netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

109 odpowiedzi24 524 wyświetleniazałożony przez Olinka, 20.04.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 110 z 110 ]

66 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-04-19 21:43:41)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Ojca do dziecka powinno wybierać się rygorystyczniej niż pracownika do firmy. Musi być zdrowy, wykształcony, mieć dobrą pracę, no i w razie co to żeby alimenty w kwocie co najmniej 1tys na jedno dziecko płacił.

a zakładasz jakieś emocje, ba uczucia łączące matkę z ojcem dziecka,
czy tylko ... fura, skóra i komóra  wink
oj Ludmiła kogo ja się pytam ...
pomroczność jasna czy co ?

cslady napisał/a:

Miłość i pieniądze się nie wykluczają, więc takie demonizowanie jest śmieszne.

może jest, a może ...
kurczę ja nawet przez moment nie patrzyłam przez pryzmat - pieniądze
i jestem szczęśliwa, że moje dziecko zostało powołane na świat przez ludzi, którzy zwyczajnie tak po prostu bez KALKULACJI się kochali
no ale przecież można inaczej - a czemu nie, a kto zabroni wink

bywają chwile, trudne, kiedy pojawiają się myśli, może żałuję, że wyszłam za niego (mojego męża za mąż) ale nigdy nie żałuję, że mam z nim, z tym mężczyzną, miłością mojego życia dziecko
i jest to wielkie spełnienie w życiu, no ale może w moim życiu ...

67

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
in_ka napisał/a:

kurczę ja nawet przez moment nie patrzyłam przez pryzmat - pieniądze
i jestem szczęśliwa, że moje dziecko zostało powołane na świat przez ludzi, którzy zwyczajnie tak po prostu bez KALKULACJI się kochali
no ale przecież można inaczej - a czemu nie, a kto zabroni wink

No widzisz, a ja jestem szczęśliwa, że moi rodzice zdecydowali się na pierwsze dziecko w wieku 27 i 31 lat, gdy mieli stabilną pracę i pozycję finansową. Gdyby mnie sobie spłodzili w wieku 19-20stu lat, to bardzo możliwe, że nie osiągnęliby tak dobrej pracy i ledwie starczałoby nam od pierwszego do pierwszego. Dla Ciebie to kalkulacja, a dla mnie rozsądek. Miałam pieniądze, czas rodziców, ich miłość i rozmowy przy posiłkach. A dzięki pieniądzom ja sama też dobrze się wykształciłam i nie muszę się już bać o przyszłość, emeryturę czy godne życie. Tego samego chcę dla moich dzieci. A zarzucanie kalkulacji jest dość śmieszne w sytuacji, gdzie rodziny beztrosko i spontanicznie płodzące dzieci boją się przyszłości, bo nie wiedzą, czy jutro będą miały co jeść. Nie powiedziałabym, że stresy rodziców przekładają się na fajne dzieciństwo, ale co kto lubi.

68 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-04-19 22:04:06)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
cslady napisał/a:
in_ka napisał/a:

kurczę ja nawet przez moment nie patrzyłam przez pryzmat - pieniądze
i jestem szczęśliwa, że moje dziecko zostało powołane na świat przez ludzi, którzy zwyczajnie tak po prostu bez KALKULACJI się kochali
no ale przecież można inaczej - a czemu nie, a kto zabroni wink

No widzisz, a ja jestem szczęśliwa, że moi rodzice zdecydowali się na pierwsze dziecko w wieku 27 i 31 lat, gdy mieli stabilną pracę i pozycję finansową. Gdyby mnie sobie spłodzili w wieku 19-20stu lat, to bardzo możliwe, że nie osiągnęliby tak dobrej pracy i ledwie starczałoby nam od pierwszego do pierwszego. Dla Ciebie to kalkulacja, a dla mnie rozsądek. Miałam pieniądze, czas rodziców, ich miłość i rozmowy przy posiłkach. A dzięki pieniądzom ja sama też dobrze się wykształciłam i nie muszę się już bać o przyszłość, emeryturę czy godne życie. Tego samego chcę dla moich dzieci. A zarzucanie kalkulacji jest dość śmieszne w sytuacji, gdzie rodziny beztrosko i spontanicznie płodzące dzieci boją się przyszłości, bo nie wiedzą, czy jutro będą miały co jeść. Nie powiedziałabym, że stresy rodziców przekładają się na fajne dzieciństwo, ale co kto lubi.

no tak, rozumiem nie miałabyś tak dobrze - luksusowo, ba może wg. Twoich kryteriów wręcz biednie ...
rozsadek, rozsądek - bardzo ważny w życiu, ba pieniądze - wręcz niezbędne
uważaj żeby ciebie rozsądek ... nie przygniótł wink
bierzesz ślub - z rozsądku, a nie sorry dla nazwiska (zapomniałam)
dzieci też będą - z rozsądku ? czy kalkulacji?
pozwalasz sobie na coś ... bez rozsądku ? i kalkulacji wink

jestem dzieckiem Rozsądnych rodziców (wykształcenie, pozycja, pieniądze)
u mojej babci za płotem mieszkała bardzo nierozsądna rodzina (7 dzieci - biednie)
jak ja im zazdrościłam, tam zawsze było wesoło, jacy oni byli szczęśliwi...
u mnie było - rozsądnie wink
ale nie tak - wesoło ...

69

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
in_ka napisał/a:

no tak, rozumiem nie miałabyś tak dobrze - luksusowo, ba może wg. Twoich kryteriów wręcz biednie ...
rozsadek, rozsądek - bardzo ważny w życiu, ba pieniądze - wręcz niezbędne
uważaj żeby ciebie rozsądek ... nie przygniótł wink
bierzesz ślub - z rozsądku, a nie sorry dla nazwiska (zapomniałam)
dzieci też będą - z rozsądku ? czy kalkulacji?
pozwalasz sobie na coś ... bez rozsądku ? i kalkulacji wink

jestem dzieckiem Rozsądnych rodziców (wykształcenie, pozycja, pieniądze)
u mojej babci za płotem mieszkała bardzo nierozsądna rodzina (7 dzieci - biednie)
jak ja im zazdrościłam, tam zawsze było wesoło, jacy oni byli szczęśliwi...
u mnie było - rozsądnie wink
ale nie tak - wesoło ...

Tak, ślub w postaci papierka nie jest mi potrzebny. Pisałam to już wcześniej, więc nie ma sensu znowu się nad tym rozwodzić. Ale papierek nie ma niczego wspólnego z miłością lub jej brakiem. Dla mnie najważniejszy jest złoty środek, czyli miłość + rozsądek. Nie związałabym się z facetem z samego rozsądku, gdyby na jego widok nie ogarniałoby mnie ciepło, a nogi nie odmawiałyby posłuszeństwa. Tak samo nie związałabym się z facetem czysto spontanicznie i nie tłumaczyłabym jego nałogów miłością, tak jak wielu innych rzeczy. Dzieci będą z miłości do partnera, bo gdyby jej nie było, to nie byłoby dziecka. A jeśli kocham jakąś osobę, to chcę dla niej jak najlepiej zamiast sobie myśleć "no to machniemy sobie dziecko i jakoś to będzie". W sumie to nawet nie ma sensu, żeby się rozpisywała i z Tobą dyskutowała, bo prezentujesz typowo zaściankową mentalność, skoro według Ciebie bieda=szczęście i wesołość, a pieniądze już nie. Zarówno w dzieciństwie, jak i teraz jestem szczęśliwa, a w moim życiu nie brakuje wesołości, m.in. dzięki temu, że mogę się tym życiem beztrosko cieszyć, zamiast martwić o rachunki i przyszłość.

70 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-04-19 22:51:27)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
cslady napisał/a:

W sumie to nawet nie ma sensu, żeby się rozpisywała i z Tobą dyskutowała, bo prezentujesz typowo zaściankową mentalność,

no tak, ten Twój argument mnie przygniótł  - zdecydowanie wink
hmm - zaściankowa mentalność wg definicji, zaściankowy:
Prowincjonalny -  no może w końcu mieszkam w mieście ok. 800 tys. ludności to co to jest właściwie w stosunku do małego chińskiego miasteczka wink
Zaskorupiony nieżyciowymi poglądami, fakt - miłość, wierność, i takie tam bzdury ...
Regresywny - no może w moim wieku, tak bywa wink
Ograniczony - i jeszcze jak, ułomności dokuczaj bardzo (szczególnie dzisiaj, ręka mało sprawna spuchnięta)
Szlachecki - no tutaj bez przesady,
Kruchciany, dewociarski - nie, zdecydowanie
Zasklepiały nieżyciowymi poglądami - a tak wierzę w miłość, uczciwość, prawdomówność, itd.
Drobnomieszczański-jak popatrzę na ten zbiór kieliszków, porcelany i innych, to fakt wink
Zaskorupiały nieżyciowymi poglądami, to jak udało mi się przeżyć 50 lat ? no cudem smile
Kołtuński - ???
Zacofany nieżyciowymi poglądami ...
nie wiedziałam, że posiadanie dziecka z mężczyzną, którego się kocha (z wzajemnością dodajmy)
jest zaściankiem ... ale już wiem smile
a i wyjście za mąż bez rozsądku i chęci zmiany nazwiska ...
cslady naprawdę mnie rozbawiłaś, dzięki smile

cslady napisał/a:

Zarówno w dzieciństwie, jak i teraz jestem szczęśliwa, a w moim życiu nie brakuje wesołości, m.in. dzięki temu, że mogę się tym życiem beztrosko cieszyć, zamiast martwić o rachunki i przyszłość.

i niech tak pozostanie na ... zawsze smile
amen

71

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ja potrzebuje kalkulacji i rozsadku we wszystkim co robie i jest powazne, inaczej zadna z tego przyjemnosc big_smile

72

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
NinaLafairy napisał/a:

Ja potrzebuje kalkulacji i rozsadku we wszystkim co robie i jest powazne, inaczej zadna z tego przyjemnosc big_smile

we wszystkim?
to współczuję - bardzo męczące ...

73

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
in_ka napisał/a:
NinaLafairy napisał/a:

Ja potrzebuje kalkulacji i rozsadku we wszystkim co robie i jest powazne, inaczej zadna z tego przyjemnosc big_smile

we wszystkim?
to współczuję - bardzo męczące ...

We wszystkim co jest powazne - tak jak napisalam.
I nie, nie jest to wogole meczace. Bycie spontaniczna w powaznych decyzjach jest za to bardzo meczace moim zdaniem.

74

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

No właśnie, chodzi o rozsądek w poważnych kwestiach, a nie na co dzień. Sorry, ale nie porównywałabym małżeństwa do szalonego wypadu nad morze o 3 rano. Życiowe fundamenty muszą być solidne, bo związek to poważna inwestycja emocjonalna. Nie pakowałabym swoich uczuć w nieodpowiedniego faceta. Na zakochanie może i nie miałabym wpływu to fakt, ale na związek z takim człowiekiem jak najbardziej. Na co dzień jestem bardzo spontaniczna i w ogóle nie jestem zachowawcza, ale to nie oznacza, że w ten sposób będę podejmować najważniejsze życiowe decyzje.

75

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Eileen napisał/a:

[edit] A co do tego, że przetrwałaś cięższe okresy w życiu dzięki takiemu dzieciństwu, jakie miałaś - mi właśnie chodzi o to, żeby moje dziecko nie musiało przetrwać niczego wielkiego czy walczyć o "normalne" życie. Walczyć może o sukces, o spełnianie swoich marzeń, o dążenie do czegoś tam, ale wcale nie chcę, żeby "szkołę życia" dało mu coś, co może po prostu dostać. Szkołę życia tak czy inaczej dostanie, wolę, żeby miało ją no... jak najwyższym szczeblu. Nie umiem chyba wyjaśnić, w sensie, niech się stara, pracuje, walczy, wszystko jak najbardziej, ale nie o to, czy ma gdzie mieszkać, co jeść, gdzie pracować, za co żyć, bo to moja rola - na przykładzie tej nieszczęsnej jazdy konnej, niech sobie walczy o wygraną w WKKW, niech się męczy na treningach, daje radę ze stresem, a nie walczy o to, czy dzisiaj będzie miał co zjeść na obiad, czy nie.

A to masz władze nad swoim zyciem az taką, ze jestes w stanie rozsądnie zaplanować nawet termin swojej śmierci? big_smile
A może zamiast opierać się na tym że bogaty mąż da ci szanse na potomstwo sama spróbujesz dźwignąć tego ciężar? smile
Ja podjęłam ten trud, nie jest łatwo, ale to jak bardzo mam wspaniałe dzieci rekompensuje mi wszystkie trudy.
Dziś bogatego męza masz, jutro możesz go nie mieć. Nie tylko Ty o tym decydujesz. Co wtedy?? Łatwiej będzie dziecku powiedzieć "sory synu ojciec odszedł/zmarł musisz zrezygnować z .....wyliczanka, bo nas nie stać"??
Jasne że miłośc to wybór, że powinniśmy kierować się również rozsądkiem ale nigdy przenigdy żadną kalkulacją. Nie da się bowiem wykalkulować swoich 30-40 lat pożycia. Kto przeżył w związku minimum 10 lat doskonale o tym wie.
Mam koleżankę przed 40tką, która tak planowała dziecko. Małżeństwo już nie istnieje, nigdy nie doczekała się dziecka[mąż wiecznie uważał że za wcześnie] i dziś cierpi na poczucie niespełnienia. Wpada czasem na desperackie pomysły by sobie gdzieś na boku strzelić. Jej rodzice mają posiadłość z uprawami, masę kasy , ona wykształcona, stać ją nawet na 3 wyjazdy w jednym sezonie zimowym na narty w Alpy. I co z tego...zycie jej kompletnie nie cieszy.

76

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Qrsywa, ale od tego, by zapewnić dziecku odpowiedni byt jest oboje rodziców, a nie tylko mąż.

77

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Może wróćmy do tematu jak te dzieci i męża będziecie miały, bo na razie to teoretyzujemy:P

78

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Dokładnie wink Wiec wyobraźmy sobie że córka na poziomie liceum wpada z młodziencem usytuowanym i potencjalnie inteligentnym z dobrego domu. Jednak młodzieniec ten nie ma ochoty z Waszą córką planowac swojego zycia. Wymiguje się od brania odpowiedzialności za głupotę jakiej się dopuścił smile i co wtedy?

79

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

A jakie to ma znaczenie z kim wpadnie? Wpadka w młodym wieku to zawsze problem. To byłaby jej decyzja, urodzić czy usunąć. I to ona będzie musiała ponieść konsekwencje. Ja bym pomogła finansowo, to oczywiste, ale nie wychowałabym dziecka za córkę.  Gdybym ja wpadła w tak młodym wieku, to na 100% usunęłabym ciążę, nieważne z kim bym wpadła i nieważne czy ojciec dziecka chciałby ponieść odpowiedzialność. A dlatego, że mam właśnie takie poglądy, to w młodym wieku nie dopuszczałam do takich sytuacji jak wpadka, bo nie uprawiałam seksu. Oczywiście nie uprawiałam go nie tylko ze strachu przed ciążą, ale z braku partnera, który by mnie pociągał. Gdybym natomiast go uprawiała, to stosowałabym zarówno tabletki jak i prezerwatywę, żeby minimalizować prawdopodobieństwo. A jeśli i mimo tego jakimś cudem bym wpadła, to usunęłabym.

80

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Qrsywa napisał/a:

Dokładnie wink Wiec wyobraźmy sobie że córka na poziomie liceum wpada z młodziencem usytuowanym i potencjalnie inteligentnym z dobrego domu. Jednak młodzieniec ten nie ma ochoty z Waszą córką planowac swojego zycia. Wymiguje się od brania odpowiedzialności za głupotę jakiej się dopuścił smile i co wtedy?

Olinka napisał/a:

"Mamo, tato, jestem w ciąży? i...? Co dzieje się w chwili, kiedy przerażona nastolatka przychodzi do rodziców i oznajmia, że spodziewa się dziecka? Najczęściej jest wówczas zagubiona, nierzadko przerażona, potrzebuje wsparcia, zrozumienia i pocieszenia. Cały świat stał przed nią otworem, zapewne miała jakieś plany, marzenia, całe życie przed sobą, a ta jedna wiadomość cały jej bezpieczny i poukładany świat zmienia o 180 stopni, a sytuacja zmusza do przyspieszonego kursu wchodzenia w dorosłość.

Cóż w obydwu przypadkach aborcja kończy temat. Nie ma ciąży, nie ma problemu, życie wraca do normy, znów są szanse, świat stoi otworem...generalnie jest ,,po staremu'' więc jak jest dobrze to po co psuć?
Od dawna wiadomo, że dzieci nie są dla dzieci.  I nastolatka w ciąży? To się nie może udać, to nie może skończyć się dobrze. I ona i dziecko będą miały spier... życie, do końca życia.

Co byście woleli, dojrzałych rodziców, którzy wyczekują dziecka, nowina o ciąży jest dla nich cudem, wyczekiwanym cudem, spełnionym marzeniem. Mają dom, prace, wykształcenie, są razem od lat.

Czy parę małolatów, gołodupców, bez domu, kasy i do tego bez wykształcenia i żadnych perspektywy, dziecko gnieżdżąc się z nimi w jakiejś obskurnej kawalarce, albo pod mostem? To dopiero krzywda dla dziecka i patologia społeczna.

81 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2015-04-20 08:38:40)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Cóż w obydwu przypadkach aborcja kończy temat. Nie ma ciąży, nie ma problemu, życie wraca do normy, znów są szanse, świat stoi otworem...generalnie jest ,,po staremu'' więc jak jest dobrze to po co psuć?
Od dawna wiadomo, że dzieci nie są dla dzieci.  I nastolatka w ciąży? To się nie może udać, to nie może skończyć się dobrze. I ona i dziecko będą miały spier... życie, do końca życia.

Co byście woleli, dojrzałych rodziców, którzy wyczekują dziecka, nowina o ciąży jest dla nich cudem, wyczekiwanym cudem, spełnionym marzeniem. Mają dom, prace, wykształcenie, są razem od lat.

Czy parę małolatów, gołodupców, bez domu, kasy i do tego bez wykształcenia i żadnych perspektywy, dziecko gnieżdżąc się z nimi w jakiejś obskurnej kawalarce, albo pod mostem? To dopiero krzywda dla dziecka i patologia społeczna.

A jeśli aborcja ze względu na światopogląd nie wchodzi w grę? smile moze oddanie do adopcji?? co Ty na to?:) w sumie jakieś rozwiązanie wink
Wielu ludzi po 30tce żyje w obskurnych kawalerkach lub mieszkaniach nie większych niż 40 m2 smile Czyli wszystko to patologia?:)
cslady/ Ty już masz jakąś pozycję zawodową i mieszkanie większe niż obskurna kawalerka?? Zdobyte nie na kredyt lecz nza gotówkę?? Bo wiesz 30 letni kredyt nie daje ci szans na utrzymanie siebie i dwójki dzieci wink

82

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Szczerze ja bym wolała usunąć niż zostawić dziecko na pastwę losu. Nie wyobrażam sobie jak wielkie bym miała wyrzuty wrzucając je do okna życia. Jak rzecz, jak ciuchy w kontener. Ciągle bym się zastanawiała gdzie jest co robi, czy ma gdzie mieszkać, czy ma co jeść, jak jest traktowane. Tyle się słyszy, złego o tych rodzinach zastępczych. Owszem, że są dzieci które trafiają do dobrych rodzin a co z resztą? Jak można od początku skazać WŁASNE DZIECKO na bezdomność, biedę, patologie, pastwę losu?

83

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Szczerze ja bym wolała usunąć niż zostawić dziecko na pastwę losu. Nie wyobrażam sobie jak wielkie bym miała wyrzuty wrzucając je do okna życia. Jak rzecz, jak ciuchy w kontener. Ciągle bym się zastanawiała gdzie jest co robi, czy ma gdzie mieszkać, czy ma co jeść, jak jest traktowane. Tyle się słyszy, złego o tych rodzinach zastępczych. Owszem, że są dzieci które trafiają do dobrych rodzin a co z resztą? Jak można od początku skazać WŁASNE DZIECKO na bezdomność, biedę, patologie, pastwę losu?

Tutaj się zgodzę z Tobą o dziwo.

84

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Qrsywa napisał/a:

A jeśli aborcja ze względu na światopogląd nie wchodzi w grę? smile moze oddanie do adopcji?? co Ty na to?:) w sumie jakieś rozwiązanie wink
Wielu ludzi po 30tce żyje w obskurnych kawalerkach lub mieszkaniach nie większych niż 40 m2 smile Czyli wszystko to patologia?:)
cslady/ Ty już masz jakąś pozycję zawodową i mieszkanie większe niż obskurna kawalerka?? Zdobyte nie na kredyt lecz nza gotówkę?? Bo wiesz 30 letni kredyt nie daje ci szans na utrzymanie siebie i dwójki dzieci wink

Ale to nie jest decyzja rodzica, czy odda się do adopcji czy też będzie aborcja. Licealistka to już nie aż takie dziecko, by nie umieć za siebie decydować. Tym bardziej, że na seks widocznie była dojrzała. Nie namawiałabym na nic, bo to dziecko musiałoby żyć ze swoją decyzją, a nie ja.

Tak, mam mieszkanie już spłacone (część była na kredyt) i dom, który nadal jest co prawda na kredyt, ale planujemy resztę spłacić w ciągu jakichś 5-6 lat. A cały czas podnoszę swoje kwalifikacje, więc pewnie przed 30stką się uda. Z mojej pensji nic nie idzie na kredyt, bo spłacam go z pieniędzy z wynajmu. Nawet gdyby partnerowi coś się stało, byłabym w stanie spłacić dom sama. I chociaż nie uważam, że dzieci muszą mieć aż tak dobre zabezpieczenie jak w moim przypadku, to jednak pewne minimum bezpieczeństwa (jak choćby nie biedowanie od pierwszego do pierwszego) powinno być zapewnione.

85

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Szczerze ja bym wolała usunąć niż zostawić dziecko na pastwę losu. Nie wyobrażam sobie jak wielkie bym miała wyrzuty wrzucając je do okna życia. Jak rzecz, jak ciuchy w kontener. Ciągle bym się zastanawiała gdzie jest co robi, czy ma gdzie mieszkać, czy ma co jeść, jak jest traktowane. Tyle się słyszy, złego o tych rodzinach zastępczych. Owszem, że są dzieci które trafiają do dobrych rodzin a co z resztą? Jak można od początku skazać WŁASNE DZIECKO na bezdomność, biedę, patologie, pastwę losu?

Nie trzeba wrzucac do OKNA smile istnieje w naszym państwie mozliwość oddania dziecka ze wskazaniem na okresloną rodzinę i  jesli matka dziecka jest nieletnia ...niestety ale o tym decydują jej rodzice wink
Ciekawe zresztą podejscie. Życ nie dam bo jestem tak "szlachetna" że na pastwę nie zostawie. Przeciez adopcją blankietową zajmują się specjalne ośrodki, które wybierają rodziców po wszystkich mozliwych bardaniach smile Wiekszośc rodzin adopcyjnych marzy, wręcz modli się by jakaś matka dała im szanse na to by mogli spełniac się jako rodzice.

86

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Qrsywa napisał/a:
Eileen napisał/a:

[edit] A co do tego, że przetrwałaś cięższe okresy w życiu dzięki takiemu dzieciństwu, jakie miałaś - mi właśnie chodzi o to, żeby moje dziecko nie musiało przetrwać niczego wielkiego czy walczyć o "normalne" życie. Walczyć może o sukces, o spełnianie swoich marzeń, o dążenie do czegoś tam, ale wcale nie chcę, żeby "szkołę życia" dało mu coś, co może po prostu dostać. Szkołę życia tak czy inaczej dostanie, wolę, żeby miało ją no... jak najwyższym szczeblu. Nie umiem chyba wyjaśnić, w sensie, niech się stara, pracuje, walczy, wszystko jak najbardziej, ale nie o to, czy ma gdzie mieszkać, co jeść, gdzie pracować, za co żyć, bo to moja rola - na przykładzie tej nieszczęsnej jazdy konnej, niech sobie walczy o wygraną w WKKW, niech się męczy na treningach, daje radę ze stresem, a nie walczy o to, czy dzisiaj będzie miał co zjeść na obiad, czy nie.

A to masz władze nad swoim zyciem az taką, ze jestes w stanie rozsądnie zaplanować nawet termin swojej śmierci? big_smile
A może zamiast opierać się na tym że bogaty mąż da ci szanse na potomstwo sama spróbujesz dźwignąć tego ciężar? smile
Ja podjęłam ten trud, nie jest łatwo, ale to jak bardzo mam wspaniałe dzieci rekompensuje mi wszystkie trudy.
Dziś bogatego męza masz, jutro możesz go nie mieć. Nie tylko Ty o tym decydujesz. Co wtedy?? Łatwiej będzie dziecku powiedzieć "sory synu ojciec odszedł/zmarł musisz zrezygnować z .....wyliczanka, bo nas nie stać"??
Jasne że miłośc to wybór, że powinniśmy kierować się również rozsądkiem ale nigdy przenigdy żadną kalkulacją. Nie da się bowiem wykalkulować swoich 30-40 lat pożycia. Kto przeżył w związku minimum 10 lat doskonale o tym wie.
Mam koleżankę przed 40tką, która tak planowała dziecko. Małżeństwo już nie istnieje, nigdy nie doczekała się dziecka[mąż wiecznie uważał że za wcześnie] i dziś cierpi na poczucie niespełnienia. Wpada czasem na desperackie pomysły by sobie gdzieś na boku strzelić. Jej rodzice mają posiadłość z uprawami, masę kasy , ona wykształcona, stać ją nawet na 3 wyjazdy w jednym sezonie zimowym na narty w Alpy. I co z tego...zycie jej kompletnie nie cieszy.

Oczywiście, że nie decyduję o tym, kiedy umrę, ale po pierwsze, jeśli będę mieć jakiś tam majątek, to moje dziecko go odziedziczy. Jeśli nie będę mieć nic, a żyć będę na zasadzie "byle do pensji", to moje dziecko nic nie dostanie poza jakąś rentą. Poza tym można się ubezpieczyć na życie czy jak to tam się ładnie nazywa, pewnie jak miałabym mieć dziecko, to bym się tym zainteresowała. Np. wiem, że mimo że ja już jestem dorosła, mój brat też - 19 lat skończone, to mama ma wykupioną jakąś polisę/ubezpieczenie, żebyśmy w razie czego mieli łatwiej. Mimo że utrzymuję się całkiem sama, mój brat też pracuje, jak ma okazję (szkoła).

I nie, nie twierdzę, że to ojciec ma zagwarantować dziecku odpowiedni poziom. Ja również. Tyle że ja już teraz, pracując z domu i jednocześnie studiując dziennie, zarabiam sporo powyżej średniej krajowej, więc zakładam, że dałabym radę, zwłaszcza, że praca zajmuje mi niewiele czasu. Inna sprawa, że ja dziecka w ogóle nie chcę mieć, ale jakby coś mi się odmieniło, to tylko z kimś, kto również może coś temu dziecku dać, również pod kątem finansów - bo a) nie widzę powodu, dla którego sama miałabym opłacać wszystko związane z dzieckiem, b) tak, jak napisałaś, mogę umrzeć i ten mąż ma być właśnie w stanie zapewnić dziecku taki sam poziom, jak wcześniej. W drugą stronę to samo.

87 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2015-04-20 10:50:50)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ty nie chcesz miec dziecka inne kobiety pragną, choć po skonczeniu studiów jedyną prace jaką moga miec to "kasa w biedronce". I co? powinni się wykastrować? hmm
Jakby moja córka 17letnia zaszła w ciąze, to albo podjęłabym trud pomocy jej w tym okresie albo zdecydowała się na oddanie do adopcji. Ciąża dałaby jej posmak pewnych konsekwencji zbyt wczesnego korzystania z "przywilejów" dorosłości. Uważam że ponoszenie konsekwencji  błednych decyzji jest lepszym rozwiązaniem wychowawczym niż kara. Aborcja to jak zabieg "szybko i po cichu"- na skróty.

88 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-04-20 11:11:07)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ale czy ktoś tutaj pisze, że wszyscy tak powinni robić albo powinni się kastrować? M.in. ja uważam, że decydując się na dziecko trzeba być odpowiedzialnym, ale nie wszyscy są, a też jakoś żyją. Nie wnikam w to jak kto wychowuje dzieci i co im daje. Nawet tego nie oceniam w odniesieniu do konkretnych osób, bo mnie to po prostu nie obchodzi. To tylko mój ogólny pogląd na sprawę. Grunt, by mój partner myślał podobnie, bo to w końcu z nim będę mieć dziecko. A reszta niech spontanicznie płodzi dzieci i żyje w szczęściu i wiecznej wesołości.

Popełniasz błąd twierdząc, że po skończeniu studiów to tylko kasa w biedronce. Można mieć dobrą pracę po każdych studiach, ale do tego wypadałoby uczyć się języków, nabywać już na studiach doświadczenia (choćby na wolontariatach, jeśli nie znajdzie się płatnej pracy, która nas interesuje), być trochę przedsiębiorczym, elastycznym, znać chociaż jako tako zapotrzebowania na rynku pracy itp. Poznawanie ludzi też jest bardzo ważne na studiach, bo te znajomości mogą się potem przełożyć na pracę. A jak ktoś się zamknie z dzieckiem w domu w wieku 20 lat, to jak ma nawiązywać znajomości, uczyć się i zdobywać doświadczenie? No ale tak jak mówię, to tylko moje zdanie. Ludzie mają różne oczekiwania od życia i samych siebie. Ja mam bardzo wysokie, a komuś innemu może wystarczyć jedzenie codziennie chleba z masłem. Mnie naprawdę nic do tego.

A co do ciąży u nastolatki, to nie ma tu dobrego wyjścia. Aborcja może bardzo odbić się na psychice, oddanie dziecka do adopcji tak samo. Trudno przewidzieć, która decyzja byłaby tu pójściem na skróty. Znam 2 kobiety, które poddały się aborcji i to zniszczyło poniekąd ich życie, bo popadły w depresję i nie są w stanie tego sobie wybaczyć. Nie powiedziałabym, że w ich przypadku aborcja była zabiegiem szybko, po cichu i na skróty. Każda decyzja byłaby trudna, dlatego już sam fakt jej podjęcia jest dla takiego dziecka niezłą szkołą życia i swoistą nauczą na przyszłość, nieważne jak sytuacja dalej się rozwinie. Konsekwencje będą poniesione i tak, to nieuniknione.

89

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

To się nie może udać, to nie może skończyć się dobrze. I ona i dziecko będą miały spier... życie, do końca życia.

nie zgadzam się z twoim zdaniem
udać się może i wcale nie musi to być takie życie, jak nazwałaś
oczywiście, że jest o wiele trudniej zostać matką w wieku nastoletnim niż będąc już dorosłą kobietą, samodzielną, itd.
tylko życie w ogóle bywa ... dość trudne

90

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
cslady napisał/a:

Popełniasz błąd twierdząc, że po skończeniu studiów to tylko kasa w biedronce. Można mieć dobrą pracę po każdych studiach, ale do tego wypadałoby uczyć się języków, nabywać już na studiach doświadczenia (choćby na wolontariatach, jeśli nie znajdzie się płatnej pracy, która nas interesuje), być trochę przedsiębiorczym, elastycznym, znać chociaż jako tako zapotrzebowania na rynku pracy itp. Poznawanie ludzi też jest bardzo ważne na studiach, bo te znajomości mogą się potem przełożyć na pracę. A jak ktoś się zamknie z dzieckiem w domu w wieku 20 lat, to jak ma nawiązywać znajomości, uczyć się i zdobywać doświadczenie? No ale tak jak mówię, to tylko moje zdanie. Ludzie mają różne oczekiwania od życia i samych siebie. Ja mam bardzo wysokie, a komuś innemu może wystarczyć jedzenie codziennie chleba z masłem. Mnie naprawdę nic do tego.

Niestety są to realia z mniejszych miast. W moim 60tysiecznym mieście to niestety szara rzeczywistość. Nawet jeśli ktoś zdobywa świetne wykształcenie niewielkie ma szanse na prace w moim mieście. Wyjazd do większego miasta za pracą lepiej płatną wiąże się albo z wynajmem mieszkania albo z długoletnim potężnym obciążeniem kredytowym na jego zakup.

91

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Qrsywa napisał/a:

Niestety są to realia z mniejszych miast. W moim 60tysiecznym mieście to niestety szara rzeczywistość. Nawet jeśli ktoś zdobywa świetne wykształcenie niewielkie ma szanse na prace w moim mieście. Wyjazd do większego miasta za pracą lepiej płatną wiąże się albo z wynajmem mieszkania albo z długoletnim potężnym obciążeniem kredytowym na jego zakup.

Nie twierdzę, że jest łatwo. Osobom z małych miast i bez żadnych pieniędzy na start (wynajem pokoju w dużym mieście) jest dużo trudniej. Ale mówię tylko na swoim przykładzie, że się da. Kiedy jeszcze chodziłam do liceum, to moi rodzice mieszkali na wsi. Żeby uczyć się w mieście płaciłam 100 zł za internat. Sama go sobie opłacałam za stypendium. Rodziców było stać, więc miałam w sumie komfort, że poratują, jeśli noga mi się powinie, ale ogólnie chciałam zobaczyć jak to jest żyć na własną rękę. Nie wiem jak jest w innych miastach, ale w moim wszystkie internaty kosztowały 80-100 zł na miesiąc. Jeśli zda się do dobrej szkoły, to stypendia zwykle są spore i można spokojnie się utrzymać po odliczeniu tych 100 zł. A miesięcznie za jedzenie płaciłam 200 zł, bo przy internacie była stołówka i mieliśmy śniadania, obiady i kolacje w tej cenie. Więc tak na dobrą sprawę wystarczyłoby mi 300 zł miesięcznie za naukę w bardzo dobrym liceum, które dawało mi mnóstwo możliwości. Po lekcjach jeszcze sobie dorabiałam. Wychowawczynie z internatu załatwiały darmową naukę języków w szkołach językowych w zamian za sprzątanie w tych szkołach. Także wystarczyło chcieć. Na studiach też nie jest tak strasznie, bo stypendia są jeszcze wyższe i jest ich więcej do uzyskania. A akademiki też kosztują różnie, bo w obrębie jednego uniwersytetu ich ceny są zróżnicowane w zależności od standardu. Są jednak bardzo dobrym rozwiązaniem, gdy ktoś chce zaoszczędzić. Istnieje też coś takiego jak wynajem mieszkania u starszych osób w zamian za opiekę nad nimi, która polega głównie na sprzątaniu mieszkania, robieniu zakupów, wychodzeniu z psem itp. Takich ogłoszeń raczej nie znajduje się w internecie, dlatego fajnie mieć dużo znajomych, bo gdy się ich popyta, to okazuje się, że ktoś zna kogoś, kto zna kogoś, czyja babcia szuka w ten sposób lokatora. Ja nie mam przesadnie optymistycznego nastawienia, po prostu widzę jak jest i nie tylko na moim przykładzie, bo tu mogę nie być obiektywna. Dzieciom z małych miejscowości nie powinno się podcinać skrzydeł i mówić, że z pracą będzie ciężko, że miejsce urodzenia determinuje ich przyszłość, że niczego się nie da itp. To robienie im wielkiej krzywdy. Da się, ale będzie trudniej niż dzieciom z dużych miast. Ale czasami naprawdę wystarczy się rozejrzeć dookoła, by dostrzec możliwości. Np. w mojej rodzinnej wsi wystarczyło udać się do wójta, on pomagał z pracą w dużym mieście, z noclegami itp., bo miał znajomości. Naprawdę wielu jest takich społeczników, którzy chętnie pomogą. Zresztą jeśli komuś naprawdę zależy, to powiedz mi, kto by takiej osobie nie pomógł, gdyby mógł? No ale tutaj muszą być chęci, dyscyplina i samozaparcie.

92

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ja jestem dzieckiem z wpadki. Moja matka zaszla w ciaze w wieku lat 19, urodzila w wieku lat 20.
Z moim ojcem nie byla ani po slubie, ani nie byli ze soba  dlugo. Miala dom, przepisany przez dziadkow na nia i mieszkala z nimi. Jak sie urodzilam przez dwa lata mieszkalismy u mojej babci od strony ojca na jednym pokoju, podczas gdy moja matka przerabiala strych na mieszkanie.
Uwazam, ze moja matka miala mnie w odpowiednim wieku do rodzenia dzieci i moi rodzice mieli duzo energii do wychowywania dziecka i zajmowania sie , bo byli mlodzi.
Nigdy nie bylismy bogaci, ale jako dziecko przeciez nawet tego nie wiedzialam, bo mnie to nie interesowalo i nie rozumialam pieniedzy.

93

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Nikomu nie podcinam skrzydeł. mój syn od października idzie na studia do Warszawy. Sam zadecyduje czy chce wracać do naszego miasta, choć w to wątpie. 5 lat temu to samo liceum skonczyła moja bratanica na 32 osoby, ktore z nią były w klasie tylko 2 wróciły do rodzinnego miasta reszta się rozprysnęła po Polsce. Tak to wygląda. Kwestia w tym  że jesli by się zdarzyło że mój syn miałby zostać ojcem, to pomoc rodziny jest tu wręcz niezbędna. Sama przyznałaś że możliwości są, jak można liczyć na czyjeś wsparcie czy pomoc. Tak z buta ludziom dziś z natury jest trudno. Wiec wychodzi na to że usamodzielnienie się kogoś trwa długo a jak miałby liczyć na to że go w końcu bedzie stać na dziecko to może mu to zając do późnej starości.
Dla mnie dzieci raczej były motywatorem niż przeszkodą. Urodziłam pierwsze dziecko w wieku 21 lat. Na studia przeniosłam się zaocznie. Rodziłam, wychowywałam, uczyłam się a w  wieku 28 lat dostałam pracę. Dziś po za etatem mam jeszcze firmę. Zdążyłam się rozwieść zmienić mieszkanie.
Nie planowałam takiego życia, bo to ono napisało mi scenariusz. Za to dziś patrząc wstecz nie zamieniłabym je na żadne inne wink

94 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-04-20 12:18:01)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Qrsywa napisał/a:

Nikomu nie podcinam skrzydeł. mój syn od października idzie na studia do Warszawy. Sam zadecyduje czy chce wracać do naszego miasta, choć w to wątpie. 5 lat temu to samo liceum skonczyła moja bratanica na 32 osoby, ktore z nią były w klasie tylko 2 wróciły do rodzinnego miasta reszta się rozprysnęła po Polsce. Tak to wygląda. Kwestia w tym  że jesli by się zdarzyło że mój syn miałby zostać ojcem, to pomoc rodziny jest tu wręcz niezbędna. Sama przyznałaś że możliwości są, jak można liczyć na czyjeś wsparcie czy pomoc. Tak z buta ludziom dziś z natury jest trudno. Wiec wychodzi na to że usamodzielnienie się kogoś trwa długo a jak miałby liczyć na to że go w końcu bedzie stać na dziecko to może mu to zając do późnej starości.
Dla mnie dzieci raczej były motywatorem niż przeszkodą. Urodziłam pierwsze dziecko w wieku 21 lat. Na studia przeniosłam się zaocznie. Rodziłam, wychowywałam, uczyłam się a w  wieku 28 lat dostałam pracę. Dziś po za etatem mam jeszcze firmę. Zdążyłam się rozwieść zmienić mieszkanie.
Nie planowałam takiego życia, bo to ono napisało mi scenariusz. Za to dziś patrząc wstecz nie zamieniłabym je na żadne inne wink

Ale czy korzystanie z pomocy i wsparcia nawet obcych ludzi jest czymś złym? Poza tym dzięki wsparciu i pomocy można dostać szansę w pracy, bo ktoś za nas poręczy, ale później jesteśmy zdani na siebie i swoje umiejętności. A co do motywatora, to z tym się zgadzam. Wszystko zależy od konkretnego przypadku i tego, czego chcą od życia sami młodzi rodzice. Jedni ludzie będą szczęśliwi mając dziecko w wieku 20 lat, a inni wolą je mieć koło 30stki. Ja mam dla siebie konkretne plany, które wymagały akurat intensywnej pracy tak do 30stki, bo później chciałabym mało pracować i głównie w ramach wolontariatu. Niestety nie zapłacą mi za to, co naprawdę chciałabym robić (to zresztą mijałoby się kompletnie z celem), chociaż swoją pracę też bardzo lubię, ale nie jest ona czymś docelowym. Dlatego nie namawiałabym dziecka do aborcji jako jedynego słusznego rozwiązania, bo można sobie poradzić mając dziecko w młodym wieku. Tym bardziej mając pomoc rodziców. Jednak nie dla każdego to jest dobre rozwiązanie, więc nie ma sensu promować jednej słusznej drogi. Zgadzam się z tym, że w młodym wieku ma się najwięcej energii, ale właśnie dlatego chcę tę energię poświęcić na intensywną pracę, a nie dzieci. Inni wolą na dzieci, no to też super.

95

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

cslady ale  dla mnie wymówka że ja chce energię spożytkować na karierę i dlatego planuje pozbyć się ciąży jest nie do przyjęcia. Skoro już ta ciąża jest to w czym miałaby mi blokować możliwość rozwoju?? Życie jest dynamiką. Nie da się go ułozyć wedle własnego planu. Chociażby dlatego że nie jesteśmy samotnymi wyspami.

96

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Qrsywa napisał/a:

cslady ale  dla mnie wymówka że ja chce energię spożytkować na karierę i dlatego planuje pozbyć się ciąży jest nie do przyjęcia. Skoro już ta ciąża jest to w czym miałaby mi blokować możliwość rozwoju?? Życie jest dynamiką. Nie da się go ułozyć wedle własnego planu. Chociażby dlatego że nie jesteśmy samotnymi wyspami.

A dla mnie to nie wymowka, tylko dobry powod.

97

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

To nie jest wymówka. Są różni ludzie, którzy mają różne priorytety. Gdybym ja wpadła w wieku 21 lat z moim obecnym partnerem (bo to bardzo ważne), to chyba nie usunęłabym. Opowiadam się za aborcją jako wolnym wyborem kobiety, ale to nie oznacza, że ja bym tak postąpiła. Gdybym była w liceum, to pewnie usunęłabym, ale po 20stce, gdy miałam stałą pracę to raczej nie. Chociaż z tym liceum to też takie teoretyzowanie, bo po prostu robiłabym wszystko, żeby nie wpaść i nie kończyłoby się tylko na tabletkach albo tylko prezerwatywie. A już broń Boże nie byłoby mowy o kalendarzyku albo stosunku przerywanym, bo tego ja nawet nie nazwałabym wpadką, dla mnie to nie są metody stricte antykoncepcyjne.

A ciąża owszem, potrafi blokować możliwość rozwoju. To zależy od zawodu i tego, co się chce w życiu robić.

98

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Uważam, że rodzic zawsze powinien stanąć po stronie swojego dziecka, niezależnie jakie jest. Powinien też myśleć o przyszłym wnuku lub wnuczce, bo to o niego przede wszystkim chodzi. Jeśli młody rodzic jest nieodpowiedzialny, to tylko rodzic w takim momencie jest wstanie coś poradzić.

99 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2015-04-20 12:44:10)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
cslady napisał/a:

To nie jest wymówka. Są różni ludzie, którzy mają różne priorytety. Gdybym ja wpadła w wieku 21 lat z moim obecnym partnerem (bo to bardzo ważne), to chyba nie usunęłabym. Opowiadam się za aborcją jako wolnym wyborem kobiety, ale to nie oznacza, że ja bym tak postąpiła. Gdybym była w liceum, to pewnie usunęłabym, ale po 20stce, gdy miałam stałą pracę to raczej nie. Chociaż z tym liceum to też takie teoretyzowanie, bo po prostu robiłabym wszystko, żeby nie wpaść i nie kończyłoby się tylko na tabletkach albo tylko prezerwatywie. A już broń Boże nie byłoby mowy o kalendarzyku albo stosunku przerywanym, bo tego ja nawet nie nazwałabym wpadką, dla mnie to nie są metody stricte antykoncepcyjne.

A ciąża owszem, potrafi blokować możliwość rozwoju. To zależy od zawodu i tego, co się chce w życiu robić.

Ja nie robię tego co chciałam, ale znalazłam nową przestrzeń w swoim życiu. Zapewne gdyby nie fakt że musiałam zmienić plany nigdy bym nie znalazła tej właśnie drogi. wink Wszystko w moim życiu przyczynia się do mojego rozwoju. Tak właśnie traktuje swoje życie. Ono płynie a ja poddaje się jego nurtowi. Żyje dniem dzisiejszym bo to dziś, tu i teraz kształtuje się moja przyszłość. Nie na poziomie mojej głowy, a w decyzjach i sytuacjach które pojawiają się właśnie tu i teraz. Nie wiem co przyniesie mi jutro, nie wiem przed jakimi wyborami stanę wink

100

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Qrsywa napisał/a:

Ja nie robię tego co chciałam, ale znalazłam nową przestrzeń w swoim życiu. Zapewne gdyby nie fakt że musiałam zmienić plany nigdy bym nie znalazła tej właśnie drogi. wink Wszystko w moim życiu przyczynia się do mojego rozwoju. Tak właśnie traktuje swoje życie. Ono płynie a ja poddaje się jego nurtowi. Żyje dniem dzisiejszym bo to dziś, tu i teraz kształtuje się moja przyszłość. Nie na poziomie mojej głowy, a w decyzjach i sytuacjach które pojawiają się właśnie tu i teraz. Nie wiem co przyniesie mi jutro, nie wiem przed jakimi wyborami stanę wink

Z tego, co mówisz zgadzam się, że bardzo ważna jest w życiu elastyczność. Ja mam co prawda określone plany, ale mam też mniej lub bardziej jasne sytuacje awaryjne. Ale często się zdarza, że plan bierze w łeb i wtedy nie załamuję się, tylko improwizuję. I nawet bardzo lubię improwizację, bo często okazują się lepsze niż plan. Zgadzam się, że ścisłe trzymanie się planów nie jest dobre. Ja sama modyfikuję moje plany właściwie non stop, zależy od okoliczności. Nie wiem czy za 3 lata nadal będę chciała robić to, co teraz sobie wyobrażam, że będę robić za 3 lata. No ale płynięcie z prądem już jest dalekie od mojej filozofii, bo lubię sama kształtować swoje życie poprzez dokonywanie wyborów. Nie jestem w stanie przewidzieć na 100% co mi przyniesie jutro, ale jestem w stanie z dużym prawdopodobieństwem na to wpłynąć. Nie licząc oczywiście jakichś sytuacji losowych typu choroba, wypadki, ale one nie są tak częste, żeby się tego obawiać każdego wieczoru, gdy kładę się spać. Nie wiem jak wyglądałoby teraz moje życie, gdybym wpadła w wieku 20 lat. Może byłoby lepsze, może gorsze niż teraz. To tak naprawdę nie ma znaczenia, bo te lata są już za mną. Uważam jednak, że jak na razie niczego nie straciłam, bo mogę mieć teraz dziecko, oboje jesteśmy zdrowi i zdolni do tego. A jeśli nawet miałabym problem z zajściem w ciążę, to nie będę patrzeć wstecz z żalem, bo był mój świadomy wybór.

101

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ja mam 40 lat i dziś mogę sobie bardzo swobodnie zyć. To jest jeden z plusów  wczesnego macierzyństwa wink kilkudniowy wypad z przyjaciółmi czy partnerem nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Jestem też ogromnym wsparciem dla brata, który jest w UK i ma dwoje bąbelków, te wakacje spędzę u niego, zapewne wink a jest młodszy ode mnie tylko 4 lata.

102

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
in_ka napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

Ojca do dziecka powinno wybierać się rygorystyczniej niż pracownika do firmy. Musi być zdrowy, wykształcony, mieć dobrą pracę, no i w razie co to żeby alimenty w kwocie co najmniej 1tys na jedno dziecko płacił.

a zakładasz jakieś emocje, ba uczucia łączące matkę z ojcem dziecka,
czy tylko ... fura, skóra i komóra  wink
oj Ludmiła kogo ja się pytam ...
pomroczność jasna czy co ?

cslady napisał/a:

Miłość i pieniądze się nie wykluczają, więc takie demonizowanie jest śmieszne.

może jest, a może ...
kurczę ja nawet przez moment nie patrzyłam przez pryzmat - pieniądze
i jestem szczęśliwa, że moje dziecko zostało powołane na świat przez ludzi, którzy zwyczajnie tak po prostu bez KALKULACJI się kochali
no ale przecież można inaczej - a czemu nie, a kto zabroni wink

bywają chwile, trudne, kiedy pojawiają się myśli, może żałuję, że wyszłam za niego (mojego męża za mąż) ale nigdy nie żałuję, że mam z nim, z tym mężczyzną, miłością mojego życia dziecko
i jest to wielkie spełnienie w życiu, no ale może w moim życiu ...

Dziękuję ci są tą wypowiedź, bo już myślałam, że jestem niepasującą do świata, małoletnią idealistką jak wszędzie słyszałam o tych kalkulacjach.
Dla mnie na pierwszym miejscu liczy się miłość w rodzinie, między rodzicami, wzajemny szacunek i tego typu wartości.
Wiadomo, że pieniądze są ważne, bez nich ani rusz, ale litości patrzenie na to ile zer kto ma w pensji jest wg mnie żałosne...
Owszem, przy wyborze męża i ojca dla moich dzieci patrzyłabym na jego pracowitość, rzetelność, wkład w prace domowe i przede wszystkim czy ja go kocham i czy on kocha mnie. Czy będzie zarabiał 8000 czy 2000 to wydaje mi się, że bylibyśmy w stanie stworzyć szczęśliwą rodzinę.
Nie mówię oczywiście, że dużo pieniędzy wyklucza miłość, najlepiej jest mieć jedno i drugie,chodzi mi tylko o system wartości.
Chłopak mojej siostry ma dość dzianych rodziców, dają mu na wszystko co chce. Ale dzieciak (16 lat) sam mówi, że wolałby mieć normalną rodzinę, a mniej kasy na nowe ciuchy.

103

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Kurcze, jako matka dziecka, które wcześnie poczęło dziecko pewnie bym starała się je wesprzeć, NIGDY nie namawiałabym na aborcję, raczej bym porozmawiała.
Ludzie, od kiedy to kariera (czyjakolwiek) jest ważniejsza od sumienia? Kto dał komukolwiek prawo do zabicia własnego, bezbronnego dziecka? Kto powiedział, że rodząc wcześniej dziecko nie można zrobić kariery? To wszystko pokazuje priorytety, jakie każdy z nas ma. Błagam, nie piszcie o aborcji jako o wyjściu z takiej sytuacji bo to nie jest żadne wyjście. Albo jesteś aktywna seksualnie i liczysz się z ciążą (dlatego wskazane jest odpowiednie dobieranie partnera) albo nie uprawiasz seksu i masz ewentualny 'problem' z głowy. Odrobina więcej pokory w tym świecie zdziałałaby cuda.

104 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2015-04-21 00:04:37)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Kariera nie jest wazniejsza od sumienia dla mnie, ale dla mnie aborcja nie jest zbrodnia.

Nie chce miec nigdy dzieci i nie zamierzam do konca zyc w celibacie bo to odbiloby sie BARDZO negatywnie na mojej psychice i pracy.

Aborcja nie jest wymarzonym wyjsciem, ale jest jednak wyjsciem, ktore bym podjela.

105

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Mam 19 lat, mój chłopak dziś skończył 20, obydwoje na dziennych studiach, 300 km od siebie. Gdybym zaszła w ciążę (chodź na razie to raczej niemożliwe) to nie usunęłabym dziecka. Moi rodzice by nam pomogli, jego chyba trochę mniej...
Ale jesteśmy dorośli, zdrowi, możemy ciężko pracować i jakoś wiązać koniec z końcem. Aborcja byłaby dla mnie zbrodnią, z którą nie mogłabym żyć. Dla mnie sytuacja jest prosta. Kiedy się człowiek decyduje na współżycie to z ciążą trzeba się liczyć, bo zabezpieczenia nigdy nie są do końca pewne. Dorośli ludzie powinni brać odpowiedzialność za swoje decyzje, a nie jak się pojawi problem to usuwać.

I to nie prawda, że wczesna ciąża to życie skopane do samego końca, bo znam kobietę, która jak miała 16 lat zaszła w ciąże, urodziła dziecko, za rok kolejne i żyli dobrze i niczego im nie brakowało. Musieli ciężko pracować, to fakt, ale w życiu nie ma nic za darmo. Ich spokojne życie przerwała dopiero rodzinna tragedia, która akurat z wpadką z przed lat nie miała nic wspólnego, ale całe szczęście dzieci mają już po 18+ więc łatwiej mogą sobie poradzić.

A aborcja jako rozwiązanie problemu w przypadku nastolatek wydaje mi się już najgłupszym pomysłem. Przecież to jest nielegalne! Mamusia z tatusiem wyłożą pieniążki takiej delikwence, zrobi gdzieś pokątnie zabieg nie wiadomo w jakich warunkach, a potem jak nie poniesie konsekwencji to będzie myślała, że dalej wszystko wolno i zajdzie znów, bo taki "przypadek" też znam.
Sex bez zabezpieczenia ---> ciąża ---> tabletka wczesnoporonna ----> znów sex bez zabezpieczenia.

106

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
ola_15 napisał/a:

A aborcja jako rozwiązanie problemu w przypadku nastolatek wydaje mi się już najgłupszym pomysłem. Przecież to jest nielegalne! Mamusia z tatusiem wyłożą pieniążki takiej delikwence, zrobi gdzieś pokątnie zabieg nie wiadomo w jakich warunkach, a potem jak nie poniesie konsekwencji to będzie myślała, że dalej wszystko wolno i zajdzie znów, bo taki "przypadek" też znam.
Sex bez zabezpieczenia ---> ciąża ---> tabletka wczesnoporonna ----> znów sex bez zabezpieczenia.

Nielegalna jest w Polsce, ale nie np. w Czechach, gdzie nie ma problemu, by się dostać i usunąć. Robienie zabiegu pokątnie w Polsce to głupota, jeśli już ktoś musi go zrobić. Można się narazić nie tylko na konsekwencje prawne, ale przede wszystkim chodzi tu o zdrowie.

107

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Qrsywa napisał/a:

cslady ale  dla mnie wymówka że ja chce energię spożytkować na karierę i dlatego planuje pozbyć się ciąży jest nie do przyjęcia. Skoro już ta ciąża jest to w czym miałaby mi blokować możliwość rozwoju?? Życie jest dynamiką. Nie da się go ułozyć wedle własnego planu. Chociażby dlatego że nie jesteśmy samotnymi wyspami.

Qrsywa, Ty pytasz poważnie? big_smile W czym ciąża blokuje możliwość rozwoju? Bo mi właściwie we wszystkim by zablokowała, zakładając, że nie podrzuciłabym dziecka rodzicom, a tatuś poszedłby w długą - przezorny zawsze ubezpieczony. tongue Hm, a dokładniej to tak - pracuję w domu, więc luz. Do tego jednak dzienne studia, więc niania albo żłobek (noworodka chyba do żłobka nie wpakuję? big_smile), co oznacza pewnie z 1500 zł mniej (nie wiem, strzelam) = obniżam poziom życia albo piszę jeszcze więcej. Do tego w nocy zapewne niania nie zostanie, więc wstaję, jestem niewyspana. Żegnajcie, najlepsze oceny, żegnaj, stypendium naukowe. Teraz niania nianią, ale pewnie codziennie od - powiedzmy - 8:00 do 22:00 by nie siedziała, ile by jej nie zapłacić dodatkowo. Więc koniec z jazdą konną, francuskim, śpiewem, teatrem, pływaniem i całą resztą. Może raz na ruski rok się na karaoke wyrwę. Mrrrau, aż chce się żyć. Więc owszem, całkiem rozwoju mi to nie zablokuje, studia - luz, dam radę. Ale większość zajęć dodatkowych? Nie no, pewnie, da się żyć bez nich i nie trzeba umieć wszystkiego, ale ja sobie właśnie życzę umieć jak najwięcej. Dziecko mi to znacząco utrudni.

108

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Eileen, a Twoja mama dała sobie radę z wychowaniem Cię mimo młodego wieku i do tego te wszystkie zainteresowania i aktywności. Ale dla mnie to są godne podziwu wyjątki. Zwykle ta dynamika pracy i rozwodu trochę pada na korzyść zajmowania się dzieckiem. Nie twierdzę, że to źle, ale nie wszyscy mają takie priorytety w młodym wieku.

109

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Cslady, dała radę, jasne. Tylko że mój ojciec już w tym momencie nie studiował, tylko pracował, więc mógł się mną zająć. Poza tym mieszkał w tym mieście, co jedni i drudzy dziadkowie, więc w razie czego ktoś mógł posiedzieć ze mną, jakby chciał wyjść. No i to, że ona studiowała na AWF-ie. Rehabilitację ruchową co prawda, ale dalej były zaliczenia z różnych no... sportów - więc przez jakiś czas nie mogła, to raz, dwa - że musiała żabę zabić, żeby punkty odrobić, bo nikt z grupy nie chciał. big_smile No i musiała zrezygnować z akrobatyki, którą w tym czasie wyczynowo uprawiała. Więc owszem, może być wzorem/wyjątkiem, ale dalej to nie tak, że moje pojawienie się na świecie niczego jej nie utrudniło/uniemożliwiło. Część też odłożyło w czasie na dłuższy czas.

A ja pisałam w sumie o sobie, bo jeśli ktoś tego nie chce, to dziecko mu tego nie utrudni. Ja nie chcę dzieci wcale, więc dla mnie to by była katastrofa. Moja mama widocznie mnie chciała big_smile, więc zrezygnowała jakby z jednego na rzecz drugiego. Dla mnie w tym momencie byłaby to po prostu ogromna przeszkoda właściwie we wszystkim, czym się aktualnie zajmuję, a nic w zamian. ;p

110 Ostatnio edytowany przez gjelinska (2015-10-09 20:14:44)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Siemka!
Ja jestem na studentką pierwszego roku na moim wymarzonym kierunku. Ale w dniu wyjazdu na studia mój ginekolog potwierdził ciążę(aktualnie jest to 7 tydzień). Powiem szczerzę, że do ostatniej chwili miałam nadzieję, że trafiłam na felerny test i specjalnie się tym nie przejmowałam. Dopiero gdy ginekolog mi pokazał fasolkę dotarło do mnie, że nosze w sobie dziecko. Przyznaje szczerzę, że nie chciałam dziecka, zastanawiałam się nad aborcją.
Gdy powiedziałam o ciąży swojemu partnerowi on skakał z radości a ja płakałam. Ale mina mu zrzedła gdy oznajmiłam mu, że chce usunąć dziecko. Z tego powodu się pokłóciliśmy. On się do mnie nie odzywał przez parę dni. Ja w tym czasie szukałam kliniki. Dopiero w weekend jak zjechałam do domu pogodziliśmy się. Chociaż było to dosyć dziwne. Mianowicie: Wieczorem Rafał puścił nam film, który opowiadał o dziewczynie, która była w podobnej sytuacji jak ja. W tym filmie były pokazane jej dalsze losy, po dokonaniu aborcji i było również pokazane jak ten zabieg przebiega. Film mną nieźle wstrząsnął, ale postanowiłam być twarda. Jednak nie dałam rady. Po filmie poważnie porozmawiałam z Rafałem, powiedziałam mu prawdziwy powód chęci aborcji. Mianowicie powiedziałam mu te słowa: Ja nie tyle co nie chce tego dziecka, ale boję się, że nie podołam i zmarnuję jemu jak i sobie życie. A potem wszyscy będziemy płakać z powodu braku odpowiedzialności. Mówiłam te słowa przez łzy. Jednak on powiedzial cos co mnie totalnie rozwaliło"Strach nie jest powodem do zamordowania własnego dziecka. Ja tez się boje i to jak cholera. Ale wiem, że posiadanie rodziny to cos wspaniałego. Nie mówię, że będzie łatwo, że wszystko będzie szło tak jakbyśmy chcieli, ale to się nam zwróci za jakiś czas. Może miesiące a może lata. Kto wie. A jeśli chodzi o twoje studia to jakoś damy radę. Ja pracuję wiec dam radę nas utrzymać." Po tych słowach wiedziałam, że zakochałam się we właściwym mężczyźnie. W tamtym momencie porzuciłam myśl o usunięciu dziecka. Teraz naszym jedynym problemem jest oznajmienie naszym rodzicom, że zostaną dziadkami. Ktos ma jakiś pomysł jak in to powiedzieć?

Posty [ 66 do 110 z 110 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026