Moja teoria robocza jest taka, ze za tepa jestem. Za malo lotna, inteligentna, bystra....
Sie mowi trudno....i zyje sie dalej....
Podobne tematy
Moja teoria robocza jest taka, ze za tepa jestem. Za malo lotna, inteligentna, bystra....
Sie mowi trudno....i zyje sie dalej....
Eee..to na pewno nie to.
A to, że trafiasz nie w ta nisze, o która Ci chodzi to najpewniej dlatego, ze masz nieświadomie włączony autosabotaż.
Pogadamy o tym jak będziesz chciała kiedy indziej, bo muszę się kłaść ![]()
oldorando napisał/a:Moja teoria robocza jest taka, ze za tepa jestem. Za malo lotna, inteligentna, bystra....
Sie mowi trudno....i zyje sie dalej....Eee..to na pewno nie to.
A to, że trafiasz nie w ta nisze, o która Ci chodzi to najpewniej dlatego, ze masz nieświadomie włączony autosabotaż.
Pogadamy o tym jak będziesz chciała kiedy indziej, bo muszę się kłaść
Jasne- kolorowych :-)
134 2014-09-15 06:12:36 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-09-15 06:23:22)
thepass napisał/a:O wlasnie. I na zasadzie przeciwienstw sie to szybko skonczy, albo bedzie bolało. Mamy rozwiazanie.
Igzakli
To jest właśnie to nieporozumienie w haśle: "przeciwieństwa się przyciągają", które ja osobiście uważam za bzdurne.
Oczywiście że bzdurne, wystarczy pomyśleć. Czy jak ktoś jest introwertykiem, tzn. że ekstrawertyk się nim zainteresuje? Tak w ogóle, przeciwieństwa również prowadzą do kłótni i związków toksycznych (!).
Można by tak porównywać w nieskończoność i wyszłoby, że bardziej i częściej unikamy osób, które nie są do nas w jakiś sposób podobni.
Ci co mówią o "przeciwieństwach" tak naprawdę mogą mieć na myśli "uzupełnianie się", ale uzupełnianie się bez podobieństw, które przyciągają do siebie ludzi, nie nastąpi, a jeśli nastąpi, bo tak też bywa (cechy fizyczne, mamienie itp.), to wiadomo, co później nastąpi... później się dziwić, że związki się sypią, ale jak para się nie poznała (nie dobrała), to tak jest. Motylki odlatują i pozamiatane - już ich nic nie łączy.
Panie raczej sie " wspieraja", czyli sobie potakuja, i zachecaja sie do zmiany/aktywnosci, ale bez tej konstruktywnej krytyki...
Widać, że mnie nie poznałaś jeszcze
Co do reszty.. tak to jest i tez uważam, ze to głupie. Ale wiesz czemu tak jest? Ludzie boją się, że napotkają na brak dystansu i się taka krytyka kiepsko skończy. Ja w ten sposób potraciłam sporo znajomości ale i sporo zyskałam tam, gdzie nigdy bym się tego nie spodziewała.
Zawsze "waliłam" wprost, ale od jakiegoś czasu to staram się 'tonować' i podawać w bardziej strawnej formie, bo zależy mi na ludziach w tym wszystkim wbrew pozoromCzęsto bywa tak, a w zasadzie najczęściej, że ktoś się śmiertelnie za coś na mnie obrazi, a po pół roku przychodzi refleksja..ale nie zawsze da się kontakt reanimować.
Na pewno łatwiej by było gdyby ludzie sobie mogli wprost takie rzeczy mówić, przecież żyłoby się milej i łatwiej.
I to są różnice między kobietami a mężczyznami. Jak kobieta pyta "co ze mną jest nie tak?" to oczekuje wsparcia, że wszystko z nią w porządku no i trzeba się trochę poużalać, jaki to świat jest zły, a ona wspaniała. Natomiast jak mężczyzna pyta, to oczekuje konkretnej krytyki porady jak to zmienić. Zdarzyło się kilka razy, że kobiety zapytały się mnie "co z nimi nie tak". Uprzedziłem, że będę szczery i czy tego chcą. Oczywiście, że chcą. No to pojechałem od początku - począwszy od bezguścia w stylu ubieraniu, skończywszy na desperacji w zachowaniu. Odpowiedzią był foch, że jak ja mogłem. Poza jednym przypadkiem, gdzie kobieta zamilkła na jeden dzień, a potem jak się uspokoiła, to wcieliła te rady w życie. To wzbudziło mój podziw. Natomiast mnie nic tak nie wkurza, jak mówię komuś o problemie, a ten mnie zaczyna pocieszać. Ja oczekuję konkretnej porady co zrobić, żeby ten stan zmienić, a nie podsuwania poduszeczki do szlochania.
Zapewne jest tu też mój błąd w relacjach z kobietami - kiedy te mają problem, to ja staram się podsuwać pomysły na racjonalne jego rozwiązanie - ale powinienem chyba ją wtedy dowartościować - sam nie wiem. Dla tego nie chcę już kobiet z kompleksami, bo nie wiem co z nimi robić ![]()
Tak, maja szanse :-) przynajmniej u mnie ;-) Gorzej wlasnie, jak ktoras dziewczyna napisala, ze tacy czesto laduja z heterami lub jędzami
Mnie by taki facet pasował jak ulał, uległy i niekonfliktowy. Ja natomiast zawsze trafiałam na facetów, którzy na początku wydawali się nieporadnymi, miłymi miśkami a potem stawali się tyranami, którzy chcięli mieć nade mną przewagę psychiczną i dominować. Taki typ facetów zdecydowanie jest nie dla mnie. Wole tych miłych i ugodowych, i wcale nie uważam ich za nudziarzy. Ja wyznaję zasadę, że ten się nudzi, kto sam jest nudny.
Cóż, niestety mam takie przeświadczenie i chyba ciężko je już będzie zmienić, że kobiecie trzeba okazać zainteresowanie w jakiś romantyczny sposób niż szukając drogi do jej majtek. Tak naprawdę, nie wiem czy to wynika z moje dużej samotności ale dużo ważniejsza jest dla mnie zbudowanie jakiejś więzi psychicznej niż pójście z kobietą do łóżka. Wolałbym jednak zbudować jakiś fundament w postaci przyjaźni, zaufania, zrozumienia niż być w związku z kimś, a potem odkrywać, że ja tej osoby w ogóle nie znam.
Nigdy do końca nie zna się drugiej osoby.
Kobiety muszą czuć się pożądane, a faceci musza pożądać -- to podstawowy warunek bycia szczęśliwym. Można zaprzeczać, twierdzić, że nad popędem należy panować, że to nic ważnego, że to na marginesie człowieczeństwa. To są jednak fałszywe tezy. Seks jest u podstaw życia tak samo jak jedzenie, picie, zdrowie, bezpieczeństwo.
Seks, pożądanie -- to są rzeczy romantyczne. Media jednak sprawiły, że uważasz, iż jest to "szukanie drogi do jej majtek", "pójście z nią do łóżka". Masz wg mnie poglądy szkodliwe dla Ciebie.
Poznać kogoś równocześnie na wielu poziomach, fizycznym (seks, dotyk, bycie blisko) i duchowym (przyjaźń, porozumienie, zaufanie), to jest wielki komfort, ale niestety bardzo niedostępny, bo zawsze coś poświęcamy. Pewna czterdziestolatka z książki oceniała związki na poziomie jedności głowy, serca i cipki... Jak było pożądanie, to nie było dopasowania intelektualnego. Jak było dopasowanie intelektualne i przyjaźń, to nie było pożądania. Marzyła o związku, gdzie będzie na wszystkich poziomach dopasowanie.
Poznać kogoś równocześnie na wielu poziomach, fizycznym (seks, dotyk, bycie blisko) i duchowym (przyjaźń, porozumienie, zaufanie), to jest wielki komfort, ale niestety bardzo niedostępny, bo zawsze coś poświęcamy. Pewna czterdziestolatka z książki oceniała związki na poziomie jedności głowy, serca i cipki... Jak było pożądanie, to nie było dopasowania intelektualnego. Jak było dopasowanie intelektualne i przyjaźń, to nie było pożądania. Marzyła o związku, gdzie będzie na wszystkich poziomach dopasowanie.
Ech, to ja mam szczescie:)) Moj partner jest mily, uroczy wrecz, inteligentny, sympatyczny dla innych osob, rodzinny, cieply, romantyczny, z poczuciem humoru i poczuciem odpowiedzialnosci za siebie i za nasza rodzine. A o pozadaniu jakie u nas panuje od ponad 4-lat nie moge tu pisac, bo mnie wykropkuja albo cenzure zaloza;). Uwielbiam z nim byc, rozmawiac, planowac przyszlosc i kochac sie.
Autorze watku, facet mily ma duze szanse na zwiazek, ale brat zakonu Kapucynow niekoniecznie;) Poczatek i podstawy masz dobrze okreslone, ale pamietaj tez o grande finale. I nie odkladaj tego na wieczne nigdy.
Dzień dobry,
to jaZnalazłem na pewnej stronie taką charakterystykę osoby i niestety bardzo ona do mnie pasuje
Typ miłego faceta/misia - mężczyzna (?), który stara się sprawić, by kobieta była doceniona, jest w stanie ustanowić emocjonalną więź. Niestety jest to nudny typ faceta, który często nie wykazuje seksualnego zainteresowania czy też cech rasowego samca, przez co uwłacza kobiecej godności odbierając jej ważną cząstkę - nie czuje się przy nim sexy, ani w żaden sposób nakręcona seksualnie... Typ najczęściej spotykany, odznaczający się wrażliwością i empatią. Często wzoruje się na romantyka (ale nie Don Juana czy Casanovę ale na żałosnego Wertera) w nadziei, że to podziała na każdą kobietę. Zwykle unika dotyku myśląc, że tym obrazi kobietę. Najczęściej stara się Ją zdobyć kwiatami, wystawnymi kolacjami, drogimi prezentami, tandetnymi liścikami, stawianiem kina na pierwszych randkach. Jest ckliwy i na każdym kroku rozpamiętuje i przeżywa związek (?), niestety bardziej w wyobraźni w odcięciu od rzeczywistości. Jest to typ mile widziany jako taki mąż, do tworzenia rodziny, bo zapewnia bezpieczną stabilność i utrzymanie. Z pewnych względów kobieta przedłuża ewentualne zaręczyny (o ile go nie porzuci), w nadziei że spotka kogoś, przy kim poczuje się naprawdę sexy (jak prawdziwa kobieta), o ile ma takie aspiracje.
Cóż, niestety mam takie przeświadczenie i chyba ciężko je już będzie zmienić, że kobiecie trzeba okazać zainteresowanie w jakiś romantyczny sposób niż szukając drogi do jej majtek. Tak naprawdę, nie wiem czy to wynika z moje dużej samotności ale dużo ważniejsza jest dla mnie zbudowanie jakiejś więzi psychicznej niż pójście z kobietą do łóżka. Wolałbym jednak zbudować jakiś fundament w postaci przyjaźni, zaufania, zrozumienia niż być w związku z kimś, a potem odkrywać, że ja tej osoby w ogóle nie znam.
Nie wiem czy z takim podejściem mam w ogóle szanse na cokolwiek ?
Jakbym czytała o swoim dawnym..koniec końców kazałam mu sie wynosić.:) Załuję.
ożeń się ze mną -.- O ile za tym 'misiem' nie stoi kreatura, która jak 'złapie' zajączka to zwyczajnie go zrani i pożre brutalnie na kolacje zostawiając tylko milusi ogonek .
"Miły" facet ma przesrane jeśli się nie zmieni.
"Miły" facet ma przesrane jeśli się nie zmieni.
Cham i gbur tym bardziej.
Iami napisał/a:"Miły" facet ma przesrane jeśli się nie zmieni.
Cham i gbur tym bardziej.
Cham i gbur ma bardzo duże powodzenie, szczególnie wsród pań w wieku do ok. 23 lat.
Mussuka napisał/a:Iami napisał/a:"Miły" facet ma przesrane jeśli się nie zmieni.
Cham i gbur tym bardziej.
Cham i gbur ma bardzo duże powodzenie, szczególnie wsród pań w wieku do ok. 23 lat.
Chyba wiek tu nie ma nic do rzeczy, bo jakoś ani ja, ani wśród moich koleżanek żadna nie szuka chama i gbura!
Mussuka napisał/a:Iami napisał/a:"Miły" facet ma przesrane jeśli się nie zmieni.
Cham i gbur tym bardziej.
Cham i gbur ma bardzo duże powodzenie, szczególnie wsród pań w wieku do ok. 23 lat.
akurat "pan":)) chyba desperatek.
E tam. Typ romantyka dla niektórych dziewczyn jest bardzo fajny, choć może nie na etapie liceum, czy pierwszych lat studiów.
Ja sama jestem romantyczna, to mi odpowiada taki ktoś. Tylko że facet musi mieć coś jeszcze: inteligencję i zaradność lub urodę.
Przystojny romantyk na tak, zaradny i inteligentny romantyk również. Romantyk tylko romantyk, jest dobry do momentu jak się nie pojawi ktoś zaradniejszy lub przystojniejszy.
No to się cieszę, że jestem człowiekiem-widmo. Skoro nie masz dziewczyny/kobiety- nikt ci jej nie odbije (gdy ukradna ci ostatnie pieniądze, nie musisz bać się złodzieja).
O wiele gorsza jednak jest sytuacja, gdy po "przejechaniu się" (zawodzie) na tym przystojniejszym/zaradniejszym, kobieta przypomina sobie o wystawionym wcześniej do wiatru romantyka i postanawia zrobić zeń "zapchajdziure", a on się na to nabiera.