A mi się wydaje, ze w tej teorii o lęku przed bliskością coś jednak jest!!! Ja pragnę być w stałym związku ale w zasadzie to długo wstydziłam się swoich uczuć, wstydziłam się tego, że chciałabym aby jakiś mężczyzna mnie pokochał bo wydawało mi się to być oznaką słabości. Wiem, że to niedorzeczne i beznadziejne. Gdyby facet tak myślał pewnie bym go skrytykowała. Jednak cięzko mi było przed facetem się otworzyć aby okazać mu, że zależy mi na czymś więcej i dlatego czekałam aż to facet sam z siebie coś mi da od siebie. A to sprowadzało się do tego, że sama nic od faceta nie wymagałam z obawy aby go nie ograniczać, do niczego nie zmuszać. (Co też jest w zasadzie jakieś absurdalne bo jeśli nasza potrzeba kochania faceta, czy potrzeba blskości z nim miałaby kogoś ograniczać to tak jakbyśmy zakładały, że dla takiego faceta to kara, czy zgroza być z nami. I tu też leży w gruzach nasza pewnosc siebie.) Tyle, że nie wymagając przyjmuje się postawę bierną. Kiedy nie wymagamy to pokazujemy, że same nie wiemy czego chcemy lub właśnie nie jesteśmy na tyle pewne siebie aby mieć odawgę siegnąć po to czego chcemy i stąd otaczają nas Panowie, którzy traktują nas jak "zapełniacz" do momentu aż na horyzoncie nie pojawi się im coś lepszego.
A może Ci faceci nic nie robą bo oczekują jakiegoś impulsu, poruszenia, czegoś co by ich zmotywowało do działania, pokazało, że taka kobieta jest tylko jedna i albo coś zrobią albo przegapią swoją życiową szansę?
Tu jedna z dziewczym napisała, że interesuje się facetami, którzy na początku wcale jej się nie podobają i zaczynają jej się podobać pod wpływem jak to oni się o nią starają. I można z tego wnioskować, że w zasadzie jest gotowa być z pierwszym lepszym, który okaże jej nieco sympatii. Myślę, że taka postawa jest wyjątkowo niepokojąca. Gdyż oznacza to, że spotka się z facetami, którzy wcale jej nie interesują. Na których normalnie nie zwróciłaby uwagi. Czyli jej potrzeba bliskości bycia z kimś niestety ale jest silnie desperacka. Wówcza ona w ogóle nie potrafi obiektywnie ocenić czy facet jest fajny, jest w porządku bo to jaki on jest nie jest dla niej ważne aby tylko on chciał być z nią.
A może to faceci są coraz bardziej infantylnii? Wygodnie im spotykać się tak z kimś raz na jakiś czas bez konieczności angażowania się, bycia konieczności bycia odpowiedzialnym bo zwyczajnie to ich przerasta? Szukają korzyści bez wysiłku. Szukają kobiety, która ich uwiedzie, rozkocha w sobie, będzie o nich zabiegać, niańczyć i to oni na koniec powiedzą "TAK"?
W sumie to ja bardzo rzadko się zakochuje i u mnie jest to proces. I jeszcze trafić z tym zainteresowaniem na kogoś kto czuje podobnie w tym samym momencie bezcenne i jakże unikatowe.