Pomóżcie!!
Jestem mężatką prawie od 7 lat, wyszłam za mąż mając niespełna 19. Pewnie sporo z Was, czytających, domyśla się dlaczego tak szybko wyszłam za mąż. Tak, wpadka. Zaszłam w ciążę z moim ówczesnym partnerem a teraźniejszym mężem. Nie był on moim pierwszym partnerem ale do niedawna ostatnim. Jakieś dwa lata po ślubie mieliśmy już dwójkę dzieci a sielanka się skończyła. Mój mąż zaczął nadużywać alkoholu, będąc pijanym wszczyna kłótnie. Podczas takich kłótni zawsze jestem wyzywana od puszczalskich itp., zawsze znajdzie się jakiś facet z którym rzekomo przyprawiam mu rogi. Tak, mój mąż jest chorobliwie zazdrosny. Do niedawna Każda podjęta przeze mnie praca była zła „bo trzeba dojeżdżać, bo słabo płacą, bo się przemęczam”. A tak naprawdę chodziło tylko o to że nie ma mnie ciągle „na oku”. Dla świętego spokoju postanowiłam poszukać pracy gdzieś w pobliżu, żebym nie musiała nigdzie dojeżdżać. Dostałam pracę w firmie, w której mój mąż pracowała już od kilku lat. Doszłam do wniosku że jeśli się postaram to dam radę połączyć pracę fizyczną (wcale nie taką lekką) na 3 zmiany z wychowaniem dzieci i dbaniem o dom. Z racji tego że nasze szkraby są jeszcze przedszkolakami nie pracuję z mężem na jednej zmianie. Plus tego jest taki że dzieciaki mają ciągle opiekę, minusem jest to że z mężem ciągle się mijamy i spędzamy bardzo mało czasu razem.
Na mojej zmianie trafiłam na naprawdę fajną ekipę, z wieloma osobami od samego początku znalazłam wspólny język i wiele tematów do rozmów. Jedną z takich osób był On. Zawsze miły i uprzejmy, chętny do pomocy, na swój sposób przystojny, 3 lata starszy i żonaty… Z dnia na dzień coraz lepiej się nam rozmawiało, a z biegiem czasu zyskaliśmy swoje zaufanie. Przy nadarzających się okazjach zwierzaliśmy się sobie nawzajem z trosk czy problemów, opowiadaliśmy o przeszłości, która wcale nas nie rozpieszczała. Podczas naszych rozmów nie raz pojawiał się flirt. Po jakimś czasie odniosłam wrażenie że każde z nas troszkę testuje drugiego jak daleko jest w stanie się posunąć. Tym sposobem przytulanie, głaskanie czy pocałunki nie były nam dziwne.
Kilka dni temu zorganizowaliśmy sobie imprezę pracowniczą, a że pogoda pozwoliła odbyła się ona w plenerze. Ja i On z wyboru byliśmy kierowcami i do nas należało odstawienie towarzystwa do domów i uprzątnięcie naszych rzeczy po imprezie. Żeby odwieść jednego z imprezowiczów musiałabym sama jechać dość spory kawałek drogi głównie przez las, a jak wiadomo w lesie mieszka sporo zwierzątek (lisów, saren itp.). Z ulgą przyjęłam Jego propozycję że pojedzie z nami, co dwie pary oczu to nie jedna...
No i stało się, zdradziłam męża, a On – żonę. Nie zastanawialiśmy się ani chwili czy tego chcemy bo to było jasne że tak. Jedyne co nas na chwilę ochłodziło to pytanie czy powinniśmy? Po wszystkim wróciliśmy do bawiącego się towarzystwa a kilka godzin później zabraliśmy się za sprzątanie. Kiedy już wszyscy byli odstawieni do domów wróciliśmy żeby posprzątać i mogliśmy spokojne pogadać. Oboje doszliśmy do wniosku że nasze połówki nigdy się o tym nie dowiedzą. Po naszej rozmowie wiem że Jego męczą wyrzuty sumienia a ja takowych nie mam. Mi się podobało i nawet nie zastanawiałabym się czy zrobić to po raz kolejny, tak, chciałabym to powtórzyć.
Czy powinnam tak o tym myśleć? Co dalej? Ciągnąć to czy zrezygnować? Mam mętlik w głowie… Pomóżcie…
Pomóżcie!!
Jestem mężatką prawie od 7 lat, wyszłam za mąż mając niespełna 19. Pewnie sporo z Was, czytających, domyśla się dlaczego tak szybko wyszłam za mąż. Tak, wpadka. Zaszłam w ciążę z moim ówczesnym partnerem a teraźniejszym mężem. Nie był on moim pierwszym partnerem ale do niedawna ostatnim. Jakieś dwa lata po ślubie mieliśmy już dwójkę dzieci a sielanka się skończyła. Mój mąż zaczął nadużywać alkoholu, będąc pijanym wszczyna kłótnie. Podczas takich kłótni zawsze jestem wyzywana od puszczalskich itp., zawsze znajdzie się jakiś facet z którym rzekomo przyprawiam mu rogi. Tak, mój mąż jest chorobliwie zazdrosny. Do niedawna Każda podjęta przeze mnie praca była zła „bo trzeba dojeżdżać, bo słabo płacą, bo się przemęczam”. A tak naprawdę chodziło tylko o to że nie ma mnie ciągle „na oku”. Dla świętego spokoju postanowiłam poszukać pracy gdzieś w pobliżu, żebym nie musiała nigdzie dojeżdżać. Dostałam pracę w firmie, w której mój mąż pracowała już od kilku lat. Doszłam do wniosku że jeśli się postaram to dam radę połączyć pracę fizyczną (wcale nie taką lekką) na 3 zmiany z wychowaniem dzieci i dbaniem o dom. Z racji tego że nasze szkraby są jeszcze przedszkolakami nie pracuję z mężem na jednej zmianie. Plus tego jest taki że dzieciaki mają ciągle opiekę, minusem jest to że z mężem ciągle się mijamy i spędzamy bardzo mało czasu razem.
Na mojej zmianie trafiłam na naprawdę fajną ekipę, z wieloma osobami od samego początku znalazłam wspólny język i wiele tematów do rozmów. Jedną z takich osób był On. Zawsze miły i uprzejmy, chętny do pomocy, na swój sposób przystojny, 3 lata starszy i żonaty… Z dnia na dzień coraz lepiej się nam rozmawiało, a z biegiem czasu zyskaliśmy swoje zaufanie. Przy nadarzających się okazjach zwierzaliśmy się sobie nawzajem z trosk czy problemów, opowiadaliśmy o przeszłości, która wcale nas nie rozpieszczała. Podczas naszych rozmów nie raz pojawiał się flirt. Po jakimś czasie odniosłam wrażenie że każde z nas troszkę testuje drugiego jak daleko jest w stanie się posunąć. Tym sposobem przytulanie, głaskanie czy pocałunki nie były nam dziwne.
Kilka dni temu zorganizowaliśmy sobie imprezę pracowniczą, a że pogoda pozwoliła odbyła się ona w plenerze. Ja i On z wyboru byliśmy kierowcami i do nas należało odstawienie towarzystwa do domów i uprzątnięcie naszych rzeczy po imprezie. Żeby odwieść jednego z imprezowiczów musiałabym sama jechać dość spory kawałek drogi głównie przez las, a jak wiadomo w lesie mieszka sporo zwierzątek (lisów, saren itp.). Z ulgą przyjęłam Jego propozycję że pojedzie z nami, co dwie pary oczu to nie jedna...
No i stało się, zdradziłam męża, a On – żonę. Nie zastanawialiśmy się ani chwili czy tego chcemy bo to było jasne że tak. Jedyne co nas na chwilę ochłodziło to pytanie czy powinniśmy? Po wszystkim wróciliśmy do bawiącego się towarzystwa a kilka godzin później zabraliśmy się za sprzątanie. Kiedy już wszyscy byli odstawieni do domów wróciliśmy żeby posprzątać i mogliśmy spokojne pogadać. Oboje doszliśmy do wniosku że nasze połówki nigdy się o tym nie dowiedzą. Po naszej rozmowie wiem że Jego męczą wyrzuty sumienia a ja takowych nie mam. Mi się podobało i nawet nie zastanawiałabym się czy zrobić to po raz kolejny, tak, chciałabym to powtórzyć.
Czy powinnam tak o tym myśleć? Co dalej? Ciągnąć to czy zrezygnować? Mam mętlik w głowie… Pomóżcie…
Przecież nie Masz z tym problemu, to w czym mamy pomóc?
Może podpowiecie co dalej robić, myśleć, jak to poukładać w głowie?
Może podpowiecie co dalej robić, myśleć, jak to poukładać w głowie?
Nie wiem w czym Masz problem. Poniżej Twoje słowa, które jakby świadczą, że problemu nie ma
Oboje doszliśmy do wniosku że nasze połówki nigdy się o tym nie dowiedzą.
Po naszej rozmowie wiem że Jego męczą wyrzuty sumienia a ja takowych nie mam.
Mi się podobało i nawet nie zastanawiałabym się czy zrobić to po raz kolejny, tak, chciałabym to powtórzyć
No to super, gratulacje.
A co masz robić? To co dotychczas a jak temu się znudzi to z następnym.
Twój Mąż mial rację ublizajac Ci w slowach co do twojej moralności. Szkoda mi tylko Twoich dzieci ,męża zresztą też ze żyją z kims takim pod jednym dachem. A pytasz co masz robić? Hmmm ... puszczać sie dalej jak do tej pory.
Zacznę od tego, że kto nie był w takiej sytuacji to nigdy nie zrozumie co się wtedy czuje... A co do samego problemu..., tak naprawdę to problemu chyba nie ma bo sama napisałaś, że nie masz wyrzutów sumienia. Ja byłem w podobnej sytuacji jeszcze całkiem niedawno (możesz zobaczyć mój wątek). Pewnie to nie jest normalne, ale też nie miałem wyrzutów. U mnie to trwało 6 miesięcy i nie żałuje tego bo nic mi żałowanie nie da, ale następnego razu nie będzie, nie chce.
Jeśli pójdziesz dalej w ten romans to jestem pewny, że za chwile będzie Ci ciężko...
Zacznę od tego, że kto nie był w takiej sytuacji to nigdy nie zrozumie co się wtedy czuje...
Mężowi powiedz Autorko.
Zapytaj go co robić dalej, i jak sobie wszystko w głowie poukładać.
Na pewno dobrze Ci doradzi ....
lolek8080 napisał/a:Zacznę od tego, że kto nie był w takiej sytuacji to nigdy nie zrozumie co się wtedy czuje...
Chyba błędnie zrozumiałaś to co napisalem..., chodzi mi o to, że kto nie doświadczył pozytywnych emocji związanych z zauroczeniem będąc w związku to nie wie jak to jest. Kto takie emocje przeżył to inaczej bedzie patrzył na sytuację tu opisaną. Empatia dotyczy raczej odczuć negatywnych.
Potrafimy wyobrazić sobie co czuje druga osoba jak straci kogoś bliskiego, bo być może też tego kiedyś doświadczyliśmy, ale już wyobrazić sobie co odczuwa osoba ktora trafiła 6 w totka to jest ciężko, prawda?
"Empatia jest jednym z najsilniejszych hamulców zachowań agresywnych"
Pomóżcie!!
Jestem mężatką prawie od 7 lat, wyszłam za mąż mając niespełna 19. Pewnie sporo z Was, czytających, domyśla się dlaczego tak szybko wyszłam za mąż. Tak, wpadka. Zaszłam w ciążę z moim ówczesnym partnerem a teraźniejszym mężem. Nie był on moim pierwszym partnerem ale do niedawna ostatnim. Jakieś dwa lata po ślubie mieliśmy już dwójkę dzieci a sielanka się skończyła. Mój mąż zaczął nadużywać alkoholu, będąc pijanym wszczyna kłótnie. Podczas takich kłótni zawsze jestem wyzywana od puszczalskich itp., zawsze znajdzie się jakiś facet z którym rzekomo przyprawiam mu rogi. Tak, mój mąż jest chorobliwie zazdrosny. Do niedawna Każda podjęta przeze mnie praca była zła „bo trzeba dojeżdżać, bo słabo płacą, bo się przemęczam”. A tak naprawdę chodziło tylko o to że nie ma mnie ciągle „na oku”. Dla świętego spokoju postanowiłam poszukać pracy gdzieś w pobliżu, żebym nie musiała nigdzie dojeżdżać. Dostałam pracę w firmie, w której mój mąż pracowała już od kilku lat. Doszłam do wniosku że jeśli się postaram to dam radę połączyć pracę fizyczną (wcale nie taką lekką) na 3 zmiany z wychowaniem dzieci i dbaniem o dom. Z racji tego że nasze szkraby są jeszcze przedszkolakami nie pracuję z mężem na jednej zmianie. Plus tego jest taki że dzieciaki mają ciągle opiekę, minusem jest to że z mężem ciągle się mijamy i spędzamy bardzo mało czasu razem.
Na mojej zmianie trafiłam na naprawdę fajną ekipę, z wieloma osobami od samego początku znalazłam wspólny język i wiele tematów do rozmów. Jedną z takich osób był On. Zawsze miły i uprzejmy, chętny do pomocy, na swój sposób przystojny, 3 lata starszy i żonaty… Z dnia na dzień coraz lepiej się nam rozmawiało, a z biegiem czasu zyskaliśmy swoje zaufanie. Przy nadarzających się okazjach zwierzaliśmy się sobie nawzajem z trosk czy problemów, opowiadaliśmy o przeszłości, która wcale nas nie rozpieszczała. Podczas naszych rozmów nie raz pojawiał się flirt. Po jakimś czasie odniosłam wrażenie że każde z nas troszkę testuje drugiego jak daleko jest w stanie się posunąć. Tym sposobem przytulanie, głaskanie czy pocałunki nie były nam dziwne.
Kilka dni temu zorganizowaliśmy sobie imprezę pracowniczą, a że pogoda pozwoliła odbyła się ona w plenerze. Ja i On z wyboru byliśmy kierowcami i do nas należało odstawienie towarzystwa do domów i uprzątnięcie naszych rzeczy po imprezie. Żeby odwieść jednego z imprezowiczów musiałabym sama jechać dość spory kawałek drogi głównie przez las, a jak wiadomo w lesie mieszka sporo zwierzątek (lisów, saren itp.). Z ulgą przyjęłam Jego propozycję że pojedzie z nami, co dwie pary oczu to nie jedna...
No i stało się, zdradziłam męża, a On – żonę. Nie zastanawialiśmy się ani chwili czy tego chcemy bo to było jasne że tak. Jedyne co nas na chwilę ochłodziło to pytanie czy powinniśmy? Po wszystkim wróciliśmy do bawiącego się towarzystwa a kilka godzin później zabraliśmy się za sprzątanie. Kiedy już wszyscy byli odstawieni do domów wróciliśmy żeby posprzątać i mogliśmy spokojne pogadać. Oboje doszliśmy do wniosku że nasze połówki nigdy się o tym nie dowiedzą. Po naszej rozmowie wiem że Jego męczą wyrzuty sumienia a ja takowych nie mam. Mi się podobało i nawet nie zastanawiałabym się czy zrobić to po raz kolejny, tak, chciałabym to powtórzyć.
Czy powinnam tak o tym myśleć?
Rozumiem, że to pytanie retoryczne
Co dalej?
Rozbite dwie rodziny i kwas w pracy
Ciągnąć to czy zrezygnować?
Trudno zrezygnować, jesli czegoś się bardzo chce i nie widzi problemu w swoim postępowaniu
Mam mętlik w głowie… Pomóżcie…
Ten mętlik, to z powodu wyrzutów sumienia kochanka?, bo innych problemów nie zauważyłam, więc nie wiem w czym można Ci pomóc.
Empatia poznawcza dotyczy wszystkiego.
Im lepiej rozwiniętą masz empatię poznawczą, tym łatwiej Ci sobie "wyobrazić" (w uproszczeniu), co czuje osoba o odmiennych poglądach i sytacji życiowej.
Twój post o nierozumieniu zdradzających przez osoby, które nie zdradzają błędnie zakłada, że wszyscy mają fatalnie rozwiniętą empatię poznawczą.
/.../
chodzi mi o to, że kto nie doświadczył pozytywnych emocji związanych z zauroczeniem będąc w związku to nie wie jak to jest.
Skoro Twoje pozytywne emocje były takie pozytywne, to odpowiedz szczerze, na kuta był Ci jeszcze ten związek, skoro takich pozytywów nie wywoływał?
Kto takie emocje przeżył to inaczej bedzie patrzył na sytuację tu opisaną. Empatia dotyczy raczej odczuć negatywnych.
Zdradzacze znajdą pierdylion wytłumaczeń dla swojego zachowania.
Odwróć sobie sytuację, to Ty zostałeś zdradzony. Nadal widzisz w tym pozytywy?
/.../
Zacznę od tego, że kto nie był w takiej sytuacji to nigdy nie zrozumie co się wtedy czuje... A co do samego problemu..., tak naprawdę to problemu chyba nie ma bo sama napisałaś, że nie masz wyrzutów sumienia. Ja byłem w podobnej sytuacji jeszcze całkiem niedawno (możesz zobaczyć mój wątek). Pewnie to nie jest normalne, ale też nie miałem wyrzutów. U mnie to trwało 6 miesięcy i nie żałuje tego bo nic mi żałowanie nie da, ale następnego razu nie będzie, nie chce.
Jeśli pójdziesz dalej w ten romans to jestem pewny, że za chwile będzie Ci ciężko...
Twoja historia już u podstaw jest inna, bo autorka jest związana z alkoholikiem, który kieruje wobec niej przemoc psychiczną, a Ty swojej żonie jakoś nie zarzuciłeś nic.
Po prostu dopadł Cię kryzys wieku średniego, na horyzoncie pojawiła się kusząca okazja, skorzystałeś i wpadłeś, a u autorki przyczyna zdaje się być bardziej złożona niż chęć bzykania na boku. Żeby było jasne - nie usprawiedliwiam tego co zrobiła Zagubiona. Uważam, że w jej przypadku zdrada jest tak samo obrzydliwa, a to co ogólnie wyrabia z życiem swoim i dzieci, podporządkowując się mężowi alkoholikowi, jest po prostu głupie. Jednak nigdy nie porównałabym historii Twojej i jej.
Czy powinnam tak o tym myśleć? Co dalej? Ciągnąć to czy zrezygnować? Mam mętlik w głowie…
Najpierw to Ty powinnaś zejść na ziemię, wziąć się w garść i uporządkować sprawy z mężem.
15 2017-05-28 19:11:34 Ostatnio edytowany przez josz (2017-05-28 19:13:06)
Empatia dotyczy raczej odczuć negatywnych.
Potrafimy wyobrazić sobie co czuje druga osoba jak straci kogoś bliskiego, bo być może też tego kiedyś doświadczyliśmy, ale już wyobrazić sobie co odczuwa osoba ktora trafiła 6 w totka to jest ciężko, prawda?
"Empatia jest jednym z najsilniejszych hamulców zachowań agresywnych"
Pokrętna filozofia
Empatia poznawcza dotyczy wszystkiego.
Im lepiej rozwiniętą masz empatię poznawczą, tym łatwiej Ci sobie "wyobrazić" (w uproszczeniu), co czuje osoba o odmiennych poglądach i sytacji życiowej.
Twój post o nierozumieniu zdradzających przez osoby, które nie zdradzają błędnie zakłada, że wszyscy mają fatalnie rozwiniętą empatię poznawczą.
Dokładnie
lolek8080, oczekujesz empatii dla siebie i sobie podobnych, jednak, wbrew temu co napisałeś, brakuje Ci empatii wobec zdradzonych np. własnej żony, ktora (mimo że nieświadoma... tymczasem), w pewnym sensie straciła Ciebie jako męża, bo Twoje uczucia skierowane były i nadal jeszcze są w zupełnie inną stronę. Domyślam sie, że pisząc o odczuciach związanych z utratą kogoś bliskiego, bynajmniej nie miałeś na myśli swojej żony, czy nnych zdradzanych osób, tylko siebie. No tak, "czego oczy nie widzą...."
Empatia wybiórcza, czy raczej jej brak?
Faktycznie, sytuacja autorki jest nieco inna, choć zdrada, to zdrada i podobnie jak u Ciebie brak wyrzutów sumienia, zbyt fajnie było, żeby żałować i chyba podobnie, partner nie jest wart empatii?
Zagubiona2412, idąc tą drogą na pewno szczęścia nie odnajdziesz, po za chwilowymi uniesieniami i namiastką zainteresowania, zabrniesz w jeszcze większy kanał.
J.w. zrób porządek ze swoim małżeństwem, a potem pomyśl o związku z kimś wolnym. Swojejmu kochankowi głowy już nie zawracaj, skoro ma wyrzuty sumienia i przypomniał sobie o rodzinie.
16 2017-05-29 10:35:56 Ostatnio edytowany przez bullet (2017-05-29 10:45:44)
ja tylko nie mogę pojąć po co taka persona nadal jest z mężem skoro jest jej tak źle ? do tego stopnia, że z obcym "przytulanie, głaskanie czy pocałunki nie były nam dziwne.". Dla mnie niepojęty brak kręgosłupa. żenada
Twoja historia już u podstaw jest inna, bo autorka jest związana z alkoholikiem, który kieruje wobec niej przemoc psychiczną....
Von Trupka, jak przeczytasz tu 100 historii żon, które się puściły to okaże się że 99 z nich ma męża alkoholika stosującego przemoc. Tylko im to nie przeszkadzało zanim się nie rozkraczyły.
Może podpowiecie co dalej robić, myśleć, jak to poukładać w głowie?
Ale co chcesz układać w głowie? Mamy Ci podpowiedzieć, co zrobić, żeby wpłynąć na gacha, żeby nie miał wyrzutów sumienia?
Tutaj każdy poradzi Ci raczej zabranie się za swoje życie i nie uciekanie od rzeczywistości w złudzenia. Z mężem macie dzieci i mase problemów, może warto w końcu porozmawiać tak od serca co boli i zacząć pracować nad sobą, dla własnego i dzieci dobra. Zastanów się co przekazujecie dzieciom, jedno zagląda do kieliszka, a drugie seksuje się z obcym facetem.
Według mnie, Autorce brak ze strony kochanka podejścia do ich romansu, które reprezentuje ona sama.
I to stoi za apelem o "pomoc".
Skoro ustalili, że ich ślubni mają się nie dowiedzieć o bocznym związku partnerów, nie rozumie Autorka, skąd skrupuły u kochanka. Przecież kryją się znakomicie, do diabła?!