Qrsywa, ale czy to, że dam dziecku na jazdę konną, musi oznaczać, że nie mogę z nim rozmawiać, spędzać czasu, poświęcać dużo uwagi? Bo dalej pokazujesz to jako jakieś przeciwieństwo. Przecież te rzeczy się nie wykluczają. I ja nie twierdzę, że dobra materialne są najważniejsze, że lepiej kupić dzieciakowi narty, niż być dla niego wsparciem. Nie, ja mówię tylko, że ja wolałabym mieć dziecko dopiero wtedy, kiedy będę w stanie zapewnić mu obie te rzeczy.
I nie, nie napisałam też, że brak jazdy konnej = słaby rozwój dziecka. Mówię o całokształcie - jeśli jedno dziecko będzie miało zapewnione dodatkowe zajęcia, jeśli wyrazi taką ochotę, a drugie będzie ograniczone do chodzenia do szkoły, ewentualnie darmowych zajęć, których wybór jest dużo mniejszy i akurat nie musi mu odpowiadać, to owszem, tak uważam. Nie to, że będzie głupsze/gorsze, tylko zwyczajnie będzie mniej umiało czy nie rozwinie swoich pasji. Tyle. I to przecież nie jest kwestia dyskusyjna, tylko prosty fakt - jeśli moje dziecko sobie wymyśli, żeby być baletnicą, to będzie musiało ćwiczyć od dziecka, a nie od lat nastu, kiedy będzie mogło sobie zarobić. Jak uzna, że chce być dżokejem, to chcę, żeby miało taką możliwość. Po prostu. Jak będzie chciało zmieniać zdanie i będzie szukało swojej drogi, to też chcę mu to umożliwić. Nie chcę, żeby było ograniczone albo do pracy fizycznej, albo skończenia szkoły jednej, drugiej, ewentualnie studiów czy czegoś tam, czyli wszystkiego tego, co można zrobić w gruncie rzeczy bez pieniędzy. Chodzi mi o zawody związane często z jakimś talentem - jeśli nie będzie mnie stać np. na pianino dla dziecka, to choćby miało największy talent, nie rozwinie go i pewnie nawet nie odkryje. Dlaczego? Bo ja postanowiłam machnąć dzidziusia w liceum? ;p
[edit] A co do tego, że przetrwałaś cięższe okresy w życiu dzięki takiemu dzieciństwu, jakie miałaś - mi właśnie chodzi o to, żeby moje dziecko nie musiało przetrwać niczego wielkiego czy walczyć o "normalne" życie. Walczyć może o sukces, o spełnianie swoich marzeń, o dążenie do czegoś tam, ale wcale nie chcę, żeby "szkołę życia" dało mu coś, co może po prostu dostać. Szkołę życia tak czy inaczej dostanie, wolę, żeby miało ją no... jak najwyższym szczeblu. Nie umiem chyba wyjaśnić, w sensie, niech się stara, pracuje, walczy, wszystko jak najbardziej, ale nie o to, czy ma gdzie mieszkać, co jeść, gdzie pracować, za co żyć, bo to moja rola - na przykładzie tej nieszczęsnej jazdy konnej, niech sobie walczy o wygraną w WKKW, niech się męczy na treningach, daje radę ze stresem, a nie walczy o to, czy dzisiaj będzie miał co zjeść na obiad, czy nie.