netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

115 odpowiedzi38 297 wyświetleńzałożony przez ethics, 17.10.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 116 z 116 ]

66 Ostatnio edytowany przez wieśniak (2012-10-23 13:58:22)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

mortisha co do równouprawnienia to nie jest to podział ani zamiana w waszym damskim przypadku są to takie same prawa np. głosowanie oraz to, że możecie piać się w górę po szczeblach kariery, wykonywać te same zawody co my. I tak obserwujemy, że kobiety są w wojsku, straży pożarnej typowo męskie i do jakiegoś czasu zarezerwowane dla nas zawody. Za to widziałem już faceta kosmetyczkę, a na co dzień telewizji widzę takich gejusiów od mody. Co mnie po prostu powala. Czyli wy możecie robić to co my i na odwrót. Chciałbym jeszcze widzieć kobiety w kopalni, albo warsztacie samochodowym w ramach równouprawnienia ale tam się jeszcze nie pchają z wiadomych przyczyn.

Ogólnie mamy rozpierdzielony model tego co było ludzie od zarania dziejów działali wg. pewnego sprecyzowanego kanonu, looknijce na Afrykę, Amazonię i plemiona, które tam zostały tak żyliśmy i tak wyglądała zdrowa społeczność, zdrowy podział obowiązków. Nie będzie mi nikt wpierał, że coś co funkcjonowało przez tysiące lat można tak na pstryknięcie zmienić w ciągu kilku stuleci. To jak jakby próbować zmusić bawoła do polowania na lwy.

Prawda jest taka, że kobietą takie równouprawnienie jest NIEPOTRZEBNE (wg. mnie) oczywiście wojna toczy się od zawsze o zwykły ale jakże ludzki aspekt szacunku dla dla drugiej osoby. Ktoś zaprzeczy? Bo nikt nie jest niczyim niewolnikiem, ani narzędziem, ścierą i miotłą. Tylko gdzieś po drodze zamazał się sens tego dążenia i wyszło jak wyszło wiadomo w miarę jedzenia rośnie apetyt. I mamy teraz mężczyzn którym de facto powinna cipa wyrosnąć zakichanych, zasmarkanych z zawodem SYN pożal się Boże wychowanych na wzorcach rodem Z USA. Mamy także kobiety co przypaliły by wodę w czajniku i najlepiej byłoby im usunąć macice bo pozwolić takiej rodzić to zbrodnia, wychowa potem takiego zasmarkańca albo jakąś dziwkę, oczywiście zawód CÓRKA wg. wzorca z USA.

Ja stwierdzam, że jest znacząca różnica między zaradnością życiową, a bycia zwykłym "utrzymankiem" w większości z mojej obserwacji cała niezaradność kierowana, do niektórych osób tyczy się stanu ich portfela. Jednak czy to ich wina, że tak jest w tym kraju, czy to ich wina, że urodzili się w biednej rodzinie. Przecież to nie czyni ich złymi ludźmi, przecież pracują i żyją, a to że nie zarabiają kokosów no cóż nie każdy będzie Donaldem Trumpem.

Ja też jestem niezaradny życiowo zarabiam rapem może 1800zł na miesiąc jak jest dobrze. Nie mam stałej pracy, region jest bogaty w bezrobocie, które nie wynika z lenistwa tylko faktu, że tu nic nie ma. Mieszkam z moją baką i robię jako "budowlaniec" na umowy o dzieło. Zaraz będzie to czemu się nie uczyłeś bla bla bla, uczyłem mam technikum samochodowe zrobione, chciałem iść na studia ale to chyba jak bym babkę sprzedał na allegro. Cóż babka ma emeryturę zawrotną i swoje porshe (na dwóch kołach), które jej zapycham do kościoła w niedzielę. I tak wioskowe życie się toczy a że się wzbogaciłem to mam teraz kompa z internetem po roku odkładania. I trafiłem na to forum googlojąc jak to młodzi mają dziś. Cóż poczułem się jak szmata najgorsza czytając te posty oderwanych od rzeczywistości Teo i Artemidy. Pocieszam się tym, że nie mam nikogo (teraz wiem czemu) bo jestem tak nie zaradny, że daję radę tylko siebie utrzymać.

67

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

To sobie wyobraź że za twoje niemal 1800 zl (i jest to praca nie stala) masz utrzymać dom,zone i dzieci,zona nie pracuje bo w tym czasie zajmuje sie domem(gotowaniem,sprzataniem,zakupami) dziecmi, i czym kolwiek oprócz zarabiania pieniedzy,bo wedlug ciebie jest to twoja rola,czyli Pana domu  pracowac zawodowo,przynosić pensje,a kobieta dom ma na glowie jak tradycja nakazuje

Ciekawe jaki standart zycia wten czas bys swojej rodzinie zapewnił.Kazda normalna kobieta jasno by powiedziala :Facet, za twoją pensje tymczasową (i nie tylko twoją, jest multum takich osob)nie da sie godnie wyżyc i chce czy nie chce musze realizowac sie zawodowo,a nie odkladac co do grosza bo ty jeden jestes zywiciel rodziny, co ta pensja jest smieszna jesli chodzi o oplacenie i utrzymanie nie tylko siebie ale i zony,dzieci

Super ze co jakis czas szukasz sobie pracy czy to dorywczej czy na dluzej,takich ludzi sobie cenie,bo coś robisz,ale narazie tylko na siebie pracujesz i moze ci to wystarcza, w sytuacji rodzinnej gdy bys musial kupic /wynajac wlasne mieszkanie aby nie siedziec u kogos,oplacic rachunki,kupowac jedzenie, ubrac siebie, zone dzieci, do szkoly wyposarzyc to jest nic, i taki klasyczny model rodziny sie nie sprawdza w wielu rodzinach mimo że tkwią w tym

Apropo mechanikow samochodowych, sama osobiscie widzialam kobiety ,ktore tam pracują , jakos na ich prace nie skladalam zażalenia smile
Co do wojska czy policji,to wiekszosci kobiet są pracownikami cywilnymi, biurowymi, siedzą w kadrach, ksiegowosciach,i papierologią sie zajmują,wiec wielkich strat  nie wyrzadzają

68

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

mortisha co nie znaczy że jestem z tej sytuacji zadowolony, że cieszy mnie fakt braku perspektyw. Za to zasmuca mnie rzeczywistość, że wszyscy się na to godzą. I płaczą jak znajdą się cwańsi złodzieje i o ogolą złodziei jak to zrobił Amber G gdzie biorąc kwotę jaką dysponowali i dzieląc między ilość osób, która tam trzymała pieniądze mamy średnio ~80000pln na człowieka więc na biednych nie trafiło w teorii.

Widzisz ja zapierdzielam kładąc kafelki, regipsy, szpachlując ściany dorywczo jako robotnik bo tak mi się trafiło, czy mając 30lat nie mam prawa do założenia rodziny, czy nie mam prawa też być szczęśliwym tak jak i wy chcecie być. Wyobraź sobie, że moje "szukanie" stałej partnerki odkładałem dość długo żeby się jakoś odkuć ale to naprawdę jest fatamorgana w tym kraju uczciwie można tylko umrzeć i to jest fakt. Jeżeli ktoś próbuje mi poradzić to jedź do niemiec to owszem jest to pomysł byłem robiłem ale jak to sobie wyobrażacie na dłuższą metę jeździć tam do końca życia zapierdzielać jak niewolnik. Mnie zostało 5-12 lat zanim po prostu zacznę się całkiem psuć bo start życiowy miałem dość wyboisty. Nie mam wyższego wykształcenia ale głąbem nie jestem, wiem, że nie mam na to żeby rodzinę utrzymać więc jej nie zakładałem ale naprawdę tak być nie może przecież to przeczy wszelkiej logice. Jeżeli każda kobieta będzie tak robić to na jednego dobrze zarabiającego przypadnie ich chyba po 100 to chyba haremy zaczną zakładać.

Ludzie powinni się kochać, szanować i pomagać sobie inaczej to wszytko jasny szlag trafi i to z hukiem, a wtedy największe fortuny nikomu nie pomogą.

Ten wątek przykuł dziś moją uwagę, mam dziś wolne jutro czeka mnie no cóż układanie kostki zanim się totalnie zimno zrobi.

Peace.

69

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
Swanen napisał/a:
yoghurt007 napisał/a:

Swanen - nie w tym, ale i w innych wątkach. Prześledź posty Artemidy to się przekonasz.

Poza tym - jak już to mówiłem - nie można zarzucić nieporadności osobie, która nic nie robi, a wszystko ma i nie narzeka. To jest lenistwo i wygodnictwo, bo taka osoba otacza się ludxmi, którzy wszystko wykonają za nią. To są bardzo zaradni i sprytni ludzie wbrew pozorom. Niezaradni to jedynie tacy, którzy nic nie mają, są niezadowoleni, a nie potrafią/nie chcą tego zmienić. A takich to jest jedynie garstka.

To znaczy, ze jak taki niezaradny zdazy sie ozenic i potem owa zona bedzie ponosic koszty i trudy zycia to ow niezaradny stanie sie sprytny i zaradny zyciowo, bo ma oplacone mieszkanie, jedzenie, itp.?

No sama odpowiedz sobie na kilka pytań:
1) Ma gdzie mieszkać?
2) Ma co jeść?
3) Ma zapłacone rachunki?
4) Ma w co się ubrać?
5) Czy musi pracować?

Osoba niezaradna to po prostu wylądowałaby na ulicy. A tutaj mamy umiejętność otaczania się ludźmi, którzy załatwią pewne rzeczy za dana osobę.

70

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Przecież zaradność nie jest równoznaczna z wysokimi zarobkami. Facet zaradny to ten który zarabiając 1800 zł tak będzie "rządził swoją kasą" że utrzyma się, odłoży na wspomniany komputer i pomyśli, że za dwa miesiące może być przestój w pracy wiec warto trochę zacisnąć pasa. Zaradna osoba to taka, która mimo pewny trudności skończy szkołę, znajdzie pracę w regionie gdzie jest wysokie bezrobocie... to taka osoba, która będzie obrotna, będzie szukać rozwiązań a nie ciągle wymyślać wymówki.

71

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
yoghurt007 napisał/a:
Swanen napisał/a:
yoghurt007 napisał/a:

Swanen - nie w tym, ale i w innych wątkach. Prześledź posty Artemidy to się przekonasz.

Poza tym - jak już to mówiłem - nie można zarzucić nieporadności osobie, która nic nie robi, a wszystko ma i nie narzeka. To jest lenistwo i wygodnictwo, bo taka osoba otacza się ludxmi, którzy wszystko wykonają za nią. To są bardzo zaradni i sprytni ludzie wbrew pozorom. Niezaradni to jedynie tacy, którzy nic nie mają, są niezadowoleni, a nie potrafią/nie chcą tego zmienić. A takich to jest jedynie garstka.

To znaczy, ze jak taki niezaradny zdazy sie ozenic i potem owa zona bedzie ponosic koszty i trudy zycia to ow niezaradny stanie sie sprytny i zaradny zyciowo, bo ma oplacone mieszkanie, jedzenie, itp.?

No sama odpowiedz sobie na kilka pytań:
1) Ma gdzie mieszkać?
2) Ma co jeść?
3) Ma zapłacone rachunki?
4) Ma w co się ubrać?
5) Czy musi pracować?

Osoba niezaradna to po prostu wylądowałaby na ulicy. A tutaj mamy umiejętność otaczania się ludźmi, którzy załatwią pewne rzeczy za dana osobę.

Tylko, ze ta sytuacja nie jest wynikiem jego planowania i celowego dzialania lecz zyciowego niepowodzenia. Sprytny i zaradny to on by byl, gdyby na starcie powiedzial sobie:' Znajde sobie zone zaradna, ktora bedzie mnie utrzymywala i za mnie zalatwiala a sam nic nie bede robil'. On jednak widzial siebie w roli sprawczej tego swiata, nadal siebie tak widzi. Owszem jest niezaradny a przede wszystkim jest totalnym nieudacznikiem.

72

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Swanen - ale jednak ma żonę, która go utrzymuje, czyż nie?

I czy faktycznie jest to aż taki przypadek?

smile

73

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
yoghurt007 napisał/a:

Swanen - ale jednak ma żonę, która go utrzymuje, czyż nie?

I czy faktycznie jest to aż taki przypadek?

smile

Tak, to taki przypadek a nawet gorszy. Nie da sie nawet oddac slowami a zone owszem ma, przy czym mowimy tu o ludziach ponad 60-letnich i zonie wychowanej w mentalnosci, ze lepszy mierny chlop niz zaden. Ja bym go nie tolerowala nawet przez 5 minut.

74

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
ethics napisał/a:
pig-headed napisał/a:

A co u Ciebie? Jakieś zmiany... choćby małe? smile

O zmianach tutaj mówić nie można. Rozmawialiśmy dużo (dużo emocji) i zgadzamy się w każdej kwestii. Nie wiem tylko czy ona to mówi szczerze czy może mówi to co chcę usłyszeć. Może i mówi szczerze ale nie potrafi nic w swoim życiu zmienić. Myślę, że czas tutaj gra decydującą rolę. Pozostaje mi jedynie oczekiwać. Jeśli jednak nic się nie zmieni za jakiś czas w tej kwestii to już czwarta rozmowa się nie odbędzie na ten temat.

Cholera... No, niestety muszę Ci przyznać rację... Wałkowanie tego samego tematu nie ma sensu. Ja niestety zbyt często wplątuję się w błędne koło rozmów na jeden i ten sam temat... Mam dokładnie takie samo wrażenie jak Ty - że on wie, rozumie, tylko nie potrafi niczego zmienić.
Obyśmy się doczekali...

75

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
Artemida napisał/a:
Merredithhh napisał/a:

To, że facet nie zarabia wystarczająco dużo, żeby utrzymać samodzielnie rodzinę czyni go złym kandydatem na męża i ojca i lepiej się z nim nie wiązać?

Tak. Dokładnie tak myślę. Wiążąc się z kimś takim same robimy sobie kuku.

Wyjaśnię. Jeśli ktoś umie uczciwie zarabiać pieniądze, to znaczy, że ma związek z rzeczywistością. Tylko 7% bezrobotnych aktywnie poszukuje pracy. I ci znajdują. Załatwiłyśmy temat bezrobotnych? Czy mam dalej pisać o takich, którzy plaszczą tyłki przed komputerem i uważają, że jak wysłali cv to już poszukiwali pracy?

Teraz ci, co marnie zarabiają. Nie powiesz mi chyba, że wielu jest ludzi, którzy chcą pracować cały dzień za grosze? Jeśli to jednak robią, to znaczy że nie umieją niczego, co by było cenne dla innych. [Młody stomatolog na dzień dobry dostaje powyżej 4000 (z umową i wszelkimi świadczeniami). A dumny absolwent gimnazjum może liczyć na 5zł za godzinę przy roznoszeniu ulotek. Bez świadczeń.]  Jeśli ktoś nic nie umie i nie uczy się, to po jakiego grzyba się z nim wiązać? Jeśli wszystkim co umie jest jęczenie i narzekanie, co może dać dzieciom? Jaki wzór ojca?

Niech będzie, że ten młody stomatolog zarabia 4000 zł. Ale żeby był stomatologiem musi skończyć studia. A studia kosztują. Trzeba mieć czas i pieniądze. Nie każdemu rodzice zasponsorują kilka lat nauki.
Ja wyprowadziłam się z domu rodzinnego mając 18 lat, szkołę średnią kończyłam zaocznie jednocześnie pracując. Studia przerwałam, bo nie byłam w stanie pogodzić ich z pracą. Nadal nie jestem. Dostałam propozycję lepiej płatnej pracy na drugim końcu Polski, spakowałam się i wyjechałam. Ale nadal daleko mi do tych 4000 zł i nie byłabym w stanie utrzymać samodzielnie rodziny.
Wiążąc się z kimś w podobnej sytuacji jak ja zrobiłabym sobie kuku? Dlaczego? Bo zarabia za mało? Zaradność życiowa to nie wysoka pensja, tylko samodzielność, niezależność i umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach.
Jaki wzór matki mają dzieci kobiety, która czeka na to aż mąż zarobi, da, przyniesie?


Artemida napisał/a:
Merredithhh napisał/a:

Życie i zarobki młodych ludzi zaczynających od zera nie wyglądają kolorowo,

Właśnie!

Merredithhh napisał/a:

ale przecież przez to nie są mniej odpowiedzialni.

Jeśli są odpowiedzialni, nie będą sobie robić dziecka, gdy w sumie mają 2200 a wynajęcie kawalerki kosztuje 1300.

Merredithhh napisał/a:

Wszystko może się zdarzyć, w każdej chwili można stracić pracę, czy zachorować i trzeba mieć tego świadomość,

Właśnie dlatego, że wszystko może się zdarzyć, nie należy mieć dziecka z kimś, kto sobie nie radzi. Bo jeśli sobie nie radzi, a jest cały i zdrowy, jak sobie poradzi, gdy zachoruje? Z czego utrzyma dziecko? Pośle żonę do pracy i pomocy społecznej? Dziecko podrzuci babci, czy każe oddać do żłobka tygodniowego albo domu dziecka? Dzięki wielkie! Pan domu, głowa rodziny, kurczę.

Nikt tu nie mówi o robieniu dziecka, jeśli nie ma się na to warunków mieszkaniowych i finansowych. Ale jeśli chcę mieć dziecko, to robię wszystko, żeby tą sytuację poprawić, a nie mówię do meża: chcę mieć dziecko, znajdź dwa razy lepszą pracę i kup mieszkanie, tylko szybko, bo zegar tyka.
Właśnie dlatego, że wszystko może się zdarzyć kobieta też powinna coś potrafić, radzić sobie, mieć finansowy wkład w gospodarstwo domowe. Facet, który dobrze zarabia też może zachorować, stracić pracę itd i co wtedy? Przy ciężkiej chorobie i marnej rencie na jakie wsparcie może liczyć od "partnerki", dla której jej rola w związku sprowadza się do być, oczekiwać i dostawać?


Artemida napisał/a:
Merredithhh napisał/a:

ale gdyby ludzie kierowali się tylko tym, to większość pewnie nigdy by się nie usamodzielniła i nie założyła rodziny.

I bardzo dobrze. Jest przeludnienie.

To by dopiero była niezaradność życiowa i strach przed dorosłością. Nie usamodzielnię się, nie wyprowadzę od rodziców, nie wyjadę, nie zaryzykuję, bo przecież w każdej chwili mogę stracić pracę, albo zachorować i co wtedy? Więc lepiej nawet nie próbować?


Artemida napisał/a:
Merredithhh napisał/a:

Po prostu nie podoba mi się takie myślenie: "Jak chcą seksu, powinni umieć utrzymać kobietę i dziecko, które się pojawi. Jeśli tego nie umieją, nie dorośli do związku." Wynika z tego, że jeśli facet nie zarabia kilku tysięcy, to nie dorósł do związku.

W rzeczy samej. Jest niedojrzały. Nie podoba Ci się takie myślenie? A mnie się nie podoba brak myślenia. Czy masz pojęcie ile nas kosztują porzucone dzieci? To dokładnie te same pieniądze, za które można by było kupić helikopter, żeby uratował ofiary wypadku. Albo wyposażyć OIOM. Małe dziecko w domu dziecka to koszt około 5000zł miesięcznie. Później około 3-4 tysięcy. Plus szkoła - około 3000. I wychodzi człowiek nieszczęśliwy, niepozbierany, potrzebujący terapii.

Ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego muszę udowadniać oczywistości.

Miarą dojrzałości mężczyzny jest wyskość pensji? A miarą dojrzałości kobiety co? To, że zwiąże się tylko z mężczyzną zarabiającym określoną sumę? Dokładnie, nie podoba mi się takie myślenie, nie podoba mi się patrzenie na mężczyznę przez pryzmat pieniędzy.

Czyli porzuceń dzieci winni są tylko ojcowie, którzy zarabiali mniej, niż te kilka tysięcy? A matki to co? Bezwolne, ułomne istoty?

76

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Koleżanka Artemida dokonuje tutaj bardzo ciekawego podziału społeczeństwa przez pryzmat dochodu.

Ciekawi mnie jednak, co by się stało, gdybyś nagle naprawdę zakochała się w zarabiającym 1500 brutto mężczyźnie

Czy nadal butnie broniłabyś swych poglądów ?

A może powyższa sytuacja w twoim przypadku nie jest możliwa ?

77

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Ja nie mówię, że kobieta ma być sierotą obrzyganą. Mówię, że kobiecie będzie źle z mężczyzną, który jest sierotą obrzyganą, nieudacznikiem i cwaniakiem, czekającym, że kobieta go utrzyma, opierze, nakarmi i obsłuży.

78

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Nie, no, z twoich powyższych postów wynika właśnie to smile

Zakładasz, że skoro facet nie zarabia "kokosów", to z założenia będzie żerował na swojej zarabiającej więcej partnerce ?

To, że ktoś ma w ogóle jakąś pracę i tak jest w dzisiejszych czasach cenne i nikt nie przekona mnie, że jest inaczej, żadne "leń, patałach, nieuk", nie na aktualnym rynku pracy. To, że komuś udało się znaleźć zatrudnienie automatycznie oznacza, że kolejna osoba już musi szukać gdzie indziej. Niekoniecznie, a często wręcz przeciwnie, byłaś lepsza od drugiej osoby - miałaś po prostu szczęście, twoja aparycja przemówiła do rekrutujących etc. Teraz postaw się na miejscu tej osoby i zastanów, jak ty byś się czuła wiedząc, że straciłaś właśnie szansę na pracę bez konkretnego powodu.

Ot, życie. smile

Jeżeli kiedyś byłaś w takiej sytuacji i niczego cię to nie nauczyło, współczuję ci serdecznie braku empatii.

79

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Witam wszystkich, zainteresował mnie ten temat,bo sama mam ten problem, moja siostra także. Niestety, w pewnym momencie to ja przejęłam "rolę faceta" w związku, bo bez tego chyba byśmy już dawno nie byli razem. Co więcej jesteśmy prawie 10 lat, nie widzę perspektyw na dalszą przyszłość, bo nic przez ten czas się nie zmieniło. Dalej nie mieszkamy razem i nie zaręczyliśmy, a jak go o cokolwiek pytam np. o plany na przyszłość, to od razu się obraża. Jestem już tym zmęczona, że jak ja się pierwsza nie odezwę to on tego nie zrobi i tak jest praktycznie ze wszystkim. Doszłam do wniosku,że mężczyźni są nie zaradni nie tylko dlatego,że nie potrafią inaczej,ale też częstą przyczyną jest to,że matki od swoich synów niczego nie wymagają. Np. chłopak (25 lat) ma wszystko podane, o nic nie musi się martwić, a jedynym jego celem życiowym jest granie na kompie. Owszem kończy studia, ale pracował dwa razy po około pół roku. Wszyscy znajomi mi mówią, że ciężki żywot mnie czeka z takim człowiekiem, a nie chciałabym mieć takiego życia jak moja mama, która do tej pory po 30 latach nie może odejść od męża, który był i jest dużo gorszy od mojego chłopaka. Kobiety, trzeba się wziąć w garść i pozwolić sobie być kobietą, ale w sensie nie nadskakiwać facetowi, nie narzucać się mu. Mam odczucie,że mojemu chłopakowi po prostu się nic nie chce, bo cokolwiek zaproponuje to zawsze jest niechętny, jakbym go zmuszała. sad Pozdrawiam

80 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-11-09 12:30:53)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Byłam żoną nieudacznika i wiem co mówię. Mając maleńkie dzieci musiałam pracować. Zdecydowałam się na pracę w delegacji, bo innej nie było. Pracowałam w zawodzie nie wymagającym moich kwalifikacji i cieszyłam się, że mam co dać dzieciom jeść. Nie grymasiłam, gdy wysyłano mnie do najbardziej niewdzięcznej i kiepsko płatnej roboty. Zasuwałam jak mały samochodzik. Potem zmieniłam pracę, żeby nie jeździć tak daleko, w końcu otworzyłam własną firmę. Nie czekałam, aż mi ktoś da wymarzone miejsce pracy - wymyśliłam je sobie sama. Wymyśliłam produkt, sposób dotarcia do klienta, sposób serwisowania i gwarancji.

(Mówię o tym od dawna. Dlaczego nie zapytacie jak to zrobić, tylko w kółko: nie ma pracy, nie ma pracy. Przecież to brednie.)

Cóż... Rozwinęło mnie to. I pośrednio zawdzięczam swoją pozycję exowi, jego głupocie i nieudaczności. Ale oddałabym wszystko, za czas z MOIMI DZIEĆMI, czas, który już nie wróci. Dzieci są mądre i dobre, ale jedno mi powiedziało, że być żoną i matką to frajerstwo. I na wnuki marne perspektywy. Drogo zapłaciłam za swój błąd... Kobiety, które mnie posłuchają, nie będą musiały zostawiać swoich dzieci z obcymi. Będą mogły się realizować jako matki. Ja tę szansę straciłam.

Agniculus, zmarnowałaś 10 lat na nieudacznika, ufam, że nie zmarnujesz następnego tygodnia, bo szkoda Twojego życia.

81

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
Artemida napisał/a:

Kobiety, które mnie posłuchają, nie będą musiały zostawiać swoich dzieci z obcymi. Będą mogły się realizować jako matki. Ja tę szansę straciłam.
.

A co jest zlego w zostawianiu dzieci z obcymi podczas gdy kobieta pracuuje? Jest matką ,ale jak i rowniez pracownicą ,ktora realizuje sie w pracy bo np lubi to co robi,kolezanka,ktora lubi sie spotyklac ze znajomymi,matką,ktora zajmuje sie dzieckiem ale takze chce miec czas tylko dla siebie.
W tym momentach kiedy chce spelnic jakies swoje zachcianki,niemusi calkodobowo poswiecac sie jako matka bo to przytlacza,że kazdy jej ruch kreci sie wokól dziecka, a ona jest na ostatnim planie,i nie jest kobietą co moze od czasu do czasu dla siebie cos zrobic tylko wszystko pod dziecko,o sobie zapominając
Ma swoje pasje,ulubione zajecia  i nie musi z nich calkowicie rezygnowac z nich z powodu ,żę  jest matką

Ja tam nie widze nic zlego gdy dziecko chodzi do przedszkola, ma nianke, w tym czasie kobieta pracuje bo to jest jest wybor,lubi realizowac sie zawowodow, lubi spotykac sie ze znajomymi,wychodzic gdzies  poza domem w celu towarzystkim i to wszystko godzic z macierzynstwem.Czlowiek by sie udusil jakby nie mial swojego zycia oprocz dziecko -dom,dziecko-dom.Uwstecznienie kolosalne,i wcale radosci nie widze po takich matkach ,ktore tylko dzieckiem sie zajmuja, to ich okropnie meczy i mają dosc, nie mogą sie doczekac kiedy cos dla siebie zrobią,a nie tylko dziecko,dziecko,dom,dom,i takie zycie.Masochizm

82 Ostatnio edytowany przez kitonka80 (2012-11-09 20:11:36)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Ech ja chyba trafiłam na taki egzemplarz. Bardzo go kocham, ale podejrzewam że przed nami rozwód- papiery już złożone. sad
Kiedy poznałam męża pracował na etacie i miał własny, dość dobrze idący interes. Po kilku miesiącach interes zaczął iść na tyle dobrze, że zwolnił się z etatu. Po kolejnych miesiącach interes padł i został z niczym. Od tego czasu nie potrafił sobie nic znaleźć, nigdzie na dłużej zagrzać miejsca. Rekord to chyba trzy tygodnie pracy ciągiem.  Jesteśmy razem 4 lata, z czego trzy jest na moim utrzymaniu.

Musiałam cały czas harować jak wół, kredyty zżerają ponad połowę mojej pensji. Pracowałam od rana do nocy, zaniedbałam się bardzo, nie miałam ochoty nigdzie wychodzić, z nikim się spotykać.

On całe dnie zamiast szukać pracy, uczyć się nowych rzeczy spędzał chodząc na siłownię i spotykając się z jakimiś nieznanymi mi ludźmi na rozmowach w stylu "jakie ciężkie jest życie".

Głupia byłam, miałam nadzieję, że jak praca w końcu się znajdzie, to wszystko się unormuje. Praca się nie znalazła, znalazła się za to pocieszycielka. Nie robiła mu wyrzutów jak ja, nie mówiła, że ma dosyć tej sytuacji, była miła i sympatyczna.

Kiedy się o tym dowiedziałam wyrzuciłam go z naszego mieszkania. Coś tam jęczał, że chce wrócić, ale ostatecznie po dwóch miesiącach, kiedy byłam w stanie już wybaczyć stwierdził że on potrzebuje wolności i że nie może mi wybaczyć, że wypominałam mu że nie pracuje, nie zarabia i mi nie pomaga.

No a ja głupia nadal kocham i chciałabym nasz związek uzdrowić, iść może na terapię, wyzbyć się własnych i pomóc pokonać jego błędy.

83

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Współczuję, Kitonko... Niezły Ci się trafił okaz - nie dość, że niezaradny, to jeszcze zdrajca... Pewnie, że chce wrócić - bo z czego będzie żył? Wątpię, żeby kochanka miała ochotę go utrzymywać. Trzymaj się decyzji, którą podjęłaś! Siły psychicznej i powodzenia życzę!

84

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Znam taki przypadek.
Moja koleżanka jest w związku 9 lat. Mają 26 i 27 lata.
Ona zawodowo robiła różne rzeczy , jako studentka jakieś korki, call center i inne dorywcze zajęcia dla studentów.
Koleżanka jeszcze na studiach zaproponowała swojemu chłopakowi wspólne mieszkanie ale on wtedy stwierdził że nie ma na to jeszcze warunków i muszą poczekać). Po studiach koleżanka wróciła do rodzinnej miejscowości bo akurat tam miesiąc po studiach dostała dobrze płatną pracę na rok na zastępstwo. A zaraz potem kolejną pracę na kolejny rok znów na zastępstwo. Ok, zastępstwo to nie umowa na stałe ale w naszych polskich warunkach i tak daje sobie radę, bo zawsze jakąś pracę ma(zazwyczaj dwie), coś robi, myśli o przyszłości, uczy się nowych rzeczy(np. zrobiła kurs na kadrową, mocno podszkoliła język). Akurat kończy jej się to zastępstwo, ale jestem pewna że coś wykombinuje.
Chłopak przez całe studia nie pracował. Miał jakieś groszowe stypendium sportowe i dostawał kasę od ojca z anglii. Po studiach nie pracował 1,5 roku! Ponoć szukał pracy i nie mógł znaleźć. Parę miesięcy temu okazało się, że zaniósł cv do 5 instytucji w miasteczku a całe dnie spędzał na grze na komputerze, oglądaniu tv, spotykaniu się z kolegami itp. Koleżanka zwierzyła się, że on nawet przez te 1,5 roku nie sprawdził w internecie jak się pisze coś takiego jak cv(jego wersja to podobno była jakaś tragedia), nie znał adresu internetowego żadnej strony z ogłoszeniami itd. W końcu jego matka załatwiła mu staż z urzędu pracy w swoim zakładzie pracy. Gdy skończył się staż, matka uprosiła kierowniczkę żeby ta uprosiła dyrektora o przedłużenie. Potem wyproszono mu zastępstwo, potem znowu jakieś przedłużenie itd. Sam nie załatwił nigdy nic, wszystko wychodziły mu matka z kierowniczką.

Czas mija, ona ma dość jego bierności. On nie ma żadnej poszukiwanej umiejętności, nie doucza się, nie szuka pracy, nie wie co che robić w życiu. tylko siedzi u mamy i czeka aż ktoś załatwi mu kolejne przedłużenie. Jakiś czas temu z płaczem powiedziała, że facetowi wymsknęło się, że tylko czeka aż mu nie przedłużą umowy bo w koncu się bedzie obijał. A na ironiczne zapytanie czy znów będzie "szukał" pracy 1,5 roku tylko się rozpromienił.

A ona zdradziła, że po cichu mysli o własnej rodzinie. W końcu ma 26 lata, na palcach jednej ręki policzę singielki w tym wieku w naszym otoczeniu. A 26 dziewczyna z facetem nawet nie planująca ślubu to u nas dziwadło. Nigdy nawet nie miszkali razem. Ciągle chodzą do siebie jak licealiści. Koleżanka mówi że "została zaciągnięta w lata" i teraz nie wie co z tym fantem dalej robić.

Jakie zalety ma ten chłopak? Nie jest rozrzutny - coś zaoszczędził przez ten czas jaki pracuje. Ma świetne podejście do dzieci, lubi się nimi zajmować. Potrafi gotować kilka potraw. Sprząta w domu sam z siebie, bez pokazywania palcem. Bardzo szanuje i dba o wszystkie kobiety w swoim otoczeniu.
Ale ta biernośc.... Ona nie ma siły wiecznie go ciągnąć za sobą do przodu, załatwiać wszystko za niego i podawać mu na złotej tacy. Nie ma też ochoty być jedyną osobą na której barkach ciążyłaby cała odpowiedzialność za utrzymanie rodziny. Jak sama powiedziała "a co gdyby mi się coś stało np. jakiś wypadek?". I ma rację.

Ostatnio nawet się przez to rozstali. ALe potem powiedział że zamierza isć do policji, mieć stałą pracę i w końcu dojrzeć. Dała mu szansę. Niestety minął miesiąc a on nawet nie sprawdził w necie jakie dokumenty i gdzie musi złożyć aby ubiegać się o przyjecie! 

Bardzo jej współczuję! Nie wiem co bym zrobiła na jej miejscu. Z jednej strony kochający facet, który o nią dba, a z drugiej bierna życiowa sierota. Nie wiem jak się to skończy, ale widzę że ona nie daje już sobie mydlić oczu. Sama mówi, ze kiedyś bezkrytycznie uwierzyłaby w ta policję. Teraz kontroluje jego poczynania.... i widzi że postępu nie ma. I ewidentnie wkurza ją że musi go kontrolować jak dzieciaka. U niech chyba rozum zaczyna wygrywać z sercem...

85

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

No tak, tu nie ma co dorabiać teorii - facet jest niezaradny, a do tego jeszcze wygodnicki i leniwy. Pewnie mamusia na niego chuchała i dmuchała, do tego tatuś z Anglii dosłał jakąś kasę i dawał radę. Tylko że dorosłe życie nie na tym polega...
Nie dziwię się Twojej znajomej, że myśli o rozstaniu. Jestem w podobnym co ona wieku i w ... podobnym związku. Jasne, skoro poświeciłam temu już tyle czasu i tyle energii, to może warto dać komuś kolejną szansę. Ale z drugiej strony - też chcę założyć rodzinę, a tu takie wieczne cackanie się ze wszystkim, życiowe rozmemłanie... To naprawdę męczy!
Tutaj nie ma chyba złotej rady. Niemniej coś mi intuicja w parze z doświadczeniem mówią, że tacy faceci się nie zmieniają... Może się na chwilę zmobilizować, jak ona go przyciśnie, ale sam w sobie inicjatywy ma tyle samo, co miał.
Przykre...

86

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Problem jest taki: jeśli ktoś jest niezaradny, to prawdopodobnie jest oderwany od rzeczywistości.

Nie widzi co się sprawdza a co nie, nie uczy się na błędach albo w ogóle nie podejmuje działania (co na jedno wychodzi).

Jedną z istotnych cech psychopatów jest brak zdolności uczenia się na błędach. Nie mówię, że każdy niezaradny to psychopata, ale coś z nim jest nie tak, coś jest nie tak z jego związkiem z rzeczywistością, umiejętnością logicznego myślenia, wyciągania wniosków, może nie działa system motywowania wewnętrznego.

Szczerze mówiąc coś w tym jest. Mimo, że autorka jest tu atakowana z te słowa, to dużo ma w tym racji. Wielu z nas (facetów) nie potrafi uczyć się na błędach. Wstydzą się przyznać, a nie tędy droga. O ileż łatwiejsze jest życie, kiedy wyciąga się wnioski z błędów, uczy się na własnym doświadczeniu. "Porażki to tylko informacje zwrotne" jak twierdzi jedno z założeń NLP. Kto się nie uczy ten przegrywa. Kto uparcie stoi przy swoim też przegrywa, bo świat jest zmienny i często trzeba być elastycznym, umieć się dostosować i przekierować swoje - być może nieaktualne - myślenie.

87

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
pig-headed napisał/a:

No tak, tu nie ma co dorabiać teorii - facet jest niezaradny, a do tego jeszcze wygodnicki i leniwy. Pewnie mamusia na niego chuchała i dmuchała, do tego tatuś z Anglii dosłał jakąś kasę i dawał radę. Tylko że dorosłe życie nie na tym polega...
Nie dziwię się Twojej znajomej, że myśli o rozstaniu. Jestem w podobnym co ona wieku i w ... podobnym związku. Jasne, skoro poświeciłam temu już tyle czasu i tyle energii, to może warto dać komuś kolejną szansę. Ale z drugiej strony - też chcę założyć rodzinę, a tu takie wieczne cackanie się ze wszystkim, życiowe rozmemłanie... To naprawdę męczy!
Tutaj nie ma chyba złotej rady. Niemniej coś mi intuicja w parze z doświadczeniem mówią, że tacy faceci się nie zmieniają... Może się na chwilę zmobilizować, jak ona go przyciśnie, ale sam w sobie inicjatywy ma tyle samo, co miał.
Przykre...

Pewnie gdyby nie zainwestowane lata to już dawno miałaby to wszystko w nosie. Zresztą jak sama mówisz twój facet też trochę taki jest, więc pewnie rozumiesz ją lepiej niż ja.
Zadziwiające jaka miłość jest ślepa. Koleżanka mówi że przez całe studia uważała go za opiekuńczego, romantycznego kolesia który pomaga w domu i uwielbia dzieci. Potem przez 1,5 roku wierzyła, ze na prawdę szuka pracy. Jak ją nie zdziwiło że nie była nawet na jednej rozmowie o prace przez ten czas! Ale może po prostu mu uwierzyła i nie dopytywała.
Zresztą... normalny człowiek który nie może znaleźć pracy na miejscu i mający ojca w anglii po prostu spakowałby walizki i wyjechał. Nawet na chwilę.  W końcu ojciec nie dałby mu zginąć. Zresztą wujek prowadzi znaną w województwie firmę budowlaną. jakby chciał się nauczyć chociaż np obsługi koparki to praca na pewno by się dla niego znalazła.
Klapki z oczu spadły jej dopiero później. Bardzo jej współczuję. Tyle lat... W zasadzie przyjęta już do rodziny, jeździ na wszystkie śluby, chrzciny, imieniny i grille rodzinne. I taka decyzja do podjęcia...

88

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
Orchid napisał/a:
pig-headed napisał/a:

No tak, tu nie ma co dorabiać teorii - facet jest niezaradny, a do tego jeszcze wygodnicki i leniwy. Pewnie mamusia na niego chuchała i dmuchała, do tego tatuś z Anglii dosłał jakąś kasę i dawał radę. Tylko że dorosłe życie nie na tym polega...
Nie dziwię się Twojej znajomej, że myśli o rozstaniu. Jestem w podobnym co ona wieku i w ... podobnym związku. Jasne, skoro poświeciłam temu już tyle czasu i tyle energii, to może warto dać komuś kolejną szansę. Ale z drugiej strony - też chcę założyć rodzinę, a tu takie wieczne cackanie się ze wszystkim, życiowe rozmemłanie... To naprawdę męczy!
Tutaj nie ma chyba złotej rady. Niemniej coś mi intuicja w parze z doświadczeniem mówią, że tacy faceci się nie zmieniają... Może się na chwilę zmobilizować, jak ona go przyciśnie, ale sam w sobie inicjatywy ma tyle samo, co miał.
Przykre...

Pewnie gdyby nie zainwestowane lata to już dawno miałaby to wszystko w nosie. Zresztą jak sama mówisz twój facet też trochę taki jest, więc pewnie rozumiesz ją lepiej niż ja.
Zadziwiające jaka miłość jest ślepa. Koleżanka mówi że przez całe studia uważała go za opiekuńczego, romantycznego kolesia który pomaga w domu i uwielbia dzieci. Potem przez 1,5 roku wierzyła, ze na prawdę szuka pracy. Jak ją nie zdziwiło że nie była nawet na jednej rozmowie o prace przez ten czas! Ale może po prostu mu uwierzyła i nie dopytywała.
Zresztą... normalny człowiek który nie może znaleźć pracy na miejscu i mający ojca w anglii po prostu spakowałby walizki i wyjechał. Nawet na chwilę.  W końcu ojciec nie dałby mu zginąć. Zresztą wujek prowadzi znaną w województwie firmę budowlaną. jakby chciał się nauczyć chociaż np obsługi koparki to praca na pewno by się dla niego znalazła.
Klapki z oczu spadły jej dopiero później. Bardzo jej współczuję. Tyle lat... W zasadzie przyjęta już do rodziny, jeździ na wszystkie śluby, chrzciny, imieniny i grille rodzinne. I taka decyzja do podjęcia...

Szkoda tych zmarnowanych lat... tylko jak tego uniknac? Czy da sie wczesniej zauwazyc sygnaly, ze facet jest niezaradny? Czy naprawde miłość jest taka ślepa?

89

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

No nie wiem... Ja widziałam symptomy już wcześniej, i mniej więcej w niecały rok po tym, jak zaczęliśmy być ze sobą, zaczęłam mieć tego typu refleksje. Niemniej, wtedy o wiele łatwiej było mi to zaakceptować, bo 1) nie mieszkaliśmy razem, 2) miałam nadzieję, że to chwilowe i zmieni się wraz z sytuacją życiową. Tak się jednak nie stało.
Moja znajoma też miała taką sytuację - jej facet (obecnie już mąż) udawał przez dobrych kilka miesięcy, że szuka pracy, a mieli już wtedy dzieci! On jednak miał po prostu jakieś chwilowe załamanie. Wziął się w garść i szybko odkuł stracony czas, zarówno emocjonalnie - w relacjach z nią i w podejściu do życia - jak i materialnie. To po prostu ogarnięty facet, miał tylko chwilowy dołek.

To przykre, co powiem, ale czasem miłość to za mało...

90 Ostatnio edytowany przez Orchid (2013-09-18 09:38:46)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Nie wiem czy da się uniknąć. na tyle na ile ja znam tego chłopaka to nigdy nie odbierałam go jako życiową ciamajdę. Zawsze myślałam, że to opiekuńczy romantyk, wpatrzony w swoją dziewczynę jak w obrazek pomimo upływu lat. A tu nagle taka wiadomość.... 
A może tak musi być. Poznali się jako nastolatkowie, kiedy charakter się jeszcze kształtuje. Być może ukształtowali się w rożnym kierunku, a być może chłopak kiedyś był zaradny a potem mu sie z wiekiem odmieniło.
A może zawsze był ciamajdą. Tylko nastolatki wybierają chłopaka pod innym kątem niż dorośli, wiec koleżanka mogła "przeoczyć" coś takiego jak zaradność życiowa.
A może miała nadzieję że jest jaki jest póki studiuje, a po studiach nagle zacznie zachowywać się odpowiedzialnie jak dorosły człowiek.
Nie wiem jak było.


Tak pig-headed czasem miłość to za mało. Partner powinien być wsparciem a nie kulą u nogi. Co innego chwilowe załamanie, jak u męża twojej znajomej. To się zdarza i trzeba się wtedy wspierać. W końcu facet się wziął w garść i zaczą zachowywać jak odpowiedzialny dorosły człowiek.
Ale czym innym jest permanentna kula u nogi. W  życiu sa różne sytuacje. Jedna osoba nie może dźwigać całego ciężaru prozy życia  i jeszcze ciągnąć za sobą faceta - sierotkę. Bo.... w takim układzie po co jej ten facet, skoro i tak o wszystko zawsze musi zadbać sama.

Pig - headed a co ty zamierzasz?

91

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

To jest mój temat, jeśli chcesz zerknąć/przeczytać coś więcej/wyrazić swoje zdanie: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1685758#p1685758

Co zamierzam... Na razie jesteśmy w dosyć przejściowym zawodowo okresie, więc poczekam jeszcze chwilę... Myślę, że pół roku to idealny okres czasu na dokonanie racjonalnej oceny sytuacji. On teraz podjął jakieś działania, więc wtedy będę też już wiedziała, na ile były długofalowe i czy przyniosą jakiekolwiek owoce (i nie mówię tu o pieniądzach, chociaż również to jest w jego przypadku problemem). Mam nadzieję, że wystarczy mi konsekwencji, żeby uczciwie ocenić stan rzeczy i podjąć decyzję.

92

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Myślę, że jak facet naprawdę kocha dziewczynę, to jednak wykrzesa z siebie trochę tej zaradności życiowej. Bo jak woli siedziec i grac calymi dniami zamiast szukac pracy, to chyba mu za bardzo na dziewczynie nie zalezy.

93 Ostatnio edytowany przez blueskirt (2013-09-20 00:22:36)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Kobity, zastanówcie się czego chcecie.
Z jednej strony chcecie być niezależne, robić kariere, no ogólnie super babki, ktore wszystko zalatwią, zrobią itd. Facet nie jest do niczego potrzebny.
Po prostu nie wymagacie od swoich mężczyzn inicjatywy, same ją przejmujecie, stajecie się wlaśnie filarem w związku. A mężczyzna, który czuje się gorszy niż baba to już kompletnie zamyka się w sobie i nie zrobi NIC.
Niestety. Jeżeli od począrku związku to Wy wszystko zalatwiacie/podejmujecie decyzje to później nie oczekujcie, że Wasz partner będzie zaradny. Bo same uczycie ich tej niezaradności. Przykład? Chlopak znajomej przynosi jej rzeczy do prania i ona mu pierze. Tak samo z gotowaniem. Ona twierdzi że on "nie umie tego zrobić dobrze". No ale niech za kilka lat nie gdera, że jej facet prać nawet nie umie, bo nie dala mu szansy, aby się tego nauczył smile

Tak samo ten przykład: pisać za chłopaka podanie na studia... No sorry, on mógl sam to zrobić, wystarczyło powiedzieć NIE a nie odwalać za niego robotę. Nauczył się, że ktos coś za niego robi i oto skutki. Bo tlumaczenie "nie umiem" znaczy w tym wypadku "nie chce mi sie bo ona to za mnie zrobi".

Facetowi jest wygodnie w momencie gdy druga osoba coś za niego robi i on nie dostrzega problemu, skoro kobieta sama się w to pakuje. Po co??? Może czasem warto pozwolić mu ponieść Wam walizkę i przestać udawać superbabkę która nie potrebuje faceta? Która wszystko wie i robi lepiej?
No chyba, że chcecie właśnie być tym filarem w związku. A jeżeli nie, to nie róbcie wszystkiego za swoich facetów, wymagajcie od nich więcej inicjatywy. Nawet jeżeli są czasem nieporadni i robią coś gorzej od Was to dajcie im szanse sie wykazać...

94

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Blueskirt,

prawdopodobnie w większości przypadków masz rację, ale nie w moim!
Nie robię niczego za mojego faceta, nigdy nie robiłam. Mamy układ partnerski - w domu dzielimy się obowiązkami (ja częściej gotuję, bo po prostu lubię, piorę też ja, robię większe porządki w stylu mycia okien, ale to on utrzymuje porządek na co dzień - zmywa, odkurza etc.), innymi rzeczami dzielimy się wg upodobań i kompetencji. Kiedy on miał problem z napisaniem porządnego listu motywacyjnego pomagałam mu, ale nie pisałam za niego. Raczej zadawałam pytania pomocnicze i starałam się, by nauczył się to robić na przyszłość. On pomaga mi np. z samochodem i nauką jazdy, bo się na tym zna.
Jeśli chodzi o utrzymanie domu i wspólne wydatki, to ponosimy je razem, pół na pół.

Co do jego sytuacji życiowo-zawodowej - też próbowałam pomóc, podsuwając książki, które mogą mu pewne rzeczy pomóc zrozumieć. Przeczytał, zainteresował się... i tyle.

Jego niezaradność, brak inicjatywy i życiowej odwagi są po prostu za silnie w nim zakorzenione, by wyplenić je paroma książkami.

Co według Ciebie jeszcze mogę zrobić? Albo co mogę zrobić inaczej?

95 Ostatnio edytowany przez blueskirt (2013-09-20 09:34:17)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Może po prostu facet nie nadaje się do pewnych rzeczy (charakter)? Czasami w jednych sprawach jesteśmy zaradni a w innych nie potrafimy sobie poradzić?
Jeżeli chodzi o pracę to teraz jest ciężko. I jezeli facet roznosi CV, ale go nie przyjmują nigdzie nie znaczy, ze jest niezaradny. Gorzej, jeżeli siedzi w domu i nic nie robi. Ale wtedy wydaje mi się że, albo jest 1.leniem 2. przez to że nie udało mu sie znaleźć pracy wpadł w dołek.
W tym drugim przypadku można jeszcze faceta motywować, starać się umocnić jego poczucie wartości. Ale jeżeli ktoś jest z natury leniem i przez całe życie nim byl, to pewnie ciężko byłoby zmienić podejście takiej osoby do życia.

Poza tym, jeżeli Wasz związek jest partnerski, pomgadacie sobie nawzajem, dzielicie obowiązkami - to rzeczywiście to nie Ty wychowałaś swojego faceta na niezaradnego. Trudno powiedzieć co jest przyczyną jego zachowania. Jeżeli nie zwykłe lenistwo, to coś jest na rzeczy, warto byloby porozmawiać i się dowiedzieć czemu facet, ktory na codzien jest dla Ciebie świetnym partnerem obija się w sferze zawodowej. Jakaś przyczyna jego niepowodzeń musi być.... Może niskie poczucie własnej wartości? Brak ciekawej pracy o jakiej marzył? To wszystko może nas hamować. Facet może być naprawdę pracowity, ale mało przebojowy.. To też jest niestety dzisiaj ważne, chociaż jeżeli ktoś ma dobry fach w ręku to już prędzej może pozwolić sobie na nieśmiałość, byle by wykonywał dobrze swoją działkę. Napisz cos więcej o swoim partnerze smile

96

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

blueskirt a co zrobić z leniem gawędziarzem? Bo ja już nie wiem co mam koleżance mówić/radzić. 

"szukam pracy, ale nic nie moge znaleźć" - nie szukał wysłał kilka beznadziejnie napsianych cv przez 1,5 roku. zarabiał w tym czasie na czarno jakies 300zł. Związane z jego hobby.
"znajomy zaproponował mi pracę w zawodzie, ale jej nie wezmę bo 35km stąd i po odliczeniu paliwa za mało mi zostanie" - zostal bez pracy przy kilku stówkach zarobku na hobby.
"mama/kierowniczka załatwiła mi staż/przedłużenie/zastępstwo teraz bedę spokojnie szukać stałej pracy" - nie szuka i nie szukał
"pójdę do straży, tam jest fajnie. Chłopaki cały dzień siedzą i nic nie robią" - po czasie zarzekał się, ze nigdy nie miał takich planów
"pójde za zawodowego żołnierza jak mój kolega" - jak wyżej
najnowsze "pójde na policjanta" - przez miesiąc nawet nie sprawdził jakie dokumenty i gdzie złozyć
"budują nowy blok, pójdziemy do spółdzielni ustawić się w kolejce po mieszkanie" -tutaj koleżanka sie wycofała, zaczeła w końcu zauważać że coś jest nie halo z zachowaniem chłopaka. Sam nie poszedł.
itd.

prania i gotowania o których wspomniałeś wcześniej można się nauczyć. A życiowej zaradności....?
On akurat potrafi zając się domem i dziećmi i pewnie byłby idealnym kurem domowym, ale ona woli partnera/ faceta a nie kucharza, sprzątacza i niańkę. Taki model może jest obecnie promowany w mediach, ale widać nie każdemu pasuje. Ja zresztą tez bym tak nie mogła.

97 Ostatnio edytowany przez blueskirt (2013-09-20 10:10:39)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Mi też nie pasuje model "koguta domowego" że tak to ujme wink

Ten gawędziarz to taki typ, ktory dużo mówi, mało robi. Z doświadczenia Ci powiem, ze tacy to wedlug mnie bardzo zly material na związek smile Tacy faceci po prostu plotą bzdury, śnią na jawie, lubią się popisywac swoimi planami, ale nie umieją (nie chcą, są leniwi) ich realizować.
Takiemu można postawić ultimatum, bo dopoki ma za dobrze to na pewno będzie siedzial i tylko gderal jakie ma świetne plany. Po prostu, nie można ich glaskać po główce, a tym bardziej wierzyć w te ich plany. Ja bym powiedziała ostro, ze albo coś robisz, albo do widzenia. Jeżeli to go nie zmotywuje to widocznie niezbyt mu zależy i na dziewczynie i na tym, aby cokolwiek osiągnać...

Tak jeszcze odnosząć się do wcześniejszej dyskusji:
Co to w ogóle za rozwiązanie dla gospodarki, żeby wszyscy szli na stomatologie? Nie wiem jak w Waszym miescie, ale u mnie stomatologow jest jak psow. No ok, dużo się zarabia, ale niedługo mało kogo będzie stać na porcelanowe ząbki. A konkurecja rośnie. Zresztą, na Boga, nie każdy musi być stomatologiem, lekarzem, prawnikiem. "przyszłościowe studia" - ok, ale w obrębie w ktorym jesteśmy dobrzy, a nie dlatego, że po tym jest kasa. Lekarzy, stomatologów, prawników - jest od groma. Wcale nie chcialabym faceta, ktory studiuje któryś z tych kierunków tylko i wyłącznie "bo jest kasa"....

98

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
ethics napisał/a:

Czy byliście kiedyś w długim związku w którym wszystko było idealne oprócz właśnie jednej kwestii - partner był "niezaradny życiowo" i przez to nie widzieliście go jako przyszłego partnera na całe życie? "Niezaradność" w można tutaj rozumieć w różnych aspektach:
a) ktoś kto nie jest ambitny i stoi w miejscu,
b) ktoś kogo należy prowadzić za rękę przez życie,
c) ktoś na kogo nie można liczyć finansowo,
d) ktoś kogo nie widzieliście w roli przyszłej "głowy rodziny".
Jeśli tak, to jak zakończył się taki związek? Czy zakończyło się to rozstaniem czy może jednak nie?

pewnie przemawia w tej chwili przeze mnie pesymizm i lata które spędziłam z mężem ale ja bym odradzała.

Bo właśnie taki jest mój mąż, ja ślepo wierzyłam że po ślubie wydorośleje i stanie się odpowiedzialnym człowiekiem jednak się myliłam. A najgorsze w tym wszytym jest to że jego mamunia dalej go niańczy i mąci mu w głowie przez co wcale mu się nie spieszy ani do dorosłości ani do odpowiedzialności za rodzinę którą ze mną stworzył.

Jeżeli coś spartoli, podejmie błędną decyzję czy powinie mu się noga nie umie ponieść konsekwencji tylko

a) udaje że nic się nie stało licząc że problem sam zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki.
b) czeka aż ktoś za niego naprawi to co on spierdzielił
c) mnie obwinia za to co się stało mimo że wcześniej nawet nie pytał mnie o zdanie.

Przykład. Z szukaniem pracy nigdy mu się nie spieszy, jak się go pytam jak wyobraża sobie dalsze życie słyszę zawsze "spokojnie poradzimy sobie" Potem płace za te słowa wysłuchując że to moja wina bo nie zrobiłam za niego tego czy tamtego.

Jak mu powiedziałam że ma 31 lat, ma żonę i dziecko i jego głównym obowiązkiem jest zadbać  dobro finansowe rodziny (od pól roku już nie pracował) to usłyszałam od teściowej pretensje z jakiej to racji zmuszam jego synka do pracy że sama niech idę (nadmienię że siedziałam wtedy w domu z dwójką małych dzieci: 1,5 roku i 6 miesięcy)

Mamy kredyt z dość dużą ratą, od lutego go proszę żeby poszedł do banku i załatwił obniżenie raty kredytu że na 100% bank pójdzie nam na rękę bo zależy mu na terminowych spłatach,to usłyszałam że cyt "Zwariowałaś, podniosą nam odsetki, wydłuży się termin kredytu! Nie martw się poradzimy sobie" No więc tak sobie poradziliśmy że potem jak bank dzwonił żeby się dowiedzieć kiedy zapłacimy zaległą ratę to usłyszałam od męża że to moja wina że mamy kredyt, że jestem leniem bo powinnam za niego pójść i zarobić na rodzinę bo on biedaczek sobie nie radzi i że ogólnie to głupia szmata ze mnie.

Ogólnie jeżeli chcesz mieć takie życie jak ja to śmiało zakładaj rodzinę z kimś takim ale nie bądź naiwna tak jak ja i nie spodziewaj się że nagle jakimś cudem twój małżonek dorośleje. Prawda jest taka że takim facetom nie potrzebna jest żona tylko druga mamusia.

99

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

ach może nadmienię że nie jestem leniem i nie jestem typową kobietą co to liczy że ktoś ją będzie utrzymywał. Pracuję od 15 roku życia, zawsze sama zarabiałam na swoje potrzeby i rachunki.....niestety kiedy się ma małe dzieci ciężko jest pogodzić jedno z drugim więc zanim pojawiły się dzieci umówiliśmy się z mężem że do pracy wrócę jak syn osiągnie wiek przedszkolny

Owszem mogłabym teraz wrócić do pracy ale zarabiam najniższa krajową, córka chodzi do przedszkola a syn musiałby zostawać z teściową i to nie za darmo. Jeśli odliczyć od mojej wypłaty wypłatę dla niej i koszt dojazdu do pracy to z mojej wypłaty zostało by mi niewiele tyle co teraz zarabiam na swoim hobby siedząc z synem w domu, zajmując się nim, sprzątając, piorąc, gotując....

Obecnie mąż poszedł "pracować" z ojcem na czarno przy budowie domu bo jak on sam twierdzi nie opłaca mu się iść do pracy za 2500 brutto (ma wykształcenie wyższe). Niestety nie konsultował tego ze mną, decyzję podjął sam a potem po prostu mnie o tym poinformował.

100

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
blueskirt napisał/a:

Mi też nie pasuje model "koguta domowego" że tak to ujme wink

Ten gawędziarz to taki typ, ktory dużo mówi, mało robi. Z doświadczenia Ci powiem, ze tacy to wedlug mnie bardzo zly material na związek smile Tacy faceci po prostu plotą bzdury, śnią na jawie, lubią się popisywac swoimi planami, ale nie umieją (nie chcą, są leniwi) ich realizować.
Takiemu można postawić ultimatum, bo dopoki ma za dobrze to na pewno będzie siedzial i tylko gderal jakie ma świetne plany. Po prostu, nie można ich glaskać po główce, a tym bardziej wierzyć w te ich plany. Ja bym powiedziała ostro, ze albo coś robisz, albo do widzenia. Jeżeli to go nie zmotywuje to widocznie niezbyt mu zależy i na dziewczynie i na tym, aby cokolwiek osiągnać...

Boziu jak byś mojego męża opisała! On od 10 lat swoją firmę otwiera i jakoś nie potrafi, do tego nigdy niczego nie załatwia do końca, rozgrzebuje i zostawia i zabiera się za następne i w ogóle żeby cokolwiek zrobił trzeba go namawiając i prosić przez pól roku.

101 Ostatnio edytowany przez Orchid (2013-09-20 11:10:29)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Bluskirt ja myślę, że jemu na niej zależy. Tylko zatrzymał się na etapie studenta i nie ma ochoty robić kroku naprzód. A jej za bardzo szkoda przekreślić tyle lat i jak narazie tak sobie tkwią w swoim bagienku.

Cupcakes to smutne co piszesz sad nawet w sytuacji podbramkowej on nie jest w stanie się zmobilizować. Nawet na chwile  sad

102 Ostatnio edytowany przez blueskirt (2013-09-20 11:21:05)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Cupcakes - Twój facet to po prostu wygodnicki typ, ktory nie umie zadbać o kobietę. I najgorsze, że takich typów jest coraz więcej. Kiedyś facet uważal to za sprawę honorową, żeby zadbać o swoją rodzinę i dzieci. A teraz? Niech ona pracuje, jest równouprawnienie, mi się nie chce bo tu za malo płacą, a tam się za dużo narobię bla bla. Takich Panów to ja spotkałam MULTUM. Takie cwaniaczki z nich, żeby tylko po jak najmniejszej lini oporu coś zarobić, a jak nie, to lepiej siedzieć w domu i nic nie robić... Nie wiem, czy tylko ja widze, ze faceci się robią coraz bardziej leniwi, coraz bardziej zrzucają wszelką odpowiedzialność na kobiety. Wedlug mnie jeżeli kobieta zajmuje się dzieckiem, to męzczyzna powinien wszystko robić, aby im pomoc, pójść do pracy i zarabiać a nie jeszcze uważać, że przecież ona może pójść do pracy... Po prostu ręcę opadają. Zajmowanie się dzieckiem to też jest ciężka praca, duża odpowiedzialność, tak samo jak zajmowanie się domem. Ile by taka gospodyni domowa/opiekunka do dziecka zarządałaby za swoją pracę? Nie mało.
Co się dzieje z tymi facetami? Czy oddali babom swoje jaja, czy o co chodzi? ...

Orchid - może i mu zależy, ale widocznie nie potrafi sie chłop odnaleźć w rzeczywistości.
Ja rozumiem, że w Polsce cieżko jest znaleźć prace, że pracodawcy mają duże oczekiwania, a że malo płacą i co chwilę tekst w stylu "jest 10 na Twoje miejsce" - cóż za popularny tekst. Niedługo chyba to trzeba będzie uznać za klasyk i zapisać do księgi cytatów.
Jakaś tam praca zawsze sie znajdzie, ale niekoniecznie musi starczyć na utrzymanie rodziny.. W takiej sytuacji trzeba po prostu wziąć się w garść i podnosić swoje kwalifikacje. Zapisać się na kursy, szkolenia, jezyki, wyjechać z Polski bo przecież jest taka możliwość. Ważne, żeby nie stac w miejscu. Jest dużo możliwości, ale trzeba mieć trochę wiary w siebie i jednak coś robić, a nie siedziec i planować w nieskończoność! Małymi krokami do celu. Ale niestety nie każdy potrafi. Wiem,że to nie jest prosta sprawa, ale to zalezy w dużej mierze od nas czy będziemy piąc się wyżej czy nie...

103

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Wiecie najgorsze jest w tym wszystkim to że ja nie mam w nim żadnego wsparcia bo mimo swoich 31 lat on dalej jest przywiązany do mamusi, opowiada jej o wszystkich naszych problemach małżeńskich, ona swoim córeczką i wtedy cała rodzina wiesza na mnie psy bo biedy Misiu trafił na wredną zołzę co go do pracy zmusza....

Dzisiaj po 8 latach wiem że byłam zarypiście naiwna. Kiedy go poznałam miałam od 5 lat stała pracę on nie pracował w ogóle,był na utrzymaniu rodziców i studiował zaocznie księgowość. Ledwo skończył magistra bo mu się pracy pisać nie chciało, dzień w dzień musiałam go szturchać żeby napisał pracę.

Pierwszą prace podjął w wieku 25 lat i załatwiła mu ją moja matka, szybko z niej zrezygnował. Najgorsze jest to że kiedy z niej odchodził nie słuchał mojej rady aby przed złożeniem wymówienia znalazł w międzyczasie inną. Po odejściu z pierwszej pracy pól roku bujał się bez pracy, żyliśmy tylko z mojej wypłaty (byliśmy wtedy narzeczeństwem), ja oczywiście dalej ślepo żyłam nadzieją że po ślubie wydorośleje. Przez pól roku zadawałam mu jedno pytanie "Wysłałeś jakieś CV" i zawsze słyszałam tą samą odpowiedź "Nie maiłem czasu, jutro to zrobię"  Nadmienię że cały ten czas co mu nie pozwalał na szukanie pracy spędzał na forach i blogach motoryzacyjnych.

druga prace załatwiła mu siostra i to dosłownie! Poszła do siebie do pracy i zaniosła sama za niego jego CV....Wiedział że długo tam nie popracuje bo nowy dyrektor go nie lubiła kiedy podpisywał ostatnią umowę (w grudniu 2008) twierdził że robi to tylko po to by mieć prace w trakcie szukania nowej....by wtedy byliśmy już 7 miesięcy po ślubie a ja od 3 miesięcy byłam w ciąży. Umowę miał podsiana do 24 lipca 2009 roku a termin porodu córki był na koniec czerwca. Przez cały ten okres trwania umowy nie wysłała ani jedne CV mimo że systematycznie mu o tym przypominałam, zawsze słyszałam tekst "jutro to zrobię" Córka przyszła na świat na początku lipca, tatuś poszedł na tydzień ojcowskiego po czym wrócił do pracy i z dniem 24 lipca ją zakończył....Znowu zostaliśmy tylko na moim utrzymaniu, żyliśmy tylko z mojego macierzyńskiego.

3 prace podjął dopiero w styczniu 2010 i załatwił mu ją ojciec......stracił ją na miesiąc przed 1 urodzinami synka. czyli w styczniu 2012 roku. Od tamtej pory nie pracuje, ponieważ kredyt był ubezpieczony przez czas trwania ubezpieczenia nie podejmował innej mimo że np. moja koleżanka chciała mu załatwić pracę u swojego kolegi za 2300 na rękę!

W kwietniu 2013 ubezpieczenie pokryło nam ostatnią ratę kredytu od maja mieliśmy spłacać już sami. Wcześniej mąż obiecał że od stycznia zacznie rozglądać się za pracą, potem zdanie zmienił bo uznał że praca na czarno u jego ojca przy budowie domu będzie mu się opłacać bardziej (według jego ojca) niż praca na etacie za 2500 brturro (według męża). Mnie o zdanie nie pytał po prostu mnie tylko o tym poinformował, jednak uważam że totalnie decyzji nie przemyślał bo przy takiej budowie nie zarabia się co miesiąc i tłumaczyłam mu że banku nie obchodzi to że on zarabia nieregularnie.

Dopóki misio miał kasę i miał ochotę na seks  był milusi i sympatyczny, jednak jak się zaczęły schody, bank zaczął wydzwaniać w sprawie rat znowu wyżeł z niego kawał gnoja. Obwinił mnie za to że mamy kredyt, wyzwał od głupich szmat bo nie chciałam po znajomych pożyczyć kasy na spłatę zaległej raty.

Mam wrażenie że życie z nim to jak ciągła jazda na kolejce górskiej. Ktoś mnie do niej wsadził i nie ostrzegł że się nie zatrzyma.

Walka z jego mamusią,z jego niedojrzałym podejściem do życia, walka o nasze małżeństwo to jak walka z wiatrakami.

Najgorsze jest to że przekonałam się na własnej skórze że mąż jest ze mną i dla mnie tylko jak jest dobrze bo jak jest źle to się ode mnie odwraca i obarcza mnie winą za wszystkie źle podjęte decyzje.

Właściwie sama nie wiem czy powinnam się cieszyć czy raczej sobie współczuć że Zawsze wychodzi na to że miałam rację. W sumie nie mam z tego tytułu żadnej radości bo owszem można się cieszyć raz czy dwa ale całe życie!

Ja mam wrażenie że jemu nie była potrzebna żona, kobieta  z którą stworzy stały i dojrzały związek ale niania, zastępcza mamusia która będzie mu słodzić, będzie mu usługiwać i załatwiać za niego wszelkie problemy.

Ech dużo by pisać....Ogólnie szkoda mi samej siebie, swojej naiwności i ślepoty. Ale ja na serio myślałam że każdy człowiek jest w stanie się zmienić na lepsze i wydorośleć. Bo skoro mi się to udało to czemu nie jemu?!

Tyle że odnoszę wrażenie że jemu jest zwyczajnie wygodnie żyć tak jak teraz. Bo przecież gdyby chciał się zmienić, poprawić, wydorośleć to by to zrobił małymi nawet kroczkami a nie składał wiecznie obietnice bez pokrycia.

104 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2013-09-20 12:11:45)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
blueskirt napisał/a:

Cupcakes - Twój facet to po prostu wygodnicki typ, ktory nie umie zadbać o kobietę. I najgorsze, że takich typów jest coraz więcej. Kiedyś facet uważal to za sprawę honorową, żeby zadbać o swoją rodzinę i dzieci. A teraz? Niech ona pracuje, jest równouprawnienie, mi się nie chce bo tu za malo płacą, a tam się za dużo narobię bla bla. Takich Panów to ja spotkałam MULTUM. Takie cwaniaczki z nich, żeby tylko po jak najmniejszej lini oporu coś zarobić, a jak nie, to lepiej siedzieć w domu i nic nie robić... Nie wiem, czy tylko ja widze, ze faceci się robią coraz bardziej leniwi, coraz bardziej zrzucają wszelką odpowiedzialność na kobiety. Wedlug mnie jeżeli kobieta zajmuje się dzieckiem, to męzczyzna powinien wszystko robić, aby im pomoc, pójść do pracy i zarabiać a nie jeszcze uważać, że przecież ona może pójść do pracy... Po prostu ręcę opadają. Zajmowanie się dzieckiem to też jest ciężka praca, duża odpowiedzialność, tak samo jak zajmowanie się domem. Ile by taka gospodyni domowa/opiekunka do dziecka zarządałaby za swoją pracę? Nie mało.
Co się dzieje z tymi facetami? Czy oddali babom swoje jaja, czy o co chodzi? ...
.

Wiesz według mojego męża zajmowanie się domem i dziećmi to wakacje, ja w domu po prostu od rana do wieczora odpoczywam a prawda jest taka że zapierdzielam jak durna żeby tylko się do czegoś nie doczepił i znowu nie wyzwał od leni i syfiarzy.

A wieczorami i nocami zajmuję się swoim hobby dzięki któremu zawsze zarobię kilka groszy (bo mąż nie daje mi nic, nawet na wszelki wypadek gdyby coś się stało albo nawet na głupi chleb)

Pamiętam do dziś jak mi walną tekst cyt: "Ty w ogóle powinnaś być mi wdzięczna. Masz ze mną dobrze! Nie biję cię, nie piję, nie uprawiam hazardu i nie chodzę na dziwki"  - Dam sobie rękę uciąć że są to słowa mojej teściowej! Od razu w jego tekstach rozpoznaje kiedy mówi do mnie słowami swojej mamusi.

W ogóle wychodzi na to że powinnam całować ziemię po której stąpa.

Najgorsze jest to że ja się zmieniam, pracuje nad sobą, chcę coś w życiu osiągnąć, idę do przodu a on stoi w miejscu, wykopał sobie dołek i nie zamierza z niego wyjść i tylko jeszcze mnie do niego wciska.

DO dziś pamiętam jak kiedyś podczas jednej z kłótni ostrzegłam go że każdy człowiek ma granice swojej cierpliwości a moje są już na wyczerpaniu, że owszem jestem w stanie wiele znieść ale nawet ja w końcu pęknę i żbey się nie zdziwił jak kiedyś odejdę to rzucił mi tekstem "to idź! i gdzie pójdziesz? kto cię zechce?"

A kiedy mu powiedziałam że przez to wszystko co się dzieje w naszym małżeństwie nabawiłam się głębokiej depresji to powiedział że nie poczuwa się w ogóle do winy i że sama się jej nabawiłam.

Sama, na własne życzenie wkopałam się w to bagno bo byłam zbyt naiwna i zbyt zakochana żeby dostrzec że on nie dorósł do dojrzałego związku. Treaz za to płacę i to słono.

Małżeństwo z nim zabiło we mnie całą odwagę jaką miałam, cała radość życia i pewność siebie. Najgorsze ejst to że na serio zaczęłam mu wierzyć w to że jestem nikim i że bez niego to ja po prostu zginę.

Proszę, unikaj stosowania wulgaryzmów. Zmieniłam na łagodniejszą wersję. Moderatorka Anemonne

105

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
blueskirt napisał/a:

Może po prostu facet nie nadaje się do pewnych rzeczy (charakter)? Czasami w jednych sprawach jesteśmy zaradni a w innych nie potrafimy sobie poradzić?
Jeżeli chodzi o pracę to teraz jest ciężko. I jezeli facet roznosi CV, ale go nie przyjmują nigdzie nie znaczy, ze jest niezaradny. Gorzej, jeżeli siedzi w domu i nic nie robi. Ale wtedy wydaje mi się że, albo jest 1.leniem 2. przez to że nie udało mu sie znaleźć pracy wpadł w dołek.
W tym drugim przypadku można jeszcze faceta motywować, starać się umocnić jego poczucie wartości. Ale jeżeli ktoś jest z natury leniem i przez całe życie nim byl, to pewnie ciężko byłoby zmienić podejście takiej osoby do życia.

Poza tym, jeżeli Wasz związek jest partnerski, pomgadacie sobie nawzajem, dzielicie obowiązkami - to rzeczywiście to nie Ty wychowałaś swojego faceta na niezaradnego. Trudno powiedzieć co jest przyczyną jego zachowania. Jeżeli nie zwykłe lenistwo, to coś jest na rzeczy, warto byloby porozmawiać i się dowiedzieć czemu facet, ktory na codzien jest dla Ciebie świetnym partnerem obija się w sferze zawodowej. Jakaś przyczyna jego niepowodzeń musi być.... Może niskie poczucie własnej wartości? Brak ciekawej pracy o jakiej marzył? To wszystko może nas hamować. Facet może być naprawdę pracowity, ale mało przebojowy.. To też jest niestety dzisiaj ważne, chociaż jeżeli ktoś ma dobry fach w ręku to już prędzej może pozwolić sobie na nieśmiałość, byle by wykonywał dobrze swoją działkę. Napisz cos więcej o swoim partnerze smile

Zgadzam się - jest ciężko jeśli chodzi o dobrą pracę. Ale i moi znajomi, i ja jakoś sobie radzimy. On natomiast nie ma żadnego pomysłu, więc na co tu liczyć? Dochodowa praca ani pomysł na biznes nie spadną mu nagle z nieba, musi sam dojść do tego, co chce w życiu robić, a on po prostu się miota.

Problemem zdecydowanie jest jego niskie poczucie własnej wartości. Niestety, jest ono w nim tak silnie zakorzenione (patrząc na niego i jego rodzeństwo jestem niestety pewna, że to rodzice w którymś momencie zawinili, nie twierdzę że celowo), że bez pomocy fachowca nie odbuduje wiary w siebie. Chodził krótko do psychologa, miał się znowu zapisać, ale odwleka to od jakichś 3 miesięcy...

106 Ostatnio edytowany przez blueskirt (2013-09-20 15:14:10)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

cupcakes - Niestety, ale rzeczywiście źle trafiłaś...  Twój partner już od początku był leniem, który nie potrafił zalatwić niczego samodzielnie. Odpowiedzialność przerzucał na swoją rodzinę i na Ciebie. A Ty niestety godziłaś sie na to.
Szkoda, ze tak późno zauważyłaś jego wady, może rzeczywiście miałaś nadzieje na zmiane, że wydorośleje... Facet 25 lat jest już dorosły. Ja rozumiem, że chcemy dac szanse komuś kogo kochamy. Ale ile można? Jaką pracę ktoś musiałaby załatwić Twojemu partnerowi, żeby był łaskawie z niej zadowolony?
Twój facet nie dość że jest leniem, któremu wiecznie coś nie pasuje to w dodatku za wszelkie swoje niepowodzenia wini Ciebie... Gdyby jeszcze siedzial cicho i Ci usługiwał skoro go utrzymujesz to jeszcze pół biedy, ale on Cię źle traktuje.
Nie wiem co Ci doradzić, ja na Twoim miejscu kopnęłabym go w dupę. Bo przecież bez niego byś sobie poradziła! On niczego Ci nie daje od siebie. Ja wiem, ze są dzieci, więc ciężko jest odejść, bo chcemy żeby dzieci miały rodzine... I to właśnie powinno dawac nie tylko Tobie motywacji, ale także jemu!
Pamiętaj, że on się już nie zmieni. Miał tyle okazji, których nie wykorzystał.
I tylko pozostaje kwestia tego, czy jesteś w stanie wytrzymać jego sposób bycia przez wiele, wiele lat. Ty musisz podjąć decyzje, zastanowić sie czy warto utrzymywać związek, gdzie jedna osoba daje z siebie wszystko, a druga nic oprócz wiecznych pretensji...

pig-headed: Jeżeli facet ma problem z poczuciem własnej wartości to da się coś z tym zrobić smile Tylko pytanie, na ile Ci starczy sił.
Taką osobę trzeba nieustannie motywować, chwalić. Bo jeżeli on nie wierzy we własny sily to rzeczywiście może być ciężko. Już na wejściu może robić złe wrażenie na pracodawcy ze swoją nieśmiałością... Ale mimo wszystko, jeżeli nie ma depresji, to powinien jakoś się starać iść do przodu. Czy on robi cokolwiek? Jeżeli rozmawiacie ze sobą, to motywujesz go, wspierasz?

107

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Bardzo się staram... Mam jednak nieodparte wrażenie, że moje motywowanie go na nic się nie zdaje, a czasem wręcz odnosi przeciwny skutek... Nie wiem z czego to wynika. Wiem za to, że on bardzo, ale to bardzo potrzebuje autorytetów, i to samo, co ja mu mówię, przeczytane w "mądrej książce" albo podparte naukowym autorytetem (np. psychologa) ma dużo większe znaczenie. Dlatego zachęcam go, by jednak podjął terapię, i podsuwam literaturę, która może mu pomóc. I wydaje mi się, że to dałoby dużo lepsze rezultaty niż nasze rozmowy, których może po prostu odbyło się już za dużo.

108

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

A może on po prostu nie chce, żeby ktos mu pomógł, bo tak mu jest wygodnie?
Nie chce nikogo oceniać przez forum, ale jeżeli wszelkie prośby/rozmowy nic nie dają... Przeciez nie będziesz go niańczyć i głaskać po głowie non stop, każdy ma swoją cierpliwość. Może jak odejdziesz na jakiś czas, to on się otrząśnie. Jeżeli on nie chce skorzystać z pomocy psychologa i woli tak siedzieć i wegetowac to prędzej czy później, ta sytuacja Cie wykończy..

109

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Nie wiem... nie jest mu wygodnie, to na pewno. Męczy się sam ze sobą! Mam nadzieję, że jednak podejmie działanie. Nie głaszczę go po głowie, raczej kopię w tyłek wink Oby zrozumiał pewne rzeczy (że to jego nastawienie i postawa wobec świata jest w głównej mierze przyczyną jego położenia), bo bez tego nie ma szans.

110 Ostatnio edytowany przez cupcakes (2013-09-21 02:44:29)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

blueskirt i własnie tego boję się najbardziej na śiwecie,podjęcia decyzji....Zawsze byłam odwarzną i  otwarta na świat i ludzi osobą, nigdy się nie poddawałam, zawsze dążyłam do wymierzonego przez siebie celu, nie bałam się podejmowac decyzji...

a teraz....

teraz jestem emocjonalnym wrakiem! Sama siebie kopię w myslach jak mogłam być tak naiwną frajerką myśląc że on jednak wydorośleje, że skoro podją tak ważną decyzje jak ślub. W moim przypadku miłość okazała się nie tylko ślepa ale i głupia i to na potęgę!

Teraz bardzo często myślę że było mu po prostu wygodnie poprosić mnie o rękę.

Najbardziej chyba boli to że człowiek któremu zawierzyliśmy, oddalismy swoje serce postępuje w ten sposób.

Terapeutka pomogła otowrzyć mi oczy, po kilku spotkaniach juz jestem pewn tego że boję się prawdy, że jednak dalej jestem tchurzem i wole karmić się złudzeniami, jednak te złudzenia są coraz słabsze....

Wiem że jeszcze teraz nie jestem na to gotowa ale za pól roku, za rok wiem ze będe na tyle silna emocjonalnie i psychicznie żeby powiedziec mu stanowcze "TO KONIEC"

Jednak wiem że jeszcze boje się dopóścić do siebie te myśli, chodź wiem że jest to nieuniknione....Zdaję sobię sprawę że po 4 latach ciągłych obietnic on nie jest w stanie się zmienić.....

Wątpię czy pomogłaby nawet wyprowadzaka na swoje.....

Obecnie ejstem na takim etapie terapi że podejmowanie jakichkolwiek decyzji było by szaleństwem bo mam tak duży mętlik w głowie.

111

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Cupcakes, długo myślałam co Ci napisać i niewiele wymyśliłam sad
Masz dzieci, kredyt, i to pewnie według męża wszystko Twoja wina?
Ja bym nie wytrzymała, miałam taką sytuację w moim rodzinnym domu sad
Skutek? Z dzieciństwa pamiętam kłótnie rodziców, wieczny brak pieniędzy, wyrzuty sumienia, że mama kupiła nam coś ekstra, jakąś czekoladę, o zabawkach mogłam zapomnieć, na rowerze pojeździłam, jak mi koleżanka pozwoliła.
Jak byłam nastolatką, jakieś pieniądze na swoje potrzeby skombinowałam, skup butelek, makulatura (wtedy jeszcze za to płacili smile ), do liceum dymałam z koleżanką 5 km na piechotę, żeby zaoszczędzić pieniądze które mama dała na bilet, a jak dostałam parę groszy na drożdżówkę to nie kupowałam. Napiłam się w szkole wody z kranu i zjadłam coś po przyjściu do domu.
A potem często bywało, że słysząc jak mama się zastanawia skąd pożyczyć pieniądze, żeby nam prądu nie wyłączyli po prostu zaniosłam jej to co przez dwa czy trzy miesiące uzbierałam.
Potem miałam okres buntu i nienawiści, do ojca, że jest jaki jest, potrafiłam go nawet uderzyć sad .
Z mamą się kłóciłam się okropnie i winiłam ją za to, że przez tyle lat nic z tą sytuację nie zrobiła.

Cupcakes wiem, że łatwo mówić "zrób coś", ale dzieci rosną i są doskonałymi obserwatorami.

112

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
Anik38 napisał/a:

Cupcakes, długo myślałam co Ci napisać i niewiele wymyśliłam sad
Masz dzieci, kredyt, i to pewnie według męża wszystko Twoja wina?
Ja bym nie wytrzymała, miałam taką sytuację w moim rodzinnym domu sad
Skutek? Z dzieciństwa pamiętam kłótnie rodziców, wieczny brak pieniędzy, wyrzuty sumienia, że mama kupiła nam coś ekstra, jakąś czekoladę, o zabawkach mogłam zapomnieć, na rowerze pojeździłam, jak mi koleżanka pozwoliła.
Jak byłam nastolatką, jakieś pieniądze na swoje potrzeby skombinowałam, skup butelek, makulatura (wtedy jeszcze za to płacili smile ), do liceum dymałam z koleżanką 5 km na piechotę, żeby zaoszczędzić pieniądze które mama dała na bilet, a jak dostałam parę groszy na drożdżówkę to nie kupowałam. Napiłam się w szkole wody z kranu i zjadłam coś po przyjściu do domu.
A potem często bywało, że słysząc jak mama się zastanawia skąd pożyczyć pieniądze, żeby nam prądu nie wyłączyli po prostu zaniosłam jej to co przez dwa czy trzy miesiące uzbierałam.
Potem miałam okres buntu i nienawiści, do ojca, że jest jaki jest, potrafiłam go nawet uderzyć sad .
Z mamą się kłóciłam się okropnie i winiłam ją za to, że przez tyle lat nic z tą sytuację nie zrobiła.

Cupcakes wiem, że łatwo mówić "zrób coś", ale dzieci rosną i są doskonałymi obserwatorami.

U nas wygląda to kompletnie niaczej. Stety/niestetymieszkamy z moimi teściami. W ich domu jednorodzinnym szeregowym mamy przerobioną całą piwnicę na mieszkanie dwupokojowe. Owszem fajnie, pieknie ladnie ale zero prywatności, nie jestes u siebie a co najgorsze mężowi jest tak wygodnie że w ogóle nie mysli o czymś wałsnym mimo że umawialiśmy się że mieszkanie z jego rodzicami będzie tymczasowe!

Niestety w domu oprócz jego rodziców mieszkają jego dwie siostry a do niedawna jeszcze trzecia wraz z mężem i dzieckiem. JEDNA WIELKA "SZCZĘŚLIWA" RODZINA. 

Moje dzieci ogólnie są szczęśliwe, niczego im nie brakuje, mają swój własny pokój ze stosem zabawek, nie nazekają na brak słodyczy )jednak z racji alergii wiele ich nei jedzą), nie chodzą ani głodne ani brudne czy ubrane jak biedaki.

Owszem lodówka nie zawsze jest pełna a półki uginają od jedzenia ale nigdy głodni nie chodzimy.

Strasznie np. wkurza mnie teściowa która non stop zrzędzi że ona jest biedna (mimo że teściu zapierdziela od rana do wieczora od pon. do soboty) że na rachunki nie ma i takie tam ale do pracy nie pójdzie.....od 20 lat siedzi w domu mimo że dzieci porosły, poszły do szkół....Nie nie pójdzie lepiej zrzędzić że inni mają lepiej, że mają pracę, że mają przyjaciół.....jestem bardzo ciekawa co np. zrobi ona i mój mąz kiedy np. teścia nagle zmogłaby choroba i nie mół juz więcej pracować. Przeciez on jest jedynym zywicielem rodziny na górze (nie licząc średniej córki która pracuje i dokłąda się do rachunków). DO tego wielokrotnie już wspominałam M. że jego matka strasznie dużo kasy wydaje na żarcie które w większości potem ląduje w koszu. Ich lodówka nie wygląda jak lodówka kogoś biednego! Jest pełna żarcia, alkocholu, soków...wszytskiego!

U nas problemem jest to że mąz nie potrafi przyznać się że popełnił jakiś błąd albo że jest za coś odpowiedzialny. Woli to zwalać na innych

Ja mam prać, sprzątać, gotować, rodzić dzieci, dawać mu doopy kiedy mu się zachce i jeszcze za niego iść do pracy. Raz nawet jak syn miał ok. 10mc. to stwierdził że sama moge iść do pracy a on się dziećmi i domem zajmie. Tylko ja wiem doskonale jak by to wyglądało....

Jak pracowałam między jedną a drugą ciążą to wracałam ztrana z roboty i co.....w domu syf bo on właśie akurta zaraz miał sprzątać, obiad nieugotowany bo on nie wiedział na co miałabym ochotę a dzieci zamiast być z nim były na górze u babci.  Tak według niego wyglądało zajmowanie się domem.

Więc oprócz tego że zapieprzałam w rpacy po 10-12h to jeszcze w domu musiałam bo mężusiowi się nie chiało.

Jedyne co robił to pranie, zaczął je robić jak byłam z synem w ciązy kiedy lekarka zakazała mi wszelkiego wysiłku. On twierdził że to nawet lubi więc skoro lubiał to już po urodzeniu się syna oddałam mu we władanie pralkę. Skończyło się na tym że potem w kłutniach on mi wypominał "BO JA PRANIE ROBIŁEM" a do tego teściowa mi dupe obrabiała bo jej biedny syneczek robi pranie a to jest MÓJ obowiązek.

Eh ogółnie sporo by pisać.

113

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Widać twoja potrzeba bycia z kimś zaradnym, na kim możesz polegać i przy kim nie musisz martwić się o wszystko jest silna skoro masz wątpliwości czy z nim być i się z nami tym dzielisz.
Obawiam się, że gdybyś nawet schowała te potrzeby"do szuflady" to nie jesteś w stanie się ich wyzbyć - bo wynikają one z twojej kobiecej natury (dodam, że nie każda kobieta ma je w takim samym stopniu - niektóre nawet cieszą się, że mogą facetami manipulować jak chcą). Uważam, że pewnego dnia te potrzeby i tak wyszłyby na wierzch - i to bardzo szybko. Jak spotkasz kogoś "zaradnego", na swej drodze kto będzie ci imponował a jeszcze do tego spodobasz mu się i będzie cię podrywał, to obawiam się, że skrzywdzisz swojego partnera...
To wspaniałe uczucie móc pozostawić pewne ważne kwestie, decyzje swojemu facetowi i się nie martwić. Ale trzeba też pamiętać, ze faceci ze stali nie są - niekiedy trzeba ich wesprzeć, pocieszyć, zachęcić...  .Czasem też chcą pewne sprawy zostawić kobietom.


Cóż..Miłość musi się czymś karmić by trwała dłużej - nie wystarczą uczucia i miłe słówka-kochamy się też za to kim jesteśmy.

114 Ostatnio edytowany przez Orchid (2013-09-22 17:37:42)

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Farafala ale chodzi o to żeby nie być samą z wszystkimi problemami.
Nie oszukujmy się jesli jest się kobietą w naszym cudnym kraju to w kwestii pracy ma się przesrane. Sama tego doświadczyłam. W jednej pracy od początku podpytywano mnie o kwestie prywatne. Ja unikam tego tematu. Gdy życzliwe osoby podpytywały i oglądały moje dłonie zmieniałam temat. Aż umawiając się przez telefon z przyjaciółką na wieczór powiedziałam "Skarbie, ja po drodze z pracy wszystko kupie". Gruchnęła plota że mam kogoś.
I co z tego? Miałam nie dostać umowy po okresie próbnym tylko dlatego ze ponoć miałam partnera! Bo mogę zaciążyć! Musiałałam się sporo natłumaczyć. Po okresie probnym dopuszczono mnie do spraw kadrowych. Kobiety były podstepem zwalniane wkrótce po tym jak się zaręczyły lub wyszły za mąż - tylko dlatego że miały kogoś i istniało ryzyko ciązy! Jeśli się nie udało uknuć zwolnienia w odpowiednim czasie to były zwalniane po macierzyńskim tak szybko jak się tylko dało. Jak myślicie ile tych dziewczyn znalazło szybko kolejna pracę? prawie zadna. Niemal wszystkie na rozmowach o pracę były pytanie o meża i dzieci (pomimo ze to nielegalne) i czesto po tym pytaniu od razu ucinano dalszą rozmowę.

I dlatego posiadanie zaradnego i finansowo odpowiedzialnego faceta jest tak ważne.

Nie chodzi o to aby wazne kwestie oddać facetowi a sobie zostawić problemy typu "torebka nie pasuje mi do butów". Chodzi o to ze w naszym kraju kobiety często są dyskryminowane i traktowane bardzo niesprawiedliwie. Dlatego facet musi być tym, który bedzie w stanie stanąc na wysokości zadania i utrzymac rodzinę. Bo kobiecie z dziećmi i kobiecie która jest w wieku w którym rodzi cię dzieci jest bardzo ciężko w polsce.
A jak facet jest ciapa, to .....

115

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?
farfalla napisał/a:

Widać twoja potrzeba bycia z kimś zaradnym, na kim możesz polegać i przy kim nie musisz martwić się o wszystko jest silna skoro masz wątpliwości czy z nim być i się z nami tym dzielisz.
Obawiam się, że gdybyś nawet schowała te potrzeby"do szuflady" to nie jesteś w stanie się ich wyzbyć - bo wynikają one z twojej kobiecej natury (dodam, że nie każda kobieta ma je w takim samym stopniu - niektóre nawet cieszą się, że mogą facetami manipulować jak chcą). Uważam, że pewnego dnia te potrzeby i tak wyszłyby na wierzch - i to bardzo szybko. Jak spotkasz kogoś "zaradnego", na swej drodze kto będzie ci imponował a jeszcze do tego spodobasz mu się i będzie cię podrywał, to obawiam się, że skrzywdzisz swojego partnera...
To wspaniałe uczucie móc pozostawić pewne ważne kwestie, decyzje swojemu facetowi i się nie martwić. Ale trzeba też pamiętać, ze faceci ze stali nie są - niekiedy trzeba ich wesprzeć, pocieszyć, zachęcić...  .Czasem też chcą pewne sprawy zostawić kobietom.


Cóż..Miłość musi się czymś karmić by trwała dłużej - nie wystarczą uczucia i miłe słówka-kochamy się też za to kim jesteśmy.

NIe bardzo cię rozumiem ale zwalę to na karb zmęczenia bo pól dnia spędziłam w lesie szukając grzybów.

Nie rozumiesz pewnej zasadniczje kwesti dotyczącej związków. Po to się z kimś wiąrzesz żeby nie musiec samemu podjemować wsztskich decyzji, po to żeby miec w kimś wsparcie i nie iść przez życie samemu.

Oczywiście że mam potrzebę tego abymój mąz był odpowiedzialny i zaradny! W końcu ma 31 lat! Ja wyszłam za niego z amąż a nie zostałam jego nianią! Zaradności nie można oczekiwać od dziecka ale od dorosłego człowieka jak najbardziej.

Po drugie nie podoba mi się to iż zarzucasz mi że jak tylko nadarzy się okazaj to sobie pójde do innego. Jestem osoba wierną swoim przekonaniom, stała w uczuciach. Długo szukałam "tego jedynego" i nie zamierzam się tak łatwo poddać i zaprzepaścić 8 lat zycia. Poza tym przyżekałam a dla mnie przysięga ma duże znaczenie. Jakby nie miała to juz dawno dałabym se spokój.

Ja chcę przejśc przez życie z mężem wspólnie z nim podjemując deczyje a nie przeżywac życia za niego bo on nie ma na to odwagi. W małżeństwie oboej partenrów ma dawać z siebie tyle samo! I nie sa to moje słowa ale terapeutki.

I jesteś w totalnym błędzie bo ja czuję potrzebe bycia z kimś kto mnie kocha i szanuje! TO jest dla mnie najważniejsze.

Poza tym wybacz ale jak mogę nie mieć wątpliwości? Po 4 latach kryzysu KAŻDY ma wątpliwości mam do nich pełne prawo tak jak inni. Nikt nie ma prawa mi tego odmawiać.

Zapamiętaj że ejsteśmy tylko luźdmi a nie maszynami. Każdy ma swoje obawy czy wątpliwości.

Ogólnie to wydaje mi się że totalnie nie pojmujesz istoty małżeństwa.

Orchid doskonale rozumiem o co ci chodzi. Borykam się z taką samą dyskryminacją. Najbardzie wkurzały mnie pytania typu "A co z dziećmi" Nosz ku@#$%& gdybym nie miała co z nimi zrobić to bym nie szukała pracy! To chyba oczywiste! DO tego mój poprzedni pracodawca nie zechiał mi przedłużyć umowy bo jak mi powiedział "Masz dziecko i to problem bo na bank będziesz brała L4 a taki pracownik jest nam niepotrzbeny" i w tym momencie wyszło że niepotrzebnie sie poświęcałam i chodziłam do pracy chora, siedziałam po godiznach i się starałam bo niby dla kogo? dla jakiegoś gnoja co mi powie że mimo mojego doświadczenia jestem bezużyteczna bo mam dziecko!?

116

Odp: Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Jestem mężczyzną niezaradnym życiowo. Moja żona przynajmniej tak twierdzi. Gdy się poznaliśmy w 2009 roku ja pracowałem w budżetówce na umowie na zastępstwo na umowie na czas określony. Z zarobkami poniżej 2000 złotych netto. Moja żona posiada własną działalność gospodarczą - zarabia więcej ode mnie. W chwili obecnej nadal pracuje w budżetówce zarabiam około 2300 PLN netto - umowa na czas nieokreslony. Żona ma nadal własną działalność gospodarczą. Przy czym mówi mi, że za 2000 nie utrzyma się cztero-osobowej rodziny (Mamy 2 dzieci). Skutek jest taki - nie mieszkamy ze sobą. Ona mieszka ze swoją zaradną matką (trzy mieszkania które wynajmują). Ja dojeżdzam do dzieci by się nimi zająć. Mamy rozdzielność majątkową. Moja zaradna żona kupiła mieszkanie,częściowo za pieniądze swojej matki, dzięki którym Teściowa nadal nas kontroluje. Jak nie mieliśmy mieszkania, tak nie mamy. Ja jestem nadal niezaradny jak byłem (brak własnego mieszkania), żona wraz z jej mamusią czepia się o wszystko - żle przewinięte dziecko, mam sam robić wszystko w domu (zarabiam mniej niż żona), a żona pracuje od 10:00 do 20:00. Życie pisze różne scenariusze. Najlepiej nie wychodzić za mąż i nie mieć dzieci. Jak się nie podoba - to kopa w dupę. Oczywiście mieliśmy krótkie narzeczeństwo i szybki ślub z miłości.

Posty [ 66 do 116 z 116 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy ciągnąć relacje z partnerem tzw. "niezaradnym życiowo"?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026