Witam. Jestem tu po raz pierwszy, trafiłam tu przez przypadek i zaczęłam czytać. Dowiedziałam się że nie tylko ja jestem sama i nie tylko ja mam problemy. Mój problem dotyczy trudnej miłości. Mam 33 lata i moje Zycie uczuciowe to kompletna ruina
Więc może zacznę od początku. W maju zaczęłam się spotykać z mężczyzną po przejściach, któremu 3 lata temu po 12 latach ciężkiej choroby zmarła żona. Został sam z synem. Związek rozwijał się i było nam bardzo dobrze razem. W sierpniu na miesiąc mój mężczyzna wyjechał na wczasy z synem. Umierałam z tęsknoty, on dzwonił ja pisałam smsy i odliczałam dni do jego powrotu. Kiedy wrócił coś się zmieniło, a raczej on. Co prawda nadal mnie kochał, mówił mi jak ważna jestem dla niego. Nadal był dla mnie troskliwy, kochający, ale już nie miał dla mnie tyle czasu jak dawniej. Wszyscy byli ważniejsi, tylko nie ja. Czekałam cierpliwie, bo praca, bo syn, bo rodzina (jej rodzina ? jego rodzice nie żyją, jedynie z najbliższych pozostał mu syn), bo koledzy. Kiedy się ze mną umawiał raptownie pojawiała się siostra jego żony na kawę (bez zapowiedzi). To znowu gdy mieliśmy spędzić wspólną noc, tak ważną dla mnie, jego syn nie wrócił z imprezy, nie było go tez w miejscu gdzie się umówił z ojcem. Więc ja zeszłam na dalszy plan, nawet nie powiadomił mnie że nie przyjedzie. A ja czekałam i usnęłam zapłakana. Kiedy zapytałam co się stało to powiedział. Ale nawet nie przeprosił. Wybaczyłam mu, bo wiem że nie wygrała bym, a z młodym ma on problemy. Miałam nadzieję że to się zmieni. Próbowałam to sobie tłumaczyć że powinnam być wyrozumiała, dać mu więcej czasu, nie narzucać się (nadmieniam, że nigdy nie byłam u niego w domu, ale nie dlatego że on tego nie chciał, tylko dlatego że nie chciałam wejść w miejsce gidzie był jej dom)Niestety w październiku zaczęły się prace porządkowe na cmentarzu ? trzeba było postawić żonie pomnik, rozumiałam to i wspierałam go, nie powiedziałam złego słowa, gdy poszedł jako osoba towarzysząca na wesele z korepetytorką swojego syna (choć zabolało mnie to bardzo, bo nawet nie zapytał czy nie miała bym nic przeciwko). Wiedziałam że nie zdradzi mnie i się nie zawiodłam. Ale sam fakt wyjścia bolał mnie. Kiedy po raz kolejny nie przyjechał na umówione spotkanie i o tym że ma gości (bez niespodzianki ? rodzinka zmarłej żony)zawiadomił mnie o 23 a umówieni byliśmy na 18, nie wytrzymałam i napisałam ze dziękuje za miły wieczór. W końcu pokazał mi jak ważna jestem dla niego. W odpowiedzi dostałam smsa że on jest okrutny, zły i brudny, że powinnam mu wybaczyć, bo on już duchowo umarł?. Zatkało mnie. A on popadł w jakąś dziwną depresje, przestał odbierać Tel, nie tylko ode mnie ale i od znajomych nie odpisywał na smsy. Kiedy spotkaliśmy się powiedział mi że kiedy zapytał syna co by powiedział gdyby sobie kogoś znalazł, jego syn stwierdził że jeszcze jest za wcześnie. Wtedy on powiedział do niego, że on nie ma nic do powiedzenia w tej kwestii, na co młody do niego ? czyżby mam w tej kwestii wiele do powiedzenia. Mój mężczyzna zaczął się ode mnie odsuwać. Tłumaczyłam sobie że jak już przejdzie wszystkich świętych będzie lepiej, ale nie było on zaczął przebąkiwać że jest dla mnie za stary, ze on mnie krzywdzi, ze powinnam sobie znaleźć kogoś w swoim wieku (jest on starszy ode mnie o 12 lat. Ja mam 33 a on 45), że on mnie musi chronić przed samym sobą i kiedyś mu za to podziękuję. W końcu 13 listopada poprosił czas do namysłu ? powiedział mi że on już miał swoje kochanie, że nie wie czy jest w stanie mnie pokochać jak zmarłą żonę i że ja zasługuje na kogoś lepszego, kto da mi szczęście a nie poobijanego przez życie starego faceta. Czas do namysłu ma potrwać do stycznia. I że on jak sobie to przemyśli to do mnie zadzwoni. Oczywiście dodał że nie chodzi o inną kobietę, bo nikogo innego nie ma.
Od tego czasu wije się i nie potrafię zrozumieć dlaczego. Ja wiem ze nie chodzi o kogoś innego, wiem że jest sam. Spełniłam jego prośbę. Nie narzucam mu się, nie dzwonię. Czekam, choć powiem że nadzieja w moim sercu umarła. Czuje się strasznie skrzywdzona przez niego, tym bardziej że on mówił do Mie, że chce się ze mną ożenić, że pragnie dziecka. Wiem że on jest dobrym człowiekiem, ale ma miękkie serducho. Niestety jego koledzy też nie są idealni. Kiedy przyznał się że ma kogoś to usłyszał ? tylko się nie żeń. Ich teoria jest taka, że na pewno za 5 lat będę go ?walić? po rogach a on będzie siedział w domu i wychowywał obce dziecko? Zrobiło mi się z tego powodu bardzo przykro, bo żaden z jego kumpli mnie nie zna. No ale ocenili mnie swoją miarką ? sami ?kopulują? z dziewczynami w wieku ich córek. Nadto utwierdzali go w przekonaniu, że różnica wieku miedzy nami to epoka lodowcowa. No tak, sam mi mówił że jakieś pół roku po śmierci jego żony jego koledzy zrobili sobie u niego metę ? no bo przecież trzeba pocieszyć kolegę, a że on nie ma żony, więc nie ma kto marudzić. W efekcie wódka była rozwiązaniem ich problemów?
Od jego odejścia 13.XI w piątek czuje się strasznie. Bardzo mocno za nim tęskne, wiem że jemu także nie jest lekko. Najgorsze jest to że straciłam wszelka nadzieję że kiedykolwiek jeszcze będę szczęśliwa, że ułożę sobie życie, ze urodzę upragnione dziecko. Codziennie zadaję sobie pytanie dlaczego ja nie mam prawa do szczęścia. Wszyscy wokoło mnie są z kimś a ja nadal sama? W końcu doszłam do wniosku, że skoro nie mam szczęścia w miłości to nie będę już o nią walczyć ? nie ma sensu. Skoro nie mogę mieć mojego ukochanego. Dla mnie nie miało to znaczenia że on miał brzuszek, obite kolanko, zszyty łepek i nadszarpnięte uszko. Nie było też ważne że był poobijany przez życie. Był przy mnie i kocham go za jego serce, ze to że się mną opiekował? był przy mnie teraz jestem sama?
Podobne tematy
Z twojego opowiadania wynika, że twoj mężczyzna lekko sie pogubił. Nie wiem może dorwały go demony przeszłości, może kumple, rodzina zony, albo niestety kogoś poznał ( w to, że nie ma nikogo to tak nie wierz na 100%, oni doskonale to ukrywają, aczkolwiek faktycznie może nie poznał nowej kobiety, nie wiem, nie oceniam, podaje możliwości). Poprosił cie o czas do namysłu, dobrze, że to uszanowałaś. Miał czas do stycznia więc powinnaś sie upomniec o decyzje. Nie jesteście nastolatkami, któe rozstają sie co chwile i do siebie wracają. O miłość zawsze warto walczyć, nawet jak już nie ma nadzieji. Poczekaj co ci powie. Jesli będzie to przedłużał to postaw sytuację jasną. Koniec! Może się przestraszy i wróci na dobre, a jeśli cie oleje to znaczy, że tak naprwdę juz dawno podjął decyzję tylko nie wiedział zbytnio jak ci o tym powiedziec (to też im zbytnio nie idzie). Nie pozwól żeby cie zdominował. Jesteś cudowną kobietą i na takiego faceta własnie zasługujesz. Substytuty, nie dziekuję.
Dziękuję za odpowiedź. Masz rację chomej w tym co piszesz. Nigdy nie ma 100% pewności w żadnej sprawie. Jednak podejrzewam że nie chodzi tu o inną kobietę. On zawsze był ze mną szczery i nigdy nie złapałam go na kłamstwie. Raczej skłonna bym była powiedzieć że to duchy przeszłości i rodzinę z synem i jej rodziną na czele. Nigdy oficjalnie nie powiedział młodemu mu że jest z kimś związany. Bał się że młody nie przyjmie tego do wiadomości i będzie robił problemy (jest to bardzo wyrachowany i rozpuszczony człowiek, który od życia zawsze dostaje co chce), tym bardziej ze jak próbował mu o tym powiedzieć to młody kategorycznie powiedział że jeszcze jest na to za wcześnie. Niestety młody ma atut w ręku do szantażu ? jest w klasie maturalnej. Mojemu mężczyźnie bardzo zależy na tym aby jego dziecko zdało dobrze maturę i poszło na studia. Ze względu że młody jest jego jedyną i najbliższą rodziną mój ukochany jest dla niego w stanie poświęcić bardzo wiele ? łącznie ze swoim szczęściem.
Zawsze uważałam że nikogo nie można uszczęśliwiać na siłę. Jeśli się kogoś kocha i ta druga strona chce od nas odejść ? niezależnie z jakich powodów. To należy jej na to pozwolić. Nie można nikogo na siłę zatrzymać, czy to prośbami, płaczem czy szantażem. Wiązanie kogoś z sobą tylko dlatego że nam jest źle jest nie do przyjęcia a bycie z kimś z litości jest jeszcze gorsze niż samotność. Jest mi bardzo bardzo źle, ale wiem że postąpiłam słusznie. Tylko czemu to tak boli ???
No chyba naturalne, że boli. Każdy kto kiedyś kochal tak prawdziwie i został pozbawiony tej miłości musi to przeżyć. Musi to wszystko wycierpieć i niestety nic ani nikt mu w tym nie ulży. Niestety najbardziej ranią nas najbliżsi, bo najbardzije nam na nich zależy. Masz rację, kochać to znaczy czasami pozwolić odejść i moim zdaniem jest to najgorsza i najcięża decyzja jaką przyszło nam (bo ja też niedawno to przechodziłam) zaakceptować. Nikogo na siłę nie można uszczęsliwić. Z każdym dniem powinno być ci lepiej, ale z pewnością wiele dni i miesięcy minie nim dojdziesz w pełni do siebie.
Dzisiaj szłam ulicą rozmyślając o tym wszystkim i doszłam do wniosku, że jak już poukłądam sobie ten świat na nowo, jak pokonam ten ból, żal, to pokonam już wszystko.
Takie doświadczenia dają nam siłę i pozwalają odkrywać siebie na nowo. Mam nadzieje, że po tym huraganie wstanie kiedyś słońce.
Niestety ja straciłam wiarę w to że jeszcze kiedykolwiek będę ok. Wraz z jego odejściem umarł kawałek mojej duszy, straciłam radość życia. Przestało mi zależeć na wszystkim. Rano wstaje bo muszę iść do pracy, nie na skrzydłach jak wcześniej. Ta iskierka nadziei która tliła się w moim sercu zgasła, w raz z nią nadzieja na lepsze życie u boku ukochanego. Został żal i smutek
on chciał dla Ciebie dobrze, tylko że nie wiedział co znaczy dobro dla Ciebie. Myślał, że jest dla Ciebie za stary, ale jeśli się kogoś kocha to różnica wieku nie ma znaczenia. On chce twojego szczęścia, chce byś znalazła sobie kogoś w swoim wieku. Powiedź mu co Ty o tym myślisz, może to coś zmieni. Jeśli nie to zawsze warto próbować a nie patrzyć jak ukochana osoba ucieka na dobre wraz z marzeniami i palnami....
7 2010-03-04 01:38:45 Ostatnio edytowany przez alicicja (2010-03-05 19:50:46)
Witam,
Troszkę czasu mnie tu nie było. Przez ten czas wiele się zmieniło. Otóż 25.01 zadzwonił dzwonek , w drzwiach stał ON. Przyjechał do mnie żeby porozmawiać. Odbyła się długa rozmowa o tym co się stało. Wyjaśniliśmy sobie wiele spraw, on przyznał się do tego że zachował się jak tchórz. Szczerze wyjaśnił dlaczego zachował się tak jak się zachował - dopadły go "demony przeszłości" a nowy związek i tępo jakie on sam narzucił przerosło go i potrzebował czasu, dlatego prostu uciekł. Oczywiście jak każdy facet stwierdził że ja go źle zrozumiałam, kiedy on mówił do mnie że miał już swoje kochanie i że musi sobie pewne sprawy przemyśleć ? bo on tego wcale nie myślał i to jest NADINTERPRETACJA !!!! A nie odzywał się tak długo bo nie chciał rozdrapywać ran?. To nie prawda że on zrezygnował ze mnie ? on po prostu zrezygnował ze związku. Nadal jestem jego przyjaciółką, kimś więcej niż przyjaciółką. Zawsze możemy spotkać się na kawę, iść do kina czy porozmawiać. Jestem dla niego kimś bardzo ważnym i zawsze nim będę. Nie ma też nikogo innego poza mną (myślę że w tym względzie nie kłamie ? wiedziała bym to, no chyba że pod uwagę weźmiemy jego kolegów ? doradców życiowych). Przytulał mnie mocno, całował i pocieszał ze będzie wszystko dobrze. Poryczałam się jak bóbr.
Niedawno ?ON? miał urodziny. Uznałam to za świetną okazję do powiedzenia tego czego nigdy nie chciał on słuchać, bo on zawsze wie lepiej i dzięki temu ma 1000 wkrętów na temat swojej osoby. Znalazłam w Almi Decor misia, szarego bardzo smutnego. Przefastrygowałam mu uszko, kolanko i łepek. Zawiązałam na szyi kokardkę, do której dołączyłam kartkę następującej treści:
I co z tego że:
Ten Miś ma brzuszek, szyty łepek i obił sobie kolanko.
Nie ma już nastu lat i wychował małego niedźwiadka.
Bardzo mocno doświadczyło go życie, i uważa że nie ma już prawa do szczęścia?
To nie prawda,
On nadal jest bardzo wartościowym Misiem, który ma 1000 minusów, ale i jeszcze więcej plusów. To co dla niego jest wadą, tak naprawdę jest jego wielką zaletą. Mimo wszystko on nadal ma prawo cieszyć się życiem i być znowu szczęśliwym?
Odpowiedział- że on i tak swoje wie lepiej. Ale mocne przemyślenie miał. Bałam się że się na mnie obrazi, ale się nie obraził. Mis siedzi na honorowym miejscu i spogląda na niego.
Nie widujemy się już tak często jak dawniej, nie rozmawiamy przez tel tak często. Co prawda staramy się spotkać raz w tygodniu, jednak ja nie nalegam. Postanowiłam, że nie będę się narzucać. Czasem dzwonie z zapytaniem jak leci i jak się czuje (ostatnio pochorował się na zapalenie płuc ? nie doleczone zapalenie oskrzeli).
We mnie też coś się zmieniło. Okres kiedy go nie było sprawił że we mnie coś pękło ? moja dusza pękła i pokruszyła się na milion kawałków które to potoczyły się po wszystkich katach pokoju. Pozbieranie jej to nie taka prosta sprawa. To co się stało zraniło mnie tak boleśnie, zablokowałam się na jakakolwiek miłość fizyczną. Nic na siłę. muszę być pewna tego, że naprawdę tego chcę - a na dzień dzisiejszy mam same wątpliwości. Kocham go bardzo mocno. Jego ramiona to najbezpieczniejsze miejsce na świecie. Oddała bym wszystko aby każdej nocy móc w nich zasypiać i się w nich budzić, ale zranione serce boli bardzo, bardzo mocno. Stanęło więc, na tym że jesteśmy przyjaciółmi. A co z tego będzie - czas pokaże. Może kiedyś serduszko przestanie boleć a rana zadana mu zagoi się ....
To brzmi jak uzależnienie od partnera a wiem coś o tym bo też się z tego próbuje że tak powiem leczyć.Dziewczyno nie rycz jak bóbr tylko zacznij działać.Pomaluj usta szminką,podkreśl oczy ,nabierz powietrza w płuca i zobaczysz jak super się poczujesz.Dobrze jest mieć swoje życie...
Nie jestem od niego uzależniona. Nie zaniedbuje się. Mam swoje życie zawodowe, które w żaden sposób nie jest z nim związane. Mam też swoją część świata, o której istnieniu on wie i jej nie narusza, to mój azyl do którego uciekam w chwilach zwątpienia. Kocham go, jest moja "połówką jabłka", ale mam zasadę nic na siłę. Nie biegam za nim nie płacze nie narzucam się. jestem bardzo silną osobą, która nie jedno już w życiu przeszła. To bardzo trudny związek - bo on uczy się żyć na nowo po śmierci żony. Na świecie został sam z synem. Stracił radość życia i wiarę w to, że możne być jeszcze dobrze. Nigdy mnie nie zdradził, nie okłamał, ufam mu i czuję się przy nim bezpiecznie. Wiem że to ma sens, dlatego kiedy coś się sypie to boli.