netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

Żal do rodziców.

137 odpowiedzi33 976 wyświetleńzałożony przez Catwoman, 07.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 138 ]

66

Odp: Żal do rodziców.
BVS napisał/a:

Chciałbym mieć normalne dzieciństwo, ale czasem takie traumy (chociaż nie wiem, czy w moim przypadku mogę użyć tego słowa) dobrze wpływają na osobowość. Wiem już jaki absolutnie nie mogę być i przysiągłem sobie, że jeżeli kiedykolwiek będę miał dzieci to z całych sił będę starał się zapewnić im szczęśliwe życie.

A ja sie zawsze dziwię czemu niektórzy ludzie piszą że oni to na pewno nie będą tacy jak ich rodzice i się w drugą stronę nakręcają...

....traumy wcale nie wpływają dobrze na osobowość

67

Odp: Żal do rodziców.

A co miałbym napisać? Że chętnie zostanę pijakiem i kryminalistą? Jakoś mi to nie odpowiada. Co do traumy, nie bez powodu napisałem *czasem* i miałem głównie na myśli siebie.

68

Odp: Żal do rodziców.

ja też miałam mamę kiedyś za kogoś lepszego ale całkiem nie dawno kilka lat temu uświadomiłam sobie że ta kobieta nie ma własnego zdania, że woli dobro ojca niż moje, że nie broni mnie, że akceptuje jego pijaństwo..ze w domu jest taka karuzela tzn. picie i wyzywanie się a potem skulenie ogona ojca i przeprosiny a mama szczęśliwa że ją przeprosił...istna patologia. zauważyłam zmianę ojca na gorsze...coraz wiecej pije, coraz mniej inteligentny jest ( chyba wypala mu to komórki), coraz więcej agresji...w domu rzadko jest normalnie. a aż dziwne że mama w tym tkwi i jakoś nic z tym nie robi...ja sobie obiecuje od dawna że będę inna dla dzieci i męża...niestety jego psychiczne zachowania też na mnie działają- łatwo mnie urazić, łatwo wzbudzić złość we mnie, czasami włącza mi się agresor hmm walcze  z tym ale jest ciężko czasami

69

Odp: Żal do rodziców.

Najgorsze jest to, jak matka potrafi wybaczyć każdą krzywdę po jednych przeprosinach ojca - niejednokrotnie wymyślonych na poczekaniu. To jest na prawdę niesprawiedliwe.

70

Odp: Żal do rodziców.
BVS napisał/a:

Najgorsze jest to, jak matka potrafi wybaczyć każdą krzywdę po jednych przeprosinach ojca - niejednokrotnie wymyślonych na poczekaniu. To jest na prawdę niesprawiedliwe.

domyślam sie że na jakiś sposób jej to nie przeszkadza że taki jest... bo jakby nie było jest tyle lat z nim  i nawet nie myśli o rozstaniu, widzi jaki jest a mówi że przecież inni faceci są gorsi że ojciec i tak nie jest zły, wybacza od razu, woli ojca niz mnie hmm szybko zapomina krzywdę, widzę że ona nie umie bez niego życ....zachowuje sie jak nastolatka która kurczowo musi być  z facetem chociaż nie ma to sensu ....tyle u nas w domu zła jest ...a ona nadal go mocno kocha. mnie dziwi czemu ???przecież on ją bije, ubliża, nie daje jej spać, znęca się psychicznie...a ona woli jego niż mnie... jeszcze pyskuje że ja to ojca nie lubie. a za co mam go lubieć ??? nie mam powodu za co

71

Odp: Żal do rodziców.

Pewnie boi się, że zostanie sama. Może przyzwyczaiła się i ignoruje wszystkie wady - pragnie widzieć same zalety. Nie mam pojęcia co należy w takiej sytuacji zrobić, ale może trzeba postawić ultimatum. Albo On albo Ty? Może trzeba to przedstawić czarno na białym. Pokazać jaki jest Twój ojciec. Nie znam się, ale mam wrażenie, że takie osoby, które ignorują wady, łatwiej je dostrzegą, gdy ktoś je pokaże jak na dłoni.

72

Odp: Żal do rodziców.

szczerze mówiąc u nas są odwieczne wojny o to że mama woli ojca niż mnie a ojciec wszystko robi żeby mama nie była za mną tylko za nim. mi bardzo przykro jest że mama nie ma mnie za kogoś najważniejszego tylko za kogoś gorszego.... od dawna zdecydowałam że nie będę całe zycie z nimi mieszkac tylko wyprowadzam się daleko stąd.... niech sobie mama sama siedzi z nim skoro tak bardzo go kocha. bedziemy żyć osobnymi zyciami i tak bedzie najlepiej

73 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2012-05-05 19:20:11)

Odp: Żal do rodziców.

Pewnie jakieś tam żale mam ale nie myślę o nich za często,czasem tylko jak nie radzę sobie z jakąś aktualną sytuacją.
Wiem jedno- staram się być taką matką jaką sama chciałabym mieć.I jeśli każdy rodzic weźmie sobie to do serca, być może takie wątki jak ten będą świecić pustkami:)

Czego państwu i sobie życzę:))

74

Odp: Żal do rodziców.
nocnalampka napisał/a:

Moglabym miec zal o wiel rzeczy. Dozalam sporo krzywd i wypaczen. Ale bylo, minelo. Musze z tym dalej zyc. Albo pomimo tego. Tak dlugo jak sami przed soba bedziemy sie tlumaczyc trudnym dziecinstwem, tak dlugo nie uda sie zrobic kroku naprzod. Nie mozna byc doroslym, jesli sie hoduje w sobie skrzywdzone dziecko.

Nie tłumaczę się swoim trudnym dzieciństwem i nie obwiniam swoich rodziców za swoje życiowe niepowodzenia. Jednak mam nadal do nich ogromny żal i nie mogę rozliczyć się z przeszłością. Nie mogę zapomnieć i wybaczyć. Nie mogę zrozumieć. Nie mogę zrozumieć dlaczego mnie traktowali ...
Moi rodzice nie są alkoholikami ani nie są chorzy psychicznie. Mój ojciec jest uważany za pracowitego, inteligentnego, oczytanego i dowcipnego mężczyznę. Moja matka to prawdziwa "gwiazda", atrakcyjna, zawsze ładnie ubrana, uczesana, wygadana i stwarzająca wrażenie ineligentnej. Wrazenie jest dla niej najważniejsze, to co jest na zewnątrz, to co ludzie widzą.
Do mojego 30-tego roku życia moja matka nie wahała się mnie uderzyć, opluć, kopnąć i oczywiście wyzwać. Regularnie przestałam od niej dostawać jak miałam może 13 lat. Potem to już tylko w ostateczności, bo sama się prosiłam. Nigdy nie trafiłam na pogotowie, raz miałam pękniętą wargę. Najczęściej byłam bita po głowie, albo ciągana i szarpana za włosy. Elegancko. Jak płakałam to też za płacz, bo się nad sobą użalałam, a potem to za włosy i do łazienki pod kran z zimną wodą.
Moj tato też mnie "wychowywał". Pamiętam, że często obrywałam za nic i naprawdę nie wiedziałam o co chodzi. Jak miałam lat 19 to mu się postawiłam i powiedziałam, żeby się nie ważył mnie tknąć bo oddam bez wahania. O dziwo zadziałało. Odtąd tylko dostawałam przykre słowa i spojrzenia pełne pogardy.
Nie myślcie sobie, swoje mamie też podobnie mówiłam, ale niestety nie byłam w stanie oddać, tylko ewentualnie powstrzymać.
Mam starszego brata, on też był bity i wyżywał się na mnie. Ale nie mam pretensji do niego, był też dzieckiem.

Są bardzo kontrolujący, do dzisiaj. Mojej matce nie można ufać, ciągle coś miesza. W zyciu mojego brata narobiła strasznych strat. Wydaje mi się, że ja jestem jednak trochę silniejsza od niego. Mieszkam setki kilomentrów od moich rodziców, z moim ukochanym narzeczonym już od paru lat, pobieramy się w lipcu. Kilka razy próbowali zniszczyć nasz związek próbując namówić mnie do rzeczy, których nigdy bym sobie nie wybaczyła. Nie ufam im i boję się ich. Naprawdę sobie zdaje sprawę, że ich nie zmienię, nawet nie próbuję, ale chciałabym, żeby było chociaż neutralnie. Niedługo jest nasz ślub, a moja matka znowu coś chce, czegoś oczekuje, ma pretensje. Postawiłam na swoim i wygląda na to, że nikt z mojej rodziny nie przybędzie na wesele, mój brat nie odpowiada na emaile, smsy i telefony. Chciałam, żeby byli moimi gośćmi.

Próbowałam wizyt u psychologa jakieś 10 lat temu, przez 1 rok. Źle wybrałam, próbował mnie dopasować do jakiegoś upatrzonego modelu, a moje życie, tak jak każdego, posiada wiele wątków, nie tylko kotrolujący rodzice.
Obecnie chciałabym skorzystać z profesjonalnej pomocy, ale może po weselu, wiadomo, oszczedzam.

Próbowałam konfrontacji, za pierwszym razem moje emocje wzięly górę nad rozsądkiem i niepotrzebnie podniosłam głos. Za drugim razem byłam spokojna, ale efekty podobne. Wyszydzili mnie, mój ojciec powtarzał: "Nie prawda! To kłamstwo! Nie prawda! Nie wymyślaj! Ja pamiętam!" Moja matka: " Jaka ty jesteś zło pamiętliwa! No to co, że byłaś lana! Widocznie za mało! Byłaś wstrętną dziewuchą i zostałaś wstrętna!"

Już nigdy nie będę poruszać z nimi tego tematu, żadnych listów ani rozmów. Nigdy się nie zmienią. Nie ma sensu.

Natomiast bardzo chciałabym nie mieć żalu. Nie potrafię, nie jestem tak wspaniałomyślna. Prawdopodobnie nigdy nie wybaczę. Za mojego brata też nigdy nie wybaczę, choć teraz jest dorosłym człowiekiem i podobno wie co robi.
Bardzo jest mi ciężko, szczególnie teraz, przed moim ślubem. Chciałabym się moim wielkim szczęściem podzielić z moja rodziną, która ma do mnie tylko pretensje. Czuję się żałośnie, tak bardzo chciałabym miec ich wszystkich gdzieś. To wszystko jest bardzo trudne.

75

Odp: Żal do rodziców.

Ja mam ogromny żal sad Chyba o wszystko.. Ciągle jestem ta najgorszą...Mój ojciec na wszytsko znajadzie "radę"..  mam 28 lat, nie spieszy mi się do małżeństwa-jestem starą panną, jestem alkoholiczką-bo CZASEM ktoś wpadnie na grilla i wypije redds'a, groszem nie "śmierdzę" mimo, że mam dobrą pracę i całkiem niezłe zarobki, wychodzę z koleżanką na rolki-ciągle się gdzieś włóczę, ciągle słyszę że ludzie o mnie gadają same złe rzeczy-mimo że wszyscy mnie lubią... ciągle przeszukuje mi pokój i mówi że jestem dnem;( marzę o dniu, w którym się spakuje i wyprowadze-narazie nie mogę tego zrobić ze względu na pracę...
Bardzo mi z tym zle i... nie wybaczę im-(mamie też) tego do końca życia....

76

Odp: Żal do rodziców.

O brak czułości, miłości bezwarunkowej, o wychowanie polegające na karaniu, nigdy nagradzaniu, o wieczną krytykę, o to, że wciąż czuję, że nie jestem dość dobra, o porzucenie mnie w chwili, gdy najbardziej ich potrzebowałam,  o to, że mój wzorzec mężczyzny to mężczyzna mnie ignorujący, krzywdzący i wyśmiewający, o to że nie potrafię się przytulać, o to, że nie wiem, jak to jest czuć się kochaną po prostu i mimo wszystko, o to, że nie potrafię ufać innym i boję się szczęścia.

77

Odp: Żal do rodziców.

Czy kiedykolwiek mieliście konfrontację z rodzicem/ami właśnie na te bolesne tematy ?

78

Odp: Żal do rodziców.

Masz na mysli jakakolwiek konfrontacje czy taka zakonczona jakims sukcesem?

79

Odp: Żal do rodziców.

jakąkolwiek.

80

Odp: Żal do rodziców.

Ja tak, ale kiedy mówię o tym wszystkim moja matka odp... Za co Ty nas tak nienawidzisz.... i to cała rozmowa:(

81

Odp: Żal do rodziców.
Eolias napisał/a:

O brak czułości, miłości bezwarunkowej, o wychowanie polegające na karaniu, nigdy nagradzaniu, o wieczną krytykę, o to, że wciąż czuję, że nie jestem dość dobra, o to, że mój wzorzec mężczyzny to mężczyzna mnie ignorujący, krzywdzący i wyśmiewający, o to że nie potrafię się przytulać, o to, że nie wiem, jak to jest czuć się kochaną po prostu i mimo wszystko, o to, że nie potrafię ufać innym i boję się szczęścia.

Eolias, wyrzuciłam tylko jedną rzecz z tego, co napisałaś.

Ja może nie mam pretensji do rodziców, ale u mnie w domu tak właśnie się działo.

Ja kiedyś w kłótni wykrzyczałam większość z tych rzeczy mace, to usłyszałam tylko że "niczego mi nie brakowało, miałam wszystko: ubrania, co "zeżreć", wszystko gotowe.".

I koniec tematu.

82

Odp: Żal do rodziców.

koleandra85  to typowa gadka, a tak naprawdę to obowiązek rodziców zapewnić dziecku jedzenie, ubranie i edukację do lat 18.

83

Odp: Żal do rodziców.

Ja miałam rozmowę spokojną z moją matką zadałam jej pytanie czemu jest dla mnie podła i uzyskałam odpowiedz.
Po slubie ojciec chlał pół roku, czuła wstyd za męża i postanowiła że odejdzie. Wtedy okazało się że jest w ciąży ze mną. Znienawidziła mnie że utrudniłam jej życie bo musiała z ojcem zostać. Ojciec oszalał na moim punkcie chciał mi wynagrodzić brak matki , co powodowało w niej jeszcze większa agresje i tępiła mnie przez 24 lata za to. Dzień w dzień okrutnie.

Ciężko mi było słyszeć że mnie nienawidziła,bo co ja byłam winna temu że mnie stworzyli. Tyle lat robiłam wszystko by uzyskać jej akceptacje, a to wyjaśnienie wreszcie wszystko ucięło.

Przestałam mieć wyrzuty sumienia względem matki, zaczęłam nowe wspaniałe życie z mężem. A ona skończyła jak jej przepowiadałam, sama i samotna.

84

Odp: Żal do rodziców.

różyczka i to pokazuje, że najprościej jest zrzucić winę na osoby trzecie [w tym wypadku Ciebie] niż załatwić sprawę z sobą samą. Twoja mama miała wybór, mogła żyć inaczej, mogła usunąć ciązę (wtedy to było legalne) mogła zacząć się cieszyć faktem że Ciebie ma. Wybrała swój los.

85 Ostatnio edytowany przez ingrid_b (2012-07-25 18:17:59)

Odp: Żal do rodziców.
Catwoman napisał/a:

koleandra85  to typowa gadka, a tak naprawdę to obowiązek rodziców zapewnić dziecku jedzenie, ubranie i <b>edukację<b> do lat 18.

a ja np uważam że jak rodziców stać i nie chodzi mi o zapierniczanie w pracy całą dobę przez 7 dni, tylko jest taki poziom życia, że spokojnie wystarczy na życie dla wszystkich, no może trochę uszczupli, to wstydem jest dziecku nie dać.  Ja miałam bardzo blisko przykład takiej sytuacji, że rodzice dziewczyny mieli opcję jej dać na te studia i życie w innym mieście, ale co się nasłuchała to naprawdę szkoda dziewczyny. A jak chciała podjąć pracę to jej matka lamentowała że dziewczę nie będzie wracało na weekendy i wakacje do domu. Wymagała na niej takie decyzje płaczami, groźbami i ciągłym obrażaniem się. Nie wiem jaki ta sytuacja miała koniec, ale ta dziewczyna miała naprawdę ciężko.

86

Odp: Żal do rodziców.

Studia to już co innego- tu już wola rodziców, bo może ich być nie stać by dziecko studiowało w innym mieście lub by w ogóle studiowało= nie podejmowało pracy przez kolejne 5 lat.
Natomiast to o czym piszesz to....totalnie sprzeczne informacje. Warto przeczytać książkę pt "Toksyczni rodzice".

87 Ostatnio edytowany przez Koliber (2012-07-25 22:16:22)

Odp: Żal do rodziców.
Catwoman napisał/a:

Czy kiedykolwiek mieliście konfrontację z rodzicem/ami właśnie na te bolesne tematy ?

nie, po co...

jak czytam te niektóre wpisy to po prostu niektórzy rodzice to durni ludzie do potęgi kwadratowej ehh szkoda słów, uciekać od nich jak najdalej...

Catwoman napisał/a:

różyczka i to pokazuje, że najprościej jest zrzucić winę na osoby trzecie [w tym wypadku Ciebie] niż załatwić sprawę z sobą samą.

widzisz ja patrze na to z całkowicie innej strony, nikt jeszce na zawołanie nie zrozumial swoich błędów i chodzenie i wytykanie rodzicom ich błedów i mówienie o swoich złych uczuciach to bez sensu, nie rozumieli przez 20 lat to i teraz się nic nie zmieni,chodzenie i wypłakiwanie sie u ich stóp to jest tylko dawanie siły złemu a osłabianie samego siebie, a w dupie mieć ich zrozumienie, co zrobili to zrobili, nic tego nie cofnie i cześć...

88

Odp: Żal do rodziców.
Koliber napisał/a:

a w dupie mieć ich zrozumienie, co zrobili to zrobili, nic tego nie cofnie i cześć...

rozwaliło mnie to big_smile

89

Odp: Żal do rodziców.

Dołączę się do tematu... Nawet nie wiem czy to żal czy czysta nienawiść do ojca. Na wstępie warto od razu dodać, że pochłaniał hektolitry alkoholu, picie to jego zawód chyba... Od zawsze, od kąd tylko pamiętam, gardził każdym dookoła- myślał że jest alfa i omegą chodząca, niestety był w błędzie, znęcał się psychicznie, straszliwe wyzwiska leciały pod adresem moim i mojej mamy... Nie raz nie miał oporów by uderzyć, czy to mnie czy mamę... Pomiatał nami strasznie... od kąd wyprowadził się do mamusi troszkę było lepiej, dopóki nie założyłyśmy sprawy o alimenty... przychodził, robił straszne awantury i powtórka z rozrywki... Dorosłam, w ciągłych awanturach, upokorzeniach i widząc cierpiącą mamę, które stawała na głowie by mi jakikolwiek byt zagwarantować... Nadszedł dzień, że zrozumiałam, dzieckiem nie jestem, swoje zdanie mam, będę silniejsza od mamy i postawie mu się, skończy się pomiatanie, niech zobaczy, że inni też mogą mu powiedzieć bardzo gorzkie słowa, lecz w bardziej kulturalny lecz jakże dosadny sposób. Postawiłam się, zaciskałam zęby wysłuchując bardzo bolesne słowa, wyzwiska, wnętrze nie raz aż mi się gotowało z nerw. Jak nikt nie widział, ryczałam później jak dziecko, mimo, że chcę być silniejsza i czuje się taka, ciężko jest wszystko wyrzucić z pamięci i nie brać do siebie takich słów wypowiadanych przez własnego ojca... Ostatnimi czasy jest wręcz tragicznie, przeszedł samego siebie, do dnia dzisiejszego nie mogę się pozbierać... Ale pomiędzy kolejnymi łzami przysięgłam sobie, że znajdę na niego wszystkie możliwe paragrafy. Życzę mu jak najgorzej, nie cierpię go, nienawidzę, brzydzę się nim. Alkohol wypalił mu chyba wszystkie komórki, nawet mi go nie żal, że jest nieco schorowany, nie musiał chlać!! Sam sobie wybrał takie życie, mojego dalej niszczyć mi nie będzie. Nie wiem, czy obędę się bez psychologa... Chciałabym odciąć się od tego cierpienia, od tych wspomnień, ale moja dusza ciągle płacze, więc długa droga przede mną...

90

Odp: Żal do rodziców.

linka89r dobrze, że nie bierzesz winy na siebie. masz rację: jestes absolutnei odrębną osobą, masz własny rozum, własne sumienie, włąsne życie i wybory. Jesteś DDA, na pewno zdajesz sobie z tego sprawę, jeśli masz ochotę, możesz się wybrać do psychologa bo takie sprawy lubią się ciągnąć całe życie-nawet dłuuuugo po śmierci toksycznych rodziców.

91

Odp: Żal do rodziców.

nowa w tym wątku.
Czy mimo złych uczuć do swoich rodziców tęsknicie za nimi??

92

Odp: Żal do rodziców.

ja nie.

93

Odp: Żal do rodziców.

Catwoman, ciągnie się to cały czas, im dłużej tkwię w tej sytuacji, tym gorzej to znoszę, czuję jak popadam w depresje, nerwicę, psychicznie strasznie się zamęczam, ale odnajduje w sobie siłę żeby w końcu mu pokazać że skończyło się poniewieranie, że całe życie nie będzie bezkarny....

macocha ani trochę... oddałabym wszystko, żeby zniknął z mojego życia wraz ze wszystkimi wspomnieniami...

94

Odp: Żal do rodziców.

a ja mimo tego , ze wiem jaką ogromna krzywdę mi zrobili, ile spustoszenia zasiali w moich uczuciach, to tęsknię, często o nich myślę, jak żyją, jak sobie radzą, czy myślą czasem o mnie...

95

Odp: Żal do rodziców.
macocha napisał/a:

a ja mimo tego , ze wiem jaką ogromna krzywdę mi zrobili, ile spustoszenia zasiali w moich uczuciach, to tęsknię, często o nich myślę, jak żyją, jak sobie radzą, czy myślą czasem o mnie...

a byłaś kiedys u psychologa lub psychoterapeuty>?

96

Odp: Żal do rodziców.

Nie.Póki co staram się sama sobie poradzić ze swoją przeszłością.Wiem, wiem zaraz wiele głosów powie, że powinnam iść bo sama sobie nie poradzę.Póki pracuje nad sobą i zaliczam kolejne etapy.Jak stane w miejscu to pójdę po pomoc.

97 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-07-26 11:47:36)

Odp: Żal do rodziców.
macocha napisał/a:

Nie.Póki co staram się sama sobie poradzić ze swoją przeszłością.Wiem, wiem zaraz wiele głosów powie, że powinnam iść bo sama sobie nie poradzę.Póki pracuje nad sobą i zaliczam kolejne etapy.Jak stane w miejscu to pójdę po pomoc.

Dobrze, że pracujesz.A w jaki sposób?

98 Ostatnio edytowany przez Koliber (2012-07-26 20:27:57)

Odp: Żal do rodziców.
macocha napisał/a:

nowa w tym wątku.
Czy mimo złych uczuć do swoich rodziców tęsknicie za nimi??

a ja ci powiem że nie mam jakiś złych uczuć do rodziców,a głownie do taty, wiem że był chory, źle robił, ale jakoś nie pałam nienawiścią, nie potrafię, czy tęsknie za nim, czasami tak...

macocha napisał/a:

a ja mimo tego , ze wiem jaką ogromna krzywdę mi zrobili, ile spustoszenia zasiali w moich uczuciach, to tęsknię, często o nich myślę, jak żyją, jak sobie radzą, czy myślą czasem o mnie...

hmm ja to rozumiem, może masz po prostu więcej uczuć dla nich niż oni dla ciebie razem wzięci...

99

Odp: Żal do rodziców.

Jak??
Przede wszystkim uczę się rozmawiać.Tak , uczę się bo to że miele ozorem nie znaczy , że umiem.
Dziś jak coś mnie boli to na spokojnie mówię - nie uciekam, nie pakuje się i nie daje dyla.Jak czegoś potrzebuje to mówię, nie ukrywam w obawie, że mogę kogoś nie zadowolić swoimi potrzebami, jak nie chce mi się czegoś zrobić to nie robię i już się nie obawiam, że ktoś się na mnie obrazi, jak chce wyjść to mówię o tym wcześniej a nie za 5 12 w obawie, że może nie będzie ktoś z tego zadowolony, nie boję się już alkoholu, nie paraliżuje mnie podczas imprezy.Trudno tak powiedzieć jak nad tym pracuje, poprostu kiedy przychodzi fala lęków zamykam oczy i powtarzam sobie w głowie - " jesteś dobrym człowiekiem, masz swoją wartość to tylko złe głosy przeszłości" otwieram oczy i jestem spokojniejsza.Byłam poniżana, bita i wypędzana z domu od 6 roku życia.Odkąd nie mieszkam z matką i nie mam z nią kontaktu mój związek jest szczęśliwy, spokojny, udany.Kiedy ona pojawia się choć na chwilę od razu panikuje...panikowałam teraz mój M mnie wspiera.

Co do tęsknoty pamiętam kilka świetnych chwil z moją mamą , było naprawdę świetnie...ale to były tylko chwile i za takimi chwilami tęsknię...wiem jednak że więcej było tego złego.Cieszę się , ze nie ma jej w moim życiu, jestem wreszcie bezpieczna.

100 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2012-07-27 13:35:07)

Odp: Żal do rodziców.

Do ojca mam żal o to, że pił.
Do matki o to, że porównywała mnie do niego.

Pozdrawiam,
A.

101

Odp: Żal do rodziców.

Ja mam do rodziców zal ogromny ktorego nie moge sie pozbyc... co chwile wyplakuje sie przez nich mojemu mezowi ze chcialabym miec takich rodzicow jak on.. z ktorymi sie dogaduje , moze im ufac i ktorzy sa normalni
Do mamy mam zal za to ze pije i zaniedlugo wyladuje na ulicy bo nie widzi nic poza alkoholem i siedzeniem w domu, za to ze musialam uciekac przez  nia z domu i wkoncu wyprowadzic sie w wieku 14 lat do babci.... za to ze wogole sie mna nie interesowla i miala tylko pretensje i mnie kochala jak chciala pieniadze na alkohol lub dlugi

A do taty za to ze zawsze jak mu zaufam to sie okazuje ze zle zrobilam bo nie mozna mu ufac ze wykorzystuje przeciwko mnie wszystko co mu powiem....mam tez zal o to ze czuje sie nikim przez niego... jak ktos obcy kogo nie powinno byc w jego zyciu... ze nie potrafi mi doradzic i pomoc tylko wykancza psychicznie pretensjami i tym ze jest taki falszywy w stosunku do mnie ;(

czasem odechciewa sie funkcjonowac , chcialoby sie nie wychodzic z lozka.... i tak przelezec reszte zycia ;(

102

Odp: Żal do rodziców.

Ja mam zal ze mnie nie oddali po urodzeniu do adopcji,byc moze ominelo by mnie tak przykre ,pelne bolesnych doswiadczen dziecinstwo.

103

Odp: Żal do rodziców.

odświeżam wątek,
jak czytałam niektóre z waszych historii to aż się wierzyć nie chce, że są wśród nas ludzie którzy to przeszli i mają się dobrze!
Doskonale rozumiem czym jest skrywanie żalu do rodziców, i jak bardzo potrafi być destrukcyjny w normalnym życiu.
Wreszcie dojrzałam do momentu konfrontacji! W życiu nie myślałam że to będzie takie trudne, ciągłe pytania w głowie czy dobrze zrobiłam, strach i niepewność, mój rozum wie że mam prawo wyrażać uczucia które są dla mnie bolesne, że mam w ogóle prawo wyrażać się na tyle sposobów na ile mi się podoba a jednak czuje się okropnie, jakbym miała rozsypać się na kawałki, zwłaszcza wtedy kiedy myślę o tym jak moja matka będzie się czuć czytając 10- stronnicowy list, który jej wysłałam, po tylu latach. Mam masakre w głowie! ale wiem, że jest to dla mnie konieczne,bardzo chce uniezależnić się emocjonalnie od matki i żyć swoim życiem, nie przedkładać jej uczuć nad swoje. Jeszcze nie wiem co mi odpisze i czy w ogółe bo sprawa jest świeża.
Mam nadzieje że  jest wśród was ktoś kto przeżył podobną sytuację bądź ktoś chętny podzielić się dobrym słowem, pozdrawiam

104

Odp: Żal do rodziców.

ja mam taki mały żal do taty,za moją siostrę,dlatego że gdy zmarła nasza mama ja miałam 19 lat,a siostra 12,po śmierci mamy tata zostawił ją samą,nie zajął się jak należy,wiem tez był załamany ale to właściwie było jeszcze dziecko,nie dał  jej wsparcia,ja już miałam wtedy swoje życie,robiłam wszystko aby się nie załamać śmiercią mamy i dzisiaj jakoś sobie żyję,na mojej siostrze jednak wszystko to bardzo się odbiło,jest zamknięta w sobie,jej świat to chłopak z którym mieszka,dom i ogródek,nie ma dzieci bo ich nie chce mieć,nie ma koleżanek,przyjaciół nawet ze mną nie potrafi rozmawiać,potrafi nawet mnie okłamać,trzy lata temu non stop piła a ma dopiero 25 lat,to jest mój jedyny żal do taty....bo po za tym jest wspaniały:)

105

Odp: Żal do rodziców.

to, że Twoja siostra żyje z facetem, ma swój ogródek i nie chce mieć dzieci ( właściwie jestem w stanie ją zrozumieć) to jest jej sprawa, nie musi spełniać kogokolwiek standardów w tym zakresie, niepokojące jest to że nadużywa jak piszesz alkoholu ale po takich ciężkich przejściach różnymi drogami człowiek ucieka albo w różny sposób zaczyna sobie radzić, a Ty nie mogłaś być dla niej wsparciem ? czy nie chciałaś? mogłyście się razem podbudowywać po śmierci mamy,
ale wrócę do mojego wątku i zapytam czy konfrontowałaś się z tatą odnośnie Twojego żalu ?
Czy są jeszcze wśród forumowiczów ludzie którzy przeszli konfrontację z rodzicami i mogliby się ze mną podzielić swoimi doświadczeniami ? albo Ci którzy się do niej zbierają? liczę na was ludziska bo mi głowa puchnie od przemyśleń ;-p

106

Odp: Żal do rodziców.

Ja kiedyś o tym myślałam, ale zrezygnowałam.

107

Odp: Żal do rodziców.

a dlaczego zrezygnowałaś?
nie wiem sama czy warto to robić...
zbierałam się do tego bardzo długo, przechodziłam przez etapy postracjonalizowania zachowania matki- pomagało na chwilę, po takich wzlotach i upadkach, które trwały kilka lat w pewnym momencie poczułam ogromną potrzebę zmiany tego stanu, obudziłam się o czwartej nad ranem zła potwornie zła, wybudzona snem w którym miałam do mamy pretensje, krzyczałyśmy w nim obie, czułam się zmęczona i wiedziałam jedno, że mam dość tego, że muszę coś z tym zrobić, wstałam i napisałam list, przeczytałam go bliskiej mi osobie, po trzech dniach wysłałam, dzisiaj dostałam informację zwrotną - ogromnie wzbudzającą poczucie winy, ale wiem że muszę stanąć za sobą, nie mogę w siebie zwątpić choć to cholernie trudne, czeka nas rozmowa, jak to napisała "w cztery oczy", boję się ale muszę dać radę , choć moją mamę bardzo trudno przegadać, nie wiem co z tego będzie, i czy dobrze zrobiłam okaże się po czasie.

108

Odp: Żal do rodziców.
cytrusowa napisał/a:

to, że Twoja siostra żyje z facetem, ma swój ogródek i nie chce mieć dzieci ( właściwie jestem w stanie ją zrozumieć) to jest jej sprawa, nie musi spełniać kogokolwiek standardów w tym zakresie, niepokojące jest to że nadużywa jak piszesz alkoholu ale po takich ciężkich przejściach różnymi drogami człowiek ucieka albo w różny sposób zaczyna sobie radzić, a Ty nie mogłaś być dla niej wsparciem ? czy nie chciałaś? mogłyście się razem podbudowywać po śmierci mamy,
ale wrócę do mojego wątku i zapytam czy konfrontowałaś się z tatą odnośnie Twojego żalu ?
Czy są jeszcze wśród forumowiczów ludzie którzy przeszli konfrontację z rodzicami i mogliby się ze mną podzielić swoimi doświadczeniami ? albo Ci którzy się do niej zbierają? liczę na was ludziska bo mi głowa puchnie od przemyśleń ;-p

z tym alkoholem skończyło sie kiedy tato mało co przez nia zawału nie dostał,bo tak doprowadziła jego,mnie i innych z rodziny do nerwów że przez miesiąc żyła praktycznie w zamknięciu,po za podwórko nie mogła wyjść
czy ja jej nie wspierałam?po śmierci mamy powiem szczerze że nie,miałam wtedy swój świat,teraz żałuję
mimo to i tak mieszkałam w moim rodzinnym domu,właśnie z/g na nią,chociaż miałam już swoją rodzinę i możliwości mieszkania gdzie indziej,
wsparłam ją dużo jak piła,ratowałam z każdej strony,błagałam aby przestała,otrzeźwiło ja chyba to że pewnego dnia mogłaby zostać sama ze swoim piciem,bo wszyscy odwróciliby się od niej,był taki moment kiedy juz miałam dosyć i chciałam iść do gminy czy opieki i zgłosić że pije

tacie nigdy nie powiedziałam o moim żalu i nigdy nie powiem chyba że kiedyś się napiję:)i palnę przypadkowo
nie chce go denerwować i tak swoje już przeszedł,mimo to jest super ojcem i dziadkiem:)
był czas kiedy się nie odzywaliśmy przez jego babke którą sobie znalazł 4 lata po śmierci mamy,ale juz jest ok

109

Odp: Żal do rodziców.

cytrusowa zrezygnowałam, bo zrozumiałam, że jakkolwiek bym tej sprawy nie ruszyła, nic mi nie pomoże, jeśli nie załatwię ją sama ze sobą; moja matka ma zupełnie inną mentalność, zupełnie inne spojrzenie na ten sam świat, ona po prostu by nawet tego nie pojęła, żadna konfrontacja nie ma najmniejszego sensu, ona w swoich oczach jest idealna i wszystkie problemy od zawsze zamiatała pod dywan.

Do wielu spraw doszłam sama, miałam momenty "przełomu" gdy kilka rzeczy sobie uświadomiłam, na pewno ogromnym sukcesem było zwalczenie poczucia winy w sobie; moja matka nie ma już wpływu na moje emocje.

110

Odp: Żal do rodziców.

catwoman to chyba to co najważniejsze osiągnęłaś smile
moja matka jest bardzo podobna, nigdy nie widzi problemów, zawsze jest "hej do przodu" i nie przyznaje się do własnych błędów- typ antyrefleksyjny ;-p ma to swoje dobre i złe strony ale list napisałam dla siebie nie dla niej.

111

Odp: Żal do rodziców.

Ja mam żal do matki o to że nigdy nie miała dla mnie czasu w dzieciństwie, nie szanowała mnie. ZOstawiała mnie z wszystkimi problemami.Ojciec wieczne narzekanie, jego chore problemu a ja na dalszy plan. Ocknęli się trochę dopiero jak wpadłam w załamanie nerwowe nikt nie wiedział co mi jest na siłę chcieli wyciągnąć ode mnie inny powód niż oni(pod strachem że wyślą mnie do zakładu psychiatrycznego).typu problemy w szkole z koleżankami itp. Potrzebowałam psychologa kogoś z kim mogłabym porozmawiać a nie lekarza rodzinnego! Nie wyleczyłam się z tego nie pomogli mi w tym, gdy pojawia się jakiś problem nie radzę sobie umiem tylko usiąść i płakać. Najczęściej wybucham wtedy płaczem. To cały czas jest we mnie po prostu nauczyłam się z tym żyć! Relacje z rodzicami są teraz dobre najlepsze mam z mamą,dobrze się dogadujemy, często rozmawiamy czekam na odpowiedni moment aby jej o tym wszystkim opowiedzieć.Szkoda że jej wtedy przy mnie nie było!:(

112

Odp: Żal do rodziców.

O to że w ogóle żyję.

113

Odp: Żal do rodziców.
brzydulla napisał/a:

O to że w ogóle żyję.

a dlaczego?

114

Odp: Żal do rodziców.

u mnie to istna patologia...już opisywałam tu jak moi rodzice mi wszystko wypominają...wyliczają....materializm na 1 miejscu plus gnębienie ...że wiecznie człowiek jest zły...do tego krzyki, wyzwiska....
jest też duży problem którego nie znoszę...otóż moi rodzice cenią sobie spokój i cisze...ale przesadną.W domu muszę chodzić jak na paluszkach...jak przychodziły do mnie koleżanki matka potem miała pretensję że za głośno się śmiały lub że za głośno drzwiami trzepnęły od łazienki hmm nosz ku*** nie da rady tu nikogo ugościć. Młoda jestem i chociaż bym chciała to zero imprez w domu, odpadają grile na podwórku, nikt tu nie przychodzi bo ludzie wiedzą jacy są moi rodzice....najgorsze że nawet jak na dwór wyjdę wieczorem to już łażą za mną jak cień ....tak samo jak samochód odpalę na dworze to zaraz w oknach co ja robię że hałas hmm jak wychodzimy wieczorem gdzieś z chłopakiem na dwór czy ogólnie gdzieś to aż wstyd ale trzeba bardzo po cichu i najlepiej po ciemku bo też  przeszkadza im że zapala się światło ...ja to w tym domu czuje się nieswojo....jak pod jakimś terrorem...i pytanie jak tu może kiedyś być małe dziecko jak oni takie problemy z głowami mają ?????moje koleżanki przestały do mnie przyjeżdżać wolały żebym to ja je odwiedzała...teraz mam 22 lata i mam zero koleżanek...mam koleżanki na sms typu "co słychać"...ale tym tak bardzo się nie przejmuje bo mam chłopaka...ale mój chłopak tez bardzo nieswojo tu się czuje...nawet kiedyś mi powiedział że dla niego to nienormalne żeby w domu musiała być taka cisza....
ale jak ojciec wypije i robi awantury matce i kłócą się pól nocy że spać się nie da to tego nie zauważają....albo tego że jak oglądają film i śmieją się że aż cały dom dudni to też nie...ale ja nie mogę tak bo wtedy już przychodzą z pretensjami że za głośno....boże...............................chcę stąd uciec jak najdalej

115

Odp: Żal do rodziców.

Jak czytam wypowiedzi osób źle traktowanych przez najbliższych, to " nóż w kieszeni sie otwiera" Nie wyobrażalne jest dla mnie takie postępowanie ojca czy matki w stosunku do dziecka jak opisują osoby na tym forum. Może zacznę od siebie . Miałam 3 starszych braci i ja długo oczekiwana córka ( oczko w głowie mojego ojca ). Dom był czysty, ale biedny. W domu nigdy nie było mowy o pieniądzach, albo nie słyszałam o tym. Rodzice nie powtarzali, że kochają, ale ja to wiedziałam. Gdy ojciec wracał z zebrania szkolnego to zawsze głaskał mnie po głowie, że taki jest dumny. Mama próbowała swoją miłość podzielić na nas 4 , ale wtedy myślałam, że mnie nie kocha. To ojciec mnie faworyzował, a moi bracia " pękali" z zazdrości.Nigdy nawet gdy zaszłam w ciąże przed ślubem nie powiedział złego słowa ( a wiedziałam, że to go boli  ). Będąc na 3 roku studiów przyjechał do mnie, a ja mu z płaczem wyznałam że jestem w ciąży. Powiedział tylko " czego płaczesz, ja szedłem na śmierć i nie płakałem a ty płaczesz, że dziecko sie urodzi. Jesteś ani pierwsza, ani ostatnia. Zaczął śpiewać i poprosił o herbatę, bo przyjechał 100 km. Moje koleżanki oniemiały z wrażenia, bo myślały, że będzie pasowanie. Był zwykłym, prostym człowiekiem, ale zawsze był dobry dla innych i dla nas też.  Nigdy nie pił alkoholu, że ja sama w dorosłym życiu nie umiałam poznać pijanego , który był po kilku głębszych. Potrafił dzielić się z innymi, cieszył się jak mógł komuś coś pomóc, doradzić. Jak ja go bardzo kochałam, mamę natomiast zrozumiałam gdy sama byłam dorosła. To ona swoje ostatnie 7 lat spędziła w moim mieszkaniu, umarła mając 90 lat. To ciepło rodzinne towarzyszy mi przez całe życie, jestem pogodna i wyrozumiała i jest mi z tym dobrze.Jestem szczęśliwa, że miałam taki ciepły i kochający dom. To jest kapitał na całe zycie. Z całego serca zyczę wam wszystkim takiego domu na skraju wsi, pośród białych brzóz. Jeśli kogoś spotkało nieszczęście majac złych, nieodpowiedzialnych rodziców czy opiekunów to potrzebna jest terapia psychologiczna, bądź nawet z psychiatrą. Im szybciej się wybaczy, tym łatwiej się żyje. To strasznie przykre jak ojciec czy matka od dziecka poniża i rani, ponieważ taka sytuacja nie pomoże tak łatwo  rozwinąć skrzydeł w dorosłym życiu. Dzisiaj mam prawie 60-lat i też borykam się z wieloma problemami, ale ten kapitał przekazany przez moich rodziców z pośród tych białych brzóz pozostanie na zawsze, nawet gdzieś daleko od rodzinnych stron. Życie weryfikuje nasze marzenia, nasze plany- lecz niestety zawsze kiedyś się kończy i za zło, które zostanie uczynione tym najmłodszym przyjdzie kiedyś zapłacić.

116

Odp: Żal do rodziców.

Żal to jest za duże slow.Byly sytuacje i zachowania rodziców ktore nie podobaly mi sie i w środku samej siebie czulam bunt, ale nie uzewnetrznialam go bo by to zadnego pozytku nie przyniosło.Lecz z drugiej strony odrazu alibi mi nachodzi,ze moze dzieki temu jacy wymagajacy i tygorystyczni byli to nie sprowadzilam sie na zlą droge, edukacja pomyslnie przebiegla,kłopotów z prawem nie mam i dosyc porządnie rodzice sie przylozyli do wychowania
Pisalam kiedys w innym watku,jak sie spelnialo rodzicow nakazy i wymagania wtedy otrzymywalo sie godne traktowanie i przywileje, jesli nie to było zimno i gniewnie  smile
W moim doroslym zyciu czasami za bardzo próbowali sterowac ,ale szybko w mig ucinalam ich apodyktyczne żądze i rodzice to respektowali ,mimo ze nie zawsze pochwalali moje decyzje podjete,to jednak bagna nie robili i komentarze dla siebie powstrzymywali
Mnie akurat utwardziło w jakim domu sie wychowywalam,nie złamało,rygor panowal od zawsze,dzieki temu nigdy nie mialam problemu z samodyscypliną i nie łamie sie przy byle jakim problemie tongue
Szacunek jest obydwuch stron do siebie nawzajem

117

Odp: Żal do rodziców.

Ja nie mam zalu do rodzicow,ale napisze przewrotnie.....czy RODZICE MAJA ZAL DO SWYCH DZIECI.
Ja  mialam dobre dziecinstwo i mlodosc,zawsze moglam liczyc na rodzicow,a szczegolnie na mame,ona byla mi drogowskazem,ale nie nauczyla mnie asertywnosci,wiec jestem przez wszystkich wykorzystywana w imie "uczynnosci".Po fakcie  pomysle jakim jestem" łosiem"Kocham moje dzieci ...mam ich 2 ,ale jedeno dziecko ziemskie,a drugie anielskie.Oddalabym wszystko,aby  moj starszy syn (bardzo dorosly)byl szczesliwym,zeby mial we mnie oparcie i liczy sie tak naprawde tylko ON i JEGO RODZINA.........mysle ,ze jest egoistyczny....ot tak troche,bo u niego jest na pirwszym miejscu jego rodzina(i tak powinno byc).....a pozniej daleko ,daleko rodzice i przypomni sobie o nas kiedy ma swoje potrzeby np zajac sie jego dziecmi.Boje sie swiat,bo boje sie ,ze bedziemy sami..............on nie spyta czy nam cos moze brakuje,a o malych upominkach nie wspomne(w jego oczach nam sie nic nie nalezy,bo jestesmy dorosli,ale sam chetnie  patrzy ,co ma pod choinka :)Ja o nich zawsze pamietam,chociaz by mi brakowalo ,ale oddalabym im wszystko,zeby tylko  widzial jacy sa dla nas wazni!!!! BARDZO BOJE SIE SWIAT I SAMOTNOSCI!!!!!! ;(

118

Odp: Żal do rodziców.

Ogromny żal do matki która nas zostawiła bez grosza i warunków do życia z ojcem alkoholikiem, nie mogę do tej pory jej tego wybaczyć a już minęło 7lat... kocham ją bo to matka ale zawsze jak się spotkamy to w środku aż mnie skręca żeby jej to powiedzieć.

119

Odp: Żal do rodziców.

Miałem cudowne dzieciństwo, które skutkuje cudownym życiem dorosłego człowieka, ale, ale... muszę o czymś powiedzieć...

Rodzice wykasowali całą strefę związaną z dziewczynami. Nie mogłem z nikim chodzić, z nikim się spotykać, nikogo całować. To była konspiracja. Raz kazali zerwać z dziewczyną, innym razem jak wyszło że się z jakąś całowałem to miny mieli co najmniej jakbym hańbę na wspaniałą rodzinę przyniósł. To była dobra szkoła kłamstwa, w imię ideałów chrześcijańskich. Krucjata gwałcąca podstawowe prawa człowieka w imię dobrego wychowania.

120

Odp: Żal do rodziców.

Ban ale ważne jest to co ty sam o sobie myślisz , oraz to czy mimo tego co ci fundowali miałeś normalne relacje potem z kobietami.

Jeśli od początku wiedziałeś że to co robią twoi rodzice w temacie kobiet jest niewłaściwe, że ty sam umiesz ocenić kto pasuje do ciebie lub nie, to wtedy nie masz zaburzeń powstałych po błędach wychowawczych.
Jeśli mimo wszystko teraz umiesz założyć trwałe związki, szanujesz siebie oraz swoje kobiety to najważniejsze już wygrałeś. Nie dałeś złamać sobie właściwego obrazu relacji damsko męskich.

121

Odp: Żal do rodziców.
joasia2620 napisał/a:

Czyzbym byla jedyna ktora jednak ma gdzies w srodku żal????Uwierzcie mi-nie chce miec pretensji i żalu i chce by to przestalo bolec...tak cholernie bolec ale nie umiem sobie z tym poradzic;-( Nie zebym co dzien siedziala i rwała włosy z głowy ale czesto przeszłosc gryzie od środka...Mam żal ze rzadne z nich nigdy nie powiedziało mi ze mnie KOCHA,że ojciec pił cale moje dziecinstwo,że znecał sie nade mna i moim rodzenstwiem psychicznie.Zawsze mowil ze jestem beznadziejna,glupia i ze jestem nikim...Mama musiala pracowac-malo bywala w domu,praktycznie wychowala mnie starsza siostra.Dzis sama jestem mama i żona i bronie sie z calych sil by moj synek mial wszystko to czego ja nie mialam.Nie ma dnia zebym mu nie powiedziala ze go kocham nad zycie,mowie jak bardzo jestem dumna i jaka szczesliwa ze poprostu JEST...Chdzilam do psychologa bo nie umialam sobie poradzic z przeszloscia ale jak widac to silniejsze ode mnie.Pamietam jak dzis pierwsza wizyte u pani psycholog-miala dla mnie pol godziny i spytala na poczatku,,CO U MNIE,,a ja zaczelam zdanie od slowa ,,ROZNIE,,i dalsze 25 min.opowiadalam TYLKO o OJCU,nieswiadomie..Na koncu pani psycholog spytala czy wiem o czym mowilam,a ja chwile pomyslalam i zlapalam sie za glowe-bo zrozumialam GDZIE TKWI MOJ PROBLEM i jak gleboko we mnie siedzi............;-(((((Chce sie tego pozbyc ale mysle ze to rownalo by sie z WYBACZENIEM -WYBACZENIEM SLOW-,,TY s..o ,, Jestes dnem,jestes nikim,,-ale nie potrafie!!!Mecze sie z tym ale nie potrafie!Kazdego dnia czuje sie jak NIKT,czuje sie glupsza od wszystkich,czuje sie brzydsza,zaaaaaawsze mam gorzej od innych i wiem ze OJCIEC MI TO WPOIŁ.Byc moze znowu wybiore sie do psychologa bo męcze sie strasznie...Żal zostanie na zawsze...NIESTETY!!!

Patrzę czasem na siebie i mam wrażenie ,że moja rodzina mnie niszczy od środka. Właśnie cały czas mam do nich jakiś żal. Miałam super dzieciństwo , zawsze miałam wszystko co chciałam. I może żałuję właśnie tego,że zawsze dawali mi co chciałam(chodzi o rzeczy materialne), bo może przez to jetem czasem niewyrozumiała. Mam pretensje do ojca,że jest takim egoistą,że zawsze zostawiał mnie i brata z mamą, wyjeżdżał sobie do swoich rodziców i zostawiał ją samą z nami małymi. Mam żal ,że nigdy nie interesował się mną i bratem, nigdy nie zadzwonił , nie martwił się. Przez to ,że nie przypilnował mojego brata teraz są z nim wieczne problemy, duże problemy. Mama zawsze dbała, robiła co mogła, opiekowała się nami, ale też jej często nie było i nie ma, bo pracuje po 12 godzin, na rano i nocki, tata też ciągle pracuje, a po pracy nic więcej już go nie obchodzi. Teraz brat nie chce iść do pracy, nie uczy się, źle się zachowuje, wyzywa mnie od najgorszych, ciągle bierze pieniądze, kredyty... Tonie w długach. Nie mam na kogo liczyć. Do tego nie utrzymujemy tak z rodziny z nikim kontaktu ,a moja jedyna ciotka nie chcę iść na leczenie psychiatyczne, i babcia która z nią mieszkała mieszka z nami jest nas teraz 5 plus duży pies w dwóch pokojach. Nie mam przestrzeni, źle się czuję. Ciągle przez to dodatkowo każdy się kłóci. Ciotka ciągle wydzwania do nas, my na razie nic nie możemy zrobić... Dla mnie to wszystko to jest za dużo.. Mam problemy z nawiązywaniem kontaktów, czuję się samotna i właśnie o to wszystko mam żal, choć nie chcę go mieć, ale mam .............Czasem ich wszyskich mam dość i ich nie nawidzę... Boli mnie to,że tak piszę...

122

Odp: Żal do rodziców.

Właśnie mam jeszcze żal za to,że ciągle ojciec z bratem powtarzają mi ,że nic nie umiem nie potrafię,że inni to to tamto. Ja czasem się tak namęczę tylko narobię,a oni mi mówią ,że ja nic nie robię ,że źle . Ciągle negatywnie. Tak mi jest źle. Każdy mi dogaduje. Jak mam w siebie wierzyć?

123

Odp: Żal do rodziców.

Witajcie !

Mam nadzieję, że nie zostanę źle odebrany. Mam na imię Andrzej a poniżej fragment mojej historii.
Pochodzę z ubogiej rodziny i niestety na wszystko musiałem zapracować sam, wykształcenie, mieszkanie samochód inne dobra itp. Jednak odczułem izolację od rodziny w 1999 roku, kiedy to odszedł mój tato (rak). Od tego czasu mama była pod wpływem dwóch moich sióstr, które zaczęły układać moje życie. Historia miała ułożyć się między innymi tak, abym został starym kawalerem i opiekował się mamą. Jednak, w drugą stronę czułem się jako służący, osoba gorszego rzędu. Ja musiałem naszykować, przygotować, zrobić, a zasługi przypisywało sobie rodzeństwo. Ja byłem od czarnej roboty, a od świętowania, niedzielnych darmowych obiadków pozostali. I najgorsze to podsycenie jak ja mam dobrze, a oni źle. Jakie były pretensje do mojej osoby, gdy odszedłem z pracy, w której właściciel nie płacił wynagrodzenia, przecież miałem tam tak dobrze. I się wtedy zaczęło. Był to przełom 2001 i 2002 roku, kiedy się zacząłem spotykać  moją obecną żoną. Mając już dość kwasu w domu postanowiłem się wyprowadzić do Anity. Obraza majestatu była taka, że przez trzy lata zerwane zostały wszelkie kontakty. Mama była postawiona pomiędzy młotem a kowadłem, ale nacisk ze strony sióstr nie ułatwiał jej życia. Sytuacja z listopada 2002 roku, kiedy to trafiłem na obserwację do szpitala. Akurat na przełomie 1 listopada, wiadomo szał, odwiedzanie grobów zmarłych, a ja na obserwacji na oddziale zakaźnym. Mama zaprosiła niedoszłą synową do swojego domu na obiad, to jak pamiętam z opowieści, siostry od razu dały przyszłej żonie do zrozumienia, że nie jest dobrą partią dla mnie. Przełamanie lodów rodzinnych nastąpiło dopiero w 2006 roku, ukończyłem studia i następnym krokiem, był ożenek. Wbrew wszystkim, ich ambicjom i oczekiwaniom zrobiliśmy swoimi siłami wesele dla całej rodzinki ( dla 100 osób), nastąpiło zawieszenie broni.
Żona także nie miała kolorowo. Mieszkała z wiecznym wolnym duchem, uzależnionym od alkoholu ojcem. Popadł w nałóg po śmieci żony, Anity mamy, około 1998 roku. W domu go więcej nie było niż był. Zmieniał kobiety jak rękawiczki, ale każda w pewnym momencie się na nim poznawała. Żadna osoba nie będzie dzielić miłości na wybrankę jego życia czyli wódkę. Także był w Przemyślu, Darłowie, Szczecinie, Gdańsku i cholera wie gdzie jeszcze. Gdyż formą jego kontaktu była zawsze kartka typu ?musiałem pilnie wyjechać? i ginął na miesiąc, rok lub kilka lat. Został odnaleziony przed naszym ślubem i obiecał w prezencie ślubnym mieszkanie, w którym mieszkaliśmy ( należało do niego) ? mieszkanie wyremontowaliśmy, wyposażyliśmy w nowe sprzęty, ale na obietnicy się skończyło (byłem tam wiecznym lokatorem z koniecznością płacenia czynszów, opłat eksploatacyjnych, mediów itp., ale bez meldunku, a o posiadaniu obiecanego własnego M już nie marząc) . Żyliśmy sobie, życie się w miarę układało, wszystkie żale po dawnych nieporozumieniach poszły w niepamięć. Wszystko szło dobrze do 2010 roku. Rozpoczęły się nasze problemy finansowe, żona straciła pracę, chwilę później i ja. Ostatnimi siłami ratując się z opresji postawiliśmy wszystkie nasze oszczędności na jedną kartę i otworzyliśmy działalność gospodarczą, która okazała się niewypałem i wtopiliśmy 250 tysięcy złotych. Tu przelała się czara goryczy. Wobec narastających problemów cała rodzina się od nas odwróciła, od nikogo nie można było liczyć na pomoc. W zamian tylko były narzekania, że przecież było dobrze, po coś się zadłużał, teraz masz jeszcze więcej problemów. W momencie kiedy komornik zajął  mieszkanie, siostry się ode mnie odizolowały ( praktycznie z dnia na dzień), a ponieważ na nieruchomości widniało nazwisko teścia, ten powrócił ratować resztki dobytku (w końcu siadł mu na emeryturę). Tak ratował, że lokalny sklep monopolowy miał zwiększone obroty na wódce. Zaczęły się pogróżki, dochodziło do rękoczynów. Kilkukrotnie interweniować musiała policja, gdyż przebywanie z nim było nie do zniesienia. Odgrażał się nam, że Nas pozabija. Decyzją ostatniej szansy była całkowita izolacja od tak niesprzyjającego otoczenia. Doszło do tego, że z żoną wracaliśmy późną nocą do mieszkania, aby uniknąć awantur i pogróżek. W końcu mając już psychicznie dość, wyprowadziliśmy się do innego miasta, próbując odbudować to co straciliśmy. Dlaczego to piszę. Otóż, nikomu tak naprawdę, krzywdy nie zrobiłem, a dlaczego czuję się tak podle. Postawiłem, na złe karty. Źle to wszystko rozegrałem i płacę za to bardzo wysoką cenę. Nie dość że finansową, to dlaczego dostaję jeszcze po zaworach presją psychiczną. Dziś zadzwoniłem do mamy (tak w wigilię), rozmowa trwała 3 minuty. Nie było sensu marnować tych minut połączenia. W słuchawce, znowu dało się wyczuć dawny żal, że zostawiłem tu tylko problemy i rozpoczęło się narzekanie na moją osobę. Na to, że przejechałem się na zaufaniu do najbliższych osób. Naprawdę czuję się totalnie niechciany i niekochany. O teściu nie wspomnę. Odgraża się Nam do tej pory. Wypisuje na portalach społecznościowych, że Nas zabije. Mimo, że kocham mamę, teścia można powiedzieć toleruję to nie rozumiem, dlaczego wobec mojej osoby jest tyle zawiści. Długi zaciągnięte wobec instytucji bankowych staramy się sukcesywnie prostować. Chcemy to pospłacać i zamknąć ten temat życia. O powrocie do rodzinnego miasta jednak nie mam co marzyć. Nie ma tam dla Nas dachu nad głową, chyba że u dalszej rodziny lub znajomych, którzy mają na to inny punkt widzenia. Jednak to prawda, że z rodziną to dobrze na zdjęciach wygląda.
Powiem tylko tyle, naprawdę jest mi przykro. Są to pierwsze moje święta, które spędzam tylko z żoną. Czując odrzucenie i odrazę do mojej osoby (po telefonie do mamy). Z drugiej strony poniekąd czuję się szczęśliwy, gdyż wyrwałem się z tego bagna ciągłej porażki i dołowania. Wiem, że te osoby bardzo kocham, tyle że nie potrafię niestety do nich dotrzeć. Wiecznie niezadowolone, gderliwe i marudne. Zainteresowane tylko swoim ja. Szkoda mi ich, szkoda że nie mogę im pomóc.

Pozdrawiam i życzę wesołych świąt

Andrzej

124 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2012-12-28 22:15:27)

Odp: Żal do rodziców.
lena812 napisał/a:
brzydulla napisał/a:

O to że w ogóle żyję.

a dlaczego?

Bo  jest okropnie...
Niestety mam geny które utrudniają mi przeżycie we współczesnym świecie. Chyba po mamie - sama zawsze  mówiła osobie 'beztalencie' a ja jestem strasznie podobna. Fizycznie i psychicznie. Mam te same ograniczenia. Brak przebojowości, zdolności nawiązywania kontaktów, kreatywności- wszystko w dzisiejszych czasach jest niezbędne,chociażby w szczątkowych ilościach żeby przetrwać. Zeby nie było wątpliwości jestem też okropnym antytalentem we wszystkich sztukach i sportach.

No po co, jak się ma geny beztalencia, przekazywać je dalej i skazywać kogoś następnego na beznadziejną egzystencję???

125

Odp: Żal do rodziców.

Masz rację brzydulla.

126

Odp: Żal do rodziców.
scippy00 napisał/a:

Witajcie !

Mam nadzieję, że nie zostanę źle odebrany. Mam na imię Andrzej a poniżej fragment mojej historii.
Pochodzę z ubogiej rodziny i niestety na wszystko musiałem zapracować sam, wykształcenie, mieszkanie samochód inne dobra itp. Jednak odczułem izolację od rodziny w 1999 roku, kiedy to odszedł mój tato (rak). Od tego czasu mama była pod wpływem dwóch moich sióstr, które zaczęły układać moje życie. Historia miała ułożyć się między innymi tak, abym został starym kawalerem i opiekował się mamą. Jednak, w drugą stronę czułem się jako służący, osoba gorszego rzędu. Ja musiałem naszykować, przygotować, zrobić, a zasługi przypisywało sobie rodzeństwo. Ja byłem od czarnej roboty, a od świętowania, niedzielnych darmowych obiadków pozostali. I najgorsze to podsycenie jak ja mam dobrze, a oni źle. Jakie były pretensje do mojej osoby, gdy odszedłem z pracy, w której właściciel nie płacił wynagrodzenia, przecież miałem tam tak dobrze. I się wtedy zaczęło. Był to przełom 2001 i 2002 roku, kiedy się zacząłem spotykać  moją obecną żoną. Mając już dość kwasu w domu postanowiłem się wyprowadzić do Anity. Obraza majestatu była taka, że przez trzy lata zerwane zostały wszelkie kontakty. Mama była postawiona pomiędzy młotem a kowadłem, ale nacisk ze strony sióstr nie ułatwiał jej życia. Sytuacja z listopada 2002 roku, kiedy to trafiłem na obserwację do szpitala. Akurat na przełomie 1 listopada, wiadomo szał, odwiedzanie grobów zmarłych, a ja na obserwacji na oddziale zakaźnym. Mama zaprosiła niedoszłą synową do swojego domu na obiad, to jak pamiętam z opowieści, siostry od razu dały przyszłej żonie do zrozumienia, że nie jest dobrą partią dla mnie. Przełamanie lodów rodzinnych nastąpiło dopiero w 2006 roku, ukończyłem studia i następnym krokiem, był ożenek. Wbrew wszystkim, ich ambicjom i oczekiwaniom zrobiliśmy swoimi siłami wesele dla całej rodzinki ( dla 100 osób), nastąpiło zawieszenie broni.
Żona także nie miała kolorowo. Mieszkała z wiecznym wolnym duchem, uzależnionym od alkoholu ojcem. Popadł w nałóg po śmieci żony, Anity mamy, około 1998 roku. W domu go więcej nie było niż był. Zmieniał kobiety jak rękawiczki, ale każda w pewnym momencie się na nim poznawała. Żadna osoba nie będzie dzielić miłości na wybrankę jego życia czyli wódkę. Także był w Przemyślu, Darłowie, Szczecinie, Gdańsku i cholera wie gdzie jeszcze. Gdyż formą jego kontaktu była zawsze kartka typu ?musiałem pilnie wyjechać? i ginął na miesiąc, rok lub kilka lat. Został odnaleziony przed naszym ślubem i obiecał w prezencie ślubnym mieszkanie, w którym mieszkaliśmy ( należało do niego) ? mieszkanie wyremontowaliśmy, wyposażyliśmy w nowe sprzęty, ale na obietnicy się skończyło (byłem tam wiecznym lokatorem z koniecznością płacenia czynszów, opłat eksploatacyjnych, mediów itp., ale bez meldunku, a o posiadaniu obiecanego własnego M już nie marząc) . Żyliśmy sobie, życie się w miarę układało, wszystkie żale po dawnych nieporozumieniach poszły w niepamięć. Wszystko szło dobrze do 2010 roku. Rozpoczęły się nasze problemy finansowe, żona straciła pracę, chwilę później i ja. Ostatnimi siłami ratując się z opresji postawiliśmy wszystkie nasze oszczędności na jedną kartę i otworzyliśmy działalność gospodarczą, która okazała się niewypałem i wtopiliśmy 250 tysięcy złotych. Tu przelała się czara goryczy. Wobec narastających problemów cała rodzina się od nas odwróciła, od nikogo nie można było liczyć na pomoc. W zamian tylko były narzekania, że przecież było dobrze, po coś się zadłużał, teraz masz jeszcze więcej problemów. W momencie kiedy komornik zajął  mieszkanie, siostry się ode mnie odizolowały ( praktycznie z dnia na dzień), a ponieważ na nieruchomości widniało nazwisko teścia, ten powrócił ratować resztki dobytku (w końcu siadł mu na emeryturę). Tak ratował, że lokalny sklep monopolowy miał zwiększone obroty na wódce. Zaczęły się pogróżki, dochodziło do rękoczynów. Kilkukrotnie interweniować musiała policja, gdyż przebywanie z nim było nie do zniesienia. Odgrażał się nam, że Nas pozabija. Decyzją ostatniej szansy była całkowita izolacja od tak niesprzyjającego otoczenia. Doszło do tego, że z żoną wracaliśmy późną nocą do mieszkania, aby uniknąć awantur i pogróżek. W końcu mając już psychicznie dość, wyprowadziliśmy się do innego miasta, próbując odbudować to co straciliśmy. Dlaczego to piszę. Otóż, nikomu tak naprawdę, krzywdy nie zrobiłem, a dlaczego czuję się tak podle. Postawiłem, na złe karty. Źle to wszystko rozegrałem i płacę za to bardzo wysoką cenę. Nie dość że finansową, to dlaczego dostaję jeszcze po zaworach presją psychiczną. Dziś zadzwoniłem do mamy (tak w wigilię), rozmowa trwała 3 minuty. Nie było sensu marnować tych minut połączenia. W słuchawce, znowu dało się wyczuć dawny żal, że zostawiłem tu tylko problemy i rozpoczęło się narzekanie na moją osobę. Na to, że przejechałem się na zaufaniu do najbliższych osób. Naprawdę czuję się totalnie niechciany i niekochany. O teściu nie wspomnę. Odgraża się Nam do tej pory. Wypisuje na portalach społecznościowych, że Nas zabije. Mimo, że kocham mamę, teścia można powiedzieć toleruję to nie rozumiem, dlaczego wobec mojej osoby jest tyle zawiści. Długi zaciągnięte wobec instytucji bankowych staramy się sukcesywnie prostować. Chcemy to pospłacać i zamknąć ten temat życia. O powrocie do rodzinnego miasta jednak nie mam co marzyć. Nie ma tam dla Nas dachu nad głową, chyba że u dalszej rodziny lub znajomych, którzy mają na to inny punkt widzenia. Jednak to prawda, że z rodziną to dobrze na zdjęciach wygląda.
Powiem tylko tyle, naprawdę jest mi przykro. Są to pierwsze moje święta, które spędzam tylko z żoną. Czując odrzucenie i odrazę do mojej osoby (po telefonie do mamy). Z drugiej strony poniekąd czuję się szczęśliwy, gdyż wyrwałem się z tego bagna ciągłej porażki i dołowania. Wiem, że te osoby bardzo kocham, tyle że nie potrafię niestety do nich dotrzeć. Wiecznie niezadowolone, gderliwe i marudne. Zainteresowane tylko swoim ja. Szkoda mi ich, szkoda że nie mogę im pomóc.

Pozdrawiam i życzę wesołych świąt

Andrzej

przykre jest to, ze chce sie okulawiac jednego z czlonkow rodziny, aby zajął sie rodzicami:(

127

Odp: Żal do rodziców.

A ja tam nie mam żalu do nikogo,

128

Odp: Żal do rodziców.

powiedzcie mi czemu ludzie tacy są okropni... pisałam o tym nie raz że mam koszmar w domu. od zawsze jakieś problemy...ojciec niszczy mnie psychicznie...zawsze nic mu się nie podoba...nie poszłam na studia bo on tak chciał, poszłam do pracy bo też on tak chciał...
osobiście boi się mojego chlopaka, nie potrafi przy nim wypowiedzieć swojego zdania...ale poza jego plecami non stop mi dogryza że go słucham ...uważa że wszystkie podjęte przeze mnie dezycje to jakaś masakra...miałam mies. temu stłuczkę - dostałam odszkodowanie a on non stop gada że to moja wina !!!!!! był przy nim rzeczoznawca przecież widział że oglądał samochód zeby określić jego straty a on gada że to ja spowodowałam tą stłuczkę...do samochodu nawet grosza nie dorzucił a do portfela zaglądać by chciał...najlepiej zebym dawała mu całą pensję co mies...i tak byłoby źle. jestem jedynaczką , mam dostać ten dom...ale jak w nim mieszkać z nim jak on zachowuje się jak psychol ?! zarabiam mało...jak chciałam odkładać kasę na samochód to musiałam na jedzeniu oszczędzać...w szybkim tempie schudłam 5 kg. a to jak dla mnie dużo bo mam niedowagę...teraz już mam mega niedowagę...oprócz tego zjadają mnie nerwy...

129

Odp: Żal do rodziców.

Ja mam żal do obojga rodziców.
Do ojca za pijackie awantury, znęcanie się psychiczne i fizyczne nad matką, powtarzanie,że jestem nikim i nic w życiu nie osiągnę.
O to jak nas traktował. O to,że musieliśmy uciekać z domu w środku nocy, żeby nam nie zrobił krzywdy.
Powtarzał, że nie jestem jego córką. Z trójki mojego rodzeństawa ,tylko na mnie nie płacił później alimentów.
Do matki mam żal, że za długo pozwalała na to, żebyśmy patrzyli na to co on wyprawia w domu. O to, że mój 9 letni brat musiał patrzeć i słuchać awantur. Mimo,że był malutki,pamięta co działo się jak tata wracał pijany. Patrzył, jak ojciec leje matkę, jak mi i siostrze nieraz się oberwało, jak stawałyśmy w jej obronie.
Mam żal, że nie nauczyła mnie mówic o swoich problemach i emocjach,że jak miałam problem to nie mogłam z nią o tym porozmawiac. Każda próba rozmowy kończyła się kłótnią.
Mam do niej żal, że faworyzowała moją siostrę.  Dostawała wszystko to, na co ja sama musiałam ciężko zarobić.
W momentach kiedy potrzebowałam jej wsparcia i dobrego słowa, nie mogłam na nią liczyć.
Teraz, kiedy nie mieszkam w polce, mamy dobry kontakt. Często ze sobą piszemy i rozmawiamy, ale wiem, że nie chciałabym z nią znowu mieszkać. Nawet kiedy przyjeżdżam do polski na urlop, zawsze zatrzymuje się u babci.
Mimo wszystko kocham ją i podziwiam, bo wiem, że w niektórych momentach życia było jej naprawdę ciężko.

130

Odp: Żal do rodziców.

mam żal. chyba najwiekszy do matki.zostala z nami sama ojciec odszedl od nas gdy mialam 15 lat. jak ojciec mieszkal z nami to matka miala nas w dupie. nie interesowala ja szkola sukcesy nasze czy porazki nigdy nie przytulila. nigdy sie ze mna nie bawila. dla niej najwazniesjzy jest wyglad i faceci. ojciec poki z nami mieszkal  interesowal sie szkola , trzymal nas na dystans ze swiatem sztywne godziny powrotow z podworka do domu, przytulal, ale nie umial nic wytlumaczyc. wyzywal od mągołów gdy cos bylo źle, zanizal wartosc. jak ojciec odszedl matka nie dala sobie rady. sprowadzala sobie facetow potrafila spac z przyjaciolki synem nie widzac w tym nic zlego, pozniej zwiazala sie z alkoholikiem . nic jej do zycia nie bylo potrzebne pamietam brudne scierki w kuchni,kawalek gąbki i do mycia i przez pol roku brak cieplej wody bo jej nie potrzeba myla sie u swojego. i ogolny wstyd przed zapraszaniem kogolwiek do domu. sciany pomalowane do polowy w pokoju i ogolnie jej teksty " mi nic nie brakuje". chodzila do niego sie kapać prac a my to huk.w kalsie maturalnej miala wywalone na mnie pewnie do dzisiaj nie wie z jakiego przedmiotu zdawalam mature. a nauka wygladala w ten sposob ze siostra za sciana z malutkim dzickiem ja wdrugim pokoju i matka przychodzaca nawalona kladzaca sie w plaszczu do mojgo lozka. a za godzin jej facet walacyw drzwi kopiacy bw drzwi i takie tam. rozstala sie jakis czas pozniej z nim ale co z tego jak potrafi go wspominac i mowic " jeju on to mi zycie pokazal".i jak jej bylo z nim dobrze.
i do dzisiaj jest taka ze tylko faceci ubrac sie wystroic. z dwa lata temu pojechalam do niej z coreczka i narzeczonym zeby sie pozgnac bo miala na anstepny dzien wylot.i pocalowalismy klamke. wybrala bylego faceta mojej siostry i znim spedzila sobie wieczor. jak jej to wygarnlam to powiedziala ze " ma prawo do szczescia".zreszta zawsze podobali jej sie faceci mojej siostry. ogolnie nie  mam o czym znia gadac ,bo nie slucha mowie ze mam taki problem czy taki a ona tylko " acha , no no mh." i za chwil " a wiesz ile mam falkonow perfum na polce?' zawsze mowi ze w trudnych sytuacjach pomoze a jak juz dochodzi do takich sytuacji to jest jej to nie na ręke.
a ojciec? obcnie ma druga zone ktora zdradzil tydzien przed weselem i 3 dni po i generalnie ma wywalone na zycie. na mnie niekonieczne. zawsze marzyla mu sie corka chcial bym sie tak i tak nazywala i nawet sie urodzilam w ten sam dzien co moje imię jst w kalendarzu.,a mama ciagle powatarzala że chciala miec Rafala.  brakuje mi takiego wzorca rodziny smile tego ciepla chyba.wszystko takie rozbite.matka w trudnych sytuacjach zawsze mnie pyta i co ja mam zrobic??? jst taka bezradna. kiedys strasznie sie poklocilam z facetem ni chcialam z nim byc bo byl paatologiczny , wywalilam go z domu na co ona wchodzi i mowi: " gdzie jest P. przecierz mial mi pozyczyc pieniadze na wyjazd" wiec jej powiedzialam jaka sprawa a ona do mnie " to ladnie nigdzie teraz nie wyjade".trzęsie sie na widok facetow a sex dla niej to temat rzeka... nie chwali nie cieszy sie z moich osiganiec. z nich dwojga wole ojca pomimo ze gdy sie rodzilam to pukal moja chrzestną. a zawsze mnie to intrygowalo czemu jest dla mnie taka milutka. u mnie bardziej jest relacja rodzic jako kumpel moiwa wszystko! jak leci. nie patrza to ich najwiekszy bląd uwazam. no i tak o!

Posty [ 66 do 130 z 138 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026