Rozstanie, powroty, badanie terenu? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Strony 1 2 3 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 538 ]

Temat: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Cześć! Piszę do Was bo mam tak skomplikowaną sytuację, że do końca nie wiem już co robić. Zacznę od tego, że lat mam 21, ona tyle samo. Związek nasz był bardziej na odległość niż normalnie, jednak byliśmy ze sobą 25 miesięcy +6 miesięcy (w dalszej części napiszę o co chodzi z tym +6 miesięcy). Związek jak to związek, miał swoje upadki i wzloty, poznaliśmy się jakoś na początku roku, po maturze związaliśmy się, niestety po wakacjach przyszedł czas na wyjazd na studia i rozpoczęcie związku na odległość, pierwszy rok poszedł bez większych zgrzytów, na wszystkie weekendy zjeżdżałem do niej (ona niestety nie uzyskała odpowiedniej ilości punktów by dostać się na swoje wymarzone studia - dentystyczne) było mimo wszystko między nami cudownie, przyszedł rok drugi, gdzie po raz kolejny została na miejscu, ponieważ kolejny raz nie udało się jej dostać na studia, rok ten był totalną klęską, gdyż przeszła ona dosyć ciężki okres, w przeciągu 5 miesięcy straciła dwie najważniejsze osoby w swoim życiu, no i zaczął się horror, czyli pogłębianie się jej w smutku, moje przyjazdy już tak ją nie cieszyły, nie widywaliśmy się zbyt często, a nasze spotkania były coś w rodzaju zapchaj dziurą, gdyż ona ciągle chodziła smutna, zdołowana, a ja pomimo prób pomocy, bardziej ją drażniłem, trwał ten okres pół roku, jedyne co powodowało jej uśmiech na twarzy to była wiadomość, że dostała się na te swoje studia, niestety do innej miejscowości niż moja, wprawdzie odległość pod względem kilometrów i czasu jazdy się nie zmieniła, to jednak odległość, ale zanim wyjechała na studia rozstaliśmy się, powód? Głupi i błahy, powiedziałem, że jest dla mnie koleżanką, ze względu na to jak mnie traktuje (nie potrafiłem już dłużej tego wytrzymać, że nie było między nami żadnego kontaktu fizycznego, żadnej radości ze spotkań, totalnie nic, nawet urodziny, rocznica, nic nie wpływało pozytywnie, totalne dno) w końcu nie wytrzymałem i powiedziałem, nie krzyczałem, powiedziałem jej to, ona odebrała to za rozstanie i tak też było, po tygodniu nie odzywania się rozmawialiśmy i ustalilismy, że musimy pogadać normalnie, a nie przez telefon, nie spodziewałem się, że ona jeszcze tego samego dnia będzie chciała sie spotkać i poinformowała mnie o spotkaniu 40 min wcześniej, niestety nie mogłem się pojawić, powiedziała, że poczeka godzine, prosiłem żeby to przełożyć, gdyż tego dnia nie mogłem, ona uznała, że jeżeli nie potrafie się teraz zjawić to znaczy, że mi nie zależy, rzuciłem wszystko i.. pojechałem. Zadzwoniłem do niej 10 min przed ustalonym czasem, gdzie jest, bo właśnie już jestem, na co ona odparła, że teraz już za późno, ogarnął mnie gniew, wściekłość i poleciały słowa przez telefon "i Ty smiesz mowic, że Ci zalezało", odpisała tylko, że to koniec i nie chce ze mną kontaktu już więcej. Tak też było, po jakimś czasie napisałem list, w którym przeprosiłem, dodając, że chciałbym zacząć jeszcze raz, ona tylko odpisała, że nie ma już takiej możliwości. Spotkaliśmy się po ~1,5 miesiąca, ona zapłakana rzuciła mi się w ramiona, ja również uroniłem kilka łez. Rozmawialiśmy, a raczej z żalem i łzami w oczach rozmawialiśmy o tym, później luźne rozmowy z uśmiechem i żartami i tak było przez kolejny miesiąc, spotykaliśmy się, widywaliśmy się, aż dochodziło do buziaków. Kręciliśmy się, nie do końca wiedzieliśmy co się dzieje, uznałem, że czas to nazwać i zapytałem, czy chce powrotu, ona odparła, że to nie jest takie proste i wyszło z jej strony, jakaś relacja, której opisać nie potrafię, wszystkim dookoła mówiliśmy, że tak, jesteśmy razem, jednocześnie wiedząc, że tak nie jest, jednakże zachowując się jak para, trwało to pół roku, było cudownie, 4 miesiące bez zgrzytów, kłótni, niczego nie było negatywnego, tylko fantastyczny czas, przyszedł dzień, gdzie wyszło na jaw, przypadkiem się dowiedziałem, że ktoś tam na jej studiach się wokół niej kręci, ona odparła, że to tylko kolega, że po prostu czysto koleżeńsko się z nim spotyka, oglądają filmy, itp. Nie podobało mi się to bardzo, jej relacja z kolegą się zaostrzała, coraz więcej smsów, coraz częściej telefon był zajęty, gdy do niej dzwoniłem. W końcu zaczęło mnie ogarniać coś dziwnego, stałem się dosyć upierdliwy, wypytując codziennie czy mnie kocha nadal, co z nami i ciągłe gadanie na temat tego kolegi, nalegałem, żeby podjęła decyzję czy jesteśmy oficjalnie razem czy nie, ona mówiła, że to nie jest takie proste do powiedzenia, aż w końcu któregoś dnia na moje pytanie czy mnie kocha, odpowiedziała "nie wiem". Miała do mnie przyjechać na weekend, spotkać się, spędzić czas, mielismy naprawić wszystko na spokojnie, wyszło tak, że egzamin jej się przedłużył i nie zjechała do mnie na weekend w piątek, dodając, że jest zawiedziona oblaniem egzaminu i chce jednak pojechać do rodzinnego domu i tam ewentualnie się ze mną spotkać, pomimo mojego błagania, nie przyjechała do mnie, w nocy, gdzie miała jechać autobusem do domu, zadzwoniłem czy jedzie już, odparła, że tak i na moje pytanie czy sama szła po nocy odparła, że ten kolega ją odprowadził (zresztą zawsze po nocy 2-3 w nocy ją odprowadzał na autobus i przychodził po nią gdy ona przyjeżdżała) i.. że po egzaminie wróciła do domu, zrobiła to co miała zrobić i poszła do niego. Sytuacja tak mnie rozbiła, że na drugi dzień nalegałem na spotkanie, spotkaliśmy się i naciskałem bardzo, żeby mi powiedziała co dalej, co z nami, co to za dziwne i chore akcje, w końcu pękła i ze łzami w oczach powiedziała, że już tego nie czuje, że coś się wypaliło, że była jakaś monotonia, że moje naciskanie ją do tego doprowadziło, ciężka rozmowa, gdzie dodałem, że nie potrafie utrzymywać relacji przyjacielskiej z byłą dziewczyną, ale przez najbliższy czas się do niej będę odzywał, bo inaczej nie umiem. Tak jednak nie było i po dwóch dniach, do swojej przyjaciółki powiedziała, że chyba podjęła złą decyzję, że tęskni za rozmowami i spotkaniami ze mną, ta przyjaciółka mi napisała dodając, że jeśli jeszcze ją kocham, żebym pogadał z nią, uznałem, że jeżeli zechce to sama sie odezwie. Po kilku dniach jednak pękłem, odezwałem się, ona cała szczęśliwa ze mną rozmawiała przez telefon, w końcu zapytałem, czy jest pewna swojej decyzji, powiedziała, że nie jest pewna, zapytałem więc co dalej? Czy naprawiamy to, czy co? Ona się plątała w rozmowie, w końcu powiedziała, że niech będzie tak jak jest.. odzywałem się raz na tydzień, gdzie to odzywanie kończyło się 3 godzinnymi rozmowami. Przyszła sesja, przyszły nerwy, stres, za każdym razem ją wspierałem, przy każdym egzaminie mówiłem, że da rade, będzie dobrze (pomimo tego, że mnie skrzywdziła, bo zostawiła), czułem, że nie może zostać sama z tym wszystkim, niestety wszystkie egzaminy jej nie poszły, a ona mówiła, że los ją pokarał, za to, że mną zerwała, miotała się często, że tęskni, że nie potrafi się pozbierać itd, ja mówiłem, żeby nie zajmowała się tym teraz tylko na nauce skupiła, aż przyszedł ten dzień, gdzie ja pękłem i jej powiedziałem, że tak byc nie może, zeby to przemyslała, ona odpowiedziała ze spokojem "to nie była pochopna dezycja, tylko naprawde przemyslana", oblała ostatni egzamin i puff, kontakt się urwał, nie odebrała jak zadzwoniłem, po kilku dniach napisałem, że się martwie nią, dlaczego mnie unika, itd. Odparła, że nie unika mnie, żebym się nią nie przejmował. Odpuściłem więc, nie odzywałem się. Po pijaku napisałem jakiegoś smsa do byłej, na co ona odpisała co u mnie słychać, jak mi sesja poszła itd. Odpisałem jej czysto koleżeńsko, że jest okej. W końcu sytuacja tak się zaostrzyła, że nasza wspólna przyjaciółka z którą gadałem codziennie, pomyliła się i przypadkiem ja otrzymałem smsa, w którym był pojazd na mnie, wtedy moje przypuszczenia okazały się prawdziwe, że wszystko co jej pisałem, mówiła mojej byłej. Napisałem jednej i drugiej smsa, że bawić się mną nie będą i kontakt urwałem. Poznałem inną dziewczyne, ale to jednak to nie jest to, wciąż czuje coś do tej byłej, pomimo tego, że minęły już dwa miesiące, nadal mi ciężko. Ona się pierwsza nie odzywa, wiem, że jej duma na to nie pozwala bo jest takim człowiekiem. Odpisuje mi tak, że pokazuje, że jest super szczęśliwa, że niczym się nie martwi, choć na tyle ją znam, że wiem, że bije się w pierś, że źle zrobiła, ale mi tego nie powie, bo duma nie pozwala.
Stąd moje pytanie.. co robić? Szczerze mowiąc, mam mieszane uczucia, z jednej strony staram się nie myśleć już o niej, dać sobie spokój, skupić się na sobie, ale przychodzi jakiś sms, jakaś rozmowa, nawet głupia piosenka w radiu i wszystko wraca z taką siłą, że czuje się identycznie jak dwa miesiące temu.. Odnośnie siebie, co do przeszłości idealny nie byłem, ale przez ostatnie pół roku byłem taki, jakiego chciała, nie mam sobie nic do zarzucenia, chyba, że moje wonty o tego "kolege" były niestosowne, no ale kto by się nie wkurzył.. ?

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Dodam tylko, że mówiła, że jest zmęczona związkiem na odległość, że jednak do tej samej wody dwa razy się nie wchodzi i że, przez studia nie ma zbyt wiele czasu, a ma potrzebe widzieć się ze mną nawet codziennie na te 30 minut, a nie tylko w weekendy. Zapewniałem ją, że ostatni rok studiów, że po studiach przeniose się do niej, ona jednak tego nie brała pod uwagę. Dodawałem, że w każdy piątek jestem w stanie do niej przyjeżdżać i spędzać z nią całe weekendy (tak by było, to nie są puste obietnice, bo tak było przez moje dwa lata studiów, że zjeżdżałem do niej co tydzień i nie robiło mi to większego problemu, nawet 3h jazda pociągiem tak mnie nie męczyła). Szczerze mówiąc, nie widzę sensownego powodu rozstania, co do tego kolegi, ona mi sama mówiła, że nawet nie patrzy na niego jako na kogoś, z kim miałaby być, że to tylko kolega i nic więcej. Zresztą zupełnie nie był jej to typ, poza tym, że był uprzejmy, pomocny, itp to i tak nie wierzę w taką relacje koleżeńską, bo to dziwne..
Podejrzewam, że w dużej mierze przyczynili się do tego jej rodzice, którzy byli bardzo niezadowoleni, z tego, że do siebie "
wróciliśmy", tak więc przez te 6 miesięcy, ani razu nie byłem u niej w domu, powód? Rodzice znienawidzili mnie za to, co ona przeszła w momencie pierwszego zerwania, bardzo schudła, nie mogła się na niczym skupić i ciągle płakała, ja tego nie wiedziałem, później mi to powiedziała. Nalegała, żebym ja rozwiązał ten konflikt z jej rodzicami, początkowo uznałem to za dziwne i raczej nie na miejscu, bo rodzice nie powinni się wtrącać w związek, ale po jakimś czasie powiedziałem, że chcę przyjechać porozmawiać z jej rodzicami, bo chcę być z nią normalnie, a nie bawić się w chowanego. Ona odparła mi, że to nie jest najlepszy moment, bo rodzice są aktualnie na tyle wściekli, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Do tej rozmowy więcej nie wróciliśmy, bo zaczęło się za bardzo psuć między nami.

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Myślę, że przede wszystkim potrzeba Ci czasu, żeby się oswoić z tą sytuacją. Nie będzie łatwo, ale dasz sobie radę. Masz jakieś zainteresowania? Jeśli tak to bardzo może Ci pomóc skupienie się teraz na nich, na swoich celach. Zawsze to jakiś sposób zajęcia myśli i nawet jeśli gdzieś tam znów pomyślisz o niej to będziesz miał jakąś odskocznię od smutku.
Trzymaj się cieplutko smile

4

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Uważam, że nie ma sensu tego czegoś ratować... To jest chora sytuacja. Albo chce się z kimś być albo nie. A takie plątanie się świadczy o tym, że się nie chce - i tyle.

Znów się posłużę moim ulubionym zwrotem "z doświadczenia wiem, że" i powiem Ci, co wiem. Z doświadczenia wiem, że dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi, a co dopiero więcej razy, że już sobie nie zaufacie w pełni, że nawet jak wrócicie do siebie i pięknie zszyjecie rany zadane waszemu związkowi, to blizny zostaną i będą go szpecić, że w kłótni będziecie sobie wypominać złe chwile z przeszłości i oskarżać się o to co było.
Wg mnie, to nie ma szans. A Ty za dużo o niej myślisz. Zajmij się sobą, swoimi studiami, może pracą, jakimś hobby, poznawaj kobiety. To, że przy tej co masz teraz myślisz o byłej nie oznacza, że musisz wrócić do byłej, tylko że ta aktualna niewystarczająco zawróciłą Ci w głowie.

A gdy znajdziesz swoją prawdziwą drugą połówkę, nie będziesz zadawał pytań na forum, bo będziesz wiedział dokładnie, co masz robić. smile

5 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-03-10 19:47:58)

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Jestem zdrowo upartą osobą i zazwyczaj walcze o coś, tak właśnie było z tym związkiem, stąd podejrzewam się spiknieliśmy znowu, wtedy. Po pierwszym rozstaniu, niedługo po tym poznałem kogoś i ten ktoś (oczywiście kobieta) był totalnie inną osobą, bardziej zaradną, otwartą na świat, jednak po około 2 tygodniach spotykania się z tą nowa osobą, zaczął się kontakt z moją byłą, był na tyle ostry, że często się spotykaliśmy, dochodziło do buziaków i prawie do czegoś więcej, ona strasznie się zmieniła, znowu zaczęła dbać o siebie, zaczęła rozpuszczać włosy, malować się, nosić soczewki, a nie tak jak wtedy po śmierci bliskich, była bardzo radosna szczęśliwa i widać było, że chce wrócić, jednak wolała, żeby to z moich ust padło. Rzecz w tym, że nie ma i nie było jakiegoś sensownego powodu rozstania, zwyczajnie bez żalu, krzyków, czegokolwiek, czysto koleżeńsko i nadal do końca nie widzę konkretnego powodu rozstania. Bardziej mnie intryguje teraz, to jej pokazywanie w smsach, na które o dziwo odpisuje zawsze, ta jej radość, coś na zasadzie pokazywania mi jak bardzo jest teraz szczęśliwa, nawet zablokowanie jej na portalach typu fejsbuki, ucięcie kontaktu od wspólnych znajomych, którzy mogliby jej mówić o wszystkim jej w ogóle nie rusza. Nie rozumiem, czy to pokazywanie jaka jest twarda, czy faktycznie ma już mnie gdzieś i uczucia poszły wet w co raczej wątpie, bo ona zawsze strasznie przeżywała nasze kłótnie, a po pierwszym rozstaniu załamała się bardzo psychicznie. Mam trochę żal do siebie, że mimo wszystko nie potrafie sprawy olać, szczególnie, że potraktowała mnie nie jak kogoś kogo kochała, a raczej jako kogoś, kto jest jej obojętny? Boje się tylko, że jak stanę na nogi, zaczne układać sobie życie to ona znowu powróci tak jak wtedy, po pierwszym rozstaniu i tego się boję, mam świadomośc, że jest duża szansa na to, bo sama nie raz mi mówiła, że jeżeli chodzi o związek i o chłopaka w sensie wizualnym i z charakteru to poprzeczka jest bardzo wysoko podniesiona. No i stąd mnie to zastanawia dlaczego wolała to zakończyć? Myślę, że z tą poprzeczką była prawda, szczególnie jak patrze na grono ludzi otaczających mnie i ją i jak wyglądają ich związki, to naprawdę z mojej strony miała bardzo dobrze. Co tydzien, gdy się widywaliśmy zawsze były róże, zawsze przez cały związek, smsy, często pisałem do niej listy, robiłem niespodzianki, zabierałem ją w różne miejsca. Może jedynie kłótnie, które wychodziły nie ukrywam z mojej strony, bo nie na wszystkie jej "zachcianki" miałem nerwy, dla przykładu przykład abstrakcyjny, ale jej zdaniem, aby przyjechać do mnie, do miasta w którym studiuje musiałem ja przyjechać do miasta rodzinnego po nią, z nią razem jechać do mnie, następnie z nią wrócić do miasta rodzinnego i z miasta rodzinnego wrócić do siebie na studia. I najlepsze jest to, że jak już przyjeżdżać miała, to na max dwa dni, czyli wypad bardzo interesujący, szczególnie, że pociągiem 3h w jedną stronę.
Wiem, właśnie sobie sam napisałem, czy jest sens o coś takiego walczyć, jeżeli ktoś robi takie akcje? - nie.
Jednak miała pewne wartości, które żadna dotąd poznana dziewczyna nie miała, a które bardzo sobie cenie w kobietach i to jest ten straszny ból.
Teraz tylko dochodzę do wniosku, że wyjazd do innego miasta, z dala od rodzinny, strasznie człowieka zmienia, bardzo się zmieniła ona wyjeżdżając, w pewnych kwestiach nawet lepiej bo stała się bardziej otwarta i śmiała, ale w innych na tyle bardzo, że chyba się zapędziła i zapomniała, że ma kogoś i pewnych rzeczy robić nie warto.
Liczę tylko, że jej chęć powrotu nastąpi albo teraz, albo dopiero wtedy, gdy ja już będę dawno szczęsliwy z kimś innym.
Ona sama mi proponowała przyjaźń, bo jak twierdzi z nikim jej tak dobrze się czasu nie spędza, z nikim jej tak dobrze się nie gada i przy mnie najlepiej się czuje. Więc po co takiego zachowanie? To badanie terenu, czy nadal tęsknie? Wiem, że źle robiłem dając jej do zrozumienia, że czekam, aż ona poukłada sobie wszystko w głowie, tylko że ona to wykorzystała tak, że może robić co chce, a kiedy stwierdzi, że już się wystarczająco pobawiła, bedzie mogła wrócić, a ja jej wszystko wybaczę. Przy rozstaniu powiedziała mi, że będzie zazdrosna o każdą moją dziewczyne i żadnej z nich nie będzie ani tolerować ani lubić, po co te teksty? Czy to nie jest chore? Czy ktoś rozumie o co tej dziewczynie tak naprawdę chodzi? Strasznie mi to niszczy psychike, jeszcze to jej odpisywanie na smsy z pełnią szczęścia, a przecież jeżeli człowiek rozstaje się z kimś i ma już go gdzieś, to nie utrzymuje z nim kontaktu, a jeżeli już jakiś kontakt jest to sporadyczny i na zasadzie olewającej typu "Jest ok." "Dobrze." "Nie."

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Sądzę, że te teksty o innych kobietach w Twoim życiu mogą być na zasadzie psa ogrodnika. Mój były taki był w stosunku do każdej swojej dziewczyny, jest teraz taki i względem mnie. Jego była (on z nią zerwał) znalazła sobie nowego faceta (aktualnie już męża), gdy byliśmy ze sobą pół roku, szczęśliwi. Gdy się o tym dowiedział było wyśmiewanie się z niego, podglądanie jego kont w Internecie, ogólnie przez jakiś czas o tym trajkotał. Nie wynikało to z miłości do niej, bolała go jedynie sama myśl, że ona sobie kogoś znalazła, układa sobie życie bez niego i jest zadowolona. Bo przecież powinna cierpieć do końca życia, a przynajmniej wiele lat, prawda? wink
Ja nikogo nie mam i nie zamierzam w najbliższym czasie, ale gdy tylko wspomniałam mu, że odwiedził mnie kolega, wnerwił się niesamowicie wink
Może u niej jest podobnie.

Zabiję się z miłości do ciebie. Gdybym kochała siebie, zabiłabym ciebie.
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Zyczliwy,

Masz 21 lat.... Wrzuc se chlopie na luz. Poznaj troche zycia, pobaw sie, zarób troche grosza a potem szukaj zony. Strasznie powazne jest to co piszesz. Ja rozumiem te wszystkie emocje, sam przez to przechodzilem. I wiesz co? Dalem sie poniesc i zle wybralem zone. Teraz dopiero mam problem. Nie powtarzaj mojego bledu, nie spiesz sie z tak powaznym zwiazkiem... Tego kwiatu jest pol swiatu. Jaka do cholery mlodziutka laska, która dopiero zaczyna studia, ZACZYNA troche wachac zycia, doceni roze co tydzien?? Uwierz mi, to nie jej wina... Za ostro, za powaznie, za szybko. Zycie ma rozne smaki, masz jeszcze conajmniej 10 - 20 lat na zrobienie czegos, a potem mozesz rozgladac sie za zona.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?
czlowiek_znikad napisał/a:

Zyczliwy,

Masz 21 lat.... Wrzuc se chlopie na luz. Poznaj troche zycia, pobaw sie, zarób troche grosza a potem szukaj zony. Strasznie powazne jest to co piszesz. Ja rozumiem te wszystkie emocje, sam przez to przechodzilem. I wiesz co? Dalem sie poniesc i zle wybralem zone. Teraz dopiero mam problem. Nie powtarzaj mojego bledu, nie spiesz sie z tak powaznym zwiazkiem... Tego kwiatu jest pol swiatu. Jaka do cholery mlodziutka laska, która dopiero zaczyna studia, ZACZYNA troche wachac zycia, doceni roze co tydzien?? Uwierz mi, to nie jej wina... Za ostro, za powaznie, za szybko. Zycie ma rozne smaki, masz jeszcze conajmniej 10 - 20 lat na zrobienie czegos, a potem mozesz rozgladac sie za zona.

Nie do końca się zgodzę. Znalazłyby się takie, które by to doceniły.
Za to rację masz w tym, że gościu powinien wyluzować, przynajmniej na pewien czas. Powinien ochłonąć, bo widać, że bardzo przeżywa
Zyczliwy - Na te sms-y jest jedna rada. Skasować jej numer telefonu. Jeśli to nie pomoże, zmienić numer. Inaczej ciągle będzie cię korciło by jej coś napisać. Na twoim miejscu odcięłabym się od niej całkowicie, bo ta dziwna relacja na pół-gwizdka tylko cię wykańcza, jest toksyczna.

9

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Skasowałem jej nr, ale to nic nie dało, dalej pisałem. Teraz zapisaną mam jako "Nie odbierać" i kazdego smsa od niej kasuje, żeby nie korciło mnie czytać z nią smsy i wspominać jak to było. Nie mówie, że nie, bo doceniała te kwiatki, prezenty itd, ale gdzieś to się zagubiło. No niestety jestem typem chłopaka, który wierzy w prawdziwą miłość i szuka tej jedynej, myślałem, że to jest ta jedyna własnie i chciałem z nią już planować przyszłość. Każdy mi to mówi, idź do klubu, poznaj inną, nie mam problemów z zapoznawaniem się z innymi kobietami i tak samo nie mam problemów z "podobaniem" im się, ale flirtowanie, zdrady, umawianie się z innymi, "korzystanie z życia" mnie naprawdę nie kręci, próbowałem się zmuszać nawet do tego, bo jak to się śmieją moi kumple "masz predyspozycje", ale ja tak nie potrafię i to nie dlatego, że myślę wciąż o mojej byłej, tylko zawsze tak miałem, przez co nigdy nie zdradziłem, nawet nie umawiałem się chociażby czysto koleżeńsko z innymi, a moja była i tak robiła mi akcje zazdrości, czasami o takie pierdoły, że aż nie mogłem w to uwierzyć.
Nikt z grona moich znajomych, którzy ją znają nie jest za tym związkiem, mówią, że to nie jest dziewczyna dla mnie, że przy niej się wypale. Ona raczej cicha, skryta, ja bardzo otwarty, dusza towarzystwa, itd. No ale nie każdy zna jej historię i dwuletnią przerwę, odcięcie się od społeczeństwa, nie miała nikogo, wszyscy powyjeżdżali, była tylko rodzina i ja na weekendy, zamknęła się w sobie, była strasznie aspołeczna. Ciężki przypadek, nigdy nikogo tak nie kochałem i nigdy nikomu tak pomóc nie chciałem w życiu, a jeszcze za to dostałem w ryj, dowiadując się o jakimś "koledze", którego chciałem poznać, żeby przestać się ryć o niego, no ale ona strasznie się unosiła i mówiła "w żadnym wypadku, nie ma takiej opcji!".

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

To ja bym na Twoim miejscu całkowicie skasowała jej numer, nie zapisywałabym go w żaden sposób. A jeśli po tym by coś napisała, kasowałabym każdego smsa(najlepiej nie czytając) - pewnie bym się zorientowała, że to od niej nawet nie mając numeru w kontaktach.
Nie znam jej by wyciągać jakieś wnioski ale z tego co opisujesz to Twoja była już dziewczyna najwyraźniej nie dojrzała do poważnego związku, teraz wyszło że myśli inaczej niż Ty i nie planuje(raczej) przyszłości z Tobą.
Niektórym ludziom nie można pomóc smile Może miała coś ukrycia skoro tak bardzo nie chciała Ciebie z nim poznać.
Trudno powiedzieć.
Tak jak już pisałam, potrzeba Ci czasu smile Musisz sobie to poukładać, przetrawić ból, ochłonąć z tą myślą.

11

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Staram sie teraz skupiac na sobie. Myslalem ze w innej dziewczynie znajde ukojenie niestety wycofala sie w dosyc grubym momencie co spowodowalo ze jeszcze bardziej zatesknilem za byłą. Na chwile obecna jest okej dopiero od wczoraj nie mecze sie jak dotychczas. W weekend strasznie sie zle czulem bo do niej pisalem. Teraz wiem zeby pod zadnym pozorem nie kontaktowac sie z nia bo to przynosi mi tragedie z tym ze uwazalem ze jezeli ja sie z tym tak mecze to ona odzywajac sie do mnie tez to przeżywa i w końcu ktoregos razu peknie. Mylilem sie chyba. Mam metlik w glowie przez te porazki. Ciezko sie pozbierac ciagle wahania nastroju. Siegnalem po rozstaniu po ksiazke potega podswiadomosci i chyba zle zinterpretowalem ja.l bo zaczalem sobie wkrecac ze ona do mnie wroci ze kocham ja i to mnie zgubilo bo wie pograzylem jeszcze bardziej..

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

To może odstaw już te książeczki, hmm? smile Wygląda na to, że niepotrzebnie Cię nakręcają.
Główka do góry, wszystko się ułoży, z czasem ochłoniesz. W takich sytuacjach dopiero po pewnym czasie przychodzi moment, gdy da się spojrzeć na wszystko tzw. trzeźwym okiem, na chłodno i bez emocji. To jak najbardziej zrozumiałe, że teraz bardziej to przeżywasz. Zawsze tak jest gdy zawodzą nas osoby w których pokładamy nadzieje. Trzeba to jakoś wytrzymać. Ja w takich sytuacjach powtarzam sobie po prostu, że dam radę, skupiam się na sobie i na innych rzeczach. Cokolwiek byle nie myśleć o osobach, które sprawiły ból.
Jeśli to Ci pomoże(wielu osobom pomaga takie wywalenie z siebie emocji), możesz założyć coś w rodzaju pamiętnika w którym codziennie opisujesz co myślisz, czujesz. Albo piszesz to co chciałbyś powiedzieć jej. Dobry sposób by wygarnąć komuś bez kontaktowania się z tą osobą. Wyrzucenie co nam leży na sercu, wszystkich żali bardzo często jest bardziej potrzebne nam niż tej osobie do której ten żal mamy. Może akurat Tobie pomoże taki ''pamiętnik'' smile
Będzie dobrze smile
Trzymaj się cieplutko

13 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-03-11 13:13:19)

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

No właśnie odstawiłem na jakiś czas te książki. U mnie skupianie się na czym innym nie pomaga, w tym problem bardzo, ciągłe sny, ciągła nadzieja, jest moją pierwszą i ostatnią myślą w ciągu dnia. Szczerze mówiąc, co raz bardziej się zastanawiam czy wróciłbym do niej, gdyby znowu zaczęła za mną biegać, myślę, że nie, dochodze do wniosku, że nie jest dojrzała do tego, by stworzyć ze mną poważny związek, którego ja oczekuje od drugiej osoby. Z tego co widzę, to ona sama nie wie czego chce, z jednej strony ma świadomość, że ma to czego chce w życiu w swoim partnerze, z drugiej strony ma w głowie, że niewystarczająco się jeszcze wyszalała, trudno jest strata. A gadanie "może za jakiś czas wrócimy do siebie, za rok, za kilka lat" szczerze? Do tego czasu myślę, że całkowicie się z niej wylecze i nie sądze zebym chciał wracać.

Myślałem właśnie o tym, żeby tutaj pisać o tym, co czuję, co mnie dręczy aktualnie, bardzo mnie to cieszy, że jest zawsze ktoś, kto coś doradzi, wesprze na duchu, wysłucha, wyrazi swoją opinię. Czuje, ze tego mi brakowało, dzisiaj jest trzeci dzień, od kiedy zaglądam na to forum i mogę smiało powiedzieć, że jest o niebo lepiej.

Sama mi sie kiedys przyznała, że miała takiego chłopaka, który nie wykłócał się z nią, robił to co ona chciała, no ale z nim zerwała bo jak ujęła to "był za nudny, nie miał własnego zdania". Ja zawsze miałem swoje zdanie, przez co wychodziły kłótnie, czasami o tak idiotyczne sprawy, głównie z jej strony, że to aż szkoda gadać. Nigdy mi nie przyznała racji, mimo iż wiele razy miałem, przeprosiła mnie za coś może z 4 razy w życiu, za to ja ją za każdym razem. W ostatnim czasie stałem się taki jakim chciała żebym był, bez własnego zdania, na wszystko się godziłem, bo mieliśmy kryzys, ja uważałem, że nie jestem wystarczająco dobry, a po kłótni spotka się z tamtym, aż któregoś dnia w ogóle odejdzie. No i tak robiłem, wszystko dla niej, smialo moge powiedzieć, że "dymała mnie", gdy ja mówiłem, że nie podoba mi się to, że tylko z nim gada, smsów wypisuje i że przesiaduje u niego w domu po nocy, ona uważała, że to jest normalne i moje pretensje są idiotyczne, dla przykładu podam, że kiedyś wpadłem do znajomych, do mojego kumpla, gdzie była też jego dziewczyna i jeszcze jeden kolega, wszyscy razem studiowaliśmy i mieliśmy zrobić pracę w grupie na uczelnię, oczywiście, dużo śmiechu, zabawy, zdjęcia na fejsbuku wylądowały i komentarze związane z tym, że koleżanka (dziewczyna kumpla) robi obiad nam wszystkim, tak jak wtedy to chyba nigdy mnie moja była nie ryła przez kilka dni, żebym dał sobie spokój i szedł do tej koleżanki na obiadki, bo przecież taka fajna jest ... tak było za każdym razem, nieważne jaka to koleżanka by nie była. Utwierdzam się chyba bardziej, że to był toksyczny związek, toksyczna osoba, która sama nie wie czego chce od życia, chciała księcia z bajki, a mimo tego, że wszystko dla niej robiłem, twierdziła, że nawet do pięt takiemu nie dorastam. Podejrzewam, że duży wpływ na całą akcje miała jej mama, która była dyktatorem, którego wszyscy się słuchają, sam źle sie w towarzystwie tej kobiety czułem, jak na szpilkach, ciągłe dyrygowanie i pojazdy po członkach rodziny i nikt się nie sprzeciwiał, niby mnie lubiła, ale to było takie sztuczne, po pierwszym zerwaniu tak mnie znienawidziła, jakbym niewiadomo co zrobił jej córce, gdzie reszta rodziny przyjęła rozstanie neutralnie, zresztą już pisałem jaki był powód rozstania .. po powrocie do siebie nawet do jej domu wejść nie mogłem, gdy się spotykaliśmy i jej mama dzwoniła, to ta mówiła, żebym się nie odzywał i odchodziła na kilka metrów ode mnie, cała spięta. Chciałem dla niej rzucić swoją kariere i po ukonczeniu pierwszego stopnia studiów uciec do jej miejscowości, gdzie kontynuacja moich studiów była by tylko zapchaj dziurą, nawet miałem wizje pracowania tam za marne pieniądze po studiach, bo ona jak twierdziła, nie przeniesie się do mojej miejscowości, choć mogła i była by nawet bliżej domu rodzinnego, bo ona chciała tam iść na studia i koniec kropka i ona na pewno się nie przeniesie, zresztą to przecież nie takie proste. Zastanawiam się czy ona prawdziwie mnie kochała i czy nie byłem tylko kimś o kogo się zaczepiła na okres dwóch lat przerwy, które spędziła siedząc w domu. Zawsze mi powtarzała, że nie ma "JA" tylko jesteśmy "MY" i wszystko co robię, robię dla NAS, a nie dla siebie i żebym o tym nigdy nie zapomniał, no i tak robiłem początkowo, aż przerodziło się wszystko w "ONA" nie było już mnie, nie było nas, była tylko ONA. Zrezygnowałem ze znajomych dla niej. Umawiałem się z kolegami, po czym nie zjawiałem się na spotkaniu, bo ona chciała ze mną czas spędzić, cieszę się, że odzyskałem znajomych, chociaż oni dalej nie mają do mnie większego zaufania i raczej nie jestem zapraszany na spotkania z nimi. Z ludźmi ze studiów dopiero teraz zacząłem bardziej się kolegowac, wczesniej unikalem spotkań, wypadów wspolnych, itp. Złamałem się tylko raz, jak pojechaliśmy prawie całym rokiem nad jezioro, moja ex była strasznie wkurzona o to, widziałem, że gul jej skacze i oczywiście była awantura przez telefon w trakcie pobytu nad jeziorem (ona nie chciała jechać, pomimo namowy). Później tłumaczyła się, że to ja byłem inicjatorem kłótni, ona nie chciała mnie denerwować i psuć mi wyjazdu. Rzadko kiedy jeździła ze mną i moimi znajomymi, wieczne wymówki, a gdy już pojechaliśmy, zawsze była zimna i oschła wobec mnie, ZAWSZE, robiła problemy o byle bzdety, np. na talerzu z którego każdy brał mięso, kiełbasy z grilla została jedna jedyna kiełbasa, nikt już nie chciał każdy był na jedzony, no więc zapytałem czy ktoś będzie jadł, tylko moja ex powiedziała, że ona, to zapytałem czy zjemy na pół to odpowidziała "nie, już jej nie chce" no to zjadłem, to później mi robiła awanture, a jak zapytałem o co chodzi odpowiedziała, że przez cały pobyt (2 dni) nie jadła kiełbasy, na którą miała ochotę, a ja zwyczajnie ją wziałem i zjadłem. Przed moimi znajomymi wiecznie szopki odstawiała, pokazywała na siłę przed nimi jak mną rządzi, jak jej słucham, zawsze kończyło się to kłótnią, teraz przypomniała mi się sytuacja jak były problemy z pociągami, gdyż spadło dużo śniegu, a ona koniecznie chciała wracać do domu i zapytała czy może u mnie przenocować, śmiało odpowiedziałem że oczywiście, cały uradowany. Z tym, że tego wieczoru mieli do mnie i do mojego wspolokatora przyjechać znajomi na jedną noc się też zatrzymać (para), moja ex przyjechała wcześniej niż oni i wszystko było okej zanim tamci nie pzryjechali, smiala, rozmawiala sie ze mną i moim wspolokatorem, ogladalismy razem film, no było cudownie, w momencie gdy przyjechali znajomi, nagle ona zamknela sie w sobie, siedziała jakby z fochem. Jako gospodarz zaproponowałem herbatę wszystkim, a że trochę ich w domu jest, to zapytałem jaką kto chce, znajomym zaproponowałem kilka z nich, a moją ex zapytałem czy chcę swoją ulubioną, na co ona odpowiedziała, że nie i nie chce herbaty, wiedziałem, że zaczyna się wszystko. Siedziała razem z nimi na kanapie, nic nie odzywając się, gdy oni się smiali, opowiadali, itp. Myslalem, ze po prostu zwyczajnie sie zestresowała, wiec poprosiłem ją by do mnei przyszła mi pomoc, to przyszła, załozyła ręce i stała z fochem, zapytałem o co chodzi powiedziała nic i udała się do innego pokoju. Po kilku minutach udałem się do niej, gdzie zapytałem o co chodzi, uniosła się odpowiadając "NIC", zacząłem przytulać, głaskać, chciałem rozluznic atmosfere, ona dalej spięta powiedziała mi, że im proponowałem inną herbatę, a jej tylko tą jedną ulubioną (jaki to chory powód obrażania się), zapytałem w takim razie czy chce jakąś inną, przyniose wszystkie i sobie wybierze, powiedziała, że już nie chce i koniec. Dodała tylko, żebym przyniósł swój komputer z pokoju w którym siedzą znajomi, bo musi koniecznie coś zrzucić na pendrive'a. Poszedłem, zobaczyłem ze znajomi korzystaja z mojego komputera, bo chcieli zamówić pizze, poprosiłem by jak skonczyli korzystać dali mi znać. Wrociłem do mojej ukochanej i powiedziałem, że aktualnie wykorzystując mój komputer, i że zaraz jak skonczą to go przyniose. Wróciłem do kuchni robić swoje, nie minęło 10 minut, jak wpadła do pokoju, który był połączony z kuchnią moja ex i z uniosem wyskoczyła do mnie "Prosiłam Cie, abys przyniosł mi komputer! i co? tak na ciebie liczyć można". Całe towarzystwo zamarło, a ona wrócila do pokoju, przeprosiłem znajomych, zabrałem komputer i jej zaniosłem, co się okazało później materiały, które sciagała, mogła równie dobrze zgrać po przyjeździe do domu, no ale jednak. Pozegnalem sie ze znajomymi i poszedłem spać, ona wielce obrażona też poszła. Rano było niewiele lepiej, bo musiałem jechać do innego miasta i wymagało to abym zjawił się punktualnie, pojechałem rano na pkp z moją i powiedziałem, że nie dam rady przejechać z nią do drugiej miejscowości (30 min w jedną stronę), gdzie jest przesiadka, bo zwyczajnie nie zdąze, na co ona znowu obrazona powiedziała, że taki właśnie jestem, że mam to gdzieś. Więc dla swietego spokoju pojechałem z nią, odprowadziłem na pociąg i wróciłem do domu, oczywiście tam gdzie miałem jechać spóźniłem się, co stworzyło troche problemu, no ale cóż, czego się nie robi dla miłości (taa.. żeby to jeszcze była miłość).

Po tym co teraz napisałem, podbudowałem się, że naprawdę nie ma o co walczyć, że jedyną osobą, która żałować może/powinna jest tylko ona, dziwie się, że to ja z nią nie zerwałem, za to co robiła. Takich sytuacji było wiele, ogromnie dużo, każdy dookoła zazwyczaj się dziwił, że zrobiła mi o coś awanturę, a znali cały "powód" takiej kłótni, o który naprawde nie było sensu się pruć. Przypomniała mi się sytuacja, jak nie miała czasu na spotkanie się bo coś tam, ale jechała do miasta po zakupy i mówiła, że jezeli mam ochote to moge sie z nią zabrać, no to jechałem z nią, co się później okazało, byłem tam chyba tylko po to, żeby nieść te ciezkie zakupy do auta, po czym ona wracała do domu z zakupami. Była raz sytuacja że miałem kilka siatek, proszek, karma dla psa, itp. Miałem tez jedną siatkę, niewielką, bo skorzystałem z okazji że robimy zakupy i kupiłem sobie koszulkę, niosąc te wszystkie siatki do auta przez całą galerię handlową, zapytałem czy może ją ode mnie wziął, bo nie wygodnie mi się niesie wszystko. Na co ona odpowiedziała stanowczo "NIE". Gdy zapytałem w czym problem, dlaczego nie chce mi pomoc? Odpowiedziała, że jej ojciec wszystkie siatki nosi, nawet jak ma bardzo ręce załadowane, to nawet takiej siatki z koszulką by jej nie dał, powiedziałem, że nie jestem nim, a poza tym to nie jest dla niej wielki ciężar, a mi przeszkadza. Zrobiła mi cholerną awanturę, gdzie obraziła się na kilka dni, zero odzywania się itd, pomimo tego, że przestałem dalej dyskutować i szedłem z tymi siatkami dalej.

Przypomniało mi się teraz, jak po rozstaniu spotkała się z naszą wspolną przyjaciołką, której mowiła, że źle chyba zrobiła rozstając sie ze mną, ale nie ma chyba innego wyjscia. Na co przyjaciolka powiedziala, że nawet bardzo, bo naprawde, bardzo dobry dla niej byłem i żeby przemyslała sprawe, żeby nie było za późno i zeby nie obudzila sie z ręką w nocniku, na co moja ex zrobiła "pff".

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

14

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

LOLLLLLLLL!!!!!!!!!!

Stary... ufffffffff....... ja p***le....

Wlasnie dlatego mówie Ci -- nie spiesz sie z czyms powaznym. W moim wieku rozpoznasz taki typ w ciagu sekund, zanim w ogóle zdazy zaczac Cie czarowac. Brrrrrrrrrrr....

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

15

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Rozumiem ze Twoje poczatkowe slowa wyrazana opinie na temat tej dziewczyny. No najbardziej w tym wszystkim mnie smieszy ze to ona zerwala ze mna a nie ja z nia. Wole walczyc cos naprawic niz sie rozstac taki juz jestem. Nie potrafie inaczej podejsc do zwiazku jak na powaznie. Zwiazek praca studia to nie jest zabawa i do tego trzeba powazniej podchodzic. Tym bardziej ze w zwiazku sa dwie osoby i trzeba dbac o dobro tej drugiej przede wszystkim ze ktos wklada w to uczucia duso pracy i traktuje to na powaznie. Juz sie przekonalem nie razze nie potrafie sie odnalezc w dzisiejszych czasach. Moja ex tez tak twierdzila i robila.. na ppczatku. Nie ufam juz slowom badz jak najlepszy dla mnie a ja odplace sie tym samym. Bylem.dobry chyba nawet za dobry i jej ego na tyle wysoko uroslo ze uznala ze to moje dobro jej sie nalezy i to nie jest nic nadzwyczajnego. Kwiatki smsy listy milosne niespodzianki to rzecz normalna. Jasne kilka razy w tygodniu i miesiacu i tak przez ponad dwa lata. Zbyt pewna siebie byla. Zycze jej jak najlepiej i nie twierdze ze bylem super idealny ale mysle ze jest wiele dizewczyn ktore by to.docenilo. Zreszta ona bardzo sie chwalila swokm kolezankom jakiego ma chlopaka a z kolezanek.sie lekko nabijala ze sa z takimi niewiernymi gnojami.

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

16

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Cały czas przychodzą jakieś wspomnienia, co chwila coś, przestałem wprawdzie myśleć, co ona może teraz robić, dopada mnie słabszy humor, szczególnie wieczorami, jak zachodzi słońce/jest już ciemno za oknem to mam najgorszy humor, rano wychodzę z domu z mega powerem, jest wszystko okej i nagle bum.. trzyma mnie to 20-30 min, później jest trochę lepiej i znowu bum.. zastanawiam się czy to gdzieś w psychice nie mam zakodowane, że w takich porach jak jest już ciemno, zachodzi słońce zawsze do siebie dzwoniliśmy i rozmawialiśmy dużo, podejrzewam, że w psychice mam to zakodowane.
Obawiam się trochę, bo w najbliższym czasie będzie rocznica śmierci (pierwsza zresztą) tej ukochanej z rodzinny osoby przez nią, nie ukrywam i nie ukrywałem nigdy wcześniej, że mialem i mam nadal ogromny sentyment do tej osoby i chciałem odwiedzić grób, ale nie ze względu na moją byłą, tylko z szacunku do tej zmarłej osoby. Gdzieś trochę chcę a gdzieś obawiam się, że mogę na cmentarzu spotkać moją ex z resztą rodziny. Jakby doszło do takiej sytuacji nie wiem jakbym zareagował, jakby oni wszyscy zareagowali, mógłbym się podłamać psychicznie czy coś, jednak naprawdę chcę pójść na ten grób. Szczególnie, że specjalnie w ciągu tygodnia w trakcie zajęc, gdy był pogrzeb tej osoby, zerwałem się z uczelni i nic nie mówiąc mojej już ex, że będę na pogrzebie. Przyjechałem, byłem na pogrzebie, w momencie składania kondolencji podszedłem tak jak inni ludzie podchodzili do niej i do jej rodziców i mocno ją obiąłem w swoje ramiona, ona jeszcze bardziej się rozpłakała, ja jeszcze bardziej ją tuliłem i łzy mi też leciały. Prosiła mnie żebym był na stypie, początkowo nie chciałem, bo dla mnie to też straszne przezycie i troche sie obawiałem, jednak wiedziałem, że muszę być teraz przy niej i że ona mnie potrzebuje i tak też było, bardzo mnie potrzebowała, cała rodzina, wszyscy byli zdumieni, że pojawiłem się, że naprawdę ją wspierałem, że zajmowałem się jej bratem podczas przyjęcia. Po śmierci starałem się ją zabierać z domu, na spacery głównie, żeby chociaż przez chwile mogła odetchnąć, nie oczekiwałem podziękowań czy czegokolwiek nawet, po prostu sam chciałem być przy niej i mimo, że minęły już dwa miesiące od rozstania, to pisząc to nadal czuje cholerny żal, płacze i w ogóle, to jest straszne, poświecić sie dla kogoś w stu procentach, a ktoś zrywa z Tobą, jak z kimś kto nie był wart uwagi NIGDY, sprawia Ci przykrość i tak Ci się odpłaca. Czasami mam żal do siebie i do rodziców, że nie wychowali mnie na gnoja bez serca, tylko na osobe, a raczej na faceta pełnego uczuć, miłości, poszanowania. Brak słów..
Co dziwne 3 dni po zerwaniu, gdzie dwa dni po zerwaniu zaczęła wypisywać do przyjaciółki, że źle zrobiła itd i przyjaciółka mnie namawiała do tego bym z nią rozmawiał, a ja spojrzałem w lustro i powiedziałem sobie, że nie zrobię tego, jeżeli ma szacunek do mnie, to sama się odezwie, przyśniła mi się ta zmarła osoba, pierwszy raz od śmierci i z wielkim smutkiem, żalem na twarzy i współczuciem dla mnie powiedziała "Nie rób tego..". Gdy już się obudziłem przez kolejne 3 dni, miałem straszny mętlik w głowie, niesamowity niepokój, okropnie sie czułem (gdzie już 3 dnia po zerwaniu czułem się lepiej, że żyje, że dam rade życ bez niej) to ten sen nie dał mi spokoju, więc odezwałem się do niej pytając, co się dzieje, bo czuje niesamowity niepokój, czy coś się stało (miałem wizje, że mogla sobie nawet krzywde zrobić, biorąc pod uwagę to jak bardzo przezywala nasze kłótnie i wczesniejsze rozstanie) na co ona cała zmieszana powiedziała, że nie jest okej, że jest źle, ale żebym się nią nie martwił, później były te rozmowy, czy jest pewna swojej decyzji, odpowiadała, że nie, itd.
Może nie byliśmy ze sobą 7 lat i nie mieliśmy dzieci, wspolnego mieszkania, ale wiem, że mimo wszystko kochałbym ją nad życie do końca swoich dni, takie rzeczy się czuje, no niestety, nie udało się być razem i mam nadzieję, że do końca swoich dni, żyjąc osobno nie będę jej tak mocno kochał, bo ten koniec szybko może nastąpić jak tak na to patrze.. patrząc jak wyglądałem przed nowym rokiem, a jak wyglądam teraz, to się nie dziwie czemu znajomi mnie pytają czy z moim zdrowiem wszystko okej, czy nie jestem chory na coś poważnego.. w tym roku jeszcze ani jednej nocy normalnie nie przespałem, nie mogę zasnąć, sypiam po 4 godzinny, a gdy zmuszę się żeby spać dalej i zasnę to śnią mi sie takie koszmary związane z moją byłą, a raczej realistyczne sny, które są tym czego pragnę, czyli, żebysmy byli razem, ale tak sie nie dzieje, bo ona kogoś ma, bo coś..

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

To co piszesz jest straszne. Teraz dopiero widać jak bardzo toksyczna była wasza relacja.
Co do Twojego stanu psychicznego...znam to z własnego doświadczenia, choć u mnie było to spowodowane czymś innym, w każdym bądź razie trzeba z tym walczyć smile Walczyć o siebie. To bardzo trudne, wiem. Nie minęło dużo czasu od waszego rozstania i jeszcze tego nie przetrawiłeś. Z czasem nadejdzie ten moment, kiedy rany się w Tobie zagoją.
Póki co, pisz, płacz, jeśli sprawia Ci to ulgę smile To swego rodzaju terapia dla Ciebie, której potrzebuje każdy gdy emocje się w nim skumulują. Lepiej je uwolnić niż żeby miały wybuchnąć i rozsadzić nas od środka.
Pozdrawiam smile

P.S Nie wszystkie dziewczyny są takie smile Życzę Ci bardzo byś kiedyś, pewnego dnia trafił na właściwą osobę

18

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Szczerze mówiąc, to pisanie naprawdę mi pomaga, nie spodziewałem się tego i szczerze trochę, żałuje, że wczesniej tego nie zacząłem robić, może oszczędziłbym sobie tego bolesnego czasu. Po napisaniu tego posta, wyszedłem z domu i wszystko jak ręką odjął, od razu lepiej, uśmiech na twarzy. Wieczorem znowu mnie złapało, bo przypomniałem sobie sytuacje w klubie, zanim jeszcze zaczęliśmy ze sobą kręcić, ona stała z jakimś gościem. Wzięło mnie na jakieś wspomnienia i na to, że ona pewnie bawi się na całego teraz w klubach w mieście, gdzie studiuje, że pewnie jako, że jest już po sesji poszła na imprezę i.. kto wie co robi. Męczą mnie takie myśli, ale widzę, że coraz rzadziej się pojawiają, coraz mniejszy ból i złość we mnie wywołują i szybko mijają, dzisiaj trzymało mnie to chyba 4 czy 5 minut, gdzie na początku miałem taki ciąg przez dwa dni, z czasem pojawiało się kilka razy w ciągu dnia, trzymało przez pare godzin i puszczało. Wiem tylko, że nie mogę o niej myśleć i unikać z nią kontaktu, ostatnio pisaliśmy, bo mam pewne rzeczy (zaległe zdjęcia, o które wypytywała za każdym razem, ale nie mogłem ich dostać, dopiero teraz jak na złość bez proszenia je otrzymałem), więc napisałem do niej czy je nadal chce, odpowiedziała z pełną radością, że tak bardzo chętnie. Zapytałem jak mam jej je udostępnić, odpisała, żebym jej jakoś wysłał i w sumie to zda się na mnie, bo ja lepiej znam się na sprawach komputerowych. Od tamtej pory (piątku) cisza, nie wysłałem jej jeszcze tych zdjęć, nawet ich nie przejrzałem i nie chcę nawet tego robić, bo wiem, że są tam nasze piękne chwile (zdjęcia z wesela), gdzie nawet byliśmy uznani za parę wieczoru, za to że najlepiej się bawiliśmy, dlatego wiem, że może mnie to znowu zrzucić ze stołka psychicznie. Nie ukrywam, chciałem jej też je wysłać, bo wciąż liczę, na jakieś cudowne olśnienie i zrozumienie i że ona w końcu zrozumie i wróci do mnie taka jaką chcę żeby była (choć sam nie wiem, czy jeszcze chce zeby wróciła do mnie, coraz większy dystans do niej nabieram, coraz większą niechęć, myśle że jakby mnie zapytala czy chcę do niej wrócić odpowiedziałbym na pewno nie wiem i być może "nie"). To co przedstawiłem to jest tylko cząstka tego jaka ona była, poza tym forum tylko jednej osobie się zwierzyłem i teraz głupio mi z nią gadać, jakoś wstydzę się rozmawiać z ludźmi, których znam na ten temat, no i powiedziałem całą prawdę, ta osobą się popłakała, że ktoś tak mnie krzywdził i skrzywdził, a ja pomimo tego dalej z tą osobą byłem. Nawet wylądowałem przez tą osobę w szpitalu, za jej chore zagrania niegodne w ogóle kogoś kto kocha inną osobę i jest z nią w związku (tak, chodzi o sprawy łóżkowe, które doprowadziły do mojej operacji i nie było to nic z mega erotycznych zagrań, tylko coś w rodzaju, ja jestem najważniejsza i moje potrzeby sa najważniejsze, a Ty..? radź sobie sam). Było wiele innych okrutnych rzeczy, które ta dziewczyna mi wyrządzała, jedyne czego nie było to tylko zdrady, chociaż szczerze, sam nie wiem czy do tego nie doszło z tym kolegą, jednego wieczoru kiedy własnie miała do mnie przyjechać, ale powiedziała, że nie da rady, powiedziała, że musi sie popakować, posprzątać cały dom, bo tak ustaliła ze wspólokatorkami i że nie wyrobi się. Odpuściłem, przyjąłem to na klate i olałem sprawe. Pojechałem spotkać się ze znajomymi, było bardzo okej, nikomu nic nie mówiłem, że miała przyjechać do mnie i że nie wyszło, itp. I tak siędząc, smiejąc sie, spedzajac czas ze znajomymi nagle poczułem się bardzo źle, jakby ktoś mi nóż w plecy wbił, odruch wymiotny, zimny pot, no nie wiem co to było, ale ogromny niepokój, nie wiedziałem co się dzieje, myślałem, żę to chwilowe, że cos niestrawnego zjadłem, ale czułem sie coraz gorzej, jakieś dziwne myśli, przeczucia odnośnie mojej wtedy obecnej jeszcze. Więc postanowiłem wrócić do domu, wróciłem nieco po 1 w nocy, cały czas czując niepokój, położyłem się i zasnąłem, dziwnym trafem obudziłem się 2:57, gdzie ona wracała do swojego rodzinnego domu, mając pociąg o godz. 2:50, więc postanowiłem zadzwonić, zapytać jak to zwykle miałem w nawyku, czy już jedzie, czy jest bezpieczna. No i zadzwoniłem i nie wiem dlaczego zapytałem ją pierwszy raz o to, czy sama szła na ten pociąg, odparła, że nie, że ten kolega ją odprowadził, wtedy poczułem, że coś pękło, zacząłem rozpaczliwie wypytywać, dlaczego on, dlaczego tak się stało, czy ona chce z nim być, o co tu chodzi, dlaczego mi to robi, co się tam dzieje, żeby powiedziała prawdę, że źle się czuje z tym wszystkim. Na co ona ze spokojem odpowiedziała, że zwyczajnie ogarnęła dom, sprzątnęła i stwierdziła, że nie ma sensu się uczyć, że obejrzy film, ale niby ją współlokatorki na tyle zdenerwowały, że zabrała rzeczy i wcześniej się zawinęła z domu, tylko że nie poszła na PKP, tylko do niego.. i opowiadając mi to, czułem jakbym był oszukany i złapałem kogoś na oszustwie. (a utraciłem do niej brak zaufania, po tym jak wyszło na jaw, że ktoś jest.. sytuacja wyglądała w taki sposób, że jak to wieczorami bywa, zadzwoniłem do niej, bo akurat została na weekend, była chora, a był to jeszcze taki etap, że nie bardzo chciała abym do niej jeździł (bo przyjazd zakończyłby się w łóżku, a ona ze względu na lokatorki, czy ze względu na to, że nie do końca się oswoiła z tym, że wróciliśmy niedawno do siebie, no nie wiem, nieistotne) i zadzwoniłem jak się czuje, co porabia, itd. I nagle usłyszałem, że dzwoni domofon i ona nagle zaniepokojona mówi "dobra muszę kończyć" zapytałem "dlaczego?!" czując przy tym, że coś jest nie tak, na co ona mi odpowiedziała, że musi iść się pouczyć, zacząłem pytać bardziej stanowczo o co chodzi i dlaczego nagle musi kończyć, na co ona tylko odpowiedziała, że później porozmawiamy i się rozłączyła, zdenerwowałem się i napisałem jej tylko "AHA". Po chwili dzwoni ona i mówi, no że idzie do znajomych na film, zapytałem i co, pewnie kolega po Ciebie przyszedł? Na co ona odpowiedziała tak, szybko dodając, że chyba lepiej, żeby po nocy sama nie chodziła, tylko ktoś po nią przyszedł i ją odprowadził, zacząłem dyskusję, gadaliśmy przez telefon 40 minut, powiedziałem, że mi się to nie podoba itd (ten kolega czekał u niej w pokoju 40 minut, kiedy ona rozmawiała ze mną przez telefon w łazience), w końcu powiedziała, że później mi wszystko o nim opowie, ja tylko powiedziałem, że mnie to nie interesuje już i że się na niej zawiodłem bo mnie okłamała, na co ona za każdym wypowiedzianym przeze mnie słowem "okłamała" odpowiadała, że tylko nie powiedziała. Nie minęło 15 minut, zadzwoniła, odebrałem, zapytałem o co chodzi, ona na to, że chce mi o nim opowiedzieć, zapytałem czy jest poważna i czy jest już u tego kolegi, na co ona mówiła, że u niego byli znajomi, a nie on sam. Zaczęła mi opowiadać o nim, przedstawiając go mi jako mówiąc wprost chłopaka bez jaj, który jej zwierzał się jak to bardzo mu jakas dziewczyna w tramwaju wpadła w oko, ale wstydził się zagadać, dodała też, że zapytała go dlaczego jest dla niej taki dobry i pomocny, on odpowiedział, że po prostu, zwyczajnie, na co ona go wstrzymała mówiąc, że ma kogoś i żeby miał to na uwadze, on niby przyjął to normalnie, po koleżeńsku. Ale sytuacja zaczęła się zaostrzać, robiła mi awantury, że jestem chory, że się o niego wypytuje, że robie akcje zazdrości itd (przypominam jak ona reagowała jak szedłem do kolegi, gdzie jego dziewczyna robiła sobie, swojemu chłopakowi i przy okazji mi obiad). Później były te zajęte telefony, ciągłe smsy do niego, itd. Cały czas chodziłem wkurzony, może nadto, bo kto do niej nie zadzwonił i ona wychodziła do drugiego pokoju, robiłem się na tyle dziwny, że zacząłem wypytywać kto dzwoni, czy to nie aby on, itd. Nie spodziewałem się nigdy po sobie, że stanę się takim człowiekiem, strasznie źle się z tym czułem, ale ona zamiast sprawe załagodzić, to jeszcze bardziej nakręcała. Na sylwestra, gdy wyszedłem przed lokal zacząłem wydzwaniać do znajomych z życzeniami (było jeszcze trochę przed północą), nagle wyszła ona do mnie z lekką pretensją, żebym skończył wydzwaniać do swoich koleżanek i zajął się nią, na co odpowiedziałem, że skończę rozmawiać to do niej przyjdę (nie była na sali sama, bo była jej przyjaciółka ze swoim chłopakiem, z którym bardzo dobrze się znają i mój przyjaciel ze studiów, którego dopiero co poznała, ale siedziała z nim w tym czasie i rozmawiali o mnie) ona odpowiedziała mi tylko, że skoro tak, to ona zadzwoni do tego swojego kolegi i wróciła do lokalu, zanim weszła powiedziałem, że nie bedzie do niego wydzwaniać! Ona odpowiedziała tylko "to chociaż smsa napiszę". Nim drzwi się zamknęły, wszedłem do lokalu i zobaczyłem, że stoi z telefonem, pisze smsa i chowa go do kurtki. Zapytałem czy napisała, odpowiedziała, że tak. Ogarnęła mnie wściekłość, że robi mi na złość, ale stwierdziłem, że nie dam się sprowokować do kłótni i sprawę olałem. Sam tylko widziałem, jak ludzie, których pierwszy raz na oczy wtedy na Sylwestra do mnie podchodzili (głównie dziewczyny) i zagadywały, śmiały się ze mną, itp i w oczach mojej kobiety widziałem taką zazdrość, cholerną zazdrość, że one się witają ze mną poprzez przytulenie czy buziaka w policzek, oj jak była wściekła, ale udawała, że jest wszystko okej. Dalej było okej, gadaliśmy, śmialiśmy się, bez problemów. Problemy zaczęły się po powrocie do domu (mojego mieszkania, bo Sylwester był w tej samej miejscowości, w której studiuję). Zaczął się wielki foch, wielkie obrażenie się na mnie i gdy ja liczyłem na coś więcej, bo powiedziała mi, że ona ma silną potrzebę fizyczną, z której ją "wyzwoliłem" nim wyszlismy z domu mojego i pojechaliśmy na tego sylwestra, to ona mi to wynagrodzi później - po przyjściu do domu, zgodziłem się więc. Niestety zamiast otrzymać tego co obiecała, odwróciła się do mnie z wielkim fochem, a gdy zapytałem co się dzieje, powiedziała, że jest bardzo zmęczona, zdenerwowało mnie to i powiedziałem, że "z Tobą tak jest zawsze..." na co ona wielce się wkurzyła i powiedziała "widzisz jaki Ty jesteś? a tak mówiłeś, że nie będziesz robił problemów z niczego". Sprawę olałem, odwróciłem się do niej plecami, to jeszcze słyszałem jak pod nosem oburzona mówi "no jasne, obraź się, odwróć się do mnie tyłkiem, pewnie". Nie miałem już ochoty na kłótnie, więc odwróciłem się do niej i ją przytuliłem, to czułem, że jest wielce obrażona, że nawet moich rąk do siebie nie przytuliła.
Nastepnego dnia było to samo, znowu telefon od kogoś, znowu moje wypytywania i obrona przez jej przyjaciółkę, żebym się uspokoił, że za każdy telefon już się obrażam i zaczynam wypytywać, fakt odwaliło mi nieziemsko. Często ją do tego pytałem, co z nami, czy mnie kocha, itd. Wiem, że nie powinienem o to pytać, że to z niej powinno wychodzić, ale skoro robi dziwne akcje, to wolałem się upewnić, ona za każdym razem mi odpowiadała, żebym przestał ją ciągle pytać, że jestem męczacy i nie bedzie mi odpowiadać. Że ona sama zadecyduje kiedy mi powie, że to z niej musi wyjść. Dzień przed sylwestrem pojechała z tym swoim kolegą na koncert, na który ją zabrał, co dziwnego, w momencie kiedy wsiadła do niego do auta, przestała odbierać, a chciałem o coś jeszcze ją zapytać ważnego w sprawie organizacyjnej związanej z sylwestrem. Uznałem, że wyciszyła telefon, żebym nie zepsuł jej wieczoru. Po jakimś czasie jej przyjaciolka zaczęła sie pytać mnei czy wiem co się dzieje, że nie odbiera, powiedziałem, że pojechała na koncert i wyciszyła pewnie telefon, reakcja jej przyjaciółki była raczej na moją korzyść, bo się też wkurzyła, że robi dziwne akcje i przesadza już z tym kolegą. No ale olałem sprawę, napisałem później do niej tylko, że nie wiem jaką koszule, marynarkę zabrać ze sobą i żeby dała znać jak już będzie w domu. Odpisała mi, że jest już w domu, że było całkiem dobrze. Później tylko mi powiedziała, że bardzo fajnie się zachowałem, że nie wydzwaniałem, nie pisałem, nie robiłem jakiś dziwnych sytuacji (kiedyś spotykała się ze swoim byłym i strasznie mnie to irytowało, robiłem jej awantury, że nie podoba mi się to, a spotykali się dosyć często, a na spotkania ubierała się tak jak ze mną, gdy wychodziliśmy do jakiś restauracji, czyli dekolt na wierzchu; któregoś razu w końcu usiedliśmy i porozmawialiśmy na ten temat i ja odpuściłem, mówiąc, że jej ufam i nie będe robić więcej problemów). Dla jasności, żeby nie było, że zawsze byłem chory z zazdrości, gdzieś po pół roku bycia ze sobą powiedziała mi, że najlepszą rzecza we mnie jest to, że w ogóle nie jestem zazdrosny, że bardzo jej się to we mnie podoba i że gdybym ją trzymał w klatce to robiła by mi na złość pewnie, bo taka ma naturę. Niestety jadąc pociągiem z nią i ze znajomymi na sylwestra, czułem do niej jakieś obrzydzenie, jakby to, że on ją dotykał, że sie przytulali, cokolwiek, no i jadąc pociągiem, położyła swoje nogi na moje mówiąc, żebym jej pomasował te nogi, bo tak bardzo lubiła gdy to robiłem, ja nie potrafiłem, źle się czułem, powiedziałem, że nie mam ochoty, na co ona wielce obrażona przestała się odzywać do mnie i siedziała z fochem. Dopiero piwa w pociągu i śmianie się z kolegą poprawiły i rozluźniły nieco sytuację i już te nogi jej pomasowałem po wielu prośbach, żeby je znowu położyła.
Ahh, każdy mi powie, że to nie związek, to jakiś masochizm, ja tego nie wiedziałem i dalej nie wiem, bo to pierwsza dziewczyna, z którą byłem tak długo, tyle nowych rzeczy z nią poznałem. Teraz mam strasznie psychikę zniszczoną, nowo poznane dziewczyny, z którymi sytuacja bardziej się rozwija, ewentualnie koleżanki, którym bardziej pokazuję siebie jaki jestem naprawdę, dziwią się, że jestem strasznie inny, jakiś zepsuty, same pytają czy ktoś mnie skrzywdził, często pękam w środku, ale staram się nic nie mówić. Z jedną dziewczyną tylko mi się tak dobrze gadało, że ona zaczęła opowiadać jak ją ktoś skrzywdził, no i poczułem, że muszę z siebie coś wyrzucić (było to głupie z mojej strony, bo sam ją wypytywałem, jak to w jej życiu wcześniej było z innymi, ale nie wypytywałem o wszystko, tylko czy ją ktoś kiedyś skrzywdził). Ona bardzo mi się dziwiła, gdy mówiłem, że nikt mnie nigdy tak mocno i przez tak długi czas nie tulił, że nikt mnie tak buziakami nie obsypywał i pytałem, czy to sen, czy to jakiś żart? Ona się strasznie mi dziwiła. Gdzieś palnąłem głupote, gdy ta nowa dziewczyna dla zabawy się obraziła, odwróciła do mnie plecami i powiedziała, że kara na seks! Ja się zaśmiałem i powiedziałem, że tym mnie szantażować nie można, bo ze swoją byłą miałem okres, że nie było nic przez 9 miesięcy, ona się odwróciła ze zdziwieniem i zaczęła wypytywać, jak dlaczego, jak tak można tyle wytrzymać, dlaczego była dla mnie taka straszna (głupio się poczułem strasznie, że jej to powiedziałem).
Co gorsza gdy pierwszy raz się całowaliśmy tak na spokojnie u niej, leciały mi łzy, strasznie, płakałem okrutnie, ale nie wydawałem z siebie żadnego dźwięku, tylko te łzy, ona zapytała co się dzieje, czemu płaczę, odpowiedziałem, że cały dzień przed komputerem spędziłem i oczy mnie pieką i stąd te łzy (a w środku czułem taki ŻAL, TAKĄ ZŁOŚĆ, ŻE MOJA BYŁA DO TEGO DOPROWADZIŁA,ŻE TO ONA MIAŁA MNIE CAŁOWAĆ I BYĆ TĄ OSTATNIĄ JUŻ, W ŻYCIU TAKI ZŁY NIE BYŁEM, MIAŁEM OCHOTE WYBIEC WTEDY z tego domu nowej "dziewczyny", ale wiedziałem, że nie mogę, że nie dam satysfakcji, że muszę myśleć o sobie, że ja jestem ważny, że nie mogę jej stawiać ponad moje szczęście i.. uspokoiłem się na całe szczęście).
Z czasem było coraz lepiej, coraz mniej myslałem o byłej, ta nowa dziewczyna dawała mi taką radość, motywację do życia, oczywiscie, byłem bardzo ostrożny z uczuciami i emocjami, ale powodowała uśmiech na twarzy, w gorszych chwilach, gdy chciałem zadzwonić do byłej, albo o niej myslalem, dzwoniłem do tej nowej, gadaliśmy, było świetnie, fantastyczne uczucie. Niestety od dwóch tygodni jest jakoś słabo, ona nie ma czasu żeby się spotykać dalej ze mną, mało co na moje smsy odpisuje, trochę sie obawiam, że ona czegoś sie boi byc może (zastanawiam się czy nadal za byłym, który też ją skrzywdził nie tęskni, tak podejrzewam po tym, że wstawia linki do utworów typu "i still love you" "you will always be my baby" itd).

Kurde, tak bardzo się rozpisuję i nawet nie sądziłem, że daje to większą satysfakcję niż komuś powiedzieć to wprost, gdzie strasznie się hamuję. Tu czuję się lepiej, bo jestem tak jak wszyscy tutaj anonimowy, mogę mówić wszystko (oby moja była nigdy tego nie przeczytała, albo ktoś ze znajomych, że jestem facetem, a cierpię, zamiast być twardym gnojem) i jeszcze ktoś mi odpowie/doradzi coś, dziękuję bardzo i naprawdę cieszę się, że jesteście smile

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

19

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Wybaczcie za długie posty, mam nadzieję, że ktoś to w ogóle czyta w całości. Myślę, że przedstawiam wszystko w szczegółach, że ktoś zaczerpnie jakiejś informacji, że mu to zwyczajnie pomoże przedstawianie tego takie jakie jest naprawdę.

Ja wciąż wierzę, że każda kobieta jest cudowna, nie ma gorszych kobiet, przez co boję się, że przejade się na tym jeszcze nie raz, ale tak zostałem wychowany (kochajcie facetów, którzy zostali wychowani przez matki, bo matki wpajają swoim synom to, czego same oczekują od facetów i moi koledzy, tak samo wychowywani mają identyczne podejście co ja i co zabawniejsze są tak samo ranieni i wykorzystywani jak ja..), zabawne oczekiwać księcia z bajki, a gdy już ktoś choć w niewielkim stopniu takiego księcia przypomina, to się go kopie w tyłek, bo to niemożliwe, że tacy faceci są i w rzeczywistości kobiety sa bardzo ostrożne wobec takich, bo myślą, że to dobrzy aktorzy, którzy potrafią tak wszystko ogarnąć, że jak zranią to z takim hukiem, że to się w głowie nie mieści, i wiecie co? To jest naprawdę złe myślenie.

Bardzo mnie też bawiła sytuacja mojej byłej, bo jak wiadomo kobiety, które w ojcu mają autorytet szukają chłopaka, który będzie podobny do ojca swojego i wiecie co? Niedość że byłem identyczny jak jej ojciec, tak samo przez mamę wychowywany, tak samo życie wyglądało, te same zdolności, to samo podejście na świat, to samo poczucie humoru, ten sam charakter, nawet te same zainteresowania i co zabawniejsze, nawet urodziny obchodzimy tego samego dnia, po prostu kropla w kroplę. Z jej tatą bardzo dobrze się dogadywałem, jak kumple, wspólny język. Gdy się kłóciłem ze swoją i były ciche dni, to jej tata trzeźwo mówił, co ja mam w głowie, jak widzę to sytuację i dlaczego tak robię, bronił mnie jeżeli miałem rację ja, było tak praktycznie zawsze i zawsze jego teorie tego co mam w głowie się sprawdzały. A w nikim innym jak w ojcu miała ogromny autorytet moja była, ojciec do samego końca mnie bronił, niestety nic tu nie pomogło.

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

20 Ostatnio edytowany przez mysterious_chocolate (2014-03-12 00:39:23)

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Jakoś tak jest, że często napisanie czegoś daje więcej ulgi, niż powiedzenie tego na głos w cztery oczy. Mam podobnie a zwierzeń w cztery oczy wprost nie cierpię.
Myślę, że w tej chwili rozpoczynanie znajomości z osobą o której się nie wie czy czasem nie kocha kogoś innego może dostarczyć Ci dodatkowego niepotrzebnego bólu, ale dobrze że przynajmniej dobrze się dogadywaliście.
Współczuję Ci bardzo. Teraz cierpisz, ale będzie dobrze smile

nie wiem jak inni, ja przeczytałam do końca i tym bardziej współczuję i jednocześnie podziwiam, że to znosisz

Trudno mi jest powiedzieć jak jest z Twoją byłą bo nie wiem jak to wyglądało, ale zauważyłam, że sporo dziewczyn, które były od wczesnej młodości adorowane ma tak, że nie lubi gdy facet zachowuje się tak całkowicie czule, że by kobiecie nieba przychylił. To chyba wynika ze znudzenia takim stanem rzeczy i chęci nowych wrażeń.
Dziewczyny, które miały dużo ciepłych, romantycznych chłopaków/adoratorów zazwyczaj szukają czegoś innego, chcą poczuć adrenalinkę. Bo po co im coś co miały już wiele razy?
Zrozumieć to może ktoś, kto nie doświadczył romantyzmu czy czułości, a wulgarności i brutalności.
To moje przemyślenia na ten temat

Może aż za bardzo przypominałeś jej ojca?

21

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Ona chciała żebym był jak jej ojciec, bardzo, więc to chyba lepiej nawet. Zawsze mówiła, że nie chce się wykłócać już, że ma dosyć tego, że chce normalnie żeby było, więc robiłem wszystko, żeby to miała. Fakt, może i powinienem dawac jej do zrozumienia, że inne dziewczyny też się mną interesują i niech ona to wie, zamiast do niej zjeżdżać na weekendy, czasem jednak mogłem zostać. Ona sama na moje pytanie czy tęskni za mną, powiedziała, że kiedyś tęskniła, ale później się przyzwyczaiła. Mówiła, że chce faceta, który dla niej wszystko, no i miała i to odrzuciła, chore bardzo i mało dojrzałe. Wspomniała kiedyś, że miała w wieku 16 lat takiego faceta, on dla niej wszystko, że była głupia że go rzuciła, a wcześniej mówiła, że zerwała z nim, bo nie miał własnego zdania. Jak dla mnie sama nie wie czego chce. Chociaż ja jej imponowałem, bo z wyglądu przypominam nie ciepłego chłopaka, a takiego z twardym charakterem intrygującego i wprowadzającego taką nutkę tajemniczości, a w rzeczywistości byłem romantykiem w środku, co podwójnie ją nakręcało na mnie. Bardzo lubiła jak obcinałem się na głowie na 0, często mówiła, że pasowałyby mi tatuaże, że nakręcało by ją to, że fajnie i w ogóle, a dalej oczekiwała, że będę jej poddany. Ja wobec kobiet miałem i mam zawsze jedno oczekiwanie i nigdy się nie zmieniło, uwielbiam kobiety z charakterem, takie które wiedzą czego chcą, są konkretne, potrafią sobie poradzić zawsze w każdej sytuacji, ale stwarzają wrażenie bezbronnej, którą muszę sie zaopiekować i ja bronić. Taka właśnie była moja ex, dlatego nakręcony na nią na tysiąc procent. Przy niej czułem się mężczyzną, jak trzeba było naprawić komputer, lampkę, coś przykręcić, naprawić reflektor w aucie, czy zainstalować oprogramowanie na telefon. Imponowało jej to, że nigdy o nic się nie musiała martwić, ja wszystko załatwiłem i nigdy nie było niewypałów, czy słabych wypadów, zawsze wszystko idealnie. Do tej pory mi mówiła, że jeżeli ma gdzies wyjechać na wypad, czy pójść na imprezę, to tylko i wyłącznie ze mną, że z nikim tak jej się czasu nie spędza i nie imprezuje jak ze mną (gdzie ja byłem jej trzecim chłopakiem plus jakieś niedoszłe związki). Jednak prawdziwie pierwszym dla niej byłem ja. Z każdym postem biję się w pierś, że z kimś takim byłem i wytrzymywałem to, ale szczerze? Wytrzymałbym i całe życie, tylko co to wtedy za życie by było? Przed kumplami się wstydziłem, często unikałem tematu, albo zmyślałem jak to z nią jest wspaniale w sprawach łóżkowych, albo na wyjściach, gdzie szczerze mówiąc teraz widzę, że było do dupy, rozmowy to był monolog, bo ona nie miała o czym rozmawiać, to ja ciągnąłem rozmowy, bo jestem trochę gadułką (co widać po postach zresztą tongue). Seks? Jaki seks, niedość, że był rzadko, bardzo rzadko, to nie ja byłem ważny, w ogóle nie byłem brany pod uwagę, do tego jej problemy, które były zawsze i które musiałem znosić i znosiłem, bo ją kochałem, dbałem o to, żeby było jak najlepiej dla niej, przytulałem jak płakała na początku, mówiłem, że bedzie dobrze i tak za każdym razem, jak już dalej przeszliśmy, to było drętwo, zawsze tak samo, zawsze tak jak ona chce, nigdy nic nowego i to ja miałem wszystko robić, ale nie narzekałem, może dlatego, że porównania nie miałem. Nie będę się rozwijał bardziej na ten temat, ale ujmę to, że było bardzo tragicznie i teraz myślę, że chyba wolałbym zrobić to sam niż z nią. Za to ona przed zerwaniem zaproponowała mi relacje friends with benefits, bo tylko ja wiedziałem jak zrobić żeby było okej, nawet jak były łzy, że ja potrafiłem to znosić, nigdy żadnego grymasu i jeszcze być bardzo zadowolonym, mimo, że nigdy moje propozycje nie zostały wykorzystane (tak, nigdy, więc pewnych "normalnych" rzeczy nie doświadczyłem od niej). W głowie miałem, że nie ma opcji, nie będę zdradzał dziewczyny, tylko dlatego, by zaspokojona moja była, z drugiej strony zrobiło mi się jej żal i przykro, że ma problem, że będzie się z tym krępować, że będzie się bała, że ktoś ją skrzywdzi, bo dla niego nie będzie to normalne. Ale zdałem sobie sprawe, że jeżeli rezygnuje ze mnie, to rezygnuje ze wszystkiego, pomimo moich próśb, namowy, miliarda rozmów, żeby przemyslala swoją decyzję zerwania ze mną, ona miała to gdzieś, taka wielce pewna siebie była i może jest, że skoro ze mną się udało, to z każdym innym też się uda, no zyczę jej tego, tak samo, żeby dała tej drugiej osobie tego czego on też oczekuje, a nie tylko to co ona uważa za słuszne, czyli to czego ona oczekuje).

Mówisz, że jej nie znasz? To co tutaj przedstawiłem, nie jest oczernianiem jej, czy mówienie jak bardzo ja byłem skrzywdzony, a ona jaką złą kobietą była, to są czyste fakty, akurat teraz piszę to na trzeźwo, bez emocji, neutralnie. Nie była wyjątkową osobą, niestety, a za taka ją uważałem i to mnie dziwi, że jeszcze jest taka pewna siebie, że tak nią duma rządzi, udawanie twardej, tylko zapomniała o pewnych rzeczach chyba, pogubiła się, dlatego mam przeczucie, że za jakiś czas zda sobie sprawę, że żaden inny chłopak tego nie będzie tolerował (chyba, że jakiś chłopak, który podda się jej torturom psychicznym i dominacji, tak jak ja to zrobiłem), tylko, że może być juz naprawdę za późno, raz zrezygnowałem z innej dziewczyny, krzywdząc ją, za co mam nadal cholerne wyrzuty sumienia i pomimo tego, że ona się odzywa raz na jakiś czas głupio mi jest w ogóle na nią spojrzeć, czuje się śmieciem wobec niej, dlatego innej dziewczyny na pewno nie skrzywdzę..
Ta dziewczyna z którą się spotykałem ostatnio, z którą były buziaki, itd. mam wrażenie, że domyśliła się, że jestem rozpieprzony emocjonalnie, że siedzi ta była w głowie i może się obawiać, że mogę ją skrzywdzić, że mogę ją traktować jako pocieszenie jedynie. Planuję od dłuższego czasu spotkanie, często jej mówię, że chcę się spotkac, ale ona ostatnio zalatana jest (sesja..), dlatego postawię na jedną kartę, powiem, że chcę się spotkać powaznie pogadać (może się nie przestraszy tongue) i powiem wprost, że nie ma czego się bać, że dla mnie etap naprawdę jest zakończony, nie mam zamiaru wchodzić w inny związek, jeżeli nie do końca jestem pewien (tak jestem pewien, że z moją ex nie chce nic miec juz wspolnego) i tyle.
Przypomniałem sobie sytuacje, jak za każdym razem moja była wkręcała mi, że jest w ciąży, strasznie się bała ciąży, ze względu na rezygnację ze studiów, które dla niej były i sa tak ważne. Kiedyś ze łzami w oczach zapytała, czy bym ją zostawił samą, ja ze stu procentową pewnością powiedziałem, że nie zostawiłbym jej, że wziąłbym dziekankę, poszedł do pracy, nawet z rodzicami rozmawiałem na ten temat jakby zdarzyła się taka sytuacja, to wiedziałem, że mogę na nich liczyć i dalibyśmy radę i tak by było, teraz myślę, że dziecko z taką kobietą, byłoby straszne, chyba, że zmieniła by się ze względu na dziecko i zrezygnowała by ze swoich chorych zasad i postanowień..

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

22

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Szczerze mówiąc, te końcowe długaśne wypowiedzi nie zostały przeze mnie przeczytane w 100% tylko wyrywkowo. I każdy taki fragmencik rodził pytanie oraz przemyślenia:
- jak on z nią wytrzymał?
- co on w niej jeszcze widzi?
- czemu nie da sobie sianą z taką kobietą, która jest niedojrzała, nie docenia niczego, nie wie czego chce i go nie szanuje?
- niech pozna kogoś normalnego i cieszy się życiem, zamiast żyć w dziwnym i nerwowym związku
- czlowiek_znikad dobrze gada, polać mu!

Weż sobie do siebie opinie z tego forum i postaraj się myśleć o niej jak najmniej. Zajmij się czymś, nie miej czasu na rozmyślanie. Kiedyś przeczytałam radę, że jak ktoś zaczyna za dużo rozmyślać o przeszłości lub przyszłości, to niech zada sobie zadanie. Np. jeśli jedzie autem/autobusem, to niech zacznie liczyć czerwone samochody, albo jak nie ma jak patrzeć na ulicę, to niech w swoim otoczeniu szuka rzeczy np. okrągłych albo w jakimś konkretnym kolorze. Mi to czasem pomagało ;x Ooo, albo można zwyczajnie zagłuszyć myśli muzyką (i śpiewaniem jak ktoś lubi) wink

23

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

No właśnie od niedzieli inną terapię zastosowałem i jest trochę lepiej, jak jade tramwajem/busem dzwonie do mojego dobrego kumpla i wypytuje co tam słychać, on gadułą wieksza ode mnie jest, wiec skupiam sie na tym co mowi. Codziennie przy sobie jest iPod z muzą, taką bardziej motywacyjną. Skupiłem się na sobie, nowe ciuchy, nowa fryzura, nowy styl bycia. Za miesiąc mam zawody (Mistrzostwa Polski), tak więc dużo czasu spędzam na przygotowaniach, nie z tym bywało różnie, bo ostatnie dwa miesiące, bardziej mnie dobiły niż pomogły w przygotowaniach, no ale staram się teraz ze wszystkich sił, żeby wyszło dobrze. Udzielam się też w pracy poza uczelnią, jednak z tą uczelnią związane, a co za tym idzie, kolejny wyjazd, przygotowania, zawody, itp. Nie mam problemu ze znalezieniem czegoś na czym mogę się skupić, problem w tym, że nie mogę się skupić. W sumie myślę, że los był dla mnie o tyle łaskawy, że był to związek na odległość, widywanie się tylko w weekendy i to nie wszystkie. Nie odczuwam braku czułości, seksu, spotkań, bo zwyczajnie, tego było bardzo mało, jedyne za czym tęsknie to kontakt, za rozmowami, za smsami, zawsze jej dużo opowiadałem co u mnie słychać danego dnia i tego mi brakuje chyba najbardziej. To, że była królową lodu, to chyba mi pomaga, nie tęsknie za tymi buziakami, serio. Tak nawet myślę, że gdybym ja jej buziaków nie dawał, to by ich w ogóle nie było, nigdy ona nie wyszła pierwsza z inicjatywą buziaka na dzień dobry, na dowidzenia, za to, że przyszedłem z różyczką, dla niej zwykłe cześć wystarczyło, to ja zawsze ją przytulałem, dawałem buziaka, brałem za/pod rękę. Nigdy nie usłyszałem od niej czułego słowka, czy nazwania mnie jakoś czulej niż po imieniu, mojego imienia nawet nie zdrabniała, pomimo mojego "no to nazwij mnie jakoś czule, może?" to ona mówiła, że ona nie czuje takiej potrzeby, dodając, że jej mama też nigdy tak nie miała, a teraz do taty inaczej niż czule powiedzieć nie potrafi, więc uznałem to za "no dobra, spoko, to nie jest coś bez czego żyć nie potrafię, czy nie wiem powód do kłótni, ale miło byłoby coś takiego usłyszeć". Gdzie ta nowa dziewczyna od razu z miejsca mnie czule nazywa i dziwnie się z tym czuje, że ktoś do mnie mówi inaczej niż po imieniu.

Kiedy ze mną zrywała, powiedziała, że zasługuje na kogoś naprawdę wartościowego, że ona nie była dla mnie dobrą dziewczyną, mimo tego, ja uważałem inaczej i mówiłem jej wiele razy wcześniej, że jest wspaniałą kobietą, o której marzyłem i jak dla mnie jest idealna, tak uważałem, teraz pisząc to, się smieję smile

Cieszę się, że ona się teraz nie odzywa, to mogłoby znowu wpędzić mnie w jakieś problemy, a tak czuję, że oddalam się od niej (w końcu!) oby tak dalej.

Żal mam, bo planowałem trochę z nią przyszłość, w sumie chyba sam, bo ona unikała tego tematu bardzo, teraz wiem dlaczego, przynajmniej żalu nie ma. A ja miałem i gdy ze mną zerwała powiedziałem jej, że gdyby nasza sytuacja była jasna i klarowna, że jestesmy razem, to po studiach, przenosząc się do niej, planowałem jej się oświadczyć (dobrze, że tego nie zrobiłem!), ona i tak mi mówiła, że oświadczyny, ślub, dzieci, wspólne mieszkanie to po studiach, czyli w jej wypadku po 30 roku życia.

Nie wiem czy wcześniej o tym pisałem, ale cała jej rodzina i ona sama twierdzili, że będę bardzo dobrym ojcem dla swoich dzieci, po tym jak traktowałem jej brata, o którego ona była zazdrosna. Często przyjeżdżałem do mojej tylko po to, by z jej bratem pograć w piłę czy coś (niestety, życie na wsi, zdala od innych spowodowało, że ten chłopak nie miał rówieśników, jedynie ojciec, który pracował od rana do późnego wieczora), on za to bardzo to doceniał, nie ukrywam, wyciskał ze mnie wszystkie poty, ale mi to sprawiało przyjemność. W ogóle dużo z nim czasu spędzałem, gdy moja w tym czasie robiła obiad dla całej rodziny, nim wszyscy wrócili z pracy. Z jej bratem nawet będąc w miejscowości w której studiuję, często grywałem w gry przez internet. Często dzwoniłem do mojej, ale prosiłem ją, żeby dała telefon swojemu bratu, bo chciałem sobie z nim pogadać (oj wiele razy była zazdrosna o to). Jak do mojej przyjeżdżałem, to brat jej nie dawał nam spokoju, nie mieliśmy chwili dla siebie, ale nie żałuję tego, sam zawsze pragnąłem rodzeństwa, niestety nie posiadam nadal. Na pocieszenie dodam, że to on się ze mną prawdziwie witał i żegnał rzucając mi się na szyję, i mocno mnie obejmując, pytając kiedy znowu przyjadę, to takie frustrujące, bo dalej chciałbym z tym małym spędzić czas, pograć w piłę, zapytać co u niego słychać.

Jej rodzice nigdy się nie musieli martwić jak ją zabierałem, zawsze ją odwoziłem (chyba, że piliśmy alkohol i żaden z kumpli nie mógł jej odwieźć). Nawet jak się bardzo pokłóciliśmy to ją odwoziłem.

Dopiero teraz to wszystko widzę, jaki ja byłem wobec niej, a jaka ona wobec mnie, ja uważałem, że i tak nie jestem jej godzien, że nie jestem dobrym chłopakiem, teraz widzę, że ta dziewczyna strasznie obniżyła moją samoocenę, była też gdzieś wampirem energetycznym (miałem tego świadomośc, ale wmawiałem sobie, że tak nie jest). Nie mówię tego dlatego, że próbuję ją oczernić w swojej głowie, tylko zaczynam chyba widzieć jak było, jak to wyglądało.

Nie życzę jej źle w życiu (nikomu zresztą tego nie zyczę), wręcz przeciwnie, życzę jej jak najlepiej, pomimo krzywd mi wyrządzonych i przez to, co się teraz ze mną dzieje i do czego mnie zmusza, dalej mam w głowie, że jakby potrzebowała pomocy to ja bym jej pomógł (tak by pewnie było z szacunku, czy czegokolwiek, nie wiem, ale taki jestem). Powiedziałem jej kiedyś, że jeżeli jakikolwiek chłopak ją skrzywdzi, a z nim będzie, to ja specjalnie przyjadę zrobić z nim co trzeba, ona się uśmiechała mówiąc, że pewnie będę miał to głęboko w tyłku. Szczerze? Po tym co teraz przeszedłem, czyli zerwała ze mną, biła się w pierś, to ja robiłem wszystko, żeby nie odbiło się to negatywnie na jej studiach, tylko, że zapomniałem o sobie, i ja jeszcze bardziej się pogrążałem i to jak zaliczyłem sesję, to sam do tej pory nie wiem..

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

24 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-03-12 11:44:17)

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Mam dzisiaj gorszy dzien..wstalem rank znowu z zalem. Znowu mi sie snila. Zaczalem myslec o czyms innym bylo w miare ok. Cieszylem sie ze najgorsza czesc dnia przezylem. Pogadalem z przyjaciolka której troche powiedzialem ze nie jestem z moja ex ze sie.mecze.od dwoch miesiecy itd. Ona nie do konca chyba znajac sytuacje zasugerowala zebym sie z moja ex spotkal pogadac. Spotkalem tez dzisiaj jej bylego którego tez skrzywdzila i ktory od tamtej pory nie ma dziewczyny (wydaje mi sie ze nadal sie nie pozbieral) gadam z nim normalnje nie ma miedzy nami kosy. Zapytalsm kiedys czy ma jakis zal on do mnie za to. Powiedzial ze nie i ma na to kawe. Wracając do mojej przyjaciolki i tego co mi napisala w glowie mam mega chec zadzwonic do bylej zapytac co slychac spotkac sie z nia i porozmawiac gdzies czuje cien szansy ze moze.teraz ona zacznie to wszystko naprawiac. Jest typem ktoremu duma nie pozwoli odezwac sie pierwszej wiec mysle ze moze sie bije w piers ze zle zrobila a w glowie ma chec starania sie i naprawy. Nie wiem skad takie rzeczy mam w glowie. Wiem ze jej telefon do mnie teraz rozwalilby mnie totalnie i moglbym nawet blagac o zwiazek. Wiem to chore. Aktualnie jestem tak przybity ze mam ochote sie rozplakac jak male dziecko i wyrzucic te emocje z siebie niestety nie ma mnie w domu i nie mam mozliwosci dac upust emocjom. Jest bardzo ciezko jeszcze ta pogoda ktora kiedys wybijala moje wszystkie problemy teraz mnie doluje bo w takie sloneczne dni zawsze spedzalismy czas na kocu gdzies w parku i rozmawialismy o wszystkim. Mam obawy ze bede jedna z tych osob ktore cierpie po utracie bylej/bylego kilka lat. Caly czas mam w glowie jak po rozstaniu sie miotala czy dobra decyzje podjela jak tesknila. A teraz co.. nic zero kontaktu. Jest jej glupio sie do mnie odezwac? Jak sie odezwe to odpisuje smsy jakby byla super szczesliwa. Dlatego ze nie chce mi.pokazac jak cierpi? Dziwie sie bo na kazdego smsa odpowiada praktycznie od razu. Nie tak jak kiedys po kilku godzinach. Czuje ze zrobilbym dla niej znowu wszystko ale nie wiem czy to nie jest forma tego czego sie domagam czyli nie cierpiec juz dalej. Zapytalem po rozstaniu czy pojdzie teraz do innego. Odpowiedziala ze uczucia to nie kwestia chwili ktora skacze ot tak z kwiatka na kwiatek. Ze bardzo sie przywiazuje do ludzi i ciezko jej jest sie uwolnic od tego. Powiedziala mi tez ze ona nie potrzebuje teraz.kogos ze moze zyc bez partnera bo ma.teraz nauke na ktorej jej bardzo zalezy. Sam juz nic nie rozumiem boje sie tylko jak dalej mam cierpiec i to nawet kilka lat. Wiem ze musze cos ze soba zrobic a nie uzalac sie nad soba bo wtedy zagwarantuje sobie kilku letnie cierpienie. Martwie sie o nia czy daje sobie rade jak.sie trzyma.

Jest sens się z nią spotkać? Porozmawiać? Oczywiście to ja bym zasugerował jej spotkanie. Myślę czy rozmowa nie rozwiała by wszystkich moich wątpliwości (tego, że ona na pewno nie chce ze mną być, albo, że chce, jeżeli tak to inna rozmowa, tzn wtedy tylko i wyłącznie na moich warunkach). Czy olać sprawę, robić swoje i nigdy więcej z nią nie rozmawiać, unikać kontaktu z nią?

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

25 Ostatnio edytowany przez mysterious_chocolate (2014-03-12 12:25:08)

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Jeśli pytasz co byśmy zrobili na Twoim miejscu, to ja powiem Ci, że skręcałoby mnie z pewnością od środka, ale nie kontaktowałabym się. Czepiałabym się każdego zajęcia byle tylko nie myśleć o niej. Cokolwiek.
Zobacz jakie spustoszenie wywołała w Twoim sercu ta relacja. Już teraz jest Ci ciężko. Co byś uczynił gdyby sytuacja się powtórzyła?
To od Ciebie zależy co teraz zrobisz.

26

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Gdzieś mam jakąś cholerną nadzieję, nie wiem skąd to sie bierze, może to moje oczekiwania, ciągła walka, bo zawsze walczę do końca, w każdej sytuacji i sprawie, a jeżeli chodzi o związek to już w ogóle. Ciągle wierze, że wpadła w wir tego życia studenckiego i że trzeba ją z tego wyciągnąć (no ale już próbowałem przecież). Po pierwszym rozstaniu nie odzywała się w ogóle, totalnie nic, jednego smsa przez 1,5 miesiąca jej napisałem, bo miałem okazję załatwić taniej perfumy, więc pomyślałem o niej czy nie chciałaby. Odpisała "Nie". Dopiero później, przyjaciólka, której się zwierzała zaczęła do mnie wypisywać, żebym się ogarnął i jeżeli ją kocham to się do niej odezwał, porozmawiał z nią. Ja sprawe olałem, bo byłem zmęczony już jej pół rocznym traktowaniem mnie jak kolegi i nie docenianie tego, że wypruwam z siebie flaki (no okej, rozumiem sytuacje, po stracie bliskiej osoby była załamana), ale miałem dosyć. Tych smsów od przyjaciółki jeszcze było kilka, one często się spotykały, rozmawiały, moja ex ponoć dużo płakała. Dopiero po jakimś czasie napisałem, że chciałbym się z nią spotkać i wtedy bum, rzuciła mi się na szyję, itd. Po kilku miesiącach znowu bycia razem, przyznała mi się, że bardzo, ale to bardzo tęskniła, że gdy psy na jej podwórku szczekały (a szczekały zawsze wtedy, gdy ktoś podjeżdżał pod dom), to ona leciała do okna z nadzieją, że to ja do niej przyjechałem (nawet teraz mnie to boli, jak o tym pomyślę i gdybym wiedział, to nie fundowałbym jej tego). Zastanawiam się czy teraz nie jest tak samo, zastanawiam się czy ona sprawy w końcu nie przemyślała, nie wyciągnęła jakiś wniosków, tak jak ja to zrobiłem po pierwszym rozstaniu, po którym zmieniłem się wyraźnie i tych błędów, które wtedy popełniałem, nie popełniam nawet teraz (głównie chodzi mi o przeklinanie, którego bardzo nie tolerowała, a dość często mi się zdarzało używać wulgaryzmów, doszło też moje spóźnianie się, które było efektem tego, że popadłem w jakieś uzależnienie od gier komputerowych i zazwyczaj nie wychodziłem na ostatnią chwilę na autobus, ale leciałem jak głupi i kilka/kilkanaście minut często się spóźniałem, teraz tego problemu na szczęście już nie ma, za co bardzo się cieszę). Wracając do sprawy, ona woli siebie katować, niż zadzwonić, a teraz tym bardziej, boi się zadzwonić/napisać, a gdy ja już napiszę, to wypytuje, stara się ciągnąć temat, ale ostrożnie, bo się obawia. Po tym rozstaniu drugim, jak jeszcze rozmawialiśmy przez telefon (o dziwo, po rozstaniu najdłuższe i najlepsze rozmowy były, bo to ona głównie mówiła, nie ja, jak to zwykle bywało, a rozmowy były dwu-trzy godzinne, za każdym razem, no gadało nam się chyba za dobrze nawet bym to ujął, była sytuacja, wynikła z rozmowy, raczej z mojej strony, że tam jakieś zdjęcie wstawiłem i czy jej się podoba, ona powiedziała, że bardzo, zapytałem skoro tak bardzo, to czemu nie dała nawet głupiego "lajka", powiedziała, że tak nie wie czy wypada, że się krępuje, że głupio jej tak, że ze mną zerwała i teraz ma klikać, że lubi moje zdjęcia (wiem śmieszna sprawa). Gdy zablokowałem ją na fejsbuku, bo chciałem się odciąć, jej przyjaciółka sugerowała mi, żebym odblokować, itd, nie wiedziałem o co chodzi, no ale później po kilku dniach rozmawiałem z moją ex i udałem głupiego, że przypadkiem się zablokowało coś i myślałem, że to ona mnie zablokowało, na co ona zdziwiona, że tak się stało, bo nawet przez te kilka dni uwagi nie zwróciła i zapytała, czy ją dodam do znajomych. Zapytałem, dlaczego ona tego nie zrobi, na co odpowiedziała, że no tak po prostu i czy ją dodam (mówiła tak jakby to dla niej było bardzo ważne), kilka razy używała słowa żebym ją dodał, gdy zapytałem dlaczego? Odpowiedziała, że czasami wchodzi i sprawdza co się u mnie dzieje. Poza tym, od momentu zerwania ze mną przesiadywała na fejsbuku po kilka razy dziennie, co mnei dziwiło, bo wcześniej wchodziła raz na 1-2 dni na dosłownie sekundę, myślałem, że z kimś gada, że tak często na fejsbuka wchodzi, no ale jak się okazało tak nie było. Ostatnim razem, gdy wstawione były zdjęcia z imprezy (jeszcze w trakcie zabawy), to niewiele później jakoś do niej napisałem "pustego" smsa, na co ona odpisała "o widzę, że impreza była", jakby nią to szargało, że imprezuje, dobrze się bawię, korzystam z życia, kiedy ona nie ma czasu bo się uczy, ale nie do końca mi pokaże, jak bardzo jest wkurzona. Teraz od momentu zablokowania po raz kolejny i jej i jej przyjaciółki minął tydzień i nie słyszę, o tym dlaczego ją zablokowałem, po co to zrobiłem, totalnie nic. Za to godzine po zablokowaniu dostałem smsa od jej przyjaciółki, że jestem niedojrzały blokując wszystkich. (ciekawe skąd tak szybciutko się dowiedziała, że zablokowałem i ją i moją byłą, jeżeli przyjaciółka nie miała dostępu do internetu wtedy). Dlatego to badanie terenu o którym mowa w treści tematu. Jak dla mnie osoba, która kogoś rzuca przestaje się tak nagminnie i namiętnie interesować, co słychać u tej drugiej osoby, czyż nie?
Druga sprawa, której nie potrafię zrozumieć, w jakim celu trzyma zdjęcia na tym portalu nasze wspólne, gdzie widać ewidentnie, że jest szczęśliwa i że jest z chłopakiem, ja osobiście pousuwałem/poodznaczałem się z takich zdjęć.

Tak wiem, to moje życie i to ja o nim decyduję, biorę pod uwagę, że dalej gdzieś te uczucia mną rządzą, a po tym co napisałem (a przedstawiam wszystko takie jakie jest naprawdę) i widząc te odpowiedzi i opinie innych na ten temat, zadaje sobie pytanie, co ja najlepszego robię. Nie skreślam ludzi nigdy, każdy popełnia błędy, każdemu należy dać szansę, ona jest bardzo zagubiona, co zauważyłem już dawno temu, została sama, znajomi wyjechali na studia, ona została, kontakt się urwał, jej było głupio pokazywać się, że nie dostała się tak jak wszyscy. Miała tylko dwie przyjaciółki (miała, bo jedna z nich teraz też się odwróciła od niej, jak zobaczyła co wyprawia aktualnie). Jej druga przyjaciółka, jak dla mnie jest bardzo naiwna, bardziej ufa mojej ex niż mi, szczególnie, że ja jej radzę bardziej delikatnie (sugeruję jak może naprawić swój związek, a nie tak jak moja ex, która twierdzi, że takiego chłopaka to by nawet w tyłek nie kopnęła, fakt faktem też tak uważam, ale mimo wszystko staram się jej pomóc, coś doradzić), to chyba ta solidarność jajników tak działa. Wcześniej jeszcze pisała, żebym pogadał z moją byłą, żębym coś naprawił, bo ona się miota, itd. Ale problemy z jej związkiem na tyle się nasiliły, że nie ma czasu i chęci zawracać sobie głowy innymi (no, ale jednak wszystko mojej ex mówiła, co u mnie słychać itd). Sprawa jest dla mnie bardzo dziwna, ale to bardzo. Bardziej chyba bym się cieszył, jakby po zerwaniu unikała kontaktu ze mną, nie odbierała, nie odpisywała, po prostu nic. A tak, jak mi zawsze odpisuje i to bardzo szczęśliwa, to nie rozumiem i robi mi to trochę wodę z mózgu, bo nie do końca wiem na czym stoję, a nie chce później mieć wyrzutów sumienia, że ja ją olałem, kiedy ona chciała to naprawić, ale jej charakter nie pomógł. Wiem, powinienem być facetem i podjąć męską decyzję jak to zawsze w moim życiu bywało, ale to co zrobiła mi z głową przez ostatnie pół roku, było czymś w rodzaju kastracji, zabrakło mi jaj i bycia konkretnym (co jej wcześniej zawsze imponowało, że potrafię być poważny, stanowczy, konkretny).

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Próbowałeś pomóc i nic. Zobacz. Czasem wśród nas są osoby, które wołają o to by im pomóc. To prawda. Ale nie da się tego zrobić na siłę. Istnieją tak zwane beznadziejne przypadki, którym nie pomożesz choćbyś nie wiem jak chciał. Wiesz czemu? Bo te osoby tak naprawdę nie chcą by ktoś im pomógł. Mogą nawet być tego nie świadome.
To, że nas ktoś lub coś zraniło nie daje nam prawa do ranienia innych, nie można tego tak usprawiedliwić.
Nie ulega wątpliwości, że namieszała Ci w głowie. Po tym co piszesz sprawia wrażenie osoby rozchwianej emocjonalnie.

28 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-03-12 13:29:56)

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Powiem wprost, po śmierci jej bliskiej osoby, było z nią tak źle, że nawet rodzice nie potrafili jej pomóc, bo wysłali ją do psychologa (dowiedziałem się przypadkiem, że chodzi do psychologa). Widziałem jak bierze jakieś tabletki, mówiąc, że to witaminy (jak dla mnie to była u psychiatry nawet, aż tak się sytuacja posunęła). Zresztą strasznie dziwna się zrobiła, wiecznie w ciemnych kolorach chodziła, zapytałem dlaczego nie chodzi w swoim pięknym żółtym płaszczu, mówiła, że ma żałobe i odpowiedziała z wielkim oburzeniem. Nie chciała ze mną na imprezy iść, na wesele też prawie nie poszliśmy, ale jednak się udało. Dlatego jako kochająca ją osoba czekałem, zaciskałem zęby, nie ukrywam, męczyłem się strasznie. Widziałem, że nie tylko nas kryzys dopadł, bo w jej domu widziałem na stoliku książki typu "jak poradzić sobie z kryzysem w małżeństwie", zresztą w chwilach mojej słabości i mówienia o tym, że jest drętwo między nami, ona mówiła, żebym się cieszył, bo jej rodzice jeszcze większy horror przechodzą. Rozstanie z nią mnie też zabolało, bo miałem świadomość, że jednego roku straciła trzy osoby, które bardzo kochała. Fakt, po rozstaniu i powrocie po 1,5 miesiąca, była znowu tą samą osobą, którą była przed śmiercią bliskich, (chyba świadomośc, że dostała się na studia ją postawiła na nogi). Jednak wciąż widziałem, że unika zbyt częstych spotkań ze mną, a tym bardziej sytuacji o których mogliby się dowiedzieć jej rodzice (byli bardzo przeciwni temu związkowi, w sumie to tylko jej mama..).

Racja, jej przyjaciółce też chciałem jakoś pomóc, żeby sama z tym nie została, to sytuacja tak się zakończyła, że powiedziała mi co o mnie myśli i jakim wg niej człowiekiem jestem (wiem, że nie była sobą i w nerwach to wypowiedziane było, strasznie jakaś zbuntowana, zamyślona była, była też chyba zmęczona tym moim ciągłym użalaniem się, że jest mi ciężko, że ciągle coś czuję, że moja ex ma to gdzies, itd).

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Nie neguję tego, że bardzo cierpiała ale to jej nie usprawiedliwia. Troszkę to brzmi jakby wykorzystywała swoje cierpienie jako wytłumaczenie tego, że Cię rani. Tak czy siak, twój wpływ na to był żaden.
Wyrzucasz sobie w jakiś sposób, że jej nie pomogłeś?

30

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Nie mogę powiedzieć, że jej nie pomagałem, bo naprawdę starałem się z pomaganiem, miałem chwile zwątpienia, że nie pomogłem, na co moja mama odpowiedziała "jej pomagałeś, bardzo, na tyle bardzo, że o mnie już zapomniałeś", więc chyba wniosek prosty. Nie wrzucam, bardziej wrzucam sobie, że nie dotarłem do jej głowy, że chciałem i chce jej pomóc. Tak samo jej przyjaciółce i że zamiast pomóc, dostałem w ryj, więc w nerwach i frustracji odciąłem się totalnie, co obie znegowały bardzo. Fakt, był żaden. Mam przeczucie, czy wrażenie, że prędzej czy później się obudzi, patrząc na to wszystko, ile i jak chciałem jej pomóc, ile przy niej trwałem, a one tego nie zauważyła. Podobno ludzie po stracie doceniają, widzą pewne rzeczy. Ona albo jeszcze trwa w swoim dziwnym świecie, albo zdała sobie sprawe i jej teraz głupio, stąd jej dziwne zachowania. Z drugiej strony myślę, czy to normalne, skoro powiedziała, że mam sobie znaleźć kogoś kto bardzo dobrym będzie dla mnie, za to jakim jestem, bo ona zwyczajnie nie potrafiła. Dla mnie takie gadanie jest tak chore, że no zaproponowałbym popukanie się po głowie (tak jak ona mi zaproponowała, gdy zapytałem, czy teraz będzie ze swoim nowym kolegą), jak się kogoś kocha bardzo, to się robi wszystko, żeby ta druga osoba była szczęśliwa, szczególnie, że nie należe do osób, które takie rzeczy wykorzystują. Teraz tak myślę, że jakby ktoś dla mnie był bardzo dobry, to też bym się znudził tym i bym szukał zaczepek, itp tak jak moja była. No ale nie chodziłbym i nie mówił "bądź dla mnie dobra, a ja będę dla Ciebie dobry".

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Może ta sytuacja jej pomoże i w przyszłości w relacji z kimś innym nie popełni już takich błędów. Oby smile
Mam wrażenie, że nie do końca jesteś pewien czy wiesz czego chcesz tj. czy chciałbyś jeszcze z nią być czy nie. Jaka jest prawda?

32

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Powiem tak, mam mętlik w głowie, raz jestem tak pewny siebie, że gdyby nawet zapukała mi do drzwi to powiedziałbym jej z lekką obawą "nie". A za chwilę, przyjąłbym ją, taka walka trwa od dłuższego czasu, zauważyłem, że zależy kto co mi powie, co sobie przypomnę, tak mam w głowie. Nie ukrywam, ma to coś, w końcu inaczej nie byłbym w niej zakochany po uszy, stąd chciałem postawić wszystko na jedną karte, spotkać się porozmawiać, ale co jeśli ona powie, że nie chce być ze mną i koniec kropka, ja ustawie wszystko w swojej głowie, żeby więcej się nie ryć, a ona po tygodniu przemyśli sprawę i bedzie chciała wrócić? W sumie nie mam nic do stracenia. Boje się, że znowu moge popaść w dół po spotkaniu z nią. Wątpie żeby zachowała twarz, raczej pęknie na spotkaniu, nie jest twardym charakterem, za który próbuje uchodzić. Cholernie za nią tęsknię, chciałbym być z nią, ale jeżeli by wyciągnęła reke do naprawy związku. Mam wrazenie, ze potrzebuje poukładać sobie to w głowie, chociaż, jak to ujęła to była przemyslana decyzja i żebym na nią nie czekał, znalazł sobie kogoś. Ehh..

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

33 Ostatnio edytowany przez mysterious_chocolate (2014-03-12 17:16:12)

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

ale co jeśli ona powie, że nie chce być ze mną i koniec kropka, ja ustawie wszystko w swojej głowie, żeby więcej się nie ryć, a ona po tygodniu przemyśli sprawę i bedzie chciała wrócić?

To będzie znaczyło, że jest tak niedojrzała/ nie zdecydowana/ nie stabilna psychicznie jak przypuszczam.

Widzisz, może sama zauważyła, że nie nadaje się do związku na tę chwilę. Może musi dojrzeć do tego. Wątpię by miało to miejsce tak szybko po zerwaniu, zwłaszcza po tym co pisałeś. Jeśli się zmieni to prawdopodobnie potrwa to dłużej niż kilka miesięcy. Nawet jeśli jest to możliwe, to trzeba tu ogromnych zmian w osobowości a na to trzeba czasu. I ty też potrzebujesz czasu by ochłonąć. Chociaż powiem Ci z własnego doświadczenia, że ta relacja nigdy nie jest już taka sama. Raz nadszarpnięta rzadko kiedy daje się skleić na nowo. Rysa zostanie. Ja np. nie potrafię już zaufać pewnej osobie, choć naprawdę bym chciała.
Mogę się mylić oczywiście, u każdego jest inaczej
Nie dziwię się, że masz mętlik w głowie. To trudne, ale skupienie się na swoich zainteresowaniach naprawdę pomaga smile
Chcesz być teraz w związku? Czy może wolisz odsapnąć? Bo tak sobie myślę, że szukanie kogoś na siłę też nie jest dobre. Chyba, że brakuje Ci po prostu drugiej osoby, kogoś do przytulenia

34 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-03-12 18:26:42)

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Wiesz co lubie sprawiac komus radosc. Nie ukrywam potrzebuje przytulenia buziaka napraede bez seksu moge zyc w koncu wytrzymywalem o wiele dluzej. Gdy sie zauroczylem w innej odsapnalem przestalem.myslec o byleji to mi pomagalo. Choc gdy zaczelo sie pieprzyc to odczulem to podwojnie i to cisnienie na byla. Zpstanie teraz samemu na pewno mi nie pomoze wiec bledne kolo. Szczerze mowiac nie czuje potrzeby odpoczynku od zwiazku pomimo tej walki nie jestem zmeczony. Nie do konca to jest na sile nie chce nikogo krzywdzic choc nie ukrywam ze szukam kogos tez by zapomniec o poprzedniej. Tez sie boje ze juz jej nie zaufam. Nagiela moje zsufsnie tym klamstwem i dlatego wariowalem pozniej nie potrafiłem myslec inaczej. Wiem ze jakbysmy byli razem i ona poszla na impreze to dostałbym szalu. Bo jakby nie patrzec minimum przez najblizszy rok to bylby zwiazek na odleglosc e gorszym wypadku 5 lat na odleglosc. Mi naprawdę odleglosc nie przeszkadza. Jestem w stsnie jezdzic te 3 godziny w jedna i druga co tydzien. Bez problemu.

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

35 Ostatnio edytowany przez mysterious_chocolate (2014-03-12 18:43:26)

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Myślę, że za dużo myślisz teraz smile Co by było gdyby...i tak dalej, rozumiesz o co mi chodzi?
Wychodzę z założenia, że dla chcącego nic trudnego ale skoro ktoś nie chce być z kimś w związku bo pokazuje to swoim zachowaniem, sposobem w jaki traktuje tę drugą osobę, to zastanawianie się ''a może gdyby'', ''może ona jednak chce tylko się pogubiła'' jest niestety dostarczaniem sobie dodatkowego bólu, nadziei. Kiedy taka nadzieja gaśnie jest jeszcze gorzej, a chcemy by było lepiej prawda?
Zachowanie to o wiele lepszy wyznacznik niż słowa.
Mimo wszystko to jest normalne, że masz takie wątpliwości i zastanawiasz się. Może sam jeszcze do końca nie wierzysz w to, że się rozstaliście?

36

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Nie ukrywam wciaz robie sobie nadzieje dochodzi do tego ze nawet chce isc na ten grob pomodlic sie o teb zwiazek. Wiem to chore. Ogolnie czuje sie jakbysmy mieli tylko ciche dni ktore niebawem miną. Dziwie sie bo.zaczelo sie pieprzyc jak ją osaczalem teraz tak mysle te smsy, telefony co chwila w koncu przestala odbierac. A odpisywała dopiero jak szla spac. Tak przez miesiac bylo codziennie a ona miala duzo nauki. Podejrzewam ze tym to moglem spieprzyc no ale oklamala mnie wiec mialem jakas ryse. Moze faktycznie nie moge sie otrzasnac z tego ze jej juz nie ma. W sumie nie odczulem znaczacej roznicy poza rozmowami wieczornymi przez telefon ze jej nie ma. Dzisiaj zauwazylem zd najbardziej sie doluje jak pomysle ze z kims sis umawia caluje randkuje itd. I jak ktos mi mowi ze ona tam pojechala sie uczyc i nie ma czasu na imprezy (sama mi mowila zd poszła na poczatku dwa razy na impreze i trzy kolokwia oblala przez to) i pozniej siedziala juz w domu nie wychodziła na imprezy ewentualnie do tego kolegi. No ale wracajzc do mysli to swiadomosc ze nikogo nie ma i uczy sie nie spotyka sid z nikim uspokaja mnie tak bardzo ze to cos nieprawdopodobnego. Wspominam jej slowa teraz czesto w takich kryzysach ze uczucia nie przeskakuja z kwiatka na kwiatek i ze o tsmtym koledze nie pomyslala jako o kims z kim moglaby byc. Szczerze? No gosciu nie jest atrakcyjny co widac bardzo szkoda ze zobaczylem jego zdjecie dopiero po zerwaniu moze bym odpuscil wtedy..

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Czasem wygląd nie idzie w parze z osobowością ale to taka dygresja.
Głowa do góry smile Mleko się rozlało, już na to nic nie poradzisz smile
Więc może sama nie chce związku, skoro czuła się osaczona. Mnie by było miło gdyby ktoś się mną przejmował. Dlatego uważam, że pewnie miała w życiu wiele takich osób, którzy dawali jej odczuć jak bardzo im na niej zależy skoro przeszkadzało jej to u własnego chłopaka.
Możliwe, że się mylę

38

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Raczej nie. Ona tez jest osoba zamknieta i po zerwaniu jak z nia rozmawialem to widzialem ze nie ma z kim pogadac o tym co sie u niej dzieje i co ja dreczy. Zreszta nikt nie byl tak wtajemniczony w jej problemy jak ja. Mowila duzo ze brakuje jej tych rozmow i spotkan ze mna nocale kto wie. Dzisiaj rano wstalem jak zwykle z mysla o niej i sen oczywiście z nia w roli glownej byl. Ale podchodze raczej na chlodno z usmiechem na twarsy zobaczymy co dalej. Tak, to jest to ze jak pomysle ze ona z kims innym cos.robi to szal mnie ogarnia. Mam w glowie cos na zasadzie psa ktory zaznacza swoi teren chyba co jest straszne w ten mojej glowie szczegolnie ze nigdy wczesniej tski nie bylem. Dopiero przez te rycia strasznie mi sie psychika zmienila stalem sie bardzo agresywny na jej punkcie i podejrzewam ze jakbym spotkal ja z kims na miescie idaca za reke to moglbym temu komus zrobic krzywde. Boje sie takich mysli bo nie naleze.do.takich psycholi a tu takie rzeczy w mojej glowie. Wczoraj znajomy ktory znal moja ex troche i widzial ile jej dobra daje stwierdził zebym sie przygotowal ze bedzieprobowala wrocic za jakis czas bo to jest nienormalne ze ona to wszystko odrzuca (najlepsze jest to ze nic.mu nie mowilem poza tym ze nie jestesmy razem i tyle takze usmiechnalem sie bardzo). Na pewno jakbg kiedykolwiek nawet jakbym mial kogos innego juz i ona by chciała wrocic nie wysmialbym jej. Traktuje ludzi z szacunkiem nawet jak zrobili wielka glupote. Ale wtedy o powrocie nie.ma juz raczej mowy.

Mysle czy ona nie zerwala ze wzgledu na to ze nie.ma czasu na nerwy i na spotykania sie ze mna a musi sie wkupic na nauce. Jest dosyc uparta o te studia wiec.moglo i o to chodzic. Ale wczesniej jej tk nie przeszkadzalo.Tak jak mmówię zaczelo sie pieprzyc jak pojawil sie nowy kolega i zaczely sie moje zlosci na to co ona robi z nim i te pytania co z nami i czy mnie kocha. Ehh.. wiem ze nie ma sensu tego ratowac ale cos mi mowi zebym.probowal ale probowalem wiele razy i nic z tego nie wyszlo. Najgorzej ze w snach slysze od niej to czego sam bym chciał czyli 'no dobrze to ja zaczne tez to naprawiac zeby bylo okej' ...

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

39

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Mam dzisiaj inne podejscie i spojrzenie na to wszystko z tego co widze. Doszedlem chyba do wniosku ze nie ma teraz co biegac za nia, ze ona musi poukladac sobie wszystko w glowie. Zatesknic i zrozumiec co stracila moze w.koncu to doceni. Moze potrzebuje jakies wolnosci bez szarpania sie typu 'okej nie pojde na impreze jesli jestes zazdrosny'. Mysle ze idac na studia po tych dwoch latach siedzenia w domu jako mloda osoba tez potrze uje sie wyszalec. A ja moglem ja ograniczac w jakis sposob mowiac ze nie podoba mi sie ze spedza czas z kolega. No lech trafil ze byl to kolega a nie kolezanka o ktora bym sie nie ryl pewnie. A tez uciekajac od rodzicow i domowych obowiazkow jakie miala z racji ze siedzi w domu (gotowanie sprzatsnie itd) uciekla tez ode mnie tego co ja ogranicza jak rodzice. Z drugiej strony jak szla na imprezy to nie rylem sie zyczylem jej dobrej zabawy namawialem nawet zeby gdzies poszla sie rozerwac nawiazac znajomosci i tylko zeby dala znac ze jest juz bezpieczna w domu eh. Moze musi na razie odpuscic ale nie wiem csy ewentualnie chcialaby wrocic. Wiem toksyczny zwiazek i dac sobie na luz. Ale jezsli by chciala wrocic dalbym jej szanse i skbie zreszta tez naprawic te zle rzeczy w nas. Kto wie moze by sie udalo. Do stracenia nic tylko nerwy a do zyskania wiele.

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

40 Ostatnio edytowany przez mysterious_chocolate (2014-03-13 12:53:36)

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Nie wiem czy byłby sens po raz kolejny się pakować w to tym razem, że już się rozstaliście. Nie chciałabym być w związku, który co jakiś czas się rozpada. Ale to moje zdanie, jeśli Tobie by to nie przeszkadzało to czemu nie. Poza tym czy jesteś całkowicie pewien, że będziesz potrafił jej to wybaczyć i być szczęśliwy z nią po tych wszystkich manipulacjach?
W każdym razie nie ma co gdybać co by było bo tak naprawdę tego się do końca nie wie, trzeba dać sobie czas i skierować umysł na inne tory, może z czasem wszystko się rozwiąże i jakoś ułoży po ludzku smile

41

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

A szczera rozmowa zbadanie sytuacji jak jest nie ma sensu wg Ciebie? Co jesli doznala przemiany? Mi bylo potrzebne pierwsze rozstanie zebym sie nauczyl cos zrozumiał. Oczywiscie do tego doszedłem dopiero jak zaczelismy sie spotykac. Walcze z mysla czy nie spotkac sie z nia. Troche sie obawiam ale moze to rozwieje moje watpliwosci z nia zwiazane. Z drugiej strony boje sie ze moze juz miec kogos. Sam nie wiem.. troche brak tego ze zamknalem sobie drzwi u jej przyjaciółki.

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Szczera rozmowa jak najbardziej wskazana. Ale dopiero wtedy kiedy się już ochłonie, po upływie jakiegoś czasu, kiedy emocje bardziej się ustabilizują, wtedy można spojrzeć na pewne sprawy bardziej obiektywnie.
Dlatego daj sobie czas smile Obojgu wyjdzie wam to na dobre czy będziecie jeszcze razem czy nie

43

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Ciesze sie ze ktos wyraza swoja opinie a ta opinie wplywa na mnie dobrze. Ciezko oomus wytlumaczyc jak to.miedzy nami bylo z emocjami co przechodzilismy dlaczego tak jakie emocje w nas byly. Mysle ze szansa jakas jest a co dziwnego jest takie motto moje zyciowe do ktorego zawsze sie odnosze i zawsze sie sprawdza. Mowie o 'nic nie dzieje sie bez przyczyny'. Moze nie do konca to wszystko teraz rozumiem. Jej wyjazd do innego.miasta na studia. To.rozstanie nasze. Ale.z.drugiej strony to ze z kim innym mi sie nie uklada ze jednak cos jest nie tak to albo.efekt.myslenia o mojej ex i musze sie z niej uwolnic. Albo jest to czas dla mnie i dla niej zebysmy poukladali sobie wszystko. Nie wiem. Czas pokaze. Doszedłem do wniosku ze jestem facetem i muszd.podjac meska decyzje. Chce sie z nia spotkac teraz wyjasnic wszystko i albo woz albo przewoz bo dalej nie wiem na czym stoje co siedzi s jej glowie. A nie chce miec wyrzutow sumienia ze tegp nie zrobiłem. Czuje ze to mi pomoze nie bede zachodził w glowe czy mnie kocha czy wrocimy ,co do mnie czuje. Nie moge juz wytrzymac meczy mnie to a czekanie i wmawianie sobie ze to koniec zebym dal sobie spokoj jest wbrew moim zasadom ze slrawy rozwiazuje tak ze nigdy nie mam wahan czy dobrze zrobilem.

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Jesteś pewien, że chcesz się z nią teraz widzieć? Nie lepiej odczekać i spotkać się np. za kilka miesięcy kiedy już odpoczniecie?

45 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-03-13 18:00:30)

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Wiesz co mecze sie strasznie jestem w czyms co nie wiem jak moge nazwac. Kazdy dzien taki sam sytuacja w jakiej sie znajduje nie pomaga mi isc do przodu mimo.ze tak robie. Wole zamknac te furtke raz na zawsze niz ciagle sie zastanawiac ciagle robic sobie nadzieje. Musze pomyslec o sobie teraz. Podobno sprawa jest swieza i beda emocje w razie spotkania nie wszystko moglo zostac przemyslane. Chce wybadac teren czy czekac ewentualnie dac jej czas czy odpuscic bo np chce ulozyc sobie zycie z kims innym. Zaakceptuje to przecierpie als nie bede wracal do niej myslami. Tak to czuje. Jezeli o mnie chodzi wiem co chce jej powiedziec co czuje co mysle. Spotkanie planuje potraktować normalnie zobaczyc jej reakcje. Jezeli puszcza jej emocje i rzuci sie na szyje to bede probowal pogadac. Mysle ze rozmowa wyjdzie i tak sama. Jezeli powie mi ze ma kogos to kulturalnie podziekuje za spotkanie i wroce do domu wiem to moze dziecinne ale mam zasady nie wpieprzania sie w czyjs zwiazek. A jezeli ktos wchodzi w inny związek tj by to nastapilo jednak to znaczy ze zamyka sobie furtke u mnie. Potrzebuje tej rozmowy od samego poczatku jest wiele rzeczy ktore chce wyjasnic sam dla siebie nawet za kilka lat ale chce. Wierze ze sytuacja sie zmieni w mojej glowie ze nie bede sie codziennie zadreczal. Hm?

Napisałem do niej smsa 3h temu odnośnie spotkania, jak dotąd nie odpisała, mysle, że zastanawia się nad tym, zobaczymy, zdam relację jak się odezwie. Trzymajcie kciuki za mnie, może w końcu ten kocioł w mojej głowie w końcu się skończy..

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"
Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Oby ta rozmowa wyszła wam obojgu na dobre. Tego wam życzę smile Czasem człowiek musi wywalić wszystkie pretensje, żale inaczej nigdy nie poczuje się lepiej. Rozumiem, że też tak masz.

Trzymam kciuki, bądź dzielny!

47

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Odpisała na smsa.
W tym smsie pisze, że nie potrafi mnie zrozumieć, że najpierw ją blokuje na fejsie, oskarżam ją o to, że gra mi na uczuciach i nagle ja chce się z nią spotkać i że to jakies dziwne.
Szczerze, zagięło mnie to, nie wiem co odpisać sensownego..

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

48

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Witaj "Zyczliwy" opowiem ci moją historię i mogę powiedzieć ci, że jest strasznie podobna do mojej...
A więc nasz związek również był na odległość (4 h jazdy od siebie), mogliśmy widzieć się tylko na weekendy, czasem nawet nie, ze względy na to że jest w szkole mundurowej i nie mógł dostać przepustki, ale starał się jak mógł, żebyśmy się zobaczyli nawet na parę godzin. Po prostu nie mogliśmy wytrzymać bez siebie i cały czas strasznie za sobą tęskniliśmy, on chciał wszystko rzucić dla mnie, przeprowadzić się do miasta w którym studiuje po to, żebym miała go na co dzień, żeby mógł mnie wspierać, budzić mnie, odprowadzać na uczelnię, robić zakup, być non stop przy mnie kosztem zniszczenia swojej kariery. Nie pozwoliłam mu na to bo wiedziałam, że jego studia zapewnią nam przyszłość w życiu. Na prawdę facet taki kochany jak ty, wszystko by dla mnie zrobił, dawał mega dużo czułości, non stop pisał, dzwonił, byłam jego malutką istotką którą bardzo mocno kochał. Było nam ze sobą cudownie, ale oczywiście musiałam to wszystko popsuć.. Wiadomo jak to każdy na studiach chce zdobyć nowych znajomych, mieć kogoś, żeby z nim pogadać, a że mój były był strasznie o mnie zazdrosny to denerwował się, że wychodzę nawet do koleżanką na piwo bo ktoś na pewno będzie nam nie patrzył i będzie chciał mnie poznać. Był bardzo zazdrosny , nawet jak mu nie odp przez pół godziny to oczywiście kilka sms, dzwonienie do mnie gdzie jestem, co w obecnej chwili robię, z kim jestem, czy są tam faceci, jacy, itp. Ja jestem rozrywkową dziewczyną lubię być wśród ludzi, tańczyć, uśmiechać się, bawić, ale wiedziałam, że sprawiam mu tym ból i jak to go wyprowadza z równowagi więc postanowiłam ograniczyć to do minimum, albo z nim wychodzę, albo w ogólę. Zdarzyło się oczywiście, że jednak kiedyś tam sama wyszłam, oczywiście powiadamiając go o tym wcześniej. Denerwował się piekielnie, ale na drugi dzień było już ok. Był moim pierwszym chłopakiem pod każdym względem, obydwoje nie wierzyliśmy w to, że da się tak mocno kogoś kochać, że jesteśmy sobie przeznaczeni na całe życie. Byliśmy dopasowani w 100% i mogliśmy zaliczyć nawet "wpadkę". No i po takiej sielance odbiło mi.. To, że wszystkie koleżanki bawią się, nawet te co mają facetów, a potem opowiadają jak było zajebiście, jak jest super to mi przykro robiło się. Wiadomo, że potem takiego człowieka co zapraszają na imprezy i zawsze odmawia to potem delikatnie olewają. Zaczęło się między nami coś psuć. Nalegał na seks jak ja już nie mogłam, zaczął mnie potem wkurzać, irytować, miałam momentami go dosyć i tych jego marudzeń, że go nie doceniam, zaniedbuje, nie daje tego czego on chce itp. Męczył mnie sobą i tym, że miał błahe problemy typu boli go brzuch, głowa, że dają im niedobre jedzenie, źle się non stop czuje, itp. Teraz wiem, że to było po prostu zwrócenie na siebie uwagi, żebym jak zawsze okazała mu czułość i wsparcie. Niestety denerwowało mnie to. Pojawił się kolega z grupy, to on zaczął na mnie patrzeć, zagadywać, interesować się mną, po pewnym czasie coś mnie w nim zauroczyło, chciałam go poznać lepiej. I zaczął się ten najgorszy czas gdzie ja byłego odstawiłam, a zaczęłam z tym kolegą z grupy flirtować. Stwierdziłam, że muszę z byłym to zakończyć bo on jest przy mnie nieszczęśliwy, a ja go chyba już nie kocham... Przyjechał do mnie na weekend, mieliśmy calutkie mieszkanie dla siebie jak nigdy, on oczywiście romantyk kupił wino i pierwszy dzień spędziliśmy piękny wieczór. Następnego dnia przyjechali do mnie starzy znajomi i zorganizowałam imprezkę. Oczywiście ja głupia przed tym powiedziałam mu, że chce przerwy, że chce się rozstać, wyszaleć, wybawić i ktoś się pojawił w moim życiu. Boże zabiłam go tym, widziałam to, ale wtedy wydawało mi się, że już nic do niego nie czuję. Poprosiłam, żeby nie wracał, żeby został na tą imprezę. Zrobił to, ale ja za dużo wypiłam i przy nim pochwaliłam się koleżanką, że kogoś bajeruję, oczuwiście pokazałam im fotki na fb. Były załamał się i wyszedł zapalić. Poszła za nim moja koleżanka, zaczęła się dowalać i akurat weszłam w takim momencie, gdzie widziałam jak się całują. Masakra, poty mnie oblały, dziwne kłucie w sercu, ale odeszłam. Potem zbliżały się święta, on oczywiście do mnie pisał, nie to że chce wrócić, tylko pytał co robię, co u mnie i opowiadał o sobie. Zlewałam go i nie zawsze odp mu. Spotkaliśmy się przed świętami bo jego szwagierka chciała, żebym zrobiła jej tipsy i pojechałam do niej z nim. W drodze powrotnej zaproponowałam mu numerek (seks) na początku nie chciał, ale uległ. Pamiętam wtedy jak patrzył nam nie, jaki był wtedy sztywny, skrywał w sobie strasznie emocje, jak dusi w sobie tą miłość.. Potem byliśmy razem na sylwestrze, którego organizowałam i przez to nie miałam dla niego czasu. Patrzył za mną, przychodził do mnie czy mi w czymś pomóc, coś zrobić bo to była impreza na 90 osób. Oczywiście pozwoliłam mu się do siebie zbliżyć, dawałam mu sie całować, przytulać, ale nadal byłam pewna, że już do niego nic nie czuje. Chciał się spotkać na drugi dzień bo musiał wracać na studia i miał służbę. Nie doszło do tego bo miałam bajzer do ogarnięcia, a kiedyś czy nawet dzisiaj to bym bez wahania się na to zgodziła. Później miałam kontakt nam słabł, on pisał, jak nie zawsze i tak dni leciały. A właśnie dodam, że nie miałam kontaktu z tym kolegą z studiów, nie pisaliśmy do siebie, nasz kontakt ograniczał się do widzenia się na uczelni i po pewnym czasie zrezygnowałam z niego, ale było mi dobrze po prostu samej. Trwało to 3 miesiące i jakoś mnie coś ruszyło i napisałam mu po tygodniu nie odzywania się "dobranoc Kochanie wink", od odp "Kochanie?!" i od tego wszystko się zaczęło.. Tak strasznie chciałam go odzyskać, ale on wtedy poznał jakąś dziewczynę i spotykał się z nią. Mi pękało serce, chciałam go chociaż zobaczyć, tak bardzo tęskniłam, świat mi się totalnie zawalił. Poprosiłam o spotkanie, przyjechał, ale wtedy usłyszałam, że mnie już nie kocha, że z nas nic nie będzie, żebym dała sobie spokój i on nie chce robić mi nadzieii. Płakałam jak oszalała, chciałam go przytulić, pocałować, w jakikolwiek sposób zbliżyć się, ale on był jak skała. Cierpiałam za nim okropnie, on natomiast burzył mój spokój odzywając się raz na tydzień, pytając co u mnie, a ja głupia wypytywałam go o tą nową.. na prawdę myślałam o samobójstwie, nie radziłam sobie ze sobą. Doszły również inne problemy, a ja po prostu walczyłam z tym wszystkim sama. Tak bardzo chciałam jego wsparcia... On po miesiącu zostawił tą dziewczynę i myślę, że chciał wrócić. Dlaczego napisałam, że myślę? Bo dokładnie mi o tym nie powiedział, tylko dostałam w nocy od niego sms, że co on głupi miał sobie wtedy myśleć jak go zostawiłam, że jest o mnie zazdrosny i wypytywał czy go kiedyś zdradziłam, itp. Zaczęliśmy się kłócić, obydwoje wylaliśmy swoje żale, napisaliśmy sobie jak bardzo się kochaliśmy i powiedzieliśmy, że to definitywny koniec... Potem odezwał się po miesiącu, zapytał jak się mam, czy mam kogoś czy imprezuje itp. Wiadomo, że chciałam mu pokazać jak dobrze mi bez niego i że jestem sam, ale świetnie mi z tym, a tak na prawdę dusza mi wyła. Potem ja po miesiącu nie wypatrzyłam i odezwałam sie. Powiedział mi wtedy, że poznał kogoś nowego i znów mój ból pogłębił się. Potem jednak za 2 tyg napsiał mi, że chce się spotkać ze mną. Napisałam mu, że ja sobie życie ułożyłam, że nie chce jego, że za dużo przez niego przeżyłam i teraz się pozbierałam, więc niech da mi spokój. Moja duma była nie do obalenia. Wyjawił mi wtedy, że jestem tą jedyna i wie, że lepiej już nie spotka. Popisaliśmy ze sobą potem jeszcze, ale potem znów kontakt urwał się. Nadeszły wakacje i on odezwał się. Dowiedział się, że mam wyjechać za granicę i wypytywał dokładnie o termin i na ile. Spotkaliśmy się, ja byłam wypita i on również, doszło do czułości, ale ja jednak trochę byłam dla niego zimna, powściągliwa, on to czuł, ale tulił się do mnie ogromnie. Powiedział mi, że te dziewczyny dla niego nic nie znaczyły i nie chciał z nimi być. Zakończyliśmy spotkanie seksem na drugi dzień pisał, ale powiedziałam mu że to był tylko seks i nie chce o tym gadać. Moje głupia duma!!! Potem znów mieliśmy okazję się spotkać. Zabrałam go ze sobą na dyskotekę i tą historię opisałam w starszych postach (przeczytaj/przeczytajcie). Obecnie sytuacja wygląda tak, że ja jestem sama, od 2,5 miesiąca nie mam kontaktu z byłym, mija rok i 3 miesiące jak nie jesteśmy razem, nie wiem czy nadal spotyka się z tą laską z którą prawdopodobnie jest, ale staram się nie myśleć o tym i żyć swoim życiem. Czuje, że on jej nie kocha i jest z nią bo nie chce być samotny, chce z kimś spędzać czas, a ona jest blisko niego. Trudno może los pozwoli nam do siebie wrócić, a może tak musiało się stać bo nie jesteśmy swoimi drugimi połówkami. Dzisiaj jest już ze mną o wiele lepiej, po totalnej rozpaczy, załamaniu otrząsnęłam się z tego. Wiadomo jeszcze mam go w sercu, ale ten brak kontaktu bardzo dobrze na mnie wpływa i czekam, żeby otworzyć się na nową miłość.

49 Ostatnio edytowany przez Zyczliwy (2014-03-14 14:23:04)

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

To co piszesz jest naprawde smutne takie mijanie sie w tym wszystkim. Powiem Ci ze jestem na etapie gdzie bylem.zauroczony inna a moja tesknila. Gdy dalem sobie spokoj z tamta to mam wrazenie ze moja ex ma to w tylku. Wiem ze duma jej nie pozwala na pokazanie mi jak jest. Pisala mi w tski sposob ze dala do zrozumienia ze.mimo uwalonych egzaminow jest super. Teraz kazdy sms od niej ma w sobie taka radosc ze jest jej dobrze choc czuje ze tak nie jest. Nie wiem jak wyglada jej sytuacja z tym kolega. Podejrzewam ze mogla zaczac obwiniaf się ze to przez niego w sumie to tylko moje spekulacje. Po wczorsjszy. Jej smsie nie wiedzialem co odpisac kladac sie spac duzo myslalem i czulem ze.miotaja mna negatywne uczucia bylem tak wsciekly ze nawet pomimo zmeczenia nie mogłem zasnac. Chcialem jej napisac ze zapomnialem jak dumna jest i jak bardzo ma gdzies spotkanie ze mna. Pozniej zwyczajnie pierwszy raz w zyciu chcialem jej napisac zeby spier.. mimo ze nigdy tak do kobiety zadnej nie powiedzialem i nie pomyslalem. Strasznie wkurzony byłem i stwierdzilem ze odpiszd jej rano jak emocje opadna. Rano wstalem z mysla ze skoro chcialem sie z nia umowic i pogadać to bede do tegp dazyc a honor i dume schowam na razie do kieszeni. Bo ktos musi wyciagnac reke. Tak tez zrobilem napisalem ze nie mam zamiaru robic podchodow i krzywych akcji oraz klotni przez smsy i chce sie spotkac miedzy innymi pogadac na ten temat i nie mam zamiaru unosic sie duma czy honorem. Mija 6 godzina bez odzewu. Mysle ze dla niej to tez nie latwa decyzja. Po pierwszym zerwaniu odpisala 2 dni pozniej ze moze sie ze mna spotksc ale nie teraz. To napisalem zeby odezwala sie jak bedzid gotowa. Odpisala po 3 dniach i umowikismy sie. Na wejsciu ona pekla ja przez dume mialem usmiech na twarzy gdy ona szla ze smutkiem na twarzy. Przywitalem sie z nia z usmiechem przytulajac ja. Ale jakos nie puscilem.. ona zaczela plakac. Cos mnie ruszylo ogarnal mnie smutek zal i zakrecila sie lezka w oku. Usiedlismy na murku zacxelismy gadac wtedy peklem jak balon. Nie spodziewalem sie tego bo ani razu od rozstania nie bylem jakos smutny ani tez nie plakalem a tu nagle taki chaos emocjonalny. Wyrzucilismy z siebie te zale do siebie smutki i jeszcze.tego samego spotkania bylo cudownie. Nasz zwiazek tez byl poddawany probom. Przez ten okres przewinely sie 3 dziewczyny ktore byly w stanie zniszczyc ten zwiazek gdyz bylem zauroczony i spodobalo mi sie ze moglby ktosbyc na miejscu z kim moge chodzic po zakupy gotowac pp zajeciach itd (moja ex tez.mi mowila ze chciala by zeby ten zwiazek sie rozwijal i chcialaby chociaz na 30 minut cos ktoregos dnia ze mna zrobic wspolnie) mialem.identycznie te dziewczyny na dododatek byly bardziej atrakcyjne ladniejsze i bardziej otwarte ale kazda miala w sobie cos co mi jednak nie pasowalo. Mimo wszystko nie rozwijalem tych znajomosfi one byly bardzo smiale ale ja nie chcialem i unikalem tego jak tylko moglem. Na weekendy wolałem zjechać do mojej ukochanej, dopiero na drugim roku zacząłem więcej wychodzić, ale ludzie i tak na mnie spoglądali, jak na tego, który zawsze odmawia zaproszeń. Teraz trochę się otworzyli, że jednak bardzo chętnie poimprezuję. Jak na to wszystko teraz patrzę? Ciesze sie, ze nie dałem się ani razu złamac i wybrać inną dziewczynę, jestem stały w uczuciach i jeżeli z kimś jestem, to nie ma opcji, żeby do czegoś doszło, nawet po alkoholu. Moja dobrze o tym wiedziała, jednak zazdrość zawsze była. Czuję, że wrocilem do normy, bo przestałem być zazdrosny, ta "chwilowa miłość" to dusza imprezowa, bardzo. Często wychodzi na imprezy, z kolegami na jakieś wypady, powiedziała, że zaufać mogę jej (mimo ze razem nie bylismy, to takie rozmowy się zdarzały), ani razu się nie denerwowałem, nic.
Szczerze? Pomimo tego co się działo między nami, dalej uważam, że to jest ta dziewczyna, być może przez to, że nie mam porównania, ale już na początku, kiedy ją poznałem powiedziałem "to jest ta jedyna" znajomi się śmiali, mówiąc, że miesiąc z dziewczyną jestem, a tak twierdze i że pewnie po 6 miesiącach, jak pójdę na studia to z nią zerwę. Jak widać ja do tej pory z nią nie zerwałem. Nie wiem, licze, że ona dojdzie do takich samych przemyslen jak ja, czyli okej zauroczenie zauroczeniem kimś innym, ale przecież kogoś kocha z kim jest od dłuższego czasu? Poznałem przez te ponad 3 lata wiele kobiet, naprawdę, ładniejsze, szczuplejsze, z większymi/mniejszymi proporcjami i w każdej zawsze było coś nie tak, coś co mi mówiło, że to nie jest dziewczyna dla mnie, stąd pierwsza dziewczyna w wieku 19 lat..
Teraz spotykam, poznaje wiele innych dziewczyn, bardziej lub mniej, na pewno zwracam dużą uwagę na nie, jedne mają coś fajnego do zaoferowania co moja ex, ale nie mają tego czegoś, nie czuje tej chemii, nie czuje tego czego oczekuje od kobiety i to nie dlatego, że ciągle jestem myślami o mojej ex, bo przecież po pierwszym rozstaniu, które bardzo łagodnie przeżylem (o dziwo), poznałem inną dziewczynę, nie powiem, dla każdego faceta chyba ideał, bo zrobiłaby wszystko dla niego (nie tylko na początku, ale przez cały związek), była jakby wychowana przez facetów jak ma postępować, pod każdym względem moich oczekiwań była wręcz idealna, ale jednak czegoś w niej brakowało, nie gadało mi się nigdy z żadną dziewczyną tak dobrze, jak z moją byłą, o nią zawsze chciałem walczyć, ona była taka w związku, że nigdy nie chciałem odpuścić, nigdy nie byłem znudzony. Dlaczego nie wybrałem też tamtej, skoro taka była idealna i robiła wszystko dla faceta? Po prostu, to facet zdobywa kobiete, a nie odwrotnie, w inną stronę jest jakieś zaburzenie i prędzej czy później związki upadają, bo każdemu czegoś brakuje.
Nigdy żadnej dziewczyny pierwszy nie "wyrywałem", zawsze to one pierwsze stawiają krok, tak nawet było z moją ex. Każdy mi się dziwi, że toksyczna, owszem, do idealnych się nie zalicza, wiele rzeczy mnie denerwuje, ale to są rzeczy, które mam wrazenie, że miną, tylko ona musi sie otworzyć w końcu. Strasznie z niej skryta osoba, typ samotnika, dlatego taki słaby kontakt ma ze swoimi przyjaciółkami, jednak zawsze marzyła, żeby być taka jak ja, że wokół mnie zawsze pełno ludzi, że nikt mi zginąć nie da. Ile to razy było tak, że jak byłem smutny, czy jak ona ze mną zerwała, to nie miałem czasu usiedzieć w domu, nawet teraz, co chwila ktoś mnie gdzieś wyciąga. A ona? Ona została wtedy sama, bo nie miała praktycznie nikogo, teraz nie wiem jak jest. Poznaje ludzi na studiach, ale wątpie, żeby na tyle sie otworzyła, żeby mieć swoją paczkę przyjaciół. Z tym chłopakiem to podejrzewam, że była zauroczona, że spokojny, miły, dobry i zawsze pomoże bez żadnych zobowiązań. Co jej cholernie imponuje, bo jak twierdzi, ja wszystko robie, ale oczekuje za to "zapłaty". Owszem, tylko, że uśmiech na twarzy albo proste "dziękuję" jest dla mnie najwyższą nagrodą, o której ona zapomniała, gdy ja byłem przy niej i skakałem gdy miała trudny okres w życiu. Do tej pory od niej nie usłyszałem, że mi dziękuje, za to że byłem przy niej.
Najgorsze jest to, że cały czas coś mnie do niej ciągnie, cały czas wszystko się dzieje tak, że nie potrafimy tego kontaktu zerwać. Jak ja odpuszczam, to ona zaczyna szaleć i odwrotnie. Poznałem inną dziewczynę, myślałem, że będzie już spokój, ale zaczęła się sesja, więc chciałem trwać przy niej. Teraz wprawdzie nie ma nic, poza tym, że przypada rocznica śmierci jej bliskiej osoby i to wprowadza jakiś zamęt.

Co ciekawe, od momentu kiedy napisała mi tego smsa wczoraj, poczułem taki nerw na nią, że szczerze? Odechciało mi się wszystko co związane jest z nią, myśli o niej od razu uciekły, dzisiaj też w ogóle o niej nie mysle jakos duzo, a te mysli nie są jakies pełne tęsknoty, itp. Mam takie wrażenie, że mógłbym jednak życ bez niej, nie jest mi potrzebna, dobrze się czuje z tym, że jej jednak nie ma, jest super. Nawet jakby zapukała do drzwi to bym powiedział, żeby poszła sobie. Ale wiem, że to chwilowe jest, że duma obejmuje kontrolę i gdybym teraz to zrobił, to za jakiś czas znowu byłby dół i dodatkowo walił bym głową o ściane, że tak postąpiłem. Dlatego też wolałem wczoraj nie pisać jej tego smsa, tylko dzisiaj rano i uważam, że była to dobra decyzja. Poza tym, tak jak ciemna podałaś swój przykład, nie kieruje się tym co teraz przeżywam, tylko to co towarzyszyło mi przez ostatnie dwa miesiące, czyli ten żal, smutek, chęć kontaktu, naprawy, itd. i patrząc na to, kreuję swoją decyzję. Jak i również, skoro już do niej napisało, coś mnie tchnęło, żeby to zrobić to pociągnę to dalej, nie wycofam się. Życie w sposób taki, że jeżeli coś zacznę, to muszę to skończyć, bez wahania, bez jakiegoś niepotrzebnego odkecania, bo to wprowadza tylko zamęt, o czym już się przekonałem blokując ją na fejsbuku i dając jej dumie satysfakcję, że przychodzę i błagam o litośc w postaci rozmowy i spotkania się teraz. Dlatego, staram się teraz panować nad emocjami, które sa ogromne i zmieniają się niczym sinusoida z krótkim okresem, bo jednak sytuacja wymaga takich emocji. Zobaczymy, dam znać jak coś odpisze, bo pewnie będę znowu potrzebował pomocy. smile

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

50

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Minęły kolejne dwie godziny, czuję, coraz większą presję, coraz większy niepokój, jak wczoraj kiedy napisałem jej smsa i czekałem na odpowiedź. Nie ukrywam, że czekam na smsa i boję się odpowiedzi, reakcji, ewentualnego spotkania, rozmowy na spotkaniu. Cholera, zawsze w coś się pakuję. Ostatni raz tak się czułem, kiedy w środku tygodnia zadzwoniłem do niej i powiedziałem, że chciałbym do niej tego dnia przyjechać i ewentualnie na drugi dzień wrócić, forma niespodzianki, czy ma coś do zrobienia i czy w ogóle chce. Bardzo się ucieszyła, cała przejęta, że musi iść do domu posprzątać, zrobić zakupy. Kiedy szedłem na pociąg, czułem dziwne emocje, wsiadając do pociągu już w ogóle, nie wiem czy to ekscytacja czy co, ale teraz przechodzę przez to samo, cholera.
Wiem tylko, że nie mogę się wycofać, stawić czoła temu wszystkiemu i albo to wszystko raz na zawsze skończyć, albo przejść najpoważniejszą rozmowę jaką dotychczas miałem i podjąć kroki ku lepszemu. Ahh ta moja nadzieja ...

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

51

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Poczytałem sobie o twoich cierpieniach Werterze i, jako trochę starszy od ciebie człowiek, pozwolę sobie dać ci kilka wskazówek. Wybacz jeśli któraś z nich cię urazi. Nie ma w nich odrobiny złośliwości. Jest za to wiele zrozumienia i empatii z mojej strony. Wiem, gdzie teraz jesteś, bo sam byłem w bardzo podobnej sytuacji.

Wskazówka pierwsza:

Gdy będziesz wieczorem brał prysznic, to sprawdź dokładnie, czy masz jajca we właściwym miejscu. Mam obawę, że twoja dziewczyna mogła cię ich pozbawić.

Wskazówka druga:

Przestań żebrać o uczucie, o jakikolwiek kontakt. Tak się nie robi. To uwłaczające twojej godności i jest zwyczajnie żałosne. Zostaw ją, dla swojego dobra, w spokoju.

Wskazówka trzecia:

Jesteś młody chłopcze, masz całe życie przed sobą. Żyj zatem! Baw się! Poznawaj nowych ludzi! Szukaj! Przestań żyć myślą, że to ta jedyna. Ja też tak myślałem o jednej dziewczynie hen, dawno temu i wiesz co? Nie miałbym dzisiaj wspaniałej żony i przeuroczej córeczki, gdybym wtedy nie odciął się od tej "jedynej"!

Wskazówka czwarta:

Na wypadek, gdyby powyższe nie zadziałały i chciałbyś walczyć dalej, to zacznij ją ignorować. Ja wiem, to trudne, ale  ostrze zwane obojętnością tnie najgłębiej i najboleśniej. Pokaż jej, że nie można tobą manipulować, że jesteś twardy. Pokaż jej gdzie przebiega cienka, czerwona linia.

Pozdrawiam

Wątpię...

52

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Szczerze mówiąc, dużo o tym myślałem, Twoje wskazówki są bardzo cenne. Czuję, że jeżeli nie spróbuję teraz, to będę bić się do końca życia, bo je sie tylko, że moge się rozczarować bardzo, ale wole się rozczarować, niż bić się w pierś, że nie spróbowałem pogadać.

Nie idę tam błagać o miłość czy cos, chce powiedzieć to co we mnie siedzi od samego początku. Co ma być to będzie. Wtedy się z nią umówiłem i to pomogło, zobaczymy jak będzie teraz. Wiem tylko, że jeżeli napluje mi w twarz, albo będzie próbowała szydzić ze mnie, to kontakt urwę na zawsze, jestem tego pewien, bo nie będe bił sie w głowe, czy ona nie mysli o mnie żebym wrócił, itp.
Staram się nie myśleć, że to ta jedyna, nie wspominać tego co było, w sumie, to bardzo rzadko wspomnienia wracają, nie odczuwam już "ojej, ta droga mi się z nią kojarzy, czesto tedy chodzilismy" to wszystko z tego co widze jest takie zimne, owszem może wrócić, ale nie przywołuję tego teraz.

Dzięki za radę, szczerze smile

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

53

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

W naszym przypadku było to błędem, że żadne z nas nie chciało o siebie zawalczyć tylko czekało na krok tej drugiej osoby. Ja po 3 miesiącach jak postanowiłam o niego zawalczyć to powiedziałam mu wszystko co czuje, jak kocham, jak mi go brakuje, ale on mnie odrzucił. Zrobił to pewnie dlatego, że najpierw to on strasznie cierpiał, a ja go olewałam, potem jednak role się odwróciły i ta dziewczyna dała mu siły, żeby mnie odrzucić. Jednak okazał się pomyłką, ale znów ja nie mogłam przeboleć tego, że tak szybko ma nową, że doszło miedzy nimi do czegoś i powiedziałam sobie "STOP to na prawdę koniec!", a jego za to nienawidzę. Oboje unosiliśmy się dumną, do tego fb na prawdę jest źródłem informacji o drugiej osobie, a że nie zablokowaliśmy siebie na wzajem bo dla mnie to dziecinne to widzieliśmy co się miej więcej w naszym życiu dzieje. On słucha hip-hopu i wstawiała bardzo dużo piosenek o miłości, jej braku, krzywdzie, tym że żyje własnym życiem i trzeba iść do przodu, a ja wiedziałam, że jest mu źle, że tęskni, ale czekałam na to żeby do mnie napisał. Mamy wspólną znajomą i ona jest tak jakby naszym informatorem. Nie raz mówiła, że strasznie pije, że kłuci się ze wszystkimi jest nerwowy, a czasem przybity jak pies. Wiem, że to wszystko było z mojej winy, ale ja też tak strasznie cierpiałam, na dodatek nikogo nie miała i on dobrze o tym wiedział. Powiem ci jedno jak teraz zawalczysz ona cię odrzuci to odpuść chłopie. Mnie jak mój były olał na 100% pokazał, że samotność zajebi* mu odpowiada to ja postanowiłam o niego zawalczyć, a jak on uganiał się za mną to miałam go w dupie. Jak mi to pokazał, że nie jest już mój to wtedy zaczęłam go doceniać. Ty też tak zrób, a na marne ci to nie wyjdzie bo albo ją odzyskasz, albo pozbierasz się szybciej i będziesz gotowy na nową miłość.
Powiem ci jeszcze, że poszłam do wróżki i ona powiedziała mi coś co chciałam usłyszeć, a jednak w to nie wierze. "Wróci do pani były i ożeni się pani z nim. Zapewni wam wszystko i będziecie bardzo szczęśliwi." Hmm prawda? To się jeszcze okaże ;D

54

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

To co piszesz naprawde jest motywujace i bardzo mi pomaga teraz. Pisalismy dzisiaj troche napisala ze jezeli .amy sie spotkac zebym zaczynal temat spiny jaki mam.z jej przyjaciolka i wciaganie jej w to, to ona zwyczajnie nie.ma.ochoty. napisalem ze ja chce sie spotkac.porozmawiac a nie rozdrapywac jakies rany. A temat jej przyjaciółki jest miedzy mna a nia zakonczony. Odpisala mi ze nie wie czy da rade w ten weekend znalezc czas bo ma sie widzidc z ta przyjaciolka a w poniedzialek ma jedno z cięższych kolokwiow i nie ma czasu na dodatkowe spotkania czy inne rzeczy wiec moze nastepnym razem (napisalem jej wczesniej w smsie ze ten i nastepny weekend jade do miasta.rodzinnego). Napisalem wiec ze jak ogarnie wszystko to niech da znac. Dodala ze zobaczy jak sie potoczy czas w ten weekend. Wiem ze na spotkaniu jej przyjaciółka bedzie na mnie napieprzax najgorsze rzeczy i mowic jej zeby dala.sobie ze.mna spoloj raz na zawsze.  Zobaczymy jak to wyjdzie ;-)
tak chce zrobic i nie.mam zamiaru unosic sie duma dla mnie to dziecinada udawanie czegos cholera wie po co jak.w środku czlowiek cierpi. Nie lubie udawac tegp kim nie jestem i pokazywac tego czego nie czuje tak naprawde. Nie zamykam sie teraz tylko na nia. Jezeli spotkam.kogoz wyjatkowego i bede chcial z ta osoba zostac to tak zrobie. Musze.myslec tez o sobie bo to moje szczescie jest najwazniejszs a nie kogoś innego i o tym zapomnialem w ostatnim czasie (oczywiscie jak beda dzieci kiedys w mokm zyciu to bede dbal o ich szczescie bardziej niz o swoje tongue). Trzymam i za Ciebie kciuki licze na zaproszenie na slub :-D

"Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją"

55

Odp: Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Nie sądzę, że do siebie wrócimy, ale los potrafi płatać figle wink
I jeszcze taka rada, nie uganiaj się tak za nią, pozwól jej zrozumieć, że cie traci coś wspaniałego. Daj jej spokój, a na pewno przyjdzie taki czas, że zacznie zastanawiać się czemu zamilkłeś, co się dzieje wtedy sama zapuka do twych drzwi. Teraz cię odrzuca i będzie to robić bo wie, że może sobie romansować, figlować, a jak jej nie wyjdzie to ty do niej i tak wrócisz. Traktuję cie jak pieska do bicia, który obrywa za wszystkie jej niepowodzenia. Pokaż jej, albo przynajmniej udaj, że nie jest ona całym światem i pozbierałeś się, wyrzuciłeś ją z życia. Zobaczysz jak ją to zaskoczy, a wtedy dopadną ją myśli, że faktycznie byłeś jej przeznaczony. Gdyby mój były tego nie zrobił postępowałabym z nim jak z tobą była.. Jeszcze jedno, mam taką koleżankę, w zazadzie dwie, które też tak traktowały swoich mężczyzn, były takie niedobre, fochały się, a oni walczyli nieustannie i teraz każda z nich mówi, że nie nawidzi byłego, że jest upierdliwy i mają ich dosyć bo ono stop walczą po mimo upływu czasu. Strasznie działa to na nerwy jak kogoś nie chcesz, a ta osoba narzuca się. wtedy jeszcze bardziej uświadamiasz sobie, że taka osoba jest żałosna dlatego kolego OLEJ JĄ i pozwól teraz jej zawalczyć!

Posty [ 1 do 55 z 538 ]

Strony 1 2 3 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie, powroty, badanie terenu?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018