DeepAndBlue napisał/a:Uuuu... Nie wiem. Obie historyjki mnie nagrzały na swój sposób xD To może tak, najpierw pierwsza a potem druga i na nudę nie ma co narzekać 

Następnym razem jak mi będzie zimno, to sobie odwrócę role płci w tej scence i będzie od razu lepiej 
Ever Jak już braknie mi pomysłu, to wiem, gdzie się zgłosić
Poza tym wiadomo, że wisienki smakują najlepiej z całości
Zastanawiające to jest, naprawdę... Próbuję sobie wyobrazić schemat, jaki prowadzi do reakcji, jakiej Ross by doznała.. Bo szczerze mówiąc, to takiego typowego "obrzydzenia" musiałbym dostawać za każdym razem, kiedy w tłumie jakaś obca osoba wchodzi ze mną w kontakt, choćby w autobusie, kiedy się przeciska do wyjścia i ociera się o mnie. Wydaje mi się, że większość osób, jeśli nie będzie czuć żadnych pozytywnych emocji, to przynajmniej nie poczuje nic, ot zwykła neutralność, na zasadzie "ani mnie to ziębi ani parzy". Natomiast w żadnym wypadku obrzydzenie: do kogoś, kto (powiedzmy, żę tak zwykle jest) wygląda schludnie, ładnie pachnie i jako osoba płci przeciwnej jest blisko. Taki kontakt spontaniczny, żadne tam obmacywanie na siłę czy nękanie. Po prostu jedna z wielu sytuacji, jakie się zdarzają między ludźmi tańczącymi, z których spora grupa albo się już potem drugi raz nie zobaczy albo kontakty będą się opierać właśnie na takiej zabawie.
Poza tym to dla mnie niebywałe, że sam fakt, żę się kogoś nie zna(albo bardzo słabo zna) już decyduje o tym, że czujemy do niej.jego prawie obrzydzenie, choćby był/była (obiektywnie)nie wiadomo jak pociągający/a.
A kluby czy inne tego typu imprezy mają to do siebie, że często najpierw ludzie ze sobą tańczą a potem w ogóle się ze sobą zapoznają, przedstawiają się, itp.
Po prostu fizyczną atrakcyjność odbieramy czysto atawistycznie, pewne zachowania innych wyzwalają z kolei w nas określone reakcje i bardzo często my nie mamy na to wpływu. To są podstawy relacji międzyosobniczych, opisanych przez etologię czy socjobiologię. Nic na to nie poradzimy... 