycie buraka. Tak maluch dawal jej popalić. Klasyczne absorbujące głośne wyjcowate dziecko. Jak z furią i wrzaskiem przywalila nim o spręzynkowe lóżko to dzieciak z 3 razy się odbil gora-dol , no ale jeszcze nie łączył przyczyny i skutkow, a to było wyładowanie emocji matki.
Ona ryczała jak bawół z bezsilności , dzieciak oszołomiony przymknął się z strachu na 1.5 minuty a później rozdarł się na całego i znów powtórka z rozrywki w wydaniu histeryka. Ja wyszłam tez będąc już cala obolala i zmęczona jego absorbującym zachowaniem. Znajoma zadzwoniła po teściową ,aby przyjechała z małym posiedzieć, bo ona nie ręczy za siebie
to bym przyłożyła.
Dzieciak ma prawo się drzeć histerycznie i nie rozumieć, wywalać z siebie negatywne emocje krzykiem i przemocą, bo, jak sama mortisha napisała, jest jeszcze mało kapowne. A tu matka tak samo mało kapowna jak dziecko, czyli umysłowość na poziomie 3-latka maks.
Mnie przeraża, jak lekko ludzie decydują się na dziecko. Jak mają wziąć psa, to się 30 razy zastanawiają, analizują, czy ich stać, jakiego etc, a dziecko - oooj tam, jakoś to będzie. A potem takie akcje. Przecież to chore.
Ja mysle, ze mortishia dobrze to opisala, tez mam takie mysli.
Swoja droga, wydaje mi sie , ze nawet bycie 'dziwnym' nie jest wcale zle. Chociaz ludzie mowia zwykle o takich kobietach 'dziwne' i daja temu przy tym negatywne znaczenie.
Też nigdzie nie napisałem że to źle, ale że dziwne.
Vian, ale dzieci zazwyczaj nie wyją non stop. Wtedy człowiek by wiedział na czym stoi i się przyzwyczaił.
Ale czasem jak dzieciak zrobi niespodziewanie taką "akcję" to naprawdę człowiek ma mordercze myśli. I trudno wtedy o spokój i opanowanie. Zwłaszcza, że próbował już wszystkiego co można w takiej sytuacji zrobić. Ale to nie znaczy, że trzeba od razu dziecko rodzicom odbierać. Wystarczy rzeczywiście na chwile oddać bachorka w inne ręce i oddalić się jak najszybciej. Po powrocie znów jest się kochającym rodzicem ![]()
Analogicznie, to większość nastolatków powinno znajdować się w domach opieki ![]()
U kobiet potrzeba posiadania dzieci jest wrodzona i poza kontrolą woli. Nie jest to potrzeba logiczna tylko odruchowa. U mężczyzn często jest postawa taka, że akceptuje decyzję kobiety albo skoro inni mają dzieci to ja też. Obie te postawy nie są sensowne. Wiele ludzi ma dzieci z takiego głupiego powodu, żeby naśladować innych, albo z nudów. Wydaje się że społeczeństwo jako całość jest ogarnięte obsesją posiadania dzieci, prawdopodobnie z braku celu w życiu. Co do autorki wątku, pewnie nie możesz się zdecydować czy chcesz mieć dzieci, czy nie, bo inaczej byś o tym nie pisała tak impulsywnie. Jeśli już podejmiesz decyzję, to najlepiej poddaj się podwiązaniu jajowodów i wydaje mi się że w Polsce możesz mieć problemy w uzyskaniu tego zabiegu ze względów światopoglądowych lekarzy. Możesz spróbować w Niemczech. Ja miałem wazektomię i musiałem jechać z tym do Niemiec. W Polsce jest teraz tylko dwóch lekarzy którzy robią wazektomię.
Chyba zartujesz? Tylko dwoch lekarzy?! Jesli tak, to jest to chory kraj rzeczywiscie.
luc oczywiscie, bo pamietasz co czulas jak mialas dwa lata
. Zreszta skad mozesz wiedziec, ze to milosc bezwarunkowa, skoro rodzice spelniali warunki od poczatku? Gdyby sie nie zajmowali Toba wcale i nie ragowali na Twoj placz, a za to reagowala by ciotka i sie zajmowala to bys ja kocha jak matke, a nie Twoja matke. Zroum, ze dziecko od urodzenia dostaje mase rzeczy od rodzicow, wiec rodzice spelniaja warunki i nie mozna mowic o milosci bezwarunkowej.
Wczesniej cytowalam definicjie milosc bezwarunkowej.
Rozumiem, ze wystarczy kogos urodzic i NIC nie dawac i nie spelniac, zadnych WARUNKOW zeby dziecko kochalo tak?
Raczej nie pamiętam co czułam w wieku dwóch lat ![]()
Tyle, że w tym wieku dziecko doznaje wielu uczuć, ale trudno je nazwać miłością. Zaspokajanie przez rodziców potrzeb dziecka małego, ma oczywiście duży wpływ na jego miłość w przyszłości , ale nie w wieku dwóch lat.
Podana przez Ciebie wikipediowska definicja (uproszczona "do bólu"), to tylko definicja. Nic więcej.
Możemy się rzecz jasna spierać o definicje - mogę ich podać więcej, ale chyba nie o to chodzi?
To jak rodzice traktują dziecko od najmłodszych lat ma wpływ na późniejsze relacje. Nie zawsze ma wpływ na miłość. Jest wiele przypadków złego traktowania dzieci przez rodziców, a mimo to dzieci rodziców kochają.
Dla mnie w największym skrócie - bezinteresowność, w kontekście w jakim mówimy, oznacza miłość, za którą niczego nie żądamy.
Bezwarunkowość zaś, to miłość bez względu na wszystko, bez względu na to co zrobili lub czego nie zrobili (wobec nas i świata).
Oczywiście, że istnieją sytuacje patologiczne, ale nie o tym mówimy (przynajmniej ja nie miałam tego na myśli).
Witam, na początek chciałam napisać, że ten temat założyłam dla dyskusji, oraz z czystej ciekawości, czy ktoś ma podobne poglądy, nie żeby obrażać, czy szydzić z czyjegoś stylu życia. Prosze więc o wyrozumiałość i zachowanie spokoju, bo to, co napiszę może spowodować u niektórych pań/panów tiki nerwowe
Tak jak w temacie - wprost nienawidzę dzieci. Nienawidzę ich do tego stopnia, że kiedy moi sąsiedzi wchodzą, czy schodzą po schodach z dzieciakami, ja stoję i czekam aż przejdą, bo mnie roznosi na widok tych larw. Pewnie ktoś mi zaraz napisze"zmienisz zdanie, jak będziesz miała własne", albo "Co Ty wiesz, masz dopiero 20 lat i nic nie wiesz o życiu". Zgoda, mało wiem o życiu, ale coś tam wiem, między innymi jestem pewna, że nigdy, przenigdy nie będę matką.
Podziwiam kobiety, które zdecydowały się na dzieci, urodziły, zarywały nocki na zmiany pieluch i karmienie, oraz miliard innych drobiazgów. Musicie mieć dobre serca, instynkty naturalne, żeby mieć maluchy itd. Nie mówię, że to jest złe, w żadnym wypadku. Dla mnie jednak posiadanie dziecka to tylko wyrzeczenia, stres, nieprzespane noce, obsrane pieluchy i zarzygane ubranka. To koszmar, nie wspominając o utracie życia osobistego, a seks z mężem cholernie traci na atrakcyjności. W swojej głowie widzę obraz bladej kobiety w powyciąganym dresie z podkrążonymi oczami, wokół wszędzie pampersy, kaszki i sraczka, a na rękach krzycząca ludzka larwa. Może jestem tępą, egoistyczną pipką z zaledwie 20-letnim stażem i faktycznie nic nie wiem. W wieku "gimbusa" byłam przeświadczona o swoich racjach/poglądach, a teraz się z tego śmieję, bo zdanie zmieniłam już dawno. Teraz też mam jakieś poglądy, ale podchodzę do nich z dystansem, bo wiem, że za jakiś czas mogą odejść w niepamięć. Natomiast tę decyzję o dożywotniej bezdzietności mam zapisaną na stale w swoim etosie. Żadnych dzieci, nigdy w życiu. I tego nie zmienie. A dlaczego? Moja mama, może nie święta kobieta, ale powiedziała mi jak wygląda(a przynajmniej jak wyglądało u niej) wychowanie dzieciaka. Rodzice się szybko pobrali, zaledwie po roku znajomości. Wzięli ślub, bo trendy było wziąć ślub w wieku 20 lat, modne też było szybkie zrobienie bachora. Nie dlatego, że takie pragnienie, wielka miłość i potrzeba wydania na świat potomstwa, lecz zwykły szał na szybkie zakładanie rodziny. Koleżanki mamy też już były zamężne i zapylone, więc presja, presja! I taka jest de facto geneza mojego powstania. Resztę już widziałam na zdjęciach. Mój ojciec wychodził do pracy na cały dzień, matka zostawała sama. Nie miała wtedy żadnej pracy. Chodziła po domu w powyciąganych portach, w szlafroku, każdy jej włos sterczał w innym kierunku. Po jej twarzy na zdjęciach widziałam co myśli - "po co ja sobie to zrobiłam??". Larwa wrzeszczy, sra, sika, nie chce spać, je w nieskończoność, ale gęby nie zamyka. I tak przez kilkanaście miesięcy. Bez pomocy męża, który prosto z pracy uwielbiał pójść na piwko, czy na imprezę. Strasznie jej współczuję, że musiała mnie ciągle nosić na rękach, gdy wrzeszczałam z nieznanego istniejącego powodu, że cały dom nie mógł spać przez jedno małe gówno. Setki obsranych pieluch, kaszek, nocnych pobudek. To istny koszmar. I też wiele razy usłyszałam od mamy, że dzieci to dopust boży, że człowiek jest na wykończeniu nerwowym. No cóż, jedyna moja odpowiedź to taka, że na świat się NIE prosiłam. A każdy człowiek był takim stworzeniem, wiem, i rodzice musieli się poświęcać. Nigdy ym nie mogła czegoś takiego zrobić, przenigdy.. Straciłabym cierpliwość, dziecko by cierpiało i miałoby usrane dzieciństwo. Być moze nie każda matka tak ma, zdaję sobie sprawę, że są wyjątki, ale jednak większość jest zdewastowana, zmęczona i znerwicowana.
To tyle, wyraziłam tylko swoja opinię, przeprosiłam za ewentualną żółć, ale i tak pewnie zaraz posypią się hejty. Takie szybkie FAQ: TAK, jestem egoistką. Niestety, do końca nie jest mi z tym dobrze. I zdaję sobie sprawę, że na tym forum jest b. wiele matek.
Ktoś ma podobne zdanie?
Nie czytała wszystkich postów jeszcze. Powiem o sobie.
Nigdy nie lubiłam dzieci, zwłaszcza na starcie życia dojrzewającego ![]()
Jestem jedynaczką, często wszelakie ciotki głupio do mnie gadały, a że rodzice powinni mieć jeszcze kogoś do kochania, nie tylko mnie, że i tak będziesz miała rodzeństwo i wtedy będziesz musiała oddać trochę tego czy tamtego. Bardzo mi tym skrzywiły psychikę tak, że zaczęła nienawidzić "bachorów". Chciałam rodzeństwa, ale tylko i wyłącznie starszego, co było nierealne a młodsze dzieci to było samo zło w moim odczuciu. Wydawało mi się, że nigdy nie zdecyduję się na dziecko.
Ale los bywa przewrotny. Tydzień po 18-tce dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Normalnie szok, rozczarowanie, strach, gniew, przerażenie i niemoc w jednym. Pierwsze co mi przyszło do głowy, to aborcja. Jakaż ja byłam niedojrzała. Szczęście, że do tego nie doszło. Po największych zawirowaniach szybko pokochałam to "coś" w sobie. To było takie magiczne, niewytłumaczalne, że mi się odmieniło. Jak urodziła się córka, to przez kilka dni patrzyłam na nią i nie mogłam pojąć tego cudu, że to moje dziecko, jak to możliwe, kawałek mnie w nowym życiu. I potem już samo poszło. Zmieniłam punkt widzenia. Nie znaczy to, że teraz uwielbiam dzieciaki, bo nadal jakoś specjalnie się tym nie zachwycam, ale potrafię dostrzec w nich coś urokliwego, a niektóre dzieci nawet i mnie łapią za serce, co niełatwo mi zrozumieć.
W każdym razie jestem wdzięczna losowi, że zadrwił ze mnie i zdecydował mi to rzucić pod nogi, bo może świadomie nigdy bym nie chciała mieć dzieci, no chyba, że u niektórych instynkt budzi się dużo później. Nie znaczy też, że zachodzenie w ciążę w takim wieku jest mądre ![]()
WerkaDe napisał/a:Witam, na początek chciałam napisać, że ten temat założyłam dla dyskusji, oraz z czystej ciekawości, czy ktoś ma podobne poglądy, nie żeby obrażać, czy szydzić z czyjegoś stylu życia. Prosze więc o wyrozumiałość i zachowanie spokoju, bo to, co napiszę może spowodować u niektórych pań/panów tiki nerwowe
Tak jak w temacie - wprost nienawidzę dzieci. Nienawidzę ich do tego stopnia, że kiedy moi sąsiedzi wchodzą, czy schodzą po schodach z dzieciakami, ja stoję i czekam aż przejdą, bo mnie roznosi na widok tych larw. Pewnie ktoś mi zaraz napisze"zmienisz zdanie, jak będziesz miała własne", albo "Co Ty wiesz, masz dopiero 20 lat i nic nie wiesz o życiu". Zgoda, mało wiem o życiu, ale coś tam wiem, między innymi jestem pewna, że nigdy, przenigdy nie będę matką.
Podziwiam kobiety, które zdecydowały się na dzieci, urodziły, zarywały nocki na zmiany pieluch i karmienie, oraz miliard innych drobiazgów. Musicie mieć dobre serca, instynkty naturalne, żeby mieć maluchy itd. Nie mówię, że to jest złe, w żadnym wypadku. Dla mnie jednak posiadanie dziecka to tylko wyrzeczenia, stres, nieprzespane noce, obsrane pieluchy i zarzygane ubranka. To koszmar, nie wspominając o utracie życia osobistego, a seks z mężem cholernie traci na atrakcyjności. W swojej głowie widzę obraz bladej kobiety w powyciąganym dresie z podkrążonymi oczami, wokół wszędzie pampersy, kaszki i sraczka, a na rękach krzycząca ludzka larwa. Może jestem tępą, egoistyczną pipką z zaledwie 20-letnim stażem i faktycznie nic nie wiem. W wieku "gimbusa" byłam przeświadczona o swoich racjach/poglądach, a teraz się z tego śmieję, bo zdanie zmieniłam już dawno. Teraz też mam jakieś poglądy, ale podchodzę do nich z dystansem, bo wiem, że za jakiś czas mogą odejść w niepamięć. Natomiast tę decyzję o dożywotniej bezdzietności mam zapisaną na stale w swoim etosie. Żadnych dzieci, nigdy w życiu. I tego nie zmienie. A dlaczego? Moja mama, może nie święta kobieta, ale powiedziała mi jak wygląda(a przynajmniej jak wyglądało u niej) wychowanie dzieciaka. Rodzice się szybko pobrali, zaledwie po roku znajomości. Wzięli ślub, bo trendy było wziąć ślub w wieku 20 lat, modne też było szybkie zrobienie bachora. Nie dlatego, że takie pragnienie, wielka miłość i potrzeba wydania na świat potomstwa, lecz zwykły szał na szybkie zakładanie rodziny. Koleżanki mamy też już były zamężne i zapylone, więc presja, presja! I taka jest de facto geneza mojego powstania. Resztę już widziałam na zdjęciach. Mój ojciec wychodził do pracy na cały dzień, matka zostawała sama. Nie miała wtedy żadnej pracy. Chodziła po domu w powyciąganych portach, w szlafroku, każdy jej włos sterczał w innym kierunku. Po jej twarzy na zdjęciach widziałam co myśli - "po co ja sobie to zrobiłam??". Larwa wrzeszczy, sra, sika, nie chce spać, je w nieskończoność, ale gęby nie zamyka. I tak przez kilkanaście miesięcy. Bez pomocy męża, który prosto z pracy uwielbiał pójść na piwko, czy na imprezę. Strasznie jej współczuję, że musiała mnie ciągle nosić na rękach, gdy wrzeszczałam z nieznanego istniejącego powodu, że cały dom nie mógł spać przez jedno małe gówno. Setki obsranych pieluch, kaszek, nocnych pobudek. To istny koszmar. I też wiele razy usłyszałam od mamy, że dzieci to dopust boży, że człowiek jest na wykończeniu nerwowym. No cóż, jedyna moja odpowiedź to taka, że na świat się NIE prosiłam. A każdy człowiek był takim stworzeniem, wiem, i rodzice musieli się poświęcać. Nigdy ym nie mogła czegoś takiego zrobić, przenigdy.. Straciłabym cierpliwość, dziecko by cierpiało i miałoby usrane dzieciństwo. Być moze nie każda matka tak ma, zdaję sobie sprawę, że są wyjątki, ale jednak większość jest zdewastowana, zmęczona i znerwicowana.
To tyle, wyraziłam tylko swoja opinię, przeprosiłam za ewentualną żółć, ale i tak pewnie zaraz posypią się hejty. Takie szybkie FAQ: TAK, jestem egoistką. Niestety, do końca nie jest mi z tym dobrze. I zdaję sobie sprawę, że na tym forum jest b. wiele matek.
Ktoś ma podobne zdanie?
Nie czytała wszystkich postów jeszcze. Powiem o sobie.
Nigdy nie lubiłam dzieci, zwłaszcza na starcie życia dojrzewającego
Jestem jedynaczką, często wszelakie ciotki głupio do mnie gadały, a że rodzice powinni mieć jeszcze kogoś do kochania, nie tylko mnie, że i tak będziesz miała rodzeństwo i wtedy będziesz musiała oddać trochę tego czy tamtego. Bardzo mi tym skrzywiły psychikę tak, że zaczęła nienawidzić "bachorów". Chciałam rodzeństwa, ale tylko i wyłącznie starszego, co było nierealne a młodsze dzieci to było samo zło w moim odczuciu. Wydawało mi się, że nigdy nie zdecyduję się na dziecko.Ale los bywa przewrotny. Tydzień po 18-tce dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Normalnie szok, rozczarowanie, strach, gniew, przerażenie i niemoc w jednym. Pierwsze co mi przyszło do głowy, to aborcja. Jakaż ja byłam niedojrzała. Szczęście, że do tego nie doszło. Po największych zawirowaniach szybko pokochałam to "coś" w sobie. To było takie magiczne, niewytłumaczalne, że mi się odmieniło. Jak urodziła się córka, to przez kilka dni patrzyłam na nią i nie mogłam pojąć tego cudu, że to moje dziecko, jak to możliwe, kawałek mnie w nowym życiu. I potem już samo poszło. Zmieniłam punkt widzenia. Nie znaczy to, że teraz uwielbiam dzieciaki, bo nadal jakoś specjalnie się tym nie zachwycam, ale potrafię dostrzec w nich coś urokliwego, a niektóre dzieci nawet i mnie łapią za serce, co niełatwo mi zrozumieć.
W każdym razie jestem wdzięczna losowi, że zadrwił ze mnie i zdecydował mi to rzucić pod nogi, bo może świadomie nigdy bym nie chciała mieć dzieci, no chyba, że u niektórych instynkt budzi się dużo później. Nie znaczy też, że zachodzenie w ciążę w takim wieku jest mądre
Piękna prawda.
Co innego kogoś nie lubić, nie znosić nawet, co innego wyzywać od larw.
Ja również nie lubię dzieci, ale autorka postu budzi większą niechęć.
Może należy pomyśleć o jakiejś terapii i leczyć się - nie z nienawiści do dzieci, ale z co najmniej dziwnej postawy wobec równoprawnych istot.
Mimo wszystko autorki larwą nie nazwę.
LonelyM napisał/a:WerkaDe napisał/a:Witam, na początek chciałam napisać, że ten temat założyłam dla dyskusji, oraz z czystej ciekawości, czy ktoś ma podobne poglądy, nie żeby obrażać, czy szydzić z czyjegoś stylu życia. Prosze więc o wyrozumiałość i zachowanie spokoju, bo to, co napiszę może spowodować u niektórych pań/panów tiki nerwowe
Tak jak w temacie - wprost nienawidzę dzieci. Nienawidzę ich do tego stopnia, że kiedy moi sąsiedzi wchodzą, czy schodzą po schodach z dzieciakami, ja stoję i czekam aż przejdą, bo mnie roznosi na widok tych larw. Pewnie ktoś mi zaraz napisze"zmienisz zdanie, jak będziesz miała własne", albo "Co Ty wiesz, masz dopiero 20 lat i nic nie wiesz o życiu". Zgoda, mało wiem o życiu, ale coś tam wiem, między innymi jestem pewna, że nigdy, przenigdy nie będę matką.
Podziwiam kobiety, które zdecydowały się na dzieci, urodziły, zarywały nocki na zmiany pieluch i karmienie, oraz miliard innych drobiazgów. Musicie mieć dobre serca, instynkty naturalne, żeby mieć maluchy itd. Nie mówię, że to jest złe, w żadnym wypadku. Dla mnie jednak posiadanie dziecka to tylko wyrzeczenia, stres, nieprzespane noce, obsrane pieluchy i zarzygane ubranka. To koszmar, nie wspominając o utracie życia osobistego, a seks z mężem cholernie traci na atrakcyjności. W swojej głowie widzę obraz bladej kobiety w powyciąganym dresie z podkrążonymi oczami, wokół wszędzie pampersy, kaszki i sraczka, a na rękach krzycząca ludzka larwa. Może jestem tępą, egoistyczną pipką z zaledwie 20-letnim stażem i faktycznie nic nie wiem. W wieku "gimbusa" byłam przeświadczona o swoich racjach/poglądach, a teraz się z tego śmieję, bo zdanie zmieniłam już dawno. Teraz też mam jakieś poglądy, ale podchodzę do nich z dystansem, bo wiem, że za jakiś czas mogą odejść w niepamięć. Natomiast tę decyzję o dożywotniej bezdzietności mam zapisaną na stale w swoim etosie. Żadnych dzieci, nigdy w życiu. I tego nie zmienie. A dlaczego? Moja mama, może nie święta kobieta, ale powiedziała mi jak wygląda(a przynajmniej jak wyglądało u niej) wychowanie dzieciaka. Rodzice się szybko pobrali, zaledwie po roku znajomości. Wzięli ślub, bo trendy było wziąć ślub w wieku 20 lat, modne też było szybkie zrobienie bachora. Nie dlatego, że takie pragnienie, wielka miłość i potrzeba wydania na świat potomstwa, lecz zwykły szał na szybkie zakładanie rodziny. Koleżanki mamy też już były zamężne i zapylone, więc presja, presja! I taka jest de facto geneza mojego powstania. Resztę już widziałam na zdjęciach. Mój ojciec wychodził do pracy na cały dzień, matka zostawała sama. Nie miała wtedy żadnej pracy. Chodziła po domu w powyciąganych portach, w szlafroku, każdy jej włos sterczał w innym kierunku. Po jej twarzy na zdjęciach widziałam co myśli - "po co ja sobie to zrobiłam??". Larwa wrzeszczy, sra, sika, nie chce spać, je w nieskończoność, ale gęby nie zamyka. I tak przez kilkanaście miesięcy. Bez pomocy męża, który prosto z pracy uwielbiał pójść na piwko, czy na imprezę. Strasznie jej współczuję, że musiała mnie ciągle nosić na rękach, gdy wrzeszczałam z nieznanego istniejącego powodu, że cały dom nie mógł spać przez jedno małe gówno. Setki obsranych pieluch, kaszek, nocnych pobudek. To istny koszmar. I też wiele razy usłyszałam od mamy, że dzieci to dopust boży, że człowiek jest na wykończeniu nerwowym. No cóż, jedyna moja odpowiedź to taka, że na świat się NIE prosiłam. A każdy człowiek był takim stworzeniem, wiem, i rodzice musieli się poświęcać. Nigdy ym nie mogła czegoś takiego zrobić, przenigdy.. Straciłabym cierpliwość, dziecko by cierpiało i miałoby usrane dzieciństwo. Być moze nie każda matka tak ma, zdaję sobie sprawę, że są wyjątki, ale jednak większość jest zdewastowana, zmęczona i znerwicowana.
To tyle, wyraziłam tylko swoja opinię, przeprosiłam za ewentualną żółć, ale i tak pewnie zaraz posypią się hejty. Takie szybkie FAQ: TAK, jestem egoistką. Niestety, do końca nie jest mi z tym dobrze. I zdaję sobie sprawę, że na tym forum jest b. wiele matek.
Ktoś ma podobne zdanie?
Nie czytała wszystkich postów jeszcze. Powiem o sobie.
Nigdy nie lubiłam dzieci, zwłaszcza na starcie życia dojrzewającego
Jestem jedynaczką, często wszelakie ciotki głupio do mnie gadały, a że rodzice powinni mieć jeszcze kogoś do kochania, nie tylko mnie, że i tak będziesz miała rodzeństwo i wtedy będziesz musiała oddać trochę tego czy tamtego. Bardzo mi tym skrzywiły psychikę tak, że zaczęła nienawidzić "bachorów". Chciałam rodzeństwa, ale tylko i wyłącznie starszego, co było nierealne a młodsze dzieci to było samo zło w moim odczuciu. Wydawało mi się, że nigdy nie zdecyduję się na dziecko.Ale los bywa przewrotny. Tydzień po 18-tce dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Normalnie szok, rozczarowanie, strach, gniew, przerażenie i niemoc w jednym. Pierwsze co mi przyszło do głowy, to aborcja. Jakaż ja byłam niedojrzała. Szczęście, że do tego nie doszło. Po największych zawirowaniach szybko pokochałam to "coś" w sobie. To było takie magiczne, niewytłumaczalne, że mi się odmieniło. Jak urodziła się córka, to przez kilka dni patrzyłam na nią i nie mogłam pojąć tego cudu, że to moje dziecko, jak to możliwe, kawałek mnie w nowym życiu. I potem już samo poszło. Zmieniłam punkt widzenia. Nie znaczy to, że teraz uwielbiam dzieciaki, bo nadal jakoś specjalnie się tym nie zachwycam, ale potrafię dostrzec w nich coś urokliwego, a niektóre dzieci nawet i mnie łapią za serce, co niełatwo mi zrozumieć.
W każdym razie jestem wdzięczna losowi, że zadrwił ze mnie i zdecydował mi to rzucić pod nogi, bo może świadomie nigdy bym nie chciała mieć dzieci, no chyba, że u niektórych instynkt budzi się dużo później. Nie znaczy też, że zachodzenie w ciążę w takim wieku jest mądrePiękna prawda.
Piekna prawda tak - ale dla autorki postu. Prawda dla jej zycia, a nie dla wszystkich kobiet jakie zyja.
Chyba zartujesz? Tylko dwoch lekarzy?! Jesli tak, to jest to chory kraj rzeczywiscie.
No, tak wygląda z tej rozmowy że tylko dwóch lekarzy nie boi się robić wazektomi w Polsce.
_http://www.youtube.com/watch?v=6eHQJi4cJKE&list=UUqCGGi7HtqbaTh5iLSwXjCw
Masz dopiero 20 lat więc nie myślisz o tym, w sumie po co? jesteś za młoda jak dla mnie, korzystaj z życia. Niepotrzebnie się nakręcasz. Wszystko Ci się może odmienić jak przyjdzie do Ciebie instynkt macierzyński i sama się sobie będziesz dziwiła. Więc nie martw się tym bo wszystko Ci się może odmienić. Nigdzie nie jest napisane że każda kobieta musi być matką. Tak samo w małżeństwie nie koniecznie sex musi być gorszy ze względu na dziecko. Niektórzy faceci jeszcze bardziej doceniają swoje kobiety i bardziej je kochają, ponieważ dały im dziecko, sex nie jest mechaniczny, muszą być uczucia. W dzisiejszych czasach zmieniła się rola ojca, są bardziej obecni w wychowywaniu dzieci.
111 2014-10-11 12:20:31 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2014-10-11 12:21:52)
Jeszcze jedna rzecz odnośnie instynktu macierzyńskiego. Wielu ludzi uważa że to coś co czuje każda dorosła kobieta (z wyjątkami), pozwolę się z tym nie zgodzić. Instynkt macierzyński uruchamia się jedynie po urodzeniu dziecka! Kobieta która wcześniej nie rodziła instynktu tego nie ma. Nie ma czegoś takiego jak instynktowne pragnienie posiadania dzieci (a najczęściej taką odpowiedź usłyszymy na pytanie - "dlaczego zdecydowałaś się na dziecko?"). Instynkt macierzyński uruchamia się jedynie po porodzie, i co ważne NIE u wszystkich kobiet. Wystarczy poczytać wypowiedzi młodych mam które przeżyły szok po porodzie, bo ta istota wydaje im się całkowicie obca, budzi u nich niechęć, złość. Czują się winne bo nikt nie powiedział im o takiej ewentualności.
Od niedawna zaczęłam myśleć dokładnie tak jak ty. Mam siostrę która ma trójkę dzieci zawsze uwielbiałam się z nimi bawić i wgl. ale od pewnego czasu kiedy muszę zajmować się młodszym bratem znienawidziłam dzieci, te hałasy wydawane przez nie, cały czas czegoś potrzebują to mnie zaczęło już przerastać, a teraz na dodatek dowiedziałam się że prawdopodobnie mogę być w ciąży, nie wiem co z tym zrobię jak się okaże prawdą
Nie rozumiem tylko NIENAWIŚCI. Mozna nie nadawać się z powodu swojego charakterku, nieodpowiedzialnosci, egoizmu czy braku opanowania i umiejetnosci opiekowania się, ale zeby od razu nienawidzic? A moze Ty nienawidzisz tez sama siebie?
Całkiem prawdopodobne.
Sama bardzo lubię dzieci, choć niektóre potrafią ostro dać w kość (nie mam swoich, ale miałam styczność z czyimiś). Można się czasem na nie zezłościć, ale żeby nienawidzić?
Problem nie tkwi w dzieciach, tylko w psychice autorki.
Jeszcze jedna rzecz odnośnie instynktu macierzyńskiego. Wielu ludzi uważa że to coś co czuje każda dorosła kobieta (z wyjątkami), pozwolę się z tym nie zgodzić. Instynkt macierzyński uruchamia się jedynie po urodzeniu dziecka! Kobieta która wcześniej nie rodziła instynktu tego nie ma.
To nie jest tak. Kobiety mają wrodzoną potrzebę posiadania dzieci. Zobaczcie ile dziewczyn bawi się lalkami! Jedynie te potrzeby zwiększają się po zajściu w ciążę, bo wtedy organizm wydziela związki chemiczne skłaniające kobietę do większego zainteresowania dzieckiem, przez co kobieta w jeszcze większym stopniu traci wolną wolę.
doskonale rozumiem i wiem co przezywasz i jak sie czujesz. Jestem w tym samym wieku co Ty. Miałam dokładnie tako samo podejście do dzieci co Ty jeszcze kilka msc temu. Ale do czasu. Do czasu gdy nie poznałam swojej pierwszej wielkiej miłości. Byłam dokładnie taka sama jak Ty teraz. Nienawidziłam dzieci, wkurzało mnie samo przebywanie z nimi np. w jednym pomieszczeniu czy na ulicy. Nawet jezeli to dziecko stało, było grzeczne i nic sie nie odzywało. Mój chłopak (od 2,5 msc już były) jest ode mnie starszy o rok. Bardzo chciał mieć ze mną 2 dzieci i ślub kościelny (nienawidziłam dzieci i jestem ateistką) on doskonale wiedział o tym, jednak miłość do niego była silniejsza niz moja nienawiść do dzieci i mój ateizm. Zgodziłam sie na WSZYSTKO. Dopiero jak ze mną zerwał (przez mój strasznie chamski, arogancki, egoistyczny charakter) poczułam to wszystko. Poczułam to, że chcę mieć slub kościelny, wejść z moim ojczymem pod rękę do kościoła w bialej sukni i pięknym welonie do ziemi. chcę urodzić mu 2 dzieci i chcę zebysmy byli szczęśliwą rodziną we czwórkę. Gdy z nim byłam to zgodziłam sie na te dwie rzeczy mimo iż tak naprawde nie do konca tego pragnełam. Dopiero jak ze mną zerwał ja to poczułam. We mnie jest bardzo ale to bardzo dużo nienawiści. Nie mam szacunku do drugiego człowieka, wszyscy są dla mnie źli a tylko ja jestem najlepsza. Jestem straszną egoistką, zawsze martwie sie tylko o siebie, nienawidze całego świata i wszystkiego co mnie otacza. Mysle, że to był główny powód dla którego ze mną zerwał. Nie mówię, że ty tez będziesz tak miała jak ja, ze zmienisz swoje poglądy na temat dzieci. Ale nigdy nie można mówić nigdy. Ja nie chciałam mieć dzieci głównie dlatego, że wychowała mnie siostra, mama pracowała jako sprzataczka w 3 różnych biurach, żeby utrzymać 2 córki, męża alkoholika i siebie. nie miała dla mnie czasu. Ja pomyslałam: jak ja mogłabym byc dobą matką skoro sama nigdy jej nie mialam. Nie wiedziałabym jak dobrze wychować dziecko. Z tego właśnie powoli przerodziła sie moja nienawiść do dzieci. Ale jednak miłość to jest silne uczucie i jak kogoś naprawde kochamy (jak ja mojego byłego) to jestesmy w stanie się poswięcić dla ukochanej osoby. ![]()
skowron mysle, ze Ty nie powinnas zakladac zadnej rodziny zanim nie przejdziesz sie na terapie.
o jakiej terapii mówisz? myslałam nad tym tylko nie mam pojęcia na jaką terapię musiałabym iść i czego ona miałaby dotyczyc...
Mysle, ze po prostu powinnas isc do psychologa (niekoniecznie takiego gdzie musisz placic , tylko na kase chorych) i powiedziec o tym co pisalas tutaj i oni Ci pomoga tak jak bedzie trzeba. Oczywiscie mozesz od razu nie trafic na fajnego, ale na idiotke jakas albo idiote, ale warto szukac, bo to moze Ci zycie zmienic na duzo lepsze. Ja dawno temu naszukalam sie psychologa dlugo, ale jak znalazlam naprawde dobra psycholog, to efekty szybko bylo widac bardzo pozytywne
dzięki wielkie za odpowiedź
miałam ciężkie dzieciństwo, ojciec alkoholik, który ciągle nas bił a teraz ja mając 20 lat mieszkam tylko z nim i tak naprawde nie mam żadnego wsparcia w trudnych chwilach. musze poszukac jakiegos dobrego psychologa. w liceum chodziłam do szkolnego bo moja nauczycielka od polskiego mnie wysłała gdyz stwierdziła ze jestem bardzo zamknieta w sobie, nigdy na lekcjach sie nie udzielam i ze mam jakies problemy wewnetrzne. pochodziłam kilka razy ale nic mi to nie dało. mama tez musiała przyjechac do szkoły na rozmowe z psychologiem na mój temat. jak widać kila spotkan z ta panią nic nie dało.
Pewnie ta pani nie byla zbyt dobra w swojej pracy, duzo takich spotkalam. Jakos nic nie kumali, ciezko mi sie z nimi rozmawialo i zadnych efektow.
Terapia to długa praca, często trwa nawet kilka lat, a psycholog jej nie prowadzi. On może Cię ukierunkować, wskazać ewentualnie jak dalej widzi Twoją pracę nad sobą, dać chwilowe wsparcie, ale jeśli oczekujesz czegoś więcej to psychoterapeuta.
122 2014-10-12 19:16:02 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2014-10-12 19:16:40)
Ja nie widzę potrzeby żeby autorka tematu chodziła z powodu swojej niechęci do dzieci na terapię. Robi tym komu krzywdę? Nie. Niektórzy nienawidzą węży, czy pająków, i nikt ich na terapie nie wysyła. Prawie każdy człowiek czegoś/kogoś nienawidzi/brzydzi się, i o ile nie nawołuje do robienia krzywdy obiektom swojej nienawiści - wszystko gra. Bez sensu jest się też wypierać, czy próbować tłumić takie uczucia. Źle byłoby gdyby taka osoba zaczęła dorabiać ideologię do odczuwanego obrzydzenia/nienawiści, i np jeśli nienawidziłaby psów żądałaby zakazu wstępu psom na ulicę, albo jak niektóre osoby czujące do kogoś obrzydzenie doklejają automatycznie obiektom wstrętu głupotę, i ogólną "gorszość". Obrzydzenie fizjologiczne nie jest niczym złym, ważne żeby nie dorabiać ideologii, i nie próbować zarażać nią innych.
Wiesz, czytam ciebie i cofam sie w czasie - 10 lat temu mowilam dokladnie to samo, mialam identyczne odczucia. Tez mówiłam, ze ja nigdy nie będę mieć dzieci. Nie jestes ani tepa ani egoistyczna. Patrzac z perspektywy czasu wiem, ze nie można patrzec inaczej na macierzyństwo widzac wlasna matke wiecznie udreczana swoimi dziecmi ? czyli soba samym. Moje dzieciństwo przebiegalo podobnie. Również pamietam wiecznie nieszczesliwa matke i jej nieskończone proby samobójcze jak i proby ranienia nozem ojca (zakończone fiaskiem) komentarze w stylu ?macierzynstwo jest przereklamowane?, ?posiadanie dzieci jest bez sensu?, ?wiecznie się tylko wami zajmowac? co ja mam z tego zycia? ?ty mnie w to wrobiles? itp. Nasze matki wyrządziły nam ogromna krzywde. Pewnych wspomnien nie da się ?przerobic?, pewne uczucia towarzysza już do konca zycia. Wydaje ci się ze nie nawidzisz dzieci, ale to nieprawda. Gdy wyprowadzilam się z domu poszlam na psychoterapie. Dowiedzialam się ze to mechanizm wypierajacy. W pierwszym rzedzie nienawidzilam siebie za zniszczenie zycia swojej matce. Jak już to do mnie dotarlo i terapeuta pokazal, ze takim mysleniem zabijam sama siebie, i ze nie ma zadnych argumentow, aby tak myslec, zaczelam nienawidzic wlasna matke. Kolejnym krokiem powinno byc naprawienie stosunkow z matka. Niestety, ona nie zgodzila się na terapie a setki rozmow nic nie wniosły. Wymazalam ja z pamieci. Co jakis czas mamy kontakt (3-4 razy w roku) ale zawsze sa to trudne spotkania. Ciezko patrzec na kogos, kto cierpi (bo nasze matki realnie cierpia) i nie chce sobie pomoc. Jednoczesnie gdzies w glowie kotluje się przekonanie, ze przeciez, gdyby cie kochala tak naprawde, zgodzilaby się na wspolna terapie. I to glebokie przekonanie zazwyczaj wygrywa. Ze twoja wlasna matka cie w ogole tak naprawde nie kocha.
Z roku na rok, żyjąc bez matki, zaczelam odżywac. I wiesz co? Nagle zapragnęłam mieć dziecko! Bez kitu, tak było? Pomyslalam, ze cudownie byloby kogos tak mocno, na maksa kochac. Ze skoro dalam rade tak wiele zrobic, przełamać tyle stereotypow, to dam rade przełamać rodzinna tradycje i być dobra mama dla swojego dziecka. Uwierzylam, ze potrafie być najlepsza mama. POczulam ze mam poklady miłością wsobie i ze chce ta miłością obdarzy swoje dziecko. Ze mam w dupie wlasna matke, jej matke i cala te pojebana rodzine. Ze ja CHCE i PRAGNE mieć dziecko i obdarzyc je megamiłością. I tak się stalo. Mam dzis dwuletnia córeczkę. Były i są jak to piszesz kupy, obsrane i zarzygane ubranka:) Ale wiesz co? Pierwszy raz w zyciu kocham kogos tak naprawde. Gleboko, mocno, na zaboj. Ona mnie a ja ja. Nie zaluje zadnej nieprzespanej nocy. Jak patrze na nia, jestem najszczesliwsza osoba na ziemi. Jemy razem śniadanka, pieczemy razem babeczki, kupie jej pierwsze narty w tym roku. Planuje jaki tort zrobie na jej drugie urodziny. I zawsze leca mi lzy jak patrze na jej zdjęcia.
Czy zycze tobie podobnego scenariusza? Nie ? zycze tobie abys znalazla szczescie w zyciu, pomimo tego, co zrobila ci twoja matka. Jeśli jest chociaż w polowie normalniejsza od mojej, to porozmawiaj z nia o tym. Postaraj się zrobic wszystko, aby zrozumiec, co nia kierowalo, co naprawde czula, i dlaczego. Dlaczego mówiła ci te wszystkie rzeczy. Spytaj czy cie kocha, spojrz jej w oczy. Pytaj, pytaj i jeszcze raz pytaj? Czy gdyby raz jeszcze miala przezyc swoje Zycie, wolalaby przezyc je bez ciebie? Dowiedz się, co się stalo, ze się tak posralo. W przeciwnym wypadku będzie się to za toba ciagnac do konca zycia, zal a potem pustka która na zawsze zostaje w sercu niekochanego dziecka. A może wcale nie niekochanego??:)
Być może się myle i u ciebie niechęć do dzieci nie wziela się wcale ze zlych relacji z matka, ale poczulam potrzebe aby opowiedziec ci jak było ze mna. Jeszcze 10lat temu powiedziałabym ? dzieci to najgorsze, czym można zepsuc sobie Zycie. Nigdy, przenigdy?.
Dzis mowie, ze dzieci to największe błogosławieństwo:)
124 2014-10-12 21:28:44 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2014-10-12 21:30:03)
Rozumiem, że możesz nie lubić dzieci, ale nienawidzić? Nienawidzi się wrogów, osoby, które wyrządziły nam lub bliskim krzywdę. A dzieci za co? Za sam fakt zaistnienia?? Myślę, że nie mówią przez Ciebie twardo powziete postanowienia, a młody wiek i związana z tym niedojrzalosc. To naturalne. Jak i naturalne jest to, że z czasem nasze poglądy się zmieniają. Dzieci to NIE TYLKO obowiązki, ale PRZEDE WSZYSTKIM radość i duma. Nie można kochać mocniej. Aha, jeszcze jedno- nie używaj, proszę epitetów typu bachory. Jeżeli czegoś nie znoszę, to mówienie na dzieci bachory. Staję się wtedy nieprzyjemna w stosunku do rozmówcy. A tego nie chcę. Pamiętaj, że językiem, jakim operujesz wystawiasz sobie świadectwo...
Hej... Aktorka ktora zalozyla tego posta troche ma z glowa. LARWA LUDZKA TY TEZ BYLAS i ja osobiscie bym nie miala w glowie nawet takich mysli zeby tak powiedziec o dziecku najgorszego wroga bo dziecko to nie WYROK KOCHANA...
Ktos sobie moze uzywac okreslen jakie chce , bachor to okreslenie nie zbyt mile, ale sa dzieci i bachory. Niestety
W koncu to nie przeklenstwo.
lilly25 o terapii to nie bylo do autorki.
Nie nie przeklenstwo,to jeszcze do tego dojdzie ze rodzice beda zwracali sie do wlasnego dziecka BACHORZE. A jak kazdy moze mowic jak chce to niech te swoje nazwy zachowa dla siebie... No nie rozumiem jak moga byc dzieci i bachory. Dziecko dlaczego? A bachor? Ciekawa jestem czy nasi rodzice tak nas nazywali...
Znam wielu rodzicow, ktorzy czasem mowia o swoim dziecku 'bachor'
Dziecko rozpuszczone, bezczelne, drace jape, majace histerie jak nie dostanie lizaka to bachor.
No fakt bywaja bezczelne tu ci przyznam racje
ale to tylko dziecko ![]()
Oczywiscie nie mam namysli, ze rodzice do dzieci mowia, ze sa bachorami.
Ale sami do siebie albo do kogos, jak juz nie maja sily.
Tylko dziecko, dlatego trzeba z niego wytrzasc tego bachora , zeby na przyszlosc nie bylo tylu problemow.