Przeczytałam cały wątek - bardzo ciekawy. Julio - trzymam kciuki, za Ciebie. Próbowałam sobie przypomnieć siebie - w Twoim wieku. Muszę przyznać, że ciąża napawała mnie wtedy ogromnym lękiem.
Jako rasowy antymoher uprawiałam seks przedmałżeński, chodziłam co pół roku do ginekologa, brałam tabletki antykoncepcyjne najnowszej na tamte czasy generacji, robiłam wszelkie konieczne badania. Zarówno wtedy - jak i teraz NIE MA 100% metody antykoncepcji (wyłączam szklankę wody zamiast seksu). Dlatego uśmiałam się setnie przy "nie uważałaś?!". Na czy na co miałaby uważać? Konkrety poproszę - szczególnie od panów - oni jako posiadacze instrumentu - powinni wiedzieć NAJLEPIEJ jak uprawiać seks aby mieć 100% pewności, że partnerka nie zajdzie w ciążę. Czekam na konkrety, które obiecuję udźwignąć jako specjalista od rozrodu.
Zapomniał wół jak cielęciem był - bardzo wątpię, że tak całkiem wszyscy z wypowiadających się, seks uprawiali swój pierwszy - dopiero w małżeństwie.
To, że Autorka ma wątpliwości - świadczy właśnie o jej dojrzałości. Nie jest bezrefleksyjną masą, naczyniem pana czy co tam jeszcze. Z tego co przeczytałam - jest młodą kobietą, na obczyźnie, zakochaną w swoim partnerze, której "pokrzyżowały się" plany. Gdyby była egoistką - nie targałby nią aż takie wątpliwości. Tak ja to widzę.
Kiedy byłam w jej wieku - miałam identyczne wątpliwości - na szczęście dla mnie Boginii (ta od dzieci, kobiet i feministek) uchroniła mnie przed takimi decyzjami - jak ma do podjęcia Julia. Jednak z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że głosiłam wówczas identyczny pogląd - aborcja. Bo to kobieta jest w ciąży, ona nosi, rodzi, karmi piersią i tak naprawdę jest przy dziecku 24/7 przez pierwsze miesiące życia. Wiem Z DOŚWIADCZENIA, bo mam trójkę małych dzieci. I ani katecheta ani ksiądz proboszcz i wszystkie oazy nie pomagają. Szczególnie przy szytym kroczu, stwardnialych piersiach i bolesnych sutkach. Często jest krzyk - i bynajmniej nie niemy, a czasem i przekleństwo się wyrwie.
Porównywanie z Autorką par, które dzieci mieć nie mogą - jest bez sensu. Ani ona temu winna, ani im nie przybędzie, że ona urodzi. Lepiej niech sie każdy zastanowi nad tym ile jedzenia marnuje, albo wody - a w Afryce dzieci cierpią. REALNIE. Z niedożywienia i braku wody. Jak wzbudzać poczucie winy - to na całego pierdyknąć.
Julio - trzymam za Ciebie kciuki. Dzieci to nic strasznego, chociaż ja czasem na swoje mówię "potwory", "trutnie" albo "szkodniki". Wszystko z miłością. Caly czas je kocham, choć czasami dają czadu. Przy pierwszym dziecku byłam bardzo zagubiona, pomógł mi mój mąż - ogarnąć samą siebie. Partner jest bardzo ważny. Niestety często zdarzają się niedojrzali, nawet ci najbardziej święci - nie dźwigają tematu. Twoj partner wydaje się być fajnym facetem. Dla niego to też NOWE. Chyba doceniłabym to, że nie uciekł z krzykiem, albo nie zastosował klasyka "to moje? Jesteś pewna?" jak wielu solennych przeciwników aborcji stosuje. Zezłościł się, ze go oklamywałaś - sama byś się wkurzyła. Pokazal, że ma "jaja".
Myślę, że gdy opadnie bitewny kurz - będziecie fajna rodziną.
Trzymam za Was kciuki.