zofia282 napisał/a: 
To nie była reprymenda.
To był wyrażony sprzeciw i mój punkt widzenia, poparty doświadczeniem.
Tak jak wcześniej pisałam, byłam w podobnej sytuacji.
Przerabiałam wiele zdrad przez wiele czasu...... i przerabiałam też różne emocje ....
Z mojej strony był to oczywiście żart i mam nadzieję, że jako taki został odebrany. Natomiast, jak wcześniej wspomniałam, post, do którego się odniosłaś, został wyrwany z kontekstu dyskusji, dlatego jego znaczenie było inne niż mu je nadałaś. Niemniej nieważne, skupmy się na tym, co napisałaś.
zofia282 napisał/a:I znowu pozwolę się z Tobą nie zgodzić. I znowu powiem ci, ze nie ma wzorca na zachowanie zdradzonej kobiety. Jedna będzie szlochać, inna pójdzie w przysłowiowe tango czy pić będzie na umór. Kolejna łyknie garść tabletek a będą i takie ( na szczęście!), które zamiast użalać się nad swoim losem, wezmą sprawy w swoje ręce.
Jak najbardziej zgodzę się, że różne są wzorce zachowań, ale jednak rządzą się one pewnymi prawami. Różnica w podejściu może wynikać z wielu kwestii - uczuć, bieżącej sytuacji i planów na przyszłość, etapu życia, w jakim kobieta się znajduje, charakteru, są też inne. Każdy z tych czynników determinuje inną reakcję, która jest wypadkową okoliczności i cech osobowościowych.
zofia282 napisał/a:Najczęściej jednak branie spraw w swoje ręce jest fazą dłuuugo po zdradzie i po fazie jednej z wcześniej wymienionych.
Otóż to. Branie spraw w swoje ręce następuje zwykle po otrząśnięciu się, a to u zdradzonej, ale kochającej (!) kobiety przeważnie trwa długo. Tutaj mamy świeży, w żaden sposób niedomknięty temat, a mimo to Autorka te sprawy w swoje ręce już wzięła, kalkuluje, zbiera dowody, zabezpiecza się. Czy jest to słuszne/etyczne, tego w tej chwili nie oceniam - chodzi o sam fakt, że na moje oko miłości to tutaj nie ma.
zofia282 napisał/a:Dodać jeszcze pragnę, że nie ma też wzorca zakochanej kobiety, i zakochanej/zdradzonej.....a miłość z czasem to np. przyzwyczajenie czy zwyczajnie złuda ( tylko nasze wyobrażenie).
Przyzwyczajenie czy złuda to NIE jest miłość, a ja pisałam o miłości. Nie mylmy, proszę, pojęć, bo będziemy rozmawiać na dwa zupełnie różne tematy.
zofia282 napisał/a:Więc ja się chyba też narażę pisząc, że trudno ukamienować oszukaną kobietę za jej chęć budowania nowego życia( zgodną z literą prawa), posądzając ją o wyrachowanie, brak miłości i cwaniactwo .
Nigdy w życiu! Autorka jak najbardziej ma prawo układać sobie życie od nowa, ba, jest to najlepsze, co może dla siebie zrobić.
Raz jeszcze powtórzę - jej zachowanie na tym etapie, czyli w chwili, kiedy właśnie dowiedziała się o zdradzie, nie jest charakterystyczne dla kobiety, która koch, a której miłość chwilę wcześniej została zdeptana, przez co jej życie emocjonalne (sprawy bytowe teraz zostawiam z boku) wali się jak domek z kart, a raczej takiej, która albo z powodu urażonej dumy pała zemstą, albo wykorzystuje nadarzającą się okazję. To po prostu nie jest jeszcze ten moment, kiedy kalkuluje się na zimno. Przy czym wszelkie miłości idealistyczne, takie co to kocha się pomimo wszystko, już sobie w tym miejscu daruję.
zofia282 napisał/a:Olinko, masz piękną sygnaturkę 
Prawda?
Życie mnie tego nauczyło.