Witam, na początek chciałam napisać, że ten temat założyłam dla dyskusji, oraz z czystej ciekawości, czy ktoś ma podobne poglądy, nie żeby obrażać, czy szydzić z czyjegoś stylu życia. Prosze więc o wyrozumiałość i zachowanie spokoju, bo to, co napiszę może spowodować u niektórych pań/panów tiki nerwowe ![]()
Tak jak w temacie - wprost nienawidzę dzieci. Nienawidzę ich do tego stopnia, że kiedy moi sąsiedzi wchodzą, czy schodzą po schodach z dzieciakami, ja stoję i czekam aż przejdą, bo mnie roznosi na widok tych larw. Pewnie ktoś mi zaraz napisze"zmienisz zdanie, jak będziesz miała własne", albo "Co Ty wiesz, masz dopiero 20 lat i nic nie wiesz o życiu". Zgoda, mało wiem o życiu, ale coś tam wiem, między innymi jestem pewna, że nigdy, przenigdy nie będę matką.
Podziwiam kobiety, które zdecydowały się na dzieci, urodziły, zarywały nocki na zmiany pieluch i karmienie, oraz miliard innych drobiazgów. Musicie mieć dobre serca, instynkty naturalne, żeby mieć maluchy itd. Nie mówię, że to jest złe, w żadnym wypadku. Dla mnie jednak posiadanie dziecka to tylko wyrzeczenia, stres, nieprzespane noce, obsrane pieluchy i zarzygane ubranka. To koszmar, nie wspominając o utracie życia osobistego, a seks z mężem cholernie traci na atrakcyjności. W swojej głowie widzę obraz bladej kobiety w powyciąganym dresie z podkrążonymi oczami, wokół wszędzie pampersy, kaszki i sraczka, a na rękach krzycząca ludzka larwa. Może jestem tępą, egoistyczną pipką z zaledwie 20-letnim stażem i faktycznie nic nie wiem. W wieku "gimbusa" byłam przeświadczona o swoich racjach/poglądach, a teraz się z tego śmieję, bo zdanie zmieniłam już dawno. Teraz też mam jakieś poglądy, ale podchodzę do nich z dystansem, bo wiem, że za jakiś czas mogą odejść w niepamięć. Natomiast tę decyzję o dożywotniej bezdzietności mam zapisaną na stale w swoim etosie. Żadnych dzieci, nigdy w życiu. I tego nie zmienie. A dlaczego? Moja mama, może nie święta kobieta, ale powiedziała mi jak wygląda(a przynajmniej jak wyglądało u niej) wychowanie dzieciaka. Rodzice się szybko pobrali, zaledwie po roku znajomości. Wzięli ślub, bo trendy było wziąć ślub w wieku 20 lat, modne też było szybkie zrobienie bachora. Nie dlatego, że takie pragnienie, wielka miłość i potrzeba wydania na świat potomstwa, lecz zwykły szał na szybkie zakładanie rodziny. Koleżanki mamy też już były zamężne i zapylone, więc presja, presja! I taka jest de facto geneza mojego powstania. Resztę już widziałam na zdjęciach. Mój ojciec wychodził do pracy na cały dzień, matka zostawała sama. Nie miała wtedy żadnej pracy. Chodziła po domu w powyciąganych portach, w szlafroku, każdy jej włos sterczał w innym kierunku. Po jej twarzy na zdjęciach widziałam co myśli - "po co ja sobie to zrobiłam??". Larwa wrzeszczy, sra, sika, nie chce spać, je w nieskończoność, ale gęby nie zamyka. I tak przez kilkanaście miesięcy. Bez pomocy męża, który prosto z pracy uwielbiał pójść na piwko, czy na imprezę. Strasznie jej współczuję, że musiała mnie ciągle nosić na rękach, gdy wrzeszczałam z nieznanego istniejącego powodu, że cały dom nie mógł spać przez jedno małe gówno. Setki obsranych pieluch, kaszek, nocnych pobudek. To istny koszmar. I też wiele razy usłyszałam od mamy, że dzieci to dopust boży, że człowiek jest na wykończeniu nerwowym. No cóż, jedyna moja odpowiedź to taka, że na świat się NIE prosiłam. A każdy człowiek był takim stworzeniem, wiem, i rodzice musieli się poświęcać. Nigdy ym nie mogła czegoś takiego zrobić, przenigdy.. Straciłabym cierpliwość, dziecko by cierpiało i miałoby usrane dzieciństwo. Być moze nie każda matka tak ma, zdaję sobie sprawę, że są wyjątki, ale jednak większość jest zdewastowana, zmęczona i znerwicowana.
To tyle, wyraziłam tylko swoja opinię, przeprosiłam za ewentualną żółć, ale i tak pewnie zaraz posypią się hejty. Takie szybkie FAQ: TAK, jestem egoistką. Niestety, do końca nie jest mi z tym dobrze. I zdaję sobie sprawę, że na tym forum jest b. wiele matek.
Ktoś ma podobne zdanie?