Zgadzam sie i potwierdzam zdanie , że wychowałyśmy mężczyzn ,ale nie dla siebie ...
Podobne tematy
67 2012-07-09 00:23:17 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2012-07-09 01:15:58)
Widzisz Teo... Ja juz mam taka jakas skaze, ze z kazdym facetem postepuje w taki sposob... Nie ma znaczenia roznica wieku, pogladow czy czegokolwiek innego. Mozna to nazwac i matkowaniem, bo do tej pory nie potrafie sprecyzowac tego "czegos"
Wiedzac o tym wiele lat bylam sama, pomagalo mi w tym moje skomplikowane zycie...
Mozesz miec racje, ze mloda robi ta a madra tamto... Niestety, nie kazda. Moze jestem juz po prostu stara i glupia...
Moja przyjaciolka ( kilka lat mlodsza ode mnie ) ma podobna ryse na charakterze i choc w zyciu nie miala faceta duzo mlodszego od siebie to postepuje identycznie jak ja-od zawsze. Obie zawsze doskonale wiemy, ze takie postepowanie z facetami nie jest do konca zdrowe a jednak schemat powielamy po wielokroc...
Teo-nie ja go podrywalam a on mnie. To on wowczas okazal dojrzalosc-ja robilam wiele, aby zniknal, aby mnie "znielubil". Byl uparty i cierpliwy-czekal i drazyl temat. To tez wielomiesieczna historia...
dremline13- zdaje sobie sprawe, ze taki zwiazek nie ma duzych szans i mozna go traktowac jako " na jakis czas", jednakze czy ten czas musi miec jakis ustalony i zaplanowany koniec? Czy jakikolwiek inny zwiazek ma od razu na starcie gwarancje powodzenia? Nad kazdym trzeba pracowac i o kazdy trzeba dbac.
Byl i pojechal... Prosil o wiele, w tym o pojscie z nim na planowane od wielu miesiecy wesele kolegi...
Rozmowa trwala przez caly jego pobyt. Z malymi przerwami. Byla pelna goryczy, zalu, zawiedzionych nadziei i przeroznych emocji... Z obu stron.
On, jak zawsze, uparty w kilku kwestiach dotyczacych nas...
Ze spokojem, cierpliwoscia chcacy osiagnac jakies swoje "cos"...
Ja-pelna obaw, strachu, bezsilnosci, tez chce osiagnac swoje "cos"...
Pewny konsensus: pojde z nim na to wesele...
Dziwnie sie czuje... Czas sie jakby dla mnie zatrzymal/spowolnil a dla wszystkich innych jednak pedzi dalej...
Moze ow czas uporzadkuje moje rozbiegane mysli... Ja nie potrafie...
Oczywiście , nie mówię, że jest jakiś określony czas na jakikolwiek związek , ale to Ty sama zadecydowałaś o rozstaniu, nie bez przyczyny przecież. Jeśli tego właśnie chcesz , życzę Wam szczęścia , oby potrwało jak najdłużej. Ja tez nadal kocham, ale ból rozstania jest chyba mniejszy niż ból wynikający z przeświadczenia partnera ze jego zachowanie jest uczciwe... i tylko ja się czepiam przeróżnych rzeczy ... nie , nie mniejszy, lecz inny , czuję się teraz lepiej ze sobą , choć ciężko samej .. Musisz sama zobaczyć , czego chcesz .
69 2012-07-10 15:15:37 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2012-07-10 15:21:24)
Widze, ze dobrze wiesz, dreamline13, co sie we mnie dzieje. Masz racje-musze sama wiedziec czego chce. Narazie nie chce niczego poza spokojem.
Pod koniec lipca jest wesele-pojde na nie. Poza tym niczego nie jestem pewna.
W jego uczciwosc nie watpie, nie oszukal nigdy ani nie zdradzil. Gdyby powiedzial mi wczesniej to o czym powiedzial podczas rozmowy... gdyby... nie byloby problemu a tak... zawiesilam sie gdzies jak windows po poteznym wirusie... czy musialam go zostawic, aby wyjasnil mi niewyjasnione... podjelam decyzje, bo nie dawalam juz rady tkwic w czyms takim...
Nadal czuje jakbym swoje zycie ogladala przez gesta mgle.
Czuje bezsilnosc a chwilami obojetnosc tak wielka, ze sztuka wydaje mi sie pojscie do pracy.
Nie potrafie nawet porzadnie pozloscic sie, bo mam wraznenie, ze zuzywa to zbyt duzo energii...
W tym tygodniu jest owo wesele... Wszystko gotowe od dawna. Nadal nie mam biletu... Moze jutro po niego pojade...
On-przez ostatnie dwa tygodnie bardzo stara sie wszystko naprawic. Mam wrazenie, ze nieraz przesadza. Widze, ze boi sie, ze cos zrobi zle i sobie pojde. Oby nie przesadzil. Nie wiem czy to trwala zmiana-czas wszystko zweryfikuje.
A ja... mam wrazenie, ze jade na zasilaniu awaryjnym...
71 2012-07-31 13:13:28 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2012-07-31 16:45:48)
Wesele i po weselu.
Bylo naprawde swietnie. Ludzie, organizacja i w ogole calosc ekstra.
On-nie mam nic do zarzucenia. Staral sie jak mogl, mialam wszystko co potrzebne...
Tak... wszystko...
ehhh... co dalej... nie mam pojecia...
Wesele i po weselu.
Bylo naprawde swietnie. Ludzie, organizacja i w ogole calosc ekstra.On-nie mam nic do zarzucenia. Staral sie jak mogl, mialam wszystko co potrzebne...
Tak... wszystko...ehhh... co dalej... nie mam pojecia...
Ogarnij się, dziewczyno... Zakochanie zakochanie, ale Ty to już uzależniona chyba jesteś. Podjęłaś jakąś decyzję bo miałaś ku temu powody więc trzymaj się tego! On się nie zmieni tylko zostanie taki jaki jest. Poprawi się na chwilę, przedłużysz swoją agonię jedynie. Aż w końcu dupnie z hukiem i chłopak zniknie. Odejdź z godnością i przestań wydziwiać.
Autorko...i jak tam u Ciebie?
74 2012-09-24 14:15:22 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2012-09-24 16:16:04)
Hej Leila ![]()
Wrocilam do niego. Nie wiem czy to dobrze czy zle. Nie pisalam nic wczesniej, bo zastanawialam sie, czy jego zmiany sa trwale czy tylko maja zamydlic mi oczy.
K. stara sie i to bardzo. Dzieki temu ja tez mam ochote zaczac sie starac. Powoli sie otwieram. On ze zrozumieniem czeka-czym mnie troche zadziwil.
Moje decyzja o rozstaniu zmienila cos w obojgu z nas. On zrozumial, ze nie ma mnie na wlasnosc a ja stalam sie "bardziej dla siebie"-wylaczylam jak to mowila Teo swoja opiekunczosc. Nieraz sie jeszcze zapedzam, ale potrafie juz zamknac buzie ![]()
Mam wrazenie, ze dotarlo do niego, ze mimo natloku roznych spraw i dla mnie musi miec czas. Narazie poswieca mi go tyle, ze uwazam, ze jest ok. Kontaktow z mojej strony nadal jest bardzo malo-ostatnio powiedzial mi, ze to zaniedbalam. Pokazalam mu jednak, ze to akurat tez zalezy w duzej mierze od niego i widze, ze i tu sie stara. To z kolei dziala na mnie i ja tez zaczynam sie starac w tej kwestii.
Gdy cos sie dzieje rozmawiamy o tym jak kiedys-na spokojnie. Nieraz czekamy kilka godzin czy dzien aby na spokojnie przedyskutowac jakas sprawe.
Po miesiacu od mojej decyzji K. mial swoiste katharsis. Podczas naszego spotkania wylal wszystko co w nim siedzialo zlego i dobrego. O nim, o mnie, o nas. Pogadalismy sobie o tym...
Nie wiem co bedzie dalej. Spotykamy sie jak wczesniej, spedzamy czas tak jak na to mamy ochote. Wspieramy, gdy trzeba, ochrzaniamy, gdy przeginamy.
Moze to dziwnie zabrzmi, ale czuje jakby moja decyzja o rozstaniu przywrocila mi mojego dawnego faceta. Tego, ktory wie czego chce, ktory podtrzyma, gdy nie mam sil, przytuli gdy trzeba i opierdzieli, gdy przeginam. Tego, ktory, gdy sam potrzebuje wsparcia nie chowa sie w skorupie i potrafi wyrzucic z siebie problem. Tego, ktory jasno mowi o co mu chodzi i nie czeka, ze bede jasnowidzem. I wreszcie tego, ktory okazuje mi swoje uczucia i szacunek.
K mowi, ze odzyskal to co najwazniejsze. Tak z grubsza.
A ja? Powoli zmieniam swoje postepowanie wobec niego. W koncu ja tez nie bylam bez winy.
Edit: Moja Przyjaciolka mowi, ze to i tak jest bez sensu, ze potrzebuje kogos tu i teraz, blisko a nie gdzies tam... Mowi, ze kiedys sie to skonczy a ja zostane stara, chora i sama... Licze sie z taka ewentualnoscia.
75 2012-10-17 13:59:35 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2012-10-17 14:03:51)
Stwierdzilam, ze za duzo zawracam sobie glowe nim, naszym zwiazkiem i tym, ze on mimo, iz sam odczuwa niedostyt kontaktow, nie daje rady
( chochlik podpowiada, ze moze nie do konca chce ) zorganizowac sobie czasu tak, abysmy byli zadowoleni oboje.
On sie stara, widze to w tym co robi ( nie mowi ), poswieca mi wiecej czasu, jednak chce za duzo na raz zrobic w swoim zyciu.
Wymyslilam wiec, ze zajme sie soba. Lubie spacery, wiec przemienie je na szybki marsz-sprobuje z kijkami ![]()
Poznam nowych ludzi, nowe miejsca, bede jeszcze bardziej "dla siebie".
Po naradzie z moja Przyjaciolka zgodnie stwierdzilysmy, ze za duzo czasu powiecamy dla domu, zwiazkow itd i postanowilysmy, ze zabierzemy stamtad czas aby go poswiecic dla siebie.
Edit: Dzis zaczynamy
Ranek rozpoczal sie od zmian: zalatwilam od dawna odkladana sprawe i czuje sie rewelacyjnie
Po poludniu start po nowa mnie ![]()
Stwierdzilam, ze za duzo zawracam sobie glowe nim, naszym zwiazkiem i tym, ze on mimo, iz sam odczuwa niedostyt kontaktow, nie daje rady
( chochlik podpowiada, ze moze nie do konca chce ) zorganizowac sobie czasu tak, abysmy byli zadowoleni oboje.On sie stara, widze to w tym co robi ( nie mowi ), poswieca mi wiecej czasu, jednak chce za duzo na raz zrobic w swoim zyciu.
Wymyslilam wiec, ze zajme sie soba. Lubie spacery, wiec przemienie je na szybki marsz-sprobuje z kijkami
Poznam nowych ludzi, nowe miejsca, bede jeszcze bardziej "dla siebie".
Po naradzie z moja Przyjaciolka zgodnie stwierdzilysmy, ze za duzo czasu powiecamy dla domu, zwiazkow itd i postanowilysmy, ze zabierzemy stamtad czas aby go poswiecic dla siebie.Edit: Dzis zaczynamy
Ranek rozpoczal sie od zmian: zalatwilam od dawna odkladana sprawe i czuje sie rewelacyjnie
Po poludniu start po nowa mnie
I ja chyba skorzystam z Waszych przemyśleń i odsapnę sobie np spacerując:)
Powodzenia życze:)
Leila01-jak zajecie sie soba??
U mnie narazie wszystko ok. Zajecie sie soba skutkuje dobrym humorem, zadowoleniem. Jest mi dobrze ![]()
K. nadal sie stara, ja takze, choc powiem szczerze-nieraz mam jeszcze opory.
Na dzien dzisiejszy nie mam prawa narzekac na cokolwiek. Znowu czuje stabilizacje. K. mowi, ze tez.
Za tydzien mam do niego jechac. Mam nadzieje, ze wszystko sie uda i pojade.
A poki co-na spacer, na kijki czy gdziekolwiek-byle dobrze sie czuc i nie dac sie chorobie ![]()
Strasznie mnie intryguje Twoja historia, mogłabys powiedzieć w jakim wieku go poznałaś i w jakich okolicznościach, wybacz za bezposredniość, ale ciekawośc niesamowicie mnie zzera tymbardziej, ze ten temat nie jest mi obcy
pozdrawiam ciepło!
79 2012-11-04 22:44:10 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2012-11-04 22:47:36)
To naprawde strasznie dluga historia. Musialabys przesledzic moje posty-kilka razy o tym pisalam, ale zawsze chcieli mnie powiesic na suchej galezi nad wielka przepascia.
To naprawde strasznie dluga historia. Musialabys przesledzic moje posty-kilka razy o tym pisalam, ale zawsze chcieli mnie powiesic na suchej galezi nad wielka przepascia.
Przesledziłam i to większość wątków, sama jestem w takiej sytuacji. Z tym, że on jest 7 lat młodszy i ma 15 lat...ludzie nie rozumieją...
nie...to Ty nie rozumiesz i nie widzisz różnicy między związkiem Bullinki a tym czymś co próbujesz zrobić
nie...to Ty nie rozumiesz i nie widzisz różnicy między związkiem Bullinki a tym czymś co próbujesz zrobić
Cisną mi się na usta niesamowite słowa krytyki, ale zachowam je bo taki panuje zwyczaj tego forum.
Autorka powyższego wątku, poznała swojego chłopaka gdy ten mial 16/17 lat a ona miała 36/37 lat, 10 lat więcej niż ja. Jest szczęśliwa i nigdy nie żałowała tego, że wdała się w taką relację! Bo to jest najważniejsze czuć szczęście i radość!
Skoro tego nie rozumiesz, to masz ewidentny problem ze sobą.
83 2012-11-05 14:46:39 Ostatnio edytowany przez troublemaker (2012-11-05 14:47:36)
mój błąd nie doczytałam że poznała go gdy był tak młody.jedyne co tylko powiem to fakt że kiedy ma się naście lat 2 lata to na prawdę wielka różnica. i to że w Twojej sytuacji nie chodzi o Twój wiek tylko o wiek "Twojego partnera"
mój błąd nie doczytałam że poznała go gdy był tak młody.jedyne co tylko powiem to fakt że kiedy ma się naście lat 2 lata to na prawdę wielka różnica. i to że w Twojej sytuacji nie chodzi o Twój wiek tylko o wiek "Twojego partnera"
Wiesz co dla mnie moze miec nawet 10 i pisze teraz na złość, bo nie wydaje mi sie, że robie cos złego, cos co w przyszłości mu zaszkodzi. Wrecz odwrotnie, nauczy się postępowania z dziewczynami i nie bedzie toksycznym skurwielem.
dzięki Bogu co tobie się wydaje a co nie ma niewiele wspólnego z prawda. Ale niech będzie skoro uważasz że postępujesz ok to chyba bezcelowe było pisanie o tym na forum. Nie docierają do Ciebie nasze argumenty,więc najwidoczniej nie szukałaś rady. jeżeli chciałaś się wyżalić nie widzę powodu żebyś kontynuowała swoje wypowiedzi w tym temacie,wszak już się wyżaliłaś i wygadałaś. Może oświeć nas zatem po co to wszystko było
dzięki Bogu co tobie się wydaje a co nie ma niewiele wspólnego z prawda. Ale niech będzie skoro uważasz że postępujesz ok to chyba bezcelowe było pisanie o tym na forum. Nie docierają do Ciebie nasze argumenty,więc najwidoczniej nie szukałaś rady. jeżeli chciałaś się wyżalić nie widzę powodu żebyś kontynuowała swoje wypowiedzi w tym temacie,wszak już się wyżaliłaś i wygadałaś. Może oświeć nas zatem po co to wszystko było
No i już, dla mnie to może być koniec wątku, dziękuję za zmarnotrawienie czasu przy moich postach ![]()
Dziewczyny-spokojnie. Mamy sobie pomagac a nie skakac do oczu.
Kazdy ma prawo do swojego zdania-szanujmy to.
Powiem Ci tak rokckwoman7-uwazam, ze znajomosc z tym 15-latkiem mozesz bez problemu kontynuowac, ale narazie nie powinniscie mieszac do tego namietnosci. Zadnych pocalunkow, tulenia i innych tego typu rzeczy.
Ja swoja znajomosc z K. cignelam w taki sposob przez prawie 2 lata. Oboje sie na to zdecydowalismy i trzymalismy ustalonych zasad. Spalismy w jednym pokoju-ale w innych lozkach, przebywalismy ze soba, ale bez fizycznej bliskosci. Nie bylo latwo, oj nie...
Dopiero, gdy K. skonczyl 17 lat a ja poukladalam nieco bardziej sprawy firmowe zdecydowalismy sie na zwiazek. W styczniu bedzie 5 lat. Dzieli nas prawie 500 km. Spotykamy sie tak czesto jak sie da, spedzamy razem swieta, urodziny, rocznice, urlopy i inne takie.
Nie mysl, ze zawsze bylo kolorowo. Mielismy jeden maly i jeden mega-kryzys, nad ktorym do teraz oboje pracujemy.
Jestesmy razem. Jak dlugo? Nie mam pojecia. Tak dlugo jak sie da i o 1 dzien dluzej.
Dlugi czas ukrywalismy sie przed wiekszoscia. Sadze, ze ok 2 lat. Teraz wiedza o nas wszyscy.
Licz sie z tym, ze wszedzie beda Ciebie/jego krytykowac, wysmiewac. Zawsze beda mowic, ze to chodzi tylko o seks lub kase, ktora mu dajesz. Zawsze bedziesz ta zla, ktora niszczy mlodemu zycie.
Jemu tez beda prac mozg w podobny sposob, choc uzywajac innych argumentow.
Jesli to przetrwacie to macie szanse na dluuuugi zwiazek.
Powodzenia.
Dziewczyny-spokojnie. Mamy sobie pomagac a nie skakac do oczu.
Kazdy ma prawo do swojego zdania-szanujmy to.
Powiem Ci tak rokckwoman7-uwazam, ze znajomosc z tym 15-latkiem mozesz bez problemu kontynuowac, ale narazie nie powinniscie mieszac do tego namietnosci. Zadnych pocalunkow, tulenia i innych tego typu rzeczy.
Ja swoja znajomosc z K. cignelam w taki sposob przez prawie 2 lata. Oboje sie na to zdecydowalismy i trzymalismy ustalonych zasad. Spalismy w jednym pokoju-ale w innych lozkach, przebywalismy ze soba, ale bez fizycznej bliskosci. Nie bylo latwo, oj nie...
Dopiero, gdy K. skonczyl 17 lat a ja poukladalam nieco bardziej sprawy firmowe zdecydowalismy sie na zwiazek. W styczniu bedzie 5 lat. Dzieli nas prawie 500 km. Spotykamy sie tak czesto jak sie da, spedzamy razem swieta, urodziny, rocznice, urlopy i inne takie.Nie mysl, ze zawsze bylo kolorowo. Mielismy jeden maly i jeden mega-kryzys, nad ktorym do teraz oboje pracujemy.
Jestesmy razem. Jak dlugo? Nie mam pojecia. Tak dlugo jak sie da i o 1 dzien dluzej.
Dlugi czas ukrywalismy sie przed wiekszoscia. Sadze, ze ok 2 lat. Teraz wiedza o nas wszyscy.Licz sie z tym, ze wszedzie beda Ciebie/jego krytykowac, wysmiewac. Zawsze beda mowic, ze to chodzi tylko o seks lub kase, ktora mu dajesz. Zawsze bedziesz ta zla, ktora niszczy mlodemu zycie.
Jemu tez beda prac mozg w podobny sposob, choc uzywajac innych argumentow.Jesli to przetrwacie to macie szanse na dluuuugi zwiazek.
Powodzenia.
Napisałam Ci maila, nie wiem czy przeczytałaś
liczę na odpowiedź, bo nie chce tutaj rozmawiać na ten temat ![]()
89 2012-12-10 14:24:25 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2012-12-10 14:25:29)
Niedlugo jego urodziny-sylwester.
W tym roku, jak we wszystkich poprzednich ( za wyjatkiem ostatniego ) bedzie u mnie. Urodziny ma w sylwestra ![]()
Postanowilam zorganizowac mu takie urodziny, by mial o czym pamietac ![]()
Niezbyt duzym nakladem finansowym, bo wiadomo jak jest.
Czuje, ze CHCE, wiec przyjemnosc z przygotowan bedzie wieksza ![]()
Skoro chce tzn, ze wszystko w mojej glowie jest jak kiedys-udalo mu sie posklejac w niej to co sie posypalo. Jednoczesnie oboje nie zapominamy o dbaniu o zwiazek.
Wiara w to, ze bedzie ok jest 100%.
edit: Nie twierdze, ze tak bedzie do konca zycia, ale na ten moment jest dobrze ![]()
90 2013-02-26 14:34:58 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2013-02-26 14:43:57)
hmm... no i wreszcie wyszlo szydlo z worka..
Czulam, ze cos jest nie tak prawie od zawsze, ale nie wiedzialam o co chodzi...
Okazalo sie, ze jego rodzice robili dobra mine do zlej gry. Mieli nadzieje, ze pobedziemy troche razem i sie posypie...
A to trwa i trwa... przystapili wiec cala rodzina do ataku nie szczedzac niczego.
Nie moge do ich domu pojechac-jadac do niego skazana jestem na wynajecie hotelu... Teraz to niemozliwe, brak kasy na takie eskapady... To chyba jednak najmniejszy problem.
Kiedy tylko moga staraja sie wymusic na nim nasze rozstanie. Tlumacza, ze moze na miejscu miec mlodsza, ladniejsza itd...
Wlasnie nastapila swegom rodzaju eskalacja tego wszystkiego.
Na miejscu, gdzie mieszka ( u ciotki), owa ciotka systematycznie wraca do tematu i jak on to mowi "pierze mu mozg". gdy jedzie na wies-robia to rodzice.Teraz, dodatkowo przyjechala z Anglii jego siostra i wczoraj wszyscy wsiedli na niego na maksa.
Robia to kiedy tylko jest okazja od jakiegos czasu. Nie powiedzial od jak dawna, ale tak analizujac calosc, dochodze do wniosku, ze od wrzesnia i mojej ostatniej wizyty na wsi, kiedy on powiedzial im przypadkiem, od kiedy jestesmy razem...
Ja, ich zdaniem, jestem ta zla, stara, brzydka, obrzydliwa i wstretna baba, ktora mu przeszkadza w zyciu...
Wiecie? Tak strasznie mi jest przykro, ze nie moge mu jakos pomoc, czuje sie bezradna. Moge tylko czekac... i czekac... i czekac co bedzie...
Wczoraj mial juz dosc tej gadaniny... Martwilam sie o niego... Jest upartym, wiedzacym czego chce facetem, jednakze w sferach uczuc, po dobrym poznaniu, gdzies z dna osobowosci, wychodzi z niego bardzo delikatna istota...
Dzis jest strasznie zly-az gniew "wybuzowal" z niego jak z wulkanu... probowal wyladowac go na mnie... rzecz jasna nie pozwolilam na to. Lekko wytlumaczylam mu, ze sie myli w sprawie, o ktora sie "rzuca" ( a byla to prawdziwa pierdola ) i dodalam, ze porozmawiamy jak mu przejdzie, bo nie zasluzylam na jego zlosc...
Nie zloscilam sie na niego, bo wiem co jest podlozem takiego zachowania. Przeczekam...
ehh... nie wiem co zrobic, co powiedziec i jak sie zachowac...
dziewczyny-jak do niego trafic??
mezczyzni-jak on to moze odczuwac, jak mu pomoc?
Wiesz, oby tylko nie złamał się sam w sobie. Doskonale wiem, o jakim praniu mózgu mówisz, napisałam Ci maila, ale teraz już wiem, czemu nie odpisywałaś.
To jest bardzo ciężka sytuacja... uwierz mi, im bardziej będą naciskać tym on w końcu zrobi coś głupiego, po prostu, dla świętego spokoju...
Oj witaj
Tak dobrze Cie widziec ![]()
Na maila odpowiedzialam-na kazdego. Jesli masz jeszcze duplikat-wyslij prosze raz jeszcze.
Tak, wlasnie, tego sie obawiam... dla spokoju, dla swietego spokoju... Nie taki wyobrazalam sobie kiedys powod... oj nie...
Oj witaj
Tak dobrze Cie widziec
Na maila odpowiedzialam-na kazdego. Jesli masz jeszcze duplikat-wyslij prosze raz jeszcze.
Tak, wlasnie, tego sie obawiam... dla spokoju, dla swietego spokoju... Nie taki wyobrazalam sobie kiedys powod... oj nie...
Napisałam już, dasz radę! Tyle wytrzymałaś!
Wiesz... mam chwilowa "podlamke". Do problemow, z ktorymi walcze od dawna dolozylo sie i to...
Moze i ja dam rade, ale on czy wytrzyma? Czy nie wybierze "swietego spokoju"?
Dzis kolezanka mi powiedziala, ze po 5 latach to juz nie to samo, wyblaklo, stracilo wiele przez ten czas...
Wiesz... z mojego punktu widzenia nabralo jeszcze kolorow ![]()
Oby i on tak uwazal...
A jak on podchodzi do tego "prania mózgu", jakie mu fundują? Skoro Ci o tym wszystkim mówi, chyba nie w kontekście, że może mają rację, tylko też szuka pomocy/porady, co z nimi zrobić.
A jak on podchodzi do tego "prania mózgu", jakie mu fundują? Skoro Ci o tym wszystkim mówi, chyba nie w kontekście, że może mają rację, tylko też szuka pomocy/porady, co z nimi zrobić.
NO a jak może podchodzić?
Wydaje mi się, że niezły miks ma w głowie.
Każdy czegoś od niego oczekuje ale kompletnie nie patrzy na to, czego pragnie On sam.
Wszystko w jego rękach.
A Bullinka co może?
Wydaje mi się, że po prostu powinna byc i nie oceniać.
Witam ![]()
Kurcze... miks to malo powiedziane. Maxi miks moze...
Widze, ze jest strasznie tym zmeczony. W pracy tez ma jakies dymy...
Ciagle o nas walczy z rodzina. Ciagle uparcie nie daje sie zmanipulowac.
Staram sie jakos go wesprzec, dobrym slowem, swoimi uczuciami...
Czasami przychodza mi do glowy rozne mysli: czy nie robie mu krzywdy; czy to w porzadku, ze musi ciagle szarpac sie o mnie; czy nie zajmuje mu niepotrzebnie czasu... Mlodsza dziewczyna, blisko mieszkajaca moze bylaby lepsza dla niego...
Na dodatek jego sesja od 4 czy 5 tygodni przesuwa nasze spotkanie. Wczoraj mowil, ze wyjatkowo slabo sobie radzi z tym, ze nie mozemy sie spotkac. Slyszalam, ze hamuje lzy... Rzecz jasna, jak to facet, staral sie byc silny...
Tak mi go szkoda...
Staram sie liczyc z tym co teraz moze i nie stawiac zbyt wielkich wymagan. Nieraz przymykam oczy jak cos w nerwach palnie ( choc stara sie tego nie robic ). Jesli to cos, co moze sie na nas odbic to pozniej zwracam mu uwage. Gdy jest tak zmeczony, ze nie chce mu sie otwierac ust, nie gadam za wiele, nieraz musi mi zamiast rozmowy wystarczyc sms na dobranoc.
Oboje wiemy, ze nasze spotkanie byloby lekiem na cale zlo...
Ale wciągnął mnie Twój watek...
Jesteś bardzo rozważną kobietą i podziwiam wasz upór trwania w tym związku.Chodzi mi o przeciwności jakie stają na waszej drodze np.jego rodzina. On jest w totalnym potrzasku! Ciekawe jak długo wytrzyma to napięcie...Nasuwa się taka myśl dlaczego ludzie są tak okropni,mało tolerancyjni i nie potrafią zrozumieć pewnych rzeczy. Dla mnie wasz związek to rzecz normalna,co z tego że różnica wieku.Ważne że wam dobrze razem i się szanujecie. A co do jego rodziny to jeszcze bardziej oburza mnie to-skoro chcą jego szczęścia to do cholery niech dadzą wam być razem bo on właśnie z Tobą jest szczęśliwy
Czy to takie ciężkie do pojęcia???
Przepraszam że tak napiszę ale albo są zacofani,z epoki kamienia łupanego albo nie wierzą że wy na prawdę jesteście szczęśliwi.
Powodzenia życzę
Przepraszam że tak napiszę ale albo są zacofani,z epoki kamienia łupanego albo nie wierzą że wy na prawdę jesteście szczęśliwi.
Powodzenia życzę
Może rządzą nimi stereotypy?
Niestety, "rodzina" ma to do siebie, że bardzo wylewnie szasta dobrymi radami, niekoniecznie pożądanymi przez samego zainteresowanego.
Kiedyś w końcu przestaną. Zobaczą w końcu, że ich walka z jego wolą, nie ma szans.
Ktoś się w końcu podda.
Myślę, ze rodzina bo więcej może stracić przy uporze syna...
mam problem poznałam fajnego chłopaka zapszyjazniliśmy sie po połowie roku zapytał mnie o chodzenie ja sie zgodziłam on sie zakochał we mnie ja w nim i wszystko było ok do czasu zaczol mnie niezauważać jak sie spotykaliśmy w ałtobusie bo my jezdzimy razem do szkoły ale on chodzi do innej i puzniej zrobol mi awanture ze rozmawiam z jego kolegol ze go podrywam chociasz to absurd powiedziałam mu rze go kocham i nikogo nie podrywam wienc sie troche uspokojił po kilku dniach pisalismy ze soboł niczego sie niespodziewalam bo muwil do mnie kochanie kocham cie chcial sie nawet spotkaç ale niemogłam a po 4 dniach napisał mi rze niemorze ze mnoł chodzić bo bezpszerwy romansuje z jego kolegoł a powiedział mojej kolerzance że podoba mu sie inna dziewczyna niewiem o co mu chodzi oklamal mnie i napisal smsa ze mnie zuca a w tym samym dniu widzial mnie w autobusie mugl powiedzieć pszynajmniej i najgorsze jest to ze ja go kocham zyć bez niego niemoge śni mi sie bezpszerwy i mysle o nim ciongle kocham go jak sie spotkalismy 1 raz to odrazu wiedziaam ze to miłosc od pierwszego wejrzenia ale nierozumiem byliśmy ze soboł wszystko bylo super kochalismy sie muwil ze mnie kocha ja tez go kocham i dwa dni niepisalismy ze sobol i na trzeci napisal ze to koniec nierozumiem bylismy trzy miesionce wszystko byo ok a teraz tak nagle sie zmienio ja go kocham i niewiem co robić pomurzcie
Masz rację Leila01 myślę że nie będą narażać utraty syna aby się odwrócił od nich czy coś.Chyba że są naprawdę zdeterminowani.Znam to skądś mam mamę która zawsze wszystko lepiej wiedziała ode mnie,co jest dla mnie dobre a co nie.Na chwilę obecną nie rozmawiam z nią...
A Bullinka na pewno nie chce opierać związku na konflikcie rodzinnym...tak myślę.Tylko czekać co on postanowi,czy nie da się złamać i wspierać,wspierać i jeszcze raz wspierać.
Boże tygrysico1 nie chciałabym Cię urazić ale staraj się pisać bezbłędnie bo aż ciężko się to czyta i trudno rozszyfrować co w ogóle masz na myśli.
Może załóż swój wątek tak będzie prościej i wtedy coś poradzimy ![]()
Wszystko rpzeczytalam. Zastanawiam sie co bedzie dalej...?
niewiem jak zalorzyc wontek i niewiem co robic jestem jeszcze młoda i to była moja prawdziwa miłosc ja chce go odzyskać ale nwm co mam zrobić pomorzesz ??
niewiem jak zalorzyc wontek i niewiem co robic jestem jeszcze młoda i to była moja prawdziwa miłosc ja chce go odzyskać ale nwm co mam zrobić pomorzesz ??
A Ty chyba się nudzisz, co?
Zajmij się czymś pożytecznym ![]()
No cóż jakby Ci to powiedzieć...mi to nie wygląda na nic innego jak zabawił się chłopak i to wszystko. A teraz aby mieć czyste rączki chce w Tobie wywołać poczucie winy że to przez Ciebie z tego związku nic nie będzie dlatego oskarżenia o Twoje podrywanie innego. Odpuść sobie.
A co u Bullinki??? Ja tak z niecierpliwością zaglądam tutaj mając nadzieję że coś napisała. Ciekawie jak tam sprawy u niej się rozwijają...
107 2013-03-05 16:36:36 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2013-03-05 16:47:11)
Sprawy...
Pogmatwane...
U niego egzaminy na studiach, trudna sesja. Przez to nie mozemy sie spotkac. Odkladamy to i odkladamy...
Ja odlozylam leczenie, bo stan zdrowia mi nie pozwolil. Zaczynam niedlugo...
Jego mama wie, ze moze go stracic jesli z ojcem sprawe postawia na ostrzu noza, bo K. nie majac innego wyjscia przyjedzie wtedy do mnie. Rozmawialysmy o tym we wrzesniu. Tak jej wlasnie powiedzialam.
A on-zmeczony, mowi, ze da rade.
Nawet zaproponowalam rozmowy na skypie-na przeczekanie. NIe cierpie skypa, ale jesli bedzie tego potrzebowal to sie zgodze.
I tyle.
Rodzina dalej drazy a ja dalej... czekam...
NIe wiem jak bedzie ![]()
Oj czyli wychodzi na to że tak szybko nie odpuszczą. Ale myślę że on też tak szybko się nie podda,w końcu tyle przeszliście razem,szkoda byłoby to zaprzepaścić.
Tyle że taki nacisk emocjonalny potrafi złamać człowieka.
Ale jeśli mówi Ci że da radę to da ![]()
Rozumie Cię że tęsknisz,że skype musi wystarczyć ale dobre i to. Wytrwasz do spotkania a jak to się mówi "po dłuższej rozłące lepiej smakuje" ![]()
Głowa do góry będzie dobrze. Wy się bardzo kochacie(wnioskuję po tym wszystkim co tu przeczytałam) i takiego uczucia nawet czyjeś "dobre rady" czy rozłąka nie są w stanie wypalić.
Przez te lata nie uzywalismy skypa, bo ja go nie cierpie. Jednak jestem w stanie ugiac sie, jesli zajdzie taka potrzeba.
Wczoraj znowu duzo rozmawilasmy o tym co sie dzieje. Na spokojnie, jak za starych czasow, przerobilismy sprawe. Temat, choc ciezki, okazal sie do przegadania.
Dzis, na poprawe humoru zaczelismy planowanie urlopu latem.
Wieczorem obgadamy szczegoly i jutro zarezerwuje. Tym wyjazdem zawsze zajmuje sie ja.
On z kolei juz zaklepal wyjazd czerwcowy-tym wyjazdem zajmuje sie on.
Zobaczymy co przyniesie los...
Życzę aby los potoczył się jak najkorzystniej dla was oboje.
Myślę że dacie radę,macie takie "zdrowe"podejście do wszystkiego.Pojawia się problem to dyskutujecie,rozwiewacie wszelkie wątpliwości,poświęcacie się wzajemnie dla siebie...
Wiesz ja powiem Ci szczerze że jestem pod wrażeniem waszej wzajemnej relacji,nie miałam okazji zaznać takiego uczucia a od was biją takie emocje ze po samym przeczytaniu tego można stwierdzić że to coś wyjątkowego. Ja bym pewnie się wściekała na tę drugą osobę jakbym taki "meksyk" miała że ktoś przeciwko mnie i tym podobne...
A wy tak pod wiatr ale ciągle silni i jakby całemu światu na przekór.
Uda wam się bo tego nie da się tak łatwo zniszczyć. Nikomu...
Dzieki za te slowa...
Nieraz kazdemu z nas brakuje sil, ale wystarczy kilka slow od tej drugiej osoby i ... jakos wszystko odchodzi.
Teraz jest ciezko... bardzo... ale moze damy rade. On mowi, ze napewno. Powtarza, ze on wytrzyma, bardziej boi sie, ze ja nie dam rady... I faktycznie nieraz tak czuje, ale staram sie takie mysli odganiac...
Ja tez uwazam, ze to uczucie jest wyjatkowe. On tez nieraz tak mowi...
Minelo juz troche czasu...
Nie chce zapeszac...
Spotkalismy sie, kolejne spotkanie niedlugo, nastepne tez ![]()
Duzo rozmawialismy... Z powodu wyjazdu na leczenie z mloda nie mialam czasu dla niego, gdy on mogl miec go dla mnie. Nie zawsze odbieralam, nie zawsze odpowiadalam na sms...
Pod koniec pobytu wkurzyl sie i powiedzial, ze mu dokuczam/mszcze sie... A ja, ze nie, samo tak wychodzi, ale fajnie, ze mogl sie przekonac na sobie co ja czuje, gdy tak robi.... Wredna bylam...
i
Jakos zaczal laczyc swoja pasje ze mna, ma dla mnie czas. Trwa to juz dosc dlugo, wiec moze tak zostanie...
Slucha, ale tak naprawde, gdy do niego mowie, pozali sie, gdy potrzebuje, pyta o rade, gdy chce znac moje zdanie...
Jak dawniej...
Ostatnio wydarzylo sie cos, co nim wstrzasnelo, ale nie moge o tym pisac. I choc na poczatku bylam wsciekla za nadszarpniecie mojego zaufania to... hmmm...
Oby nie zapeszyc: jest dobrze ![]()
Jak jest dobrze to super! ![]()
114 2013-06-01 15:37:15 Ostatnio edytowany przez eewelinka260 (2013-06-01 15:40:05)
Jest dobrze i niech tak będzie ![]()
115 2013-06-01 15:43:05 Ostatnio edytowany przez eewelinka260 (2013-06-01 15:43:28)
![]()
116 2014-06-10 11:07:25 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2014-06-10 11:16:57)
Minal rok. Rok fajnych i mniej fajnych rzeczy/zdarzen.
Od marca szarpiemy sie ze soba...
Mielismy plany byc juz razem, ale los splatal figla-on dostal ekstra prace...
Odleglosc teraz jest znacznie trudniejsza niz wczesniej-oboje sie meczymy. Czasami uslysze cos co sprawia, ze mam wszystkiego dosc. Czasami sama cos powiem podobnego... przykre...
On bardziej ucieka w pasje, ktorej powoli jak mowi, ma dosc. Nie wiem co chce robic dalej. Jest zmeczony, znudzony wszystkim dookola.
Ja jestem zmeczona brakiem spotkan ( widzielismy sie koncem marca ). Mam wrazenie, ze wymysla powody, dla ktorych odwleka nasze spotkanie.
Wiem, ze zaplanowal sobie jakies weekendy dla pasji, ale przeciez slepa nie jestem i widze, ze na reke mu rzeczy, ktore powoduja, ze sie nie widzimy.
Jak co roku mamy jechac na zlot ogolnopolski. Mam wrazenie, ze oboje oczekujemy po nim jakiejs iskry, ktora nam pomoze.
A tymczasem rozmowy sa teraz tylko wtedy, gdy oboje mamy czas. Czyli nieraz raz na dzien plus jakis sms czy kilka wiadek na fb.
Mamy jakby kazdy osobne zycie. Ja tu robie swoje, spotykam sie ze znajomymi itd
On robi cos podobnego. Spotyka sie z kolegami. kolezankami-wspolne wypady na rowery, pasja itd.
Jakby nie widac w tym NAS. Naszego zycia, bycia.
Nie wiem czy ktores nie peknie i nie odejdzie przed zlotem. Czasami oboje mamy siebie dosc, naszych zachowan, slow itd.
A zlot-nie pokladam w nim juz wielkiej nadziei na iskre... Choc jak kazda kobieta gdzies tam w glebi duszy chce miec ta nadzieje.
I nie wiem co dalej...
Wypalilo sie, skonczylo czy zwyczajnie nie dajemy sobie juz rady z sytuacja... Czas pokaze...
W lipcu by bylo 6,5 roku... Czuje, ze oboje nie wiemy co dalej, co i jak robic. Chcemy i jednoczesnie nie chcemy.
On mowi, ze uczucia sie nie zmieniaja, ja mowie tak samo. Moze jednak zmienilo sie podejscie do zycia, spraw itd...
Ot i tyle...
Byl zlot, bylo dobrze. Nie chcial rozmawiac tam o nas. Ja w sumie tez. Do dzis rana bylo jakby lepiej.
Dzis od rana pisze ze mna dziwne rzeczy. Wyglada na niezla awanture. Sama nie wiem.
Mowi, ze w czwartek rozmawialam z kolega tam na zlocie, ze widzial co widzial i wygladalo jakbysmy flirtowali. Skoro potrzebowal psychologa to nie powienien sie mizdrzyc. Kolega dotknal mi nosa ot tak i przytulil. Na nos nie zareagowalam, bo to tylko gest, ale gdy znowu przytulil powiedzialam, ze tak nie mozna. Oczywiscie tego juz nie widzial, wiec nie wie czy tak bylo ( moje slowo nie jest wazne tylko to co ktos mu tam mowi ).
Moj jeszcze facet twierdzi, ze dzis mu ktos zwrocil na to uwage i wie teraz, ze mial racje.
Mowie, ze skoro mu to przeszkadzalo mogl podejsc i zakonczyc ta rozmowe, ze kolega ma problem, ze chcial pogadac. Nawet prosil o rozmowe juz na kolejny dzien, ale sie nie zgodzilam. Powiedzialam, ze musze zapytac mojego K, czy nie ma nic przeciwko.
W ogole mam wrazenie, ze to takie bicie piany. Mowie, ze nie zrobilam niczego zlego itd, ale jakby nie dociera. Mowi, ze napisal do tego kolegi, ze za duzo sobie pozwalal, ze jak nie odpowie mu to zadzwoni do niego a jak nie odbierze to pojedzie do niego do domu ( matko kochana, masakra jakas ). Jest ciekawy jak sie ow kolega bedzie tlumaczyl.
Szczerze to nie rozumiem do konca o co chodzi. On mowi, ze zwatpil, ze choc kocha to nie wierzy juz w nas na 100%, nie wie co dalej, ze czas pokaze itd.
Czuje sie jakbym miala znowu z 15 lat?
Tlumaczylam sie jakbym tam na tej plazy uprawiala seks z tym kolega.
Tlumaczylam, ale juz wiecej nie bede, bo nie zrobilam niczego co byloby warte takiej awantury.
Ciekawe co powie ow kolega. Mam nadzieje, ze nie bedzie mial ulanskiej fantazji i nie naopowiada mu bajek, bo wtedy to...
Mowi, ze kocha, ale juz watpi we wszystko, ze ta niepewnosc go dobija ( nie wyjasnil co ma na mysli ).
Moze szuka powodu do rozstania, moze chce abym to ja zrobila-jeszcze tydzien, dwa temu, gdyby tak sie rzucal to wlasnie tak bym zrobila, ale ten zlot cos we mnie obudzil gdzies tam...
Po czwartku, miedzy piatkiem a niedziela mowil, ze jest szczesliwy. Czulam to. Ja tez bylam szczesliwa.
Nie rozumiem co sie dzieje. Chyba po raz pierwszy w zyciu....
Jak to się wszystko z czasem gmatwa...
Witam:)
6,5 roku to dużo.
Może czas najwyższy podjąć jakąś decyzję?
Mijacie się i nie widać, że spotkacie się w końcu w tym samym miejscu.
Może go to męczy? Taki związek, z takim stażem, taki, który nie wiadomo do czego dąży?
Każdy potrzebuje jakiejś stabilności.
Wy, moim zdaniem, zbyt długo już żyjecie razem, ale jednak osobno.
Wszystko z czasem się przeje.
Jak długo zamierzacie tak dreptać, każde swoją dróżką?
Jestem 28 lat po ślubie nigdy nie pomyślałam o nawet zachęcającym zachowaniu ale po tylu latach mój mąż pomyslal osobie poszukał spowiedniczki .Rodzina się rozsypała także jak masz wątpliwości to kończ nie czekaj aż Cię zrani .Mów prawdę i stawiaj na swoim .Miłość polega na szczerości i zaufaniu.Jak zaczyna kręcić to niech się buja .Nie daj się bo czym dłużej tym ciężej się rozstać.
To dlugo, ale na teraz nic nie mozna zmienic. Byly plany, ale zycie je zmienilo. On dostal wymarzona prace, nie chce mu byc przeszkoda. Nie moge tez do niego narazie pojechac, bo ani tam pracy ani mieszkania ( poki co ).
Gdzies w polowie awantury powiedzial, ze chce zamieszkac razem, jednak jeszcze nie teraz. Oboje wiemy dlaczego: finanse.
Na moje pytania odpowiadal z zalem, ze nie rozmawia ze mna o swoich problemach, odczuciach, bo nie moze nic zmienic i nic to nie da.
Ja tez mu nie mowie niektorych rzeczy-nie ma w sumie nawet kiedy.
Pogmatwalo sie...
On jak zawsze po pracy zadzwonil, pozniej na chwile tez. Rozmawial ze mna jakby tej porannej awantury nie bylo...
Sms na dobranoc zamiast rozmowy-tez bywalo...
Czy rano byl to wybuch zazdrosci, czy poczul sie zagrozony, czy ma juz tego dosc...cos jest na rzeczy, cos jest nie tak... odleglosc nas zabija...
A jednoczesnie mowi, ze nie wie kiedy przyjedzie... Proponuje, ze ja do niego pojade... zbywa milczeniem pytanie.
Ot i tyle...
Smutek...
Bullinka sorry, ale po kiego grzyba Ty jeszcze z nim jesteś?
Lubisz się męczyć, to się męcz, ale ten "kotlet" to nawet letni nie jest...
Naprawde tak Ci chłopa trzeba, że trzymasz się go rękami, nogami i pazurami? Zastanów się dziewczyno nad sobą i tym, co robisz...
Tak. Macie racje. Czas na przemyslenie calosci.
Chlopa mi nie trzeba, potrafie byc sama.
Byla to cudowna bajka, ale jak kazda musi sie kiedys zakonczyc-w ta czy w tamta strone.
ja na twoim miejscu nie pytała bym czy mogę przyjechać po prostu bym to zrobiła. Pogadała o moich odczuciach uczuciach i zmusiła go do tego samego. Potem podjęła bym decyzję.
Witam ![]()
I jak tam sprawy się potoczyły?
Pozdrawiam
125 2015-02-10 00:07:41 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2015-02-10 00:08:23)
Rozstalismy sie.
Wlasciwie ja to zrobilam. Trzy tygodnie temu, no moze ciut wiecej...
Zebralo sie na to sporo.
Az nie wiem od czego zaczac...
Dzis juz chyba nie mam na to ochoty, ale w ktorys dzien opisze sprawe.
Powiem tylko, ze kocham go nadal i pewnie jeszcze dlugo bede, bo taka stara durna baba jestem.
Nie chce nikogo, wracam do mojego swiatka, w ktorym zamierzalam trwac zanim on sie w nim pojawil.
126 2015-02-15 23:48:49 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2015-02-16 00:55:29)
Od lipca sprawy potoczyly sie w moim zyciu w zastraszajacym tempie.
Nagle okazalo sie, ze mam okazje wyjechac do Holandii na kontrakt. Dobry kontrakt...
Powiedzialam mu i sie zaczelo...
Oskarzyl mnie, ze klamie, bo to niemozliwe, abym mogla pracowac w tej samej firmie co on, tyle, ze w innym kraju. Od jakiegos czasu ciagle mnie oskarzal o klamstwa. Choc powodow nie mial, co przyznawal...
Gdy zmuszona sytuacja finansowa wyjechalam jednak do pracy z kraju sadzil, ze to chwilowe, ze nia dam rady...
Ja jednak uparcie trwalam... Po miesiacu byla juz ze mna corka, psy i szczury...
Walczylam nadal... Z nowymi problemami, z nim, ze soba...
Zaczal pojawiac sie w Holandii na delegacje. Przez ostatnie pol roku byl tu chyba 5 razy...
Widzielismy sie czesciej niz w PL... Firma finansowala loty plus diety. A ja to chyba taki bonusik od zycia juz tylko...
Wszystko fajnie, ale...
Poza przyjazdami tutaj nie dawal niemal nic.
Zero wsparcia, dobrych slow, gdy walczylam o calosc, jak to w nowym kraju. Coraz zimniej...
I tak start mialam swietny...
Jednak potrzebowalam jego slow, obecnosci itd...
A tu: rozmowa raz na kilka dni ( choc mozliwosci byly ), czasami wiadomosc na fb raz na kilka dni...
I ciagle gadki, ze musi sie najpierw zajac soba, ze jak to ogarnie ( nie wiedziac kiedy ) to bedzie myslal o innych...
A mi sie walil swiat na glowe bo nie moglam wynajac mieszkania, bo wiele rzeczy administracyjnych, bo cos tam ze szkola corki itd
Zamiast wsparcia mialam kila slow lub totalna cisze. I pretensje o byle co: ze internet slaby i zle mnie slyszy, ze to czy tamto w stylu "zupa byla za slona"...
Gdy prosilam o rozmowe-zajety, cos tam robi, pozniej ( czytaj nigdy ) itd.
Nie oczekiwalam cudow: zamiast sms rano i czasami po poludniu to samo, ale na fb i z 10 minut rozmowy wieczorem...
Niby niewiele, ale widac zbyt wiele... W zamian mial pelna akceptacje i zaufanie...
Nie moglam wesprzec tez jego, bo nie pozwalal mi na to mowiac, ze gadanie przez telefon mu nie pomoze, ze nie mieszkamy razem i inne takie... wywalil ze swojego zycia calkowicie...
Na przedostatnim spotkaniu dalam ultimatum: albo sie ogarnie, albo konczymy to, bo zwiazkiem tego juz nie nazwe...
W miedzyczasie rozmowa o tym co dalej:
1.- proponowalam prace tutaj-nie, bo nie chce juz tego robic-jest szczebel wyzej
2.- proponowalam przeniesienie sie tutaj z tym co robi-trzeba bylo porozmawiac z szefem w PL-nawet nie probowal, bo... musialby sie tu utrzymywac ( !!!! ) itd... Moze jak ja podpisze roczny kontrakt-marzenia scietej glowy...
3.- proponowalam przenosiny do jego miasta po polrocznym kontrakcie-nie ma sprawy, ale mam sobie radzic tam sama, bo on sie od ciotki nie wyprowadzi. Dobrze mu, wiec chce korzystac jak najdluzej. Bedzie mu jednak latwiej...
Sadzil, ze kogos tu poznalam. Gdy powiedzialam, ze chodzi o kontakt, ze walcze z nim o to juz ze dwa lata gdzie ostatni rok to porazka, a pol roku to katastrofa powiedzial, ze skoro o to tylko chodzi to po powrocie do PL obgadamy sprawe przez tel i zastanowimy sie co z tym zrobic...
Lyknelam to jak pelikan rybe... durne babsko...
Rzecz jasna nic z tego...
Ostatnie spotkanie...
Mija wspolny tydzien razem. Gdzies w polowie owego tygodnia uczcilismy 7 rocznice...
Mowie o co chodzi. Przypominam rozmowe z poprzedniego spotkania.
On mi na to, ze nie myslal o tym, ze musi sie nadal soba zajmowac, ze nie da wiecej i ze skoro mi zle to na sile nie trzyma...
Seks tez byl jakis inny od dwoch, moze trzech spotkan... Moze ja tak tylko czulam... Jak malzenstwo z 20 letnim stazem bardziej szukalismy bliskosci, tulenia, pieszczot niz seksu...
Nie czulam tego ognia... sadze, ze przez to, ze nie dbal o mnie poza spotkaniami a moje proby kontaktu unicestwial na wstepie, czasami laskawie tylko rzucajac jakis ochlap...
No coz... Peklo cos we mnie... Lezac i nie spiac cala noc postanowilam rano przed wyjsciem do pracy zakonczyc to COS...
On czul, ze cos nie tak, pytal czemu nie spie...
Tak zrobilam jak obmyslilam. Wiedzialam, ze jesli nie zrobie tego w taki nieco podly sposob zatrzyma mnie jak podczas poprzedniego spotkania, wykorzystujac to, ze go kocham... I nie odejde... znowu... a nic sie nie zmieni i oboje bedziemy czuli tylko bol...
Nie pamietam jak, ale pozniej jakos sciagnal mnie do hotelu...
Tam probowal jeszcze wymusic na mnie drugi tydzien, ale jako... kolezenstwo
![]()
Tym mnie rozbawil... W sumie byl takim kolega z dodatkami ostatnie pol roku...
Absolutnie sie nie zgodzilam. Zaoferowalam pomoc w razie czegos...
Pytal jak beda wygladaly teraz nasze kontakty. Powiedzialam, ze wcale ich nie bedzie, bo nadal go kocham ( w co nie wierzyl, kiwalajac glowa i mowiac:akurat) i nie zamierzam wiecej dac sobie robic krzywdy...
Jego zachowanie i to co robil jasno pokazalo, ze moja decyzja byla sluszna... Szkoda o tym dokladniej tu pisac...
Napisalam mu o tym w sms. Odpowiedzial, nie wiem po co, jakies 12 godzin pozniej cieszac sie w nim, ze od dzis bede wreszcie szczesliwa, ze sie z tego cieszy.
Napisalam, sama nie wiem po co, ze on mogl mi dac szczescie, ale nie chcial, ze niestety jak sie dba tak sie ma...
Wsciekl sie i napisal, ze rozpad to w znaczej czesci moja wina, ze tak mozemy sobie gadac ile wlezie, ze koniec tematu.
Jakby mnie nieco rozdraznil...
Napisalam mu, ze pewnie, ze koniec tematu, ze od dawna chcial to skonczyc i stad zachowywal sie tak, abym go zostawila. Dodalam, ze to wylacznie i w calosci jest jego wina. Zarzadzalam aby dal mi spokoj.
Postanowilam juz na nic nie odpowiadac...
Od tej pory cisza.
Tak wygldal koniec pieknego siedmioletniego snu... Wlasciwie 5,5, no moze 6... reszta to jakies COS...
Bajka sie skonczyla, smok zezarl owce i tyle..
Najgorsze chyba, ze nie placze, nie smuce sie ani nic z tych rzeczy...
Tak to skonczylo sie bez wielkich pretensji, bez emocji, bez niczego, bo... czemu nie...
Gdzies upchalam te emocje, ta milosc, sama nie wiem gdzie i jak...
Nie wiem jak on daje rade, ale jakos daje... Nie chce o tym myslec ani w to wnikac... Bo i po co...
Jest mlody, wkrotce bedzie mial nowa dziewczyne ( moze juz ma ), ma swoja pasje pochlaniajaca wszystkie pieniadze jakie zarobi... pewnie mu dobrze...
Teraz moge ponownie otoczyc sie murem obojetnosci wobec facetow. Znowu zbuduje sobie wlasny cichy swiatek, serce zamkne w ciemmym lochu...
Czas sprzatnac uczucia, marzenia, pragnienia...
Przed moim eks moj swiatek mial tylko jedna dziure-skorzystal z niej on. Teraz nie ma juz nic.
Jestem stara baba i czas sie wreszcie ogarnac, przestac snic o pierdolach zwanych miloscia.
Bede pracowala ( mam roczny kontrakt, oboje sie z tego zdazylismy ucieszyc ), zyla, cieszyla sie z roznych rzeczy, ale na uczucia zwane miloscia nigdy juz sobie nie pozwole.
Jesli ktos dobrnal do konca tych wypocin to gratuluje...
Mimo zakazu osmielil sie do mnie napisac... Milczalam kilka dni, nie czujac potrzeby odpowiedzi...
Az ktoregos dnia, akurat siedzialam z moja przyjaciolka "whisky and cola"... odpowiedzialam mu...
Chyba bylo za duzo whisky a za malo coli, bo dalam sie wciaganac w jakas bzdurna dyskusje...
Ta rozmowa tylko mnie zirytowala: " Miedzy nami nie bylo morderstwa, zdrady... tylko sie nie dogadalismy ".
No w mordeczke jeza... Bo jakby do rozmowy trzeba dwoch osob a nie jednej, klepiacej monolog...
Po co ja z nim rozmawialam? Ani mi to do szczescia nie jest niezbedne, ani potrzebne do oddychania...
I jeszcze informacja, ze nadal bedzie pisal...
Taaa...
Chyba wylazi ze mnie wszystko to co zakopalam...
Byc moze czas na odciecie tego co zostalo-dla wlasnego dobra... bo poki co dobrze mi samej ![]()