12 lat temu czyli było jakoś... około 40 chyba, pomijam fakt, że kobiety chyba ciut inaczej podchodzą do kwestii emocjonalnych (facet chyba lżej? tu mamy 2 przypadki u "zawodowca nałogowca", żona 1, kobieta spróbuje i albo sie spodoba albo nie.. albo ciągnie z 1, albo juz się zraża - nie wiem itp, itd ), autorka rozkminia, analizuje bo jest emocjonalna - no jak to kobieta... ;]
Podobne tematy
bagiennik_k: No widzisz, póki co jakoś mi zależeć nie przestaje. Chociaż tak sobie teraz myślę, że gdyby jemu zależało, odezwałby się poza pracą. Uniesienie i szaleństwo z mężem? Może jak dziecię dorośnie, bo póki co, za bardzo nas absorbuje.
(...)
Widzisz, pytanie co by było, gdyby jemu zależało i podjąłby inicjatywę? Jesteś pewna, że wtedy odpuściłabyś taką okazję do tego, aby uwolnić swoje emocje?
Stwierdzenie, że z mężem byłoby fajnie, ale nie teraz, bo małe dziecko brzmi dla mnie niezwykle cynicznie: czyli z mężem nie da rady, ale z tym facetem to już co innego..?
Piszesz, że powoli Ci przechodzi - i życzę Ci tego osobiście, żeby Ci przeszło całkiem. Pierwsze, co musisz zrobić, to przestać analizować i rozkminiać, jak Sherlock Holmes, to może dasz radę z tego wyjść.
To, co ktoś wyżej napisał, w kontekście innego wątku, wydaje mi się symptomatyczne: " zawsze mi czegoś brakowało"- skoro są ludzie, którym rzeczywiście ZAWSZE czegoś brakuje, niezależnie od tego, co mają i zawsze potrafią znaleźć dziurę w całym(raz taką, raz inną), to czy mają szansę wychodzić szybko i cało z takich sytuacji? Naprawdę przykro się robi, jak się czyta, że można tak ŁATWO zauroczyć się w innym człowieku i pielęgnować w sobie to uczucie...
12 lat temu czyli było jakoś... około 40 chyba, pomijam fakt, że kobiety chyba ciut inaczej podchodzą do kwestii emocjonalnych (facet chyba lżej? tu mamy 2 przypadki u "zawodowca nałogowca", żona 1, kobieta spróbuje i albo sie spodoba albo nie.. albo ciągnie z 1, albo juz się zraża - nie wiem itp, itd ), autorka rozkminia, analizuje bo jest emocjonalna - no jak to kobieta... ;]
Nie wyolbrzymiałbym różnic w odczuwaniu emocji ze względu na płeć ,myślę ze owszem bywamy różni jednak podobni,a tego typu emocje to chyba bardziej osobnicze kwestie niż stereotypowo statystyczne ,tu nie ma lepszych i gorszych na pewno .
Mężczyźni też potrafią totalnie odpłynąć do nieprzytomności,obsesyjnie się zauroczyć ,a niektóre kobiety potrafią niby traktować seks
bez konieczności,zauroczenia,zakochania po prosu jak seks któremu towarzyszą przyjemności różne, pożądanie, namiętność bez dodatkowych emocjonalnych fascynacji i przywiązywania się ,zaangażowania.A która płeć w tym przoduje i w jaki sposób to dla indywidualnej osoby ,którą coś takiego spotyka jest moim zdaniem bez specjalnego znaczenia ,dla socjologów/psychologów to może być ważne taka ich robota - tabelki wykresy itp .
134 2020-11-10 21:10:00 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-11-10 21:11:23)
Jasne że potencjał na odplynięcie nie zależy od płci ale od osoby. Mężczyźni odpływają w mniej kontrolowany sposób niebezpieczny. Kobiety w silnych emocjach nawet lepiej je kontrolują:) lepiej je widzą.
Ciekawsze w całej sytuacji jest to od kogo się odpływa i do kogo się przypływa.
Bo to są indywidualne sytuacje absolutnie.
Na miejscu autorki przyjrzalabym się swojemu małżeństwu. Bo widać że w całej sytuacji nie chodzi po prostu o pożądanie. Bo to akurat sprawa prostsza. tylko o relację z mężczyzną.
Autorko!
Napisze Ci jak bedzie. Będziesz sobie jeszcze jakiś czas wmawiać ze nie brniesz, że się bronisz ale tak naprawdę będziesz się posuwac o kroczek do przodu. Spotkanie, dotyk, czułe smsy. Będziesz sobie wmawiać ze to tylko ciekawość, tylko zaspokojenie potrzeby chwilowej, ze to nic nie znaczy. A on w tym czasie da Ci wszystko: da Ci przekonanie ze jestes poekna, ważna, da Ci niesamowite emocje których nie pamiętasz od lat, da Ci troskę, zainteresowanie...
Minie troszkę czasu i zdasz sobie sprawę ze nie umiesz żyć bez tego wszystkiego. Bedziesz przekonana ze go kochasz a tak naprawdę bedziesz kochać te emocje które Ci da...
Co będzie potem nie wiem.
Moze to będzie trwać długo, może tylko chwile ale prędzej czy później uświadomisz sobie ze ty kochasz- nie ważne czy jego czy to co ci daje. A on nie.
Pomyślisz ze czemu nie.
Ano temu ze mężczyźni kochają inaczej i nawet jeśli się zakocha to nie będzie szaleńczo tęsknił, pragnął i bez zastanowienia porzuci cie dla ratowania swojej rodziny.I wierz mi ze prędzej czy później czeka cię bol. Bol tak ogromny ze dzis go sobie nie wyobrazisz. Bo bedziesz wiedzieć ze straciłaś cos bezpowrotnie bez czego ciężko Ci bedzie żyć. A stracisz to prędzej czy później bo żaden romans nie może trwać wiecznie
Nie wiem czy jesteś w stanie się z tego wycofać. Mysle ze nie.
Mysle ze mimo ze sama wiesz co będzie to wejdziesz w to.
To juz zaszło znacznie dalej niż myśliszA i jeszcze jedno:
Myślisz sobie ze ci może przejdzie samo, ze zrobisz te kilka kroczków do przodu i ci się nie spodoba i wycofasz się z łatwością.
Nie będzie tak. Bedziesz tak pragnac tych emocji ze bedziesz wiedzieć tylko to co bedziesz chcieć i bedzie ci się podobało coraz bardziej tak jak on. I nawet bedzuesz myśleć ze to najfajniejszy facet pod słońcem mimo ze zapewne tak nie jestI teraz wydaje się ze myślisz racjonalnie ale wystarczy jakiś krok z jego strony i przepadniesz. Życzę Ci zeby go nie zrobił. Choc mysle ze teraz wlasnie tego byś chciała...
''I wierz mi ze prędzej czy później czeka cię bol. Bol tak ogromny ze dzis go sobie nie wyobrazisz. Bo bedziesz wiedzieć ze straciłaś cos bezpowrotnie bez czego ciężko Ci bedzie żyć. A stracisz to prędzej czy później bo żaden romans nie może trwać wiecznie''
Piekne slowa ale docieraja dopiero po fakcie na ktory nie jestesmy przygotowania. Znaczy sie cos tam w glowie sobie wbijamy ze damy rade ale rzeczywistosc bywa brutalna i tak samo ja to widze.Wbijamy sobie do glowy ze nasz przypadek jest inny ale prawda jest taka ze historie sa takie same i zakonczenia rowniez tylko aktorzy sa inni.Zgadzam sie z Toba w 100%
I wierz mi ze prędzej czy później czeka cię bol. Bol tak ogromny ze dzis go sobie nie wyobrazisz. Bo bedziesz wiedzieć ze straciłaś cos bezpowrotnie bez czego ciężko Ci bedzie żyć. A stracisz to prędzej czy później bo żaden romans nie może trwać wiecznie
Różne są relacje między ludźmi. Romans może się przekształcić w przyjaźń i seks. Albo samą przyjaźń, mniej lub bardziej intensywną. Można się czasem z kimś obcym spotkać a nie niszczyć własnego małżeństwa, życia... To zależy od dwóch osób.
Uczucia zauroczenia i pożądania to takie diamenty, które nie każdy w życiu znajduje. Diamenty na poziomie fizycznym, chemii... A przyjaźń i miłość to diamenty na poziomie duchowym.
137 2020-11-10 23:00:17 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-10 23:42:18)
Zoee napisał/a:I wierz mi ze prędzej czy później czeka cię bol. Bol tak ogromny ze dzis go sobie nie wyobrazisz. Bo bedziesz wiedzieć ze straciłaś cos bezpowrotnie bez czego ciężko Ci bedzie żyć. A stracisz to prędzej czy później bo żaden romans nie może trwać wiecznie
Różne są relacje między ludźmi. Romans może się przekształcić w przyjaźń i seks. Albo samą przyjaźń, mniej lub bardziej intensywną. Można się czasem z kimś obcym spotkać a nie niszczyć własnego małżeństwa, życia... To zależy od dwóch osób.
Uczucia zauroczenia i pożądania to takie diamenty, które nie każdy w życiu znajduje. Diamenty na poziomie fizycznym, chemii... A przyjaźń i miłość to diamenty na poziomie duchowym.
Znowu bujasz w obłokach Gary.Chyba stanąłeś w miejscu i drepczesz ,choć naprawdę nie głupi z Ciebie człowiek ,czasem się zdarza zaciąć,ludzie mają różne ścieżki tak jak relacje.Malutko takich ludzi z innej gliny.
Takie nieszkodliwe romanse to w życiu - jednorożce, częściej w filmach i w książkach się pojawiają - marzenia.
Niszczenie i oddalenie są procesem,cieniutka krucha delikatna linia jest pomiędzy, a to że niby nic się złego nie stanie bywa straszliwą iluzją.Kłamstwa dzielą i niszczą ,a jeżeli już takie niby "białe kłamstwa" sprawiają intelektualną przyjemność, w niby poświęceniu dla niby dobra, to ohyda przeciwieństwo miłości i przyjaźni.Nie ma to zbyt wiele wspólnego z monopolem i wyłącznością na seks ,emocje, to jeszcze głębsza i istotniejsza sprawa,ale tylko jak się walnęło o dno można to zobaczyć czasem.
Można,można tak owszem jak ma się pewność a nie życzenie ,w dobrowolności i w swobodzie jawnie ,bez cienia ranienia,krzywdzenia skrycie innych, złamanym słowem chciwie i pazernie bez odwagi i zaufania, inaczej to tylko kłamstewka, takie żeby się nie wydało bo coś musi trwać obok siebie niby niezmiennie romans i małżeństwo ,ze strachu przed alimentami i że będzie syf .
Na świadomym duchowym poziomie się już nie kłamie i nie krzywdzi, ani siebie ani innych - robieniem sobie niby dobrze to takie czarno szare pod kloszem w półmroku .
138 2020-11-10 23:13:29 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-11-10 23:13:46)
Ludzie mają różne relacje i różne motywacje. Ważne by żyć świadomie. widząc nie tylko siebie.
Pomyślałeś kiedyś Paslawek że był jakiś powód z którego zdradzileś narzeczoną. Inny niż tylko chęć posiadania tego co możesz posiadać?
Że nie było to tylko głupim zrządzeniem losu. gdzie poplynąles na emocjach?
Ludzie mają różne relacje i różne motywacje. Ważne by żyć świadomie. widząc nie tylko siebie.
![]()
Pomyślałeś kiedyś Paslawek że był jakiś powód z którego zdradzileś narzeczoną. Inny niż tylko chęć posiadania tego co możesz posiadać?
Że nie było to tylko głupim zrządzeniem losu. gdzie poplynąles na emocjach?
Nie wiem skąd Ty wiesz że pisałem o sobie nie o Garym ![]()
W zrządzenia losu to nie wierze za bardzo, zwłaszcza w relacjach i związkach, wiem o wyborach i różnym stanie jakości tego co świadome.To był mój wybór świadomie - nieświadomy, bez względu i bez sumienia wydawało by się .
Powodem z którego zdradziłem narzeczoną były braki miłości w tylko i wyłącznie mojej marnej miłość ,słabiutka wiedza i ostra pazerność na doznania w złudzeniu posiadania władzy i kontroli .
Znowu bujasz w obłokach Gary.Chyba stanąłeś w miejscu i drepczesz ,choć naprawdę nie głupi z Ciebie człowiek
Ufff.. Cóż za ocena Garego... uff..fff...
,czasem się zdarza zaciąć,ludzie mają różne ścieżki tak jak relacje.Malutko takich ludzi z innej gliny.
Takie nieszkodliwe romanse to w życiu - jednorożce, częściej w filmach i w książkach się pojawiają - marzenia.
To zależy od dwojga ludzi. Dwoje ludzi tworzy relację.
Uważam, że takie zauroczenie jakie miała autorka, to jest sygnał ze stłamszonej osobowości, że coś jest źle z tym życiem. Mąż, dzieci, dom -- "obcy ludzie mówią, że tak zazdroszczą mi" -- a tutaj taki wieeeeelki uczuciowy dyskomfort.
... że niby nic się złego nie stanie bywa straszliwą iluzją.Kłamstwa dzielą i niszczą ,
Nie chcę robić offtopu ani wchodzić w taką dyskusję... ale jeśli osoba A kocha osobę B, to znaczy że osoba A chce aby osoba B była szczęśliwa... w konsekwencji osoba A godzi się, aby osoba B miała możliwość odejśćia od osoby A, jeśli osoba B żyjąc osobno od osoby A byłaby szczęśliwa. Również jeśli osoba B zabawi się z osobą C, to nie powinno to rodzić w osobie A poczucia zagrożenia. To taka utopijna miłość, bez zazdrości.
...
a jeżeli już takie niby "białe kłamstwa" sprawiają intelektualną przyjemność, w niby poświęceniu dla niby dobra, to ohyda przeciwieństwo miłości i przyjaźni.
Jak wyżej... miłość i egoizm można pomylić. Jedno z tych zdań jest fałszem, drugie prawdą:
1. prawdziwa miłość nie pozwala na wszystko tym, których kochamy
2. prawdziwa miłość daje wolność tym, których kochamy, w szczególności, aby mogli żyć bez nas
Nie ma to zbyt wiele wspólnego z monopolem i wyłącznością na seks ,emocje, to jeszcze głębsza i istotniejsza sprawa,ale tylko jak się walnęło o dno można to zobaczyć czasem.
Można,można tak owszem jak ma się pewność a nie życzenie ,w dobrowolności i w swobodzie jawnie ,bez cienia ranienia,krzywdzenia skrycie innych, złamanym słowem chciwie i pazernie bez odwagi i zaufania, inaczej to tylko kłamstewka, takie żeby się nie wydało bo coś musi trwać obok siebie niby niezmiennie romans i małżeństwo ,ze strachu przed alimentami i że będzie syf .
Na świadomym duchowym poziomie się już nie kłamie i nie krzywdzi, ani siebie ani innych - robieniem sobie niby dobrze to takie czarno szare pod kloszem w półmroku .
Autorka ma na wadze takie rzeczy:
"mój mąż będzie jedyną osobą, z którą będę blisko, przez całe życie..., choć go kocham"
"chciałabym być blisko jeszcze z R, do którego czuję pożądanie"
Prawdopodobnie szalę przechyli w stronę małżeńśtwa, ale tylko dlatego, że uczucie do R osłabnie, bo jeszcze nei zaczęli romansować, a już się szarpią flirtując.
Przyznam, że cieszę się, iż trafiłam na to forum. Czytam teraz jeden z tematów, o kochance właśnie. Można sporo się dowiedzieć.
Moja fascynacja R. chyba zaczyna bardzo powolutku, ale jednak, blednąć. Teraz nie wiadomo przez jak długo nie będziemy się widzieć, a jak się zobaczymy, to mam nadzieję, że będę miała już do niego dystans i czyste koleżeństwo. Wiem, że to nie będzie proste. Wiem, że będę się łamać, ale wiem także, że mój mąż i moje dziecko są dla mnie najważniejsi. Nie wyobrażam sobie, że mogę stracić to, co budowaliśmy tyle lat. Mamy sporo planów na przyszłość, lubimy spędzać ze sobą czas i wbrew temu, co tutaj niektórzy próbują sugerować, mój związek nie przeżywa jakoś specjalnie kryzysu.
Bardziej chodzi o mnie. Czy to ten słynny kryzys wieku średniego? Za dwa lata kończę 40 lat i zastanawiam się, co może mnie jeszcze spotkać. Ucieczki w marzenia i fantazje nadal mi się zdarzają, jak wtedy gdy byłam dzieckiem i nastolatką. Może czas przekuć to w coś konstruktywnego i napisać w końcu tę ch.olerną książkę? Mam nadzieję, że będzie mniej błaha niż historia, której stałam się udziałem.
Tracę czas na kminienie o R. To zupełnie bezcelowe i bezsensowne. Nawet jeśli coś czuje do mnie, to co z tego? Co z tego wynika? Absolutnie NIC. Możemy przez tę fascynację jedynie napytać sobie biedy, a do siebie niechęci. Nie jest mi to potrzebne do szczęścia.
Oprócz pracy i życia rodzinnego mam sporo hobby i na tym zamierzam się teraz skoncentrować. Jak również na czyszczeniu głowy z fantasmagorii oraz złych myśli.
Myślę pozytywnie.
Dziękuję wszystkim inteligentnym osobom wypowiadającym się w moim wątku. Wasze komentarze pomogły mi w "dojściu do siebie" i zadaniu sobie niezbędnych pytań. Za jakiś czas napiszę "updejta" tej historii. Jakikolwiek by nie był, obiecuję.
Pozdrawiam serdecznie.
Trzymajcie się!
Autorko, trzymam kciuki, żebyś wytrwała w swoich postanowieniach, bo sądząc po twoich postach raczej nie jesteś z tych, co by sobie tylko poflirtowały i na tym poprzestały. Takie osoby z reguły nie radzą się na takich forach, nie targają nimi wątpliwości. Myślę, że podryfowałabyś na tych emocjach no a dalsze scenariusze to wiadomo jakie i żaden z nich łatwy i przyjemny dla wszystkich zainteresowanych.
Nie chcę robić offtopu ani wchodzić w taką dyskusję... ale jeśli osoba A kocha osobę B, to znaczy że osoba A chce aby osoba B była szczęśliwa... w konsekwencji osoba A godzi się, aby osoba B miała możliwość odejśćia od osoby A, jeśli osoba B żyjąc osobno od osoby A byłaby szczęśliwa. Również jeśli osoba B zabawi się z osobą C, to nie powinno to rodzić w osobie A poczucia zagrożenia. To taka utopijna miłość, bez zazdrości.
Wszystko pięknie Gary, pod warunkiem, że jesteśmy hipisami i palimy zioło. W praktyce niestety jesteśmy różni i mamy własną definicję miłości. Twoja definicja jest super tylko, że jeśli tak postrzegamy miłość to zakomunikujmy to na początku związku. Wtedy ta druga osoba może podjąć decyzję czy wchodzi w to czy nie. Można swingować, mieć związek otwarty albo postawić sprawę jasno, że jestem z tobą dopóki cię kocham. Wszystko jest dla ludzi... Ale jeśli deklarujemy miłość do grobowej deski i, że nie opuszczę cię aż do śmierci a potem gadamy takie farmazony, że jak kochasz to pozwól mi odejść i jeszcze nie każ mi płacić na dzieci to po prostu szopka jakaś jest nie sądzisz? Problem jest nie w tym co faktycznie robimy zgodnie ze swoimi przekonaniami, tylko w tym co deklarujemy, co obiecujemy drugiej osobie, a jaki jest efekt końcowy...
Jeżeli kochasz puść wolno, jeżeli nie wróci nigdy nie była twoja. Ludzie słabej woli pod wpływem czynników zewnętrznych przesuwają granicę , na początku powoli (rozmowy, kawa, ciastko) potem coraz szybciej (skradziony całus, namiętny pocałunek, dotyk, pieszczoty i seks). Wielu poległo, wielu żałuje ale nie od razu. Nieliczni przyznają się osobie którą nie tylko ale oszukiwały, okłamywały, zdradziły że popełnili błąd. Niektórym zdradzającym uda się ukryć prawdę o sobie , niektórzy zdradzani będą udawać że nie widzą (niedopuszczenie żeby mogła/gł, blokada umysłu, niedowierzanie), większość związków się rozpadnie najpierw małżeńskich a potem z romansów. Pocieszę Cię autorko z tego co opisują kobiety co zdradziły, miały dłuższe romanse tym co się udało oszukiwać i okłamywać małżonków i tym gdzie był rozwód na portalach piszą o tym okresie jako najwspanialszym w swoim życiu. Nie żałują zdrady a jedynie to że kochanek nie odchodzi od żony lub zerwał kontakt. P.S. z tego co opisujesz to pomimo póżniejszego pisania ty już nie kochasz męża uczucia w całości przerzuciłaś na tamtego on stał się całym twoim światem i tylko wystarczy jakieś spotkanie w odosobnieniu abyście skonsumowali romans. Dopuki nie zerwiesz całkowicie kontaku będzie istniało realne zagrożenie romansu . W tej chwili w takim stanie jakim jesteś nie widzę sukcesu naprawy stosunków z mężem , będzie odczówał sztucznośc twojego zachowania. Słuchaj tych co tu piszą na portalch i same zaliczyły romans - zdradę , tam padają wyjaśnienia kiedy miały szansę na niedopuszczenie takiego stanu żeczy ( gdybym mogła cofnąć czas to nigdy na kawę z nim bym nie poszła - to słowa jednej z nich). Pamiętaj trzymam kciuki za was-małżonków , zbyt dużo na portalch ostatnio zdrad, rozwodów.
... i jeszcze nie każ mi płacić na dzieci to po prostu szopka jakaś jest nie sądzisz?
Oj szopka, szopka... Jestem zdania, że trzeba uczciwie płacić na dzieci.
Resztę pominąłem, bo odpływamy od wątku.
144 2020-11-11 02:06:13 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2020-11-11 02:09:21)
Przez chwilę też zapomniałam o R.
Skoro raz się udało, to może warto nad wydłużaniem tych chwil popracować? Tak, jak nad bezdechem w nurkowaniu...
A wiesz, że nawet pisanie tutaj mi pomaga? Trochę, ale pomaga.
Pomaga zapomnieć o R. ?
Nie sądzę...
Na około 300 słów Twojego pierwszego posta, tak ze 200 jest o nim. Kolejne Twoje wpisy są podobne. Zajmujesz się raczej konserwowaniem w Twojej pamięci jego obrazu i wszelkich sytuacji, które odczytujesz jako początek czegoś większego. I ustawiasz kolejne weki z R. na półkach swojej fantazji, szykując się na pełen flircianej posuchy lockdown...
Mój papa miał wiele kochanek. Pewnie podobnych do Ciebie, które drobne gesty, wymowne spojrzenia, zapuszczoną brodę albo jej brak interpretowały, jako preludium do głębokiej duchowej i cielesnej więzi, podczas gdy on z łatwością wyczuwał, że babka leci na niego, jak małolata na Chupa Chups. Potem, pod drzwiami domu wiły nam się w spazmach miłości, na wycieraczce, takie kolejne zauroczone...
A gdy papę "wzięło naprawdę", to zostawił mamę i mnie nie po roku ocieractwa z nową lady, jak u Twojego R.omeo, ale bystro, jak potok w Jeleśni... Ona też miała męża i dziecko. Są ze sobą do dziś. Bardzo szczęśliwi. Będzie tego szczęścia ze trzydzieści lat z hakiem...
Anno Elizo, a Ty na pewno masz już swoją rodzinę? Bo mam wrażenie, że to 15-latka napisała...
Hahaha, tak jakby tylko nastolatki miały prawo odczuwać pociąg seksualny
Ludzie są istotami seksualnymi, to normalne, że odczuwamy pociąg do innych osób, status cywilny nie ma tu nic do rzeczy, to jest popęd, którego nie blokuje obrączka na palcu. Inna sprawa, ze poza popędem mamy też rozum, moralność i kilka innych zasobów, które pozwalają nam świadomie decydować o tym, co z Naszą seksualnością zrobimy. Sam fakt odczuwania pociągu seksualnego do innej osoby nie jest niczym złym, jest wręcz objawem zdrowia. Ale pytanie co z nim zrobimy. Droga autorko posta, nie sadze, ze to miłość, mysle ze to zauroczenie i wspomniany wyżej pociąg seksualny. I to jest ok. Ale jeżeli oboje macie rodziny, to warto się zastanowić, czy warto coś zmieniać, na pewno będą skrzywdzeni, mogą być dramaty. Może warto, bo to miłość Twojego życia, a może tylko miłe urozmaicenie stabilnego życia i warto to pozostawić w sferze wyobraźni.
Gorzej, jeśli rozum, moralność i te kilka innych zasobów oraz uczucie i pociąg fizyczny do partnera przegrywają ostatecznie z zauroczeniem i wybuchem hormonalnym do obcej osoby..Na to się właśnie tutaj zanosi...
Capricornus napisał/a:Anno Elizo, a Ty na pewno masz już swoją rodzinę? Bo mam wrażenie, że to 15-latka napisała...
Hahaha, tak jakby tylko nastolatki miały prawo odczuwać pociąg seksualny
Ludzie są istotami seksualnymi, to normalne, że odczuwamy pociąg do innych osób, status cywilny nie ma tu nic do rzeczy, to jest popęd, którego nie blokuje obrączka na palcu.
Zupełnie nie zrozumiałaś, co miałam na myśli. Nie o popęd tu chodzi, lecz o sposób, w jaki autorka opisała swoją relację z niejakim R.
148 2020-11-12 13:05:46 Ostatnio edytowany przez Anna Eliza (2020-11-12 13:08:12)
Oj, widzę, że dyskusja rozgorzała...
Cóż, może lepiej tego nie umiałam opisać - jeśli brzmię jak 15-latka, hmm... Widać muszę jeszcze popracować nad opisem swoich uczuć i emocji.
Mam takie wrażenie, że niektórym na tym forum nie zdarzyło się zauroczenie. To zdecydowanie nie jest zaplanowane, to się po prostu dzieje. I tak, można napisać, że przecież kontrolujesz swoje emocje, nie poddawaj się temu i będzie git - otóż, drodzy państwo, nie będzie. Owszem, mogę nie dopuszczać tych myśli do siebie, zdusić je w zarodku, udawać chłodną i niepodatną na znaki od niego, pytanie tylko: co jest wtedy prawdą, a co fałszem? Czy dusząc w sobie emocje, czy tam kontrolując je, sprawiam równocześnie, że są one mniej ważne, mniej istotne, a co za tym idzie: mniej prawdziwe? Wydaje mi się, że nie. Wydaje mi się, że spychanie w cień niewygodnych spraw, odbija się na nas rykoszetem. Czy kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą?
Co ma R. czego nie ma mój mąż? Pierwsza odpowiedź na to pytanie, która przyszła mi do głowy: jest niezdobyty.
Co ma mój mąż, czego nie ma R.? Jest mój, mogę się do niego w każdej chwili przytulić, powąchać go, kochać się z nim, rozmawiać.
Czy myślicie, że ja zapominam całkowicie o moim mężu myśląc o R.? Nie, nie zapominam.
Czy można kochać dwie osoby równocześnie? Tu, uwaga, będzie kontrowersja - można. Według mnie można. Kiedyś myślałam, że nie. Teraz, patrząc na związki moich znajomych czy też mój, uważam, że można. Uważam, że nie jesteśmy monogamistami z natury, choć tak bardzo pragniemy temu zaprzeczyć.
Co chcę od R.? Czy jeśli do czegoś dojdzie, poddam się mu? Nie wiem. Naprawdę nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Wyzwala we mnie takie uczucia, że nie jestem w stanie przewidzieć czy zaplanować swojej reakcji.
Czy R. to robi z premedytacją czy nieświadomie? Nie mam pojęcia. Intuicyjnie czuję jednak, że on też o mnie myśli. Widać to w jego spojrzeniu, zachowaniu wobec mnie. Widzę też, że z czymś się zmaga. Nie mam jednak pojęcia z czym.
149 2020-11-12 13:18:55 Ostatnio edytowany przez bullet (2020-11-12 13:26:50)
Oj, widzę, że dyskusja rozgorzała...
Cóż, może lepiej tego nie umiałam opisać - jeśli brzmię jak 15-latka, hmm... Widać muszę jeszcze popracować nad opisem swoich uczuć i emocji.
Mam takie wrażenie, że niektórym na tym forum nie zdarzyło się zauroczenie. To zdecydowanie nie jest zaplanowane, to się po prostu dzieje. I tak, można napisać, że przecież kontrolujesz swoje emocje, nie poddawaj się temu i będzie git - otóż, drodzy państwo, nie będzie. Owszem, mogę nie dopuszczać tych myśli do siebie, zdusić je w zarodku, udawać chłodną i niepodatną na znaki od niego, pytanie tylko: co jest wtedy prawdą, a co fałszem? Czy dusząc w sobie emocje, czy tam kontrolując je, sprawiam równocześnie, że są one mniej ważne, mniej istotne, a co za tym idzie: mniej prawdziwe? Wydaje mi się, że nie. Wydaje mi się, że spychanie w cień niewygodnych spraw, odbija się na nas rykoszetem. Czy kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą?
Co ma R. czego nie ma mój mąż? Pierwsza odpowiedź na to pytanie, która przyszła mi do głowy: jest niezdobyty.
Co ma mój mąż, czego nie ma R.? Jest mój, mogę się do niego w każdej chwili przytulić, powąchać go, kochać się z nim, rozmawiać.Czy myślicie, że ja zapominam całkowicie o moim mężu myśląc o R.? Nie, nie zapominam.
Czy można kochać dwie osoby równocześnie? Tu, uwaga, będzie kontrowersja - można. Według mnie można. Kiedyś myślałam, że nie. Teraz, patrząc na związki moich znajomych czy też mój, uważam, że można. Uważam, że nie jesteśmy monogamistami z natury, choć tak bardzo pragniemy temu zaprzeczyć.
Co chcę od R.? Czy jeśli do czegoś dojdzie, poddam się mu? Nie wiem. Naprawdę nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Wyzwala we mnie takie uczucia, że nie jestem w stanie przewidzieć czy zaplanować swojej reakcji.
Czy R. to robi z premedytacją czy nieświadomie? Nie mam pojęcia. Intuicyjnie czuję jednak, że on też o mnie myśli. Widać to w jego spojrzeniu, zachowaniu wobec mnie. Widzę też, że z czymś się zmaga. Nie mam jednak pojęcia z czym.
Przy pierwszym spotkaniu z R. spytaj czy chce się z Tobą bzykac. Jeśli potwierdzi to zróbcie to ale tak intensywnie by aż wióry leciały, będziesz wiedziała wszystko, czy warto. I pisze zupełnie serio. Idź w to skoro każdym zdaniem tutaj utwierdzasz wszystkich, że to jest Twoim celem. Może podświadomie ale taki komunikat wysyłasz.
Twoja buta i pewność siebie w stosunku do jm jest wg ogromna i o ile nie jesteś trollem (bo od początku mam takie subiektywne odczucie) powinnaś zakosztować tego o czym piszesz.
Jeśli tego nie zrobisz za jakiś czas pojawi się Pan X. Y. Z. i rozkminy się powtórzą. To jest jak gangrena, którą na początkowym etapie próbujesz "leczyć" zaklęciami i wywarami z kwiecia zebranego w noc Świętojańską z dodatkiem łzy syreny i włosem jednorożca. Ta gangrena zje Twoje życie rodzinne ale to inna sprawa, na inny watek, za kilka lat pt. "miałam wszystko, co ja zrobiłam ?"
bullet: Skoro uważasz, że szukam okazji do zdrady i w przyszłości pojawi się pan X, Y czy Z - to muszę cię zawieść - po pierwsze: nie szukałam i nie szukam okazji do zdrady, po drugie: jeśli pojawi się następny pan, to faktycznie zacznę myśleć, że jest ze mną coś nie tak.
Póki co, nie dążę do kontaktu z R. Jedyne co robię, to piszę na tym forum i rozmyślam o nim, nic więcej. Zanosi się też na to, że prędko się nie spotkamy, więc nie jest tak, że tylko szukam okazji, żeby się z nim zobaczyć poza pracą.
Acha, i nie uwodzę go jakoś specjalnie. Żartuję z nim, ale do uwodzenia to daleka droga. Myślę, że on myśli, że traktuję go jak kolegę. Ale z pewnością wie, że go lubię.
151 2020-11-12 13:31:39 Ostatnio edytowany przez bullet (2020-11-12 13:41:14)
bullet: Skoro uważasz, że szukam okazji do zdrady i w przyszłości pojawi się pan X, Y czy Z - to muszę cię zawieść - po pierwsze: nie szukałam i nie szukam okazji do zdrady, po drugie: jeśli pojawi się następny pan, to faktycznie zacznę myśleć, że jest ze mną coś nie tak.
Póki co, nie dążę do kontaktu z R. Jedyne co robię, to piszę na tym forum i rozmyślam o nim, nic więcej. Zanosi się też na to, że prędko się nie spotkamy, więc nie jest tak, że tylko szukam okazji, żeby się z nim zobaczyć poza pracą.Acha, i nie uwodzę go jakoś specjalnie. Żartuję z nim, ale do uwodzenia to daleka droga. Myślę, że on myśli, że traktuję go jak kolegę. Ale z pewnością wie, że go lubię.
to błąd. Gary od początku Ci pisał, wejdź w to. Z tej drogi nie zejdziesz i choćbyś zaklinała rzeczywistość jeśli nie teraz R to będzie jakiś XYZ. Chcesz zdradzić, to bije po oczach, więc zdradzisz.
Poszukaj okazji, jeździe gdzieś do hotelu i przeżyjcie uniesienie jakiego "nie przeżył nikt" bo na pewno takie będzie. Nie pisz teraz o mężu, szkoda czasu, skoncentruj się na przyszłym kochanku.
bullet: Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że emocje, uczucia, zauroczenia przemijają? Zwłaszcza te niepielęgnowane, platoniczne? Te, które nie mają jakiegokolwiek punktu odniesienie do rzeczywistości, jakiejkolwiek racji bytu?
Moje zauroczenie jest tylko czymś ulotnym, mglistym, leżącym gdzieś głęboko w nieświadomości. Bo co ono oznacza? O czym świadczy? O tym, że można mnie zrugać i nazwać złym człowiekiem? Ilu zatem złych, okrutnych ludzi chodzi po tej ziemi...
Czytam tematy na forum, schemat jest powtarzalny. Gdybyśmy spotkali się z R. i zapomnieli o bożym świecie, też wpadlibyśmy w ten schemat, nie byłoby nadzwyczajnie. Choć pewnie chemia między nami mówiłaby co innego.
Nie jestem głupią trzpiotką. Jestem myślącym i czującym człowiekiem, który potrafi przyznać się do błędu. Relacja z R. byłaby takim błędem. Najprawdopodobniej.
Nie robię kroku w przód ani w tył. Let it be.
Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że emocje, uczucia, zauroczenia przemijają? Zwłaszcza te niepielęgnowane, platoniczne? Te, które nie mają jakiegokolwiek punktu odniesienie do rzeczywistości, jakiejkolwiek racji bytu?
Moje zauroczenie jest tylko czymś ulotnym, mglistym, leżącym gdzieś głęboko w nieświadomości. Bo co ono oznacza? O czym świadczy? O tym, że można mnie zrugać i nazwać złym człowiekiem? Ilu zatem złych, okrutnych ludzi chodzi po tej ziemi...
Wiesz, że sama sobie zaprzeczasz? Wyraźnie widać, że swoje zauroczenie z troską pielęgnujesz, nawet jeśli na ten moment postawiłaś sobie jakąś granicę, której wciąż nie przekroczyłaś. I ono wcale nie tkwi "gdzieś głęboko w nieświadomości", bo przecież jesteś bardzo świadoma tego, co się z Tobą dzieje.
Anna Eliza napisał/a:Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że emocje, uczucia, zauroczenia przemijają? Zwłaszcza te niepielęgnowane, platoniczne? Te, które nie mają jakiegokolwiek punktu odniesienie do rzeczywistości, jakiejkolwiek racji bytu?
Moje zauroczenie jest tylko czymś ulotnym, mglistym, leżącym gdzieś głęboko w nieświadomości. Bo co ono oznacza? O czym świadczy? O tym, że można mnie zrugać i nazwać złym człowiekiem? Ilu zatem złych, okrutnych ludzi chodzi po tej ziemi...
Wiesz, że sama sobie zaprzeczasz? Wyraźnie widać, że swoje zauroczenie z troską pielęgnujesz, nawet jeśli na ten moment postawiłaś sobie jakąś granicę, której wciąż nie przekroczyłaś. I ono wcale nie tkwi "gdzieś głęboko w nieświadomości", bo przecież jesteś bardzo świadoma tego, co się z Tobą dzieje.
Oczywiście, że sama sobie zaprzeczam, bo emocji nie da się ująć prosto i łatwo. Nie jest to prosta linia od punkt A do punktu B, tylko raczej plątanina różnych linii, które niekoniecznie się ze sobą łączą.
W tym wszystkim jestem też trochę pogubiona, wiem jednak jedno: zamierzam biernie się temu przyglądać i nie robić absolutnie nic. Kiedyś przejdzie, a czy będzie to za tydzień czy latem przyszłego roku, cóż zrobić. Nie zamierzam się z nim kontaktować, ani uwodzić go. Jak napisałam wcześniej, let it be.
155 2020-11-12 14:44:58 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-12 18:20:22)
Olinka napisał/a:Anna Eliza napisał/a:Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że emocje, uczucia, zauroczenia przemijają? Zwłaszcza te niepielęgnowane, platoniczne? Te, które nie mają jakiegokolwiek punktu odniesienie do rzeczywistości, jakiejkolwiek racji bytu?
Moje zauroczenie jest tylko czymś ulotnym, mglistym, leżącym gdzieś głęboko w nieświadomości. Bo co ono oznacza? O czym świadczy? O tym, że można mnie zrugać i nazwać złym człowiekiem? Ilu zatem złych, okrutnych ludzi chodzi po tej ziemi...
Wiesz, że sama sobie zaprzeczasz? Wyraźnie widać, że swoje zauroczenie z troską pielęgnujesz, nawet jeśli na ten moment postawiłaś sobie jakąś granicę, której wciąż nie przekroczyłaś. I ono wcale nie tkwi "gdzieś głęboko w nieświadomości", bo jesteś przecież bardzo świadoma tego, co się z Tobą dzieje.
Oczywiście, że sama sobie zaprzeczam, bo emocji nie da się ująć prosto i łatwo. Nie jest to prosta linia od punkt A do punktu B, tylko raczej plątanina różnych linii, które niekoniecznie się ze sobą łączą.
W tym wszystkim jestem też trochę pogubiona, wiem jednak jedno: zamierzam biernie się temu przyglądać i nie robić absolutnie nic. Kiedyś przejdzie, a czy będzie to za tydzień czy latem przyszłego roku, cóż zrobić. Nie zamierzam się z nim kontaktować, ani uwodzić go. Jak napisałam wcześniej, let it be.
Anka ja to z kolei mam wrażenie że ta Twoja "świadoma " bierność to też jakaś zmyłka i po prostu czekanie na to co zrobi kolega ,
być może wynikająca z prostego przekonania że to facet powinien wykonać pierwszy znaczący krok ,możliwe że chcesz żeby Ciebie czymś zaskoczył.Włączyłaś tryb "stand by" a nie jakąś bierność nie jesteś neutralna poprzez sprzeczne uczucia,myśli i konflikty wewnętrzne,piętrowe wytłumianie uczuć innymi uczuciami i filozofowanie o monogamii,naturze ludzkiej, to stwarzanie jakiejś zasłonki za pomocą tłumu innych ludzi ,bo wszyscy coś tam.
Napisałaś i jakbyś pytała czy można kochać dwóch inne pytanie to czy Ty możesz kochać dwóch facetów ,a jeszcze inne najważniejsze czy Ty siebie kochasz ? To ważne bo jak chcesz tylko wypełniać swoje własne deficyty, to nie jest kochanie i miłość to tylko tworzenie pustki na głodzie z apetytem na uczucia z brakami ,to coś co bardziej uzależnia, a nie tworzy miłość zdrową więź .Nie chodzi mi o doskonałość i ideał miłości.Miłość to rozwój wzrastanie w tym ,a takie zauroczenie to zalążek - początek początku.Bardzie fizjologia ,chociaż duchowość jest cielesna jak psyche nie ma sensu tego dzielić i rozłączać według mnie,ale tu już płyniemy w "fiolozowanie"
tzn ja płynę ![]()
Pewnie można kochać dwóch wyjątkowe sytuacje ,jak to jest częste - nie znam statystyk tak na dobrą sprawę ,ludzie coś mało wyrywni żeby się ujawniać i chwalić tym u nas,albo to rzadkość ,tyle że Ty raczej idziesz w zależność od dwóch mężczyzn,który mają niby coś w Tobie spowodować.
paslawek: To twoja interpretacja tego tematu. Szczerze? Nie mam pojęcia, co on zrobi i czy w ogóle coś zrobi. Tak jak nie mam pojęcia, jak na to zareaguję. Mam ochotę biernie się wszystkiemu przyglądać i czekać, aż mi minie. To akurat wiem na pewno.
Możliwe, że gdybyśmy byli singlami, tak właśnie by było. Czekałabym na jego pierwszy krok, bo lubię, gdy mężczyzna o mnie zabiega. Gdybym widziała, że jest nieśmiały, pomogłabym mu trochę, ośmieliła go.
W sytuacji takiej, jak nasza, najlepiej będzie przyjąć postawę pasywną i tak też zamierzam zrobić. Innej opcji nie widzę.
Eliza stąpasz bo bardzo kruchym lodzie, nawet nie wiesz kiedy i wpadniesz... myślisz, że to kontrolujesz ale sama wiesz, że tak nie jest do końca. Nie oceniam Cię, ale ewidentnie czegoś szukasz - fascynacji, może adrenaliny...
Ja też miałem w przeszłości uniesienia, na szczęscie wtedy pewna osoba - powiedziała mi to co ja teraz powiem Tobie: zastanów się czy warto, masz rodzinę, dziecko itd. wiesz jak to się skończy i co zrezygnowałem. Myślisz, że to było łatwe otóż to nie, myślałem, analizowałem a nawet żałowałem - na szczęście byłem konsekwentny i teraz jestem z siebie dumny.
Za dużo o tym myślisz, wiesz sama, że jakbyś chciała możesz zmienić swoje życie z obecnym mężem bez wymówek !!!
Wystarczy chcieć, tutaj mnóstwo razy usłyszysz jeszcze nie warto, będzie ból, cierpienie itd.
Szczerze ja wiem, że jak by on zrobił pierwszy krok to poszłabyś z nim na całość - nie, że jesteś zła osobą, tylko dla tych emocji, żeby to przeżyć.
Jak widzisz z tymi uczuciami nie ma żartów - to jest jak igraniem z ogniem, nie wiesz kiedy i mamy pożar !!!
A wiesz dlaczego uważam, że zrobila byś to - bo brniesz w to dalej, nie wiem czy świadomie, ale czujesz fascynacje, pozytywne emocje oraz uniesienia. Nawet bym powiedział, że to jest już silniejsze od Ciebie!!!
Masz męża, dzieci czy warto ??? Nie znasz go - nie wiesz jaki jest, zawsze ryzykujesz 50/50 - tylko się domyślasz może jest super facetem, ale co z tego on nie jest Twój !!!
Zastanów się nad sobą!!!
158 2020-11-12 15:05:12 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-12 15:32:59)
paslawek: To twoja interpretacja tego tematu. Szczerze? Nie mam pojęcia, co on zrobi i czy w ogóle coś zrobi. Tak jak nie mam pojęcia, jak na to zareaguję. Mam ochotę biernie się wszystkiemu przyglądać i czekać, aż mi minie. To akurat wiem na pewno.
Możliwe, że gdybyśmy byli singlami, tak właśnie by było. Czekałabym na jego pierwszy krok, bo lubię, gdy mężczyzna o mnie zabiega. Gdybym widziała, że jest nieśmiały, pomogłabym mu trochę, ośmieliła go.
W sytuacji takiej, jak nasza, najlepiej będzie przyjąć postawę pasywną i tak też zamierzam zrobić. Innej opcji nie widzę.
Jeżeli jesteś pewna to ok ,wiesz w tym szaleństwie jest metoda ,którą czasem przy innych sytuacjach zdarzało mi się stosować,jak nie wiedziałem kompletnie co zrobić,byłem bezradny to nie robiłem nic i nie uważam tego za coś głupiego ,zawsze i tak następuje jakaś zmiana ,niekoniecznie chciana i pożądana różnie jest.
Co do męża to nie bądź pasywna ,dla równowagi.
może Ci się przydać https://www.netkobiety.pl/t119363.html
159 2020-11-12 15:17:30 Ostatnio edytowany przez bullet (2020-11-12 15:23:24)
Stanąć na falochronie i się biernie przyglądać. To świadome wystawianie się na zdarzenie, może się nic nie wydarzyć, a może przyjść sztorm i zmyć z powierzchni.
Tłumaczenia, w które autorka nie mam pojęcia czy wierzy. Mydlenie sobie samej oczu mając pewność, że wcześniej czy później sztorm przyjdzie.
Powtórzę - jeśli nie R to będzie to X, Y lub Z albo dowolny z alfabetu. Nie chodzi mi o tego człowieka, R to wtórna sprawa ale o podejście, totalnie wyrachowane.
Mąż jest wyłącznie przedmiotem, nieświadomym ale przedmiotem, bo jak autorka napisała jest "jej".
Oby się szybko obudził i dał sobie szanse na związek z kimś uczciwym. Już mi go żal.
Jeśli R zrejteruje Anna Eliza sama zacznie prowokować los by postawił przed nią Pana X,Y,Z
Eliza stąpasz bo bardzo kruchym lodzie, nawet nie wiesz kiedy i wpadniesz...
widzisz Artiii, pytasz jak to możliwe, teraz widzisz. Wydaje się , ze panuje nad sytuacją i wtedy się okazuje, ze rzeczywiście jej się wydawało
Twoja jż zaczynała zapewne tak samo.
Racja Bullet - u mojej małżonki właśnie tak było, najpierw fascynacja, jeszcze działało sumienie i zdrowy rozsądek, ale niestety to było silniejsze od niej i poszła na całość - typowy schemat:/
A Ty Eliza panujesz nad sytuacją, czy to już złudzenie ???
Czy można kochać dwie osoby równocześnie? Tu, uwaga, będzie kontrowersja - można. Według mnie można. Kiedyś myślałam, że nie. Teraz, patrząc na związki moich znajomych czy też mój, uważam, że można. Uważam, że nie jesteśmy monogamistami z natury, choć tak bardzo pragniemy temu zaprzeczyć.
Czyli nie będzie problemu jeśli Twój mąż zakocha się w innej kobiecie?
Czy jemu nie wolno?
162 2020-11-12 15:41:16 Ostatnio edytowany przez bullet (2020-11-12 16:11:47)
Ten wątek jest idealnym, na przyszłość będzie wg mnie wzorcowym dla pokazania zdrady, nie zupełnie na początku bo u autorki oddalanie trwa raczej od dawna ale sam mechanizm fascynacji i w konsekwencji zdrady emocjonalnej potem kolejne etapy, gdy kobieta wręcz wie, że źle robi. Powinien być zatytułowany - "żona znudzona szuka emocji - jak zaczyna się zdrada".
A jak już się rypnie, a za pewne się rypnie, małżonek będzie kolejnym, któremu tu będziemy doradzać, by z autorką jechał bez skrupułów by orzeczona wina była jej.
Żonie R (X,Y,Z), postaramy się podpowiadać by uzyskała rozwód z orzekaniem jego winy.
Ciekawe co myśli Pan R, nie uważacie ?
może tak? ... https://www.netkobiety.pl/t124312.html
tak podejdz do tego Anno Elizo że on tez ma chwile słabości - dzięki bogu czeka na Twoj dalszy krok - którego nie wykonasz, nie wkręcaj się bardziej, owszem.. to juz jest zdrada emocjonalna ale wyobraz sobie (oprócz tego jaki on fantastyczny, jak cudownie mogloby byc i w ogole) ze gdybys zabrnęła dalej on może by chciał wiecej i wiecej, miałby Cie w garsci w pewnym momencie.. spójrz na to w ten sposób, pomijając aspekty etyczne dotyczące Twojego małżenstwa i całą resztę (to juz się stało) ... ale nie chciałabyś aby niedajboże ktoś Cię kiedyś czyms ..szantażował, już masz co nieco na karku (i musisz z tym żyć ).. jestesmy tylko ludzmi, nie ma ideałów - Twój mąż tez nie byl gdzies tam do konca fair, zdarza się ale jesli zależy Ci na rodzinie to ucinasz z miejsca.. bedzie duzo takich pokus - życie, bądz ponadto - bys mogla sobie spojrzec w lustro....
Mam takie wrażenie, że niektórym na tym forum nie zdarzyło się zauroczenie. To zdecydowanie nie jest zaplanowane, to się po prostu dzieje. I tak, można napisać, że przecież kontrolujesz swoje emocje, nie poddawaj się temu i będzie git - otóż, drodzy państwo, nie będzie. Owszem, mogę nie dopuszczać tych myśli do siebie, zdusić je w zarodku, udawać chłodną i niepodatną na znaki od niego, pytanie tylko: co jest wtedy prawdą, a co fałszem? Czy dusząc w sobie emocje, czy tam kontrolując je, sprawiam równocześnie, że są one mniej ważne, mniej istotne, a co za tym idzie: mniej prawdziwe? Wydaje mi się, że nie. Wydaje mi się, że spychanie w cień niewygodnych spraw, odbija się na nas rykoszetem. Czy kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą?
Jeżeli tak bardzo potrzebujesz tych prawdziwych emocji to podziel się z mężem swoimi rozterkami...
Widzisz, jestem na tym forum od wielu lat, a Ty standardowo powielasz schemat który tu dane było nam obserwować wielokrotnie i który zawsze prowadził do bólu i płaczu...
Przeczytaj sobie jeszcze raz jakichś z nich i zauważ standardy:
- usprawiedliwianie własną niemocą (nie można kontrolować emocji, nie planowałam tego...) - mamy
- bierność (ja nic nie robię...) - mamy
- kierowanie myśli w stronę zagrożenia (ciekawe co myśli, czy to dotkniecie było celowe...) - mamy
- liczenie że samo się rozwiąże (lockdown, brak kontaktu w pracy - zauroczenie pewnie samo wygaśnie...) - mamy
- znudzenie obecnym partnerem (nowy obiekt jest niezdobyty, intrygujący...) - mamy
Jeszcze brakuje klasycznego: kto nie był w takiej sytuacji to nie zrozumie, oraz: tak, bo Wy wszyscy tacy święci jesteście, tylko oceniać umiecie...
Z mojej strony jedna uwaga: niewiele brakuje do klasycznego zakończenia na netkobietach "zdradziłam, co zrobić żeby wybaczył..." I wszystkie znaki na to wskazują (już "zrozumiałaś" że można kochać dwóch na raz), że tam własnie podążasz. Prośba, zrób to tak żebyś faktycznie potem mogła sobie spojrzeć w oczy i powiedzieć że zrobiłaś wszystko by do tego nie dopuścić, by nie zdradzić męża fizycznie (zdradę emocjonalną już mamy, Twoje zainteresowanie, myśli już są podzielone pomiedzy Twojego męża a mowy obiekt, porównujesz ich, myślisz co było by gdyby, itp..).
Czy można kochać dwie osoby równocześnie? Tu, uwaga, będzie kontrowersja - można. Według mnie można. Kiedyś myślałam, że nie. Teraz, patrząc na związki moich znajomych czy też mój, uważam, że można. Uważam, że nie jesteśmy monogamistami z natury, choć tak bardzo pragniemy temu zaprzeczyć.
Dopiero było zauroczenie, a już pada wielkie słowo "miłość". Nie widzisz jak płyniesz z tym prądem? <pytanie retoryczne>
Miłość ? Zaledwie parę zdań zamieniliscie kompletnie się nie znacie.
Co robi mężczyzna który chce mieć romans w pracy? Organizuje czas tak by z koleżanką wyjeżdżać w podróże służbowe. Robi to?
167 2020-11-12 19:10:33 Ostatnio edytowany przez Shoggies (2020-11-12 19:18:24)
Myślę, że wszyscy, którzy się tu wypowiadają byli kiedyś przynajmniej raz w życiu zauroczeni. To nieprawda, że nie wybieramy i nie mamy wpływu na to w kim się zakochujemy. Nawet, jeśli nie robimy tego z całą świadomością, że proces, w którym bierzemy właśnie udział prowadzi nas do zakochania, to jest to w całości proces zachodzący w nas i od nas zależny. Wszystko sprowadza się do tego jak postrzegamy i interpretujemy otaczający nas świat.
Kiedy można się zauroczyć? Kiedy nie zna się prawdy. Kiedy widzi się w oddali błysk i przypisuje się go drogocennym kamieniom, podczas, gdy zwykła żyletka też może się ładnie błyszczeć. Rok to bardzo długo jak na zauroczenie. Jedyne logiczne wyjaśnienie tego stanu rzeczy, to Twoja siła sprawcza, Autorko. Twoje emocje, jak wszystko inne, by przetrwać potrzebuje być karmione, karmisz je własną fantazją, uwagą, myślami, które poświęcasz temu tematowi, przypisywaniu temu niemal magicznej otoczki, patrzeniu na to jak coś niezwykłego i zdarzającego się nielicznym wybrańcom. Natomiast, niewiele wiesz o tym człowieku, cała moc pożądania i mieszanka emocji, która w Tobie się kotłuje jest wynikiem tego co zbudowałaś w swoim umyśle na temat tej osoby. I może się okazać, że w zderzeniu z rzeczywistością nie mają wiele wspólnego. Z góry zaznaczę, że nie moją rolą jest namawiać Cię, byś pozostała przy mężu, mój wewnętrzny kodeks moralny nie ma tu nic do rzeczy. Chciałabym jednak wypunktować kilka myśli, które może pomogą Ci spojrzeć na tę sprawę z innej strony. Odniosę się do Twoich słów.
Mam takie wrażenie, że niektórym na tym forum nie zdarzyło się zauroczenie. To zdecydowanie nie jest zaplanowane, to się po prostu dzieje. I tak, można napisać, że przecież kontrolujesz swoje emocje, nie poddawaj się temu i będzie git - otóż, drodzy państwo, nie będzie. Owszem, mogę nie dopuszczać tych myśli do siebie, zdusić je w zarodku, udawać chłodną i niepodatną na znaki od niego, pytanie tylko: co jest wtedy prawdą, a co fałszem? Czy dusząc w sobie emocje, czy tam kontrolując je, sprawiam równocześnie, że są one mniej ważne, mniej istotne, a co za tym idzie: mniej prawdziwe? Wydaje mi się, że nie. Wydaje mi się, że spychanie w cień niewygodnych spraw, odbija się na nas rykoszetem. Czy kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą?
Nie trzeba czegoś zaplanować, żeby to zrobić.
Kontrolowanie emocji w żadnym wypadku nie polega na ich tłumieniu! Tłumienie i wypieranie się własnych uczuć przynosi tylko cierpienie oraz skutek odwrotny od zamierzonego, wypalenie, bo emocja nie przetrawiona musi wrócić, ze zdwojoną mocą i w najmniej odpowiednim momencie. Ale kontrolować się można. Tak jak się kontrolujesz, kiedy kogoś bardzo nie lubisz, albo ktoś Cię gniewa, ale nie rzucasz się na tego człowieka z pięściami albo z ciężkim przedmiotem. Rozładowujesz ten gniew w inny sposób. Praca z emocją polega na uświadomieniu jej sobie, poczuciu jej oraz uwolnieniu, rozładowaniu. Tak jak nie mordujemy się nawzajem, kiedy ktoś nas wkurza, tak samo nie musimy iść do łóżka, z osobą, której pragniemy. Najważniejsze, by się przed sobą przyznać, emocje to nic złego, decyzje i czyny natomiast niosą za sobą odpowiednie konsekwencje.
Uważam, że problem z zauroczeniami w stałych związkach polega na tym, że stanowią one tabu. Nie ma nic złego w tym, że ktoś inny nam się podoba, ale samo zakochanie i odbicie emocjonalne od stałego partnera jest owocem zakazanym, jest wciąż społecznie niedozwolone, a przez to ekscytujące, wzbudzające przeróżne, gwałtowne emocje, a taka mieszanka sprawia, że czujesz „że żyjesz”. W ogóle, od podobania się komuś do zdrady droga jest daleka, polega na świadomym przeniesieniu skupienia na inny obiekt niż partner. U Ciebie uwaga, która do tej pory była udzielana partnerowi przeszła na nowy obiekt, a więc zdrada emocjonalna.
Trochę mam wrażenie, że podświadomie chcesz, żeby doszło do rozładowania napięcia w postaci skonsumowania, inaczej tego wątku by tu nie było. Balansujesz nad przepaścią. Jeśli skoczysz, kto wie co się stanie, może to będzie przygoda, może niezapomniane doświadczenie, a może nie.
Polecam Ci mocno książkę „17 nieseksualnych powodów dla których ludzie uprawiają seks”. Jest bardzo ciekawa, ogólnie nie tylko pod kątem Twojego problemu, tak realioznawczo i antropologicznie. Jest tam również poruszony wątek pożądania i zdrad. Okazuje się, że czasami ludzie decydują się na romanse z powodów zupełnie nie związanych z „zauroczeniem” albo „zakochaniem”. Często są to mechanizmy, których obecności nie jesteśmy świadomi. Może to być żal do męża, że Ci docina i podświadoma potrzeba upokorzenia go, może to być niskie poczucie własnej wartości i podświadoma potrzeba upokorzenia siebie, etc. Może to pomoże Ci się odnaleźć.
Co ma R. czego nie ma mój mąż? Pierwsza odpowiedź na to pytanie, która przyszła mi do głowy: jest niezdobyty.
Co ma mój mąż, czego nie ma R.? Jest mój, mogę się do niego w każdej chwili przytulić, powąchać go, kochać się z nim, rozmawiać.
Takie podejście w mojej opinii jest powodem, dla którego znaczna część związków kończy się przez zdrady. Uważasz, że R jest niezdobyty, a mąż to już jest TWÓJ. Otóż nie. To, że wszedł z Tobą w związek małżeński wcale nie oznacza, że przejęłaś i zdobyłaś go na zawsze. Nie oznacza też, że skoro jest mężem to on zawsze Cię przytuli, porozmawia, pójdzie do łóżka. Jak nie będzie chciał, jak mu nie będzie zależało, to nie będzie tego robił. Nie mylmy przywilejów z obowiązkami. Zainteresowanie nowej osoby daje poczucie świeżości, wydaje się, że przecież ten człowiek nie musi robić tego wszystkiego i schlebia nam to, że to robi. Mąż też wcale nie musi. Możliwe, że po latach bycia ze sobą nie wiesz o nim nawet piątej części tego, co wiedziałaś zanim się pobraliście. Nie wiesz co ma w głowie, czy jeszcze Cię kocha, a jeśli tak, to czy tak samo jak na początku, a może bardziej, a może mniej. Łatwo się przyzwyczaić do drugiego człowieka, który jest zawsze obok, często nie przychodzi nam do głowy, że w nim się ciągle coś zmienia, przestajemy go pytać, poznawać. Mnie się wydaje, że nie da się kogoś poznać tak do końca. Ten proces, uczenia się ze sobą być na nowo, ten wysiłek poznawczy, to zakochiwanie się w sobie musi odbywać się ciągle na nowo, jeśli długoletni związek ma trwać jeszcze długie lata i nie być tylko kulą u nogi podczas realizacji życiowych celów. Co chcę przekazać to to, że to pożądanie, emocje, zakochanie możesz mieć z mężem, tak jak z R., problemem tutaj jest ustawienie perspektywy, no i oczywiście chcenie. Spróbuj spojrzeć na męża tak, jakbyś widziała go po raz pierwszy. Jak się o coś nie dba i nie poświęca się temu czasu ani uwagi, przestaje się to cenić.
Czy można kochać dwie osoby równocześnie? Tu, uwaga, będzie kontrowersja - można. Według mnie można. Kiedyś myślałam, że nie. Teraz, patrząc na związki moich znajomych czy też mój, uważam, że można.
Można, ale nie trzeba.
Poza tym, czym jest miłość? Czy to co czujesz do R to miłość? Mimo, że nie znasz tego człowieka tak w ogóle. Jak definiujesz miłość?
Uważam, że nie jesteśmy monogamistami z natury, choć tak bardzo pragniemy temu zaprzeczyć.
Ależ oczywiście. Tak samo z natury jesteśmy drapieżnikami, ale niektórzy ludzie przechodzą na wegetarianizm, a zdecydowana większość nie poluje na mięso, które zjada. Z siłami natury można wygrać, jeśli się podejmie taką decyzję. Zastanawia mnie czemu zdradzający tak lekko tłumaczą swoje zachowania tym ciekawym sformułowaniem. Przecież nikt nikomu dziś nie nakazuje związków monogamicznych. Jest cała masa opcji. Nie trzeba wchodzić w związek małżeński w ogóle. Można też się rozwieść w razie potrzeby, jeśli się okaże, że małżeństwo to jednak nie dla mnie. Już nie piętnuje się rozwodników. Nie wywozi na taczce z gnojem ze wsi. Ludzie żyją tak jak chcą, a i tak mataczą i okłamują.
Twojemu mężowi, jeśli nie obiecana wierność (kiedy myślałaś, że możesz walczyć ze swoją niemonogamicznością), należy się chociaż uczciwość. Ten człowiek też czuje. Widzi, że odpłynęłaś emocjonalnie w inną stronę, nawet jeśli to tylko na razie na gruncie fantazji. Robisz mu tym krzywdę. Mimo popełnionych błędów zasługuje na uczciwe traktowanie. Szczerość. Może okaże się, że zmienicie zasady Waszej relacji na bardziej otwartą, a może się okaże, że będzie chciał dać Ci wolność przetestowania nowej znajomości i odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Domyślam się, że jak wiele związków umówiliście się kiedyś na wyłączność, warto poinformować partnera, że ciągnie Cię w inną stronę. Taka powinna być kolejność, ale to moja opinia.
Co chcę od R.? Czy jeśli do czegoś dojdzie, poddam się mu? Nie wiem. Naprawdę nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Wyzwala we mnie takie uczucia, że nie jestem w stanie przewidzieć czy zaplanować swojej reakcji.
Czy R. to robi z premedytacją czy nieświadomie? Nie mam pojęcia. Intuicyjnie czuję jednak, że on też o mnie myśli. Widać to w jego spojrzeniu, zachowaniu wobec mnie. Widzę też, że z czymś się zmaga. Nie mam jednak pojęcia z czym.
To chyba najsmutniejsza część tego problemu. O ile całkiem świadomie wzięłaś na siebie odpowiedzialność za swoje emocje, o tyle w kwestii rozstrzygnięcia problemu zdajesz się czekać na jego ruch. To wygląda tak, jakbyś chciała się mu poddać, jakbyś chciała popłynąć z prądem. Zastanawiasz się co on myśli, tracisz energię na interpretowanie jego słów, czynów, pragnień i chęci. Na tym polega zewnątrzsterowność, o której ktoś wyżej napisał. Na uzależnianiu swoich stanów i czynów od decyzji i czynów innych ludzi. Czy w ten sposób chcesz sama przed sobą zachować twarz, że nie prowokujesz romansu, no ale jak się przytrafi, to dasz się porwać, a jak nie, to przynajmniej do niego nie dążyłaś? Wiele osób dało Ci tu wskazówki jak można rozstrzygnąć ten problem, a przede wszystkim zachęciło Cię do tego, żebyś była wobec siebie SZCZERA.
168 2020-11-12 19:24:15 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-12 20:57:12)
Myślę, że wszyscy, którzy się tu wypowiadają byli kiedyś przynajmniej raz w życiu zauroczeni. To nieprawda, że nie wybieramy i nie mamy wpływu na to w kim się zakochujemy. Nawet, jeśli nie robimy tego z całą świadomością, że proces, w którym bierzemy właśnie udział prowadzi nas do zakochania, to jest to w całości proces zachodzący w nas i od nas zależny. Wszystko sprowadza się do tego jak postrzegamy i interpretujemy otaczający nas świat.
Kiedy można się zauroczyć? Kiedy nie zna się prawdy. Kiedy widzi się w oddali błysk i przypisuje się go drogocennym kamieniom, podczas, gdy zwykła żyletka też może się ładnie błyszczeć. Rok to bardzo długo jak na zauroczenie. Jedyne logiczne wyjaśnienie tego stanu rzeczy, to Twoja siła sprawcza, Autorko. Twoje emocje, jak wszystko inne, by przetrwać potrzebuje być karmione, karmisz je własną fantazją, uwagą, myślami, które poświęcasz temu tematowi, przypisywaniu temu niemal magicznej otoczki, patrzeniu na to jak coś niezwykłego i zdarzającego się nielicznym wybrańcom. Natomiast, niewiele wiesz o tym człowieku, cała moc pożądania i mieszanka emocji, która w Tobie się kotłuje jest wynikiem tego co zbudowałaś w swoim umyśle na temat tej osoby. I może się okazać, że w zderzeniu z rzeczywistością nie mają wiele wspólnego. Z góry zaznaczę, że nie moją rolą jest namawiać Cię, byś pozostała przy mężu, mój wewnętrzny kodeks moralny nie ma tu nic do rzeczy. Chciałabym jednak wypunktować kilka myśli, które może pomogą Ci spojrzeć na tę sprawę z innej strony. Odniosę się do Twoich słów.Anna Eliza napisał/a:Mam takie wrażenie, że niektórym na tym forum nie zdarzyło się zauroczenie. To zdecydowanie nie jest zaplanowane, to się po prostu dzieje. I tak, można napisać, że przecież kontrolujesz swoje emocje, nie poddawaj się temu i będzie git - otóż, drodzy państwo, nie będzie. Owszem, mogę nie dopuszczać tych myśli do siebie, zdusić je w zarodku, udawać chłodną i niepodatną na znaki od niego, pytanie tylko: co jest wtedy prawdą, a co fałszem? Czy dusząc w sobie emocje, czy tam kontrolując je, sprawiam równocześnie, że są one mniej ważne, mniej istotne, a co za tym idzie: mniej prawdziwe? Wydaje mi się, że nie. Wydaje mi się, że spychanie w cień niewygodnych spraw, odbija się na nas rykoszetem. Czy kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą?
Nie trzeba czegoś zaplanować, żeby to zrobić.
Kontrolowanie emocji w żadnym wypadku nie polega na ich tłumieniu! Tłumienie i wypieranie się własnych uczuć przynosi tylko cierpienie oraz skutek odwrotny od zamierzonego, wypalenie, bo emocja nie przetrawiona musi wrócić, ze zdwojoną mocą i w najmniej odpowiednim momencie. Ale kontrolować się można. Tak jak się kontrolujesz, kiedy kogoś bardzo nie lubisz, albo ktoś Cię gniewa, ale nie rzucasz się na tego człowieka z pięściami albo z ciężkim przedmiotem. Rozładowujesz ten gniew w inny sposób. Praca z emocją polega na uświadomieniu jej sobie, poczuciu jej oraz uwolnieniu, rozładowaniu. Tak jak nie mordujemy się nawzajem, kiedy ktoś nas wkurza, tak samo nie musimy iść do łóżka, z osobą, której pragniemy. Najważniejsze, by się przed sobą przyznać, emocje to nic złego, decyzje i czyny natomiast niosą za sobą odpowiednie konsekwencje.
Uważam, że problem z zauroczeniami w stałych związkach polega na tym, że stanowią one tabu. Nie ma nic złego w tym, że ktoś inny nam się podoba, ale samo zakochanie i odbicie emocjonalne od stałego partnera jest owocem zakazanym, jest wciąż społecznie niedozwolone, a przez to ekscytujące, wzbudzające przeróżne, gwałtowne emocje, a taka mieszanka sprawia, że czujesz „że żyjesz”. W ogóle, od podobania się komuś do zdrady droga jest daleka, polega na świadomym przeniesieniu skupienia na inny obiekt niż partner. U Ciebie uwaga, która do tej pory była udzielana partnerowi przeszła na nowy obiekt, a więc zdrada emocjonalna.
Trochę mam wrażenie, że podświadomie chcesz, żeby doszło do rozładowania napięcia w postaci skonsumowania, inaczej tego wątku by tu nie było. Balansujesz nad przepaścią. Jeśli skoczysz, kto wie co się stanie, może to będzie przygoda, może niezapomniane doświadczenie, a może nie.
Polecam Ci mocno książkę „17 nieseksualnych powodów dla których ludzie uprawiają seks”. Jest bardzo ciekawa, ogólnie nie tylko pod kątem Twojego problemu, tak realioznawczo i antropologicznie. Jest tam również poruszony wątek pożądania i zdrad. Okazuje się, że czasami ludzie decydują się na romanse z powodów zupełnie nie związanych z „zauroczeniem” albo „zakochaniem”. Często są to mechanizmy, których obecności nie jesteśmy świadomi. Może to być żal do męża, że Ci docina i podświadoma potrzeba upokorzenia go, może to być niskie poczucie własnej wartości i podświadoma potrzeba upokorzenia siebie, etc. Może to pomoże Ci się odnaleźć.Anna Eliza napisał/a:Co ma R. czego nie ma mój mąż? Pierwsza odpowiedź na to pytanie, która przyszła mi do głowy: jest niezdobyty.
Co ma mój mąż, czego nie ma R.? Jest mój, mogę się do niego w każdej chwili przytulić, powąchać go, kochać się z nim, rozmawiać.Takie podejście w mojej opinii jest powodem, dla którego znaczna część związków kończy się przez zdrady. Uważasz, że R jest niezdobyty, a mąż to już jest TWÓJ. Otóż nie. To, że wszedł z Tobą w związek małżeński wcale nie oznacza, że przejęłaś i zdobyłaś go na zawsze. Nie oznacza też, że skoro jest mężem to on zawsze Cię przytuli, porozmawia, pójdzie do łóżka. Jak nie będzie chciał, jak mu nie będzie zależało, to nie będzie tego robił. Nie mylmy przywilejów z obowiązkami. Zainteresowanie nowej osoby daje poczucie świeżości, wydaje się, że przecież ten człowiek nie musi robić tego wszystkiego i schlebia nam to, że to robi. Mąż też wcale nie musi. Możliwe, że po latach bycia ze sobą nie wiesz o nim nawet piątej części tego, co wiedziałaś zanim się pobraliście. Nie wiesz co ma w głowie, czy jeszcze Cię kocha, a jeśli tak, to czy tak samo jak na początku, a może bardziej, a może mniej. Łatwo się przyzwyczaić do drugiego człowieka, który jest zawsze obok, często nie przychodzi nam do głowy, że w nim się ciągle coś zmienia, przestajemy go pytać, poznawać. Mnie się wydaje, że nie da się kogoś poznać tak do końca. Ten proces, uczenia się ze sobą być na nowo, ten wysiłek poznawczy, to zakochiwanie się w sobie musi odbywać się ciągle na nowo, jeśli długoletni związek ma trwać jeszcze długie lata i nie być tylko kulą u nogi podczas realizacji życiowych celów. Co chcę przekazać to to, że to pożądanie, emocje, zakochanie możesz mieć z mężem, tak jak z R., problemem tutaj jest ustawienie perspektywy, no i oczywiście chcenie. Spróbuj spojrzeć na męża tak, jakbyś widziała go po raz pierwszy. Jak się o coś nie dba i nie poświęca się temu czasu ani uwagi, przestaje się to cenić.
Anna Eliza napisał/a:Czy można kochać dwie osoby równocześnie? Tu, uwaga, będzie kontrowersja - można. Według mnie można. Kiedyś myślałam, że nie. Teraz, patrząc na związki moich znajomych czy też mój, uważam, że można.
Można, ale nie trzeba.
Poza tym, czym jest miłość? Czy to co czujesz do R to miłość? Mimo, że nie znasz tego człowieka tak w ogóle. Jak definiujesz miłość?Anna Eliza napisał/a:Uważam, że nie jesteśmy monogamistami z natury, choć tak bardzo pragniemy temu zaprzeczyć.
Ależ oczywiście. Tak samo z natury jesteśmy drapieżnikami, ale niektórzy ludzie przechodzą na wegetarianizm, a zdecydowana większość nie poluje na mięso, które zjada. Z siłami natury można wygrać, jeśli się podejmie taką decyzję. Zastanawia mnie czemu zdradzający tak lekko tłumaczą swoje zachowania tym ciekawym sformułowaniem. Przecież nikt nikomu dziś nie nakazuje związków monogamicznych. Jest cała masa opcji. Nie trzeba wchodzić w związek małżeński w ogóle. Można też się rozwieść w razie potrzeby, jeśli się okaże, że małżeństwo to jednak nie dla mnie. Już nie piętnuje się rozwodników. Nie wywozi na taczce z gnojem ze wsi. Ludzie żyją tak jak chcą, a i tak mataczą i okłamują.
Twojemu mężowi, jeśli nie obiecana wierność (kiedy myślałaś, że możesz walczyć ze swoją niemonogamicznością), należy się chociaż uczciwość. Ten człowiek też czuje. Widzi, że odpłynęłaś emocjonalnie w inną stronę, nawet jeśli to tylko na razie na gruncie fantazji. Robisz mu tym krzywdę. Mimo popełnionych błędów zasługuje na uczciwe traktowanie. Szczerość. Może okaże się, że zmienicie zasady Waszej relacji na bardziej otwartą, a może się okaże, że będzie chciał dać Ci wolność przetestowania nowej znajomości i odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Domyślam się, że jak wiele związków umówiliście się kiedyś na wyłączność, warto poinformować partnera, że ciągnie Cię w inną stronę. Taka powinna być kolejność, ale to moja opinia.Anna Eliza napisał/a:Co chcę od R.? Czy jeśli do czegoś dojdzie, poddam się mu? Nie wiem. Naprawdę nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Wyzwala we mnie takie uczucia, że nie jestem w stanie przewidzieć czy zaplanować swojej reakcji.
Czy R. to robi z premedytacją czy nieświadomie? Nie mam pojęcia. Intuicyjnie czuję jednak, że on też o mnie myśli. Widać to w jego spojrzeniu, zachowaniu wobec mnie. Widzę też, że z czymś się zmaga. Nie mam jednak pojęcia z czym.To chyba najsmutniejsza część tego problemu. O ile całkiem świadomie wzięłaś na siebie odpowiedzialność za swoje emocje, o tyle w kwestii rozstrzygnięcia problemu zdajesz się czekać na jego ruch. To wygląda tak, jakbyś chciała się mu poddać, jakbyś chciała popłynąć z prądem. Zastanawiasz się co on myśli, tracisz energię na interpretowanie jego słów, czynów, pragnień i chęci. Na tym polega zewnątrzsterowność, o której ktoś wyżej napisał. Na uzależnianiu swoich stanów i czynów od decyzji i czynów innych ludzi. Czy w ten sposób chcesz sama przed sobą zachować twarz, że nie prowokujesz romansu, no ale jak się przytrafi, to dasz się porwać, a jak nie, to przynajmniej do niego nie dążyłaś? Wiele osób dało Ci tu wskazówki jak można rozstrzygnąć ten problem, a przede wszystkim zachęciło Cię do tego, żebyś była wobec siebie SZCZERA.
Całkiem niezłe podsumowanie ,a nawet świetne podsumowanie.
Wszytko w punkt.
Ciężko się nie zgodzić z tymi wieloma oceanami Twojej sytuacji. Wszyscy patrzą z boku i widzą, jak to wygląda oraz to, jak Ty sobie wszystko usprawiedliwiasz.
Tyle podobnych historii miało już miejsce, że Twoja nie jest wyjątkowa i jest spore ryzyko, że się tak potoczy, jak pozostałe.
To, że nazwałaś gdzieś wcześniej tą "relację" miłością już sporo mówi.
Zauważyłem jednak dwie rzeczy, które dają mi osobiście do myślenia: pragnienie kogoś niezdobytego i "kochanie" dwóch osób naraz. Mówiąc szczerze, to jeszcze jakiś czas temu uznałbym takie stwierdzenia za majaczenie osób chorych w wysokiej gorączce. Teraz, widząc jak coraz częściej padają takie
zapewnienia, już sam nie wiem, co o tym myśleć..Czy ludzie maja jakieś zaburzenia czy cały czas targają nim sprzeczności, ale pożądanie niedostępnego brzmi jak element dziecięcej fantazji. Stoi to w sprzeczności z tym, że masz męża i jest właśnie Twój, zatem możesz go obdarzać całą gamą uczuć i nie musieć fantazjować o jakimś losowym kolesiu. Kochać dwóch naraz? Moim zdaniem, zawsze tego jednego albo żadnego..Jeśli jedną osobę się kocha to drugą co najwyżej " kocha", czyt. fascynuje nas, czujemy się zauroczeni tą osobą, ale to chyba jeszcze nie powinno się nazywać miłością...?
Dla mnie pewne rzeczy są czarno-białe i jakoś sam ciężko mi sobie wyobrazić, żeby to było wykonalne..Co do panowania nad swoimi uczuciami czy instynktami - oczywiście, że się da, pytanie tylko czy chcemy nad tym zapanować..? Ponadto nie zakochujemy się chyba w losowych osobach, ale w takich, które z jakiś powodów nam się podobają a więc je wybieramy.
Muszę przyznać, że sam byłem zakochany tak naprawdę raz czy dwa razy. Niezależnie od tego, czy było to nieszczęśliwe czy nie - z perspektywy czasu nie mogę niczego dobrego powiedzieć o takim stanie. Dlaczego? Głównie dlatego, że właśnie człowiek całkowicie odpływa i nie myśli prawie o niczym innym.
170 2020-11-13 03:21:19 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2020-11-13 03:27:53)
Mam takie wrażenie, że niektórym na tym forum nie zdarzyło się zauroczenie. To zdecydowanie nie jest zaplanowane, to się po prostu dzieje.
Wybacz, Anno Elizo, ale nie, nie jesteś jedyną w Europie, która przeżywa coś wyjątkowego trafiając na interesującego człowieka. Ja się zauraczam średnio co pięć minut i trzydzieści sekund. Z racji, których nie będę tu wymieniać, (prawdopodobnie dziedzicząc też wiele po moim ojcu Casanovie), zauraczam się konkursowo, niemalże na wyścigi... Potrafię zachwycić się nie tylko osobą, ale na przykład wyłącznie sposobem, w jaki przekrzywia głowę gdy się czemuś przygląda, albo w jaki sposób myśli i o tych swoich myślach opowiada, jak otwiera parasol albo jak dużo wie o broni białej... Zauraczam się. Po prostu. Taka wada wrodzona ; - ))) I pewnie, jak bym to w sobie dobrze podhodowała, to ganiałabym za "chłopstwem" jak basset gryfoński za zającem. Niezmordowanie, aż by taki chłopina padł, gdzieś w sośninie...
I dobrze Ci tu na Forum ludzkość radzi, że nie samo zadurzenie jest problemem, ale to, co z tym zrobisz. To jest ten moment, w którym podejmujesz decyzję. Zauroczenie, to forma wrażliwości na piękno. A piękno jest utożsamiane przez człowieka z prawdą, bo tego piękna ów człek organicznie potrzebuje... I nie chodzi mi tu jedynie o walory estetyczne, urok, jakiejś osoby. Idąc dalej: skoro piękno jest prawdą, to człowiekowi się wydaje, że wzbudza w nim prawdziwe, silne emocje. Więc za tą prawdą i za tymi emocjami człowiek chce iść. Poddaje się im. Czeka na nie. Gotowy jest poświęcić wiele, a czasem nawet wszystko to, co do tej pory posiadł: rodzinę, dzieci, super-teściową, która co tydzień popyla 20 kilometrów i zapełnia lodówkę wszelakimi dobrami spożywczymi...
A tu, kicha pasztetowa!!! To znaczy nie od teściowej, ale taka życiowa kicha, bo najczęściej ten wewnętrzny głos, co prowadzi do żonatego obiektu westchnień to zwiastun natychmiasytowej katastrofy, albo zapowiedź ciągnącego się czasem latami życia na dwa fronty. Z kombinowaniem, ukrywaniem, łgarstwem na każdym kroku wobec współmałżonka, dzieci, przyjaciół, etc.
Widzę też, że z czymś się zmaga. Nie mam jednak pojęcia z czym.
A teraz odwrócimy sytuację i zamienimy rolę. To Twój mąż ociera się o bioderko znajomej z pracy. Rzuca jej długie spojrzenia. Komplementuje. Zapuszcza dla niej pekaesy typu "love me tender" albo brwi, bo ona akurat lubi takie krzaczaste, złączone na linii nosa. I widzisz, że on się z czymś się zmaga, ale nie wiesz z czym... Co czujesz? Zwisa Ci to kalafiorem, czy zaczynasz tropić, dyskretnie obserwować? Będzie Ci to na rękę, bo uznasz, że teraz jesteście kwita i możecie kontynuować romanse na boku, czy raczej będziesz zrozpaczona, zdruzgotana, przybita, gdy odkryjesz taką "niespodziankę"?
Piszesz też, Anno Elizo, że postoisz sobie teraz z boku i popatrzysz jak się sytuacja rozwinie...
A ona? Żona tego, do którego wzdychasz? Myślisz czasem o tej kobiecie? Zastanawiasz się, co już teraz, na poziomie westchnień jej robisz? Pomyślałaś, że ona go kocha? Że on ma z nią dziecko? Że właśnie wabisz jej męża? Że go prowokujesz? Ze odwzajemniasz te jego spojrzenia? Że chłopu jest trudniej niż Tobie, bo wzrok u mężczyzn, to atawistycznie silniejszy zmysł niż u kobiet? A w końcu, czy kochając go, jak sama twierdzisz, pragniesz jego dobra? Czy jesteś odpowiedzialna za to, co się między Wami teraz dzieje?
PS BTW... sprawdź w słowniku pojęcie miłości platonicznej, bo używasz go nieprawidłowo...
A w ogóle to powodzenia. Mimo wszystko. Nie wyglądasz na leluję, której z wrażenia na widok faceta opadają podkolanówki. Niech rozsądek dogoni Twoje uczucia, bo trochę się wysforowały... : - )))
171 2020-11-13 11:04:49 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-11-13 11:05:29)
Można zaszaleć i się zauroczyć, ale proponuiję z otwartymi oczyma, by widzieć to co dookoła masz, co jest do zyskania, co do stracenia.
By otwierając już te oczy post factum nie ujrzeć innego obrazka, tylko taki sam.
Wydaje mi się też, że się trochę okłamujesz z tym udanym, małżeństwem Twoim. Czwgoś brakuje jednak skoro tak serce uciekło.
Bo męzczyżni częściej czują po prostu pożądanie "saute".
172 2020-11-13 16:42:38 Ostatnio edytowany przez Anna Eliza (2020-11-13 16:43:42)
Oczywiście, że nie kocham R. Po prostu napisałam, że MOIM ZDANIEM można kochać dwie osoby, że tak sądzę, bo widzę, że tutaj sporo osób myśli zerojedynkowo. Ale jak mam kochać kolesia, którego ledwie co znam? No bez przesady. Dlaczego niektórzy z was dopowiadają sobie historie do tego, co piszę? Dopisują i przypisują mi rzeczy, o których nie wspominałam i które nie są prawdą?
Rozmawiałam wczoraj z mężem. Powiedziałam mu, że boli mnie, że on jest często milszy dla innych osób (w tym innych kobiet), a nie dla mnie. Że chciałabym czuć się bardziej doceniana, szanowana. Żeby moje emocje i uczucia nie były określane mianem "farmazonów", a wysłuchane i brane pod uwagę. Cóż, zamierzamy popracować nad związkiem. Zapytałam go, co ja mogę zrobić, żeby był szczęśliwszy. Odpowiedział, że jest szczęśliwy, że wybrał mnie 10 lat temu i nie zamierza niczego zmieniać. Wypaliłam mu, że bardzo go kocham, że nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale czasem zdarza mi się myśleć o kimś innym. Zapytał, niby żartobliwie, kto to może być... Nie powiedziałam mu. Później już o tym nie rozmawialiśmy, tylko się przytulaliśmy.
Staram się naprawdę nie myśleć o R. ... Ale wdziera się w moje myśli. Wyobrażam sobie, co by powiedział na to, czy na tamto. Co by było, gdybyśmy się spotkali na imprezie firmowej... Czy rozmawiałby ze mną? Jakby się zachował? Dlaczego przepracowuję w głowie takie scenariusze? Czy to mój sposób radzenia sobie z tym?
On tej brody mógł nie zapuścić dla mnie. Kiedyś podobno miał już brodę, więc to pewnie przypadek.
Co do podróży służbowej - nie ten rodzaj pracy, może latem się takie coś zdarzy, ale nie mamy wpływu i tak na to (to znaczy kto jedzie itd.). Naprawdę, nie mogę napisać, gdzie pracuję, więc nie napiszę tutaj większej ilości szczegółów.
Pytanie do osoby, która napisała, że go prowokuję: CZYM?
jakbyscie się spotkali na impresie firmowej albo jakimś tam szkoleniu wyjazdowym to romans byłby w rozkwicie w pełni. Ty byłabyś najszczęśliwszą aktualnie w życiu tak jak on ze zaliczył. Myslałabys o nim cały czas nie zwracając uwagi na rodzinę i dom cały czas myśląc jak się spotkać bez względu czy mąż domysla się czy już wie o twojej zdradzie. Poem poszłoby z górki ty zakochana ( w rzeczywistości zauroczona - zaklęta) chciałabyś odejśc z małżeństwa i aby luby zamieszkał z tobą lub chociaż często wpadał. Może by ci przemknęła myśl o dziecku jako ukoronowaniu tak wspaniałej miłości . Zanim bys oprzytomniała rozwalone byłoby małżeństwo, cała twoje i twojego rodzina oraz on psychicznie - gruzowisko. Do ex męża nic byś nie czuła oprócz nienawiści bo to on wszystko zepsół i jest winny , to on wepchnął w ramiona kochanka to on dowiedział się , to on wziął z tobą rozwód i przez nigo wszyscy wiedzą że odeszłaś od niego a prawdopodobnie kochanek przez niego odszedł od ciebie bo ex powinien ci na tyle dawać alimentów byś miała swoje mieszkanie i drobne na szaleństwa zlubym/lubymi w przyszłości a ty tylko spojrzałaś, porozmawiałaś, dotknęłaś, sms, marzyłaś o swoim szczęśćiu którego nikt nie rozumie oprócz kochanka. Muślisz że przegiołem z opisem ? wcale nie tak wyrzalają się byłe mężatki kochanki nad swoim życiem na forach ale o tym nigdy nie dowie się była rodzina bo to by pokazało ich prawdziwą naturę i tylko ich winę w 100%. Więc bądz wdzięczna losowi że nie dopuścił NA RAZIE do spotkania się. Chociaż różnie bywa jak na topiku gdzie poprzez komputer pisząc z obywatelem z państw afrykańskich mężatka tak popłynęła że wyciągneła kasę z konta, kupiła bilet lotniczy, resztę przelała na tamtego konto i złózyła papiery o rozwód. Oczywiście nie poleciała bo ukochany jak napisał ma przzejściowe problemy z mamą która równiez ją bardzo kocha. Efekt sami pomyślcie. Życie to nie harlekiny, telenowele, romanse, opowiadania miłosne ale realne namacalne bezpardonowe egzystowanie z określonymi zasadami życiowymi. Zresztą autorka zrobi co zechce a raczej co czuje i przeżywa wkońcu to jej życie jej decyzje jej przyszłość a my to obcy ludzie z jakims tam doświadczeniem życiowym.
Mój mąż jest świetny.
Jakąś godzinę temu znowu chwilę gadaliśmy o tym moim zauroczeniu. Zapytałam go hipotetycznie, co by było, gdyby to był R. Wyśmiał mnie. Powiedział, że mnie zna na tyle, że wie, iż znudzę się kolesiem po 10 minutach. Ja na to: a co by było, gdybym miała z nim romans? Mój mąż: to po romansie wróciłabyś skruszona do mnie i nadal bylibyśmy razem. Ja na to: czyli co, mam rozumieć, że jak się puścimy, to możemy do siebie wracać tak? Mój mąż: no tak, choć ja nie wyobrażam sobie, że mógłbym to robić z kimkolwiek innym.
Po czym... Namiętnie się pocałowaliśmy.
Czy rozumiecie coś z tego? Podszedł mnie psychologicznie, ten mój mąż.
I w sumie... Trochę całą moją ideę zburzył. Czyli fakt, że robiłabym coś zakazanego (gdyby do czegoś doszło z R.), już odpada.
Śmieje się teraz sama do siebie z całej sytuacji.
Nasz związek jest chyba dość... specyficzny.
175 2020-11-13 18:44:03 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-13 19:04:47)
Mój mąż jest świetny.
Po czym... Namiętnie się pocałowaliśmy.
.
Córka nie przeszkadzała wam ? ![]()
Podobno taka absorbująca.
To co powiedział Twój mąż to jedno ,drugie to co faktycznie by zrobił, zrobi jak go to spotka to co poczułby potem później,nawet dając Ci jakby przyzwolenie nie zawsze idzie to w parze,może na przykład twierdzić że go zmanipulowałaś a on myślał że to żarty i nie na poważnie się pytałaś ,jak widzisz mąż nie bardzo Ciebie zna ,bo nie wie że od roku żyjesz w lekkim odlocie,nie zna całej prawdy może i się czegoś domyśla coś podejrzewa ,tylko teoretyzuje.Domysły i niedopowiedzenia to nie jest wiedza,niektórym to jednak pasuje.Kto kogo podszedł ?
To bywają bardzo często dwie różne rzeczy jedna deklarowana, druga to realna reakcja na romans ,wiadomość o seksie z inną osobą, nie do końca da się to przewidzieć ,choć może Twój mąż jest zintegrowany z podświadomością i tym co mówi ,myśli czuje w równowadze.Kto go tam wie?On sam może tego nie wiedzieć.Niewierność nie zawsze jest zdradą ,chodzi o seks ,kłamstwa i złamane słowo,awersja oddalenie, jest zdradą, bez względu na seks ,choć dla niektórych seks i taka niewierność to zdrada ważniejsza,istotniejsza.
Stare porzekadło forumowe mówi "że tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono " i "tyle możemy być warci ile dotrzymanie danego słowa" .Wygląda na to że jesteście teraz w prawie otwartym związku.
Jak naprawdę jest ?
Mój mąż jest świetny.
Jakąś godzinę temu znowu chwilę gadaliśmy o tym moim zauroczeniu. Zapytałam go hipotetycznie, co by było, gdyby to był R. Wyśmiał mnie. Powiedział, że mnie zna na tyle, że wie, iż znudzę się kolesiem po 10 minutach. Ja na to: a co by było, gdybym miała z nim romans? Mój mąż: to po romansie wróciłabyś skruszona do mnie i nadal bylibyśmy razem. Ja na to: czyli co, mam rozumieć, że jak się puścimy, to możemy do siebie wracać tak? Mój mąż: no tak, choć ja nie wyobrażam sobie, że mógłbym to robić z kimkolwiek innym.
Po czym... Namiętnie się pocałowaliśmy.
Czy rozumiecie coś z tego? Podszedł mnie psychologicznie, ten mój mąż. :) I w sumie... Trochę całą moją ideę zburzył. Czyli fakt, że robiłabym coś zakazanego (gdyby do czegoś doszło z R.), już odpada.
Śmieje się teraz sama do siebie z całej sytuacji. :D Nasz związek jest chyba dość... specyficzny.
Albo tak bardzo jesteście szczęśliwi, że on po prostu ma pewność, że nie zdradziła byś go, tak jak on nie wyobraża sobie być z kimś innym - co zaznaczył. Na pewno nie jest to przyzwolenie na zdradę, więc nadal miej się na baczności :)
Mnie trochę martwią te Twoje projekcie. Rozumiem, że ktoś może nam się podobać, zauroczyć, itp. i nad tym może i kontroli nie ma, ale już wyobrażanie sobie pewnych sytuacji, projektowanie w myślach wspólnego życia z R. jest świadome. Gdyby jednak Cię nadal coś kusiło, to przeanalizuj sytuację, jak byś się czuła gdyby po Twojej zdradzie ruszyła machina rozwodowa i walka o dziecko, a Twój mąż nagle stałby się dla Ciebie obcym człowiekiem. Jakie emocje by Ci towarzyszyły?Masz bujną wyobraźnię, może więc chociaż raz zrób taką projekcie, zamiast skupiać się na R.?
Jeśli Ci zależy na mężu, a myślę że tak, to musisz wyrzucić R. z Twojej głowy, definitywnie. Pielęgnowanie uczuć do niego + wyobrażanie sobie sytuacji, życia, seksu z nim, to prosta droga do zdrady. Druga sprawa, że jeśli by do tej zdrady doszło, nie masz pewności jak Twój mąż zareaguje, jak zareaguje R. Jak zareaguje jego żona, w końcu jak Ty będziesz odnajdywała się w nowej sytuacji.
Ja żonie wybaczyłem zdradę, ale to już nie jest to samo.
Gdzie wyobrażam sobie życie z R.??? W którym miejscu o tym napisałam? O matko, ludzie, serio?
Mój mąż zrobił mi szach mat i za takie akcje go kocham.
Potrafi doprowadzać nasze kłótnie czy sprzeczki na taki poziom absurdu czy abstrakcji, że oboje się z tego śmiejemy.
Przypominam państwu, że R. o mnie poza pracą nie zabiega, a więc mu aż tak nie zależy. A więc - niczego nie będzie, bo ja nie zrobię żadnego kroku, on też nie, więc darujcie sobie te projekcje o rozwodach etc.
Moja córka była wtedy w przedszkolu. A nawet jeśli byłaby w domu, to co, rodzice nie mają chwili na pocałunek? Śmieszny, a raczej żałosny komentarz.
178 2020-11-13 19:12:22 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-13 19:13:57)
Moja córka była wtedy w przedszkolu. A nawet jeśli byłaby w domu, to co, rodzice nie mają chwili na pocałunek? Śmieszny, a raczej żałosny komentarz.
Całkowicie chybiona Twoja interpretacja - jako atak bez sensu i nie o to chodziło ,bronisz się jak nikt Ciebie nie atakuje - przykre i zabawne.Koniecznie chcesz się obrazić ?
Anna Eliza napisał/a:Moja córka była wtedy w przedszkolu. A nawet jeśli byłaby w domu, to co, rodzice nie mają chwili na pocałunek? Śmieszny, a raczej żałosny komentarz.
Całkowicie chybiona Twoja interpretacja - jako atak bez sensu i nie o to chodziło ,bronisz się jak nikt Ciebie nie atakuje - przykre i zabawne.
Nie lubię jak ktoś łapie mnie za słówka. Nasza córa jest absorbująca, ale nie na tyle, żeby rodzice nie mogli się pocałować. Co to za wniosek z pupy? Kolejna doczepka do tego, co napisałam.
Ech, chyba już niczego nowego i ciekawego się od was nie dowiem. Ale fajnie się tu pisało. ![]()
180 2020-11-13 19:23:42 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-13 19:27:32)
Nie wisz czasem Maurelciu ![]()
Za słówka ? raczej zwraca uwagę na Twoje dziecinne wymówki u niby dorosłej kobiety ![]()
Tak masz racje obraź się,bo nie wszystko co Ci piszą jest po Twojej myśli.Wszyscy są gupi nikt Cię nie lubi ![]()
Coś uwiera ? Normalne takie życie.
Wiesz już wszystko najlepiej ,i to akurat prawda bo do końca życia będziesz autorytetem sama dla siebie i spędzisz je w swoim towarzystwie .
Trzymaj się .
181 2020-11-13 19:33:49 Ostatnio edytowany przez Anna Eliza (2020-11-13 19:34:53)
Nie wisz czasem Maurelciu
Za słówka ? raczej zwraca uwagę na Twoje dziecinne wymówki u niby dorosłej kobietyTak masz racje obraź się,bo nie wszystko co Ci piszą jest po Twojej myśli.Wszyscy są gupi nikt Cię nie lubi
Coś uwiera ? Normalne takie życie.
Nie dziecinne wymówki. Jak ktoś ma małe dziecko wie, jak bardzo takie dziecię potrzebuje uwagi oraz atencji. Noce też bywają nieprzespane, normalka. A więc gdzie tu dziecinne wymówki?
Czyli po mnie można jechać, ale ja już nie mogę pojechać po jakimś durnym komentarzu? Litości.
Nie obrażam się. Mój mąż po raz kolejny mnie zachwycił i powiem szczerze, że dał mi do myślenia. Jest dobrym strategiem i zna mnie zaskakująco dobrze. Potrafi też obrzydzić mi pewnych mężczyzn, swoje potencjalne zagrożenie (wyimaginowane bądź nie). Brawa dla niego.
Inteligencja to jest to, co zawsze mnie w gatunku męskim kręciło.
Ktoś pisał o żonie R. Szczerze? To R. ma wobec niej zobowiązania, nie ja. Co nie znaczy, że o niej nie myślę, ale bardziej w kontekście, jaką jest kobietą. Paradoksalnie, spotkanie jej, również mogłoby ostudzić moje emocje wobec R. Niestety, nie znamy się. Choć R. kiedyś proponował, żeby nasze dzieciaki się poznały, więc miał chyba na myśli spotkanie rodzinne.
Wszystko jest takie dziwne... Poplątane. Ale zaraz ktoś napisze, że nie jest, że jest proste, że powinnam zapomnieć o R. itd. Jasne. Kiedyś wstanie taki dzień, że zapomnę. Że nie pomyślę o nim ani razu. Czy będzie to za tydzień czy za pół roku - tego nie wiem...
nie sądzę by Pasławek był wobec Ciebie złośliwy
raczej chodzi o pytanie, które i mi się nasunęło też: że znalazł się czas dla męża.
jak dla mnie to był typowo kobiecy manewr.. ratuj mn ie przed nim, bo sama nie dam rady
wiem bo taki manewr jak każda babka mam też w zapasie.
ale oduczam się go stosować wraz z dojrzewaniem
)
nie sądzę by Pasławek był wobec Ciebie złośliwy
raczej chodzi o pytanie, które i mi się nasunęło też: że znalazł się czas dla męża.
jak dla mnie to był typowo kobiecy manewr.. ratuj mn ie przed nim, bo sama nie dam radywiem bo taki manewr jak każda babka mam też w zapasie.
ale oduczam się go stosować wraz z dojrzewaniem)
Ela... Powiem ci szczerze, że odczuwam dziś niesamowitą ekscytację moim mężem.
Wiem, jak to brzmi, ale po prostu, no, zachwycił mnie, zyskał jeszcze większy szacunek w moich oczach. I zrobił to czarująco, koncertowo, z cynicznym uśmiechem. Marzę, żeby już wrócił do chałupy i żebyśmy się przytulali i inne takie różne... ![]()
Ten manewr zastosowałam pierwszy raz, bo jak pisałam wcześniej, nie zdarzyło mi się wcześniej zauroczenie w naszym 10-letnim małżeństwie. Ale zdarzało się tak, że rozmawialiśmy o otwartym związku, ale tak teoretycznie, raczej się z tego zbijaliśmy. My ogólnie lubimy poruszać różne tematy, zwłaszcza te dziwne lub kontrowersyjne. Taki nasz urok chyba.
To chyba tak działa: tak, masz rację, nie zakładaj czapki, odmroź sobie uszy... No i proszę, zaczęłam się zastanawiać i myśleć, że może ja nie chcę sobie odmrażać tych uszu, a już zwłaszcza nie chcę, żeby ktoś mi mówił, co mam robić. :]
Gdzie wyobrażam sobie życie z R.??? W którym miejscu o tym napisałam? O matko, ludzie, serio?
Mój mąż zrobił mi szach mat i za takie akcje go kocham.
Potrafi doprowadzać nasze kłótnie czy sprzeczki na taki poziom absurdu czy abstrakcji, że oboje się z tego śmiejemy.
Przypominam państwu, że R. o mnie poza pracą nie zabiega, a więc mu aż tak nie zależy. A więc - niczego nie będzie, bo ja nie zrobię żadnego kroku, on też nie, więc darujcie sobie te projekcje o rozwodach etc.
Moja córka była wtedy w przedszkolu. A nawet jeśli byłaby w domu, to co, rodzice nie mają chwili na pocałunek? Śmieszny, a raczej żałosny komentarz.
Gdybyś autorko tak ochoczo darowała sobie projekcie z R. W roli głównej, tak jak nam tutaj doradzasz, to nie musiałabyś zakładać tego tematu.
To jest bardzo niegrzeczne z Twojej strony. Przyszłaś tu z pewnym problemem i ktoś poświęca Ci swój czas, żeby pomóc, bo sam był w podobnej sytuacji i wie jak wygląda życie gdy pewne rzeczy pójdą o krok za daleko. Natomiast Ty obraziłaś się na rady, które nie są Ci na rękę, jednocześnie przytakując tylko tym, którzy się z Tobą zgodzili (ten Pan, który rozumiał Twoje zauroczenie)
185 2020-11-13 19:51:11 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-13 19:59:19)
Akurat moje dziecię ma 23 i pół roku więc wiem jak jest też córcia - córcia tatusia żeby była jasność
kiedyś była mała i urosła ,wiem też do czego może się przydać absorbujące dziecię ![]()
Nie nie napiszę Ci że wszystko jest proste bo nie jest i jest jednocześnie poplątane, pomieszane.
Problemem to jest to dosłowne zapominanie na siłę, ma to odwrotny jak widzisz skutek przez, jakąś ludzką przekorę i to w sumie logiczne, bo koncentrując się na zapominaniu właściwie odświeżasz,utrwalasz wspomnienie, skojarzenie, pojawiającą się jakąś myśl to trafia do pamięci i wzmacnia .O kim muszę zapomnieć ? O R .O kim muszę zapomnieć ?no o R .O kim k***a muszę zapomnieć.? o R.Odcinanie się to nie jest takie dosłowne to raczej decyzja i nie ma sensu karać się za to że jakaś myśl i towarzyszące mu uczucie się mimowolnie pojawi w stanie dość jeszcze częstego myślenia siłą rozpędu to natręctwo.
Lepiej aktywnie i świadomie jest uczyć się czegoś nowego w takim stanie, a nie mocować ciągle i opędzać oraz lgnąć do mysli żeby się opędzać od nich. .
186 2020-11-13 19:56:49 Ostatnio edytowany przez Anna Eliza (2020-11-13 19:58:32)
Anna Eliza napisał/a:Gdzie wyobrażam sobie życie z R.??? W którym miejscu o tym napisałam? O matko, ludzie, serio?
Mój mąż zrobił mi szach mat i za takie akcje go kocham.
Potrafi doprowadzać nasze kłótnie czy sprzeczki na taki poziom absurdu czy abstrakcji, że oboje się z tego śmiejemy.
Przypominam państwu, że R. o mnie poza pracą nie zabiega, a więc mu aż tak nie zależy. A więc - niczego nie będzie, bo ja nie zrobię żadnego kroku, on też nie, więc darujcie sobie te projekcje o rozwodach etc.
Moja córka była wtedy w przedszkolu. A nawet jeśli byłaby w domu, to co, rodzice nie mają chwili na pocałunek? Śmieszny, a raczej żałosny komentarz.
Gdybyś autorko tak ochoczo darowała sobie projekcie z R. W roli głównej, tak jak nam tutaj doradzasz, to nie musiałabyś zakładać tego tematu.
To jest bardzo niegrzeczne z Twojej strony. Przyszłaś tu z pewnym problemem i ktoś poświęca Ci swój czas, żeby pomóc, bo sam był w podobnej sytuacji i wie jak wygląda życie gdy pewne rzeczy pójdą o krok za daleko. Natomiast Ty obraziłaś się na rady, które nie są Ci na rękę, jednocześnie przytakując tylko tym, którzy się z Tobą zgodzili (ten Pan, który rozumiał Twoje zauroczenie)
Cóż, widać nie jestem grzeczną dziewczynką. A tak szczerze - doceniam niektóre z waszych wpisów, w tym twój, nie cierpię jednak jak ktoś łapie mnie za słówka i wypomina mi, że córka jednak nie taka absorbująca. Piszę tutaj, jak to wszystko wygląda. Jestem wyjątkowo szczera, bo jestem anonimowa. A to, że czasem jestem zmęczona i znużona, bo obowiązki dobijają, to jest ludzkie i normalne, nie jest wymówką, jak tu niektórzy próbują mi wmówić. Są lepsze i gorsze energetycznie dni, norma.
Gdy chodzi o to, co napisałeś, jest mi przykro, że ciebie to spotkało, jednak to działa psychologicznie tak: nie patrz w tamtą stronę... Co zrobisz odruchowo? Oczywiście, że spojrzysz. Tak samo, jak z wyobrażaniem sobie zielonego słonia. Pojawił się od razu w myślach, prawda? Możesz mi napisać o swoich przykrych doświadczeniach, a ja i tak, JEŚLI zdecyduję się wskoczyć w ogień, to to zrobię. I żaden rozsądek mnie nie powstrzyma, niestety.
Tak jak pisałam wcześniej, let it be, nie zrobię absolutnie NIC, żeby zbliżyć się do R. Rozejdzie się po kościach. I już. A jeśli nie, to wtedy zacznę poważnie się zastanawiać nad sobą, no i co dalej. I nie jest takie oczywiste, że mu ulegnę. Moje uczucia do męża nadal są silne. Dziś sobie to wyraźnie uświadomiłam.
Ja na to: czyli co, mam rozumieć, że jak się puścimy, to możemy do siebie wracać tak? Mój mąż: no tak, choć ja nie wyobrażam sobie, że mógłbym to robić z kimkolwiek innym.
Masz autorko na co sobie zasluzylas. Tam prawdziwej milosci nie bylo miedzy wami. Milosci w rozumieniu tej wypracowanej wiekami zdobyczy kultury a nie natury gdzie mozna " kochac" wiele osob jak w spolecznosci Melanezyjczykow opisywanych przez Bronislawa Malinowskiego w " Zyciu seksualnym dzikich".
Anna Eliza napisał/a:Ja na to: czyli co, mam rozumieć, że jak się puścimy, to możemy do siebie wracać tak? Mój mąż: no tak, choć ja nie wyobrażam sobie, że mógłbym to robić z kimkolwiek innym.
Masz autorko na co sobie zasluzylas. Tam prawdziwej milosci nie bylo miedzy wami. Milosci w rozumieniu tej wypracowanej wiekami zdobyczy kultury a nie natury gdzie mozna " kochac" wiele osob jak w spolecznosci Melanezyjczykow opisywanych przez Bronislawa Malinowskiego w " Zyciu seksualnym dzikich".
Można kochać na wiele różnych sposobów. Według ciebie nie ma między nami miłości, według mnie jest. Na co sobie zasłużyłam nieomylna sędzino mojego zycia? ![]()
No to w czym problem? Stwórzcie sobie otwarty związek i do boju.
nie sądzę by Pasławek był wobec Ciebie złośliwy
raczej chodzi o pytanie, które i mi się nasunęło też: że znalazł się czas dla męża.
jak dla mnie to był typowo kobiecy manewr.. ratuj mn ie przed nim, bo sama nie dam radywiem bo taki manewr jak każda babka mam też w zapasie.
ale oduczam się go stosować wraz z dojrzewaniem)
Ela Ty naprawdę masz coś z mojej żony ![]()
191 2020-11-13 20:42:18 Ostatnio edytowany przez Kain (2020-11-13 20:48:22)
Gdy chodzi o to, co napisałeś, jest mi przykro, że ciebie to spotkało, jednak to działa psychologicznie tak: nie patrz w tamtą stronę... Co zrobisz odruchowo? Oczywiście, że spojrzysz. Tak samo, jak z wyobrażaniem sobie zielonego słonia. Pojawił się od razu w myślach, prawda? Możesz mi napisać o swoich przykrych doświadczeniach, a ja i tak, JEŚLI zdecyduję się wskoczyć w ogień, to to zrobię. I żaden rozsądek mnie nie powstrzyma, niestety.
Tak jak pisałam wcześniej, let it be, nie zrobię absolutnie NIC, żeby zbliżyć się do R. Rozejdzie się po kościach. I już. A jeśli nie, to wtedy zacznę poważnie się zastanawiać nad sobą, no i co dalej. I nie jest takie oczywiste, że mu ulegnę. Moje uczucia do męża nadal są silne. Dziś sobie to wyraźnie uświadomiłam.
Mojej żonie też każdy mówił, żeby sobie darowała kochasia. Jej szwagierki, siostry, mama, koleżanki. Nie posłuchała. Cała ta magia prysła, w momencie gdy kochanek po zdobyciu tego czego chciał, wrócił do żony i kazał mojej spieprzać do męża. Jeszcze jego żona zadzwoniła do mojej i wyzwala od najgorszych kur... Choć to on pierwszy się odezwał po latach, zbajerował komplementami itp. Jeszcze brakowało, żebym ja złożył pozew o rozwód, to byłaby taka wisienka na torcie, tej "wspaniałej" love story.
Jednak Ty przyszłaś tu po pomoc, radę. Widać było, że to Cię meczy. Więc jak to się ma do tego, że cokolwiek tutaj powiemy, Ty i tak zrobisz swoje.? No nijak.
Projekcja potencjalnego rozwodu, nie jest po to byś się źle poczuła, a raczej by choć w niewielkim stopniu poczuć potencjalne konsekwencje swoich potencjalnych wyborów. Bo dopóki całkowicie nie wybijesz sobie z głowy R. (a fantazje seksualne z nim w roli głównej to już w ogóle) dopóty nadal nie jest bezpiecznie. I bez obrazy, ale mam właśnie takie wrażenie, że nie do końca zdajesz sobie sprawę z konsekwencji, stąd ten bulwers. To normalne, dopóki się czegoś nie przeżyje, to jest to dla nas jakaś abstrakcja.
Ja też dopóki nie zostałem rogaczem, to temat zdrady wydawał mi się czymś obcym. Po prostu nie brałem takiej możliwości pod uwagę. Nawet jak z żoną siedzieliśmy wieczorem patrząc w gwiazdy i nagle zadzwonił telefon, a ona wyszła, tłumacząc się później, że to koleżanka, nawet przez myśl mi nie przeszło, że to może być jej kochanek.
Miej to na uwadze Anno. Nie bagatelizuj problemu i spróbuj czasem pomyśleć co by było gdyby, ale w innym kontekście - bardziej bolesnym dla Ciebie.
192 2020-11-13 20:47:36 Ostatnio edytowany przez gracjana1992 (2020-11-13 20:48:28)
Mnie Twój mąż z tym tekstem skojarzył się z takim cuckold - mnie by to odepchnęło.
Anno Elizo, a może spotkanie we czwórkę? Mąż pozna „Pana”, a Ty jego żonę. Może to ostudzi wzajemne zapędy..?
Wielkie brawa Autorko dla Twojego męża!
Za to, że nieco przyćmił chyba wspaniałość owego "cudownego" niezdobytego księcia. Za to, że potrafił wzbudzić w swojej żonie to, co nagle sprawiło, że jest cała w skowronkach. Czy to nie jest właśnie piękne?Jednak te tekst o tym, że jeśli będziesz chciała, to nic Cię nie powstrzyma przed wskoczeniem w ogień już mówi wiele, jak bardzo jesteś "bierna" w swoich odczuciach do tego faceta.
Niepokojące jest też to, że mimo, iż mąż obudził w Tobie jeszcze więcej radości i uczuć, to nadal jeszcze Ci czegoś potrzeba...
Ktoś pisał o żonie R. Szczerze? To R. ma wobec niej zobowiązania, nie ja. Co nie znaczy, że o niej nie myślę, ale bardziej w kontekście, jaką jest kobietą. ..
Żałosne. Rozgrzeszające takie. Po trupach do celu czy jakoś tak.