Witajcie
Jestem w trakcie rozstania z zona. Mamy dwojke dzieci(chlopcy 2 i 6).Bardzo ich kocham i najtrudniej mi pogodzic sie z tym ze nie bede widzial ich codziennie,nie bede ich wychowywal ,nie beda mogli na mnie nacodzien liczyc bo mieszkamy juz w innych miastach. Od jakiegos czasu nie ukladalo nam sie. Nie bede opowiadal historii naszego zwiazku.jest tak samo banalna i zarazem wyjatkowa jak kazdego na tym forum. Moja zona ma kogos z kim wiaze chyba plany na przyszlosc.Jest tzw. nowoczesna kobieta na wysokim dobrze platnym stanowisku . Ja rowniez zarabiam dobrze (chociaz gorzej od niej). P. wiem ze nie chce sie outowac bo lubila zawsze zachowywac pozory wiec jeszcze chwile po rozwodzie odczeka. O cala zaistniala sytuacje obwinia tylko i wylacznie mnie a motywem przewodnim sa tu pieniadze.Nie jestem czlowiekiem ktory za wszelka cene chce poruszac sie Porsche. Cene sobie spokoj,cieplo rodzinne, skromnosc.Chyba pod tym wzgledem do siebie nie podpasowalismy. Jednakze czuje sie zle i jak porzucona zepsuta zabawka. Bylismy malzenstwem 6 lat. Pol roku znajomosci i slub. Bylo cudownie. szybko jednak zaczela mi po slubie wieszac wysoko poprzeczke a atmosfera w domu byla uzalezniona od tego czy spelnialem jej oczekiwania. Jest piekna kobieta, inteligentna i ciekawa ale jednak bez kregoslupa moralnego.
To na mnie spoczywal w domu obowiazek wychowywania chlopcow. zona nie jest matka polka a nwet nieco gardzi tymi co sie rodzinie posiwecaja chociaz sie do tego nie przyznaje.Pranie,obiady,sprzatanie,opieka nad chorymi dziecmi to moj chleb powszedni byl.Ponadto rowniez pracowalem i prowadzilem mala firme intenetowa.Zona skupila sie na realizacji swoich celow zawodowych .jest w tym dobra. W jakims sensie myslalem ze jej to odpowiada.miala wolna reke. Jednak chyba przestalem jej po prostu imponowac a zaczal ktos inny zapewne z jej srodowiska albo o statusie biznesmena...nie wiem.brzydze sie sledzeniem , sprawdzaniem ....to ponizajace. zreszta jak ktos ma rozum i oczy to pewne syytuacje nie pozostawiaja zadnych watpliwosci.
Teraz jest winny...zazdrosnik,nie dbajacy o rodzine i zone. we wrzesniu zeszlego roku przestala praktycznie ze mna sypiac. rownoczesnie zalozyla antykoncepcje, zdjela pierscionek...o innych atrkacjach w moi zyciu nie bede wspominal. Jednak czuje zal. mam sobie za zle ze tylu spraw nie dostrzegalem.ze dalem sie wykorzystac i tak zle traktowac.Chyba juz jej nie kocham.Zachowuje sie ona przy tym wszystkim bardzo dziwnie. czasami skrajnie podle czasami placze a przewaznie to chlodno z zabarwieniem beiznesowym(mamy cos do ustalenia). Szczerze to nie zycze jej dobrze. nie potrafie na ta chwile inaczej.
PANOWIE. Powiem z mojego skromnego doswiadczenia. Nie warto rezygnowac z siebie dla rodziny ,kobiety. Jestem czlowiekiem bez nalogos (no teraz juz pale:) ). Na pewno nie bez licznych wad. jak kazdy z nas. szczerze ja kochalem ale tez oczekiwalem czulosci , milosci , i rownosci w tym zwiazku.nie dostalem. dostalem kopa.powoli sie budze z letargu.chce byc sam.przeanalizowac te sytuacje.dojrzec do tego zeby wiedziec z kim chce byc. to bardzo wazne.
PANIE. Czy naprawde facet ktory nie jest skurczybykiem nie jest az tak atrakcyjny i pociagajacy? Moja zona wiedziala ze ja bardzo kocham. Ze jej nie zdradzam ( a bez seksu w domu to mi bylo bardzo ciezko szczcerze mowiac).Nie landrynkuje sie bo bywam sarkastyczny,zlosliwy i nie jestem jakos swietnie zorganizowanym czlowiekiem w przeciwienstwie akurat do niej (ale tutaj tez poczynilem postepy zeby mnie kochala).
Mam sporo przemyslen dotyczacych wspolczesnych relacji damsko-meskich.chetnie podyskutuje.