Julio, potwornie trudny wybór. Moje zdanie jest takie, że i on miał prawo wiedzieć (bez względu na jego reakcję) i Ty masz prawo podjąć ostateczną decyzję. Powiem tak (jako matka nastoletniego już syna): w ostatecznym rozrachunku to kobieta w decydującej mierze bierze na siebie (instynktownie, podświadomie) więcej obciążeń wynikających z rodzicielstwa niż najbardziej nawet zaangażowany ojciec dziecka. Różnie to też bywa. Partnerzy są fajniejsi albo mniej fajni, bardziej lub mniej odpowiedzialni, dojrzali, wierni, opiekuńczy ? też w bardzo różnym stopniu. Życie różnie się układa w relacji męsko-damskiej, ale tak to już jest, że bez względu na okoliczności to właśnie na kobietę (czy to przez imperatyw własny, czy środowiskowy) spada najwięcej obciążeń w przypadku niepowodzenia projektu ?rodzina?. To ona zostaje przy dziecku w zdrowiu i w chorobie, na dobre i na złe, to ona dźwiga odpowiedzialność codziennego tłumaczenia dziecku świata, zmierzenia się z jego problemami oraz poradzenia sobie ze stroną finansową nawet wtedy, jak tatuś nie do końca radzi sobie z tą sferą. On MOŻE sobie z tym nie radzić. Kobieta radzić sobie MUSI choćby sama na siebie nie miała, tona dziecko zawsze znajdzie. U panów już nie jest to takie oczywiste.
Teraz też to właśnie Ty, Julio, MUSISZ podjąć ostateczną decyzję a nie on, jakkolwiek fajny jest lub nie jest. Musisz sama ocenić swoje ?moce?, zaplecze, ewentualne wsparcie rodziny, zasoby finansowe, lokalowe i psychiczne. Musisz też myśleć długoplanowo i rozważyć, czy nie zafundujesz swojemu dziecku matki sfrustrowanej swoim niezrealizowaniem. Nie ma nic gorszego niż matka, która urodziła i całe życie robi dzieciakowi odcisk na mózgu (nawet niezamierzenie): gdyby nie ty, to dla ciebie, a mogłam?
Sama zdecydowałam się późno ? syna urodziłam w wieku 30 lat, ale wiem, że nie ma wspanialszej relacji niż matka-dziecko. Nie da się nawet opisać tej gamy uczuć. Nikt jednak nie ma prawa kobiecie narzucić ani czasu, ani miejsca, ani tego czy w ogóle matką ma być. Wpadki się zdarzają i śmieszy mnie świętojebliwe zaskoczenie coponiektórych i gadanie o odpowiedzialności, konsekwencjach, niemyśleniu. Sam fakt, że musisz teraz zmierzyć się z takim dylematem jest już wystarczającą konsekwencją, a to, że w ogóle się zastanawiasz i rozważasz jest dowodem na to, że jesteś i myśląca i czująca. Gdyby było inaczej tego wątku by nie było.
Nie tłumacz się nikomu, Julio. Rozgranicz, które wypowiedzi tu padające są rzeczowe i życzliwe, a które mają na celu wywołanie u Ciebie wstydu, poczucia winy i nieadekwatności Twoich wątpliwości. Zawsze w takich wątkach pojawiają się osoby, które chcą podreperować własne ego cudzym kosztem. Zidentyfikujesz je po protekcjonalnym choć w gruncie rzeczy agresywnym tonie. Nie bez kozery w prawie aborcja i dzieciobójstwo to dwa różne pojęcia. Jak ktoś nie chce usuwać własnej ciąży, to jego prawo. Niektóre zachowują się tak, jakby ktoś inny mając wątpliwości KAZAŁ im to robić. Moje zdanie jest takie: ręce precz od cudzych praw i wyborów. Uwielbiam panie (a zwłaszcza panów) podnoszące rękę z kamieniem. Im więcej krzyczą o moralności tym więcej wywołują we mnie wątpliwości.
A, i jeszcze jedno. Weź Ty, kochana, rozważ użycie słowa ?przyjaciółka? w odniesieniu do tej szantażystki. Ta osoba też coś chce załatwić Twoim kosztem. Może zazdrości Ci narzeczonego?