Zaradność jest wg mnie wyuczona. Tak samo jak bezradność.
Piszę to na przykładzie mojej koleżanki z dzieciństwa. Jej matka odkąd pamiętam biła ją i wyzywała. Dziewczyna nieraz chodziła posiniaczona. Teraz odwiedzając rodziców słyszałam przez ścianę, czy idąc schodami co się tam wyprawia. Wcześniej albo dziewczyna się matki bała i nie pyskowała, co nie prowokowało matki, albo starały się utrzymywać pozory. Teraz k*** latały w powietrzu. Na 5 wyrazów w zdaniu, 4 to przekleństwa. Dziewczyna ma 34 lata... Powinna się wyprowadzić, ale nie może znaleźć pracy - po części dlatego, że w moim rodzinnym mieście łatwo nie jest, ale też dlatego, że jakoś mocno chyba nie szuka. Zaczyna iść w ślady matki - lubi sobie wypić itd. Do tego w sumie zawsze miała skłonność. Zawsze ją ciągnęło w kierunku patologii - takie wybierała koleżanki i chłopaków. Przyszłość nie wygląda różowo.
Z tego, co wiem, miała zawsze trudności z nauką. Takie dziecko potrzebuje dodatkowej opieki, pomocy. Metodą jej matki na to by córka poprawiła oceny było bicie i wyzwiska. Dziewczyna zawsze była zahukana, wystraszona, niepewna.
Jest bezradna, skazana na matkę, bo nie ma w sobie siły, by coś zmienić. Nie dano jej tej siły. Nie przekazano. Jedyne, czego się nauczyła od matki to to, że jest g*** warta.
Gdy dziecko zazna troski, opieki, gdy jest mądrze wychowywane - będzie zaradne. Ona też mogłaby być, gdyby matka odpowiednio się nią zajmowała.