Ale czy ktoś tutaj pisze, że wszyscy tak powinni robić albo powinni się kastrować? M.in. ja uważam, że decydując się na dziecko trzeba być odpowiedzialnym, ale nie wszyscy są, a też jakoś żyją. Nie wnikam w to jak kto wychowuje dzieci i co im daje. Nawet tego nie oceniam w odniesieniu do konkretnych osób, bo mnie to po prostu nie obchodzi. To tylko mój ogólny pogląd na sprawę. Grunt, by mój partner myślał podobnie, bo to w końcu z nim będę mieć dziecko. A reszta niech spontanicznie płodzi dzieci i żyje w szczęściu i wiecznej wesołości.
Popełniasz błąd twierdząc, że po skończeniu studiów to tylko kasa w biedronce. Można mieć dobrą pracę po każdych studiach, ale do tego wypadałoby uczyć się języków, nabywać już na studiach doświadczenia (choćby na wolontariatach, jeśli nie znajdzie się płatnej pracy, która nas interesuje), być trochę przedsiębiorczym, elastycznym, znać chociaż jako tako zapotrzebowania na rynku pracy itp. Poznawanie ludzi też jest bardzo ważne na studiach, bo te znajomości mogą się potem przełożyć na pracę. A jak ktoś się zamknie z dzieckiem w domu w wieku 20 lat, to jak ma nawiązywać znajomości, uczyć się i zdobywać doświadczenie? No ale tak jak mówię, to tylko moje zdanie. Ludzie mają różne oczekiwania od życia i samych siebie. Ja mam bardzo wysokie, a komuś innemu może wystarczyć jedzenie codziennie chleba z masłem. Mnie naprawdę nic do tego.
A co do ciąży u nastolatki, to nie ma tu dobrego wyjścia. Aborcja może bardzo odbić się na psychice, oddanie dziecka do adopcji tak samo. Trudno przewidzieć, która decyzja byłaby tu pójściem na skróty. Znam 2 kobiety, które poddały się aborcji i to zniszczyło poniekąd ich życie, bo popadły w depresję i nie są w stanie tego sobie wybaczyć. Nie powiedziałabym, że w ich przypadku aborcja była zabiegiem szybko, po cichu i na skróty. Każda decyzja byłaby trudna, dlatego już sam fakt jej podjęcia jest dla takiego dziecka niezłą szkołą życia i swoistą nauczą na przyszłość, nieważne jak sytuacja dalej się rozwinie. Konsekwencje będą poniesione i tak, to nieuniknione.