Cześć, chcialbym z Wami podzielić sie swoją/naszą aktualną sytuacją i prosić o poradę.
Jesteśmy z żoną parą od ponad 8 lat, po ślubie już prawie 4 lata. Mamy również 3-letniego syna.
Wiekszość naszego związku (szczególnie po ślubie i narodzinach dziecka) to kryzys. Zazwyczaj kłóciliśmy się o "pierdoły" jednak źródło tych problemów okazało się byćzupełnie inne - moja postawa. Caly czas oklamywalem sam siebie, ze winna tej sytuacji jest moja zona. Niestety prawda jest taka, ze to glownie ja zaniedbywalem nasz zwiazek - praca, ciagly brak czasu na wspolne spedzanie czasu (nawet drobnostki), "zapuscilem" sie fizycznie - przestalem byc atrakcyjny dla mojej malzonki, nie wspieralem jej w domu (sprzatanie itp.), poza domem (sukcesy naukowe, zawodowe itp.). moglbym tak, wymieniac i wymieniac...
Zona po urodzeniu dziecka spedzila sporo czasu w domu, poszla do swojej pierwszej pracy dopiero kilka miesiecy temu (sam bardzo mocna ja do tego zachecalem, wierzac, ze miedzy nami wszystko sie poprawi kiedy zmieni cos w swoim zyciu i wyjdzie w koncu do swiata). Moje przebudzenie nastapilo na poczatku tego roku, kiedy zdalem sobie sprawe, ze tak juz dluzej nie moze byc. Zaczalem mocna sie zastanawiac, dlaczego jest tak zle ? Co jest tego przyczyna ? Czy jeszcze jest "cos" miedzy nami? Czy kocham moja zone?
Odnalezienie odpowiedzi na te pyatnia zajelo mi sporo czasu (niestety w miedzyczasie miedzy nami nie bylo rozowo - ciagle sie od siebie oddalalismy).
Przelom nastapil po wyjezdzie zony na delegacje, kiedy tak naprawde pierwszy raz od wielu miesiecy zostalem sam z synem.
Po pierwszym dni zaczalem starsznie tesknic, poczulem sie jak wtedy - kiedy sie poznalismy. Poczulem, ze strasznie ja kocham - pozniej przyszedl zal i poczucie winy, ze przez wiele lat nie dbalem o nas wystarczajaco. Postanowilem sie zmienic, i sprobowac wszystko naprawic, zaczynajac od siebie. Poczynilem mase postanowien, skoncentrowalem sie na pracy nad soba.
Po powrocie zony z delegacji (targi - typowa impreza integracyjna z nastawieniem na zabawe) dostalem "nakautujacy strzal". Poprosilem zone o rozmowe, chcialem ja przeprosic i poprosic o kolejna szanse, zapewnic ja o tym, ze od tego momentu wszystko sie zmieni. Niestety, nie bylo mi dane tego wszystkiego powiedziec, gdyz dowiedzialem sie, ze zona mnie juz nie kocha, ze podjela decyzje o odejsciu, ze jest zauroczona innym (aktualnie troszke jej przeszlo, ale caly czas mowi, ze serce mocniej jej bije kiedy widzi sie z ta osoba). Poprosile mja, zeby dala mi troche czasu i ostatnia szanse.
Od tamtej rozmowy wszystko sie zmienilo. Stalem sie innym czlowiekiem, caly moj czas poswiecam rodzinie i sobie (wzialem sie za siebie pod wzgledem fizycznym i psychicznym). Wczesniej bylem bardzo wybuchowy, nie potrafilem sie kontrolowac, duzo krzyczalem - teraz jestem bardzo spokojny i staram sie byc czuly dla zony. Przez ostatnie tygodnie bywalo lepiej i gorzej. Momentami wydawalo mi sie, ze jestesmy znow blizej, ale po chwili bylismy znow oddaleni.
Przez ostatnie tygodnie zylem w ogromnej niepewnosci, co zrobi moja zona. Zaczelo brakowac mi cierpliwosci, myslalem, ze wszystko zacznie sie ukladac bardzo szybko - zaczelismy razem wychodzic na obiady do restauracji, razem spedzac sporo czasu, wychodzic na spacery i ogolnie spedzac, ze soba ogromnie duzo czasu (glownie z mojej inicjatywy).
Widzac, ze to wszystko inicjowane jest z mojej strony, chcialem dowiedziec sie czy mojej zonie dalej zalezy na naszym zwiazku.
Po rozmowie, dowiedzialem sie, ze "nie wie". Ze, czuje sie przeze mnie osaczona, ze moja zmiana byla tak radykalna, ze nie wie co robic. nie ma pojecia, czy to chwilowe, czy nie. Powiedziala mi, ze caly czas mysli o odejsciu, jednak rowniez bierze pod uwage odbudowywanie zwiazku. Chcialaby jednak spobowac przez jakis czas pobyc sama, oddalic sie ode mnie, zeby poczuc wolnosc i sprawdzic, czy nadal cos do mnie czuje, czy to tylko przyzwyczajenie, dziecko, czy tez bojazn przez uniezaleznieniem sie finansowym (mamy kredyty, mieszkanie i utrzymujemy sie glownie z mojej pensji). Powiedziala, ze jest zafascynowana praca i podejsciem nowych znajomych (w wiekszosc singli i rozwodnikow/rozwodniczek) - tym , ze sa wolni. chciala by sie poczuc znow kobieta (to akurat rozumiem, bo przez bardzo dlugi czas jej tego nie dawalem odczuc)... Ufam jej, jednak z drugiej strony boje sie, ze nowi znajomi namieszaja jej w glowie i naklonia do sprobowania czegos nowego...
Dowiedzialem sie, ze moja malzonka czuje nade mna ogromna przewage, ze wzgledu na to, ze wie iz zrobie dla niej wszystko. Dodatkowo czuje sie strasznie zle z tym, ze ja robie w domu bardzo duzo, jestem dla niej mily, opiekunczy, pomocny i ogolnie nie moze mi nic zarzucic, a sama jest "zimna".
Postanowilem "odpuscic". Nie byc natarczywym, nie okazywac ciagle moich uczuc i nie rozmawiac o nich. Nie dac jej czuc tej przewagi, walczyc z zazdroscia. W przyszlym tygodniu chce isc do psychologa, niestety sam - moja zona powiedziala, ze nie widzi potrzeby udania sie tam ze mna. Widziala ja wczesniej, kiedy nie potrafilismy, ze soba rozmawiac - taraz jedynie sami mozemy wedlug niej sobie pomoc. Z jednej strony przyznaje jej racje, z drugiej strony odbieram to jako brak checi naprawy zwiazku.
Teraz potrafimy ze soba rozmawiac normalnie, dowiedzialem sie bardzo wielu rzeczy, o ktorych wczesniej mi zona nie mowila (nie byla w stanie mi tego powiedziec, gdyz nasze rozmowy konczyly sie zazwyczaj wielkimi klotniami, i czesto nie pozwalalem jej dojsc do glosu). Zyjemy codzinnym zyciem, wspolnie robimy posilki, sprzatami, wychodzimy z dzieckiem, jednak caly czas wydaje mi sie, ze lekko sie od siebie oddalamy. Moja malzonka powiedziala, ze za bardzo sie "spinam", ze nie biore w ogole pod uwage opcji rozstania... Nie wiem co dalej robic...
Czy nabranie dystansu z mojej strony, nie spowoduje, ze moja zona stwierdzi, ze mi juz nie zalezy i nie spowoduje, ze tym bardziej bedzie chciala odejsc ?
Czy takie zachowanie ze strony malzonki jest normalne ?
Czy jest jeszcze szansa, ze zona zacznie byc bardziej aktywna w staraniach o naprawe zwiazku ? Wiem, ze jesli chec naprawy zwiazku ma tylko jedna strona, szanse na jego naprawe sa zerowe.
Jak walczyc z zazdrscia o moja zone ? Strasznie mnie pociaga, zarowno fizycznie, jak i emocjonalnie. Ciezko mi to opisac, ale czuje sie jak nastolatek, ktory dopiero co poznal kobiete swojego zycia. nie moge dopuscic do siebie mysli, ze ktos moglby ja podrywac itp.
Tak to mniej wiecej "w skrocie" wyglada.
Wielkie dzieki za wszystkie porady.