Janku, OK.
Zapuściłeś się, przytyłeś a nawet byłeś gruby,
byłeś zamknietym w sobie gburem,
robiłeś to wg Ciebie należy żeby rodzina miała dobre warunki...
Myślisz, że takich otyłych gburów jest mało na świecie ?
Myślisz, że jedynym sposobem na takiego otyłego gbura jest zdradzić go i zostawić dla kochanka ?
No, to jesteś w błedzie.
Miliony kobiet radzą sobie z takimi otyłymi gburami.
Potrafią porozmawiać, wskazać, nakierować na inne zachowanie.
Myślisz, że mało jest grubych, zołzowatych kobiet ?
Dużo. Wiele z nich ma udane małżeństwo.
Bo ich mężowie, kochają je i starają się zmienić tą zołzowatośc.
Otyłość im nie przeszkadza, a nie chcieliby je urazić takimi spostrzeżeniami.
Wiele kobiet, bardziej pokrzywdzonych przez mężów nie zdradza.
Doprowadzone do ściany, decydują się na rozwód.
Dopiero potem układają sobie życie.
W Waszym przypadku, nieukładało się to prawda.
Ale to powód do pracy nad związkiem
Ty to w końcu zrozumiałeś i zacząłeś pracować nad sobą.
Żona, po wejściu w nowe otoczenie w pracy,
nie miała ochoty nic naprawiać.
Miała ochotę zabawić się, przeżyć romans.
I tak właśnie zrobiła.
To nie Twoja wina, że tylko Ty widziałeś potrzebę naprawy a żona wolała poszukać sobie nowej miłości.
Twoja wina, za kryzys w małzeństwie jest do połowy, a po tym jak naprawiłeś swoje błedy zotała znacznie ograniczona.
Żona jest winna, co najmniej w takim samym stopniu za kryzys.
Co zrobiła żeby naprawić małżeństwo ???
Wolała za to zdradzić, zabawić się, zaromansować i rozwalić rodzinę.
I to w momencie, kiedy miała szansę wyjść na prostą, podałeś jej rękę.
Przestań siebie wreszcie obwiniać.
Twój pierwszy post z 16.04:
JanekM napisał/a:C Mamy również 3-letniego syna.
Wiekszość naszego związku (szczególnie po ślubie i narodzinach dziecka) to kryzys. Zazwyczaj kłóciliśmy się o "pierdoły" jednak źródło tych problemów okazało się byćzupełnie inne - moja postawa. Caly czas oklamywalem sam siebie, ze winna tej sytuacji jest moja zona. Niestety prawda jest taka, ze to glownie ja zaniedbywalem nasz zwiazek - praca, ciagly brak czasu na wspolne spedzanie czasu (nawet drobnostki), "zapuscilem" sie fizycznie - przestalem byc atrakcyjny dla mojej malzonki, nie wspieralem jej w domu (sprzatanie itp.), poza domem (sukcesy naukowe, zawodowe itp.). moglbym tak, wymieniac i wymieniac...
Zona po urodzeniu dziecka spedzila sporo czasu w domu, poszla do swojej pierwszej pracy dopiero kilka miesiecy temu (sam bardzo mocna ja do tego zachecalem, wierzac, ze miedzy nami wszystko sie poprawi kiedy zmieni cos w swoim zyciu i wyjdzie w koncu do swiata). .......
Po powrocie zony z delegacji (targi - typowa impreza integracyjna z nastawieniem na zabawe) dostalem "nakautujacy strzal". Poprosilem zone o rozmowe, chcialem ja przeprosic i poprosic o kolejna szanse, zapewnic ja o tym, ze od tego momentu wszystko sie zmieni. Niestety, nie bylo mi dane tego wszystkiego powiedziec, gdyz dowiedzialem sie, ze zona mnie juz nie kocha, ze podjela decyzje o odejsciu, ze jest zauroczona innym (
przecież to standard....od kilku miesięcy, po pójściu żony do pracy, nie mialeś juższans na naprawę.
Znalazla tam "porady" jak się uwolnić od "złego" męża i skorzystała znich.
To była jej decyzja, że zechciała skorzystać z rad koleżanek i kolegów z pracy, że dała się wćiągnąć w ich gierki narajania jej innego rozwodnika, wreszcie to była jej decyzja żebę Cię zdradzić, tak samo jak jej deecyzją jest rozwód i rozwalenie rodziny.
Nie łudź się, że miałeś na to wpływ.
Gdyby chciała rzeczywiście odejść, zrobiła by to wcześnie, z Twojego powodu,
ale nie zrobiła tego.
Teraz chce odejśc nie Zpowodu, że Ty jesteś niedobry, ale dlatego że ma kochanka.
Zrozum toraz na jutro.
Nie ma w tym Twojego udziału, Twojej winy.
Nie bądź znowu taki pewny siebie, że coś od Ciebie zależało...