Witam:)
Jestem na drugim roku studiów , na pierwszym spotkaniu integracyjnym poznałam dziewczyną ,z którą do grudnia miałam dobre relacje... Ale może zacznę od początku. Ona jest w związku z chłopakiem od 6 lat.. (my mamy rocznikowo po 21) Przez pierwsze cztery lata spotykali się raz w roku ... Teraz mieszkają w jednym mieście ze względu na studia a i jeśli uda im się spotkać raz w tygodniu to jest często. Wcześniej nie interesowałam się tym. Znam jej faceta i uważam , że jest spoko,ale nigdy nie wydawał mi się dojrzały jak na swój wiek no i nie bardzo w moim przekonaniu do siebie pasowali... Ale byłam przekonana , że między nimi wszystko jest w jak najlepszym porządku, bo ta dziewczyna to inteligentna laska. Okazało się, że się myliłam. Poszłyśmy kiedyś na imprezę do wspólnej znajomej. On miał o 21 dojechać z kolegą... nie było go i nie było , w końcu koleżanka do niego zadzwoniła, okazało się , że grał z kolegami , nie dał jej nawet znać . Zjawił się o 24. Była zła i wyglądała na zawiedzioną... Popłakała się a on stał i gadał o jakiejś grze z inną dziewczyną...( nie sugeruję tu tego , że lata za innymi itp.) Powiedziała mi , że przez te 6 lat to ona wiecznie stara się żeby było dobrze,że ostatnio jak miała kłopoty z mieszkaniem i płakała cały dzień to on nawet nie zadzwonił, bo był zajęty kolegami... Kiedy wyszliśmy razem z imprezy ona cały czas płakała. Staliśmy razem czekając na autobus,on do niej podszedł i zapytał ' coś się stało" a ona (NADAL PŁACZĄC) odpowiedziała "nie nic.". Powiedział "aha . ok,to my jedziemy" obrócił się i najzwyczajniej w świecie wsiadł z kolegą do autobusu. Ja stałam jak wryta , bo nigdy nie spotkałam się z takim zachowaniem... całą drogę płakała... ale stwierdziła,że nie zostawi go bo była by wtedy sama i nikogo by nie znalazła...i chyba właśnie przez to w pewnym sensie straciłam do niej szacunek i sympatię... Bo nie cierpię kiedy dziewczyny są w związku tylko dlatego żeby nie zostać na lodzie... Jest mi teraz cholernie źle bo zraziłam się do niej , a ona cały czas próbuje się do mnie zbliżyć... ostatnio z powodu sesji i wyjazdów do domu udało mi się jej unikać , ale mimo to pisała czy wszystko między nami ok itp. Zbliża się kolejny semestr a ja nie wiem co robić... już pytała czy wyskoczymy gdzieś razem albo napijemy się wina wieczorem... Ja nie mam na to najmniejszej ochoty ale nie wiem co robić... Totalnie zmieniłam do niej stosunek... Nigdy nie uważałam nas za przyjaciółki, po prostu dobre koleżanki i tyle. Nie chce o tym z nią rozmawiać , bo nie lubię mówić ludziom jak mają żyć w swoich związkach ( tym bardziej , że kiedyś narzekała , że jedna koleżanka jej mówi , że to bezsensu , że z tym chłopakiem tak strasznie rzadko się widzi...)...
Macie jakieś pomysły na wybrnięcie z tej sytuacji? Przydarzyło wam się kiedyś coś podobnego?
Podobne tematy
powiedz jej to wprost co tutaj napisalas, na tym forum.
Nie potrafię... No bo na dobrą sprawę ona nic mi nie zrobiła.. a jej związek to jej sprawa
Unikaj jej może samo się rozejdzie. Odpisuj zdawkowo, wymiguj się, że nie masz czasu, albo że się już umówiłaś. Powiedz jej, że na razie masz swoje problemy i nie masz głowy do ludzi. Wspominanie dość często o przyjaciółce też może pomóc. Nie musisz jej mieć, ale ona nie musi o tym wiedzieć. Jak Cię zaprasza gdzieś to napisz jej, że ostatnio masz nawał roboty, a w wolnej chwili umówiłaś się już z przyjaciółką. Wplataj tą przyjaciółkę gdzie się da, może zaczai i odpuści.
może....zmień stosunek do siebie w tej kwestii
przecież nie musisz się z nią przyjaźnić, ale być może pojawiłąś się w jej życiu by jej coś uświadomić, by pomóc otworzyć jej oczy i to warto wykorzystać.
Nie rozumiem dlaczego się do niej zraziłaś.Co ona Ci takiego zrobiła to jej sparawa czy chce być tak traktowana nie Twoja.
Naprawdę Cię nie rozumiem ale skoro ona Cię tak uraziła(ale nie wiem w sumie czym) to tak jak Ci inni napisali, unikaj jej. Ale to Ty wyjdziesz na Tą gorszą nie ona. Nie pomyślałaś o tym że być może ona go kocha i chce z nim być?Zastanów się czy takie uciekanie jest dobre.