Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...
Temat: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
W towarzystwie wywiązała się dziś dyskusja, która zainspirowała mnie do założenia tego wątku.
Mówi się, i głębiej wchodząc w temat dużo w tym prawdy, że drugiego człowieka nie tylko nie należy, ale wręcz nie wolno usiłować zmieniać. Są może jednak takie cechy, przyzwyczajenia, wady, na których zmianę powinniśmy naciskać? Dlaczego?
Czy próba zmiany zachowań, których - zgodnie z jej subiektywną oceną - druga strona nie potrzebuje, ale dzięki którym to nam samym będzie z nią lepiej, jest w porządku, czy jednak jest to już zbyt daleko posunięta ingerencja, a nawet egoizm?
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
No wiesz, temat bardzo ciekawy Z jednej strony nie powinniśmy na siłę zmieniać drugiej osoby no ale jak jest przykładowo 15 letnia dziewczyna, która się każdemu oddaje to chyba powinniśmy jej zmienić tok myślenia by jej mamusia nie została za szybko babcią, prawda? przecież brak zmiany w zachowaniu tej 15 latki może mieć egoistyczny efekt odnośnie jej matki, która potem przez kilkanaście lat będzie się musiała opiekować niechcianym dzieckiem.
Zawód: idę spokojnie po krainie szczęśliwości z dala od zgiełku i pośpiechu
Zarejestrowany: 2014-01-29
Posty: 10 517
Wiek: 537 i tej wersji będę się trzymał
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Jeśli ktoś jest otwarty na krytykę, to należy go konstruktywnie krytykować. Jeśli ktoś nie jest w stanie przyjąć słów krytyki to należy się powstrzymać, chyba że brak krytyki wytworzy zło dla innch ludzi.
Kluczem są uczucia... jeśli wyzwalamy w innych i sobie (!!! tak, tak -- sobie też -- "ja" też się liczy i zawiera w słowie "inni" i nie jest to egoizm) negatywne uczucia, to należy takich działań zaniechać.
Przykładowo jeśli mąż ciągle zostawia brudną szklankę w salonie zamiast zanieść do kuchni, to trzeba to zmienić, bo w imię czego żona ma za nim całe życie sprzątać, jak on leży do góry brzuchem przed TV? Z drugiej strony jeśli on lubi oglądać mecze, to żona powinna to zaakceptować, że on to lubi, bo on taki jest.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Jeśli chodzi o osoby nieletnie, to pewnie, zmieniać, tyle że wtedy "zmienianie" nazywa się "wychowywaniem".
Co do związków damsko-męskich czy nawet przyjaźni, to jestem przeciwna, dopóki nie są to rzeczy powstałe już po wejściu w związek i godzące w jakiś sposób w drugą stronę. Trochę jak umowa - nie zmieniamy warunków w trakcie (oczywiście o ile ta zmieniana osoba nie chce). Np. nie uważam za słusznych prób zmian np. różnych drobiazgów, typu zainteresowań, zajęć, trybu życia, sposobu ubierania po jakimś czasie od nawiązania relacji. Jeśli są to sprawy dla nas kluczowe, powinno się zastanowić nad nimi wcześniej i z góry określić swoje stanowisko ("nie chcę, żebyś pracował w nocy" czy "przeszkadza mi to, że bierzesz udział w wyścigach, może coś Ci się stać") i wtedy druga osoba ma też możliwość zastanowienia się nad tym - czy jest w stanie to zmienić, zrezygnować z czegoś dla danej relacji, czy nie. Mówienie tego po X czasu jest trochę nie fair. Jasne, można poprosić raz, ale jeśli propozycja zostanie odrzucona, to nie drążyć, nie męczyć i już absolutnie nie stawiać ultimatum, bo to mi się kojarzy z takim "będę cię kochać, jak zmienisz to, to i to; to jak? Dopasujesz się do mojego wyobrażenia?".
Inna sprawa, to rzeczy, które mają jakby bezpośredni wpływ na drugą stronę, ale tam też z umiarem i nie zawsze. Przykład Gary'ego ze szklanką - tutaj bym się nie zgodziła. Jeśli mu nie przeszkadza stojąca szklanka, to niech stoi, ale żona niech nie lata i nie sprząta za nim. Inne, co często się pojawia "niech on przestanie palić" - to może przeszkadzać, ale wtedy niech wymaga przestania palenia przy niej, a nie w ogóle. Albo - jak wyżej - niech zażąda rzucenia palenia przed związkiem. Tak samo z przekleństwami - jasne, że nie powinien/nie powinna wyzywać drugiej połówki, czy to z użyciem wulgaryzmów, czy nie, ale jeśli używa ich tak "w powietrze", to powinna się wcześniej zastanowić, to raczej nie okazało się niespodzianką, która wyszła później.
Co do całej reszty damsko-męskich często kontrastowych zachowań ("przytulałbyś mnie częściej" vs. "przestań na mnie wisieć cały czas!", "chcę jeszcze o tym porozmawiać, teraz!" vs. "daj spokój, pogadamy jak ochłoniemy", "co ci jest? no powiedz, powiedz, powiedz!" vs. "nie mam ochoty się zwierzać" itd.) no to tutaj nie ma jednoznacznej hierarchii tego, co lepsze, więc też bym nie przesadzała ze zmienianiem. Wystarczy, że każde spojrzy na potrzeby drugiej osoby jako na tak samo ważne - i on przytuli czasem, i ona czasem odpuści, ona przestanie zrzędzić, on czasem od razu pogada o konflikcie... No, tylko ostatnie bym pominęła, bo jak się nie chce zwierzać, to jego prawo i ona niech spada.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Wiesz Olinko czy czynię źle lub egoistycznie kiedy namawiam Mojego aby jadł warzywa, nie pił tyle piwa i nie jadł tyle chipsów? Czy wręcz przeciwnie czynię to z troski bo wiem że sam sobie szkodzi i zresztą efekty jego diety już widać. Niewiele dociera, ale małymi kroczkami do przodu zje sałatkę czy soczewicę, a to w jego wypadku już dużo, ale daleka droga przed nami.
Taki sobie zwykły przykład, ale pokazuje że niekoniecznie zmieniamy innych z egoizmu, chociaż po części tak bo przecież też mam "interes" w tym aby żył w zdrowiu i jak najdłużej bo przecież nie chcę go stracić.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
On2020 napisał/a:
Z jednej strony nie powinniśmy na siłę zmieniać drugiej osoby no ale jak jest przykładowo 15 letnia dziewczyna, która się każdemu oddaje to chyba powinniśmy jej zmienić tok myślenia by jej mamusia nie została za szybko babcią, prawda? przecież brak zmiany w zachowaniu tej 15 latki może mieć egoistyczny efekt odnośnie jej matki, która potem przez kilkanaście lat będzie się musiała opiekować niechcianym dzieckiem.
Przykład bardzo dobry, ale to jest jednak inna kategoria problemu. Weźmy pod uwagę, że rodzic odpowiada za dziecko, dlatego to na nim spoczywa obowiązek wychowania oraz sprawowania opieki i władzy rodzicielskiej, a co za tym idzie ma prawo decydować i wpływać na postępowanie syna czy córki. Jeśli pojawiają się problemy, to po prostu musi reagować, tym bardziej, że to on może ponosić pewnego rodzaju konsekwencje popełnionych przez dziecko błędów.
Małpo, ja akurat uważam, że wpływanie na czyjeś zachowanie nie musi mieć (nawet jeśli często ma) pobudek egoistycznych. Wręcz przeciwnie - może być podszyte daleko idącą troską o drugą osobę. Jeśli zależy nam na czyimś zdrowiu, szczęściu, osiągnięciu przez daną osobą sukcesu, to czasem warto wspólnie do tego dążyć, w tym przekonywać i namawiać. Ba, tutaj nawet niewielki nacisk jest w moich oczach usprawiedliwiony. Wszystko bowiem zależy od kategorii problemu i rzeczywistej motywacji, jaką się kierujemy.
Eileen, pośrednio nawiązałaś do częstego błędu, jaki ludzie mają zwyczaj popełniać, czyli "branie" kogoś takim, jaki jest z nadzieją, że przecież później go zmienię. Kolejnym krokiem jest wcielanie tego w życie, czyli usilne kształtowanie drugiej osoby na własne o niej wyobrażenie. Na takim myśleniu nie tylko można się nieźle przejechać, ale ono przede wszystkim się nie sprawdza. Są takie tematy, które można przewidzieć i o nich należy rozmawiać na tyle wcześnie, aby wszystko sobie dokładnie wyjaśnić, a potem uniknąć ewentualnego rozczarowania.
Zauważmy też, że można zmienić pewne zachowania, ale na przykład osobowości już nie zmienimy.
7Odpowiedź przez Summerka2014-09-30 06:25:54Ostatnio edytowany przez Summerka (2014-09-30 07:13:18)
Summerka
Gość Netkobiet
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Zgadzam się z tym, że osobowości się nie zmieni. Jednak ktoś, kto będzie starał się przypodobać, żeby nie sprawiać drugiej osobie przykrości albo dla świętego spokoju, jest w stanie symulować te zmiany. W tym celu uruchomi mechanizmy, które utrzymają partnera w przeświadczeniu, że odniósł sukces. Udawanie podobnie jak kłamstwo ma krótkie nogi. Wcześniej czy później wychodzi na jaw. Stąd zawód tej strony, która próbowała zmieniać partnera. Dam może taki przykład. Starszy pan czasem wychodzi do sklepu na zakupy, wypija piwo "pod chmurką" i po jakimś czasie wraca do domu. Dlaczego "pod chmurką", a nie w domu? Żona nie pozwala mu pić z przyczyn zdrowotnych. Gdy starszy pan pije poza domem, żona nie widzi. Nie wierzę w to, żeby kiedyś się nie dowiedziała. Na razie myśli, że ma duży wpływ na męża.
Czy są zachowania, które można zmienić? Pewnie takie są. Jednak trzeba dobrze kogoś poznać, żeby ustalić, co się da zmienić. Nie zmienia się tylko jedna osoba, a obydwoje. Musiałaby powstać jakaś nowa sytuacja. Kiedy w rodzinie pojawia się dziecko, wszystko wywraca się do góry nogami. Zmiany są trudne, choć nie niemożliwe.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Przyjmuję komunikat typu "takie zachowanie mnie rani" i staram się go nie powielać. Nie patrzę na to, jak na próbę zmiany z egoizmu, ale jak na stawianie granic przez mojego partnera. Ja też takie komunikaty przedstawiam. Kompromis polega nie tylko na tym,że on ogląda mecze, a ja chodzę z koleżankami na kawki. Polega też na pracy nad swoim charakterem tak, aby dla naszej ukochanej połówki być jak najlepszym. Oczywiście można wychodzić z założenia "jakim mnie Boże stworzyłeś, takim mnie masz" i jak sie coś nie podoba, to rozstać się i szukać innego. Z tym,że moim zdaniem nie ma takiego ideału, który spełni wszystkie oczekiwania.. Ja coś poprawię w sobie, on w sobie i będziemy dla siebie lepsi. Tyle.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Myślę, że to jednak jest trochę egoistyczne... Takie kształtowanie partnera na naszą modłę... Kobiety generalnie mają tendencje do zmieniania partnerów. Okej, można podyskutować czy to dobre, jeśli stoi za tym jakaś wartość ogólna, np. zdrowie. Czy namawianie kogoś do rzucenia palenia jest złe? No teoretycznie nie, bo my pozbędziemy się z domu smrodu, a partner będzie zdrowszy. Ale zmiany, które są dokonywane "dla kogoś" albo z jakiegoś zewnetrznego powodu są krótkotrwałe najczęściej. No i czy mamy prawo do zmieniania kogoś? Jeśli pali / przeklina / źle się ubiera to jest to jeden wybór. ALE jeśli jest otwarty na zmiany, to może razem wypracujemy jakieś rozwiązanie, które będzie odpowiadać wszystkim?
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Małpa69 napisał/a:
Wiesz Olinko czy czynię źle lub egoistycznie kiedy namawiam Mojego aby jadł warzywa, nie pił tyle piwa i nie jadł tyle chipsów? Czy wręcz przeciwnie czynię to z troski bo wiem że sam sobie szkodzi i zresztą efekty jego diety już widać. Niewiele dociera, ale małymi kroczkami do przodu zje sałatkę czy soczewicę, a to w jego wypadku już dużo, ale daleka droga przed nami.
Taki sobie zwykły przykład, ale pokazuje że niekoniecznie zmieniamy innych z egoizmu, chociaż po części tak bo przecież też mam "interes" w tym aby żył w zdrowiu i jak najdłużej bo przecież nie chcę go stracić.
Małpa, ja myślę, że to zależy od tego, jak namawiasz. Jak zrobisz sałatkę czy po prostu zaproponujesz zjedzenie czegoś zdrowego - okej, takie coś raczej nie jest denerwujące. Natomiast irytowałyby mnie już wykłady o zdrowiu, o tym co dobre, co niezdrowe, jakie są skutki nieodpowiedniej diety itd. - patrzę tutaj po sobie, jak miałam lat naście nie znosiłam warzyw, nie to, że jadłam całkiem niezdrowo, ale po prostu warzyw raczej unikałam. I co innego było, jak mama powiedziała "zjedz surówkę" albo "zrobiłam sałatkę, może byś zjadła?", a co innego, jakby mi serwowała wykład o tym, co, po co i dlaczego - bo z tego raczej każdy zdaje sobie sprawę, a jeśli nie, to sobie poszuka informacji, jeśli będzie chciał. W związku tym bardziej by mnie to denerwowało, bo nie szukam tatusia nr 2, który znowu mnie zacznie wychowywać, tylko partnera, który przyjmie, że nawet jeśli moje decyzje mogą być dla mnie szkodliwe, to są dalej moimi decyzjami, do których mam prawo. No i zwłaszcza, jeśli takie kazania powtarzałyby się często - przecież to nie jest tak, że ktoś nie je warzyw, bo jest tępy i nie zna konsekwencji, tylko nie je, bo nie chce, mimo ich znajomości. Więc jaki sens ma drążenie tematu? Można powtarzać coś, czego ktoś nie rozumie, a nie coś, co ktoś rozumie, ale chce zrobić inaczej.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Nie powinniśmy nikogo zmieniać bo nie mamy takiego prawa. Albo go akceptujemy albo się z nim nie zadajemy. Poza tym myślę, że każdy kto się zmienił dla kogoś zrobił to dla ,,jakiego interesu własnego'' i tak naprawdę się nie zmienił tylko udaje że się zmienił. Ewentualnie zmienił się na siłę i niej sobą,. Zmienić coś w sobie możemy tylko my sami, bez nacisków dla siebie nie dla kogoś.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Eileen, ja mu nie robię wykładów, po prostu robię warzywa najlepiej jak potrafię i nagle okazało się że on podchodzi wyżerać mi sałatkę z talerza albo robię warzywa, nasypię ziół a on przychodzi i "co tak pachnie", po prostu ja wiem, że jeśli dobrze się coś ugotuje i naprawdę będzie smaczne to da się tym stopniowo kogoś przekonać do jedzenia warzyw bo nagle okazuje się że to da się zjeść, a nawet jest smaczne.
Nie lubił kapusty, zrobiłam mu, dodałam ciut masełka, boczku, zjadł, no może nie było to dietetyczne, ale w jego wypadku samo to że zjadł kapustkę to ogromny sukces, bo normalnie to miał odruchy wymiotne.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
"Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale..." Tytuł sugeruje, że to ja/ty/my/on/ona możemy zmienić drugą osobę. Czyżby? To zależy od naszej woli? Ta osoba nie ma nic do gadania? Nieprawda. To ta osoba podejmuje decyzje o zmianie własnego zachowania. Jeśli powie "NIE", to żebyśmy stawali na głowach, jej zachowanie nie ulegnie zmianie. Dlaczego? Bo ona tego nie chce. Jest jeden sposób na to, by osoba, wbrew sobie, zmieniła swe zachowanie: należy złamać ją psychicznie. W stosunku do niektórych osób (bo są też nieulegli) ta metoda działa. Tylko, czy na pewno jest to metoda godna polecenia?
Czy mamy zatem wpływ na zachowanie drugiej osoby? Owszem. Żyjąc razem mamy wpływ na siebie; jeśli zmieniamy swoje zachowanie, to druga osoba - chcąc być z nami - dopasowuje się do naszego zachowania (my do jej także). Dlatego wielokrotnie powtarzam, by zająć się sobą, własnym zachowaniem, własnymi reakcjami na zachowanie drugiej osoby.
Jeśli czyjeś zachowanie mi nie odpowiada mogę poinformować ją o tym, mogę też podjąć kroki, by siebie ochronić przed skutkami jej postępowania.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Myślę, że w związku możemy i mamy prawo do zasugerowania zmian. Ale nie mamy prawa zmuszać.
17Odpowiedź przez zez czyli widze inaczej2014-09-30 15:46:00Ostatnio edytowany przez zez czyli widze inaczej (2014-09-30 17:57:22)
zez czyli widze inaczej
Net-facet
Z
Nieaktywny
Zarejestrowany: 2014-07-30
Posty: 123
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Miło mi poznać Olinkę Dobry wieczór Summerko
Ośmielam się zabrać głos w sprawie (jako gość, bo przecież mężczyźni są tu jedynie gośćmi:)), a sprawa bardzo jest dla mnie istotna.
Postaram się zrobić to skromnie, by nie wywołać skandalu .
Moje zdanie: Nie mamy prawa zmuszać kogoś do zmian siebie samego. Bo zmuszanie to kara. Nikt nie lubi być karany, więc wypada go zawsze przekonać, że ukarany jest zgodnie z przyjętymi normami.
Nie należy zmuszać, jeśli oczywiście potrafi dostosowywać się do norm ustalonych przez jego otoczenie. A otoczeniem może być jego Rodzina, Społeczeństwo lub nawet dwójka partnerów, która własne normy może ustalić sama. Jeśli potrafi dostosować się do tych norm, powinno go być stać na to, by samodzielnie, obserwując siebie i otoczenie, podejmował decyzje, co w sobie zmienić dla siebie i dla innych. Powinno go być stać również na to, by swoją obecnością i zachowaniem uruchamiać takie dostosowywania się u innych. Przymuszać go sie do niczego nie powinno.
To jest podstawą funkcjonowania każdej więzi międzyludzkiej.
Dostosowywanie się to jednak coś zupełnie innego niż przymus.
Przymus? Najbardziej znany jest w społeczeństwach np. jako wyrok sądu. W każdym z nas pojawia się, jak zły demon, sędzia , jeśli ktoś nas wkurzy albo chcemy uzyskać nad kimś władzę. Ale to są już nadużycia. Przymus musi być uzasadniony. Nie może być nadużywany i muszą funkcjonować mechanizmy, które zapobiegają stosowaniu nieuzasadnionego przymusu.
W bliskich związkach znane są mechanizmy usiłowania zmiany kogoś ?na lepsze? bez jego zgody. To zazwyczaj jest przymusem. Nam wydaje się, że stosowany przez nas przymus jest uzasadniony. To zło. Często zło. ?. Kiedyś, jak pamiętam, rozjuszona wieś zakatowała śmiertelnie mężczyznę, który zastraszał. Policja odmawiała interwencji. To był zbiorowy mord. Wszystkich właściwie uniewinniono. Drugi przykład. Kiedyś, chyba w Siedlcach, bezdomny zaopiekował się błąkającym się na ulicy małym dzieckiem. Wziął go ?do siebie i kolegów?. Nakarmił. Dziecku było ciepło. Rano zgłosił się na policję. Został ukarany za ?. Jakiś tam paragraf znaleziono!!! Przymuszono go zmiany postępowania. Obcy ludzie przymusili. Chyba na lepsze się nie zmienił.
Konkluzja: Sądzę, że powinniśmy dbać o to, by uczciwie zmieniać samych siebie i swoją obecnością wpływać na postępowanie innych. Bez przymusu. Zmiana to ich wybór. Im bliżej z kimś jesteśmy, tym silniejsze powinno być to oddziaływanie. Jeśli przymus będzie zbyt wielki w stosunku do bliskiej osoby, stracimy ją. Przestanie chcieć dawać nam siebie.
A jeśli kogoś tracimy, to bardzo wskazane jest głębokie zastanowienie się nad samym sobą.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Zez, ja również witam Cię serdecznie .
zez czyli widze inaczej napisał/a:
Konkluzja: Sądzę, że powinniśmy dbać o to, by uczciwie zmieniać samych siebie i swoją obecnością wpływać na postępowanie innych. Bez przymusu. Zmiana to ich wybór. Im bliżej z kimś jesteśmy, tym silniejsze powinno być to oddziaływanie. Jeśli przymus będzie zbyt wielki w stosunku do bliskiej osoby, stracimy ją. Przestanie chcieć dawać nam siebie.
A jeśli kogoś tracimy, to bardzo wskazane jest głębokie zastanowienie się nad samym sobą.
Z powyższymi zdaniami zgadzam się w pełni i - jeśli pozwolisz - sama chętnie się pod nimi podpiszę .
Wielokropek napisał/a:
Tytuł sugeruje, że to ja/ty/my/on/ona możemy zmienić drugą osobę. Czyżby? To zależy od naszej woli? Ta osoba nie ma nic do gadania? Nieprawda. To ta osoba podejmuje decyzje o zmianie własnego zachowania. Jeśli powie "NIE", to żebyśmy stawali na głowach, jej zachowanie nie ulegnie zmianie. Dlaczego? Bo ona tego nie chce. Jest jeden sposób na to, by osoba, wbrew sobie, zmieniła swe zachowanie: należy złamać ją psychicznie. W stosunku do niektórych osób (bo są też nieulegli) ta metoda działa. Tylko, czy na pewno jest to metoda godna polecenia?
Przy okazji dyskusji w jednym z wątków (temat był inny, ale zahaczył o to samo zaganienie) wyraźnie napisałam, że wbrew czyjejś woli NIE dokonamy żadnej zmiany, ale istnieje cała masa sposobów i metod, które mogą wpływać na zachowanie drugiego człowieka. Etycznych i nieetycznych. Od rozmowy i prośby, poprzez ignorowanie aż do stosowania metod manipulacji, szantażu (także emocjonalnego) i perswazji. A to przecież tylko niektóre. Oczywiście tych ostatnich, które zaliczam do nieetycznych, zdecydowanie nie popieram.
Natomiast z czystej ciekawości chciałabym zapytać co masz na myśli pisząc "należy złamać ją psychicznie"? Jak wygląda to łamanie psychiki? Długotrwały nacisk, upokorzenie, użycie siły?
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Olinko, wybacz, tamtej dyskusji nie pamiętam. Tutaj wolałam jednak podkreślić, że zmienić czyjegoś postępowania nie jesteśmy w stanie.
Na czym polega "łamanie"? To szantaż, groźba oraz te wspomniane przez Ciebie metody. Pewnie są jeszcze inne, można o nich poczytać w publikacjach dotyczących pracy przedstawicieli różnych formacji.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Zmieniać- zwał jak zwał jednak to ingerencja.
Zez słusznie zauważył, że nie nasza rola zmieniać, nasza wyznaczyć granice i nie przekraczać cudzych.
Możemy się dostosować a wcześnie dobrze się dobrać, później już tylko współdziałać. Któż wiedzieć może czyja racja jest lepsza?
Czy da się wpłynąć na decyzję innych? A no da się i to na różne możliwe sposoby, ale to manipulacja bardziej lub mniej świadoma.
Ci wyuczeni dobrze znają techniki i możliwości. Pewnie, że można "wychowywać" całkiem już "dużego" człowieka można robić mu tzw. wodę z mózgu a na końcu całkowicie odrzeć go z własnego ja.
Wiem jak wygląda beznadzieja zajrzałam jej w oczy,można prosić, można walczyć, starać się, milczeć zaciskać z bólu zęby w imię tzw. wartości wyższych. Nie da się! Bez woli drugiej strony jest albo obłuda albo nic. Każdy ma prawo do przeżycia własnego życia, doświadczania dobra i zła i własnej oceny rzeczywistości wraz z konsekwencjami.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Ja gdy poznałam swojego obecnego męża w wielu kwestiach na niego naciskałam. Pokochałam tego człowieka, ale pewne rzeczy chciałam aby zmienił. Przez moje gderanie przestał palić, mniej pije alkoholu, zrobił prawo jazdy. I dziś jest mi za to podobno wdzięczny:) A teraz po 4 latach moich nacisków przestał być syneczkiem mamusi. Tak więc, teraz żyje się nam lepiej:)
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
renesans napisał/a:
Zmieniać- zwał jak zwał jednak to ingerencja.
Zez słusznie zauważył, że nie nasza rola zmieniać, nasza wyznaczyć granice i nie przekraczać cudzych.
...
Czy da się wpłynąć na decyzję innych? A no da się i to na różne możliwe sposoby, ale to manipulacja bardziej lub mniej świadoma.
Ci wyuczeni dobrze znają techniki i możliwości. Pewnie, że można "wychowywać" całkiem już "dużego" człowieka można robić mu tzw. wodę z mózgu a na końcu całkowicie odrzeć go z własnego ja.
Zgadzam się, że ludzi nie można na siłę zmieniać. Można podpowiedzieć, zasugerować i tyle. Manipulacja.. Tak, całkowicie niszczy drugą osobę. Technik jest wiele. Niektóre nawet "w dobrej wierze". Dla korzyści, dla dobra drugiej osoby itp. Ale co z tego? Zrobić z drugiego człowieka marionetkę.. Przecież jeśli z kimś jesteśmy, to dlatego że jest taki,a nie inny. Po co go zmieniać? Dla celów egoistycznych? Ludzie zawsze się zmieniają pod wpływem tego, co ich otacza i tego, co doświadczyli. A jeśli ta zmiana nam nie odpowiada? Może lepiej powiedzieć, czego oczekujemy i liczyć, że partner zrozumie niż podstępem przerabiać go dla siebie. Zmiana musi być świadomą decyzją. Tylko taka zmiana ma szansę na powodzenie i przetrwanie.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Ja powiem tak. Dopóki próby zmiany drugiego człowieka nie noszą znamion manipulacji, nie widzę w tym nic zdrożnego. Z jednym zastrzeżeniem. Każdy człowiek, tak, jak jego linie papilarne, jest niepowtarzalny i to z wielu względów, nie tylko genetycznych.
Tutaj cezurą jest więc postrzeganie przez danego człowieka przestrzeni własnej wolności, którą dla kogoś lub pod czyimś wpływem jest w stanie ograniczyć. A także pobudki, którymi kieruje się osoba starająca się zmienić innego człowieka.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
merikana napisał/a:
renesans napisał/a:
Zmieniać- zwał jak zwał jednak to ingerencja.
Zez słusznie zauważył, że nie nasza rola zmieniać, nasza wyznaczyć granice i nie przekraczać cudzych.
...
Czy da się wpłynąć na decyzję innych? A no da się i to na różne możliwe sposoby, ale to manipulacja bardziej lub mniej świadoma.
Ci wyuczeni dobrze znają techniki i możliwości. Pewnie, że można "wychowywać" całkiem już "dużego" człowieka można robić mu tzw. wodę z mózgu a na końcu całkowicie odrzeć go z własnego ja.
Zgadzam się, że ludzi nie można na siłę zmieniać. Można podpowiedzieć, zasugerować i tyle. Manipulacja.. Tak, całkowicie niszczy drugą osobę. Technik jest wiele. Niektóre nawet "w dobrej wierze". Dla korzyści, dla dobra drugiej osoby itp. Ale co z tego? Zrobić z drugiego człowieka marionetkę.. Przecież jeśli z kimś jesteśmy, to dlatego że jest taki,a nie inny. Po co go zmieniać? Dla celów egoistycznych? Ludzie zawsze się zmieniają pod wpływem tego, co ich otacza i tego, co doświadczyli. A jeśli ta zmiana nam nie odpowiada? Może lepiej powiedzieć, czego oczekujemy i liczyć, że partner zrozumie niż podstępem przerabiać go dla siebie. Zmiana musi być świadomą decyzją. Tylko taka zmiana ma szansę na powodzenie i przetrwanie.
?Zez, a może tak spróbować prozą? ;-) ?Miejsce poezji jest raczej w dziale Debiuty literackie, gdzie serdecznie Cię zapraszam, ale tu chciałabym czytać Twoje posty bez konieczności poetyckiego analizowania.?
Kpina? Nie uważam zakwestionowanych dwóch moich wypowiedzi za poezję. Nie nadają się więc do Działu Debiutów Literackich. Wiem o tym i ja i każdy, kto to przeczyta. Przecież to, z tego punktu widzenia, grafomania.
Jest to tylko forma przekazania myśli. Często bywa nią psychodrama, doskonale znana psychologom.
Debiut literacki mam już dawno za sobą. To nieporozumienie. Publikowałem m. in. tomiku wierszy upamiętniających postać Bułata Okudżawy. Publikuję regularnie co jakiś czas. Jeśli uznam, że napisałem coś wartościowego.
Gdybym został zapytany, czy jest to dla mnie ważne, czułbym się inaczej. Nie zostałem. Najważniejszy jest tu ten brak konieczności poetyckiego analizowania. Czysta forma. Rozumiem. Jak u Witkacego.
Chwilę potem Adwersini niedwuznacznie zasugerowała mi zaburzenia osobowości sięgające lat dzieciństwa, zasugerowała zawierzenie lekarzowi i poleciła strawienie obiadowych zawartości Jej żołądka. Poczułem się obrzydliwie.
Zacząłem się rozglądać.
Postanowiłem odwiedzić miejsce ciche, spokojne. Niechęć może być przekazywana w różnych formach. Także określaniem że ktoś się rozsiada. tym bardziej, że forma ta nie jest stosowana w stosunku do innych Członków Społeczności.
Nie zarzucono mi dotychczas ani razu złamania Regulaminu Forum.
Mamy tu różne wypowiedzi na temat prawa do zmieniania drugiego człowieka. Czasem człowiek coś wypowiada a potem czyni coś zupełnie innego.
Przytoczyłem ten przykład uważając, że może on odrobinę wnieść do dyskusji prowadzonej w ramach naszego tematu.
Chłodno podchodzę do sprawy. Widzę wiele bardzo ważnych i pozytywnych wartości w dziejących się na tym Forum sprawach. Są one obiektywnie ważne i portal spełnia ważną społeczną rolę.
Nie potrafię zmienić siebie. Przykro mi. Formy wypowiedzi to element mojej osobowości., jak u każdego człowieka.To dla mnie ważne.
Proponuję uzupełnić więc Regulamin Forum o jedną klauzulę następującej treści: ?Redaktorzy Forum mają prawo wykluczyć każdego ze społeczności Forum bez podania przyczyn i uczynić go osobą ?persona non grata?. Wszyscy członkowie społeczności powinny się do takich sankcji stosować.?
Sugestie, które otrzymałem na tym Forum, są dla mnie zbyt wysoką poprzeczką. Żądacie zbyt wielkich zmian. Nie potrafię się dostosować. Ubolewam.
Jako gość muszę ustąpić. Takie są prawa i obowiązki gościa.
Z pokorą i wyrazami szacunku Zez
Olinka napisał/a:
Zez, ja również witam Cię serdecznie .
zez czyli widze inaczej napisał/a:
Konkluzja: Sądzę, że powinniśmy dbać o to, by uczciwie zmieniać samych siebie i swoją obecnością wpływać na postępowanie innych. Bez przymusu. Zmiana to ich wybór. Im bliżej z kimś jesteśmy, tym silniejsze powinno być to oddziaływanie. Jeśli przymus będzie zbyt wielki w stosunku do bliskiej osoby, stracimy ją. Przestanie chcieć dawać nam siebie.
A jeśli kogoś tracimy, to bardzo wskazane jest głębokie zastanowienie się nad samym sobą.
Z powyższymi zdaniami zgadzam się w pełni i - jeśli pozwolisz - sama chętnie się pod nimi podpiszę
EXCOP napisał/a:
Ja powiem tak. Dopóki próby zmiany drugiego człowieka nie noszą znamion manipulacji, nie widzę w tym nic zdrożnego. Z jednym zastrzeżeniem. Każdy człowiek, tak, jak jego linie papilarne, jest niepowtarzalny i to z wielu względów, nie tylko genetycznych.
Tutaj cezurą jest więc postrzeganie przez danego człowieka przestrzeni własnej wolności, którą dla kogoś lub pod czyimś wpływem jest w stanie ograniczyć. A także pobudki, którymi kieruje się osoba starająca się zmienić innego człowieka.
Pozdrawiam.
26Odpowiedź przez Vian2014-10-07 02:36:31Ostatnio edytowany przez Vian (2014-10-07 02:45:23)
Vian
100% Netkobieta
Nieaktywny
Zarejestrowany: 2012-12-23
Posty: 6 969
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
zez czyli widze inaczej napisał/a:
?Zez, a może tak spróbować prozą? ;-) ?Miejsce poezji jest raczej w dziale Debiuty literackie, gdzie serdecznie Cię zapraszam, ale tu chciałabym czytać Twoje posty bez konieczności poetyckiego analizowania.?
Kpina? Nie uważam zakwestionowanych dwóch moich wypowiedzi za poezję. Nie nadają się więc do Działu Debiutów Literackich. Wiem o tym i ja i każdy, kto to przeczyta. Przecież to, z tego punktu widzenia, grafomania.
Hę? O co chodzi? Dlaczego tu nagle cytujesz moje słowa pod cudzymi postami, które skierowałam do Ciebie w zupełnie innym temacie, gdzie wkleiłeś WIERSZE, konkretnie te: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=2183808#p2183808 ?
Podtrzymuję to co napisałam w tamtym temacie. Jeśli chcesz na ten temat pogadać, to zapraszam do kontaktu mailowego, bo jak znowu za kilka dni mnie zacytujesz w jakimś przypadkowym temacie, nawet nie pisząc, że to mnie cytujesz, i tam mi odpowiesz, to może być nam ciężko się dogadać. ;-)
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
To może i ja dodam swoje 3 grosze....
Myślę, że kwestia zmiany zależy też od tego jaki "obszar" chcemy zmienić...zauważmy, ze nie każdy człowiek zachowuje się "tak" od samego początku, jak to ktoś wcześniej napisał biorę sobie Ciebie wyglądającego/zachowującego/postępującego tak czy tak, ale z biegiem trwania związku, tudzież relacji ludzie się zmieniają wpływamy na siebie nawzajem, środowisko na nas wpływa, praca. To prawda, ze jeśli ktoś był jakiś przed związkiem i mamy tego świadomość już wcześniej, a nagle chcemy tego kogoś zmienić, bo nam to przestaje odpowiadać, to należy się nad tym zastanowić, ale jeśli ktoś taki nie był, a zaczął.
Przez pracę mógł zacząć więcej przeklinać, a ja tego nie lubię, czy powinnam to znosić, bo ludzi się nie zmienia? a co w sytuacji gdy takie zachowania wpływają destrukcyjnie na mnie/ na nas/ na innych?
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Vian napisał/a:
zez czyli widze inaczej napisał/a:
?Zez, a może tak spróbować prozą? ;-) ?Miejsce poezji jest raczej w dziale Debiuty literackie, gdzie serdecznie Cię zapraszam, ale tu chciałabym czytać Twoje posty bez konieczności poetyckiego analizowania.?
Kpina? Nie uważam zakwestionowanych dwóch moich wypowiedzi za poezję. Nie nadają się więc do Działu Debiutów Literackich. Wiem o tym i ja i każdy, kto to przeczyta. Przecież to, z tego punktu widzenia, grafomania.
Hę? O co chodzi? Dlaczego tu nagle cytujesz moje słowa pod cudzymi postami, które skierowałam do Ciebie w zupełnie innym temacie, gdzie wkleiłeś WIERSZE, konkretnie te: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=2183808#p2183808 ?
Podtrzymuję to co napisałam w tamtym temacie. Jeśli chcesz na ten temat pogadać, to zapraszam do kontaktu mailowego, bo jak znowu za kilka dni mnie zacytujesz w jakimś przypadkowym temacie, nawet nie pisząc, że to mnie cytujesz, i tam mi odpowiesz, to może być nam ciężko się dogadać. ;-)
Hę? Chodzi o kolejną moja wypowiedź o zmienianiu drugiego człowieka wbrew jego woli. O nic innego:)? Dlaczego cytuję nagle pod cudzym postem? Bo do wymienionych postów się odnoszę do Twojego nie.Stanowi Twoja wypowiedź przedmiot przykładu usiłowania dokonania zmiany na żywym organiźmie ludzkim bez zgody tego organizmu. Moim zdaniem przykładu modelowego w tym temacie. Też podtrzymuję swoją wypowiedź w tamtym temacie. Sądzę była to ładna wypowiedź. Jestem z niej zadowolony.
Jeśli chodzi o temat, w ramach którego właśnie się wypowiadamy, to pozwolę ssobie uzupwłnić swoją wypowiedź: Bardzo wiele zalezy od tego, kto usiłuje nas zmienić. Gdyby autorką przytoczonej (ale nie cytowana - to taka subtelna różnica) wypowiedzi była Pani O'Kruszynka lub Pani Rita, z którą wiąże mnie tu, na tym Forum, wiele wzajemnych wymian zdań ( i pewnie nawet wierszowanych wypowiedzi Sic!) , to pewnie miałbym ochotę rozmawiać o tym jak mam się zmieniać. Sadzę, że robilibyśmy to z przymrużeniem oka i może nawet skłoniłbym się do zmian. Kto to wie! Sądzę, że błąd robi ktoś, tym bardziej psycholog, który z mety karci swój obiekt i nakazuje mu zmiany. Obcesowość nie jest tu wskazana, szczególnie na początku. Dziękuję Byłej Dziewczynie za destrukcję. Super pytanie!
I przepraszam Autorkę "rozsiadania". To nie byłą zaczepka. To był idealnie podsunięty przez Ciebie w idealnym momencie argument. Nie gniewasz się? Przepraszam.
Bez urazy Vian Ależ ciekawych spraw dzieje się w Twoim dziale Psychologia :):) Zez Ps. Nie chce mi się gadać, jak się dogadać. Mam już psychoanalityka. Spisuje się świetnie. Nazywa się Zez
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Witam, dodam coś od siebie..
Zgadzam się z większością wypowiedzi.. Zmieniać kogoś? Nigdy nie usiłowałam nikogo zmieniać. Jeśli ktoś kiedyś tak odebrał moje zachowanie, to widocznie daję takie sygnały nieświadomie.. Nie wymuszam zmian, bo wiem, że na siłę się nie da. Skąd to wiem? Bo sama usiłuję zmienić siebie. Tak bardzo chcę się zmienić, na siłę, dla dobra sprawy, dla kogoś, że wiem, jaki jest tego efekt. Nie potrafię się zmienić, nie daję rady. Wiem, że zmienianie na siłę jest tragiczne w skutkach. Wiem z własnego doświadczenia. Zmienianie innych, ale i zmienianie siebie wbrew sobie. Czym to się kończy? Była Dziewczyna ma rację: destrukcją. A nawet autodestrukcją.. Kawałek po kamałku niszczę siebie, dzień po dniu, z człowieka nie zostaje już nic. Strzępek nerwów i pustka.. Nie ma znaczenia, w jakim celu, czy manipulacja, czy nakierowywanie, jeśli ktoś nie potrafi, nie umie (co nie jest jednoznaczne z tym, że nie chce), to skutki są opłakane. Nie potrafię..zgłaszam, żeby inni wiedzieli, że taki problem też istnieje. Czy to możliwe, aby ludzie mieli na siebie taki wpływ, że nawet niezauważają, że nieświadomie kimś manipulują i usiłują go zmienić, ingerować? Że odbierają wzajemnie swoje zachowanie jako próby ingerencji i manipulacji, co nie zawsze jest zamiarem tej drugiej osoby? Nie powinniśmy zmieniać na siłę innych, ani siebie. To nie da takiego efektu, jakiego oczekujemy. Obydwie strony zapłacą za to zbyt wysoką cenę, czasem nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Wykańczając się nawzajem. Jak słusznie zauważył Pan Zez, ta osoba się od nas odsunie i przestanie chcieć dawać nam siebie. A to znak, że trzeba zmienić siebie..ale na siłę się nie da.. Można pracować nad sobą i liczyć, że małymi kroczkami coś w sobie powoli zmienimy.. Nie wiem, czy ktoś się ze mną zgodzi, czy nie. Moja wypowiedź jest szczera.Jeśli kogokolwiek i kiedykolwiek moją wypowiedzią uraziłam lub zraniłam (w tym lub innym temacie), to najmocniej przepraszam i proszę o wybaczenie. To nie było moim zamiarem.. Chyba zaczynam cierpieć na nieuleczalną chorobę.. Wybaczcie..
30Odpowiedź przez last2014-10-08 11:40:59Ostatnio edytowany przez last (2014-10-08 11:45:49)
last
Netbabeczka
L
Nieaktywny
Zarejestrowany: 2014-04-10
Posty: 454
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Czy można kogoś zmienić wbrew jego woli? Raczej nie. Ponieważ jednak warunki w jakich żyjemy w trakcie całego naszego życia zmieniają się, to zmiany są niezbędne. Często dla dobra naszego i naszych bliskich sami musimy dokonać przeszeregowania naszych wartości ,a to wiąże się wyzbyciem się swojego ego i jakby "zaparcia się samego siebie". Nie zawsze jest to łatwe, lecz gdy w przyszłości zmiana ma nam przynieść pożytek, to starajmy zmienić się. Rito, dla kogoś Twoje postępy to małe kroczki, ale dla Ciebie to może są mile. Nie znam Twojej historii. Nie wiem co rozumiesz ,że Twoje zmiany niszczą Cię kawałek po kawałku. Jeśli dążysz do autodestrukcji, to zmień kierunek lub poczekaj ,może to nie jest jeszcze dobry moment na zmianę. Lecz co nazywasz autodestrukcją? Cienka jest granica między pomocą ,a manipulacją. Dlaczego właściwie pragniemy czyjejś zmiany? Czy dla własnych korzyści, czy dlatego aby tej osobie żyło się lepiej, a może dla obopólnej korzyści? Najważniejsza jest motywacja. Potem można szukać wsparcia. Rodzaje wsparcia to : wiara w Boga, rodzina, przyjaciele, terapia połączona z lekami, czasem pasja itp. Niekiedy ktoś nie widzi ,że potrzebuje zmiany ,a życie jakie prowadzi szkodzi jemu i innym, czy wtedy nie powinniśmy próbować mu pomóc naprowadzając jego tok myślenia na to co może zmienić? Każdy jest inny ,ale na różne sytuacje często reagujemy podobnie. Czy łagodne strofowanie to od razu chęć zmiany kogoś? Czy jeśli ktoś jest nadmiernie zazdrosny ,to nie powinien zacząć nad sobą panować> Tak samo chodzi o gniew ,czy sposób wypoczynku. Małżonkowie nie żyją tylko dla siebie. Jeśli się kochają ,to często decydują się na kompromisy, czy to także zmienianie kogoś?
31Odpowiedź przez zez czyli widze inaczej2014-10-10 15:00:55Ostatnio edytowany przez zez czyli widze inaczej (2014-10-10 21:08:39)
zez czyli widze inaczej
Net-facet
Z
Nieaktywny
Zarejestrowany: 2014-07-30
Posty: 123
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
rita54 napisał/a:
Witam, dodam coś od siebie..
Zgadzam się z większością wypowiedzi.. Zmieniać kogoś? Nigdy nie usiłowałam nikogo zmieniać. Jeśli ktoś kiedyś tak odebrał moje zachowanie, to widocznie daję takie sygnały nieświadomie.. Nie wymuszam zmian, bo wiem, że na siłę się nie da. Skąd to wiem? Bo sama usiłuję zmienić siebie. Tak bardzo chcę się zmienić, na siłę, dla dobra sprawy, dla kogoś, że wiem, jaki jest tego efekt. Nie potrafię się zmienić, nie daję rady. Wiem, że zmienianie na siłę jest tragiczne w skutkach. Wiem z własnego doświadczenia. Zmienianie innych, ale i zmienianie siebie wbrew sobie. Czym to się kończy? Była Dziewczyna ma rację: destrukcją. A nawet autodestrukcją.. Kawałek po kamałku niszczę siebie, dzień po dniu, z człowieka nie zostaje już nic. Strzępek nerwów i pustka.. Nie ma znaczenia, w jakim celu, czy manipulacja, czy nakierowywanie, jeśli ktoś nie potrafi, nie umie (co nie jest jednoznaczne z tym, że nie chce), to skutki są opłakane. Nie potrafię..zgłaszam, żeby inni wiedzieli, że taki problem też istnieje. Czy to możliwe, aby ludzie mieli na siebie taki wpływ, że nawet niezauważają, że nieświadomie kimś manipulują i usiłują go zmienić, ingerować? Że odbierają wzajemnie swoje zachowanie jako próby ingerencji i manipulacji, co nie zawsze jest zamiarem tej drugiej osoby? Nie powinniśmy zmieniać na siłę innych, ani siebie. To nie da takiego efektu, jakiego oczekujemy. Obydwie strony zapłacą za to zbyt wysoką cenę, czasem nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Wykańczając się nawzajem. Jak słusznie zauważył Pan Zez, ta osoba się od nas odsunie i przestanie chcieć dawać nam siebie. A to znak, że trzeba zmienić siebie..ale na siłę się nie da.. Można pracować nad sobą i liczyć, że małymi kroczkami coś w sobie powoli zmienimy.. Nie wiem, czy ktoś się ze mną zgodzi, czy nie. Moja wypowiedź jest szczera.Jeśli kogokolwiek i kiedykolwiek moją wypowiedzią uraziłam lub zraniłam (w tym lub innym temacie), to najmocniej przepraszam i proszę o wybaczenie. To nie było moim zamiarem.. Chyba zaczynam cierpieć na nieuleczalną chorobę.. Wybaczcie..
Zgadzam się, jak cholera się zgadzam. Postanowiłem dopisać: Zwróciłaś Rito uwagę na bardzo ważny aspekt sprawy. Na koszt jaki ponosi atakowana osoba, którą ktoś przymusza do zmiany. Zazwyczaj koszt ten jest bardzo duży, czasem katastrofalny. Tym bardziej, że zazwyczaj postulowanie zmiany drugiego człowieka towarzyszy społeczna aprobata. Zmieniający się często zostaje zaszczuty, oby wyłącznie zmowa milczenia. Często popełnia samobójstwo. Masz rację Pani Rito. Można w taki sposób zaszczuć drugiego człowieka i doprowadzić do tragedii. Nasze społeczeństwo zna takie przypadki. Dziękuję Pani Rito ;0 Zez
32Odpowiedź przez zez czyli widze inaczej2014-10-12 11:08:43Ostatnio edytowany przez zez czyli widze inaczej (2014-10-12 11:24:28)
zez czyli widze inaczej
Net-facet
Z
Nieaktywny
Zarejestrowany: 2014-07-30
Posty: 123
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Cóż, spodziewałem się tego.
Przeczytałem gdzieś w innym, niemalże na ten sam temat poście, wczoraj lub przedwczoraj, pewną uwagę. Nie potrafię zacytować. Nie potrafię znaleźć tego postu. Może zajrzałem tam, gdzie nie powinienem. Padło pytanie, czy wychowanie jest tym samym, co zmienianie drugiego człowieka. Padła też, jak pamiętam odpowiedź na to pytanie, że to to samo. Chodziło, jak pamiętam o wychowanie dzieci.
Wychowanie to szczególny przypadek kształtowania.
Wychowanie i zmienianie mają niepuste przecięcie, ale absurdem jest traktowanie tych terminów jako bliskoznaczniki. Zmienianie drugiego człowieka nie musi być agresywne. Wychowanie dzieci, ale także osób dorosłych tez nie musi. Last, piszesz do Rity : ? Nie wiem co rozumiesz ,że Twoje zmiany niszczą Cię kawałek po kawałku. Jeśli dążysz do autodestrukcji, to zmień kierunek lub poczekaj ,może to nie jest jeszcze dobry moment na zmianę. Lecz co nazywasz autodestrukcją? Cienka jest granica między pomocą ,a manipulacją. Dlaczego właściwie pragniemy czyjejś zmiany??
Nikt nie zna nikogo do końca. Sądzę, ze Rita jest przykładem kogoś, kto zmieniając się, zrobił wystarczająco wiele dla swoich roszczeniowców. Piszesz, że może nie pora na zmiany. A może czasami już za wiele tych zmian? Za wiele oskarżeń. Jak się uprzemy, żeby kogoś zmieniać, to najczęściej nie potrafimy przestać.
Czasem jest za wiele zmów milczenia. Najczęściej zauważa się te przemilczenia przypadkowo.
Dziękuję za zamknięcie postu Thorna. Przyczyniłem się do tego. Być może odpowiadając popełniłem błąd psychologiczny. Mama nadzieję, że ktoś z Redakcji tym dzieckiem się zainteresował. Tzn. chciałbym być pewien, że tak jest.
Temat zmian jest bardzo ciekawy. Jednak czuję, że jestem wychowywany. Nie wiem, co z tym zrobię. Zastanawiam się, czy mam prawo dalej się wypowiadać. To mój poważny problem. Czytałem wypowiedzi wywalonych. Nie znajduję się tam.
Nie wiem, gdzie się znajdę.
Może popłynę dalej w ślad melodii, którą świetnie zanuciła Rita w swoim wierszu Zaufanie. Bo jest to wiersz. Pośpiewałem troszkę niezgrabnie razem z Nią dopisując fragmencik. Bo wiersz to nie tylko rymy. To także melodia. To może być także skarga wypowiadana słowami. To także właśnie melodia, którą podchwytują czytelnicy i chcą zaśpiewać dalej. Bardzo chcą. To także celowo załamany rytm w środku wiersza. Który budzi czytającego w samą porę i zmusza do większej uwagi. Zaraz po tym przebudzeniu jest chyba troszkę odpowiedzi na pytanie Last, czym jest i czym może być niszcząca destrukcja i jeszcze bardziej niszcząca autodestrukcja.
Mam nadzieję Rito, że nie wzięłaś mi za złe, że z takim zaangażowaniem przeczytałem Twój wiersz.
Pozdrawiam Cię najserdeczniej, jak potrafię Rito. Mam nadzieję, że to nie ja zawiniłem.
Zez
A to jest melodia, która pyta również o to, po co zmieniać na siłę to, co nas otacza. Niech ten świat zmienia się sam. Być może po to, by człowiek korzystający z jego piękna czuł, że żyje naprawdę i nikt nie przeszkadzał mu w jego spokojnym ukojeniu. Podpowiadajmy mu tylko czasem, gdzie może znaleźc coś dobrego i pięknego. Np podsuwając mu dobry przewodnik turystyczny. To jest właśnie to, co nazywamy wychowaniem.
33Odpowiedź przez rita542014-10-12 11:48:55Ostatnio edytowany przez rita54 (2014-10-12 23:09:47)
rita54
Dobry Duszek Forum
R
Nieaktywny
Zarejestrowany: 2014-07-27
Posty: 129
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Teraz mam tylko chwilkę. Zez i last mają rację. To dla mnie za dużo. Sama na sobie wymuszam te zmiany. Melodia piękna, nie mam za złe zaangażowania, nie Zez zawinił. Mam chwilę więc uzupełnię moją wypowiedź. Chciałam to zrobić juz wcześniej, ale zabrakło czasu. Zmiany.. Zacznę od pozytywnej. Poznałam tu wiele wartościowych osób i dzięki Wam zaczęłam ufać ludziom. A teraz do rzeczy. Opiszę to tutaj, bo moja historia to przykład zmian na sobie więc jestem w temacie. Jeśli zmiany prowadzą do autodestrukcji, to znaczy, że coś jest nie tak. Mój problem trwa już jakiś czas. Chwilami czuję się dobrze, lubię żartować. To daje mi radość z tego, co mnie otacza. Od jakiegoś czasu udaję kogoś, kim nie jestem. Udaję, że jestem szczęśliwa. Pod wpływem środowiska (w pracy) zmieniam się i dostosowuję. Nie chcę tak dłużej. To mnie niszczy. Praca sprawiała mi przyjemność, a po porodzie trafiłam z czasem w inne miejsce, gdzie moje zalety stały się wadami. Zaczęłam się zmieniać w kogoś, kogo chcieli. Ale to mnie niszczy. Brakuje mi tego, co było. Zmieniam się na siłę, dla kogoś. Nie chcę tych zmian! Chcę się z tego wycofać! Nie chcę żałować, że mam dziecko. A to wszystko do tego prowadzi. Kocham mojego synka. Niszczę sama siebie. Problem jest złożony. Każdy mój kolejny krok niszczy mnie. To chore. Zmuszam się wbrew sobie. Niszczę.. To moja autodestrukcja. Ale już się poddaję! Chcę to zatrzymać. Już wiem, że nie tędy droga. Znów chcę być radosna, chcę się śmiać i cieszyć z życia, jak kiedyś. Chcę żeby wróciło to, co było.. Dlaczego działałam wbrew sobie? Dla dobra sprawy? Czy warto? Czy to ma sens? I tak właśnie.. tylko usiąść i płakać.. Powiedziałam dużo, ale chciałam tego.. Wierzę, że mogę zaufać. Stąd wiem, że nie można nikogo, nawet siebie na siłę zmieniać. I sama nie usiłuję zmieniać innych. Nie warto! Bądźmy szczęśliwi tacy, jacy jesteśmy! Żyjmy swoją naturalnością i pozwólmy żyć innym. A jeśli zauważą, że powinni coś w sobie zmienić, to myślę, że postarają się krok po kroku dążyć do perfekcji! Nie wiem, jak zareagujecie i czy ktoś się ze mną zgodzi. Mam nadzieję, że nie uraziłam nikogo i nie będziecie dla mnie zbyt surowi.. Spokojnej nocy dla Wszystkich..
34Odpowiedź przez Excop2014-10-12 23:28:22Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-12 23:56:30)
Excop
Przyjaciel Netkobiet
E
Nieaktywny
Zawód: emeryt MSW
Zarejestrowany: 2014-07-10
Posty: 11 032
Wiek: 55
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Rito, chyba rozumiem, co miałaś na myśli mówiąc o dziecku. To bardzo ludzkie, choć samemu przed sobą bardzo trudno to przyznać, że ta mała istotka, oczekiwana przecież, odebrała Ci swoim przyjściem na świat część tego, co nazywamy sensem naszego życia. W Twoim wypadku pracę, w której się spełniałaś. Nie tylko, jako pracownica, ale także, a może przede wszystkim członkini zwartej grupy rozumiejących się ludzi. Zdajesz sobie sprawę ze swoich uczuć i tym bardziej przeraża Cię to. Może obawiasz się, że dotyka Cię "syndrom Katarzyny W."? Czy nie ma możliwości powrotu na dawne stanowisko? Zapewne to trudne, ale czy niewykonalne?
Pozdrawiam.
35Odpowiedź przez rita542014-10-13 11:37:07Ostatnio edytowany przez rita54 (2014-10-13 14:17:18)
rita54
Dobry Duszek Forum
R
Nieaktywny
Zarejestrowany: 2014-07-27
Posty: 129
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Dziękuję, Excop. Dziękuję, że starasz się zrozumieć. Masz rację z tym, że jestem przerażona i zagubiona. Staram się wykrzesać z siebie uśmiech, ale to trudne. To wraca każdego dnia. To trochę skomplikowane. To głupie..i pewnie dla niektórych banalne. Bałam się powiedzieć Wam o tym, bo bałam się, jak zareagujecie.. Nie wiem co to, ale musiałam to z siebie wyrzucić. Powrót? Niemożliwy. Muszę zaakceptować to, co mam . Pomagają mi rozmowy z Wami. Jest mi trochę łatwiej, gdy ktoś usiłuje zrozumieć. I pomaga muzyka . Przynosi ukojenie więc powoli wracam do siebie.
Rita
36Odpowiedź przez Summerka2014-10-13 16:51:13Ostatnio edytowany przez Summerka (2014-10-13 16:51:47)
Summerka
Gość Netkobiet
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Rito przeczytała to, co napisałaś. Może popatrz na to z innej strony? Twoje życie stało się bogatsze. Całe życie się czegoś uczymy. Może zmobilizuje cię to do niepoddawania się i zmian? Pozdrawiam cię serdecznie.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Rito, posłuchaj jeszcze tego. Swego czasu, moje poukładane i, co tu dużo mówić, szczęśliwe życie legło w gruzach. Moja ukochana żona zmarła. Byłem wtedy jeszcze młody, zaledwie 34 lata miałem, a żona była tuż po 30-tych urodzinach. Pierwsze tygodnie i miesiące opanowany byłem jedną myślą - chcę być z Nią, niech się dzieje, co chce! Pewnego dnia, gdy, jak zwykle w tych dniach, po powrocie z pracy siedziałem osowiały, nasz 14-letni syn podszedł do mnie, objął i zapytał: "Tato, a co z nami teraz będzie?", jakby wyczuwał mój stan. Oprócz niego (jest jej synem z pierwszego związku, od drugiego roku życia prawnie także moim) mieliśmy jeszcze naszą, wówczas 6-letnią, wspólną córeczkę. Spała już. Doznałem wstrząsu. Doszło do mnie, że m o j e życie n i e n a l e ż y j u ż w y ł ą c z n i e d o m n i e i to od dawna. Bo przede wszystkim do nich, pozbawionych matki, moich dzieci. To tego wieczoru właśnie zacząłem wyzwalać się z mojej depresyjnej beznadziei.
Chcę przez to powiedzieć, że poczucie straty nie będzie trwać wiecznie, gdyż zrozumiesz - może jeszcze nie dziś i nie jutro, że w zamian otrzymałaś kogoś, kto wprawdzie przysporzy Ci jeszcze wielu trosk, ale stanie się przede wszystkim Twoją nagrodą, podobnie, jak moje dzieci i ich dzieci dla mnie.
Pozdrawiam serdecznie, Rito!
39Odpowiedź przez rita542014-10-13 21:24:25Ostatnio edytowany przez rita54 (2014-10-13 22:41:30)
rita54
Dobry Duszek Forum
R
Nieaktywny
Zarejestrowany: 2014-07-27
Posty: 129
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Dziękuję.. Twoje słowa, Excop, znaczą dla mnie bardzo wiele.. Dziękuję Ci za nie wszystkie... Nie spodziewałam się takiej reakcji.. Siedzę i płaczę.. Tyle od Ciebie dostaję, od Was wszystkich.. całkiem obcych ludzi.. więcej niż od najbliższych.. Tyle zrozumienia, ciepła i pomocy, mimo że mój problem jest niczym .. Jest problemem tylko dla mnie. Tak łatwo można się zagubić. Nie sprostałam temu wszystkiemu. Przerosło mnie.. Cieszę się, że zaufałam .. Dostaję kolejną szansę.. Nie zmarnuję jej.. "Wracam do siebie". A zmiany będą, ale nie destrukcyjne ani autodestrukcyjne. Zmieniam nastawienie, nie siebie, ani innych. Od tego powinnam zacząć. Już to kiedyś mówiłam, ale powtórzę, bo nadal myślę tak samo. Cieszę się, że tutaj trafiłam. Tyle Wam zawdzięczam i tak wiele się uczę.. Już się zmieniłam. Mam nadzieję, że to widoczne zmiany.. Dziękuję.. Pozdrawiam Cię serdecznie, Excop i jeszcze raz, dziękuję...
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Pozwolę sobie przypomnieć, że off top stanowi naruszenie Regulaminu Forum, dlatego bardzo proszę wszelkie luźne i odbiegające od głównego tematu wątku pogawędki, przenieść na grunt prywatny. Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
a co wtedy, kiedy zmienianie drugiego człowieka przekracza wiele granic? Kiedy ingeruje się - możliwe że wcale nie specjalnie, nie do końca świadomie... nie zdając sobie sprawy z konsekwencji swojego działania na drugiego, który dusi w sobie siebie, a "zmieniaczowi" żyje się wcale nieźle ... no więc co, kiedy ingeruje się w jego prawa, w osobowość, tłamsi się potrzeby, wyśmiewa i zabrania hobby... gdy przez wiele lat obniża się jego poczucie wartości i w konsekwencji, człowiek nie wierzy, ani w siebie, ani w swoje podstawowe umiejętności (w zwykłe sprzątanie domu na przykład), gdy nie wierzy, że coś mu się należy (wyjście na piwo, pieniądze na leki...), że zasługuje na coś, a nawet że jest dobrym człowiekiem... co wtedy, kiedy "zmienianie człowieka" przeradza się psychiczną przemoc... z szantażem, krzykiem, fizycznym ranieniem... ?
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
O tym właśnie pisałam Okruszynko, o tym gdzie i jak postawić granice. To chyba trudne w dzisiejszych czasach kiedy nie pochylamy się nad człowiekiem tylko patrzymy przez pryzmat tego co ma. Co jeszcze można z niego wyciągnąć ile wyegzekwowawać. Myślę tu też o wszelkich rozwijających się korporacjach, gdzie szuka się jak najwydajniejszego pracownika.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
i co wtedy robić? nic? bo to sprawa tych dwojga ludzi? "Zmieniacza" i jego ofiary - bo takiego trzeba pewnie użyć określenia. Kiedy jesteśmy np. obserwatorem, odbiorcą sygnałów tłamszenia wysyłanych przez ofiarę (wysyłanych nieśmiało i z niewiarą że nie zasłużył)...
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
W tym miejscu chyba byłoby warto zastanowić się co zrobić, aby samemu umieć stawiać granice, których innym nie pozwalamy przekraczać? Innymi słowy, jak nie dopuścić do sytuacji, w której inni zaczną wchodzić nam na głowę lub będą usiłowali kształtować nas w sposób zgodny z ich wyobrażeniem o naszej osobie, niekoniecznie jednak przez nas pożądany?
46Odpowiedź przez zez czyli widze inaczej2014-10-19 12:45:53Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-10-20 08:45:28)
zez czyli widze inaczej
Net-facet
Z
Nieaktywny
Zarejestrowany: 2014-07-30
Posty: 123
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Tekst usunięty przez moderatora - off top.
47Odpowiedź przez rita542014-10-19 22:20:43Ostatnio edytowany przez rita54 (2014-10-19 22:25:14)
rita54
Dobry Duszek Forum
R
Nieaktywny
Zarejestrowany: 2014-07-27
Posty: 129
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Chętnie podpiszę się pod wypowiedzią Pana Zeza. Widać, że wie co oznacza "zmienianie siebie"...
Olinka napisał/a:
W tym miejscu chyba byłoby warto zastanowić się co zrobić, aby samemu umieć stawiać granice, których innym nie pozwalamy przekraczać? Innymi słowy, jak nie dopuścić do sytuacji, w której inni zaczną wchodzić nam na głowę lub będą usiłowali kształtować nas w sposób zgodny z ich wyobrażeniem o naszej osobie, niekoniecznie jednak przez nas pożądany?
Nie wiem, co można zrobić. Mi przychodzi do głowy tylko jedno słowo: zaufanie. Ale pewnie są lepsze sposoby...
Pozdrawiam i przepraszam
48Odpowiedź przez Excop2014-10-19 22:45:28Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-19 22:47:15)
Excop
Przyjaciel Netkobiet
E
Nieaktywny
Zawód: emeryt MSW
Zarejestrowany: 2014-07-10
Posty: 11 032
Wiek: 55
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
rita54 napisał/a:
Chętnie podpiszę się pod wypowiedzią Pana Zeza. Widać, że wie co oznacza "zmienianie siebie"...
Olinka napisał/a:
W tym miejscu chyba byłoby warto zastanowić się co zrobić, aby samemu umieć stawiać granice, których innym nie pozwalamy przekraczać? Innymi słowy, jak nie dopuścić do sytuacji, w której inni zaczną wchodzić nam na głowę lub będą usiłowali kształtować nas w sposób zgodny z ich wyobrażeniem o naszej osobie, niekoniecznie jednak przez nas pożądany?
Nie wiem, co można zrobić. Mi przychodzi do głowy tylko jedno słowo: zaufanie. Ale pewnie są lepsze sposoby...
Pozdrawiam i przepraszam
Myślę, Olinko, że takie granice najpierw stawiajmy sobie samym, aby później z czystym sumieniem móc je stawiać innym. Nie od rzeczy jest, jak pisze Rita - zaufanie, na zasadzie: "Ja nie mam zamiaru cię zmieniać, ufam, że ty też nie spróbujesz zmieniać mnie".
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Excop trafnie to ujął... O'kruszynko, "wtedy z człowieka nie zostaje już nic. Tylko strzępek nerwów i pustka". Paradoksalnie, to zaufanie właśnie powoduje, że stajemy się bezbronni. Ufamy, że zmieniający zauważy moment, w którym ma przestać, bo przekracza granicę. Jeśli nie przestanie zmieniać na siłę, to człowiek traci osobowość, zaczyna wierzyć że jest nikim, to może doprowadzić do depresji, a nawet .. Myślę, że (jak ktoś ładnie to określił) "człowieka można złamać", jeśli ma słabą psychikę, niskie poczucie własnej wartości i systematycznie jest w tym utwierdzany. Dlatego tak ważne jest by uwierzyć w siebie. Czasem potrzebujemy do tego osób trzecich, bo sami już nie mamy siły.
Wychowywanie: tak, nakierowanie: tak, podpowiadanie: tak, ale zmienianie i manipulacja ... bez przekraczania granic, a to nie takie łatwe..
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Rito, zgadzam się z Tobą w 100%. Nie każdy z nas ma silną psychikę, wysokie poczucie własnej wartości oraz tę umiejętność, która pozwala mu zauważyć moment, kiedy ktoś zaczyna go usilnie zmieniać. Nie każdy potrafi również bronić się wtedy, kiedy już powinien. Niestety odpowiednimi technikami można złamać także osobę silną psychicznie. Oczywiście w tym przypadku dzieje się to znacznie wolniej, stopniowo, czasem wręcz niezauważalnie. Tutaj możemy już mówić o terrorze psychicznym, który stosowany latami odciska straszne piętno i rujnuje właściwie wszystko - wiarę w siebie i własne możliwości, poczucie własnej wartości, czasem też myślenie o sobie jako kimś, kto zasługuje na szacunek i miłość. Rany zadane słowem goją się znacznie dłużej niż siniaki, a sama ofiara tego rodzaju przemocy nie zawsze potrafi określić czy zachowanie partnera powinno ją niepokoić, czy jednak mieści się w granicach tak zwanej normy. Warto jednak zdać sobie sprawę, że tutaj mówimy już o patologii.
52Odpowiedź przez Summerka2014-10-21 07:37:51Ostatnio edytowany przez Summerka (2014-10-21 07:40:45)
Summerka
Gość Netkobiet
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Czasem musimy się zmienić dla własnego dobra. Piszę o sytuacjach dziejących się na gruncie zawodowym. Fałszywe oskarżenia są w stanie zmienić człowieka. Albo staje się silniejszy i broni się wszelkimi siłami, staje się nieufny i podejrzliwy albo załamuje i ogólnie się zniechęca.
53Odpowiedź przez rita542014-10-21 11:01:04Ostatnio edytowany przez rita54 (2014-10-21 17:32:52)
rita54
Dobry Duszek Forum
R
Nieaktywny
Zarejestrowany: 2014-07-27
Posty: 129
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
Na gruncie zawodowym zawsze staramy się zmieniać, dla dobra naszego i innych. To oczywiste Summerka ma rację, czasem fałszywe oskarżenia zmieniają ludzi.. W takiej sytuacji ważne, aby szczerze porozmawiać, a wówczas wszelkie podejrzenia i wątpliwości zostaną rozwiane (oby bezpowrotnie).
Gorszy przypadek zmnieniającego, który zmienia latami i systematycznie. Nie widzi w tym nic złego. Taki, któremu ufamy bezgranicznie (najbliższy), a on/ona to wykorzystuje z pełną świadomością. Takie przypadki są niestety popularne, takie zmienianie, to znęcanie się psychiczne. Tak, jak napisała Olinka, podchodzi już pod patologię. Co wtedy zrobić? O'kruszynka pytała, czy ignorować. Myślę, że trzeba nakłonić "ofiarę" do rozmowy, ale też nie na siłę. Człowiek to delikatna istota. Każdy jest inny i do każdego trzeba podejść w sposób indywidualny, nawet pod kątem zmieniania.
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
...tylko do jakiej rozmowy delikatnie zmusić? Z tym trzecim, "obserwatorem", czy ze "zmieniaczem"? bo ta druga opcja przecież nie jest możliwa-wtedy, gdy jest już patologia psychicznego znęcania się... bo "sprawca" nie widzi tego w kategoriach czegoś złego, przecież dla niego wszystko jest ok, bo jemu jest ok, ma to co ma i dostaje to czego chce... a zmieniany nierzadko boi się zacząć temat, bo między innymi ma niskie poczucie wartości i nie wieży, ze rozmowa coś da, albo że w ogóle należy mu się jakieś inne traktowanie...
Rito! Dziękuję (za obecność) i to ja przepraszam, bo sprowadziłam temat do wąskiego zakresu całkowitego przekraczania granic i patologii
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
O'kruszynko, namówić do rozmawy z kimkolwiek. Ze znajomym lub obcym, z kimś komu postanowi zaufać. Problem polega na tym, żeby "ofiara" nie bała się powiedzieć, że coś się dzieje w jej życiu. Najczęściej sama obwinia się o całą zaistniałą sytuację i wstydzi się powiedzieć komuś bliskiemu. Łatwiej jest mówić o problenie komuś, kogo się nie zna. Nie oceni pochopnie na niekorzyść ofiary. Ze Zmieniaczem, który znęca się z premedytacją (bo o takim przypadku mówimy), ofiara powinna rozmawiać dopiero, jak odzyska siłę i wiarę w siebie. Gdy do konfrontacji doprowadzi zbyt wcześnie, wszystkie jej wysiłki pójdą na marne. Zmieniacz może być dla ofiary nadal zbyt silnym przeciwnikiem. Dobry początek, to odizolowanie ofiary od oprawcy. Jeśli sytuacja jest już bardzo trudna, to warto namówić zmienianego/nękanego na rozmowę ze specjalistą. Czasem tylko fachowiec wie, jak "wyleczyć", chociaż to prawdopodobnie proces długotrwały i wymagający wiele od samej ofiary.
Ale to tylko moje zdanie na temat zmieniania drugiej osoby i pomocy dla niej. Może ktoś ma inną propozycję. Ja już stąd znikam (za dużo mnie tutaj) i jeszcze raz Wam dziękuję... .
Pozdrawiam i spokojnej nocy
56Odpowiedź przez Excop2014-10-22 09:07:01Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-22 09:11:32)
Excop
Przyjaciel Netkobiet
E
Nieaktywny
Zawód: emeryt MSW
Zarejestrowany: 2014-07-10
Posty: 11 032
Wiek: 55
Odp: Drugiego człowieka nie należy zmieniać, ale...
O'kruszynka napisał/a:
i co wtedy robić? nic? bo to sprawa tych dwojga ludzi? "Zmieniacza" i jego ofiary - bo takiego trzeba pewnie użyć określenia. Kiedy jesteśmy np. obserwatorem, odbiorcą sygnałów tłamszenia wysyłanych przez ofiarę (wysyłanych nieśmiało i z niewiarą że nie zasłużył)...
Tutaj, O'kruszynko, dotykamy problemu zmieniania siebie, w kontekście wzięcia na siebie roli "obserwatora".
Mamy tu cztery możliwe pozycje wyjściowe:
1. Jestem zajęty/a swoimi sprawami i nie interesuję się, co dzieje się u sąsiadów, znajomych, bo dość mam własnych problemów.
2. Wiem, że X. poniewiera żoną/mężem/dziećmi, ale to ich sprawa, nie mam prawa się wtrącać, bo sobie tego nie życzą. Bo gdyby któreś chciało, to by odeszło, zwróciło się, np. do mnie, wezwałoby policję, itp.;
3. Modyfikacja pkt. 2.: "Dlaczego policja, prokuratura, opieka społeczna, TPD, nie zainteresuje się, co się dzieje u X.? Ja się wtrącać nie będę, bo będę "tym złym", nie chcę być ciągany/a po policjach i sądach. One są od tego", itp.
4. Dość tego! Nie mogę patrzeć spokojnie na to, co dzieje się u X. Czas interweniować, bo on/ona, boi się stracić to co ma, nie chce narażać dzieci na zmiany, nie wierzy, że możliwe jest inne życie...
Każda z tych pozycji osobno daje możliwość rozwoju do kolejnego punktu wzwyż. Całość stanowi ewolucję postawy wyjściowej, od izolującej obojętności poprzez refleksyjne rozterki po podjęcie decyzji aktywnej reakcji Od nas, "obserwatorów" zależy, czy zdecydujemy się zmieniać, by wziąć na siebie część odpowiedzialności za losy jego/jej/ich. Bo nikt nie zagwarantuje, że nie wyjdziemy na tym, jak Zabłocki na mydle albo nie oddamy im niedźwidziej przysługi, źle oceniając sytuację.