No cóż, nie od dzisiaj wiadomo, że pewne zachowania różne osoby mogą inaczej odbierać. Ktoś, kto będzie na Twoim miejscu może nie widzieć, że Twoje zachowanie inni postrzegają jako wymuszanie powrotu za pomocą czystych gierek czy podchdów. Ty nie widzisz może w tym nic złego, bo cel uświęca środki i najważniejsze to odzyskać faceta, nieważne jakimi środkami i z jakimi skutkami.
W momencie, kiedy czyta się o tym, jak on wczęśniej traktował ta relację i czego od niego oczekiwałaś, to obecny etap i Twoje naciski oraz jego przeprosiny(za co niby?) i chęć powrotu, nie pozostawiają wątpliwości, że zwyczajnie namieszałaś.
Natomiast to, o czym dzieczwyny piszą może i wydawać się logiczne, ale pod warunkiem, że miłość jako taka jest czymś nieokreślonym i opiera się na jakiejś mistycznej aurze a nie na dostrzeganiu w partnerze wsparcia, pomocy czy zwyczajnej przyjemności w spędzaniu ze sobą czasu. Jeśli te wszytkie aspekty kuleją i to diametralnie, kiedy ludzie się nie potrafią dogadać, to zawsze byłem przekonany, iż właśnie wtedy ta miłość i te uczucia się niejako wypalają. Skoro dwoje ludzie zaczyna się rozmijać w potrzebach i odczuwać do siebie dystans, to gdzie tu mówić o miłości? Przynajmniej z tej jednej strony, którą był tutaj facet Autorki.
Z tego względu nakłanianie go do całkowitej zmiany podejśćia, między innymi wpędzając gow poczucie winy, kiedy prawdopodobnie on nie czuł tego samego jest czystą manipulacją. Gdyby on to czuł sam z siebie, to raczej nie trzeba by było go dpo tego specjalnie nakłaniać..