u mnie po pol roku facet powiedzial ze nie wie czy kocha,ale ze chce ze mna byc bardzo,mielismy kryzys dlugo,wszystko musialam z niego wyciągać,ale widać było po nim że coś nie gra.więc pozniej dowiedzialam się że nie wie już nic ,także tego czy chce ze mną być...dziwne to było bo z pzooru przyjeżdzał codziennie,czasem co drugi dzień,nawet chory,okazywał mi uczucia zawsze ale brakowało słow...ja prawie co nie zerwałam z nim pare razy,mało brakowało.mówilam koniec,nie dam rady,ale jakos wracalismy...dalismy pózniej sobie czas,było bez klutni,niby wszystko ok ale jednak nie...znowu wyciagnełam to z niego ze jednak nie chce byc ze mna i robił tak zebym ja to skonczyla...co za tchórz...bo podobno nie chciał patrzeć jak placze;/ wiec koniec byl.nie odzywalam sie ,dalam sobie spokuj.po jakims czasie odezwal sie niby czysto kolezensko o cos tam zapytał.pozniej cisza i ponownie sie odezwal spytac czy bede na takich festivalu o ktorym rozmwialismy ,i potwierdzil ze on tez jedzie(co wiedzialam) i wyszedl z tekstem"moze spotkamy si epowiemy sobie czesc" heh a ja co steskniles sie ze chcesz sie ze mna witac?a on"tak i to bardzo" i wyszlo ze brakuje mu mnie,ze teskni,snie mu sie i chcialby wrócic...byłam w szoku,oczywiscie szczesliwa...powiedzialam ze musze sie zastanowic,pozniej napisalam mu ze chce sprobowac,po czym on znowu jakies wahania...ze moze za szybko z tym wyszedl itp.odwlekal spotkanie az go przycisnelam.spotkalismy sie 3 razy pozniej przerwa bo nie mogl przyjechac,i po jego zachowaniu wywnioskowalam ze ma duzo "ale" co do naszego powrotu ze chce a sie boi ze sie powtorzy to u niego itp. stwierdzil jednak ze to byl bład ze to nie ma sensu:( i koniec jak dla mnie definytywny:( przywołał wspomnienia i musze od nowa przechodzic przez to...a zachowywal sie jak bylismy razem jakby strasznie mu mnie brakowalo,przytulam mocno ciagle i wogole...dziwne to jest dla mnie wszystko,ale wiem ze juz nigdy nie bedziemy razem:(