KoralinaJones napisał/a:Generalnie nie odpowiada mi wchodzenie w rolę powierniczki i terapeutki przeszłości partnera. Nie mówię że powinien wymazać tę przeszłość ze swojego życia, bo to jest niemożliwe, ale nie odpowiada mi retrospektywne uczestniczenie w byłym związku faceta.
Wydaje mi się, że przychodzi to z wiekiem, a zarazem doświadczeniem. Na pewno inaczej się podchodzi do relacji/związków w wieku póżnych nastu lat czy wczesnych 20-stu, a inaczej po 30-tce. A Ci panowie, którzy tak się bulwersują mają już swoje lata ale mentalność jakby dopiero wchodzili w dorosłe życie i opierali swoje wyobrażenie o związkach na bajkach/telenwelach brazylijskich czy opawiadaniach babć.
O ile w wieku powiedzmy +/- 18-lat takie skupienie na liczbach czy szczegółach doświdczeń intymnych może być ważne, tak ok 30-stki czy tym bardziej po, może nie tyle, że nie ważne ale nie kluczowe na tyle by je rozstrząsać. Przecież już mamy do czynienia z dorosłymi, ukształtowanymi ludźmi, którzy raczej wiedzą czego chcą, co mogą zaakceptować, a czego nie itd.
Natomiast Panwie w tym wieku bez doświadczenia lub z niewielkim nadal mimo wieku mentalnie są o ok. 10 lat młodsi. Mogą szukać wśród dziewczyn naćie/20+ ale... czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają, więc siłą rzeczy taki 30-stolatek nie dogada raczej z kobietą 10 lat młodszą (a to raczej tam jest ten ich target dziewic), no chyba że ma zasoby
Z drugiej strony kobiety w swoim wieku traktują z niezrozumiałą wyższością, zarzucają im desperację bo zegrar tyka i wszelkie doświadczenia związkowo-seksualne, jakie miały czelność mieć. Do tego używają niewybradnych określeń typu "przechodzona", wkurzają, że ich "młodość" miał inny, koniecznie badboy itd.
A, jeszcze jedno mi teraz przyszło na myśl, jak już Be chyba zdał sobie sprawę, że zagalopował w tych statystykach, to nagle kolejny argument - kobieta, która "skrzywdziła", zdradziła czy zostawiła dla innego. Ja nie mam takich "sprawdzonych statystyk" ja Be ale niestety tak bywa, że gro osób kończących związki robi to w momencie, kiedy inna osoba pojawia w jego życiu. Można to jednak rozpatrywać z dwóch perspektyw, zarówno jako największe k*restwo, ale też jako bodzieć i danie sobie szansy na nowe, inne/lepsze życie.
Według Be taka osoba (w jego przypadku kobieta) od razu powinna zostać skreślona. Ja mam jednak nieco inne zdanie, oczywiście wiele czynników tu wchodzi w grę ale... stety lub niestety osoba odchodząca jest (według mnie) lepszym kandydaten na partnera bo ona już ma świadomość, że nie chce być w danym związku i świadomie wejdzie w kolejną relację. Z kolei osoba porzucona najpewniej będzie się otrząsała z tego jeszcze dłuższy czas, a nawet jak szybko wejdzie w kolejną relację, to raczej na zasadzie plastra.
Żeby nie było, ja byłam i po jednej i po drugiej stronie i nie ukrywam, że szczególnie jedno rozstanie czy związek mnie bardzo dużo emocjonalnie kosztowało i potrzebowałam sporo czasu by wrócić do równowagi emocjonalnej i w ogóle zacząć myśleć o nowej relacji. Może nie zamykałam się całkowiecie na nowe znajomości ale jak zauważałam, że coś mi w 2 osobie nie pasuje, od razu kończyłam. Może też bałam zaangażowania.
Kiedy poznałam mojego obecnego partnera, od tamtej historii minało dobrych kilka lat. Temat cakowicie zamknięty. Emocji zero. Ok, jakieś sentymenty ale raczej do pewnych zdarzeń bo wiadomo, że nie skasujemy pamięci ale na zasadzie fajnie było to czy tamto przeżyć ale nie chcę do tego wracać. A tym bardziej roztrząsać wszystko przy obecnym partnerze. Dla mnie rozdział zamknięty.
Od już kilku lat jestem z moim partnerem i nie wiem co ma do tego, że kiedyś kogoś zostawiłam albo on mnie. Ma to wpływ wtedy, kiedy nie uporaliśmy się z rozstaniem, mamy potrzebę by o tym mówić, roztrząsać itd. Życie jednak toczy dalej.
Ja nawet jakiś czas temu spotkałam tamteo faceta (przez którego tak "cierpiałam") i jak kiedyś przyprawiał mnie o szybsze bicie serca, tak teraz "zwykły Kowalski"
Zamieniliśmy kilka zdań, pozdrowiliśmy życząć wszystkeigo dobrego i tyle.
Naprawdę nie wiem jak coś co miało miejsce kilka lat temu i jest zamierzchłą przeszłością miało bezpośrodnio wpływać na mój związek. Be nie pogodził z rozstaniem dlatego sądząc po sobie uważa, że każdy ma tak jak on. No nie...