netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

109 odpowiedzi24 522 wyświetleniazałożony przez Olinka, 20.04.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 110 ]

1

Temat: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

"Mamo, tato, jestem w ciąży" i...? Co dzieje się w chwili, kiedy przerażona nastolatka przychodzi do rodziców i oznajmia, że spodziewa się dziecka? Najczęściej jest wówczas zagubiona, nierzadko przerażona, potrzebuje wsparcia, zrozumienia i pocieszenia. Cały świat stał przed nią otworem, zapewne miała jakieś plany, marzenia, całe życie przed sobą, a ta jedna wiadomość cały jej bezpieczny i poukładany świat zmienia o 180 stopni, a sytuacja zmusza do przyspieszonego kursu wchodzenia w dorosłość.

Jak w takiej sytuacji powinni zachować się rodzice? Pomóc, wesprzeć czy jednak samej kazać wypić piwo, którego się nawarzyło? Co kieruje tymi, którzy odwracają się, odrzucają, a nawet wyrzucają z domu? Bo własne dziecko nie spełniło oczekiwań, przyniosło wstyd przed otoczeniem? A może przyczyną jest własna bezradność i nie dość miłości do dziecka?

2

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Rodzic powinien stanąć na wysokości zadania. W żadnym wypadku nie można zostawiać młodego człowieka samemu sobie, gdyż może to doprowadzić tylko do tragedii... Tutaj wychodzi to czy sami rodzice są dojrzali - niestety, kiedy nasze dziecko wkracza w wiek nastoletni musimy wiedzieć, to że sie zmienia, jego psychika ale i ciało. Problem rodziców polega na tym, że wciąż traktują swoje nastoletnie dzieci jak ... dzieci ! Tylko i ciągle dzieci. A potem jest dramat bo to nasze dziecko est w ciąży . Trzeba pogodzić się z faktem, że dzieci rosną a wraz z nimi ich potrzeby się zmieniają i nadążać za tym z rozmową, żeby uniknąć takich tragedii.

3

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ja cały mój okres szczenięcy bałam się ewentualnego zajścia w ciążę. Nie wyobrażałam sobie, jak mogłabym spojrzeć rodzicom w oczy i powiedzieć, że zaciążyłam, a nie ufałam żadnej antykoncepcji. Szczególnie blokująco działała na mnie wiedza na temat mojej mamy. Ona 'wpadła' w wieku 19 lat i dla niej to było o wiele za wcześnie. Skończyło się aborcją za namową jej rodziców. Druga 'niechciana ciąża' (ja) trafiła się niecałe dwa lata później i również miała zakończyć się aborcją... zbieg okoliczności sprawił, że jakoś tu jestem.

Wydaje mi się, że to, czy córka powie rodzicom o ciąży jest konsekwencją całego wychowania i nastawienia rodziców do własnych dzieci (podobnie jak sama ciąża). Nie oszukujmy się, 'wpadki' biorą się przede wszystkim z niewiedzy nastolatków, bo rodzice uważają, że ich dzieci 'mają jeszcze czas' i nie rozmawiają z nimi, albo traktują to jako obowiązek szkoły. Moi rodzice stanowczo zaniedbywali tematy seksu, antykoncepcji i tylko mój rozsądek (czy też strach) mnie ocaliły.

Uważam, że jak najbardziej rodzice powinni wesprzeć swoje dzieci- w końcu to nie jest jakiś koniec świata, choć na początku tak to może wyglądać. Bo właściwie, jeśli nie pomoc córce, to co pozostaje? Wyrzucenie jej z domu? Chyba nie tędy droga.

4 Ostatnio edytowany przez London69 (2011-04-20 19:35:11)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ja sądzę, że rodzice powinni wesprzeć w takiej sytuacji swoje dziecko. To jasne, że wykazało się nieodpowiedzialnością itp. itd. Ale to jest nie tylko trudne dla rodziców, trudniejsze dla dziecka. Moja mama miała mnie w brzuszku już w wieku 19 lat, ale właśnie dzięki wsparciu dziadka i babci (rodzice mamy) normalnie skończyła szkołę, zaraz po szkole poszła na studia, później magisterka i dalej się kształci i pracuje. Mnie pilnowała babcia, ponieważ oboje rodzice pracowali. Jak mama skończyła studia, wyprowadziliśmy się na nowe mieszkanie, rodzice mamie pomagali i jakoś się ułożyło. wink

5

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Moja siostra urodziła dziecko gdy miała lat17( byłam dla niej rodziną zastępczą-jesteśmy sierotki). Byłam przerażona, sama miałam 2 maluchów, siostrę i jej dziecko.  Wszystko się poukładało, siostra jest wykładowcą na uczelni jej córka cudowną gimnazjalistką...Ale gdy moja córka miała lat 15...16...i regularnego chłopaka to bałam się panicznie, że historia się powtórzy, że wszystko znowu na mnie spadnie .Jak teraz o tym myślę, to zachowywałam się okropnie. Byłam podejrzliwa, pod byle pretekstem wysyłałam do lekarza-ginekologa też, pilnowałam jej miesiączek. Antykoncepcje przerobiłyśmy na wszystkie możliwe sposoby. I co po latach? I nic chłopak wciąż ten sam ona, samodzielna robi karierę;)...a ja? może kiedyś doczekam się wnucząt...jak na razie dallllekie plany.

6

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Moja kuzynka zaszła w ciąże w wieku 19 lat. Pamiętam jak z płaczem przyszła do mnie i opowiedziała mi, że jej rodzice, a zwłaszcza matka kazała jej spakować swoje rzeczy i wynieść się z domu. Byłam przerażona, bo ciotkę zawsze uważałam za osobę o wspaniałym sercu. Kuzynka po 3 dniach mieszkania u mnie w domu wróciła do siebie, jednakże ilekroć przyszłam do niej z wizytą można było odczuć nieciekawą atmosferę. Słychać było płacz ciotki, jej żale "jak ona wychowała córkę, chciała dobrze, starała się, dawała wszystko i tak się jej córeczka odwdzięcza" a potem gdy Ewelina szła by porozmawiać słyszała "że jeśli chciała się *** (tutaj padały różne określenia) mogła sobie patyk wsadzić". Kuzynka szukała pocieszenia, wsparcia u ojca, ale ten zawsze surowy uznał, że oddał pewne prawa wychowania matce i to jest jej problem. Chłopak proponował aby Ewelina się wyprowadziła do niego, że jakoś sobie poradzą, ale ona nie chciała, za bardzo się bała. Maturę zdała i zaraz po odebraniu świadectwa wyjechała do Anglii. Teraz pracuje i mieszka z wcześniejszym chłopakiem, a syna ma uroczego. Szkoda tylko, że dziadkowie, zwłaszcza babcia nie interesuje się wnukiem, gdyż uważa to za największy błąd swojej córki. Czy aby na pewno córki?

7

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Monia, to co piszesz jest po prostu przykre. Sądzę, że rodzice, którzy w takiej chwili odrzucają własne dziecko, zwyczajnie nie stają na wysokości zadania, tak jakby ich miłość była warunkowa - nie spełniłaś moich oczekiwań, to ja nie będę cię kochać, radź sobie sama. I czy przypadkiem nie w takich właśnie, kryzysowych, sytuacjach rodzina powinna szczególnie się wspierać? Rozumiem, że w pierwszej chwili to może być szok, bo stało się coś, co stać się nie powinno, ale na tym między innymi polega dorosłość, żeby mierzyć się z problemami zamiast od nich uciekać.

8 Ostatnio edytowany przez dayzi (2011-04-20 20:51:37)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Olinko  naszym społeczeństwem rządzi dulszczyzna.  Dla wielu ważniejsze jest co powie ksiądz, pociotki czy sąsiadki niż co w takiej chwili czuje dziecko.

Zgodzę się, że taka wiadomość może być szokiem ale odrzucenia nie rozumiem.

9 Ostatnio edytowany przez Dotty (2011-04-20 20:50:32)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

A ja zaszłam w wieku 20 lat, to była wpadka, ale miałam w nosie co pomyśla rodzice...Tyle, że ja kiedy dowiedziałam się o ciaży byłam już niezależna, od pond roku nie mieszkałam z rodzicami, a z partnerem...Czasami, wpadka nie musi być wynikiem niedoinformowania (u mnie zawiodła antykoncepcja), a rodzice w żadnym wypadku nie powinni się córkom odgrażać np: 'Jak zajdziesz to od razu się pakuj i idź mieszkać pod most' czy 'nie chcę tu żadnego bachora mieć pod dachem', bo kiedy rodzice tak sie wyrażaja to później słyszy się o noworodkach urodzonych w łazience, lub też porzuconych na śmietniku. Bo młode dziewczęta najzwyczajniej panicznie sie boja i ukrywaja ciażę, a przecież takie postępowanie tylko szkodzi i nikomu nie pomaga, a zwłaszcza nienarodzonemu dziecku. Przecież zatrzymanie dziecka czy aborcja nie sa jedynym wyjściem...istnieje adopcja, a jeśli młoda matka zdecyduje się na oddanie dziecka zaraz po porodzie i zrzeknie się praw to maluch ma ogromne szanse na znalezienie rodziny która będzie mu w stanie zapewnić to czego młoda dziewczyna nie jest w stanie mu dać.

10

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ja zaszlam w ciaze z pierwszym dzieckiem w wieku 17 lat (Busiu, doskonale wiedzialam co to antykoncepcja), niewiedzialam jak w ogole o tym powiedziec, bo to ze powiesz to jedno, ale jak dobrac slowa, co mowic, w jakim tonie.. cos strasznego..
Ale powiedzialam najpierw mamie, tzn. pokazalam test i dalam ulotke tongue No i mama sie poplakala, i powiedziala, ze w razie czego damy sobie rade, i zrobila mi termin do swojego gina, ktory nic nie wyczul, i dal mi tabletki na wywolanie okresu.. ktory nie przyszedl.. No i poszlam na usg.. nie z mezem (wtedy jeszcze chlopakiem) ale z mama.. ktora zobaczyla ta mala istotke na ekranie, plakala ..... ze szczescia smile
No i jeszcze jedno.. jak tu teraz powiedziec tacie, przyszlismy z usg, moj R. poszedl do innego pokoju, a ja glupia zamiast isc po niego to poszlkam sama do taty ktory myl akurat gary .. i rozmowa mniejwiecej wwygladala tak:
- Tato, musze ci cos powiedziec..
-Co?
-Nie bedziesz zly?
-No zobaczymy
-Nie zabijesz mnie?
-No, nie
-Jestem w ciazy
-To ci gratuluje
I obrocil sie spowrotem myc te garska.. a mi bylo tak glupio, juz wolalabym zeby wrzeszczal na mnie..
No to mama zawiozla nas do domu mojego, a na drugi dzien tata zadzwonil z przeprosinami, bo byl w szoku, oczywiscie rozumialam to smile No i w 4 miesiacu wyjechalam do De.. i tak sobie zyjemy nasza czworeczka smile A o drugiej ciazy to tez balam sie powiedziec tongue mimo, ze planowana..
A teraz? Dzieciaki sa oczkami w glowie swoich dziadkow smile Jestem dumna, ze mam takich rodzicow smile ktorzy wsparli, pomagali urzadzic tu mieszkanie, przywozili ciuszki.. kartonami smile
Wiec mysle, ze kazdy rodzic patrzy na to inaczej, moim by na przyklad nie przeszlo przez glowe, wyrzucenie mnie z domu z ``brzuchem``, czy wyzywanie sie, a inni nie umieja sobie z tym poradzic i w chwili szoku tak reaguja..
Ale zgadzam sie z moja poprzedniczka, gdyby nie takie sytuacje, duzo mniej byloby smierci noworodkow, znalezionych w smietnikach, lazienkach szkolnych..

11

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Wiecie co, tak sobie czytam co piszecie i chciałam się podzielić swoim problemem. Otóż jestem 7 miesięcy po ślubie, ale na razie mieszkamy z moimi rodzicami. Niedługo już wyprowadzamy się na swoje. Studiuję zaocznie i pracuję. Zaraz po ślubie mama oznajmiła mi, że ma nadzieję, iż nie zamierzam jeszcze rodzić dzieci, bo zmarnuję sobie całe zycie. Już miałam ochotę jej powiedzieć, żeby się nie wtrącała, bo mam swoją rodzinę, ale dałam spokój. I nawet teraz wiem, że gdyby się okazało, że jestem w ciąży, nie umiałabym o tym z nimi rozmawiać. Bo mimo iż mam swoją rodzinę, to ze wszystkiego musimy się tłumaczyć, a po co poszłam do sąsiadki, a dlaczego pomagam jej szukać pracy, a gdzie jadę. Itd... Nie zaakceptowaliby naszego dziecka... Wiem o tym.

12

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

no na pewno to nie jest łatwe i dla przyszłej mamy i rodziców, ale rzeczywiście  temat sexu dla rodziców jest naprawdę krępujący!Powiem wam jak ja miałam pierwszą wizytę u ginekologa... oczywiście norma,że jak miałam 21lat to okres powinnam mieć itd u mnie jednak tego nie było zaczął być na początku na końcu i czasami w środku miesiąca to wyobrążcie sobie,że mi spokojnie wkładka wystarczała. pewnego dnia mój narzeczony nie spodziewanie wziął i zapisał mnie do lekarza nawet nie mówiąc mi o tym nic zawióżł na miejsce i hm..nie miałam wyjścia!okazało się,że mam te chorobę zespół policystycznych jajników  wróciłam do domu i opowiadam mamie..... ona taka napięta siedzi bo myślała,że właśnie za chwilę usłyszy,że jestem w ciąży!!!!!! taka mi przykrość wtedy zrobiła,że nawet jak teraz o tym piszę widzę jej twarz,znienawidzoną!-tylko pytanie o co kiedy ja wtedy jeśli nawet chciałabym zostać mama miałabym problem!mama na samą myśl nawet o wizycie u gin nie chciała słyszeć!!ale dobrze,że mam teraz narzeczonego który nie pozwoli mi opuścić,zadnej wizyty!!!!

13 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-04-27 02:07:28)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Przeraziło mnie to co napisała Busiu. Wybacz wyrażenie, ale Twoja mama była bardzo nieodpowiedzialna...
Nie rozumiem osób, które mówią, iż np 18 lat i ciąża to koniec świata i najlepiej to usunąć. Gdybym miała odpowiednie warunki finansowe, to mimo młodego wieku starałabym się już z moim chłopakiem o dziecko. Gdyby zdarzyła mi się zaś wpadka wzięłabym odpowiedzialność. Jestem stanowczo przeciwna aborcji - dla mnie to morderstwo.
Piszecie o wpadkach w wieku 19 , 20 lat ( Dotty) dla mnie to nie tragedia, zazwyczaj dziewczyny w tym wieku mają już partnerów, którzy zarabiają, a ciąża w tym wieku nie oznacza końca rozwoju dla takiej dziewczyny.
Moja mama zaszła w ciążę z moją siostrą w wyniku wpadki w wieku 17 lat i świetnie sobie dała radę smile Wiadomo , że nie było łatwo, ale dała radę . A mnie urodziła w wieku 21 lat. I w naszym domu nie było nigdy sytuacji, żebyśmy np nie mieli w co się ubrać lub co jeść. Wiadomo, że bogaczami nigdy nie byliśmy, ale najważniejsze, że mam kochających rodziców.
Uważam, że rodzice powinni przede wszystkim uświadamiać dzieci o antykoncepcji, jeśli jednak ta nastoletnia ciąża się przydarzy, to owszem, skakać z radości nie będą rodzice, ale okazać dziecku wsparcie, pomagać mu i wesprzeć jak tylko się da.
Jak moja mama podejrzewała kiedyś, że mogę być w ciąży, to mówiła, żebym pamiętałam ,że mogę na nią liczyć.

Smutna88 , jesteś dorosła, masz 23 lata, to jest dobry wiek na macierzyństwo, z punktu widzenia bilogicznego i takiego, że Ty z mezem juz niedlugo bedziecie meic wlasne mieszkanie , pracujecie . Moim zdaniem starajcie sie z mezem o dziecko, nie sluchaj tego co mowi mama, bo nie powinna układać Ci zycia. Jezeli nie zaakceptuje dziecka, to jej problem, ale ja na Twoim miejscu nie czekalabym, bo akurat mama ma takie widzimisie.

14

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
truskaweczka19 napisał/a:

Gdyby zdarzyła mi się zaś wpadka wzięłabym odpowiedzialność.

Problem w tym, że taka młoda ciąża nie tylko zmienia życie rodziców ale tak jak było w moim(patrz wyżej) przypadku zmieniła życie całej rodziny. To ja musiałam zweryfikować swoje plany życiowe, musiałam zarabiać na całe towarzystwo i jeszcze opiekować się dzieckiem, żeby matka zakończyła edukacje.  Dlatego nie dziwie się, że przyszli dziadkowie czasami  z przerażeniem reagują na wieść o wnuku.

Spójrzcie na sprawę od strony rodziców:
-ledwo stanęli na nogi a teraz dziecko i problemy
-tyle maja kredytów, czy poradzą sobie z dzieckiem jak ona nie będzie pracować
-kto im będzie pilnował? pewnie myślą, że nas wrobią
-tacy młodzi, licealiści kto ich utrzyma?

To, że reagują negatywnie nie zawsze wynika z tego, że Wam źle życzą , raczej z obawy o Was.

PS. Moje 1 dziecko urodziłam w wieku 21lat(pracowałam,od roku byłam mężatką)

15

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Nie no ja rozumiem , na pewno nie jest to wtedy łatwa sytuacja dla całej rodziny.

16

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Olinka napisał/a:

"Mamo, tato, jestem w ciąży? i...? Co dzieje się w chwili, kiedy przerażona nastolatka przychodzi do rodziców i oznajmia, że spodziewa się dziecka? Najczęściej jest wówczas zagubiona, nierzadko przerażona, potrzebuje wsparcia, zrozumienia i pocieszenia. Cały świat stał przed nią otworem, zapewne miała jakieś plany, marzenia, całe życie przed sobą, a ta jedna wiadomość cały jej bezpieczny i poukładany świat zmienia o 180 stopni, a sytuacja zmusza do przyspieszonego kursu wchodzenia w dorosłość.

Jak w takiej sytuacji powinni zachować się rodzice? Pomóc, wesprzeć czy jednak samej kazać wypić piwo, którego się nawarzyło? Co kieruje tymi, którzy odwracają się, odrzucają, a nawet wyrzucają z domu? Bo własne dziecko nie spełniło oczekiwań, przyniosło wstyd przed otoczeniem? A może przyczyną jest własna bezradność i nie dość miłości do dziecka?

Dzisiaj przeczytałam, o tym, że 17 latka chce zacząć współżyć, ale boi się, ze rodzice się dowiedzą. W sumie to bardzo dobrze, ze się boi i niech się dowiedzą!
To co teraz się dzieje to jest po prostu patologia społeczna, może to nie nowoczesne. No ale kto to widział żeby 16 latki z brzuchem chodziły? No skandal!

No ja nie wiem, ale zawsze wydawało mi się, że seks jest dla ,,dorosłych ludzi'' jestem dorosła, sama podejmuje decyzje i sama ponoszę konsekwencje więc uprawiam seks.

Uważam, że rodzice i społeczeństwo są zbyt liberalni i jest zbyt duże przyzwolenie społeczne na tego typu ,,wybryki'' młodzieży.

To samo nie rozumiem jak rodzice mogą pozwolić żeby chłopak/dziewczyna, zostawały na noc, podczas gdy nie mają 18 lat. 
Ja nie wiem rodzice sami pozwalają na taką ..... Samowolkę.

Oczywiście potem zazwyczaj wszyscy ostro ,,bekną'' za swoją głupotę i lekkomyślność. Ale zazwyczaj jest już za późno.

17

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Nie wiem jak bym się zachowała na miejscu matki, która usłyszała, że jej nastoletnia córka jest w ciąży. Na pewno nie robiłabym awantur, tylko wykazała się zrozumieniem. Wspierałabym, gdyby córka podjęła decyzję o aborcji, chociaż pewnie namawiałabym ją, żeby urodziła (choć to też zależy). Natomiast czy pomogłabym? To zależy. Gdybym miała mądre i rozsądne dziecko, które po prostu wpadło mimo antykoncepcji, to starałabym się tak pomagać, żeby to się nie odbiło na jego edukacji, ani żeby nie wiązało się z uzależnieniem od partnera. Natomiast jeśli wpadka byłaby wynikiem szeregu złych i nieodpowiedzialnych decyzji, a dziecko niczego by nie zrozumiało, to nie robiłabym awantur, ale kazałabym samodzielnie ponieść konsekwencje. Po prostu uważam, że w niektórych konkretnych przypadkach stawanie dla dziecka na rzęsach jest niewychowawcze. Wszystko zależy od konkretnej osoby.

18

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ja bym na pewno poniżyła i porządnie zwyzywała, bo ja puszczalska nie byłam. Więc mam prawo.
Gorzej jak puszczalska wyzywa puszczalską wtedy to już naprawdę śmiechu warte.
Zazwyczaj jak matka się młodo puszczała to i córka nie będzie lepsza.
Chociaż jakby mi nieletnie dziecko do domu przyszło z informacją, ze jest w ciąży, to aborcja obowiązkowa i nawet dyskusji by nie było!
Ale moim zdaniem, to wina rodziców, że dopuszczają do takich sytuacji, jakby od małego wpajały ostre radykalne zasady, nie byłoby problemu.

Przy niektórych dziwkowatych nastolatkach to prostytutki z agencji to tylko ,,kobiety lekkich obyczajów''.

19

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Nie rozumiem rodziców, którzy w takich sytuacjach wypierają się swojego dziecka. Wsparcie w tym czasie jest najważniejsze, co taka młoda osoba pozostawiona sama sobie może zrobić? Może nie jest to spełnienie marzeń rodziców i coś godne pochwały, ale stało się.

20

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Odświeżony został ten wątek, więc i ja się wypowiem. Urodziłam córkę, kiedy brakowało mi 2 miesiące do pełnoletności. Moja mama nienawidziła mnie i pogardzała mną przez całe dzieciństwo, ale... kiedy ja stałam się mamą, zaczęła inaczej mnie postrzegać, a moja córka jest jej najlepszą przyjaciółką. Moja córka jest już pełnoletnia i z moją mamą ( a jej babcią) są we wspaniałej komitywie. I chociaż miałam kiedyś wiele żali do mojej mamy, to widząc moją córkę i moją mamę razem, jestem przeszczęśliwa. Z moim tatą, moja córka również bardzo dobrze żyje.

21 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-04-16 21:22:08)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Ja bym na pewno poniżyła i porządnie zwyzywała, bo ja puszczalska nie byłam. Więc mam prawo.
Gorzej jak puszczalska wyzywa puszczalską wtedy to już naprawdę śmiechu warte.
Zazwyczaj jak matka się młodo puszczała to i córka nie będzie lepsza.
Chociaż jakby mi nieletnie dziecko do domu przyszło z informacją, ze jest w ciąży, to aborcja obowiązkowa i nawet dyskusji by nie było!
Ale moim zdaniem, to wina rodziców, że dopuszczają do takich sytuacji, jakby od małego wpajały ostre radykalne zasady, nie byłoby problemu.

Przy niektórych dziwkowatych nastolatkach to prostytutki z agencji to tylko ,,kobiety lekkich obyczajów''.

Poniżyła?
A przepraszam, Pani to taka święta jest?

Nie jestem za tym, aby dzieci rodziły dzieci, ale na pewno też nie za tym, żeby kogoś poniżać!

22

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Ja bym na pewno poniżyła i porządnie zwyzywała, bo ja puszczalska nie byłam. Więc mam prawo.
Gorzej jak puszczalska wyzywa puszczalską wtedy to już naprawdę śmiechu warte.
Zazwyczaj jak matka się młodo puszczała to i córka nie będzie lepsza.
Chociaż jakby mi nieletnie dziecko do domu przyszło z informacją, ze jest w ciąży, to aborcja obowiązkowa i nawet dyskusji by nie było!
Ale moim zdaniem, to wina rodziców, że dopuszczają do takich sytuacji, jakby od małego wpajały ostre radykalne zasady, nie byłoby problemu.

Przy niektórych dziwkowatych nastolatkach to prostytutki z agencji to tylko ,,kobiety lekkich obyczajów''.

A jak nazwiesz czterdziestolatkę, która ma wpadkę?

23

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Ja bym na pewno poniżyła i porządnie zwyzywała, bo ja puszczalska nie byłam. Więc mam prawo.

no ty to potrafisz człowieka rozśmieszyć ...
do czego ty masz prawo?
do poniżania ?
do zwyzywania?

24

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
in_ka napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

Ja bym na pewno poniżyła i porządnie zwyzywała, bo ja puszczalska nie byłam. Więc mam prawo.

no ty to potrafisz człowieka rozśmieszyć ...
do czego ty masz prawo?
do poniżania ?
do zwyzywania?

Mnie dodatowo zastanawia w czym to poniżenie i zwyzywanie miałoby pomóc? I komu?

25

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Nastu lat już nie mam, ale generalnie podejście mi się wiele nie zmieniło. Kiedyś nawet z ciekawości mamę pytałam, co by zrobiła, jakby się okazało, że jestem w ciąży. Spojrzała dziwnie, węsząc kolejny mój głupi pomysł i stwierdziła, że nic. Później dodała, że oczywiście wolałaby, żebym od razu się w dzieci nie pakowała, ale że oczywiście by mi pomogła. Z tym że moje podejście anty-macierzyńskie znała, więc raczej się nigdy nie obawiała niespodzianki.

I jasne, nie popieram matek wyrzekających się córek, wyrzucających ich z domu itd. Ale z drugiej strony śmieszą mnie strasznie nastolatki w ciąży, takie dumne, że odpowiedzialność wezmą za dziecko. Odpowiedzialność dla mnie to jest wtedy, jak sama się utrzymuje, sama mieszka, sama się dzieckiem zajmie. No, niekoniecznie całkiem sama, ale z facetem, a nie z rodzicami. A gdzie tu ta szumna odpowiedzialność, kiedy małolata jedyne, o co się martwi, to sprawdzian z polskiego w przyszłym tygodniu. Wtedy to odpowiedzialni za dziecko będą głównie jej rodzice - to oni na nie będą zarabiać, oni pomogą w opiece itp. itd.

U nas w liceum była taka "sławna" parka, w I liceum dziewczyna zaszła w ciążę i właśnie trąbiła o tym, jak to ona weźmie odpowiedzialność za dziecko. Odpowiedzialność oznaczała mniej więcej tyle, że razem z chłopakiem zorganizowali zbiórkę pieniędzy w szkole na wyprawkę dla dziecka, bo rodzice obydwojga niezbyt zamożni. No taaaakaaa odpowiedzialność, dwoje machnęło dzieciaczka, a cała szkoła niech płaci. A już dla zasady soczek sobie wolałam w sklepiku szkolnym kupić, taka zła Eileen. ;]

26

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Olinka napisał/a:

"Mamo, tato, jestem w ciąży? i...? Co dzieje się w chwili, kiedy przerażona nastolatka przychodzi do rodziców i oznajmia, że spodziewa się dziecka? Najczęściej jest wówczas zagubiona, nierzadko przerażona, potrzebuje wsparcia, zrozumienia i pocieszenia. Cały świat stał przed nią otworem, zapewne miała jakieś plany, marzenia, całe życie przed sobą, a ta jedna wiadomość cały jej bezpieczny i poukładany świat zmienia o 180 stopni, a sytuacja zmusza do przyspieszonego kursu wchodzenia w dorosłość.

Jak w takiej sytuacji powinni zachować się rodzice? Pomóc, wesprzeć czy jednak samej kazać wypić piwo, którego się nawarzyło? Co kieruje tymi, którzy odwracają się, odrzucają, a nawet wyrzucają z domu? Bo własne dziecko nie spełniło oczekiwań, przyniosło wstyd przed otoczeniem? A może przyczyną jest własna bezradność i nie dość miłości do dziecka?

Moim zdaniem kochający rodzice zawsze pomoże, ale nie zapominajmy że nastolatka musi brać odpowiedzialność za swoje czynny.
U mnie w rodzinie kuzynka miała 16 lat jak zaszła w ciąże no to na początku rodzice załamani byli ale z czasem  pomogli zaakceptowali i teraz ta kuzynka ma 20 lat szkoła skończyła bez problemu jej córeczką opiekowali się dziadkowie czyli jej rodzice. Nie mowie są przypadki że rodzice z domu wyrzucają bo córka w ciąży,nie pomagają ale to już trzeba nie mieć serca.

27

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Ja bym na pewno poniżyła i porządnie zwyzywała, bo ja puszczalska nie byłam. Więc mam prawo.
Gorzej jak puszczalska wyzywa puszczalską wtedy to już naprawdę śmiechu warte.
Zazwyczaj jak matka się młodo puszczała to i córka nie będzie lepsza.
Chociaż jakby mi nieletnie dziecko do domu przyszło z informacją, ze jest w ciąży, to aborcja obowiązkowa i nawet dyskusji by nie było!
Ale moim zdaniem, to wina rodziców, że dopuszczają do takich sytuacji, jakby od małego wpajały ostre radykalne zasady, nie byłoby problemu.

Przy niektórych dziwkowatych nastolatkach to prostytutki z agencji to tylko ,,kobiety lekkich obyczajów''.

A jakie Ty masz prawo aby zmusić dziecko do aborcji?
Co z tego że niepełnoletnie.

Czasami te ostre,radykalne zasady odnoszą odwrotny skutek do zamierzonego.


Co prawda ja mam 2 synów,ale jak któryś mi przyniesie dziecko za wcześniej,trudno nie pochwalę tego,ale pomogę  ile będzie trzeba.

28

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Dzisiaj przeczytałam, o tym, że 17 latka chce zacząć współżyć, ale boi się, ze rodzice się dowiedzą. W sumie to bardzo dobrze, ze się boi i niech się dowiedzą!
To co teraz się dzieje to jest po prostu patologia społeczna, może to nie nowoczesne. No ale kto to widział żeby 16 latki z brzuchem chodziły? No skandal!

No ja nie wiem, ale zawsze wydawało mi się, że seks jest dla ,,dorosłych ludzi'' jestem dorosła, sama podejmuje decyzje i sama ponoszę konsekwencje więc uprawiam seks.

Uważam, że rodzice i społeczeństwo są zbyt liberalni i jest zbyt duże przyzwolenie społeczne na tego typu ,,wybryki'' młodzieży.

To samo nie rozumiem jak rodzice mogą pozwolić żeby chłopak/dziewczyna, zostawały na noc, podczas gdy nie mają 18 lat. 
Ja nie wiem rodzice sami pozwalają na taką ..... Samowolkę.

Oczywiście potem zazwyczaj wszyscy ostro ,,bekną'' za swoją głupotę i lekkomyślność. Ale zazwyczaj jest już za późno.

Mam 17latkę w domu, która od roku ma rok starszego chlopaka. Nie wyobrażam sobie by ją nie traktować powaznie i z szacunkiem jej naleznym. Nastolatki w ciązy to żaden wymysł współczesności. W latach 90tych już 25 latka bez męza uznawana była za starą panne hmm Nasze babki tez nie czekały do 30tki na dzieci tongue
Nawet Maryja matka Jezusa urodziła go mająąc 15 lat smile
Jedzie od tych twoich wpisów dewotyzmem hmm

29

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Niech sobie rodzi dziecko mając nawet 12 lat. O ile mieszka sama ma własne mieszkanie, zarabia, ma pieniądze na utrzymanie dziecka. I nie będzie prosić rodziców o pomoc.
Realne to? nie?!
Kobieta 40 lat, nawet jak zaliczy wpadkę to tylko ona ponosi konsekwencje, może urodzić, usunąć i nikomu nic do tego.
Natomiast każda nastolatka w ciąży to puszczalska. I tylko sprawia wstyd i problem dla rodziców. Bo nieletnia to raz, że dziecko musi mieć pełnoletniego opiekuna prawnego, dwa nie oszukujmy się skąd taki dzieciak wytrzaśnie kasę na wychowanie dziecka, 3 a ile to kłopotu, zaraz kurator, opieka społeczna, psycholog, szkoła. No i co z taką..... zrobić?
Zresztą nieletni głosu nie mają, bo i tak za ich głupoty rodzice będą płacić.

I co najważniejsze są takie domu w których nastolatka w ogóle będzie się bała zajść w ciąże bo wiadomo że w domu nie byłoby to tamto....tylko gorzej niż piekło.

30 Ostatnio edytowany przez Olinka (2015-04-17 13:12:11)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Olinka napisał/a:

"Mamo, tato, jestem w ciąży? i...? Co dzieje się w chwili, kiedy przerażona nastolatka przychodzi do rodziców i oznajmia, że spodziewa się dziecka? Najczęściej jest wówczas zagubiona, nierzadko przerażona, potrzebuje wsparcia, zrozumienia i pocieszenia. Cały świat stał przed nią otworem, zapewne miała jakieś plany, marzenia, całe życie przed sobą, a ta jedna wiadomość cały jej bezpieczny i poukładany świat zmienia o 180 stopni, a sytuacja zmusza do przyspieszonego kursu wchodzenia w dorosłość.

Jak w takiej sytuacji powinni zachować się rodzice? Pomóc, wesprzeć czy jednak samej kazać wypić piwo, którego się nawarzyło? Co kieruje tymi, którzy odwracają się, odrzucają, a nawet wyrzucają z domu? Bo własne dziecko nie spełniło oczekiwań, przyniosło wstyd przed otoczeniem? A może przyczyną jest własna bezradność i nie dość miłości do dziecka?

Moze troche odwrotna sytuacja: u mnie w rodzinie tata ma zostac 20-latek (dziewczyna w maju ma rodzic). Gdy przyszedl do domu i obwiescil nowine, jego ojciec powital go slowami: ''ty [wulgaryzm] dzieciorobie!'' (bylo slychac nawet u nas na podworku). W sumie sie nie dziwie, bo mieszkac bedzie u tesciow, do pracy sie nie kwapi (ostatnio zrezygnowal z pracy, bo go glowa w niej bolala), szkol kilka zaczal, zadnej nie skonczyl. I ciagle sie przechwala, ze co to mu ''tescie'' nie dadza. Pisze w cudzyslowiu, bo slubu nie bedzie. Kasy brak. Ma jakies dlugi, wiec mozna sie domyslec, ze na dziecko lozyc beda dziadkowie... Aha, dziewczyna ma 17 lat. Zostal jej jeszcze rok liceum. Oto przyklad, jak w prosty i szybki sposob mozna sobie [wulgaryzm] zycie...

31

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Uważam, że rodzice powinni w takiej sytuacji stanąc na wysokości zadania i pomóc dziecku. Co się stało to się nie odstanie. Teraz najważniejsze jest, aby zadbać o przyszłą mamę i jej maleństwo. I cieszyć się  tego co dało los, bo przecież marodziny dziecka to nie tragedia, tylko szczęście. Moja mama zaszła w ciąże w wieku 18 lat, w 5 miesiącu ciąży wzięła ślub, a 3 dni po jej 19 urodzinach przyszłam na świat. I wszystko się poukładało. Ja miałam dzieci dopiero po 30 (choć chciałam wześniej)...widać córka nie zawsze robi to co matka smile

32

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Niech sobie rodzi dziecko mając nawet 12 lat. O ile mieszka sama ma własne mieszkanie, zarabia, ma pieniądze na utrzymanie dziecka. I nie będzie prosić rodziców o pomoc.
Realne to? nie?!
Kobieta 40 lat, nawet jak zaliczy wpadkę to tylko ona ponosi konsekwencje, może urodzić, usunąć i nikomu nic do tego.
Natomiast każda nastolatka w ciąży to puszczalska. I tylko sprawia wstyd i problem dla rodziców. Bo nieletnia to raz, że dziecko musi mieć pełnoletniego opiekuna prawnego, dwa nie oszukujmy się skąd taki dzieciak wytrzaśnie kasę na wychowanie dziecka, 3 a ile to kłopotu, zaraz kurator, opieka społeczna, psycholog, szkoła. No i co z taką..... zrobić?
Zresztą nieletni głosu nie mają, bo i tak za ich głupoty rodzice będą płacić.

I co najważniejsze są takie domu w których nastolatka w ogóle będzie się bała zajść w ciąże bo wiadomo że w domu nie byłoby to tamto....tylko gorzej niż piekło.

a Twoje córki to dziewice orleańskie zapewne?
Nieletni głosu nie maja,a co jak 18 w ciązę zajdzie? Chyba niewiele się zmienia oprócz tego że pełnoletnia jest.

33

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Niech sobie rodzi dziecko mając nawet 12 lat. O ile mieszka sama ma własne mieszkanie, zarabia, ma pieniądze na utrzymanie dziecka. I nie będzie prosić rodziców o pomoc.
Realne to? nie?!
Kobieta 40 lat, nawet jak zaliczy wpadkę to tylko ona ponosi konsekwencje, może urodzić, usunąć i nikomu nic do tego.
Natomiast każda nastolatka w ciąży to puszczalska. I tylko sprawia wstyd i problem dla rodziców. Bo nieletnia to raz, że dziecko musi mieć pełnoletniego opiekuna prawnego, dwa nie oszukujmy się skąd taki dzieciak wytrzaśnie kasę na wychowanie dziecka, 3 a ile to kłopotu, zaraz kurator, opieka społeczna, psycholog, szkoła. No i co z taką..... zrobić?
Zresztą nieletni głosu nie mają, bo i tak za ich głupoty rodzice będą płacić.

I co najważniejsze są takie domu w których nastolatka w ogóle będzie się bała zajść w ciąże bo wiadomo że w domu nie byłoby to tamto....tylko gorzej niż piekło.

Wiec same 40tki powinny rodzić bo niewielki odsetek kobiet w wieku do 35 stać na dziecko...jakby to dobrze przeliczyć big_smile
Ciekawe ilu młodych ma juz dobrze płatne prace mieszkanie i 6 zer na lokacie?:P bez pomocy rodziców??
Dzis nawet 25 latkowie decydujac się na ślub i dziecko korzystają w większosci ze wsparcia swoich rodziców.

34 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-04-17 11:04:42)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Tak czy tak uważam, że dzieci są dla mężatki. Która sama jest dorosła ma kasę, dobra pracę, mieszkanie i bogatego faceta.
Natomiast gówniara lat 18 która mało że sama jeszcze mieszka z rodzicami, nie ma własnych pieniędzy nie ma prawa pokazać się w domu z brzuchem.

Ja bym się wżyciu na dziecko nie zdecydowała gdybym nie miała kasy na koncie zadowalającej, dobrej pracy, własnego dużego mieszkania, i bogatego kandydata na ojca.

35

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Olinka napisał/a:

"Mamo, tato, jestem w ciąży? i...? Co dzieje się w chwili, kiedy przerażona nastolatka przychodzi do rodziców i oznajmia, że spodziewa się dziecka? Najczęściej jest wówczas zagubiona, nierzadko przerażona, potrzebuje wsparcia, zrozumienia i pocieszenia. Cały świat stał przed nią otworem, zapewne miała jakieś plany, marzenia, całe życie przed sobą, a ta jedna wiadomość cały jej bezpieczny i poukładany świat zmienia o 180 stopni, a sytuacja zmusza do przyspieszonego kursu wchodzenia w dorosłość.

Jak w takiej sytuacji powinni zachować się rodzice? Pomóc, wesprzeć czy jednak samej kazać wypić piwo, którego się nawarzyło? Co kieruje tymi, którzy odwracają się, odrzucają, a nawet wyrzucają z domu? Bo własne dziecko nie spełniło oczekiwań, przyniosło wstyd przed otoczeniem? A może przyczyną jest własna bezradność i nie dość miłości do dziecka?

Zdecydowanie powinni dziecku pomóc. Chociaż włos mi się na głowie jeży, jak pomyślę, że mogłabym się znależć w takiej sytuacji sad.
Człowiek myśli,że już będzie miał lżej, bo dzieciaki duże, a tu wszystko od nowa, ale do głowy by mi nie przyszło, żeby zostawić je samym sobie.

Ja mam  20-letniego syna i 18-letnią córkę ......nie ma w naszym domu tematów tabu. Myślę, że rodzice za mało rozmawiają z dziećmi, z resztą syn ostatnio powiedział, że koleżanki ze studiów zdziwiły się, że on może z nami o wszystkim porozmawiać. Moje dzieci wiedzą, że mogą na nas liczyć, ale mają świadomość, że muszą być odpowiedzialne, bo to ich życie.

Trzeba dzieci zainteresować ciekawymi rzeczami, sprawić aby uczyły się dla siebie, żeby wiedziały co mniej więcej chcą w życiu osiągnąć, no i rozmawiać, rozmawiać....Moje dzieci nie mają jeszcze swoich sympatii, mówią, że szkoda im na to czasu. Wręcz śmieszą ich te sercowe problemy kolegów i koleżanek, ale jak od małego zostawi się dzieci samym sobie, albo mają takich rodziców jak Ludmiłaa to strach sie bać w jakie kłopoty mogą wdepnąć.

36

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Tak czy tak uważam, że dzieci są dla mężatki. Która sama jest dorosła ma kasę, dobra pracę, mieszkanie i bogatego faceta.
Natomiast gówniara lat 18 która mało że sama jeszcze mieszka z rodzicami, nie ma własnych pieniędzy nie ma prawa pokazać się w domu z brzuchem.

Ja bym się wżyciu na dziecko nie zdecydowała gdybym nie miała kasy na koncie zadowalającej, dobrej pracy, własnego dużego mieszkania, i bogatego kandydata na ojca.

Ludmiła to nie temat o dojrzałych kobietach czy powinny chodzić z "brzuchem" wink

37

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ja się wcale nie zdziwię, jak niedługo się dowiemy, że Ludmiłę ktoś zastrzelił.

38 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-04-17 12:27:56)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Natomiast każda nastolatka w ciąży to puszczalska.

dobre wink
a ja myślałam, że puszczalskie, to w różnym wieku bywają i nie zawsze w ciąży - a tutaj takie zdefiniowanie hohoho

iga1980 napisał/a:

Uważam, że rodzice powinni w takiej sytuacji stanąc na wysokości zadania i pomóc dziecku.

też tak uważam, bycie nastoletnią mamą jest bardzo trudne aczkolwiek, jak najbardziej możliwe ...

39

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Dajcie spokoj, to tylko Ludmila... wink

40

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Miałam znajomą, która urodziła dziecko w 3 gimnazjum, czyli w wieku 15 lat. Teraz jest taką typową "mamuśką", wstawia zdjęcia swojego syna na facebooka,a jego ojciec jest od niej 15 lat starszy i planują ślub. Jeśli chodzi o mnie to nigdy nie groziła mi wpadka, bo nawet nie byłam nigdy zakochana, ale perspektywa takiej sytuacji jest przerażająca. Nazwijcie mnie zimną, wyrodną dziewuchą, ale gdybym dowiedziała się, że jestem w ciąży to ani słowa rodzicom, pieniądz z konta i jakieś tabletki wczesnoporonne, ewentualnie wyjazd do kliniki aborcyjnej. Czuję już nadchodzącą falę hejtu i argumentów w stylu "aborcja jest zła, bo to morderstwo", ale to forum internetowe, gdzie każdy ma prawo do wypowiedzi, więc wypowiem się - uważam, że w Polsce aborcja powinna być legalna do 12 tygodnia życia płodu. Gdyby nie to, że w tym katolickim państwie kobieta nie może decydować o tym czy chce być matką, czy nie, nie byłoby takich ewenementów jak dzieci w beczkach, lub Mama Madzi. Morderstwo jest wtedy, gdy pozbawimy życia świadomego człowieka bez jego woli. 3-miesięczny płód jeszcze nie jest człowiekiem, nie widzi, nie czuje, nie myśli - jeśli zniknie, nie będzie tego wiedział.

41 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2015-04-17 16:26:49)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
seymour napisał/a:

Miałam znajomą, która urodziła dziecko w 3 gimnazjum, czyli w wieku 15 lat. Teraz jest taką typową "mamuśką", wstawia zdjęcia swojego syna na facebooka,a jego ojciec jest od niej 15 lat starszy i planują ślub. Jeśli chodzi o mnie to nigdy nie groziła mi wpadka, bo nawet nie byłam nigdy zakochana, ale perspektywa takiej sytuacji jest przerażająca. Nazwijcie mnie zimną, wyrodną dziewuchą, ale gdybym dowiedziała się, że jestem w ciąży to ani słowa rodzicom, pieniądz z konta i jakieś tabletki wczesnoporonne, ewentualnie wyjazd do kliniki aborcyjnej. Czuję już nadchodzącą falę hejtu i argumentów w stylu "aborcja jest zła, bo to morderstwo", ale to forum internetowe, gdzie każdy ma prawo do wypowiedzi, więc wypowiem się - uważam, że w Polsce aborcja powinna być legalna do 12 tygodnia życia płodu. Gdyby nie to, że w tym katolickim państwie kobieta nie może decydować o tym czy chce być matką, czy nie, nie byłoby takich ewenementów jak dzieci w beczkach, lub Mama Madzi. Morderstwo jest wtedy, gdy pozbawimy życia świadomego człowieka bez jego woli. 3-miesięczny płód jeszcze nie jest człowiekiem, nie widzi, nie czuje, nie myśli - jeśli zniknie, nie będzie tego wiedział.

Nie mnie dyskutować kto ma prawo do życia a kto nie. Żaden autorytet nie umie dokładnie określić kiedy płód mozna nazwac czlowiekiem a kiedy nie. Wiem tylko bo potwierdzają to badania naukowcow że serce wytwarza o wiele potęzniejsze pole energetyczne niż mózg a serce jako narząd pojawia się bardzo wczesnie jako pierwsze z wszystkich narządów. Emocje i uczucia to energia, stąd to pole energetyczne. To a propos dyskusji: kiedy człowiek a kiedy nie.
Zastanawia mnie fakt że nie powiedziałabyś rodzicom?? Dlaczego??  hmm

42

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Qrsywa napisał/a:

Wiem tylko bo potwierdzają to badania naukowcow że serce wytwarza o wiele potęzniejsze pole energetyczne niż mózg a serce jako narząd pojawia się bardzo wczesnie jako pierwsze z wszystkich narządów. Emocje i uczucia to energia, stąd to pole energetyczne. To a propos dyskusji: kiedy człowiek a kiedy nie.
Zastanawia mnie fakt że nie powiedziałabyś rodzicom?? Dlaczego??  hmm

Może jest w tym trochę racji, ale emocje 3-miesięcznego płodu muszą być bardzo, bardzo prymitywne. To tylko uczucia w stylu "strach", "hałas", "spokój", "głód". Tylko tyle - nie ma tam żadnej inteligencji emocjonalnej, świadomości, wytworzonej więzi z matką(mówię tu o emocjonalnej więzi, nie łożysku i pępowinie). Jesteś w stanie sobie przypomnieć, czy w łonie matki czułaś do niej jakąś zidentyfikowaną więź? Tak, ja też nie..

Nie powiedziałabym rodzicom, ponieważ to tacy ludzie, którzy zawsze wiedzą najlepiej. Na pewno kazaliby mi urodzić. Dyskutowałam kiedys o tym z mamą dla czystej ciekawości to ona na to "ja bym się zajęła tym dzieckiem, zostawiłabyś mi je i żadnego usuwania".

43 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2015-04-17 17:01:49)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
seymour napisał/a:

Nie powiedziałabym rodzicom, ponieważ to tacy ludzie, którzy zawsze wiedzą najlepiej. Na pewno kazaliby mi urodzić. Dyskutowałam kiedys o tym z mamą dla czystej ciekawości to ona na to "ja bym się zajęła tym dzieckiem, zostawiłabyś mi je i żadnego usuwania".

Skoro mama daje ci gwarancje że mogłaby wychować wnuka/czkę to nie sądzisz ze to bardzo egoistyczne aby nie dać człowiekowi szansy na życie? hmm
Nie mogę sobie przypomnieć zycia płodowego bo jak już wczesniej pisałam mózg rozwija się dużo później niż serce a jak wiemy ośrodki pamięci znajdują się w mózgu i o ile dobrze pamietam zaczynają się kształtować gdzieś koło 1 roku życia

44

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Jasne, że to egoistyczne.. Ale czy każda dziewczyna chciałaby urodzić dziecko tylko po to, by było wychowane przez babcię?? Jakoś nie brzmi to zachęcająco.

45

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
seymour napisał/a:

Miałam znajomą, która urodziła dziecko w 3 gimnazjum, czyli w wieku 15 lat. Teraz jest taką typową "mamuśką", wstawia zdjęcia swojego syna na facebooka,a jego ojciec jest od niej 15 lat starszy i planują ślub. Jeśli chodzi o mnie to nigdy nie groziła mi wpadka, bo nawet nie byłam nigdy zakochana, ale perspektywa takiej sytuacji jest przerażająca. Nazwijcie mnie zimną, wyrodną dziewuchą, ale gdybym dowiedziała się, że jestem w ciąży to ani słowa rodzicom, pieniądz z konta i jakieś tabletki wczesnoporonne, ewentualnie wyjazd do kliniki aborcyjnej. Czuję już nadchodzącą falę hejtu i argumentów w stylu "aborcja jest zła, bo to morderstwo", ale to forum internetowe, gdzie każdy ma prawo do wypowiedzi, więc wypowiem się - uważam, że w Polsce aborcja powinna być legalna do 12 tygodnia życia płodu. Gdyby nie to, że w tym katolickim państwie kobieta nie może decydować o tym czy chce być matką, czy nie, nie byłoby takich ewenementów jak dzieci w beczkach, lub Mama Madzi. Morderstwo jest wtedy, gdy pozbawimy życia świadomego człowieka bez jego woli. 3-miesięczny płód jeszcze nie jest człowiekiem, nie widzi, nie czuje, nie myśli - jeśli zniknie, nie będzie tego wiedział.

Jeżeli sama decydujesz o aborcji ,to chyba innym nic do tego...
ale gdyby np matka Cię do  aborcji zmusiła to już normalne nie jest.

46

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
seymour napisał/a:

Miałam znajomą, która urodziła dziecko w 3 gimnazjum, czyli w wieku 15 lat. Teraz jest taką typową "mamuśką", wstawia zdjęcia swojego syna na facebooka,a jego ojciec jest od niej 15 lat starszy i planują ślub. Jeśli chodzi o mnie to nigdy nie groziła mi wpadka, bo nawet nie byłam nigdy zakochana, ale perspektywa takiej sytuacji jest przerażająca. Nazwijcie mnie zimną, wyrodną dziewuchą, ale gdybym dowiedziała się, że jestem w ciąży to ani słowa rodzicom, pieniądz z konta i jakieś tabletki wczesnoporonne, ewentualnie wyjazd do kliniki aborcyjnej. Czuję już nadchodzącą falę hejtu i argumentów w stylu "aborcja jest zła, bo to morderstwo", ale to forum internetowe, gdzie każdy ma prawo do wypowiedzi, więc wypowiem się - uważam, że w Polsce aborcja powinna być legalna do 12 tygodnia życia płodu. Gdyby nie to, że w tym katolickim państwie kobieta nie może decydować o tym czy chce być matką, czy nie, nie byłoby takich ewenementów jak dzieci w beczkach, lub Mama Madzi. Morderstwo jest wtedy, gdy pozbawimy życia świadomego człowieka bez jego woli. 3-miesięczny płód jeszcze nie jest człowiekiem, nie widzi, nie czuje, nie myśli - jeśli zniknie, nie będzie tego wiedział.

Jestem za pod warunkiem że będzie to decyzja córki a nie matki córki.

47

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Ludmiłaa napisał/a:

Tak czy tak uważam, że dzieci są dla mężatki. Która sama jest dorosła ma kasę, dobra pracę, mieszkanie i bogatego faceta.
Natomiast gówniara lat 18 która mało że sama jeszcze mieszka z rodzicami, nie ma własnych pieniędzy nie ma prawa pokazać się w domu z brzuchem.

Ja bym się wżyciu na dziecko nie zdecydowała gdybym nie miała kasy na koncie zadowalającej, dobrej pracy, własnego dużego mieszkania, i bogatego kandydata na ojca.

Mam kilka pytań, tak orientacyjnie:

1. Czy w naszym kraju to możliwe przed 40? smile bez kredytów i nie wiadomo czego?

2. Co to znaczy "bogatego faceta"? Bo bogactwo to dla niektórych tyle, żeby żyć od pierwszego do pierwszego i móc coś odłożyć na jakieś wakacje czy inny większy wydatek bez kredytów, a dla innych do 10 000 miesięcznie, skóra, fura i komóra...

3. Masz dzieci?

4. Jeżeli masz to czy kandydata na ich ojca wybierałaś na podstawie wyciągów z konta?

Zgodzę się z tym, że osoby poniżej 18 roku życia nie powinny uprawiać seksu.  Każde współżycie, nawet z zabezpieczeniem niesie za sobą pewne ryzyko zajścia w ciążę, a jak ktoś jest pełnoletni to może poszukać pracy i generalnie prawnie sam za siebie odpowiada. A jak słyszę moją 17 - letnią siostrę, która "czuje, że nie wpadnie" to coś się we mnie aż skręca.

Moim zdaniem każdy rodzic powinien wspomagać swoje dziecko bez względu na złość, nerwy, zawód itp. Ktoś bardzo mądrze powiedział, że wyrzekanie się córki, która jest w ciąży pokazuje, że miłość rodzicielska była warunkowa. Jak córcia spełnia oczekiwania to jest cacy, a jak nie to wypad, nie chcemy cię z brzuchem.

A co do postu Ludmiły to wydaje mi się, że gdyby na dzieci decydowały się same bogate mężatki z dobrą pracą i mieszkaniem to gatunek homo sapiens czeka wyginięcie niestety smile

48

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ludmiła mieć taką mamusię jak ty to największe  nieszczęście jakie może dziecko spotkać.
Dalej się nie wypowiem bo  mnie zbanują.
Rodzice ppowinni pomóc w takiej sytuacji.Nawet ja nie są zbytnio szczęśliwi.
Od tego się ma rodziców.

49

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
ola_15 napisał/a:

1. Czy w naszym kraju to możliwe przed 40? smile bez kredytów i nie wiadomo czego?

Oczywiście, że możliwe. Ale trzeba być ekonomicznym, np w liceum szkoda czasu i kasy na imprezy, partnerów którzy i tak są mało warci. Zamiast tracić kasę na np picie, papierosy, chłopaka dziewczynę, lepiej wpłacić na konto i zbierać na porządne studia, zadawać się tylko z kimś kto nam ma ,,coś do zaoferowania'' np. prace, pozyskać znajomości, pracować zamiast imprezować.
Samemu jest łatwiej i szybciej w młodym wieku jak się nie ma kasy. 


ola_15 napisał/a:

2. Co to znaczy "bogatego faceta"? Bo bogactwo to dla niektórych tyle, żeby żyć od pierwszego do pierwszego i móc coś odłożyć na jakieś wakacje czy inny większy wydatek bez kredytów, a dla innych do 10 000 miesięcznie, skóra, fura i komóra...

Tylko fura, skóra i komóra, innego nawet pod uwagę nie biorę bo niby po co?

ola_15 napisał/a:

3. Masz dzieci?

Mam


ola_15 napisał/a:

4. Jeżeli masz to czy kandydata na ich ojca wybierałaś na podstawie wyciągów z konta?

Ojca do dziecka powinno wybierać się rygorystyczniej niż pracownika do firmy. Musi być zdrowy, wykształcony, mieć dobrą pracę, no i w razie co to żeby alimenty w kwocie co najmniej 1tys na jedno dziecko płacił.

50

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ludka robiłaś casting na ojca swoich dzieci? Z tego co czytałam to raczej Ci z nim nie wyszło...

51

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

A ja się do pewnego stopnia zgadzam z Ludmiłą. Tzn. nie w kwestii zmuszania córki do aborcji, nie, nie. Mówię o wybieraniu kandydata na ojca/faceta. Ja dzieci nie planuję, ale na "liście" też bym umieściła wykształcenie, zaradność itd. Fakt, stan konta faceta mnie nie obchodzi, wystarczy, że ja się do niego nie będę musiała dokładać, ale może dlatego, że dzieci nie chcę w ogóle. A jakbym chciała, to raczej nie z kimś, kto zarobi np. 1200 zł. Choćby dla mojej własnej wygody - żebym ja nie musiała finansować 90% ze swojej pensji, tylko żeby było stać go, żebyśmy płacili mniej więcej po równo. A chociaż nie krytykuję osób, które uznają, że dziecku wystarczy dać jeść, czasem jakieś wakacje i ogólnie "podstawy" zapewnione, to swojemu - jakbym już miała mieć [*] - nie wyobrażam sobie, żebym miała nie zapewnić rozwijania pasji, jaka by ona nie była itd. Nie chodzi mi o rozpieszczanie, ale chociaż o taki sam poziom, jaki ja miałam. Rodzice nie spełniali każdej mojej zachcianki typu nowy telefon co 3 miesiące, ale nie było rzeczy związanej z moim rozwojem, którą bym chciała, a nie dostała - czy to szkoła muzyczna (darmowa, ale pianino samo się nie kupi), czy to narty, szkoła językowa, jazda konna i wiele innych, bo pod tym względem byłam nadaktywna. ;p I o ile nie miałabym wyrzutów sumienia powiedzieć dziecku, że przykro mi, ale nie stać mnie na nowy laptop dla niego, to jeśli chciałoby czegoś związanego z nauką czegokolwiek, rozwojem, to uważam, że powinnam być mu w stanie to zapewnić. A że dziecko nie tylko moje, to wyłącznie z facetem, który mógłby bez problemu w partycypować w kosztach takich zachcianek.

Jasne, można mówić, że tylko miłość się liczy, że przezwycięży wszystko i bla bla bla, ale w związku, gdzie np. kobieta zarabiałaby te 10 tys., miała skórę i komórę, jak to ktoś ujął, a facet miał 1000 zł, do tego tradycyjnie 2 dzieci, to nie miłość by wszystko przezwyciężała, tylko ta kobieta ze swoich zarobków. Jak komuś to odpowiada, to okej, ale nie dziwię się, że Ludmile nie, mi też by nie odpowiadało. Nie po to się uczę i pracuję, żeby potem kogoś sponsorować. Przecież - jak mam mieć mniej pieniędzy - to wolę krócej pracować, proste. Ja nie wiem, to takie założenie, jakby tym, co więcej zarabiają, praca zawsze sprawiała największą przyjemność w życiu. Nie zarabiam 10 tys. teraz, ale tak samo jakbym np. miała dokładać się komuś 1000 zł do życia miesiąc w miesiąc, to wolałabym po prostu mieć w miesiącu te 20 godzin wolnego więcej. Jeżeli facetowi "brakuje", to niech on idzie do dodatkowej pracy i siedzi dłużej, a nie ja.

52

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ja też po części rozumiem wymagania w stosunku do ojca dzieci. Mniej wymagałabym od mężczyzny, który miałby po prostu być moim partnerem, bo wiele kwestii wtedy nie ma tak wielkiego znaczenia. Natomiast w stosunku do potencjalnego ojca moich dzieci mam wymagania bardzo, bardzo duże. Może to też wynika z tego, że ja ogólnie nie chcę mieć dziecka dla samego faktu posiadania dziecka. Jeśli już je będę miała, to ze względu na to, że znalazłam odpowiedniego faceta, a nie odwrotnie. A sądzę tak dlatego, że nie zamierzam powoływać na świat dziecka dla mojego kaprysu czy instynktu macierzyńskiego. Jeśli już je urodzę, to dlatego, że mam takiemu dziecku do zaoferowania fajne życie i mam mu dużo do pokazania, bo świat tak naprawdę jest świetny. I nie mówię tutaj o kupowaniu coraz to nowych gadżetów, bo jestem temu przeciwna. Ale dziecko powinno mieć przede wszystkim dojrzałych emocjonalnie rodziców, którzy nie zamienią mu dzieciństwa w toksyczne szambo. A wbrew pozorom trudniej jest znaleźć mężczyznę, który będzie miał odpowiednie dla ojca cechy charakteru, bo mężczyzn zarabiających powyżej 10 tys. jest np. w takiej Warszawie od groma.

53

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Czytam te dwie ostatnie wypowiedzi i zastanawiam się czy wychowanie dziecka miałoby opierac się na tym czy ono bedzie miało nowy laptop? hmm
Smutne to....nie wrecz przerażąjące. Czytam o tym nie pierwszy raz. Powinno się mieć wielki dom wszystkie najmodniejsze gazdżety i kase na rodzinne wakacje na Teneryfie, bo inaczej nasze dziecko bedzie do szpiku kosci smutne i nieszczęśliwe:/
A potem oglądam reportaż o tym jak syn jakiejś pary dziennikarskiej, znanej i cenionej za swoją pracę, w wielkim domu we własnym pokoju, podczas kiedy jego matka przygotowuje niedzielny obiad, popełnia samobójstwo wieszając się. Mogę domniemać że rodzice nic nie wiedzieli o swoim synu, o jego problemach i trudnościach. Nie znali jego myśli ani kolegów. Zapewnili natomiast pokój w wielkim domu nowego lapka i mase gadżetów. Oglądam również film " Sala samobójców". Piękny obraz psychologiczny współczesnego zaniedbania sad

54

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
Qrsywa napisał/a:

Czytam te dwie ostatnie wypowiedzi i zastanawiam się czy wychowanie dziecka miałoby opierac się na tym czy ono bedzie miało nowy laptop? hmm
Smutne to....nie wrecz przerażąjące. Czytam o tym nie pierwszy raz. Powinno się mieć wielki dom wszystkie najmodniejsze gazdżety i kase na rodzinne wakacje na Teneryfie, bo inaczej nasze dziecko bedzie do szpiku kosci smutne i nieszczęśliwe:/
A potem oglądam reportaż o tym jak syn jakiejś pary dziennikarskiej, znanej i cenionej za swoją pracę, w wielkim domu we własnym pokoju, podczas kiedy jego matka przygotowuje niedzielny obiad, popełnia samobójstwo wieszając się. Mogę domniemać że rodzice nic nie wiedzieli o swoim synu, o jego problemach i trudnościach. Nie znali jego myśli ani kolegów. Zapewnili natomiast pokój w wielkim domu nowego lapka i mase gadżetów. Oglądam również film " Sala samobójców". Piękny obraz psychologiczny współczesnego zaniedbania sad

W takim razie nie czytasz ze zrozumieniem. Wyraźnie napisałam, że nie jestem za tym, żeby dziecko miało coraz to nowe gadżety. Ja sama ich nie mam, chociaż teoretycznie mogę. Podkreśliłam również, że dużo ważniejszy jest charakter potencjalnego kandydata na ojca, bo takiego faceta ciężko znaleźć, a bogatych jest pełno. Co nie zmienia faktu, że jestem zdania, że moje dziecko musi mieć zapewniony odpowiedni poziom życia. Ja sama go miałam i tak jak Eileen chcę dla mojego dziecka podobnie albo więcej. Ty nie dość, że nie zrozumiałaś o co nam chodzi, to wyciągasz jeszcze jakieś wyświechtane stereotypy. Nigdzie nie napisałyśmy, że dziecko nie potrzebuje uwagi. Wyobraź sobie, że bogaci ludzie też potrafią poświęcać dzieciom uwagę i nawiązywać z nimi bliskie relacje. To ja równie dobrze mogę mówić, że w biedniejszych rodzinach rodzice nie mają czasu, bo muszą pracować na kilka etatów. Dobre zarobki są mi m.in. po to, by móc później mniej pracować i więcej czasu poświęcać dziecku. Błędem jest myślenie, że dziecko ma ALBO wielki dom i fajne wakacje ALBO miłość i uwagę rodziców. To myślenie naiwne.

55

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Dokładnie, ja też tego nie rozumiem. Czy jeśli moich rodziców było stać na to, żebym miała różne rzeczy - i nie mówię tu o gadżetach - tylko właśnie narty, jazda konna, szkoły językowe, pianino, tenis, kurs na ratownika WOPR i wiele innych związanych z moim rozwojem, to znaczy, że nie poświęcali mi uwagi? I czy wg Ciebie to były fanaberie? Czy coś, co jednak mi się przydało? o.O To znaczy, no jasne, mogli mi nie dać kasy na bilety, żebym dojeżdżała na zajęcia teatralne i wtedy mogłabym siedzieć na tyłku z nimi = więcej czasu z rodzicami, ale chyba nie o to chodzi? I nie, to nie było tak, że mnie gdzieś wysyłali na siłę, ja sama chciałam, jedyne zajęcia, jakie ogarnęła mi mama, do przedszkole muzyczne, balet i akrobatyka jak byłam w wieku przedszkolnym. Czyli kiedy i tak nie wiedziałam jeszcze, czego chcę. wink I dzięki temu, że to miałam, to jestem, jaka jestem. Mojej jedynej rozrywki nie stanowi bieganie po klubach, bo wiem, że jest dużo fajniejszych rzeczy. Wiele przez to umiem, wielu rzeczy spróbowałam. A jakby ich nie było stać? Umiałabym pewnie tylko to, czego uczyli w szkole. Bo skąd inne rzeczy? Mogłabym je poznawać dopiero później, jak sama bym na nie zarobiła. A i to wątpliwe, bo nie wiadomo, czy nagle, będąc dorosła, zapragnęłabym uczyć się czegoś nowego, jeśli nie byłam do tego przyzwyczajona.

Poza tym - tak jak napisała cslady - nie czytasz ze zrozumieniem. Podkreślałam, że nie chodzi mi o pieniądze na fanaberie, typu nowy telefon co 3 miesiące. Mówię o wszystkim, co moje potencjalne dziecko by czegoś nauczyło, co miałoby wpływ na jego rozwój. Więc tak, jakby mi powiedziało, że ma ochotę sobie jeździć konno, to chcę po prostu być w stanie dać mu na to pieniądze, jak uzna, że marzy o kursie płetwonurka, to chcę mu go sfinansować. Dla kogoś to może być fanaberia, dla mnie nie, bo wiem, jak sama takie rzeczy traktuję i na ile przydają mi się w życiu, na ile zmieniły jakoś mój światopogląd. Ach, a co do wakacji na Teneryfie... nie, nie muszą być, ale generalnie chciałabym zapewnić dziecku możliwość podróżowania - też nie po to, żeby 2 razy w roku mogło leżeć plackiem na plaży, ale żeby poznało jak najwięcej świata, zobaczyło ciekawe miejsca, a nie siedziało tylko w domu i cieszyło się, że ma co jeść. Co jeść to mają pewnie dzieci w domu dziecka, swojemu - jeśli już miałabym je mieć - zamierzam zapewnić wszystko, co najlepsze, w znaczeniu przydatne, jeśli to dziecko tylko będzie tego chciało.

56 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-04-19 15:28:47)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ja tam bardzo dużo kontaktów które dały mi to gdzie jestem dziś nałapałem np. na imprezach właśnie, czy tez podczas organizacji takowych na studiach.
Ale w sumie to szacun Ludmiłaa że w liceum wiedziałaś z kim należy się zadawać i kto kariery zrobi. No ogromny szacun.

57 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-04-19 15:43:47)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
M?rtainn napisał/a:

Ja tam bardzo dużo kontaktów które dały mi to gdzie jestem dziś nałapałem np. na imprezach właśnie, czy tez podczas organizacji takowych na studiach.
Ale w sumie to szacun Ludmiłaa że w liceum wiedziałaś z kim należy się zadawać i kto kariery zrobi. No ogromny szacun.

Ale co w tym takiego dziwnego? Nie w każdym przypadku można to przewidzieć, to oczywiste. Ale na studiach bardzo łatwo zauważyć osoby zaradne, pełne chęci i inicjatywy, ogarnięte życiowo, co do których nie ma się wątpliwości, że sobie poradzą niezależnie od okoliczności. W liceum może trudniej, ale nie jest to niemożliwe. Nawet na takich moich studiach typowo humanistycznych, które podobno produkują bezrobotnych. Może nie da się przewidzieć na 100%, ale z bardzo dużym prawdopodobieństwem. Skończyłam już studia i wiem, jak sobie radzą moi znajomi ze studiów i liceum, co do których wiedziałam, że bez problemu znajdą sobie dobre pracę.

58 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-04-19 16:32:36)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ja jestem absolwentem studiów humanistycznych i na pracę ani pensję nie narzekam. Owszem podczas studiów doskonale widać kto się nadaje, a kto nie, ale w liceum? No średnio, jak na moje.
Dziwne natomiast jest dla mnie twierdzenie "zamiast chodzić na imprezy". A nie można robić tego i tego? Trzeba tylko wiedzieć, kiedy można spaść z dywanu na podłogę, a kiedy trzeba być poważnym.

59

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Ja co prawda nie pisałam o imprezach, ale też na imprezy nie chodziłam. Poza domówkami i imprezami rodzinnymi, które wyglądały jak domówki. Ale Eileen napisała o tych imprezach chyba w kontekście tego, że nie były one JEDYNĄ rozrywką, a nie że nie można imprezować. Jeśli dla kogoś kluby są jedyną rozrywką, to trudno bronić, że to świetnie.

60

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?
M?rtainn napisał/a:

Ja jestem absolwentem studiów humanistycznych i na pracę ani pensję nie narzekam. Owszem podczas studiów doskonale widać kto się nadaje, a kto nie, ale w liceum? No średnio, jak na moje.
Dziwne natomiast jest dla mnie twierdzenie "zamiast chodzić na imprezy". A nie można robić tego i tego? Trzeba tylko wiedzieć, kiedy można spaść z dywanu na podłogę, a kiedy trzeba być poważnym.

Martainn, ale ja nie napisałam "zamiast", tylko "Mojej jedynej rozrywki nie stanowi bieganie po klubach, bo wiem, że jest dużo fajniejszych rzeczy". Dostrzegasz różnicę? ;p Miałam na myśli to, że właśnie dzięki rodzicom mam wiele zainteresowań, na które bez ich pieniędzy nie byłoby mnie stać. Nie wiedziałabym, że lubię grać na pianinie, gdyby mi go nie kupili. Nie wiedziałabym, ile radości dają narty i łyżwy, gdyby nie było ich stać na zabieranie mnie na stok/lodowisko. Nie wiedziałabym, że dobrze śpiewam ani nie śpiewałabym tak, jak teraz, gdyby nie było ich stać na dodatkowe zajęcia z wokalu. Nie wiedziałabym, że lubię akrobatykę, gdyby mnie nie zapisali na zajęcia. Nie znałabym 3 języków w takim stopniu, jakim znam, gdyby nie ich pieniądze wyłożone na to. O to mi chodzi, teraz mam wybór. Nie muszę imprezować w każdy możliwy wieczór, żeby sobie zapewnić rozrywkę, bo znam/umiem wiele innych rzeczy. I teraz mogę to rozwijać za własne pieniądze, natomiast gdybym całe życie nie miała niczego, to nie wiem, czy miałabym takie same priorytety - bo chyba jednak dużo zależy od tego, do czego się człowieka przyzwyczai. Chociażby właśnie ta rozmowa o dzieciach - ja sobie nie wyobrażam, żebym w liceum miała zajść w ciążę i ojej, no zdarzyło się, bo miałam jasno sprecyzowane priorytety. I nie ma co mówić, że to wszystko można bez pieniędzy, bo nie, nie można. Tzn. jasne, ktoś znajdzie jazdę konną za pomaganie w stadninie, inny szkołę muzyczną, w której w świetlicy można ćwiczyć, ale to zawsze będzie szukanie tego, co można, a nie decydowanie pod kątem wyłącznie tego, czym się człowiek interesuje, czego chce.

A imprez samych w sobie nie krytykuję, sama do klubów chodzę rzadko, częściej ściągnę znajomych do siebie, czy to na domówkę, czy na zwykłe siedzenie przy drinku, lubię wyskoczyć na karaoke czy gdzieś. Nie chodzi mi o to, że trzeba się zamknąć w świecie nauki albo nic się nie osiągnie, a raczej to, że pieniądze - i to właśnie pieniądze rodziców, bo dzieciak z podstawówki sobie nie zarobi - są przepustką do rozwijania pasji, a co za tym idzie - nabywania różnych umiejętności.

61

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

No to ja będe cytował, bo ja się do wypowiedzi Ludy odnosiłem a nie Twojej;)

62 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2015-04-19 19:11:53)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Czyli jesli nie będę miała na jazdę konną dla mojego dzieka ono się słabiej rozwinie? big_smile:D
Urodzilam się w rodzinie, której statut uznawany był za świetny w moim mieście. Było nas jednak w domu czworo, a czasy były takie że po papier toaletowy stało się w kilometrowych kolejkach. Nie miałam jazd konnych ani najlepszych dżinsów z ówczesnego PEWEXU a mimo to uważam że mój rozwój intelektualny nie zostal jakoś drastycznie opóźniony hmm , baaaa znam wielu moich znajomych  zyjacych w dużo gorszych niż moje warunkach. Spali w jednym pokoju z rodzicami a wodę czerpali ze studni, zamias wc mieli drewniane szpoki w głębi podwórek. Wielu z nich samodzielnie ukończyło szkoły i mają dziś większe dobra niż ich rodzice. Ja wręcz uważam że im mniej mają dzieci tym wiecej osiągają w doroslym życiu.

Nie wiem czy wiecie, ale życie pisze różne scenariusze. Moi rodzice zmarli jak ja miałam 19 lat i zostałam sama z 15 letnim bratem. Gdybym była nauczona życia w dobrobycie, gdzie każde moje zachcianki są spełniane nie umiałabym się odnaleźć w następstwie tego co mnie spotkało.

Nie znam 3 języków, ale wartości jakie mi przekazano i szacunek nawet do pracy fizycznej, którą mnie od dzieciństwa uczono [pomimo że dwoje rodziców pracowało na wysokich pozycjach w swoich firmach] pozwoliło mi przetrwać naprawde cięzkie okresy mojego życia.

Na łyżwy poszłam sama w wieku 12 lat.Cztery lata trenowałam jazde szybką na lodzie Nie było mi do tego potrzeba kasy mojego ojca wink on nawet o tym nie wiedział. Moja siostra poszła bez wiedzy ojca na naukę gry na akordeonie do domorosłego nauczyciela. Ojciec by nam na to nie dał...musieliśmy na wszystko pracować.

Wiecie jednak co najbardziej pamiętam z okresu mojego dzieciństwa i młodości?? Wieczorne rozmowy przy wielkim stole kuchennym z moim ojcem, który uwielbiał tam przesiadywać gdy moja mam pichciła. Zawsze moglam go tam odnaleźć to był najpiękniejszy czas mojego rozwoju. Na każde pytanie wspólnie odnajdywaliśmy odpowiedzi, czasem była to dla mnie trudna do zrozumienia lekcja.

63

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

To tak nie jest do końca, nie widzę nic złego w tym, żeby dać dzieciom to co tylko możliwe, pod warunkiem, że wcześniej nauczyło się dzieci szanować to co dostają. Mój syn nastoletni sam zarabia na swoje zachcianki, nigdy mnie nie prosi o nic. Ja mu dokładam do tego co ewentualnie chce kupić. Ma bardzo duży szacunek do tzw. dóbr materialnych. Wie, że na to trzeba zapracować.

64 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-04-19 21:23:02)

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Qrsywa, ale czy to, że dam dziecku na jazdę konną, musi oznaczać, że nie mogę z nim rozmawiać, spędzać czasu, poświęcać dużo uwagi? Bo dalej pokazujesz to jako jakieś przeciwieństwo. Przecież te rzeczy się nie wykluczają. I ja nie twierdzę, że dobra materialne są najważniejsze, że lepiej kupić dzieciakowi narty, niż być dla niego wsparciem. Nie, ja mówię tylko, że ja wolałabym mieć dziecko dopiero wtedy, kiedy będę w stanie zapewnić mu obie te rzeczy.

I nie, nie napisałam też, że brak jazdy konnej = słaby rozwój dziecka. Mówię o całokształcie - jeśli jedno dziecko będzie miało zapewnione dodatkowe zajęcia, jeśli wyrazi taką ochotę, a drugie będzie ograniczone do chodzenia do szkoły, ewentualnie darmowych zajęć, których wybór jest dużo mniejszy i akurat nie musi mu odpowiadać, to owszem, tak uważam. Nie to, że będzie głupsze/gorsze, tylko zwyczajnie będzie mniej umiało czy nie rozwinie swoich pasji. Tyle. I to przecież nie jest kwestia dyskusyjna, tylko prosty fakt - jeśli moje dziecko sobie wymyśli, żeby być baletnicą, to będzie musiało ćwiczyć od dziecka, a nie od lat nastu, kiedy będzie mogło sobie zarobić. Jak uzna, że chce być dżokejem, to chcę, żeby miało taką możliwość. Po prostu. Jak będzie chciało zmieniać zdanie i będzie szukało swojej drogi, to też chcę mu to umożliwić. Nie chcę, żeby było ograniczone albo do pracy fizycznej, albo skończenia szkoły jednej, drugiej, ewentualnie studiów czy czegoś tam, czyli wszystkiego tego, co można zrobić w gruncie rzeczy bez pieniędzy. Chodzi mi o zawody związane często z jakimś talentem - jeśli nie będzie mnie stać np. na pianino dla dziecka, to choćby miało największy talent, nie rozwinie go i pewnie nawet nie odkryje. Dlaczego? Bo ja postanowiłam machnąć dzidziusia w liceum? ;p

[edit] A co do tego, że przetrwałaś cięższe okresy w życiu dzięki takiemu dzieciństwu, jakie miałaś - mi właśnie chodzi o to, żeby moje dziecko nie musiało przetrwać niczego wielkiego czy walczyć o "normalne" życie. Walczyć może o sukces, o spełnianie swoich marzeń, o dążenie do czegoś tam, ale wcale nie chcę, żeby "szkołę życia" dało mu coś, co może po prostu dostać. Szkołę życia tak czy inaczej dostanie, wolę, żeby miało ją no... jak najwyższym szczeblu. Nie umiem chyba wyjaśnić, w sensie, niech się stara, pracuje, walczy, wszystko jak najbardziej, ale nie o to, czy ma gdzie mieszkać, co jeść, gdzie pracować, za co żyć, bo to moja rola - na przykładzie tej nieszczęsnej jazdy konnej, niech sobie walczy o wygraną w WKKW, niech się męczy na treningach, daje radę ze stresem, a nie walczy o to, czy dzisiaj będzie miał co zjeść na obiad, czy nie.

65

Odp: Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

A ja w ogóle nie rozumiem o co ten cały raban. To jest proste, oczywiste i jasne jak słońce, że lepiej, by dziecko miało miłość rodziców + odpowiednie zaplecze finansowe niż samą miłość rodziców. Miłość i pieniądze się nie wykluczają, więc takie demonizowanie jest śmieszne. W Polsce panują jakieś dziwne mity, że w ubogich rodzinach to rozmawiają godzinami, każdy ma dla wszystkich czas, a w tych bogatych rodzinach to już tylko zło i rozpasanie. Media nagłośnią kilka przypadków samobójstw wśród dzieci bogatych rodziców i już tworzy się cała teoria spiskowa, że jak są pieniądze, to nie ma miłości i uwagi. To są tylko skrajne przypadki. Jeśli porównywać je do patologii wśród ubogich rodzin, to bilans wychodzi niekorzystnie dla tych ubogich. Trzeba trochę myśleć samodzielnie, zamiast tworzyć sobie nieprawdziwe obrazy budowane na bazie "wiedzy" z telewizji i prasy. Przyjaźniłam się z dziećmi z różnych domów i w tych bogatych wcale nie było patologii, nie było braku czasu i zaniku więzi. To były normalne rodziny, które po prostu finansowo miały dziecku więcej do zaoferowania.

Qrsywa, nie wiem co Ty właściwie forsujesz. Uważasz, że lepiej nie mieć pieniędzy niż je mieć? Bo ja uważam, że lepiej mieć. Pieniądze otwierają możliwości i dzięki nim można poznawać świat jak tylko nam się podoba, zamiast po prostu jakoś tam sobie żyć. Nie wspomnę już o skrajnych przypadkach, gdy dziecko mi zachowuje, a ja nie miałabym na leczenie. A cała reszta i wychowanie zależą od rodziców. Bogactwo może sprzyjać roszczeniowej postawie, ale tylko wtedy, gdy rodzice źle wychowają dzieci. Podobnie bieda sprzyja patologii, jeśli źle się te dzieci wychowa.

Posty [ 1 do 65 z 110 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Mamo, tato, jestem w ciąży i... co dalej?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026